Aga Derlak

2025-09-26
Gościem audycji była Aga Derlak/fot.: nadesłane

Gościem audycji była Aga Derlak/fot.: nadesłane

Polskie Radio PiK – Zwierzenia przy muzyce – Aga Derlak

Aga Derlak pianistka jazzowa, kompozytorka, absolwentka prestiżowej Berklee College of Music w Bostonie i posiadaczka trzech Fryderyków. Nowy album Agi Derlak – „neurodivergent” (z ang. neuroodmienność) to trzy kwadranse muzyki, która hipnotyzuje, porusza i skłania do refleksji.

Aga Derlak, która postanowiła po raz kolejny świat zaskoczyć, i to za każdym razem jest inne spojrzenie na muzykę, na jazz. Tym razem Neurodivergent, czyli eksperymentalne trio, które poszerza granice improwizacji, poprzez surową i emocjonalną eksplorację neuroatypowości.

Piątek, 26 września 2025 o godz. 20:05
Skąd w ogóle wziął się ten tytuł?
- Żeby tak daleko nie sięgać, to ten tytuł odnosi się do neuroatypowości. Neuroatypowość - takie słowo ostatnio popularne na kanwie tego, że neuropsychologia troszeczkę zaczęła więcej mówić o tej neuroatypowości, o ADHD, o byciu w spektrum, o tym, jak funkcjonuje nasz umysł i jak nasze mózgi się różnią między sobą, a w konsekwencji nasze postrzeganie świata, reagowanie na bodźce, itd. Pomyślałam sobie o tym, tym bardziej, że mam zdiagnozowane ADHD, dla moich przyjaciół to nie jest nic takiego dziwnego, bo ja od zawsze myślałam o sobie, jako o osobie trochę właśnie innej, oryginalnej, bardzo abstrakcyjnej, o bardzo abstrakcyjnym poczuciu humoru i sposobie patrzenia na świat i abstrakcyjnej wyobraźni. Więc pomyślałam sobie, że w związku z tym, szczególnie takie osoby, które są właśnie neuroatypowe, muszą trochę więcej wysiłku włożyć w to, żeby sprostać takim społecznym regułom i zasadom, żeby funkcjonować w społeczeństwie, żeby w pracy dowozić i wyrabiać się z terminami i tak dalej.

Mamy ten przywilej w sztuce, że tutaj możemy eksperymentalnie podejść do tego tematu, więc znowu pomyślałam, co by było, gdyby muzykę właśnie napisać i wykonywać dostosowując ją nie pod te reguły, które wcześniej gdzieś mi przyświecały, nie pod wycyzelowane nutki, wycyzelowaną formę, ale właśnie pod ten mój wewnętrzny chaos.

A czy kiedykolwiek wcześniej tak pod linijkę Pani tworzyła, chyba niekoniecznie?
- Może niekoniecznie, bo często muzyka jazzowa zakłada improwizację. Natomiast zdecydowanie byłam bardziej skupiona na kompozycji, czy miałam podejście do komponowania właśnie w taki sposób, że to musi być jakieś skończone dzieło, że to muszą być te najlepsze z możliwych wyborów, skodyfikowane, zapisane i wykonane. Pisałam w inny zupełnie sposób, szczególnie ostatnia płyta Parallel, która była w ogóle z kwartetem smyczkowym, z septetem, z sekcją dętą i z wokalem. Tam rzeczywiście zmagałam się z materią nutową, bo bardzo dużo mnie kosztowało to pracy, ale taką miałam wizję wtedy i bardzo chciałam zrobić coś na większy skład, coś takiego bardziej monumentalnego.

Tam rzeczywiście musiałam włożyć super ekstra wysiłek w to, żeby się skupić, żeby nie popełniać żadnych błędów w edycji nut i tak dalej, a to jest dla mnie trudne. Tutaj dostałam stypendium, a my jako artyści mamy ten przywilej, że możemy sobie pozwalać czasem na pewne eksperymenty, na pewną taką nieskrępowaną ekspresję i możemy się czasem tym naszym szaleństwem dzielić ze słuchaczami. Więc stwierdziłam, że właśnie czas to zrobić i trochę poeksperymentować z tym chaosem, nie trzymać się aż tak mocno tych reguł, które na co dzień trzymają mnie w ryzach.

Aga Derlak/fot.: nadesłane
Aga Derlak/fot.: nadesłane

A najpierw był pomysł na projekt, czy najpierw było poszukiwanie odpowiednich muzyków?
- Jedno z drugim połączone, to znaczy najpierw przyszedł mi do głowy taki pomysł i zaczęłam coś sobie komponować. Potem stwierdziłam, że świetnie by było wziąć do tego projektu muzyków, z którymi wcześniej nie grałam.

A to dość ryzykowny pomysł.
- Tak, to prawda. Ale to było w takim wymiarze, bo my wszyscy gdzieś tam się przecinaliśmy z tymi muzykami, ale nigdy z nimi nie grałam w takim kontekście, że mieliśmy jakiś wspólny projekt. Stwierdziłam, że to będzie bardzo dobre do tego całego eksperymentu, do tego całego szaleństwa, bo chciałam, aby ta muzyka była w większości improwizowana. Tam nie ma wycyzelowanych nutek i jakiś bardzo klarownych tematów, których musimy się trzymać. Oczywiście są jakieś motywy, jakieś takie ramy, natomiast generalnie ta muzyka opiera się w większości na chwili, na byciu tu i teraz, na improwizacji, więc tym bardziej kierowałam się przy wyborze muzyków tym, aby byli to muzycy pochodzący z różnych muzycznych światów, tak aby jeszcze podbić efekt tego nieznanego, tej takiej niewiadomej, która w improwizacji jest bardzo inspirującym czynnikiem.

Mogą państwo usłyszeć na płycie między innymi Miłosza Berdzika, który jest perkusistą takich zespołów, jak na przykład „Hoshi” Kuby Więcka, czy Paktofoniki. Miłosz o sobie mówi, że jest bardziej hip hopowym perkusistą niż jazzowym, aczkolwiek jazz też gra wybitnie. Usłyszą państwo też na płycie Maćka Szczycińskiego kontrabasistę, znanego na przykład ze współpracy z Nikolą Kołodziejczykiem i z jego triem o nazwie Stryj. On reprezentuje również scenę jazzową, ale też scenę czysto improwizowaną, bo rzeczywiście w tym trio Nikoli Kołodziejczyka, oni w ogóle nie trzymają się żadnych ram i tam improwizują ad hoc. Mamy jeszcze Kacpra Malisza, który jest skrzypkiem reprezentującym scenę polskiej muzyki tradycyjnej. Także mogą państwo
zwrócić uwagę, że każdy z muzyków ma zupełnie inne przyzwyczajenia muzyczne i inne ucho, bo inaczej słyszy i do czegoś innego dąży podświadomie. Więc wszyscy nawzajem się niejako podczas wspólnego grania zaskakujemy, ale przez to zaskoczenie, przez ten element zaskoczenia, że słyszymy coś, czego nie słyszeliśmy wcześniej, reagujemy na to i reagujemy najczęściej też właśnie w taki niespodziewany dla nas sposób.

My najczęściej operujemy i to nie tylko muzycy, ale wszyscy ludzie, operujemy jakimś zasobem, czy to słów, czy to gestów, czy to jakiś odruchów, przyzwyczajeń. Jeżeli ktoś nas z tego wybije, to wtedy musimy zareagować jakoś inaczej, więc to samo się przekłada na improwizację. Dlatego im więcej takich bodźców, im więcej inspiracji z różnorodności, pochodzących, tym myślę ciekawiej dla samej muzyki, czy improwizacji.

IMG 7746-511x768
Aga Derlak/fot.: nadesłane

Jak wyglądało to wasze pierwsze spotkanie, bo jak rozumiem, to jest na tyle improwizowana muzyka, że też nie ma zapisanych tematów.
- Troszkę są, bo jakoś je trzeba zarejestrować w ZAIKSie. Troszkę są, ale na przykład jeden utwór, to po prostu powiedziałam im jaka jest linia basu i, że na górze gramy motyw w A-dur i to było wszystko. To są pewne czasami założenia, czasami to nie są konkretne nuty, ale jakieś komendy, założenia paru słów zapisanych, ale są to takie krótkie tematy, które po prostu potem rozwijamy. Albo są same funkcje, czyli same akordy i jakiś strzępek melodii, a my to gdzieś przetwarzamy i tak naprawdę współtworzymy tę kompozycję w czasie rzeczywistym. A nasze pierwsze spotkanie, tak jak każde pierwsze spotkanie, każda pierwsza próba, zaczęliśmy od przegrania sobie tego materiału, potem zaproponowałam, żebyśmy sobie poimprowizowali, czyli po prostu bez żadnych założeń, zaczęli sobie wspólnie improwizować, żeby też znaleźć gdzieś ten wspólny mianownik.

Tak samo teraz przed koncertem premierowym się spotkaliśmy po roku od nagrania płyty i mieliśmy takie założenie, że chwilę potrzebujemy, żeby się odnaleźć, żeby odnaleźć ten wspólny mianownik, nastroić ucho na siebie nawzajem, wejść w tę muzykę głębiej i znaleźć ten nasz wspólny sound. Także to jest też bardzo ważne, nawet jako takie ćwiczenie. Bardzo lubię to robić, czyli po prostu, żeby zebrać zespół po jakiejś długiej przerwie, to improwizujemy, coś tworzymy jakąś muzykę w czasie rzeczywistym i słuchamy siebie nawzajem. To też jest takie fajne ćwiczenie do tego, żeby ten słuch sobie wyostrzyć.

Czyli to jest taki skład trochę projektowy?
- Tak, zdecydowanie, to jest skład wnoszący świeżość. Jest to zupełnie mój nowy projekt i oczywiście nie odżegnuję się od wcześniejszego mojego tria. To jest po prostu mój nowy projekt i z tym projektem planujemy w najbliższym czasie koncertować.

Największe są problemy z zatytułowaniem danych utworów?
- Niekoniecznie, ale to też jest ciekawe, bo zazwyczaj mam tak, że jak tytułowałam wcześniejsze utwory, to gdzieś to wychodziło z jakiś takich inspiracji książką, wierszem, jakimś wydarzeniem, a tutaj one też są troszeczkę takie wyjęte z kontekstu. One mają jakieś tam swoje przełożenie. Na przykład utwór „Fala” czy utwór „Rain has one” też powstały z inspiracji tekstami i one rzeczywiście mają jakieś tam przełożenie na to, jak one brzmią i na to, co sobie może słuchacz wyobrażać podczas ich słuchania, ale częściowo są to po prostu przypadkowe tytuły. Bo to tak jak wspomniałam wcześniej, to jest album, który ma tutaj stawiać chaos i kontestować uporządkowanie.

W fajnych czasach pani żyje, teraz się wyrażę jak stara babcia: za moich czasów, jak kobieta świetnie grała na fortepianie jazz, to mówiło się, to oczywiście mężczyźni mówili, że szydełkuje na fortepianie, tak trochę z przekąsem.
- W dzisiejszych czasach po pierwsze już nie wypada tak mówić, bo taka osoba po prostu niestety naraża się, a szczególnie w przestrzeni publicznej. Oczywiście są pewne takie przyzwyczajenia, że mamy tendencję ufać bardziej mężczyznom na pozycjach liderskich i to ja nie odczytuję tego jako atak wymierzony w kobiety. Przypomnijmy sobie, że przez większość czasu istnienia w ogóle gatunku homo sapiens, rolą kobiety było bycie w domu, wychowywanie dzieci, jakby odpowiadanie za to przedłużenie gatunku i to dopiero się zmieniło tak naprawdę w latach sześćdziesiątych za sprawą feministek, więc pomyślmy sobie ile lat tak jesteśmy zaprogramowani. Przez tyle lat takiej pewnej obyczajowości, więc to, że mamy pewne przyzwyczajenia i mamy takie jakieś, nawet czasami odruchowe skojarzenia.

Na przykład mamy doświadczenie, że czarny pies mnie kiedyś pogryzł, no to teraz jak widzę czarnego psa, to będę się bać. To są też tego typu skojarzenia, że jesteśmy po prostu zaprogramowani przez świat, przez społeczeństwo, więc żeby wyjść z tego, to najlepszym sposobem jest podawanie przykładów. „Hej, ale zobacz tu jest świetna kobieta prezydentem, tu jest świetna kobieta pianistką, a tu jest świetna kobieta na jakimś tam stanowisku.” Myślę, że żeby to zmienić, to jeszcze troszeczkę musimy nawet nie udowadniać, tylko musi chyba kilka pokoleń minąć. To nie chodzi o udowadnianie na siłę, tylko chodzi w związku z tym, że teraz kobiety mogą, właśnie dzięki ruchom i sufrażystek i feministek, mogą dochodzić do jakichś wyższych stanowisk. To nie chodzi o to, żeby teraz udowadniać, że ja umiem, tylko ja po prostu robię swoje, a dzięki temu, że już mnie świat wspiera, że mogę udzielać wywiadów, czy mogę puszczać jakąś tam gdzieś wypowiedź z przestrzeni publicznej, to daje mi szansę na to, żebym została zauważona i zostaje wysłany taki sygnał do świata. „Hej, czekaj, mi się wydawało, że babka nie może grać tak, albo nie może być prezydentem, a okazuje się, że może”. I w taki sposób powolutku zmieniamy te nasze poznawcze przyzwyczajenia i takie skojarzenia.

Zobacz także

prof. Paweł Rajewski

prof. Paweł Rajewski

Mieczysław Szcześniak

Mieczysław Szcześniak

Anna Ruttar

Anna Ruttar

Anna Hnatowicz

Anna Hnatowicz

Cezariusz Gadzina

Cezariusz Gadzina

Co tydzień jest okazja do spotkań z niecodzienną muzyką, z niecodziennymi gośćmi, niecodziennymi tematami...
Magda Jasińska. Fot Piotr Ulanowski

Magda Jasińska. Fot Piotr Ulanowski

„Zwierzenia przy muzyce”
zaprasza Magda Jasińska
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę