CUK Anioły Toruń wygrały przed własną publicznością z Karton‑Pak Astrą Nowa Sól 3:1 w meczu 24. kolejki PLS 1. Ligi. W drugim spotkaniu z udziałem drużyny z naszego regionu BKS Bydgoszcz przegrał na wyjeździe 0:3 ze Stalą Nysa.
Goście rozpoczęli spotkanie bardzo nerwowo, a miejscowi szybko to wykorzystali. Już przy stanie 6:2 gospodarze mieli wyraźną kontrolę nad przebiegiem seta, mimo że ich przyjęcie nie było idealne. Maciej Krysiak i Luis Paolinetti zdobyli po pięć punktów, a przy zagrywkach Brzóstowicza przewaga Aniołów urosła do dziesięciu oczek.
Druga odsłona miała zupełnie inny przebieg. Astra rozpoczęła od prowadzenia 3:0 po udanych akcjach Ernesta Kaciczaka. Torunianie mieli problemy z kończeniem pierwszej piłki, a goście imponowali blokiem, budując przewagę 5:1. Euforia przyjezdnych nie trwała jednak długo. Punktowe zagrywki Paolinettiego i poprawa skuteczności w ataku pozwoliły Aniołom wyrównać na 9:9. Od tego momentu gra toczyła się punkt za punkt. Ostatecznie set padł łupem Astry, która przechyliła szalę zwycięstwa przy zagrywce Piotra Śliwki – 30:28.
Trzeci set był kolejnym popisem toruńskiej drużyny. Gospodarze rozpoczęły od prowadzenia 10:3, świetnie funkcjonował blok, a przewaga systematycznie rosła. Po kolejnym asie Brzóstowicza było już 20:10 i jasne stało się, że Astra nie ma argumentów, by odwrócić losy tej partii.
Czwarta odsłona rozpoczęła się od gry punkt za punkt, lecz przełom nastąpił przy zagrywce Urbańczyka – gospodarze odskoczyli z 7:6 na 10:6. Astra odpowiedziała serią Bartłomieja Potrykusa, doprowadzając do remisu 13:13. Chwilę później Krysiak ponownie poderwał Anioły, a jego zagrywki dały prowadzenie 18:15. Goście jeszcze raz wrócili do gry dzięki skutecznym blokom, wyrównując na 20:20. W końcówce jednak wicelider pokazał klasę. Adam Surgut mocno postraszył zagrywką, a Nowosolanie pogubili się zarówno w przyjęciu, jak i w ataku. Torunianie odskoczyli na cztery punkty i pewnie zamknęli mecz 25:21.
CUK Anioły Toruń – Karton-Pak Astra Nowa Sól 3:1 (25:15, 28:30, 25:12, 25:21)
Gospodarze od pierwszej piłki narzucili mordercze tempo, któremu przetrzebiona ekipa z Bydgoszczy nie była w stanie sprostać. Sygnał do ataku dał Bartłomiej Mordyl – to przy jego serii zagrywek Stal odskoczyła na błyskawiczne 7:1. Goście, meldując się w Nysie w zaledwie ośmioosobowym zestawieniu, byli właściwie pozbawieni pola manewru. Brak rotacji i widoczny deficyt siły ognia sprawiły, że premierowa partia była jednostronnym widowiskiem, a kropkę nad „i” postawił szczelny blok Mordyla na Adamie Goliku.
W drugiej odsłonie Bydgoszczanie na moment odzyskali rezon, nawiązując walkę punkt za punkt do stanu 13:13. Był to jednak tylko chwilowy zryw. Nysanie błyskawicznie wrócili do swojej gry, kąsając rywali serwisem i przejmując pełną kontrolę pod siatką.
Trzeci akt dopełnił formalności. Stal z dużą dojrzałością budowała przewagę, kontrolując dystans od pierwszych akcji (9:7). Goście starali się trzymać kontakt, lecz końcówka należała już wyłącznie do siatkarzy z województwa opolskiego.
Stal Nysa – BKS Bydgoszcz 3:0 (25:12, 25:17, 25:19)