Za dwa lata obchodzić będą 50-lecie działalności artystycznej. Mimo różnych przeciwności losu, pracują nad nowym albumem. Grupa VOX.
„... kiedy ja w osiemdziesiątym siódmym roku musiałem wejść do zespołu. Miałem taki sam problem jak Mariusz. Jedno motto, które przyświeca Mariuszowi i mnie, jak zaczynaliśmy śpiewać: żeby „nie zepsuć chłopakom” tego co oni zrobili. To jest ta presja, bo jak Witek z nami śpiewał, czy jak ja wcześniej śpiewałem, to tam jak coś było nie tak, to Witek nas rozliczał z każdej nutki. Ponieważ Witek obdarzony był słuchem absolutnym (...) Pewnie tego nie wiesz, ale jest to bardzo miłe miejsce dla nas i dla mnie osobiście. Bydgoszcz to jest również miejsce mojej rodziny, która tu mieszka, ale tego nie będę bardziej rozwijał. Powiem, że to miasto, w którym przeżyłem wielki stres, wielką odpowiedzialność i otrzymałem duże zaufanie...”
Piątek, 20 marca 2026 o godz. 20:05
Powiedziałabym prawie grupa VOX w naszym studiu. Darek Tokarzewski i Mariusz Matera.
Darek Tokarzewski – Z bólem serca jedynie 2/3, bardzo pozdrawiamy Jurka Słotę, który po prostu cierpi, bo bierze serię zastrzyków, mieszka w Legnicy, więc ma kawałek do was. Trapi go rwa kulszowa i nie zawsze uczestniczy w naszych medialnych podróżach, gdzie się siedzi w samochodzie, czasami po 7-8 godzin.
Mariusz Matera – Pozdrawiamy i witamy serdecznie drogich radiosłuchaczy i witamy ciebie Magdo..
Darek Tokarzewski – Pewnie tego nie wiesz, ale jest to bardzo miłe miejsce dla nas i dla mnie osobiści. Bydgoszcz to jest również miejsce mojej rodziny, która tu mieszka, ale tego nie będę bardziej rozwijał. Powiem, że to miasto, w którym przeżyłem wielki stres, wielką odpowiedzialność i otrzymałem duże zaufanie.
Ciekawie brzmi.
Darek Tokarzewski – No, ciekawie brzmi, bo jak wiesz tutaj mieszkała Ada Biedrzyńska i zaprosiła nas na piękny kolędowy koncert. My, kolędy nagraliśmy jeszcze w czteroosobowym składzie, z orkiestrą symfoniczną, w aranżacjach Krzesimira Dębskiego. Na mnie spadła odpowiedzialność grania na fortepianie wszystkich kolęd i śpiewania. Na koncercie Ada z nami śpiewała, była też jej mama. To był dla mnie stres i miłe przyjęcie tego miasta. Nawet był ktoś z redakcji Radia PiK. To był fajny koncert.
Dariusz Tokarzewski i Mariusz Matera w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK
Słuchajcie, od jakiegoś czasu występujecie w tercecie. Trzy głosy, to nie cztery głosy. Nie myśleliście, żeby jednak poszukać, zrobić casting na tego czwartego?
Darek Tokarzewski – Rozmawialiśmy o tym dużo. Wiesz co, w sytuacji, kiedy było tyle roszad w naszym zespole, a szczególnie z szacunku dla naszych słuchaczy, którzy nas jeszcze słuchają, to dla nich kolejna zmiana byłaby już bardzo trudna. Do tego od lat już nie śpiewamy muzyki swingowej. Jest inna harmonia, skupiliśmy się już tylko na muzyce popowej, więc ten trzeci głos w zupełności wystarczy. Jeszcze jak żył Witek (Paszt), to też już zdecydowaliśmy, że będzie to trio.
Lepiej to się kalkuluje?
Mariusz Matera – Wygodniej to utrzymać w ryzach i finansowo lepiej się zgadza. W samochodzie się lepiej mieścimy.
Powiedzmy, że Mariusz jest najmłodszym nabytkiem zespołu VOX. Jak trafiłeś do zespołu?
