Zawisza Bydgoszcz w półfinale Pucharu Polski! [zdjęcia]
Piłkarze bydgoskiego Zawiszy awansowali do półfinału Pucharu Polski. W 1/4 pokonali u siebie drugoligową Chojniczankę Chojnice. Do wyłonienia zwycięzcy potrzebne były rzuty karne!
Goście z Chojnic rozpoczęli spotkanie od wysokiego pressingu. W pierwszych minutach Zawisza miał problemy z płynnym wyprowadzeniem piłki, a najczęściej w jej posiadaniu znajdował się bramkarz Michał Oczkowski…
Z biegiem czasu Bydgoszczanie zaczęli przejmować inicjatywę. Od około piętnastej minuty WKS coraz odważniej przesuwał grę na połowę rywala i stopniowo zamykał Chojniczankę w jej strefie obronnej. Dobrze funkcjonowały przede wszystkim skrzydła – aktywni byli zarówno Sebastian Rak, jak i Marcel Strzyżewski, którzy regularnie napędzali akcje ofensywne gospodarzy.

Druga połowa rozpoczęła się od odważniejszych ataków gości, którzy od pierwszych minut starali się narzucić wysokie tempo. Pierwszą naprawdę groźną sytuację stworzył Zawisza. Filip Kozłowski uderzył lewą nogą, lecz czujny Damian Primel zdołał skutecznie interweniować.

Chwilę później Bydgoszczanie zapłacili wysoką cenę za moment dekoncentracji w defensywie. Po serii błędów w polu karnym i nieudanych próbach wybicia piłki najlepiej odnalazł się Valerijs Šabala, który w 64. minucie wykorzystał zamieszanie i z bliskiej odległości skierował piłkę praktycznie do pustej bramki.
Zawisza ruszył do odrabiania strat. Najlepszą okazję na wyrównanie zespół Adriana Stawskiego stworzył w 73. minucie. Dwójkową akcję na prawym skrzydle przeprowadzili Sebastian Rak i Mariusz Sławek, a po ich dynamicznej wymianie podań piłka została zagrana w pole karne. Niestety dla gospodarzy nikt z „niebiesko-czarnych” nie zdołał zamknąć tej akcji.

W dogrywce „Zawiszacy” już w pierwszej akcji gospodarze byli o krok od zdobycia bramki – po dośrodkowaniu z rzutu wolnego najwyżej w polu karnym wyskoczył Maciej Kona, a jego uderzenie głową zatrzymało się na poprzeczce.
Druga część dodatkowego czasu gry nie przyniosła już tak wielu emocji. Obie drużyny grały ostrożniej, starając się przede wszystkim nie popełnić błędu, który mógłby zdecydować o losach spotkania. Z każdą minutą było widać, że zespoły są pogodzone z tym, iż o awansie rozstrzygnie konkurs rzutów karnych.
