Anna Ruttar

2025-08-22
Anna Ruttar. Fot. Julita Górska

Anna Ruttar. Fot. Julita Górska

Polskie Radio PiK – Zwierzenia przy muzyce – Anna Ruttar i Jan Emil Młynarski

Wokalistka, pianistka, songwriterka i jazzwoman - prezentuje pierwszy singiel z nadchodzącego nowego albumu: stylowo, a przy tym bardzo współcześnie brzmiąca bossa nova pt. „Utul mnie”.

„...ogólnie rzecz biorąc. „Utul mnie” jest bossa novą, ale też taką nieortodoksyjną z domieszką nowoczesności, aby łatwo wyrazić swoją wrażliwość i uczucia (...) to świetny gatunek, aby ukołysać pewne tematy, ukołysać złe, nawet czasami trudne tematy, trudny ładunek emocjonalny, bo to nie jest jakaś melancholijna piosenka, ale też nie traktuje o najłatwiejszych sprawach, bo jednak mówi o takich momentach, kiedy dotknięci różnymi wydarzeniami potrzebujemy momentu uczulenia, złagodzenia, przytulenia. Różne mogą być powody, dla których szukamy tego typu łagodności...”

Sobota, 23 sierpnia 2025 o godz. 17:05
Wokalistka, songwriterka, co jeszcze mogę powiedzieć? Pianistka, dziewczyna orkiestra?
- Mama!!!

A to ważny punkt w życiu. Pani Aniu, gdzie się Pani uchowała z takim głosem, z taką wrażliwością muzyczną?
- Ojej bardzo dziękuję. Byłam troszeczkę tu i tam, nie ukrywam, że po nagraniu pierwszej autorskiej płyty, nieco się akcja zwolniła, bo pojawiło się dziecko więc i inne obowiązki, a potem nastała pandemia, bo prawdę powiedziawszy materiał, o którym będziemy rozmawiali dzisiaj, singiel, który będzie promował moją nową płytę, czyli „Utul mnie” został nagrany jeśli chodzi o warstwę instrumentalną, tuż przed pandemią. Potem świat się niestety przez pandemię zatrzymał.

Gdzie Panią spotkała pandemia?
- We Francji. Mieszkam tu od 2015 roku?

A dlaczego akurat Francja? Pani z taką wrażliwością, trochę jazzową wybrała Francję?
- Zadecydowały sprawy osobiste i miłość.

To tłumaczy wiele. Gdybym miała Panią spytać o drogę muzyczną, to wszystko rozpoczęło się, kiedy? W przedszkolu?
- To się rozpoczęło, może nawet wcześniej, dlatego, że mój tato jest zawodowym muzykiem, pianistą, więc w zasadzie to już od samego początku byłam w tym świecie.

Czyli nie miała Pani wyjścia​
- Można tak powiedzieć, że nie miałam wyjścia, ale nie było też żadnych nacisków. Bardzo prędko zrozumiałam, że mam tak zwaną carte blanche, czyli mogę zrobić jak chcę i postąpić jak będę chciała, bylebym tylko była zadowolona i szczęśliwa.

Anna Ruttar. Fot. Julita Górska
Anna Ruttar. Fot. Julita Górska

I była szkoła muzyczna?
- Najpierw była szkoła muzyczna w Katowicach. To była szkoła muzyczna imienia Mieczysława Karłowicza. Bardzo ważne dla mnie miejsce. A potem były studia też w Katowicach w Akademii Muzycznej na wydziale muzyki rozrywkowej i jazzu, z którym potem również byłam związana jako wykładowca.

Wymarzone miejsce dla wielu wokalistów i wokalistek.
- Tak, zgadza się. To miejsce legendarne, z bardzo dużą tradycją.

Czy ta legenda rzeczywiście jest tylko legendą? Czy rzeczywiście to jest dobre, świetne miejsce do rozwoju?
- Jest to świetne miejsce wielu spotkań. Ten wachlarz możliwości, które się otwierają, jak poznanie znakomitych ludzi, poznanie muzyków, młodych, muzyków naprawdę fenomenalnych. Natomiast oczywiście wszystko zależy od własnego, indywidualnego zaangażowania i pracy.

