Nula Stankiewicz - wokalistka, Włodzimierz Nahorny – pianista i kompozytor i Paweł Pańta – kontrabasista opowiadają o albumie „Bliskość Ciszy” z piosenkami, które skomponował Włodzimierz Nahorny..
„...my nie uprawiamy tego, co jest modne i popularne. Celowo uprawiamy gatunek, który może wymaga większego zaangażowania, jeśli chodzi o słuchanie, bo i muzyka i teksty odgrywają tutaj szalenie ważną rolę (...) nagrywaliśmy w kwietniu minionego roku, czyli w 2024 roku i to był szalony czas, dlatego, że mieliśmy dwa dni zabukowanego studia i wszyscy żeśmy te dwa dni dostosowali do swoich kalendarzy (...) dla mnie to było obezwładniające. Zapalała się lampka i ja nie wiedziałem, co zagrać, co powiedzieć, co było dla mnie koszmarne. Dopiero z czasem mogłem się przyzwyczaić do tego, że ta lampka nie gryzie, nie powoduje jakiś skutków ubocznych, po prostu...”
Piątek, 7 listopada 2025 o godz. 21:05
Nula Stankiewicz – zawód wyuczony – pedagog o specjalizacji praca socjalna z rewalidacją i elementami resocjalizacji. Zawód wykonywany – piosenkarka, której twórczość wyróżnia się subtelnymi interpretacjami i głębokim zrozumieniem tekstów. Dziennikarka podejmująca szerokie spektrum tematów.
Włodzimierz Nahorny - pianista, saksofonista, kompozytor i aranżer. Jest kompozytorem jednej z najpiękniejszych piosenek jakie kiedykolwiek powstały z polskim tekstem – „Jej portret”.
Paweł Pańta - kontrabasista i gitarzysta basowy, laureat nagrody Grammy, doktor sztuk muzycznych.
Fenomenalny album i to jest wielki powrót płytowy Włodzimierza Nahornego. Panie Włodku, jak się Pan dał namówić?Jak wygląda historia powstania tego albumu?
Włodzimierz Nahorny - Nie wiem czy ja się dałem namówić. Miałem mówić, że ja, a zastanawiam się czy nie ja musiałem namawiać? W każdym razie wyszło na dobre.
Nula Stankiewicz - Myślę, że dla mnie wspaniale wyszło, bardzo się cieszę z tego albumu. Z mojego punktu widzenia to było tak, że spotkaliśmy się pośrodku. To znaczy oboje bardzo chcieliśmy. W ogóle wszyscy bardzo chcieliśmy nagrać te piękne piosenki Włodzimierza Nahornego, bo to jest wiadomo klasyka gatunku, a możliwość pracy z mistrzem jest ogromnym wyróżnieniem. Możliwość grania z nim i cieszenia się tym graniem, ale też uczenia się, podglądania, wspólnego bycia w pracy, na próbach jest to ogromna frajda i muzyczna i też towarzyska, bo nie da się ukryć, że się prywatnie wszyscy bardzo lubimy.
A Paweł Pańta też to potwierdza?
Paweł Pańta - Oczywiście potwierdzam, a wszystko zaczęło się od koncertu jubileuszowego, który odbył się z okazji okrągłych urodzin Włodzimierza Nahornego. Nie będę mówił których urodzin.
Dwudziestych oczywiście…
Paweł Pańta - Dociekliwych słuchaczy proszę o sprawdzenie. Te urodziny celebrowaliśmy potem przez kilka lat i spotykaliśmy się na scenie właśnie z Sebastianem Frankiewiczem na perkusji, Januszem Stroblem - gitara, którego serdecznie pozdrawiamy. Graliśmy przeróżne piosenki i te klasyczne, znane wszystkim słuchaczom wyjątkowe, jak „Jej portret”, czy „Pytam zimowych gwiazd”, czy „Czas rozpalić piec”, gdzie Janusz popisywał się swoim przepięknym barytonem, a ta płyta jest konsekwencją tych koncertów. Postanowiliśmy się podzielić nie tylko ze słuchaczami koncertów, ale też utrwalić to nasze spotkanie i przenieść je na niezniszczalne nośniki.
Nula, Ty już wcześniej śpiewałaś piosenki Włodzimierza Nahornego.
Nula Stankiewicz - Kto ich nie śpiewa, przecież tak naprawdę, czy przenoszą to artyści na estradę, to jest inna kwestia, ale moim zdaniem wszyscy, którzy śpiewają, tę piosenkę „Jej portret” mają w swoim repertuarze. Może śmielej, czy mniej śmiało ją wykonują w swoich koncertach.
Ale „Jej portret” to jest „król polskich standardów”.
Nula Stankiewicz - To jest prawda. Ja oczywiście dużo tych piosenek znałam i od dawna je śpiewam.
Do tego przepiękne teksty. Te piosenki powstawały przez lata, prawda Panie Włodzimierzu?
Włodzimierz Nahorny – Tak, od bardzo dawna.
Najstarsza, to która?
