Jak radzić sobie z siarczystym mrozem? Himalaista: Zakryjmy usta, oddychajmy nosem
Przed nami kolejna rekordowo chłodna noc. Dwucyfrowy mróz murowany. Jak sobie radzić w takich warunkach? O tym mówi Jan Kwiatoń, bydgoski himalaista.
Zdawałoby się, że dla kogoś z doświadczeniem zdobywanym na górskich szczytach miejski mróz to żadne wyzwanie. Nic bardziej mylnego.
- Mróz nigdy nie jest igraszką. Na mróz trzeba się przygotować nie tylko poprzez właściwy ubiór, ale również mentalnie i poprzez odpowiednie zachowanie - mówi Jan Kwiatoń, himalaista z Bydgoszczy. - Mroźne powietrze zawsze jest suche. Kiedy jesteśmy w wysokich górach, nasza krew jest gęsta i nie dociera do najbardziej oddalonych od serca części naszego ciała. Pojawiają się odmrożenia. Nawet przy niekoniecznie bardzo niskiej temperaturze taka sama sytuacja może zdarzyć się w mieście. Zwłaszcza gdy rano wyskakujemy z ciepłych pieleszy, idziemy na przystanek i zderzamy się z kilkunastostopniowym mrozem. Zakryjmy usta jakimś materiałem: bawełna, wełna lub gruby syntetyk typu polar będą najlepsze. I oddychajmy przez nos - dodaje.
Niską temperaturę otoczenia potęguje wiejący wiatr. Znajdźmy w takiej sytuacji miejsce, w którym uda nam się ochronić przed jego powiewami, np. w wiacie przystankowej.
- Kontrolujmy nasze ciało. Alarmować powinny nas dwie sytuacje: gdy zauważmy u siebie coś niepokojącego i gdy zauważymy coś niepokojącego u osób, które są w naszym otoczeniu. Jeżeli widzimy, że stojący obok człowiek jest mało aktywny, apatyczny, czasami nawet od dziwo rozpina kurtkę, reagujmy. To się dosyć często zdarza u ludzi, którzy mają pierwsze objawy wychłodzenia: mają splątane myśli, niekoniecznie zachowują się racjonalnie. Takim człowiekiem trzeba się zainteresować - apeluje Jan Kwiatoń.
Cała rozmowa Sławy Skibińskiej-Dmitruk z Janem Kwiatoniem poniżej.