Mariusz Matera – To jest fajna historia. My z Darkiem i z Witkiem bardzo często braliśmy udział w koncertach charytatywnych. Na jednym z takich koncertów Witek z Darkiem śpiewali dwugłosowe rzeczy i ja śpiewałem osobno swoje covery. To były różne takie rockowe i popowe piosenki. Tak naprawdę chyba miesiąc po tym koncercie dostałem telefon od Witka z pytaniem, czy nie zechciałbym zaśpiewać z VOX-em koncertu kolędowego. Bardzo byłem zaskoczony i mówię: „Ok, mogę spróbować”. Z kolegami uwielbiam śpiewać, natomiast nie wiem, czy sam się im spodobam. Więc Witek wysłał mi aranżacje kolędowe, żebym sobie posłuchał i się z tym zapoznał, jeżeli chodzi o głosy. I powiedział: „Zapraszam do siebie, do Zamościa”. Pojechałem, na miejscu był Darek i Witek. To był chyba październik, albo listopad 2015 roku. Zaczęliśmy śpiewać: jeden, drugi, trzeci utwór. Z Darkiem zaśpiewałem, wydałem z siebie głos, a Witek tak patrzy na Darka i mówi: „no jest klej. Dobrze to śpiewasz z nami, więc fajnie, ucz się”. Było tych prób dużo. Ja byłem bardzo zestresowany, ponieważ pierwszy koncert był szóstego stycznia 2016 roku z okazji święta Trzech Króli. Więc jak łatwo policzyć, od tego momentu minęło 10 lat, wtedy to było w Katedrze Zamojskiej, z towarzyszeniem Orkiestry Namysłowskiego i pięknego chóru Państwowej Szkoły Muzycznej pierwszego i drugiego stopnia w Zamościu, gdzie młodzież i dzieci pięknie śpiewały. To było coś wyjątkowego, także wejście do zespołu VOX miałem mocne. Muszę przyznać, że to było spełnienie moich marzeń, bo ja zawsze pragnąłem zaśpiewać z taką orkiestrą symfoniczną. Już nie myślałem w ogóle o VOX-ie, bo to jest też bardzo ciekawa historia, którą może później opowiem. Więc dwa takie pragnienia spełnione od razu i okupione ciężką pracą i wielkim stresem, ponieważ to wyjście zamieszało mi w głowie.
Darek Tokarzewski – Mieszały się wszystkie głosy, jeszcze miał za długie rękawy w marynarce.
Mariusz Matera – No właśnie, jeszcze miałem za długie rękawy, nie mieliśmy wtedy jeszcze swoich nowych ubrań, bo teraz tak nawiasem mówiąc, mamy po 10 kompletów garniturów. To było dla mnie niezwykłe przeżycie, stanąć u boku takich tuzów, to było dla mnie takie właśnie spełnienie marzeń, a jednocześnie coś wyjątkowego. Sprawdzenie swoich umiejętności.
Darek Tokarzewski – Jurek (Słota) jest seniorem, a ja jestem ten, który śpiewał trzeci głos w starym składzie. Mariusz się sprawdził i kolędy będę bardzo ciężko wspominał, bo kiedy Mariusz śpiewał głosy Jurka Słoty, ja musiałem nauczyć się nowego głosu. Na każdej próbie Witek mi zadawał inny głos, a Witek był perfekcyjny i nie popuścił żadnej fałszywej nutki.
Dariusz Tokarzewski i Mariusz Matera w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK
Mariusz Matera – Zawsze się śmieliśmy jak wracaliśmy razem z Darkiem, bo próby u Witka były przede wszystkim takim rytuałem. Zaczynaliśmy od ciasteczka. Pamiętasz serniczek u Witka w hotelu Senator w Zamościu? Serniczek i siadaliśmy do pracy. Witek włączał podkłady, dobra kawa i zaczynaliśmy śpiewać, potem były fajne koncerty. Koncerty naprawdę fajne, bo pojechaliśmy z kolędami do Madrytu. Polecieliśmy do Madrytu do Polaków, byliśmy w Petersburgu. Dla Polaków z Mariuszem śpiewaliśmy w kościele świętej Katarzyny, w kościele rzymskokatolickim, w którym został pochowany Stanisław August Poniatowski. To był niezwykły koncert, to było na zaproszenie konsulatu polskiego w Sankt Petersburgu. Mieliśmy, ja miałem od razu mnóstwo fajnych przygód z kolegami, a jednocześnie mogłem obcować z Darkiem i z Witkiem.
Darek Tokarzewski – Pewien niuans mi się przypomniał. Zanim się spotkaliśmy, wcześniej graliśmy nieokreśloną liczbę koncertów. Powiedziałem Witkowi: „posłuchaj, jak Mariusz śpiewa”. Mariusz śpiewał swoje i Witek po prostu lekko odpadł, a chyba na horyzoncie miał wizję, że Jurek Słota będzie chciał odejść. Muszę wspomnieć o tym, bo Mariusz jest osobą skromną, ale mieliśmy jeden problem. Sympatycznie, muzycznie dajemy radę, a natomiast stresowo już gorzej. Mariusz był na tym samym, jak to mówi teraz młodzież, levelu, kiedy ja w osiemdziesiątym siódmym roku musiałem wejść do zespołu. Miałem taki sam problem jak Mariusz. Jedno motto, które przyświeca Mariuszowi i mnie, jak zaczynaliśmy śpiewać: żeby „nie zepsuć chłopakom” tego co oni zrobili. To jest ta presja, bo jak Witek z nami śpiewał, czy jak ja wcześniej śpiewałem, to tam jak coś było nie tak, to Witek nas rozliczał z każdej nutki. Ponieważ Witek obdarzony był słuchem absolutnym.
Mariusz Matera – ... i to było najfajniejsze, że stoimy sobie we trzech, śpiewamy na przykład VOX-owy koncert, Witek na środku, ja po prawej stronie, Darek, po lewej, śpiewamy, śpiewamy, fajnie wszystko zażera. Kończy się koncert, Witek: „dziękuję, fajnie było w ogóle”, a potem: „Mariusz, co tam śpiewałeś w tym trzecim utworze? W tej zwrotce?”
Darek Tokarzewski – Wszystko słyszał, nic się nie dało ukryć, więc przygotowywaliśmy się perfekcyjnie i ja bardzo sobie to cenię, dlatego, że ja też jestem takim trochę kujonem muzycznym. Żeby czegoś się nauczyć, to po prostu śpiewamy utwór w kółko, nie wiem 200 razy, aż w końcu osiągniemy ten cel, który sobie zakładamy. Starałem się zawsze jak najrzetelniej przygotowywać, więc każda uwaga Witka to mnie budowała, bo ja potem mogłem korygować wszystko i starałem się jak najlepiej to wykonywać. Wiele się od niego nauczyłem. Miło, że wspomniałaś, jak się tutaj spóźniliśmy do Ciebie, przepraszam, musiałem to powiedzieć. Rozmawiamy o sprawach muzycznych, płyta, którą lubisz, nasza swingowana płyta, to była moja pierwsza płyta nagrana z VOX-em. To był wielki stres, żeby nie zepsuć chłopakom, a jednocześnie zdobyć ich zaufanie. I pamiętam radę, którą dostałem od Andrzeja Kozioła i Witka Paszta. Oni nie widzieli tego, że ja miałem jezioro marzeń, że miałem błoto w butach, że nuty trzymałem w drżących rękach. Nie dlatego, że kac, tylko ja słuchałem tego. Dlatego wspomniałem o tej płaszczyźnie porównania i dalej konfrontacji z widzem. Nagle pojawia się człowiek na scenie i albo go ludzie kupią, albo nie kupią. Ja wchodziłem na scenę, to słyszałem z widowni: „To nie ten VOX, bo nie ma Ryśka, (pozdrawiam Ryśka Rynkowskiego)”. U nas nigdy nie było niezgody, nie było niedomówień, a to, co nas zawsze czeka, to konfrontacja z naszą świętością. Dla VOX-u zawsze publiczność była świętością. Zawsze teraz jest też tak, że ludzie konfrontują, mówią: „to pewnie nie ten VOX, bo Witka nie ma”. Witek był oczywiście najbardziej charyzmatycznym, charakterystycznym głosem, który jest nie do podrobienia i nie staramy nawet się tego robić, bo to nie ma sensu. Po prostu dalej śpiewamy VOXowo.
Mariusz Matera – Ja przejąłem partię Witka, bo wrócił Jerzy Słota. Zawsze było fajnie, bo mogliśmy na sobie polegać, a nawet kiedy coś się zawaliło było inaczej, to też zawsze było spoko.
Darek, mówiłeś o tej sytuacji losowej, czyli o śmierci Witka Paszta. Jak się można pozbierać w takiej chwili?
Darek Tokarzewski – Fantastyczne pytanie i bardzo trudne jednocześnie. Powiem ci, łatwo nie znajduję na nie odpowiedzi, dlatego, że nie potrafię wytłumaczyć jak się pozbieraliśmy. Z Mariuszem podjęliśmy się tego. Nie wiem, czy to było w amoku? Nie potrafię powiedzieć. Myśmy śpiewali na pogrzebie, na pożegnaniu Witka, gdzie siedziała jego mama, gdzie siedziały córki, gdzie była rodzina. Nie wiem, jak ja zagrałem na gitarze, nie wiem jak zaśpiewaliśmy, że nam gardła dały radę, bo tak bywa czasami, że dźwięk więźnie. Tutaj daliśmy radę.
Mariusz Matera – Byliśmy zobligowani jeszcze umowami. Koncerty trzeba zagrać, a tu jest żałoba. Witek był bezsprzecznym liderem, choć sam o sobie tak nie mówił, to jednak był. Natomiast pozbieraliśmy się ja powiem szczerze, że na koncertach zaraz po odejściu Witka, to czuliśmy tak jakby jego wsparcie. Jak stałem nie raz na scenie z Darkiem, to wydawało mi się tak jakby dalej był, stał pośrodku, śpiewał swój głos i miał na wszystko baczenie.
Dariusz Tokarzewski, Mariusz Matera i Magda Jasińska w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Artur Nowak/PR PiK