Dyrektorka Miejskiego Centrum Kultury w Bydgoszczy, kobieta odważna, o wielu pasjach, nie bojąca się spełniać swoich marzeń. Od niedawna posiadaczka medalu „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.
„...dowiedziałam się, że to Wojewoda Kujawsko-Pomorski wystąpił o to odznaczenie. Szczerze mówiąc, nie miałam wielkiej nadziei, bo kategoria - upowszechniania kultury, nie jest taka szczególnie ukochana przez ministerstwo i niewiele osób dostaje medale. Tutaj tak się stało, że ten medal został przyznany i ja oczywiście ani przez 5 sekund, nie potraktowałam tego jako wyróżnienia wyłącznie dla siebie, bo przecież co ja sama mogłabym zrobić, przez te wszystkie lata, które w tym wniosku zostały opisane (...) żyję pracą i jak oglądam jakiś koncert, bo jestem straszną zazdrośnicą, oglądam jakiś koncert, albo wręczenie nagród literackich i myślę: Jezus, jak oni to zrobili, ile to musiało kosztować, ale jak mi się jakieś rozwiązanie podoba to podpatruję. Cała moja rodzina, ja im bardzo dziękuję za cierpliwość i za to, że oni po prostu żyją ze mną tą kulturą, chodzą na to wszystko. Oni dbają o moje życie i dzisiaj nie wyobrażam sobie, że mogłabym robić coś innego...”
Piątek, 13 lutego 2026 o godz. 20:05
Szczęśliwa posiadaczka?
- No tak, chyba żadne inne odznaczenie, żaden inny medal nie sprawił mi takiej radości, bo Gloria Artis - nazwa tego medalu jest taka, że ja właściwie codziennie mogłabym ją powtarzać jako motto dnia.
Czyli krzyż nosisz na plecach, natomiast „Glorię” dumnie wpiętą w klapę?
- „Gloria Artis” - chwała sztuce, to jest wezwanie tak ważne i właściwie dzięki temu wezwaniu, to po prostu się tworzy kulturę. Codziennie musimy sobie to powiedzieć, żeby później zrobić to wszystko, co robimy.
Fot. Dariusz Gackowski
Właściwie powinnaś znacznie wcześniej dostać ten medal.
- Ja nigdy o tym nie myślałam, ponieważ to jest moje w ogóle pierwsze takie, poważne odznaczenie. Sama jakoś tak nie występowałam nigdy o odznaczenia dla nikogo. To jest taki świat poza mną, ale oczywiście cieszyłam się z każdego medalu, który mi przyznawały jakieś towarzystwa, na przykład „Medal Sulimy Kamińskiego”, bardzo dla mnie ważny. Pierwsze odznaczenie, to są wspomnienia, ale z takiej młodości, bo to z osiemdziesiątego któregoś roku, kiedy pracowałam w Pałacu Młodzieży i tam moja dyrektorka Dorota Kempka wręczyła mi „Medal Janka Krasickiego”. Pamiętam potem spłonął magazyn z tymi medalami.
Ale Twój medal się ostał?
- Mój jest, nie wiem co prawda gdzie, ale jest. Pamiętajmy, to było ważne wyróżnienie w Pałacu Młodzieży. Ja tak troszeczkę potraktowałam medal „Gloria Artis”, jak podsumowanie jakiegoś bardzo ważnego etapu mojej pracy, bo wiadomo, że to już tak wiele tych lat pracy przede mną nie ma, więc bardzo się cieszę. Po wszystkim, po tym przyznaniu medalu zobaczyłam dopiero jak wyglądał wniosek. Tam było bardzo dużo rzeczy, które są dla mnie ważne. Bardzo dużo rzeczy było tam opisanych, więc tym bardziej się cieszyłam, że ktoś to w ogóle zauważył. Dowiedziałam się, że to Wojewoda Kujawsko-Pomorski wystąpił o to odznaczenie. Szczerze mówiąc, nie miałam wielkiej nadziei, bo kategoria - upowszechniania kultury, nie jest taka szczególnie ukochana przez ministerstwo i niewiele osób dostaje medale. Tutaj tak się stało, że ten medal został przyznany i ja oczywiście ani przez 5 sekund, nie potraktowałam tego jako wyróżnienia wyłącznie dla siebie, bo przecież co ja sama mogłabym zrobić, przez te wszystkie lata, które w tym wniosku zostały opisane. Począwszy od tego Pałacu Młodzieży, ja tam prowadziłam jakiś zespół teatralno literacki, zresztą do dzisiaj mam kontakt z tymi ludźmi. Nigdy nie byłam sama i to było najpiękniejsze, że „chwała sztuce” wołaliśmy