Wielu absolwentów tego wydziału mówi, że nie czuło, że studiowało. Robili to co chcieli robić, czyli muzykowali.
- Zgadza się. Myślę, że w ogóle, gdy wykonujemy zawód, który jest związany z pasją, to tak naprawdę jak byśmy nie pracowali. Oczywiście żartuję, bo napracować się człowiek napracuje, ale jest w tym duża doza przyjemności.

Połączenie jazzu z poezją, to nie jest częsta droga różnych wokalistów, Pani to godzi w bardzo piękny sposób.

- Bardzo dziękuję i bardzo się z tego cieszę, chociaż wydaje mi się, że można by było wytropić wokalistów, którzy sięgają po dobre teksty. Zresztą w ogóle w jazzie, gdyby się przyjrzeć tekstom znanych tematów jazzowych, niejednokrotnie napotykamy na bardzo piękną warstwę liryczną.

No to bywa różnie, bo jak się spojrzy na niektóre standardy to jeśli chodzi o warstwę tekstową jest dość prosto.
- Różnie to bywa, ale można się doszperać dobrych tekstów.

I zawsze Pani chadzała tymi ścieżkami?
- Zawsze chadzałam tymi ścieżkami, bo bardzo prędko zauważyłam potrzebę obcowania z muzyką i bardzo szybko zorientowałam się, że to będzie istotny element w moim życiu, ale również jeśli chodzi o języki obce i literaturę. Równolegle do studiów na Akademii Muzycznej podjęłam studia na Uniwersytecie Śląskim na wydziale filologicznym i specjalizowałam się w literaturoznawstwie.

To jest Pani kompletną wokalistką z kompletnym wykształceniem.
- No tak się złożyło, że jakby te moje pasje kompletnie zadecydowały o moich życiowych wyborach i o ścieżce zawodowej.

Czy ta Francja to rzeczywiście takie optymalne, świetne miejsce?
- Mieszkam tuż pod Paryżem. Każde miejsce jest dobre do tworzenia, tak naprawdę nie ma jednej określonej szerokości geograficznej, pod którą artysta czuje się najlepiej. Chociaż może bywa i tak, że pewne miejsca są bardziej inspirujące dla niektórych artystów, a inne mniej. W moim przypadku uwielbiam tworzyć jeżdżąc samochodem. Przychodzą mi do głowy różne pomysły, w czasie prowadzenia auta bez względu na to, gdzie jeżdżę. Zaznaczam, że staram się prowadzić samochód bardzo ostrożnie.

Pierwszy album, który Pani stworzyła, to jest album z jednym tylko utworem polskojęzycznym?
- Zgadza się, w zasadzie to były wyłącznie teksty w języku angielskim i tylko jedna piosenka w języku polskim.

Czy ten, nowy album, którego singiel w tej chwili zwiastuje nowy krążek w dwóch wersjach językowych, też będzie z przewagą tekstów angielskich, a może tym razem z tekstami francuskimi?
- Tutaj sytuacja się odmieni, bo będzie przewaga języka polskiego. Pojawią się piosenki, które będą miały dwa warianty, czyli będzie ten wariant polski i wariant francuskojęzyczny i będzie jeden utwór po angielsku.

A kto Pani pisze utwory? Sama Pani sobie tworzy jako Zosia – samosia?
- Jeśli chodzi o teksty to głównie sobie piszę sama, chociaż nie mogę zdradzić teraz więcej, ale sięgnęłam po tekst pewnej znanej poetki. Tylko w dwóch piosenkach zapożyczyłam teksty od kogo innego, a muzyka jest moja.

Już cały materiał na płytę jest nagrany?
- Tak. Nagrywaliśmy w Polsce. Zaczęliśmy tuż przed pandemią w Cavatinie w Bielsku, potem było jeszcze inne studio w Katowicach.

Czyli trochę przeleżał ten materiał.
- Trochę przeleżał, znaczy w zasadzie przed pandemią nagraliśmy warstwy instrumentalne do piosenek, potem była pandemia, wszystko się zatrzymało, i następnie kontynuacja, już w zasadzie praca głównie z wokalami i resztą, którą dogrywałam też sama jako pianistka.

