Klaudia Kaczyńska w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK
Siedmioletnia Klaudusia poszła sobie do Szkoły Muzycznej? - Byłam, ale niedługo. Rodzice zapisali mnie w wieku 7 lat. Byłam dość buntownicza. Rozpoczynałam swoją muzyczną drogę na skrzypcach, ale długo nie pozostałam w tej szkole. Zdecydowałam, że śpiew będzie moim głównym kierunkiem.
A do tej pory jest tak, że w szkołach muzycznych pierwszego stopnia nie można od razu wybrać sobie śpiewu, tylko trzeba trochę poćwiczyć, przysiąść przy instrumencie? - Ja nie pamiętam dokładnie, co było powodem mojej rezygnacji wtedy ze skrzypiec, po prostu to mnie nie interesowało. Na tamten moment wolałam eksplorować muzykę w inny sposób.
I były festiwale, konkursy? - Tak, w wieku 7 lat pojechałam na pierwszy ogólnopolski który zresztą wygrałam i od tamtego czasu już tak jeździłam po całej Polsce.
Wtedy to pewnie urosły 7-latce skrzydła? - Tak, to był konkurs o oznakach ruchu drogowego. Wygrałam wtedy hulajnogę elektryczną, która była na tamten moment dużą nowością. Tak, urosły mi te skrzydełka i chciałam dalej jeździć i uczyć się nowych piosenek i poszukiwać. Chociaż nie rozumiałam wtedy tego, tak jak teraz.
Swoim studentkom w klasie śpiewu jazzowego też mówisz, że konkursy są ważne? - Raczej mówię o tym, że są konkursy i że warto brać w nich udział i się sprawdzać, ale one nie są czymś, co nas w jakiś sposób definiuje, jako wokalistów. One dodają sporo fajnych rzeczy i takiego poczucia, że możemy coś osiągnąć, ale ten rdzeń jest chyba gdzie indziej, raczej w tej wrażliwości i w tym co chcemy przekazać i jak chcemy się wyrazić artystycznie.
Nigdy w swoim dorosłym życiu nie żałowałaś tego, że miałaś pewną przerwę w tak zwanej edukacji muzycznej? - Po latach przystąpiłam po raz kolejny do szkoły muzycznej na fortepian i tam spędziłam 2 lata. Natomiast jednocześnie pojawiły się w moim życiu okazje do tego, żeby śpiewać w zespołach muzyki rozrywkowej. Miałam tam możliwość eksploracji i poszukiwania tego, co bym chciała dalej robić, więc znowu praktyka, tej wolności przeważyła nad siedzeniem w salce i ćwiczeniem, nad odtwórstwem, chociaż towarzyszy mi to poczucie, że chciałabym cofnąć trochę czas, powrócić do tego, czego nie udało mi się wtedy, na tamten moment zrealizować.
To nie było w Bydgoszczy? - Pochodzę z Piły, tam się zaczęła cała moja droga związana z muzyką.
Jeździłaś na warsztaty Jazzowe do Chodzieży? - Tak jeździłam na Warsztaty do Chodzieży. Oczywiście muzyka jazzowa od najmłodszych lat gdzieś tam towarzyszyła temu wszystkiemu, co było w Pile. Co roku jeździłam na Warsztaty Jazzowe do Chodzieży. Dzięki warsztatom w Chodzieży dowiedziałam się o tym, że istnieje muzyka jazzowa, że jest improwizacja, że można jeszcze poszukiwać na zupełnie innych polach, czyli łączyłam bardzo różne środowiska w swoim życiu i było to bardzo intensywne. W szkołach też śpiewałam na wszystkich możliwych wydarzeniach od szkoły podstawowej do wieku licealnego. Więc to wszystko się tak łączyło, mieszało ze sobą i dopiero na studiach się wyklarowało, w jakim kierunku będę zmierzać. Ale też nie było to obarczone żadną presją. Nigdy nie czułam, że jestem pod jakąś presją, zawsze miałam możliwość wyboru i rodzice też pozwalali mi na to, abym mogła decydować o tym, w jakim kierunku chce iść.
Jesteś taką duszą konkursową lubisz rywalizację. - Czasem lubię rywalizować, ale chyba nie jest to głównym powodem moich działań muzycznych.
Klaudia Kaczyńska w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK
Egzaminy do Akademii Muzycznej to był skok na głęboką wodę, czy niekoniecznie?Choć chyba najpierw był Uniwersytet Kazimierza Wielkiego. - Kiedy zdawałam maturę, zastanawiałam się nad tym, czy w ogóle iść w kierunku muzycznym, czy związać się profesjonalnie, zawodowo z muzyką. Co prawda wiedziałam od zawsze, że ta muzyka, ten śpiew będzie mi towarzyszył i ja tego nigdy z siebie nie wyrwę i nie odłączę, ale zastanawiałam się, co robić w życiu. Myślałam, że pójdę do Poznania bo, chciałam studiować psychologię, ale poznałam wtedy kolegę, który bardzo mocno zachwalał Bydgoszcz i Uniwersytet Kazimierza Wielkiego, kierunek muzyczny, mówił że jest wspaniale i że powinnam zmienić swoje plany. Przemyślałam to bardzo głęboko i zdecydowałam się zdawać do Bydgoszczy. To był taki moment, kiedy po prostu przyszła ta jasność i pewność, że idę w muzykę, chociaż powtarzam, muzyka towarzyszyła mi całe życie.
A wcześniej już wiedziałaś o istnieniu profesorki Joanny Zagdańskiej? - Słyszałam „Rękawiczki”, ale nie wiedziałam, że pani Joanna uczy i wykłada śpiew jazzowy. Na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego miałam wspaniałą okazję poznać panią Joannę, u której śpiewałam różne utwory jazzowe, studiowałam u niej i wtedy tak naturalnie wyszło, że przeszłam też na Akademię Muzyczną, już na specjalizację śpiew jazzowy do tej samej pani profesor i studiowałam jednocześnie na dwóch kierunkach. Miałam zajęcia w w podwójnej dawce.
Teraz jesteś dumna z siebie. - Jestem dumna. Tak można powiedzieć.
Już kilka lat minęło od tego momentu, a Ty jednak pozostałaś w Akademii Muzycznej. - Tak, minęło 6 lat odkąd ukończyłam studia. Miałam rok przerwy po studiach, zastanawiałam się co dalej, czy chcę pozostać w Bydgoszczy, czy może jednak jechać do Warszawy? Zastanawiałam się mocno nad tym, żeby się przeprowadzić. Natomiast w momencie takiego największego rozdroża dostałam telefon z propozycją pracy w Akademii Muzycznej, jako wykładowca śpiewu jazzowego.
Od razu wiedziałaś, że to jest to, co chciałabyś robić oprócz śpiewania? - To była trudna decyzja, ponieważ ja wtedy byłam bardzo młodą osobą. Miałam 26 lat i podjęcie się takiej pracy, na takim stanowisku łączy się z dużą odpowiedzialnością, odwagą przede wszystkim, bo ludzie, których wtedy uczyłam, byli niewiele młodsi ode mnie. Zwykle się tak myśli, że jak się idzie studiować to raczej do bardzo doświadczonego profesora z jednym chociażby siwym włosem na głowie. A ja jeszcze wtedy miałam ich chyba zero.
I co sprawia Ci przyjemność? Coachowanie, nauczanie? - Tak odnajduję w tym siebie i cieszę się, że mogę współpracować z młodymi ludźmi. To jest taka wymiana inspiracji. Staram się im dawać dużo wsparcia na tej drodze. Staram się rozumieć ich perspektywę, ich emocje i przede wszystkim staram się pomagać odnajdywać ich własną drogę, żeby nie powielać, za bardzo tego, co już co już było, ale żeby się
otwierali na siebie.
A sama dopiero debiutujesz z płytą autorską, bo musiałaś też trochę przetrawić, przeczekać, przepuścić przez siebie pewne pomysły. - Nie, musiałam dojrzeć do momentu, w którym decyduję się na nagranie, na realizację, bo to oprócz muzyki, wiąże się z dużym logistycznym wyzwaniem. Trzeba stworzyć zespół, trzeba to wszystko zaplanować, doprowadzić do końca, trzeba mieć wizję. Musiałam dojrzeć, żeby stworzyć wizję całego procesu, przez który przejdę razem z ludźmi, których zabiorę w tę muzyczną podróż.
Dlaczego „Wracam do siebie”, dokąd wracasz? - Wracam do siebie, zbieram różne pozostawione części siebie i łączę je w całość.
To jest Twój debiutancki album, na który kazałaś sobie trochę czekać. - Tak, kazałam sobie czekać. Myślę, że życie kazało mi poczekać, no to aż zbiorę w sobie tę odwagę i pewność, że chcę ten album nagrać i pozwoliłam sobie na ten proces, żeby to się wydarzyło we właściwym czasie.
Czy to jest ważne, żeby śpiewać swoje utwory? To jest autorska Twoja płyta, skomponowałaś większość piosenek. - Tak, skomponowałam większość, niektóre utwory też były współkomponowane przez innych muzyków. Również cały zespół maczał w tym palce, ponieważ aranżacje są wspólne.
Klaudia Kaczyńska w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska/PR PiK
Zaprosiłaś do współpracy Bisza, który można powiedzieć jest poetą tekstów piosenek. - Tak, jest wspaniały, ma niebywały talent do przekazywania emocji. Świetnie opisuje różne doświadczenia i refleksje życiowe, również potrafi się wczuć właśnie w tę kobiecą perspektywę i cieszę się, że mogłam z nim współpracować nad tymi tekstami i że się zgodził na tę współpracę.
To są twoje historie? - Po części tak i też są to emocje, które są dla mnie ważne i które chciałam przekazać, więc to jest takie połączenie moich historii, ale też różnych rzeczy, które mnie ciekawią w życiu. Jestem osobą, która słucha różnej muzyki i w swojej twórczości nie chce się zamykać w jednym boksie, tylko raczej chcę, żeby ta muzyka przeze mnie przepływała, więc dałam sobie tę wolność na to aby się nie szufladkować i żeby spróbować stworzyć coś swojego.
Na płycie towarzyszą Ci muzycy, którzy na co dzień z Tobą współpracują. - Tak, w celu nagrania albumu stworzyłam zespół: Mateusz Gawęda na fortepianie i instrumentach klawiszowych, Antoni Olszewski na kontrabasie, i basie, Łukasz Belcyr na gitarach, Piotr Budniak na perkusji. Znalazły się tutaj jeszcze głosy współtowarzyszące. Jest to Irena Ilczyszyn i Kacper Andrzejewski, moi przyjaciele ze studiów, ja również śpiewałam chórki - także taki udało mi się zebrać skład na ten album i mam nadzieję, że będzie się Państwu podobał.