Studio Polskiego Radia PiK odwiedzili wyjątkowi goście: pierwsza dama polskiej piosenki - Pani Irena Santor, Pani Monika Wasowska - Prezes Fundacji Wasowskich, kobieta pracująca, z wykształcenia filolog rosyjski, z doświadczeń zawodowych: dziennikarka radiowa, specjalista PR oraz Pan Grzegorz Wasowski - dziennikarz muzyczny, jak lubi o sobie mawiać - piórotechnik, autor znakomitych tekstów piosenek, jeden z T-Raperów Znad Wisły, a takżee Garfield (głos) w serii rysunkowych dobranocek w TVP. Zbieżność nazwisk oczywiście nieprzypadkowa! Wraz z nimi pojawił się Pan Michał Jurkiewicz - pianista i kompozytor, pasjonat kolejnictwa.
„...Uważam, że z każdego miejsca urodzenia, jeżeli się ktoś chce wczytać skąd pochodzi, wynosi się coś bardzo ważnego na całe życie. Ja pochodzę z tej ziemi. Urodziłam się w Papowie Biskupim, u stóp zamku krzyżackiego. To możemy sobie resztę dośpiewać prawda, że tu jednak była dominacja, żyliśmy w zgodzie jako takiej do pewnego momentu z Niemcami, mieliśmy na siebie wzajemny wpływ. Mieliśmy w stosunku do siebie wymagania. Uważam, że ja pochodzę z miejsca, które wpłynęło na mnie, na dyscyplinę, na poczucie porządku...”
Piątek, 19 września 2025 o godz. 20:05
Czy Pani Irena jest po raz pierwszy w naszej rozgłośni?
Irena Santor - Ale skąd? Nie ma takiego miejsca, w którym ja byłabym po raz pierwszy. Ja naprawdę długo żyję.
Tym bardziej, że jest Pani stąd i wszyscy zawsze się trochę „podpinamy” pod to, chociaż urodziła się Pani w Papowie Biskupim i jest obywatelką województwa kujawsko-pomorskiego.
Irena Santor - Szczycę się tym bardzo i dziękuję jeszcze raz, za powierzony mi taki honor.
Pozwolą państwo, że zacznę od Pani Ireny, w końcu „Pani Irena Santor w roli głównej” tak brzmi tytuł koncertu, który mogliśmy nie dawno podziwiać. Długo trzeba było Panią namawiać, żeby wzięła udział w tym przedsięwzięciu?
Irena Santor - Jestem wdzięczna, że taki projekt powstał i przyjęłam tę propozycję z wdzięcznością. Dziękuję Moniko, dziękuję Grzegorzu, bo to państwo Wasowscy są sprawcami tego koncertu.
Grzegorz Wasowski - No ale ja bym nie zapominał o panu Michale (Jurkiewiczu). To on jest sprawcą wielu wspaniałych aranżacji.
Irena Santor - Tak, ale pan Michał dołączył do nas wczoraj. Ja nawet o tym nie wiedziałam, bo to była niespodzianka.
Michał Jurkiewicz, Irena Santor, Monika i Grzegorz Wasowscy w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska
Monika Wasowska - No tak, my jesteśmy inicjatorami rzeczywiście.
A w którym momencie pojawił się właśnie ten pomysł?
Monika Wasowska - Pomysł powstał w związku z dziewięćdziesiątką Ireny Santor i w zeszłym roku, ósmego grudnia, tuż przed urodzinami przygotowaliśmy takie spotkanie. Miało być rodzinnie, serdecznie, kameralnie. Odbyło się w Promie Kultury Saska Kępa.
I było trochę skromniejsze…
Monika Wasowska - Było skromniejsze, tam i scena mniejsza i wtedy był Czesław Majewski przy fortepianie, nie było Grupy MoCarta. Troszeczkę inny był repertuar, ale w roli głównej w dalszym ciągu była Irena Santor.
Grzegorz Wasowski - Ale było rodzinnie i kameralnie, a ponieważ nieoczekiwanie ciocia Irena udźwignęła tę rolę, więc postanowiliśmy to powtórzyć i powstał pomysł, żeby dołączyła grupa MoCarta.
Monika Wasowska - A ponieważ powstała też specjalna piosenka, do której słowa napisał Grzegorz, a muzykę Michał Jurkiewicz.
Grzegorz Wasowski - Z panem Michałem to my już od dawna współpracujemy, bardzo się lubimy i szanujemy, więc poprosiliśmy, żeby napisał aranżację, żeby grupa MoCarta wzbogaciła barwowo te utwory, które miały być zaprezentowane i stąd taki skład tego występu.
Monika Wasowska - Stąd właśnie taki był finał, który mogli państwo obejrzeć, ale mówimy o piosence o Warszawie, nie o Bydgoszczy.
Pani Irena Santor już się naśpiewała piosenek o Bydgoszczy.
Irena Santor - ... ale proszę o więcej, raczej już śpiewać nie będę, ale o więcej piosenek o Bydgoszczy bardzo proszę, bo młodzi koledzy zaśpiewają bardzo dobrze. Oni umieją wszystko.