Jak to jest w dzisiejszych czasach być wokalistką, producentką zarazem, nie iść na żadne kompromisy wytwórni? To jest ta droga, którą Pani obrała?
- Ogólnie wydaje mi się, że funkcjonuję na zasadzie troszeczkę takiej dzikości serca, czyli podążam za głosem serca. Działam intuicyjnie, nie jest może to najłatwiejsza droga, ale przynajmniej pozostaje w zgodzie z samą sobą. Nie zawsze jest łatwo, ale chyba tak jest lepiej.

Ma Pani polskich muzyków.
- Zgadza się, chłopaków już znałam bardzo dobrze, bo w zasadzie Szymon Madej, Kajetan Borowski, Michał Kapczuk oraz Jonasz Stępień także Andrzej Gondek to muzycy, których bardzo dobrze znam i z którymi już też współpracowałam wcześniej.

A we Francji ma Pani też swój zespół?
- Tak, poznałam wielu nowych muzyków, zaczynamy razem też działać, występujemy.

Anna Ruttar. Fot. Julita Górska
Anna Ruttar. Fot. Julita Górska

Ten materiał musiał przeleżeć, bo wytwórnie nie były zainteresowane, czy po prostu musiał się uleżeć i być dopieszczony?
- Była potrzeba przede wszystkim, żeby powrócić do tego. Miałam zupełnie inne plany zaczynając nagrywać przed pandemią. Wtedy to już jakby w zasadzie miałam pewien pomysł wydawniczy, który po prostu spalił na panewce ze względu na problemy postpandemiczne. Nie byłam jedyną artystką, która znalazła się w takiej sytuacji, że plany, które się pojawiały, gdzieś tam kiełkowały przed pandemią, już potem w ogóle nie miały racji bytu. Więc trzeba było zacząć kombinować od nowa i przede wszystkim ukończyć materiał, bo tak jak mówię początkowo było tylko 5 utworów zarejestrowanych instrumentalnie. Trzeba było do tego materiału wrócić, dograć wokale i dograć kolejne piosenki. Wiadomo, że perspektywa artysty zmienia się i ewoluuje, więc jakby troszeczkę też punkt widzenia ten wyjściowy uległ przemianie na przestrzeni tych kilku lat. No i tyle. Więc nie jest to materiał, który przeleżał, ale to był materiał, który wymagał po prostu czasu, aby można go było ukończyć.

Skoro to będzie w przeważającej części polskojęzyczna płyta, to będziemy słuchać pani historii?
- Moich i nie tylko. Historii inspirowanych ogólnie rzecz biorąc. „Utul mnie” jest bossa novą, ale też taką nieortodoksyjną z domieszką nowoczesności, aby łatwo wyrazić swoją wrażliwość i uczucia.

To jest taki akurat gatunek, który bardzo często jest wykorzystywany do wyrażania swoich emocji.
- Wydaje mi się, że jest to świetny gatunek, aby ukołysać pewne tematy, ukołysać złe, nawet czasami trudne tematy, trudny ładunek emocjonalny, bo to nie jest jakaś melancholijna piosenka, ale też nie traktuje o najłatwiejszych sprawach, bo jednak mówi o takich momentach, kiedy dotknięci różnymi wydarzeniami potrzebujemy momentu uczulenia, złagodzenia, przytulenia. Różne mogą być powody, dla których szukamy tego typu łagodności.

Czy cały materiał będzie podobny? Czy ta płyta będzie zróżnicowana różnorodna?
- Ta płyta będzie bardzo zróżnicowana. Nie dajmy się zwieść bossa novie. Będą zupełnie inne odsłony stylistyczne.

Jak wygląda obecnie życie Anny Ruttar? Krąży pani między Polską a Francją?
- Jak najbardziej funkcjonuje w zasadzie można powiedzieć na domy z lekką przewagą, może ze względu na życie rodzinne we Francji ale bardzo regularnie bywam w Polsce.

Zobacz także

prof. Paweł Rajewski

prof. Paweł Rajewski

Aga Derlak

Aga Derlak

Mieczysław Szcześniak

Mieczysław Szcześniak

Anna Hnatowicz

Anna Hnatowicz

Cezariusz Gadzina

Cezariusz Gadzina

Co tydzień jest okazja do spotkań z niecodzienną muzyką, z niecodziennymi gośćmi, niecodziennymi tematami...
Magda Jasińska. Fot Piotr Ulanowski

Magda Jasińska. Fot Piotr Ulanowski

„Zwierzenia przy muzyce”
zaprasza Magda Jasińska
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę