„Z samorządu do Senatu" - zgodnie ze swoim hasłem wyborczym - Stanisław Pawlak wygrywa wybory uzupełniające do Senatu. Kandydat Nowej Lewicy popierany przez Pakt Senacki był gościem Iwony Muszytowskiej-Rzeszotek w „Rozmowie Dnia".
Stanisław Pawlak
Iwona Muszytowska-Rzeszotek: W wyborach uzupełniających oddano na pana 9888 głosów, czyli sprawdziły się pana prognozy...
Stanisław Pawlak: Rzeczywiście, były takie prognozy, które wskazywały, że mogę liczyć na 46-48 procent głosów i rzeczywiście uzyskałem poparcie 46%. Jestem bardzo zadowolony, że u mnie sprawdziło się to bardzo dokładnie, mimo że, przypomnę, frekwencja była bardzo niska, bo 7,95%. Chyba jeszcze nigdy frekwencja nie była tak niska, jak w tych wyborach, co miało przełożenie na uzyskane wyniki.
No właśnie, te wybory zapiszą się niestety w historii z powodu niskiej frekwencji. Jaki jest pana zdaniem tego powód? Dlaczego wyborcy nie poszli do urn?
Myślę, że chodzi o termin ogłoszenia tych wyborów przez prezydenta Andrzeja Dudę, który wskazał termin 21 lipca, czyli w okresie wakacyjnym, w okresie urlopowym i w okresie żniwnym. Osoby, z którymi rozmawiałem w czasie kampanii wyborczej często mi mówiły: „Znamy pana, zagłosowalibyśmy, ale niestety, wyjeżdżamy". Inni mówili: „Znamy pana, ale są żniwa, musimy jechać w pole i młócić". To wszystko miało przełożenie na frekwencję, ale reprezentatywność wyborców została moim zdaniem zachowana, mimo że ta frekwencja była bardzo niska. Chcę przypomnieć, ze mój poprzednik, Krzysztof Kukucki, który przy bardzo wysokiej wtedy frekwencji, 15 października 2023 roku, uzyskał ponad 88 tysięcy głosów, ale 40 to było również 6 procent udziału wobec pozostałych głosujących. Z tego jestem oczywiście bardzo zadowolony. Serdecznie dziękuję przede wszystkim tym, którzy złożyli na mnie podpisy do rejestracji, jako kandydata. Chcę też przypomnieć i podziękować, że podpisów złożono na mnie 4255. Jeżeli teraz powiem, że zagłosowało na mnie 9888 osób, czyli dwukrotnie więcej, niż wcześniej złożono podpisów. To jest to sukces (...).