Monika Wasowska - Ale chciałaś coś powiedzieć o tej piosence o Warszawie.
Irena Santor - Tak, powstała piosenka przepięknej urody. Naprawdę taka piękna, opisowa, taka robiąca wrażenie. Idę po tej Warszawie, co widzę, co mnie przenika, czym się zachwycam. Tekst napisał Grzegorz, a pan Jurkiewicz oprawił to taką smaczną muzyką, taką przylegającą do tekstu i taką tworzącą całość właśnie tej piosenki, że jeżeli państwo kiedyś ją znajdą, to prosimy ją lansować.
To jest piosenka dość wymagająca jeśli chodzi o głos, panie Michale.
Michał Jurkiewicz - Tak, to prawda jest to utwór, który jest opowieścią, który nosi w swojej treści po prostu obrazy tej Warszawy, przywołuje wspomnienia, też opowiada o współczesnej Warszawie. A jeśli chodzi o interpretację, to nikt inny tej piosenki nie potrafi tak pięknie zinterpretować jak Irena Santor.
Irena Santor - Nieprawda, przecież ja nie śpiewam jej.
Grzegorz Wasowski - … ale nawet nie śpiewając najlepiej to robisz.
Irena Santor - ... ale moje młodsze koleżanki genialnie ją śpiewają. Wczoraj usłyszałam tę piosenkę w interpretacji Agnieszki Kowaluk i Piotra Zubka. Oboje państwo, pani, śpiewaczka, ma co prawda głos operowy i ma bardzo ładne, jak to się mówi doły, taką ładną barwę na dole i z panem Zubkiem tak się zestroili barwowo, że uważam, że są znakomitą parą do tego, żeby tę piosenkę śpiewać.
Grzegorz Wasowski - I to już druga, taka znakomita para, powiem nieskromnie, bo ja z kolei z panem Michałem się zestroiłem.
I może coś z tego jeszcze powstanie panie Grzegorzu?
Grzegorz Wasowski - Już parę mamy bardzo dobrych, nieznanych piosenek na koncie.
Irena Santor - Czas się wypromować.
Michał Jurkiewicz - Ale ja mam takie wrażenie, że sam proces twórczy, praca z panem Grzegorzem jest przynajmniej dla mnie olbrzymią przyjemnością i sprawia mi ogromną frajdę, móc pracować właśnie nad tymi tekstami. Czasem bywa, że dyskutujemy, dyskutujemy, ale mimo wszystko, te treści, które niosą teksty pana Grzegorza, one mają w sobie już zawartą muzykę i wystarczy ją po prostu wydobyć.
Grzegorz Wasowski - Ale nikt tak jak pan jej nie wydobywa.
Michał Jurkiewicz, Irena Santor, Monika i Grzegorz Wasowscy w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska
Panie Grzegorzu, mówił Pan do Pani Ireny Santor, ciociu?
Grzegorz Wasowski - Tak, właściwie dawno temu, to w ogóle chyba nie mówiłem, bo tak mnie onieśmielała, a potem nagle ileś tam lat temu… Irena Santor powiedziała: „Tyle lat się znamy, to mówmy sobie na Ty”. Ja na to: „nie ośmieliłbym się, co najwyżej mogę się zgodzić na ciocię” i tak Irena Santor jest naszą rodziną.
Ile już się odbyło spotkań, tych koncertów, bo od grudnia trochę czasu upłynęło?
Monika Wasowska – Tu w Bydgoszczy to jest dopiero drugie spotkanie. My nie wchodzimy w kolizję z innymi planami cioci, które są zapisane w bardzo bogatym kalendarzu, więc teraz, jak zakończy się trasa z młodymi wykonawcami, to my przystąpimy do natarcia.
Grzegorz Wasowski - Przepraszam, ale teraz mówi się nie trasa a „tour”.
Monika Wasowska - Przepraszam - tour. Tak, przystąpimy do natarcia, bardzo nas podbudowało spotkanie w Operze Nova i reakcja publiczności. No i plany mamy nawet poszerzenia składu instrumentalnego.
Każde spotkanie, każdy taki koncert pewnie będzie inny, bo przecież nie rozmawiacie państwo według ustalonego planu, czy scenariusza.
Monika Wasowska - Nie, to wychodzi nam spontanicznie, chociaż mam taką ściągawkę i wątki, które chciałabym tego dnia akurat poruszyć, a potem życie i nasze fluidy pomagają.
Lubi pani, Pani Ireno, jak młodzi wykonawcy zabierają się za Pani piosenki?
