– Bardzo trudne jest znalezienie oszczędności w budżecie miasta. Wciąż mam nadzieję, że środki utracone z powodu obniżki podatków, rząd jakoś samorządom zrekompensuje – mówi skarbnik Bydgoszczy Piotr Tomaszewski, który był dziś gościem "Rozmowy dnia" w Polskim Radiu PiK.
Piotr Tomaszewski [wideo]
Michał Jędryka: Ile kosztuje roczne utrzymanie roczne takiego miasta, jak Bydgoszcz?
Piotr Tomaszewski: Musimy się poruszać w kwocie 2 miliardów złotych. Nasze bieżące wydatki, czyli te codzienne – na życie, nie na inwestycje, to jest nieznacznie poniżej 2 mld. Do tego dochodzą jeszcze oczywiście wydatki inwestycyjne, tego mamy w przyszłym roku 637 milionów. Podobna wartość prognozowana jest dla roku bieżącego.
Inwestycje to jest to, co najbardziej widać we wszystkich wydatkach - choć czasem nie widać, bo z inwestycjami jest często tak, że planuje się ich dużo więcej, niż wykonuje.
– Z inwestycjami jest dokładnie tak samo, jak w każdym w domu. Planując czy realizując jakąś mniejszą czy większą inwestycję, nagle okazuje się, że jest problem z fachowcami albo żeby infrastruktura czy sieć była zgodna z tym, co jest na planach. Zdarza się, że rzeczywiście zakończenie inwestycji jest przesuwane na rok następny, ale wszystkie zawsze są realizowane.
To wszystko musi być finansowane, a źródłem finansowania samorządu, miasta są podatki – między innymi udział w podatku dochodowym od osób fizycznych. O to jest chyba największa awantura, bo Parlament obniżył podatki na rok przyszły, w związku z tym dochody nie są tak wysokie, jakby samorząd chciał.
– Prawdą jest to, że zmiany podatkowe uderzyły bardzo mocno we wszystkie samorządy w Polsce. Biorąc pod uwagę, że miasta na prawach powiatu – a takim jest Bydgoszcz, mają blisko 50 proc. udziału w podatku dochodowym od osób fizycznych, to obniżenie tego podatku powoduje obniżenie wpływów do miasta. Oczywiście wszyscy jesteśmy za tym, żeby podatki obniżać, natomiast konieczne byłoby zrekompensowanie tego ubytku samorządom, w tym i Bydgoszczy. Dla Bydgoszczy jest to około 70 mln zł mniejszy wpływ, niż moglibyśmy tego oczekiwać.
Jak patrzymy na liczby bezwzględne, to ten wpływ jest mniej więcej taki, jak w roku ubiegłym, a nawet trochę wyższy.
– Nie zgodzę się, bo jeżeli wiemy, że dzisiaj mam już grudzień, to z dużym spokojem mogę powiedzieć, że wiem, jakie będą wpływy z podatku dochodowego za rok 2019. Będzie to kwota około 540-542 mln. Natomiast planowany przez Ministerstwo Finansów wpływ dla Bydgoszczy to jest 529 milionów, a zatem jest to ewidentnie kwota niższa. Nie mówiąc o tym, że w związku z tym, że jest inflacja i różne zmiany cen, z reguły niekorzystne – to co roku wpływy z PIT-u były wyższe. Na przykład w roku 2019 wpływy były wyższe o 55 milionów niż w roku 2018. To zawsze daje szansę, żeby pokryć zwiększone potrzeby na wydatki, na przykład w oświacie – bo niestety rząd zmusił nas do sfinansowania w dużej części podwyżek dla nauczycieli. Na to wszystko trzeba znaleźć pieniądze. Dotychczasowy wzrost PiT-u pozwalał, żeby te wszystkie problemy rozwiązać w miarę spokojnie. W tym roku było bardzo trudno przygotowywać budżet, bo zamiast zastanawiać się, co zrobimy z większą ilością środków, musieliśmy zastanowić się, jak uzupełnić braki.
Ale nie ma rzeczy niemożliwych – tak Pan zawsze mówi.
– To prawda, ale niektóre są bardzo trudne. Taką trudną rzeczą jest znalezienie oszczędności w budżecie, biorąc pod uwagę że Bydgoszcz już od 2011 roku stara się racjonalnie wydawać pieniądze. Nie mamy takich wydatków, o których możemy sobie powiedzieć: tego możemy nie robić, to jest zbytek. (...)