Mieszkańcy Czarnowa blokowali drogę. Protestowała też mama Kuby, który tam zginął [zdjęcia, wideo]
Protestujący walczą o poprawę bezpieczeństwa. Po śmierci 15-latka potraconego przez samochód, drogowcy ograniczyli wprawdzie prędkość z 90 km/h do 70 km/h, ale pobocze i przystanek pozostają ciemne. Nie ma też śladu informacji dla kierowców, że piesi przechodzą w tym miejscu przez jezdnię.
- Jesteśmy przed szkołą w Czarnowie, ze mną jest pani Marta, której syn zginął tutaj dwa lata temu. Dla pani Marty jest to protest osobisty, ale także ze wsparciem mieszkańców - przekazywał na naszej antenie obecny na miejscu Michał Zaręba, reporter PR PiK.
- To prawda, jest to dla mnie bardzo emocjonalny czas, ta tragedia wraca do nas na nowo, ale nie poddajemy się i protestujemy zgodnie z zapowiedzią - mówiła pani Marta.
Zebrani udali się na miejsce śmierci Kuby i zapalili tam znicze. - Tutaj Kuba przechodził przez jezdnię, żeby się dostać na przystanek autobusowy. Dojeżdżał do szkoły gastronomicznej w Toruniu. Syn codziennie tamtędy przechodził. Niestety, dwa lata temu nie udało mu się dojść na drugą stronę... - wspomina mama chłopca.
Rzecznik GDDKiA przekazał wcześniej, że po wypadku zostały wprowadzone pewne poprawki. Zmieniła się organizacja ruchu. Dopuszczalna prędkość zmniejszyła się z 90 do 70 kilometrów na godzinę. - Niestety, to nie poprawiło bezpieczeństwa - mówi pani Marta. - Nadal są niedoświetlone przystanki, nadal nie ma pasów, ani żadnej informacji komunikującej, że tam przechodzą piesi.
Protest zakończył się o godz. 18:00. Więcej w relacji Michała Zaręby.
wideo: Michał Zaręba