Maciej Jastrzębski: Przede wszystkim o to, by Polska pozostała lojalnym sojusznikiem i nadal była lokomotywą ciągnącą Ukrainę na międzynarodowych forach, lobbując na rzecz interesów Ukrainy, a przede wszystkim tego interesu, który jest związany z bezpieczeństwem Ukrainy. Chodzi także o to, aby Polska pozostała tym największym hubem do przerzutu ludzi i wszelkiej pomocy, jaka jest transportowana na Ukrainę. I w drugą stronę, jeśli chodzi o ukraińskie delegacje, np. żołnierzy jadących na Zachód na szkolenia, a więc żeby między Warszawą a Kijowem nadal istniało porozumienie, które będzie pomagało Ukraińcom, ale przysłuży się także Polakom. O tym będzie chyba mówił prezydent Nawrocki, który wielokrotnie dawał do zrozumienia, że my bardzo chętnie pomożemy Ukraińcom, ale oczekujemy także od Ukraińców podzielenia się tym, o czym w ostatnich dniach mówi się bardzo głośno, czyli o ich doświadczeniach wojennych i technologiach, które przysłużą się bezpieczeństwu naszego kraju.
Ale prezydent Karol Nawrocki apelował także o ekshumacje na Wołyniu. Należy spodziewać się jakiegoś przełomu w tych trudnych historycznych kwestiach?
Myślę, że tak. O tym świadczy chociażby fakt, że jutro w południe we wsi Ugły na Ukrainie spotkają się (to będzie taki rekonesans techniczny) rodziny z tej wsi, których krewni zostali zamordowani podczas Rzezi Wołyńskiej, archeolodzy, historycy, przedstawiciele Instytutu Pamięci Narodowej i Ministerstwa Kultury po to, by ustalić, jak mogą przebiegać prace wykopaliskowe, ekshumacje i prace badawcze na tym terenie. Rozpoczęcie tych prac spodziewane jest wiosną 2026 roku, czyli po Puźnikach i okolicach Lwowa, mamy kolejne miejsce, w którym Polacy mogą prowadzić badania archeologiczne i ekshumacje, czy to ofiar II wojny światowej, nazizmu, hitleryzmu - jak było w pobliżu Lwowa, czy też, tak jak w Puźnikach i w Ugrach, ekshumacje ofiar Rzezi Wołyńskiej. W tej sprawie decyzje już zapadły (...).