Marek Dyjak i Kasia Moś wyśpiewują słodko-gorzką opowieść o samotnym mierzeniu się z konsekwencjami życiowych wyborów.
Słowa i muzyka piosenki, która zapowiada album „Mężczyźni” Marka Dyjaka - napisał Artur Majewski, jazzowy muzyk ze Śląska, od wielu lat bliski znajomy wokalisty. „On zna moje życie. Wiedział dla kogo pisze, a zawsze pisze rzeczy doskonale przemyślane i formalnie skończone, i napisał elegię dla szczęśliwego romansu” - mówi Marek Dyjak. - „To jedna z najważniejszych piosenek w moim życiu.”
Piątek, 8 sierpnia 2025 o godz. 20:05
Polski Nick Cave, czyli Marek Dyjak, nadwrażliwy twardziel i Kasia Moś, na pozór delikatna, ale obdarzona wielkim temperamentem, wszechstronna artystka i muza Marka Dyjaka.
Marek Dyjak - Tak chyba można powiedzieć.
Kasia Moś – To Marek jest moją muzą, właśnie tutaj jest na odwrót. Uważam, że nie tylko moją, ale na skalę świata i Europy.
Marek Dyjak – Kasia jest to artystka jedna z najcudowniejszych obecnie żyjących naszych prawdziwych gwiazd i wielkich muzyków.
Marek Dyjak i Kasia Moś. Fot. Julita Górska
Za chwilę porozmawiamy o waszym najnowszym duecie, ale wcześniej o salowej działalności Marka Dyjaka. Przygotowuje Pan nową płytę pod tytułem „Mężczyźni” i na niej jest duet z Kasią Moś. Duet zatytułowany „Nie mów mi”. Widać u Pana pewną skłonność do tworzenia duetów. Chociaż jest Pan tak osobnym, tak bardzo indywidualnym artystą, który na ogół występuje solo, to jednak kusi Pana śpiewanie wespół w zespół.
Marek Dyjak - To jest niezwykła historia, dlatego, że Kasia stała się matką tej płyty, i takim jedynym pierwiastkiem kobiecym. Takim silnym pierwiastkiem kobiecym, ale też jej macierzyństwo sprawiło, że stała się taką matką, taką partnerką tego materiału, taką też patronką i dobrą wróżką. Więc pomyślałem sobie, że ta płyta ma być oczywiście lekko męska, ale bez pierwiastka kobiecego, jaki wniosła Kasia, byłoby to niemożliwe.
Zwłaszcza, że choć oboje państwo poruszają się w innych estetyka muzycznych, to razem tworzycie piękny twór artystyczny.
Marek Dyjak - Kasia jest tak wszechstronna, że w zasadzie dziękuję jej, że jest. Ona przykrywa swoim talentem wiele gatunków i mogłaby swobodnie robić różne rzeczy i zresztą robi też różne rzeczy, ale była nieodzownym elementem tego albumu. Właśnie dla takich kobiet powstaje ta muzyka, dla takich kobiet, dla takiej formy kobiecości. Ona od niedawna jest młodą matką, o czym za chwilę pomówimy. Jest z nami też mały Amadeuszek, który jest synkiem Kasi, a płyta jest jej jakby takim dodatkowym synkiem, takim cudeńkiem z naszego związku muzycznego.
Oboje państwo jesteście niezwykle silnymi osobowościami artystycznymi, ale jednak spotykacie się i wspólnie nagrywacie, czego dowodem jest nie tylko najnowszy singiel pod tytułem „Nie mów mi”, ale i wcześniej także piosenka „Dziwna okolica”. Cóż to za wyjątkowy utwór.
Marek Dyjak - Historia, która chyba czekała całe życie na Kasie. Skontaktowała się ze mną Ewa Andrzejewska autorka tekstu, z którego dopiero powstał tekst, „Dziwnej okolicy”, gdzie po przerobieniu go jakiś czas temu, powiedziała, że jest bardzo wzruszona.
Kasia Moś - ... tego nie mówiłeś? Mareczku się tutaj dowiaduję nowych rzeczy.
Marek Dyjak – Ewa Andrzejewska jest w szpitalu od lat z chorym sercem, od lat jest bardzo cierpiąca. Ta „Dziwna okolica” Ewy Andrzejewskiej, oczywiście mocno ucierpiała, bo ja ten wyjściowy tekst mocno pokroiłem, dodałem słowa, ale chodziło o to, żeby to był list. I na ten list po wielu latach zaczęła odpowiadać swoim echem, swoją dobrocią Kasia. I to było jedno z takich najważniejszych wydarzeń w moim życiu - zaśpiewanie tamtej ballady z Kasią.
Kasia Moś - To było tak naprawdę najważniejsze wydarzenie w moim życiu, bo ja już kiedyś o tym mówiłam, przy okazji właśnie kiedy promowaliśmy „Dziwną okolicę”, jakiś czas temu. Ja Marka zobaczyłam w programie telewizyjnym dawno temu, razem z moim bratem i my szczerze powiedziawszy jakoś tak bardzo Marka wtedy jeszcze nie znaliśmy, nie kojarzyliśmy. Pamiętam po tym wywiadzie, byliśmy tak poruszeni Marka osobowością, tą jego taką prawdziwością, taką niby pozorną siłą, ale gdzieś widać w Marku w jego oczach, w tym jak on mówi, jak się wypowiada, jak patrzy na świat, jak ten świat mam wrażenie właśnie nadwrażliwie gdzieś go dotyka. Marek jest niezwykle wrażliwym człowiekiem, z jednej strony bardzo silnym, a z drugiej strony bardzo wrażliwym. Mam wrażenie, że gdzieś to nas łączy. Ja tak naprawdę w zasadzie dopiero niedawno odkryłam tę swoją siłę. Często tak jest, że jakieś sytuacje życiowe powodują i nagle człowiek znajduje w sobie jakieś pokłady siły i mocy, z której w ogóle nie zdawał sobie sprawy, że ona gdzieś w nas jest. A wracając do „Dziwnej okolicy”, to ja właśnie pamiętam, jak zobaczyliśmy Marka, zaczęliśmy słuchać jego utworów i pamiętam też jak trafiłam na „Dziwną okolicę”, to z moim bratem obydwoje się popłakaliśmy i obydwoje stwierdziliśmy, że to jest ten tekst. To jak Marek zaśpiewał tę piosenkę, tę melodię... Tam po prostu jest coś tak przeszywającego, coś tak pięknego, coś tak głęboko poruszającego najgłębsze zakamarki człowieczej duszy i serca, że wtedy sobie pomyślałam i w to jednak wierzę też, że człowiek jak wysyła jakieś myśli gdzieś w przestrzeń, to one często może nie najszybciej, ale po jakimś czasie docierają. I tak się złożyło, że z Markiem zaczął pracować nasz pianista Mateusz Kołakowski.
Marek Dyjak - Ta współpraca się coraz bardziej rozwija, jesteśmy jakby na początku. Ja co prawda już czuję się czasami starcem, w ogóle dzisiaj mam jakiś taki wyjątkowo smutny dzień, ale jak pomyślę, że ciebie zobaczę i zaraz zobaczymy się przed radiem, to promienieję. Zobaczyłem przed radiem też Amadeuszka (synka Kasi). Z Kasią Wójcik moją menadżerką weszliśmy do radia i jesteśmy tu tak bardzo szczęśliwi.
Kasia Moś – Ja się bałam do Marka zadzwonić. Też o tym mówiłam, ale jak porozmawialiśmy, Mateusz Kołakowski dał mi do niego numer i się odważyłam wreszcie na ten z mojej strony wyczyn, żeby taki telefon wykonać. Marek był tak wspaniale otwarty i ciepły na ten duet.
Marek Dyjak - Szukałem kogoś i to w zasadzie z całego świata, ale odezwałaś się tylko ty.
Kasia Moś - … Bo to trzeba mieć pewną odwagę. Ale to też poszło jakąś taką myślę, atomową drogą. To było dla mnie wielkie wydarzenie i ten duet kocham. Zresztą śpiewam go czasem sama na koncertach, tych moich, ale też obiecałam sobie, obiecałam publiczności, która była na koncertach, że Marek w tej trasie jesiennej się pojawi. Nie wiem, czy będzie mógł być wszędzie, ale że się pojawi, bo ludzie jednak czekają i czekają na ten utwór i na ten tekst.
Marek Dyjak - Ten utwór po prostu przemawia, ale wiesz, to jest pewna opowieść i mam wrażenie, że jednak ludzie gdzieś w tym tekście odnajdują cząstkę siebie. Każdy z nas ma w sobie pamięć o tej „Dziwnej okolicy” i jest rzeczą niezwykle ważną, żeby jakby zauważyć, że kolejna nasza piosenka: „Nie mów mi”, to jest kontynuacja tej „Dziwnej okolicy”. To ten sam rodzaj energii.
