Kazimierz Jonkisz o Mieczysławie Koszu

2026-04-04
Kazimierz Jonkisz. Źródło: facebook.com

Kazimierz Jonkisz. Źródło: facebook.com

Polskie Radio PiK – Zwierzenia przy muzyce – Kazimierz Jonkisz o Mieczysławie Koszu

Kazimierz Jonkisz, legenda, ale przede wszystkim znakomity perkusista, który współpracował z Janem Ptaszynem Wróblewskim i z Mieczysławem Koszem.

„..mówią, że dla Amerykanów takim wzorem jest Miles Davis, to my mówimy, że dla nas był Jan Ptaszyn Wróblewski i Mieczysław Kosz, który czuł pewien respekt przed Janem Wróblewskim. Ja się nie spodziewałem, że może dojść do spotkania Wróblewskiego z Koszem, z Mieciem nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Rozmawialiśmy głównie o Billu Evansie i tak dalej, o trio i takich jakichś sprawach typowo muzycznych, o sekcji rytmicznej, roli sekcji rytmicznej w trio i tak dalej (...) On cały czas chciał poznać kogoś bliskiego, w końcu gdzieś tam poznawał jakieś panie, jedną z nich poznałem. To były takie panie, które interesowały jedynie pieniądze, a on niestety często nie miał pieniędzy (...) Każdy miał zdrowie do takiego życia, a Mieciu na pewno takiego zdrowia nie miał. To był też strasznie wrażliwy człowiek i ten alkohol wcale mu nie pomagał, tylko raczej dołował...

Piątek, 3 kwietnia 2026 o godz. 20:05
Specjalnie tutaj wymieniam te dwa nazwiska, bo o tych dwóch jazzmanach między innymi mówić będziemy. Znowu w archiwach Polskiego Radia odkryto nagrania, które po pewnych zabiegach brzmią znakomicie.
- Tak, naprawdę to są one, jak na ten okres, w których były nagrywane, bardzo sprawnie zrobione i muzycznie też brzmią bardzo dobrze. Mnie się podoba to nagranie.

To są nagrania z sześćdziesiątego ósmego roku.
- Owszem, dokonano ich w sześćdziesiątym ósmym, tylko, że ja teraz pierwszy raz dopiero je usłyszałem. Zszokowany jestem, choć może jakość samego nagrania nie jest najwyższa, ale muzyka jest super, znakomita.

Oprócz Jana Ptaszyna Wróblewskiego i Mieczysława Kosza mamy tutaj dwóch muzyków związanych z naszym regionalnym środowiskiem, bo to Jacek Bednarek i perkusista Janusz Trzciński, obaj związani i z Bydgoszczą i Toruniem.

- Tak, pamiętam. Grałem z Jackiem Bednarkiem sporo w różnych układach, więc to był wspaniały basista, kontrabasista.