zawsze w dużych grupach. Tak było też kiedy pracowałam w Teatrze Polskim za Wiesława Górskiego. Tak było w dzisiejszym Kujawsko Pomorskim Centrum Kultury. A kiedy ja tam trafiłam, to chociaż nie byłam tam tak długo, ale to był fantastyczny też zespół ludzi, no i tam się dokonała rozbudowa. To ja to zaczęłam, ale z poczucia estetyki. Czułam, że nie wytrzymam w tej dawnej przychodni i dobrze, że Marszałek Województwa się do tego odniósł bardzo pozytywnie. No i obecnie MCK jest takim elementem, który i w tym wniosku i dla mnie jest bardzo ważny. Ten cały bydgoski ruch, który się zaczął po pierwszym starcie o tytuł ESK (Europejskiej Stolicy Kultury). Wtedy powstało bydgoskie forum kultury, potem Kongres, Pakt dla kultury. Udział w tym ruchu, takim ruchu obywatelskim dla kultury, to było po prostu coś nieprawdopodobnego. A potem już był MCK. To jest największe moje zawodowe wyzwanie i nie waham się tego powiedzieć sukces, który osiągnęliśmy właściwie w tych naszych wszystkich przestrzeniach. Bo przecież dzisiejszy MCK, to jest przekształcony MOK, który był w Węgliszku i w Ostromecku. A dzisiaj to jest stare kino Orzeł z ogromną ilością sekcji, festiwali, bo to jest nasza kwatera główna, ale to jest też „Barka Lemara”, to jest „Galeria Wspólna”, to jest „Dom Liter”, to jest zespół pałacowo parkowy „Ostromecko”, w którym po prostu jest inny świat. Pałac, prawdziwy pałac z dziełami sztuki, z porcelaną, z meblami, z kominkiem, z bijącymi zegarami i z ludźmi, którzy tych wszystkich cudów dokonali. Więc ja się bardzo cieszę, że nam się udało w MCK-u jakoś wspólnie uwierzyć w to, że możemy, że kultura jest ważna, że ona buduje wspólnotę, ale buduje naszą wspólnotę z odbiorcami. Wyobraź sobie, że na przykład w ubiegłym roku mieliśmy 375000 odbiorców. Wiesz, ponad 2000 wydarzeń. Oczywiście seans filmowy jest wydarzeniem, audycja w „Radiu Kultura” jest wydarzeniem, koncert też. I ja nie mówię tutaj o normalnej działalności. Po prostu to się dzieje, ale na to się też składa Miasto Muzyki. Wiesz, z czego ja się cieszę, że tak jak kiedyś się mówiło z dumą oczywiście - Bydgoszcz jest miastem muzyki i już wszyscy wiedzieliśmy, że jest, bo tu jest dużo instytucji, dużo się rzeczy dzieje, ludzie kochają muzykę. Dzisiaj to już naprawdę coraz więcej osób z dumą mówi, że jesteśmy „Miastem Muzyki UNESCO”.
Na to będzie trzeba pracować, bo to nie jest dane na zawsze.
- Nie, to nie jest na zawsze, ale naprawdę może być na zawsze. Wiesz co, łatwiej jest utrzymać ten tytuł, aniżeli wylecieć z tej sieci, bo jeśli jest się aktywnym, a po to się do tej sieci wchodzi i oczywiście muzyka jest tym filtrem, przez który działamy, który jest tym naszym obszarem kreatywnym. My musimy każdego dnia pamiętać o tych 17 celach agendy 2030. Tego, co łączy Miasta Muzyki, Literatury, Nowych Mediów, wszystkich obszarów kreatywnych, czy kulinariów, czy architektury, czyli równość, wszystkie wyzwania klimatyczne, edukacja przez całe życie, godne warunki pracy, życia, czyli o tym, co praworządne, co nas definiuje jako demokratycznych mieszkańców miasta i demokratycznych uczestników tej całej sieci. Ja jeszcze sobie myślę, że kultura w każdej dziedzinie jest naprawdę krucha. Twórcy, to są bardzo wrażliwi ludzie. Widzieliśmy, co się zadziało z kulturą w pandemii, co się dzieje, jak się zaczyna wojna. To są straszne rzeczy. Ta kultura, to jest wielka siła, ale jednocześnie ona jest taka bezbronna i taka krucha, że właśnie to wszystko, co jest tą siłą takiego miasta jak nasze, które należy do sieci UNESCO, to wzmacnia kulturę i to ją chroni. A to, że ja mogę brać w tym udział, taki codzienny, to jest fantastyczne.
Ty w tym bierzesz udział i idziesz ze sztandarem przecież.
- Tak, do chodzenia ze sztandarami to ja jestem pierwsza, bo ja lubię rewolucję. Ja lubię rewolucję, ale ja też doceniam ewolucję. Doceniam ewolucję, która jest naprawdę przemyślana, Dlatego ja jestem też niecierpliwa, ale przez te wszystkie lata nauczyłam się, że z wtorku na środę naprawdę nic się nie dzieje. Uwierzyłam w to, bo się przekonałam, że to jest proces i że czasami coś tak nie idzie i nagle puszcza jakaś tama i jest fantastycznie. Czasami jedna rozmowa zmienia wszystko, więc oczywiście co jest najważniejsze, wiadomo – ludzie. I dlatego mówię, dlatego podkreślam to, że ten medal nie jest tylko dla mnie, choć ja go sobie przymierzę, trzymam i nawet go oglądam, bo on jest piękny. Ta brązowa „Gloria Artis” jest chyba najładniejsza ze wszystkich.
… ale wiesz, że brązowa Ci nie zamyka drogi do kolejnych „Glorii”?
- Wiem, no ale ja jestem teraz szczęśliwa. Ja już naprawdę nic nie muszę, i ten medal jeszcze mi się tak podoba. On jest piękny i gdybym tak czuła, że to wypada, to bym naprawdę na aksamitnej sukience go nosiła. Jestem szczęśliwa i wiem, że w kulturze najważniejsi są ludzie.
Mówisz, że jesteś niecierpliwa, ale ja tak sobie myślę, że Ty dopiero odżywasz jak Cię tak przytłoczą kolejnymi wyzwaniami, wtedy dopiero czujesz się jak ryba w wodzie.
- No to prawda, bo to jest adrenalina i ja to lubię. Ja lubię rozwiązywać problemy. Jak się pojawia problem, to ostatnie od czego ja bym zaczęła, to jest szukanie winnych. To w ogóle mnie nie interesuje. Wiadomo, że to się stało, ale nikt nie miał złych intencji, więc trzeba szukać jakiegoś rozwiązania i taka burza mózgów, nawet jak ktoś palnie coś głupiego, to wiemy, że nie tak, a inaczej, więc po prostu rozmowa, rozmowa, rozmowa. Mnie się kiedyś wydawało, że to tak nie wypada na przykład prosić o pieniądze. Dziś wiem, że nawet trzeba, bo to wszystko co my zrobimy, ktoś później doceni, jest warte każdej rozmowy, każdego pisma, każdej prośby, każdego argumentu i naprawdę się cieszę, że przez lata, ten proces zdobywania pieniędzy jest szczerze mówiąc prostszy, krótszy, bo wszyscy się już lepiej znamy i rozumiemy. Poza tym już wiadomo co na ten rozwój zasługuje, ale ja również się bardzo cieszę z tego, że w Bydgoszczy zaczyna tak bardzo poważnie już działać Obserwatorium Kultury. To był jeden z projektów aplikacyjnych UNESCO.
Muszę Ciebie spytać, czy Ty kiedykolwiek ściągasz ten mundurek dyrektorski?
- Ja go nie zakładam? Ja go w ogóle nie zakładam, bo ja się zachowuję w pracy dokładnie tak samo, jak w domu.
Ale w domu też żyjesz pracą?
- Żyję pracą i jak oglądam jakiś koncert, bo jestem straszną zazdrośnicą, oglądam jakiś koncert, albo wręczenie nagród literackich i myślę: Jezus, jak oni to zrobili, ile to musiało kosztować, ale jak mi się jakieś rozwiązanie podoba to podpatruję. Cała moja rodzina, ja im bardzo dziękuję za cierpliwość i za to, że oni po prostu żyją ze mną tą kulturą, chodzą na to wszystko. Oni dbają o moje życie i dzisiaj nie wyobrażam sobie, że mogłabym robić coś innego. Wiesz o czym ja jeszcze marzyłam, ale tak mi się to nie ułożyło, o polityce.
Chciałaś być w polityce?
- Kiedyś, dawno, marzyłam o tym, żeby być posłanką, żeby być w komisji kultury. Mnie to fascynowało i do dzisiaj oglądam te wszystkie rozmowy polityczne w mediach. Ja jestem „fighterką”. Mam 66 lat i pewnie ktoś sobie myśli, no ile ona jeszcze tam może być?
A Ty czujesz, że masz 66 lat?
- Nie, w ogóle tego nie czuję, ale mam takie poczucie tej takiej, nawet nie chcę powiedzieć nieuchronności, ale radości zmiany pokoleniowej. I jak patrzę na tych moich ludzi z MCK-u, to cieszę się że są.