Open'er 2026: Wielkie koncerty i kapryśna pogoda
Na tegorocznym Open'er Festivalu spędziłem dwa dni – czwartek i piątek – i choć pogoda nie rozpieszczała, wyjazd był zdecydowanie udany. Deszcz i wiatr momentami dawały się we znaki, ale na szczęście muzyka skutecznie odciągała uwagę od aury.
Największe wrażenie zrobił na mnie koncert Nicka Cave'a & The Bad Seeds. To był występ pełen emocji i mocnej intensywności. Nick Cave po raz kolejny pokazał, że potrafi nawiązać wyjątkową więź z publicznością, a jego charyzma i siła przekazu sprawiają, że każdy koncert staje się czymś więcej niż tylko prezentacją utworów, można było odnieść wrażenie, że Cave jest jakimś przywódcą religijnym, a publiczność to jego wyznawcy, jego postawa była tak zdecydowana, że prawie pojmał widownię na czas koncertu. Wielkie brawa też dla 10 osobowego zespołu, w którym dostrzec można było też basistę grupy Radiohead, Colina Greenwooda.
Drugim absolutnym punktem kulminacyjnym był piątkowy koncert The Cure. Robert Smith i zespół udowodnili, że mimo upływu lat wciąż potrafią stworzyć niepowtarzalny klimat. Charakterystyczne brzmienie, świetnie dobrana setlista i znakomita forma zespołu sprawiły, że był to jeden z tych koncertów, które zostają w pamięci na długo. Grupa musiał skrócić występ (wypadła m.in. piosenka „Close To Me”) z powodu silnego wiatru i deszczu, który wdzierał się w głąb sceny mocząc instrumenty, a zwłaszcza samego Roberta Smitha, który starał się nasuwać na głowę cienki kaptur, co skutecznie uniemożliwiała wichura. Co ciekawe, głos lidera się od 30 lat nie zmienia! Wspaniały występ! Moja rolka z fragmentem piosenki „The Forest” na fanpage'u audycji Muzyka Spoza Układu ma już ponad 150 tyś odsłon!
Ogromną energię wniósł także występ IDLES. Brytyjczycy zagrali żywiołowy, bezkompromisowy koncert, pełen punkowej ekspresji i dobrego kontaktu z publicznością. To był jeden z tych występów, podczas których trudno ustać w miejscu – intensywny od pierwszej do ostatniej minuty.
Bardzo cieszy mnie również mocna reprezentacja polskiej sceny. Coals pokazali, że ich subtelna, elektroniczno-alternatywna estetyka doskonale odnajduje się na festiwalowej scenie, a koncert Błota był z kolei pokazem energii, groove'u i nowoczesnego spojrzenia na jazz.
Jeśli chodzi o organizację, trudno mieć większe zastrzeżenia. Mimo wymagających warunków pogodowych poruszanie się po terenie festiwalu było sprawne, a infrastruktura i zaplecze ponownie potwierdziły, że Open'er pozostaje jednym z najlepiej zorganizowanych festiwali w Polsce. Trzeba jednak sobie zdawać sprawę z tego, że sceny są ustawione w takiej odległości, że na dobę robiłem na terenie festiwalu ponad 20 tys. kroków.
Cieszy mnie większe stylistyczne zróżnicowanie występujących artystów oraz powrót tych, którzy rozpoczynali granie w latach 80., a nawet 70., jak się okazuje można na takiej imprezie łączyć pokolenia.
Zapraszam do słuchania Muzyki Spoza Układu w piątek 10 lipca o 22:05!
Open’er 2026, wielkie koncerty i kapryśna pogoda #openerfestival #festival #live #music #thecure