Cezariusz Gadzina

2025-08-01
Cezariusz Gadzina. Fot. Wojtek Łyko/nadesłane

Cezariusz Gadzina. Fot. Wojtek Łyko/nadesłane

Polskie Radio PiK – Zwierzenia przy muzyce – Cezariusz Gadzina

Saksofonista, kompozytor od lat mieszkający w Brukseli.

„...dostałem stypendium ministerialne? To było takie dość rzadkie jeszcze wtedy, bo nie było jeszcze Erasmusów, ani innych programów, także to było bardzo elitarne stypendium. W sumie rozdano 6 stypendiów z różnych dziedzin. Sześciu stypendystów z różnych dziedzin mogło pojechać do Belgii, nie tylko muzycy, ale również lekarze i inne dziedziny. To było akurat bardzo ciekawe dla mnie pojechać tam i u źródła, że tak powiem, u źródła tego saksofonu studiować z bardzo dobrym profesorem. Później zobaczyłem bardzo dużo możliwości, tych koncertowych z racji tego też, że potrafię improwizować, gram jazz i muzykę współczesną. (...) bardzo ważnym punktem jest znalezienie się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie, bo wtedy to zupełnie napędza się i pozwala wsiąść do jakiegoś pędzącego pociągu. Jedynie trzeba szybko się przesiadać na innej stacji, żeby kolejny pociąg nie uciekł i tak dalej. Filozoficznie, wydaje mi się, że zawsze może być lepiej, zawsze można więcej, ale generalnie jest naprawdę nieźle...”

Piątek, 1 sierpnia 2025 o godz. 20:05
Przyleciałeś do Polski aby podzielić się swoim najnowszym krążkiem „white in blue”. Jesteś saksofonistą, kompozytorem, dyplomowanym dyrygentem, ale mimo wszystko, gdybym Cię miała spytać, kim się tak naprawdę czujesz jak budzisz się rano, to…?
- No Cezariuszem Gadziną (śmiech), definitywnie jestem sobą. Jeżeli chodzi o muzykę i zbliżenie do muzyki, to faktycznie najbardziej czuję się saksofonistą, choć nie do końca koniecznie jazzowym, ponieważ gram bardzo dużo muzyki klasycznej i współczesnej. Również akompaniuję, wspomagam swoimi solówkami różnych artystów z dziedziny muzyki rockowej albo popowej.

„White in blue” to jest fantastyczna przygoda w Twoim życiu.

- Wiesz, tak się złożyło, że poznałem basistę japońskiego Yutę Omino. Poznaliśmy się kilka lat temu w Kopenhadze, podczas Copenhagen Jazz Festival i tak stwierdziliśmy, że bardzo fajnie byłoby pograć razem. Więc Yuta zorganizował trasę w Japonii, którą po prostu co roku powtarzaliśmy. Graliśmy na kilku festiwalach, po czym wystąpiliśmy w kilkunastu klubach i zdecydowaliśmy, że warto byłoby nagrać płytę, żeby nasza współpraca została tak totalnie skonsumowana. Płyta została nagrana w Tokio, praktycznie na tak zwaną „setkę”. Nie było tam zbyt wielu montaży, ponieważ nie było też na to czasu, bo mieliśmy praktycznie jedno popołudnie, żeby nagrać osiem utworów. Miałem szczęście, że faktycznie przed nagraniami mieliśmy sporo wcześniejszych koncertów i to pomogło w rejestracji.

Zaprosiłeś znakomitych muzyków, takich nieprzeciętnych.

- Bardzo dobrze nam się współpracowało, czego mam nadzieję rezultat się państwu spodoba.

Do Chopina nakłaniać Japończyków nie trzeba. Oni wszyscy kochają chyba Chopina. Natomiast jak się zaopatrywali na Twoje kompozycje i kompozycje Krzysztofa Komedy.

- Tak, Chopin oczywiście tam jest takim bożyszczem, bardzo wielkim, a z kolei bardzo im się spodobały też moje kompozycje, które tak jak oni to określali, są takie lekkie, fajnie się je gra i się przyjemnie słucha.

Natomiast kompozycje Krzysztofa Komedy?
- Ballada „Rosemary's baby”, to jest jedna z najfajniejszych ballad, jakie zostały skomponowane przez polskich kompozytorów.

... ever.
- No tak, dokładnie to jest utwór, który gdziekolwiek bym nie zagrał, to wszyscy reagują: wow, ale fajnie.

A aranżacji kto dokonał, Ty?
- Tak, ja dokonałem aranżacji, aczkolwiek bardzo dużo jest też momentów improwizowanych. Ja jak gram z muzykami, zwykle staram się grać z bardzo dobrymi muzykami, to zawsze daję im wolność tworzenia i wolność wypowiadania się w swój własny, indywidualny sposób. To jest też dla mnie ważne, aby każdy członek zespołu czuł się zupełnie wolny, nie czuł się skrępowany jakimiś uwagami, tylko po prostu dawał to, co najlepsze od siebie.

A inaczej gra się z tymi młodymi muzykami z Japonii, bo przecież masz już doświadczenie, grywasz z różnymi muzykami z całego świata.
- Muszę powiedzieć, że są wyjątkowo zdyscyplinowani, ale jednocześnie są bardzo swobodni. Po prostu w tym wszystkim to może taki kontrast zupełny, kiedy ktoś jest zupełnie zdyscyplinowany, później jest zupełnie niezdyscyplinowany. Zauważyłem też u nich inny sposób edukacji muzycznej, bo dość dużo rozmawialiśmy też o tym, jak kto myśli podczas grania, podczas improwizowania. Okazało się, że bardzo dużo zadziałała edukacja muzyczna na ich wyobraźnię. Na przykład pianista jak zaczynał grać, miał 5 lat, to jego profesor nie uczył go nut, tylko kazał mu grać na przykład o wycieczce do lasu, albo że był na morzu. Takie małe dziecko musiało już w tym momencie bardzo poważnie rozwijać swoją wyobraźnię.

Tego brakuje w polskiej edukacji muzycznej, prawda?
- Dokładnie, to jest tak, że faktycznie w Polsce edukacja muzyczna z reguły, tutaj generalizuję, bo oczywiście są indywidualności, ale stawia bardzo dużo na taką techniczną stronę, żeby być dobrym technicznie. Oczywiście, że to jest bardzo ważne, bo jak się nie będzie miało techniki, to nic nie wyjdzie, prawda? Ale to musi jakby iść dwu albo trzytorowo po prostu, żeby koncepcja była bardzo ważna i wyobraźnia.

Przede wszystkim powiedziałeś na początku, że nie do końca czujesz się muzykiem tylko jazzowym, ale również i klasycznym, bo przecież skończyłeś klasyczny saksofon u Davida Pitucha, prawda? I chyba nigdy nie musiałeś wybierać między tymi światami.
- Widzisz, to jest coś takiego, że to jest pewien paradoks, bo saksofon klasyczny i saksofon jazzowy to tak jakby dwa zupełnie różne instrumenty. Zwykle używa się różnych saksofonów, różnych ustników, różnych stroików i gra się przede wszystkim różnym zadęciem. Bardzo rzadko saksofoniści klasyczni grają razem z saksofonistami jazzowymi, także to jest też taki paradoks i moim marzeniem było też stworzyć zespół saksofonowy. Jeden z moich zespołów, jakie prowadziłem, jak zacząłem prowadzić i prowadzą do tej pory The European Saxophone Ensemble gdzie mamy 12 saksofonistów z 12 różnych krajów i część jest muzykami klasycznymi, a część saksofonistami jazzowymi. Bardzo fajnie jak te takie informacje też pomiędzy nimi przechodzą, że jedni uczą drugich i przede wszystkim na scenie jest ta różnorodność.

Często spotykacie się w takiej konstelacji 12 saksofonistów?

- To jest tak, że w zależności od tego, jaki mamy grafik koncertów, ale jest to kilka razy rocznie, kilka razy w roku.

A skoro do tych dwóch światów używa się różnych instrumentów, to w Twoim parku maszyn ile stoi saksofonów?
- Dobre pytanie. W moim parku maszyn mam, poczekaj, mam 8 saksofonów, takich różnych, różnej też maści. Mam też saksofon Adolfa Saksa, konstruktora saksofonu. Także, wiem to przyjemność, studiowałem też w Belgii i spotkałem fantastycznego człowieka, który skonstruował jakby podwójny saksofon. Czyli instrument, który może grać dźwięki bardzo łatwo i alikwoty, jak się nakładają i tworzą trójdźwięki i czasami akordy cztero dźwiękowe. To jest niesamowite. Jest jeden jedyny egzemplarz w tej chwili na planecie.

Komponujesz z myślą o tym, że to będzie jednak utwór jazzowy, czy komponujesz też utwory muzyki nowej.
- Najwięcej mam zamówień jazzowych, aczkolwiek zdarzają mi się utwory z tak zwanej muzyki nowej, to jest taka muzyka współczesna. Staram się zawsze mimo wszystko, żeby to było komunikatywne, żeby moja muzyka, którą pisze, była komunikatywna.

A powiedz Bruksela stanęła na Twojej drodze życiowej przypadkiem, czy poprzez studia?
- Dostałem stypendium ministerialne? To było takie dość rzadkie jeszcze wtedy, bo nie było jeszcze Erasmusów, ani innych programów, także to było bardzo elitarne stypendium. W sumie rozdano 6 stypendiów z różnych dziedzin. 6 stypendystów z różnych dziedzin mogło pojechać do Belgii, nie tylko muzycy, ale również lekarze i inne dziedziny. To było akurat bardzo ciekawe dla mnie pojechać tam i u źródła, że tak powiem, u źródła tego saksofonu studiować z bardzo dobrym profesorem. Później zobaczyłem bardzo dużo możliwości, tych koncertowych z racji tego też, że potrafię improwizować, gram jazz i muzykę współczesną. Takim przełomowym momentem był zorganizowany konkurs, przesłuchania do kwartetu saksofonowego na pozycję saksofonisty sopranowego. Przyszło trzynastu saksofonistów sopranowych, ale mnie udało się wygrać ten konkurs. Później to już przez kolejne 3 lata byłem tak zajęty, że nie mogłem się niczym innym zająć. Praktycznie w jednym tygodniu mieliśmy dwie, trzy próby i później w weekend koncertowaliśmy na całym świecie, typu Sztokholm, Madryt czy Singapur i tak dalej. I tak było przez trzy lata. Wtedy zupełnie się tak wyłączyłem z jazzu.

Dobrze się czujesz w Brukseli, możesz się spełniać muzycznie?

- Oczywiście, że tak. Gdybym się dobrze nie czuł, to bym wrócił i nie mieszkał tam. Oczywiście Bruksela jest takim miastem bardzo międzynarodowym, ma bardzo dobre połączenia lotnicze, więc bardzo łatwo jest wszędzie dolecieć, przylecieć i wrócić oczywiście. I ta otwartość też mi się podoba. Otwartość muzykowania z różnymi nacjami. Bardzo dużo grywałem z muzykami afrykańskimi, co też bardzo cenię.

Bardzo mi się podoba jedna z recenzji Twojej płyty, tutaj zacytuję może: „japoński silnik z turbo dopalaniem, sterowany polską technologią i pomysłem.” Autor tekstu Robert Kozubal. Naprawdę świetnie to ujął. Nagrywaliście to jak powiedziałeś podczas jednej sesji, podczas jednego popołudnia. To się tak da?
- No widzisz, to jest coś takiego crazy, że człowiek się spina i po prostu to się musi udać, bo nie ma innej możliwości. Powiem szczerze, że nagraliśmy jeszcze dwa inne utwory, ale nie do końca byłem zadowolony z tego. Faktycznie było tak, że przychodzimy około dwunastej, zanim się rozłożyliśmy w tym studio i gdzieś koło piętnastej zaczęliśmy po prostu nagrywać. Dziewiętnasta godzina już było po wszystkim.

A gdybyś tak miał przepatrzeć swoją drogę muzyczną, to ona się toczy tak jak sobie wymarzyłeś 30 lat temu z małym hakiem?
- Tak, wiesz co, to znowu dyskusja filozoficzna, czy są przypadki, czy nie ma przypadków. I czy się ma szczęście? No ja jestem urodzony trzynastego, więc uważam, że mam szczęście. Bardzo ważnym punktem jest znalezienie się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie, bo wtedy to zupełnie napędza się i pozwala wsiąść do jakiegoś pędzącego pociągu. Jedynie trzeba szybko się przesiadać na innej stacji, żeby kolejny pociąg nie uciekł i tak dalej. Filozoficznie, wydaje mi się, że zawsze może być lepiej, zawsze można więcej, ale generalnie jest naprawdę nieźle.

Zobacz także

prof. Paweł Rajewski

prof. Paweł Rajewski

Aga Derlak

Aga Derlak

Mieczysław Szcześniak

Mieczysław Szcześniak

Anna Ruttar

Anna Ruttar

Anna Hnatowicz

Anna Hnatowicz

Co tydzień jest okazja do spotkań z niecodzienną muzyką, z niecodziennymi gośćmi, niecodziennymi tematami...
Magda Jasińska. Fot Piotr Ulanowski

Magda Jasińska. Fot Piotr Ulanowski

„Zwierzenia przy muzyce”
zaprasza Magda Jasińska
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę