Bartosz Kownacki
Gościem „Rozmowy Dnia” był poseł Bartosz Kownacki, wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Obrony Narodowej. Rozmawialiśmy o wojnie na Ukrainie i jej konsekwencjach.
Michał Jędryka: Wczoraj minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau wystąpił podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ, zabrał głos też jako przewodniczący OBWE. Twierdzi, że Rosja kupiła sobie czas, gdy 24 lutego rozpoczęła wojnę na ukraińskim terytorium państwowym. Jak to jest z tym czasem w tej wojnie? Czy rzeczywiście Rosja ma go dużo, czy mało?
Bartosz Kownacki: Zachód ma tego czasu bardzo mało. Mam wrażenie, że Zachód cały czas nie dostrzega powagi sytuacji na swojej wschodniej granicy. To nam tego czasu teraz potrzeba – bo jeżeli Polska, ale także cały Sojusz Północnoatlantycki nie przeciwstawią się teraz, to w perspektywie bardzo krótkiej dojdzie do, moim zdaniem, kolejnych już bardzo poważnych starć, być może na terenie także Polski. Pamiętamy tę sekwencję zdarzeń, ten scenariusz, który przedstawił świętej pamięci Lech Kaczyński. Widać, że on jest teraz realizowany. Mam pewną wątpliwość, czy pierwsze będą państwa bałtyckie, czy Polska, z jednego prostego powodu: państwa bałtyckie bez Polski istnieć nie mogą, Polska bez państw bałtyckich może istnieć, i o tym dobrze wiedzą Rosjanie. Wiedzą, że jak pokonają Polskę, zwasalizują Polskę, to w zasadzie jednym ruchem, jednego dnia zajmują państwa bałtyckie. Może jeszcze wiele rzeczy się wydarzyć, a nam tego czasu bardzo potrzeba. Na dziś Europa nie byłaby gotowa do takiego pełnoskalowego konfliktu z Rosją. W pierwszej kolejności nie byłaby gotowa mentalnie, bo być może wojskowo – z tym jest różnie: czasem lepiej, czasem gorzej. Bundeswehra nie jest w najlepszym stanie, ale na przykład wojska amerykańskie spokojnie dałyby sobie radę z wojskami rosyjskimi, jednak mentalnie cała Europa nie jest gotowa na konflikt.
No właśnie, a czy Rosja jest gotowa do tego, żeby otworzyć sobie drugi front, mimo zaangażowania na Ukrainie?
Uspokoję w tym sensie, że rzeczywiście, gdyby stało się nieszczęśliwie tak, że Ukraina zostałaby podporządkowana, to nie jest tak, że w maju mielibyśmy kolejną wojnę. Na pewno tak nie będzie, ale w perspektywie kilku lat – a to jest za krótki czas, żeśmy się dobrze przygotowali – do tej wojny dojść może. Trzeba się z tym po prostu bardzo poważnie liczyć. Proszę zobaczyć, jaka była sekwencja zdarzeń: 2008 rok – Gruzja, 2014 rok – Krym, 2022 rok – Ukraina. Czyli co 6-8 lat Rosja wyznacza sobie kolejny cel. Śmiem twierdzić, że teraz ten cel wyznaczy sobie szybciej, żeby zaskoczyć drugą stronę. Rosja odkryła karty i rzeczywiście nie okazała się na ten moment tak skuteczna, jak oczekiwaliby tego przywódcy rosyjscy. Jest tam szereg problemów wojskowych z prowadzeniem ofensywy (...).