Marek Dyjak i Kasia Moś. Fot. Julita Górska
„Dziwna okolica” i niezwykły duet Marek Dyjak - Kasia Moś, którzy od lat współpracują ze sobą. Rzadko, ale jeżeli już to robią, to robią to nadzwyczaj skutecznie i z wielkim powodzeniem. Marek mówi o Kasi, że to Polska „diva fado”.
Marek Dyjak - No fado nie jest gatunkiem muzycznym właściwym dla Słowian. Chodzi jednak o coś wyższego. To jest coś wyższego niż podział słowiański, germański, nordycki, to jest dużo wyżej. Fado to jest przeznaczenie, to jest życie po prostu, które odbywa się do jakichś elementarnych podstaw, z których dopiero powstają na niebie gwiazdy.
Kasia Moś - No i to jest właśnie Marek. Kto by tak powiedział mi jak Marek. Tylko on.
Marek powiedział też parę minut temu, że w piosence „Dziwna okolica” ludzie odnajdują często siebie, ale ja myślę, że w każdej piosence Marka Dyjaka ludzie odnajdują siebie, a w tej najnowszej „Nie mów mi” już szczególnie. Moja koleżanka, kiedy usłyszała waszą najnowszą piosenkę, wpadła po prostu w zachwyt. Czy takie uczucie też towarzyszyło wam przy nagrywaniu tego utworu?
Kasia Moś - Ja mogę zacząć? Przepraszam Marku, wiesz co chcę o tym teraz opowiedzieć, bo to ty stworzyłeś tę piosenkę. Ja niestety nie.
Marek Dyjak - No tak – Ty przede wszystkim przeprowadziłaś mnie przez most tej piosenki.
Kasia Moś – Przede wszystkim Marek zadzwonił do mnie, że jest taki pomysł i czy byłabym chętna. Oczywiście taki telefon zawsze dla mnie ze strony Marka jest dziwny, bo wiadomo, że od razu się rzucam i mówię, że tak. Ale ja pamiętam jak Marek wysłał mi, czy Kasia menadżerka Marka wysłała mi ten utwór i jak usłyszałam tekst i tę melodię. Odczytuję to tak po prostu, że ten tekst mówi o mnie, o moim życiu, o moich doświadczeniach, że to dla mnie było tak jakby znowu taki piorun i promyczek z nieba spadł na moją drogę, żeby móc opowiedzieć coś, czego doświadczyłam, co przeżyłam w sumie niedawno, co bardzo mam wrażenie moim życiem, gdzieś tam wstrząsnęło i trochę je zmieniło. Zmieniło jeszcze tę moją wrażliwość. Mam nadzieję, pomimo tego, że stałam się trochę twardsza, to jednak w środku jestem jeszcze dziś bardziej wrażliwa, jeszcze bardziej szklana.
Marek Dyjak - Ja wybrałem się w podróż i zatrzymałem się pośrodku mostu. Na tym moście wzywałem pomocy. Przyleciała znowu moja dobra wróżka i trzymając mnie za mankiet, przeprowadziła przez głęboką wodę tej piosenki, bo to jest piosenka z głębokiej wody. Artur Majewski bardzo dobrze wiedział, pisząc ten tekst, komponując tę piosenkę, że będę podsuwał ją Kasi, więc to się przepięknie uzupełniło, bo ona też wypełnia moje życie. Ta piosenka jest niezwykle ważnym elementem w moim życiu, bo to wydarza się we mnie często i często każdego dnia, czasami potrzebuję postaci, która mnie przeprowadzi, przeniesie nad przepaścią życia, prawda Kasiu?
Kasia Moś i Marek Dyjak. Fot. Julita Górska
Kasiu jesteś młodą mamą, Twój synek Amadeusz ma miesiąc.
Kasia Moś - Jest z nami i właśnie pani mówi, że zaczął płakać. Tak, że wydarzyło się życie.
A mamusia jest okrutna, bo takie maleństwo już ze sobą nosi, a ma mnóstwo zajęć artystycznych i obowiązków.
Kasia Moś - Powiem Państwu, że właśnie jest na odwrót, że przez to, że ja pracowałam do końca, to Amadeusz jest takim dzieckiem, które w zasadzie nie bardzo lubi ciszę. On zdecydowanie woli gwar i jak się coś dzieje. Dlatego, że jednak był można powiedzieć mocno kołysany i słyszał też te dźwięki, przez te wszystkie powłoki, więc mam wrażenie, że jest po prostu do tego przyzwyczajony, że cisza dla niego jest mniej atrakcyjna, mniej uspokajająca.