Jak Pan zapamiętał Mieczysława Kosza?
- No ja często o tym mówię, dla mnie to nie był jakiś długi okres. To był okres między 71 a 73, chyba w tym 1973 roku Mieciu zmarł, w związku z tym, to było krótko. Ale to był strasznie ważny moment, ponieważ przyjechałem do Warszawy i się okazało, że są kłopoty mieszkaniowe. Przyjechałem, bo zacząłem współpracę ze Zbyszkiem Namysłowskim i w związku z tym trzeba było się gdzieś ulokować. Nie było tak łatwo. Teraz jest internet, ogłoszenia i tak dalej, więc szukałem pomocy u kolegów. Mieszkałem u Bronka Suchanka (znakomitego kontrabasisty) 4 dni, ale dalej szukaliśmy i Bronek mi znalazł telefon do Miecia Kosza. Oczywiście zadzwoniłem, bo Mieciu usłyszał już coś o mnie, ale pierwszy raz się widzieliśmy. Mietek od razu powiedział - „mam jedno łóżko, ale spokojnie przyjedź”. No i przyjechałem, okazało się, że rzeczywiście łóżeczko jest jedno, na szczęście szerokie dosyć, w związku z tym usłyszałem: „Kaziu, to wszystko, co mogę ci zaproponować”. A ja: „wiesz, Mieciu, bardzo ci serdecznie dziękuję”. Było mi bardzo miło, że dał mi dach nad głową przez parę dni, bo to chodziło o parę dni, które pomogą mi znaleźć inne mieszkanie. Więc to dla mnie było wielkie wydarzenie. Sporo rozmów o muzyce i sporo takich ciekawych i czasami nieciekawych sytuacji, ponieważ mieszkał w towarzystwie panów w sąsiednim pokoju, bo wynajmował to mieszkanie. To było mieszkanie, gdzie sam ten pokoik miał z 15 metrów kwadratowych, do tego toaleta i to wszystko. Podziwiałem go, że jakoś nie narzekał, cieszył się, że ma to co ma, że ma coś swojego. Mieszkał w dobrym punkcie, ale później się okazało, że trzeba było jednak jemu pomagać, bo tamci panowie, sąsiedzi nie za bardzo mu pomagali. Przychodzili sobie na popijawę w sąsiednim pokoiku. Myślę, że dlatego się potem wyprowadził. Ja choć po 5 dniach znalazłem w końcu mieszkanie, ale do dziś wszyscy ze środowiska się śmieją, szczególnie redaktor Roch Siciński mówi: „to jest jedyny człowiek, który spał z Koszem”. Takie to były czasy. A wracając do Mieczysława to rzeczywiście myślę, że mu pomogli koledzy, czy panowie, bo ściągali go do picia alkoholu, a on niestety nie miał zdrowia, jeżeli chodzi o te używki i cierpiał straszliwie. Przykro było na to patrzeć czasami. Starałem się pomagać mu, na ile mogłem. Dojeżdżałem do klubu Medyk w Warszawie, tam były bębny i zawsze po drodze wysiadałem, bo Mieciu dzwonił do mnie codziennie i mówił: „Kaziu, proszę cię podjedź, bo ja muszę coś zjeść.” Więc wysiadałem, wchodziłem na piętro, tam gdzie mieszkał i sprowadzałem go na dół do takiego baru, w którym mógł coś zjeść i trzeba było z powrotem go zaprowadzić. Taka była moja rola i cieszę się, a przy okazji mam wiele wspaniałych wspomnień o muzyce, rozmów i tak dalej. No oczywiście miałem okazję i z nim zagrałem na płycie Marianny Wróblewskiej. Tam taka płyta, chyba „Marianna” się nazywała ta płyta, na której ze dwa utwory zagrałem z Kozłowskim na basie i z nim jako trio.

Ptaszyn QuartetPostać genialna, ale i też tragiczna. A zestawienie Mieczysława Kosza z Janem Ptaszynem Wróblewskim choć świetnie brzmi, to nie mogło trwać długo, prawda?
- W ogóle to jest jakiś unikalny zespół. Nie wiedziałem w ogóle o tym, że oni razem grali. Pierwszy raz słyszałem, że takie nagranie się odbyło właśnie z Mietkiem Koszem. Do tego Jacek Bednarek, Janusz Trzciński.

Janusz Trzciński to też taka postać, która mogłaby znacznie więcej pokazać światu.
- Tak, to był bardzo dobry perkusista, także naprawdę bardzo mile wspominam go i nawet zorganizowałem dla niego spotkanie w akademiku, w którym mieszkaliśmy w Katowicach, kiedy studiowałem na Akademii, wtedy jeszcze na Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Katowicach. Zaprosiłem go specjalnie na takie spotkanie ze studentami, ponieważ tam jeszcze nie było wydziału jazzowego. To były początki wydziału muzyki rozrywkowej, kiedy ja tam zacząłem studiować w Katowicach. My jako jazzmani, Zubek, Suchanek, Bogdan Skawina i ja, mieliśmy kwartet, który już grał muzykę jazzową. Janusz Trzciński udzielił tam wspaniałego wywiadu. Można powiedzieć podczas spotkania ze studentami w Katowicach Janusz Trzciński o muzyce opowiadał bardzo ciekawe rzeczy.

Trzeba przyznać, że jak się słucha tych nagrań w większości to są standardy jazzowe, są też 4 kompozycje Jana Ptaszyna Wróblewskiego, to ma się wrażenie, że liderem wcale nie jest Mieczysław Kosz, a jednak Jan Ptaszyn Wróblewski.