Włodzimierz Nahorny – Chyba „Popłynę łódką”, to był utwór instrumentalny, do którego potem genialny tekst dopisał Jonasz Kofta. Zresztą piosenek z jego tekstem jest więcej, bo jest „Jej portret”, „Bliskość ciszy”, ale „Popłynę łódką” ta piosenka była dużo wcześniej, bo to był właśnie instrumentalny utwór, który grałem gdzieś w latach sześćdziesiątych, chyba na workshopie nawet grałem i to grałem na saksofonie. Później została napisana wersja piosenkowa z tekstem Jonasza, a „Portret” to są lata siedemdziesiąte.
Paweł Pańta - To chyba mamy zwycięzcę, „Popłynę łódką” - najstarsza piosenka. To najpierw była melodia, a tekst dopisany był do melodii.
Czy piosenki tak powstawały, że najpierw była melodia i potem dopisywano do nich teksty? Czy też się zdarzało, że Pan pisał muzykę do tekstu?
Włodzimierz Nahorny - Ostatnia z kolei piosenka jest napisana do tekstu Ewy Lipskiej i to było napisane w ostatniej chwili. Nula wybrała sobie akurat Ewę Lipską. Ja miałem kilka tekstów, do których nie zdążyłem napisać melodii. Jedną z nich wybrałem, napisałem melodię i się okazało, że weszła na płytę.
Nula Stankiewicz - Ale wracając do twojego Magdo pytania, wiem, że „Schadzka” ze słowami Bolesława Leśmiana na pewno była pisana do tekstu. Do tekstu było pisane „Przy winie”, ze słowami Wisławy Szymborskiej. Na pewno „Pytam zimowych gwiazd” z tekstem Osieckiej, który był przyniesiony i Włodek napisał muzykę.
Włodzimierz Nahorny – Nie, „Pytam zimowych gwiazd”, najpierw była muzyka. Różne te piosenki mają pochodzenie, jak państwo słyszą.
A jaki jest tytuł piosenki ze słowami Ewy Lipskiej, jak mamy ją przedstawiać?
Włodzimierz Nahorny - Ona właściwie nie ma tytułu, to takie 3 gwiazdki, co często się w poezji zdarza.
Nula Stankiewicz - Natomiast pierwsze jej słowa, to „czym jest bliżej, tym jest dalej” i to jest właśnie ten utwór, który powstał specjalnie dla mnie i specjalnie na tę płytę. Piękna piosenka taka, w której zostało zamknięte całe sedno opowieści, o miłości po prostu.
Panie Włodzimierzu, Pan ma niesamowitą rękę do pisania przepięknych melodii. I szkoda, że mimo wszystko, aż tak wiele piosenek nie powstało.
Nula Stankiewicz - Ty nie wiesz jeszcze, co się kryje w szufladach Włodzimierza. Podejrzewam same hity i kilka doczeka się na pewno tekstów.
Włodzimierz Nahorny - Ale tych tekstów to już, robiąc remanent w moich papierach Nula znalazła na pewno kilkadziesiąt co najmniej.
Nula Stankiewicz - To prawda, to było dla mnie niezwykle odkrywcze, a z jednej strony gdzieś takie dojmująco smutne, że tyle tych piosenek leży i czeka. Państwo się na pewno zorientują, jeśli sięgną po tę płytę, ty to pewnie Magdo wiesz, my nie uprawiamy tego, co jest modne i popularne. Celowo uprawiamy gatunek, który może wymaga większego zaangażowania, jeśli chodzi o słuchanie, bo i muzyka i teksty odgrywają tutaj szalenie ważną rolę. Zresztą poeci, do których Włodek pisał, to, tak, jak wspomniałam, Wisława Szymborska, Bolesław Leśmian, wspaniali poeci, Julian Tuwim, pani Ewa Lipska, Jonasz Kofta, Agnieszka Osiecka, Wojciech Młynarski, to top topów, chciałoby się powiedzieć. I tych piosenek, które kryją Włodkowe szuflady jest cała moc. Oczywiście wiadomo, że płyta nie pomieści wszystkiego, na co by się miało ochotę i mam nadzieję, że ta płyta otworzyła tylko pewien może cykl. Może niekoniecznie wszystkie piosenki ja nagram, może ktoś się do Włodka zgłosi, bo Włodzimierz Nahorny jest osobą bardzo otwartą i bardzo chętnie współpracującą i z młodymi ludźmi i ze starszymi i na pewno chętnie się podzieli swoim talentem.
Włodzimierz Nahorny - Z tym, że najczęściej piszę na zamówienie i to jednak powoduje, że mam pełne szuflady niedokończonych albo nawet nie zaczętych piosenek, ale szkice tam czekają.
A jakie warunki musi spełniać wokalista, żeby Pan chciał dla niego napisać?
Włodzimierz Nahorny - No musi mieć pojęcie o śpiewaniu i być miłym.
Niby niewiele, ale tak wiele.
Nula Stankiewicz - Tylko tyle i aż tyle.
Włodzimierz Nahorny – To, że musi mieć pojęcie o śpiewaniu, to jest powiedziałabym podstawa. Czyli powinien śpiewać czysto, pięknie frezować i ze zrozumieniem przedstawiać tekst. Wokalistka jeszcze dodatkowo powinna być ujmująca.
Nula Stankiewicz - A co to znaczy Włodku – ujmująca?
Włodzimierz Nahorny - Nie bardzo wiem, tak mi się to słowo pojawiło.
Nula Stankiewicz - Rozumiem, że mam to traktować jako komplement, skoro zgodziłeś się na współpracę ze mną. Tak się proszę Państwa wymusza komplementy.
Właśnie, Nula jesteś ujmująca. Kiedy dokonaliście nagrania?
Paweł Pańta - Nagrywaliśmy w kwietniu minionego roku, czyli w 2024 roku i to był szalony czas, dlatego, że mieliśmy dwa dni zabukowanego studia i wszyscy żeśmy te dwa dni dostosowali do swoich kalendarzy.
Nula Stankiewicz - Ale jak państwo wiedzą współpraca z takimi muzykami jak Paweł Pańta, Sebastian Frankiewicz, no i oczywiście Włodzimierz Nahorny, niby na emeryturze i najbardziej zajęty z nas wszystkich i Janusz Strobel, który użyczył głosu do dokładnie połowy piosenki „Czas rozpalić piec”. To nie było łatwe zadanie. Nie ukrywam, że w te 2 dni żeśmy zarejestrowali kilkanaście piosenek. Pamiętam, jak dziś Włodku wracałeś wtedy ze zjazdu w Akademii Muzycznej w Gdańsku, gdzie proszę państwa Włodzimierz Nahorny jest profesorem i to był taki szalony czas.
Włodzimierz Nahorny - Rzeczywiście trudno było jakoś wyhamować, pewnie bardziej komfortowo byłoby, gdybyśmy sobie mogli najpierw wiele dni ćwiczyć, być razem, a potem w konsekwencji wejść do studia. A jeszcze może najlepiej to by było, gdyby czas się cofnął i gdybyśmy sobie mogli po prostu na kilka spokojnych dni wejść do studia i tam ćwiczyć, pracować.
Te czasy już nie wrócą.
Nula Stankiewicz - Nie, ja myślę, że to się zdarzało kiedyś, prawda Włodku? Teraz termin jest ograniczony i trzeba to zrobić. Czasami to powoduje, że człowiek się tak spręża, mówiąc językiem młodzieżowym.
Paweł Pańta - Zresztą w ogóle wejście do studia zawsze jest taką magiczną chwilą i to co Włodku powiedziałeś, że o tym sprężeniu, o tej wymuszonej koncentracji, bo to jest to miejsce, gdzie można zapisać, na wieczność pewne nuty, pewien stan też emocjonalny, który towarzyszy wykonywaniu piosenek.
Nula Stankiewicz - No właśnie Włodku, bo ty masz w oczywisty sposób największe doświadczenie, jak to było, kiedy się zapalała ta czerwona lampka, to jest dla ciebie taki moment, kiedy potrafisz zebrać wszystkie myśli i ta koncentracja jest taka świadoma, wymuszona, spowodowana tym, że właśnie to nagranie już się odbywa.
Włodzimierz Nahorny - Dla mnie to było obezwładniające. Zapalała się lampka i ja nie wiedziałem, co zagrać, co powiedzieć, co było dla mnie koszmarne. Dopiero z czasem mogłem się przyzwyczaić do tego, że ta lampka nie gryzie, nie powoduje jakiś skutków ubocznych, po prostu.
To prawie jak egzamin, prawda?
Włodzimierz Nahorny – Gorzej, jeszcze gorzej. Samo mówienie o utrwalaniu na zawsze, że to można zmienić, ale stan ducha na pewno pozostaje taki, jaki był. Także ta lampka była dla mnie bardzo przykrym momentem. Z czasem nauczyłem się ją tolerować, nigdy nie powodowała jakiegoś wyzwolenia, czy euforii. Ja jestem z tych ludzi, którzy muszą mieć słuchacza fizycznego, który reaguje, wtedy wiem, że słucha, słyszy i zawsze wszystkie moje produkcje, czy to konkursowe, czy festiwalowe, to musiałem mieć publiczność.
Nula Stankiewicz i Włodzimierz Nahorny. Fot. Paweł Trzesniowski
Naprawdę płyta jest przepyszna. Najbardziej ulubiona piosenka Panie Włodzimierzu?
Włodzimierz Nahorny - Z tej płyty mi się wydaje, że najbardziej udany jest „Popłynę łódką”, która była bardzo trudne w przedbiegach, to znaczy trudno było ją zakwalifikować, bo to było uznane jako ballada jazzowa. Nula chciała aby to była piosenka poetycka, ale dała się przekonać. Od początku mówiłem, że śpiewa inaczej, ale wspaniale. Oczywiście osiągnęliśmy to, co było istotne dla mnie w tej piosence. To znaczy pełen spokój, dobre tempo, żadnych wymyślnych ozdobników, naprawdę ja słuchając tej piosenki odpoczywam. Bardzo lubię tę balladę.