Zbigniew Girzyński
Gościem „Rozmowy dnia” był prof. Zbigniew Girzyński, historyk z UMK w Toruniu. Rozmawialiśmy o historycznym i społecznym znaczeniu stanu wojennego.
Mamy 13 grudnia, to data, która w pamięci Polaków bardzo mocno się odcisnęła, to rocznica wprowadzenia stanu wojennego. 41 lat już minęło od tego czasu. Czy sądzi Pan, że dzisiaj to wydarzenie jeszcze ma znaczenie, odciska się również na naszym życiu społecznym i politycznym?
Już chyba coraz mniej, upływ czasu jest tutaj bardzo znaczący – nawet osoby, które wówczas były dorastające, dzisiaj są w wieku niemal emerytalnym, więc coraz mniejszą rolą odgrywa dla bieżącego życia politycznego, społecznego. Ale z pewnością jest ważną cezurą historyczną, cezurą w zakresie pewnych przemian, które wówczas zadziały się w społeczeństwie, pewnie jeszcze procentują i będą procentować przez następne lata ze względu na to, że osoby, które wówczas podejmowały kluczowe decyzje, są często wychowawcami politycznymi kolejnych pokoleń Polaków i te spory dotyczące stanu wojennego przez to ciągle jeszcze mają miejsce.
Widać to było chociażby, kiedy umierał generał Jaruzelski. Był mocny spór wokół tej osoby. Jak Pan sądzi, jaka była rola Wojciecha Jaruzelskiego w tym wszystkim? Z jednej strony jest to właśnie autor stanu wojennego, z drugiej strony – czasem przedstawiany jako człowiek, który doprowadził do Okrągłego Stołu, do zmiany ustroju w sposób bezkrwawy, przez negocjacje…
Ale kiedy generał Jaruzelski doprowadził do tego Okrągłego Stołu – doprowadził do tych rozmów wówczas, kiedy strona sowiecka oczekiwała, żeby do tego rodzaju rozmów doszło, kiedy została podjęta decyzja polityczna na Kremlu, o tym, że w państwach satelickich, takich jak Polska, można przeprowadzić reformy społeczne. Co więcej, kiedy w ówczesnej Niemieckiej Republice Demokratycznej w czerwcu 1989 roku tamtejsze kierownictwo jeszcze nie było gotowe na tego typu rozmowy, to Michaił Gorbaczow, wówczas przywódca państwa sowieckiego, pojechał do Berlina Wschodniego, aby zachęcać towarzyszy niemieckich do tego, żeby tego typu rozmowy prowadzili. W takich warunkach, mając pełną zgodę, akceptację, Jaruzelski zgodził się na rozmowy i rzeczywiście je przeprowadził. On mógł odegrać historyczną rolę, ale nie w roku 89., bo w roku 89. ktokolwiek by nie stał na czele państwa, musiałby ten proces przeprowadzić, ponieważ takie było oczekiwanie z Moskwy. Tę rolę historyczną mógł odegrać w roku 1981., kiedy, mając pełnię władzę w Polsce, mając kontrolą nad polską armią, i będąc poniekąd człowiekiem nie do zastąpienia przez Moskwę, wówczas, zamiast stanąć na czele polskiego społeczeństwa, zamiast przeprowadzić wówczas proces demokratyzacji, stanąć po stronie Solidarności – stając się, mimo swojego rodowodu komunistycznego, takim bohaterem dla Polaków, jakim dla Czechów, a jeszcze bardzie dla Słowaków stał się Aleksander Dubček czy dla Węgrów Imre Nagy – wypowiedział wojnę własnemu narodowi, wypowiedział wojnę w obronie władzy. Rola generała Jaruzelskiego na kartach historii jest mimo wszystko tym obarczona (…).