- Niewątpliwie Ptaszyn to jest postać. W ogóle kto mógł zagrać z Ptaszynem, to można powiedzieć, że to był wielki szczęściarz, ponieważ to jest postać, można powiedzieć ikona, a może to mało. No nie ma słowa. Użyłem słowa, że gigant.

To przecież pierwszy Polak, który z jazzem pojechał do Stanów Zjednoczonych.
- Za młody byłem, żebym się znalazł tam w takim składzie. Tym bardziej, że jeszcze studiowałem, ale na szczęście przyjechałem do Warszawy i się okazało, że zaraz po nagraniu płyty Winobranie, może wcześniej powstało studio jazzowe Polskiego Radia Jana Ptaszyna Wróblewskiego i zostałem zaproszony. Grało się wtedy jazz w telewizji nawet, więc to był fajny czas. Ale to były regularne występy big bandu Jana Ptaszyna Wróblewskiego, co się nazywało Studio Jazzowe Polskiego Radia i tam były takie gwiazdy jak Zbigniew Jaremko, Janusz Muniak, graliśmy tam czasami na dwie perkusje z Januszem Stefańskim. Jest taka płyta, która się nazywa „Hodowca glonów”, właśnie tam gramy z Januszem Stefańskim w dwójkę na dwie perkusje i to jest tam najbardziej niesamowita muzyka. Ptaszyn jest taką indywidualnością, że co by nie powiedzieć, to będzie mało. Słowami się nie da tego opisać. To był nasz król, to nasz przywódca. Mówią, że dla Amerykanów takim wzorem jest Miles Davis, to my mówimy, że dla nas był Jan Ptaszyn Wróblewski i Mieczysław Kosz, który czuł pewien respekt przed Janem Wróblewskim. Ja się nie spodziewałem, że może dojść do spotkania Wróblewskiego z Koszem Z Mieciem nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Rozmawialiśmy głównie o Billu Evansie i tak dalej, o trio i takich jakichś sprawach typowo muzycznych, o sekcji rytmicznej, roli sekcji rytmicznej w trio i tak dalej. No były to czysto muzyczne spotkania. On zresztą był strasznie skromny, zawsze mówił: „ale jakbym mógł zagrać, spytaj się Zbyszka Namysłowskiego, czy ja bym nie mógł chociaż raz zagrać ze Zbyszkiem”? Ja mówię: „oczywiście nie ma problemu”, i przychodził kiedy grywaliśmy w klubie Hybrydy. A ja pierwszy raz zagrałem z nim na jamie po prostu z muzykami. Niektórzy przychodzili, tam cała czołówka polskiej sceny jazzowej przychodziła, na te jam session w klubie Hybrydy na Mokotowskiej.

Wydawałoby się, że Mieczysław Kosz nie powinien mieć aż tylu kompleksów, prawda? A jednak mimo wszystko miał. Powiedział pan, był osobą niezwykle skromną, z pełnią kompleksów i trochę niesamodzielną życiowo.
- Być może to powodowało to wszystko. Tak myślę. On cały czas chciał poznać kogoś bliskiego, w końcu gdzieś tam poznawał jakieś panie, jedną z nich poznałem. To były takie panie, które interesowały jedynie pieniądze, a on niestety często nie miał pieniędzy. Za dużo sobie popijał i zapominał, że to wszystko się kończy. Niestety nie dbał za bardzo o swoje zdrowie i uderzał wtedy w sprawy alkoholowe.

Z drugiej strony to były takie czasy, panie Kazimierzu, prawda?
- Każdy miał zdrowie do takiego życia, a Mieciu na pewno takiego zdrowia nie miał. To był też strasznie wrażliwy człowiek i ten alkohol wcale mu nie pomagał, tylko raczej dołował.

Zobacz także

Ola Błachno

Ola Błachno

Profesor Piotr Salaber

Profesor Piotr Salaber

Profesor Piotr Nardelli

Profesor Piotr Nardelli

Adam Sztaba

Adam Sztaba

Marzena Matowska

Marzena Matowska

Wojciech Zieliński

Wojciech Zieliński

Co tydzień jest okazja do spotkań z niecodzienną muzyką, z niecodziennymi gośćmi, niecodziennymi tematami...
Magda Jasińska. Fot Piotr Ulanowski

Magda Jasińska. Fot Piotr Ulanowski

„Zwierzenia przy muzyce”
zaprasza Magda Jasińska
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę