„Żeby wychować czwórkę dzieci, potrzebna jest sieć przyjaciół” mówi mama Emmy, Nadii, Bruna i Noego
Jak się żyje w wielodzietnej rodzinie – pytamy Justynę Gorce-Bałut – szefową koła bydgoskiego Związku Dużych Rodzin Trzy Plus oraz jej męża Nicolasa.
Polsko-francuskie małżeństwo wychowuje czwórkę dzieci: 18-letnią Emmę, 16-letnią Nadię, 12-letniego Bruna i trzyletniego Noego.
- Pamiętam czas, kiedy miałam troje małych dzieci: mieściły się w jednej wannie - jednocześnie - opowiada Justyna Gorce-Bałut. - Wszystko działo się jakby hurtowo, w tym samym czasie. Teraz mamy rodzinę, gdzie jest czworo dzieci z ogromną różnicą wieku. Starsze córki bywają brane za matki najmłodszego syna. To też szalenie wygodne, bo dzieci są niezwykle miłe, współpracujące, mogę je poprosić o opiekę nad bratem, gdy muszę wyjść wieczorem. Na co dzień nie jest łatwo, zwłaszcza, gdy dochodzi praca zawodowa. Trzeba mieć sieć przyjaciół, jeśli się nie ma blisko rodziny, bo żeby wychować kilkoro dzieci, potrzebne są osoby, na których można polegać. Duża rodzina to też dużo gotowania, dużo jedzenia, dużo prania, to sprzęt, który się zużywa. Każde z naszych dzieci było dla mnie niezwykłą niespodzianką i każde jest zupełnie inne - dodaje.
- Długo nie mogliśmy mieć dzieci i traciłem trochę nadzieję - wspomina Nicolas, mąż Justyny. - Babcia mówiła mi wtedy: nie martw się, twoja praprababcia nie miała męża jeszcze w wieku 30 lat, przez co w tamtych czasach była wyklinana. A potem urodziła pięcioro dzieci. Teraz mam z tyłu głowy pytanie: no gdzie to nasze piąte, gdzie? - dodaje.
Czy będzie?
- PESEL mówi: Chyba nie - żartuje Justyna Gorce-Bałut.
Relacja Magdaleny Gill - poniżej.
Jak wynika ze statystyk – 30 proc. wszystkich dzieci w Polsce wychowuje się w rodzinach wielodzietnych, które z kolei stanowią 10 proc. wszystkich rodzin w naszym kraju.