W sprawie afery w szpitalu starosta wini poprzedników. Lecznica ma dostać pożyczkę na pensje
Przez gigantyczną karę nałożoną po kontroli NFZ i zajęcie kont przez komornika szpital w Mogilnie nie ma pieniędzy na lipcowe pensje dla personelu.
Chodzi o wyprowadzanie milionów złotych przez zewnętrzną spółkę neurochirurgów.
- Proceder trwałby zapewne do dziś – powiedział Polskiemu Radiu PiK starosta mogileński Tomasz Krzesiński.
To on zwolnił w maju 2024 roku ówczesną dyrektorkę, Ewę Bonk-Woźniakiewicz. Wśród powodów wymienia: brak poprawy wyniku finansowego, odrzucenie programu naprawczego, a nawet kłamstwa.
- Przede wszystkim brak zaufania. Bardzo szybko zwolniliśmy panią dyrektor i po zatrudnieniu nowego dyrektora - po tygodniu - sprawa wyszła na jaw. Pani dyrektor nigdy ani mnie, ani zarządu nie poinformowała o tego typu procederze. To nie ja zatrudniałem panią dyrektor. Ta pani miała powierzone obowiązki dyrektora przez mojego poprzednika. Ja z tym zarządem zwolniłem panią dyrektor ze względu na brak zaufania, na brak współpracy. Zgłosiłem sprawę wraz z dyrekcją szpitala do prokuratury - podkreśla Tomasz Krzesiński.
Obecny szef placówki, Sebastian Jankiewicz, domaga się natychmiastowego wskazania i skazania winnych.
- W najbliższy poniedziałek (13 lipca) ma się odbyć nadzwyczajne posiedzenie władz powiatu.
- Szpital ma dostać ponad pół miliona złotych pożyczki na bieżące wypłaty pensji dla personelu.