Irena Santor - To mnie tak cieszy nieprawdopodobnie, bo poskarżyłam się, kiedyś powiedziałam, że idę na emeryturę zasłużoną zresztą i co będzie z moimi piosenkami? Zgłosił się zespół Polyphonics i wokaliści powiedzieli: „ale już my się tym zaopiekujemy, nawet już wiemy, z których piosenek sobie skonstruujemy koncert”. I tak zrobili, ale zapytali: „tylko czy pani zechce z nami pojechać w tak zwaną trasę?” No proszę pani w mojej sytuacji, w moim wieku zaproponować mi trasę. To znaczy, ja jestem zaangażowana, dostałam angaż od zespołu Polyphonics i mogę pojechać w Polskę, zobaczyć jeszcze raz te piękne sale. Na przykład taka wczorajsza Opera Nova, która ma fantastyczną akustykę i to miejsce gdzie ono samo śpiewa. Tutaj ja parę razy to sprawdziłam i chcę zobaczyć jeszcze te wszystkie inne sale w Polsce, po oddychać tą atmosferą, tymi kulisami, tymi wszystkimi osobami, które pracują przy koncertach, przywitać się i móc powspominać: „a pamięta pani to? To jest dla mnie niebywałe szczęście. Ja dziękuję bardzo, bo to ja ciągle jeszcze żyję do przodu.
Trzeba przyznać, że scena, estrada uzależniają trochę.
Irena Santor - Uzależniają i to bardzo. To jest narkotyk, naprawdę narkotyk, ale taki który polecam. Polecam, ale polecam uważnie się z nim obchodzić, żeby nie wpaść w samozachwyt, że już tak jest cudownie, jak mnie przyjęli dzisiaj. Dystans musi być i świadomość tego, że nic nie jest na zawsze, ale może trwać długo, może nas rozwijać i to może być sensem naszego życia i mojego jest.
Czyli nie cierpi Pani jak słucha młodych wykonawców?
Irena Santor – Skąd, proszę pani, ja się tym cieszę, bo wnoszą do tych piosenek, które ja śpiewałam, swojego ducha, swoją interpretację, swoją wyobraźnię. To ma sens dlatego, bo one mają dalszy ciąg, a przecież o to chodzi. Ja nie będę żyła wiecznie.
Grzegorz Wasowski - Nie, nie możesz już opowiadać takich rzeczy, będziesz żyć wiecznie.
Irena Santor - Poza tym, młodzi mają, proszę pani, teraz tyle nowego do powiedzenia, na takim repertuarze jak moje pokolenie państwu oferowało, to naprawdę to jest skarbnica, na czym mogą się rozwijać ci młodzi ludzie i się rozwijają i wnoszą coś nowego, twórczego. Więc ja się mogę tylko tym cieszyć.
Oni się cieszą, bo mają gotowe przepiękne utwory z mądrym tekstem. Czy umawialiście się państwo, o co nie mogą zapytać pani Ireny Santor?
Monika Wasowska – Nie, nie ma takich tematów, po prostu chyba na tyle się lubimy, szanujemy, że nie ma tematów tabu. Ale my też nie jesteśmy portalem plotkarskim, więc myślę, że wszyscy się czujemy bezpiecznie.
Grzegorz Wasowski - Od wczoraj też często rozmawiamy o kolejnictwie. To kolejny wątek, który się pojawił w naszym życiu, bo tu jest fanatyk wręcz kolejnictwa. A wie pani, bo my już wiemy, jakiej szerokości są szyny w Bydgoszczy?
Proszę bardzo, panie Michale…
Michał Jurkiewicz- Są tramwaje wąskotorowe, które mają prześwit 750 mm między tłokami szyn, mierzone 1,5 cm od główki szyny.
I mamy fantastyczną fabrykę.
Michał Jurkiewicz - Oczywiście PESA, a ja jeszcze powiem więcej, tu jest piękny szlak w kierunku Koronowa, który osobiście przemierzyłem drezyną, prowadząc ją.
Grzegorz Wasowski - Czy w tym Koronowie urodziła się moja mama?
Michał Jurkiewicz – Tak
Grzegorz Wasowski - Urodziła się w tym Koronowie przypadkowo, bo mama mojej mamy wyskoczyła do Koronowa na 2 dni.
Czy to, że jest pani stąd w jakiś sposób warunkuje też, jaką osobą jest pani, jaką jest pani artystką, Kujawianką?
Irena Santor - Uważam, że z każdego miejsca urodzenia, jeżeli się ktoś chce wczytać skąd pochodzi, wynosi się coś bardzo ważnego na całe życie. Ja pochodzę z tej ziemi. Urodziłam się w Papowie Biskupim, u stóp zamku krzyżackiego. To możemy sobie resztę dośpiewać prawda, że tu jednak była dominacja, żyliśmy w zgodzie jako takiej do pewnego momentu z Niemcami, mieliśmy na siebie wzajemny wpływ. Mieliśmy w stosunku do siebie wymagania. Uważam, że ja pochodzę z miejsca, które wpłynęło na mnie, na dyscyplinę, na poczucie porządku.
Grzegorz Wasowski - I hardość.
Irena Santor – Hardość. To powiedziałeś Grzegorzu i bardzo dobrze, że to powiedziałeś... i pewną hardość. Może to brzmi nieładnie, ale jednak wobec różnych jakiś przeciwności potrafię być harda.
Magda Jasińska, Michał Jurkiewicz, Irena Santor, Monika i Grzegorz Wasowscy w studiu Polskiego Radia PiK. Fot. Magda Jasińska