Michał Limboski

2025-07-04
Limboski. Fot. Julita Górska

Limboski. Fot. Julita Górska

Polskie Radio PiK – Zwierzenia przy muzyce – Limboski

...czyli Michał Augustyniak. Niezwykły wokalista, który niedawno wydał kolejny album, tym razem zatytułowany „Wieloryb”.

„...angażujemy się w te wszystkie spory i problemy, a tam gdzieś te ogromne, niesamowite zwierzęta z ogromnymi mózgami płyną i medytują, po prostu przepracowują karmę planety Ziemia i sprawiają, że wszyscy jeszcze żyjemy. I stąd Wieloryb. I stąd Wieloryb też trochę jako symbol odrodzenia, czy ponownych narodzin. I stąd okładka, w której widzimy krajobraz miasta po apokalipsie, ale unoszący się też w tym samym miejscu Wieloryb mieniący się w pięknych barwach (...) drogi przyszłości są otwarte. Mi przynajmniej pomaga zachowanie różnych perspektyw, czy utrzymywanie różnych perspektyw z perspektywy swojej indywidualnej. Bardzo silnie odczuwam, od kilku lat lęk i powiedzmy poziom podskórnego lęku o przyszłość jest o wiele większy niż kiedyś...”

Piątek, 4 lipca 2025 o godz. 20:05
Po ostatniej naszej rozmowie dostałam mail od słuchacza z pytaniem: „dlaczego pani nie zapytała, skąd się wziął w ogóle pseudonim Limboski?”. Wydaje mi się, że my chyba w 2019 roku rozmawialiśmy o tym, ale może przypomnijmy, skąd ten Limboski?
- Limboski wziął się z mojej ksywy Limbo, która z kolei wzięła się tak jak każda ksywa. Po prostu grałem na gitarze utwór, taką improwizację opartą na rytmie, podczas której śpiewałem improwizowane teksty. Wtedy śpiewałem, to było w czasach studenckich i tak strasznie wtedy cieszyłem się swoim głosem, bo jakoś otworzyłem go w mniej więcej w tamtym czasie i w tej piosence udawało mi się go pokazać w pełnej krasie, że on był strasznie głośny. I wyłem takim zawodzącym, bluesowym, bardzo silnym głosem otwartym i śpiewałem właśnie: „limbo, limbo”, coś tam, coś tam. I tak to zostało, a potem się okazało, że Limbo to jest siódmy krąg piekieł Dantego. To w ogóle jakieś literackie konotacje i tak fantastycznie to poszło.

Czyli Limboski, to nie Michał Boski.
- No też nie boski chłopak, boski Limbo.

Dobrze, przed nami płyta. Wcześniej rozmawialiśmy sobie o kawałku „Wolność”, czyli o singlu, o piosence, która sygnowała nową płytę, a teraz już mamy cały krążek. Ja już mam taką swoją playlistę ulubionych utworów z tego albumu, mogę powiedzieć: „Sutra”, „Słowa leczą świat” i „Święto zmarłych”. Jak zobaczyłam tytuł „Święto zmarłych”, to zastanawiałam się dlaczego ktoś tworzy taki utwór, ale piosenka jest zacna, powiedziałabym wręcz moja ulubiona.
- To znaczy tytuł odstraszał, a zawartość jest ok? Miałem dwa tytuły do wyboru „Święto zmarłych”, albo „Kocham twoje kości”. Święto zmarłych już jeszcze jakoś przejdzie. Także wiem, że mogłem zatytułować jakkolwiek, ale wydawało mi się, że tylko te dwa będą szczere.

Jest problem z tytułami?
- Ja miewam problem z tytułami, nie wiem dlaczego, ale często też nie wymyślam, tylko pytam o zdanie.

A one się pojawiają na końcu, jak już jest utwór?
- Najczęściej tak, najczęściej powstają w niewyszukany sposób i po prostu są częścią, są początkiem utworu albo czymś zupełnie banalnym i dopiero zmieniam na coś bardziej wyszukanego, jak zaczynam się zastanawiać, jak będę zgłaszał piosenkę do Stowarzyszenia Autorów ZAIKS i będzie 100 innych takich tytułów. Wtedy staram się coś dodać, albo zmienić.

Czy mama Panu mówiła rzeczywiście, że „słowa leczą świat”?
- No to jest pytanie w samo sedno, bo to jest bardziej o tym, co mogłaby powiedzieć. Albo co słyszymy w tym normatywnym okresie dzieciństwa, czego już nikt nie pamięta tak naprawdę, ani mamy, ani dzieci, ani ojcowie. Słyszałem, że dziecko, jest taka koncepcja, że dzieci w pewnym momencie podczas zabawy jak są bardzo malutkie, to jak się obserwuje małe dziecko, które się bawi, to ono często mówi do siebie i różne opowiada sobie historie. Albo po prostu komentuje swoją zabawę, którą czyni w tym momencie. Jest taka koncepcja, która utkwiła mi w pamięci, że dziecko w tym czasie planuję sobie życie. Że w jakimś tam momencie bycia w strumieniu tej świadomości, powiedzmy niedualnej i niezaśmieconej późniejszymi koncepcjami, pomysłami na życie i tym co wtłacza w nas otaczający system, że podobno jako dzieci prostu stwierdzamy, że będziemy robić to, i to się wydarzy. Będziemy tym i tym i potem tylko przez resztę życia podświadomie spełniamy tę zabawę z dzieciństwa. Ten plan, to było trochę inspiracją dla tego tekstu.

Jest Pan takim człowiekiem orkiestrą. Pisze Pan muzykę, pisze Pan słowa. Do tego jest Pan producentem płyty, nagrywa Pan różnego rodzaju też dźwięki w swoim domowym studiu. Ale mimo wszystko zaprasza Pan też i innych muzyków.
- No tak, ta płyta zresztą powstała w taki dość ciekawy sposób, bo ona zaczęła powstawać jeszcze w czasach, kiedy trwała pandemia. Nie było koncertów i te spotkania na przykład z moim zespołem w Polsce były bardzo rzadkie. Ja nagrywałem wtedy płytę z Rev Rayem , która ukazała się rok temu w Niemczech i nosi tytuł „Duality” i to były takie nasze typowo studyjne nagrania, długotrwałe, gdzie nagrywałem sam większość instrumentów. Tak też zaczęła powstawać płyta Wieloryb. I trochę ponad rok temu, kiedy już większość piosenek była gotowa, tak, że mogłaby zostać wydana, ja poczułem, że ta płyta potrzebuje takiego organicznego, rockowego brzmienia zespołu, który gra, nagrywa na żywo w jednym pomieszczeniu i zdecydowałem się nagrać te piosenki jeszcze raz. Dlatego mam wrażenie, że na tej płycie jest to, co najlepsze w nagrywaniu studyjnym i to, co najlepsze w nagrywaniu na żywo. Tu mamy taki wybór tego, co najlepiej, gdzie się sprawdza, a zespół wyśmienitych muzyków, którzy się dobrze rozumieją i słuchają jest czymś niezastąpionym.

Natomiast mamy tutaj też i utwory pandemiczne jak „Świat szał opętał”.
- Tak. On powstał rzeczywiście w czasie pandemii, to znaczy tekst zaczął powstawać jeszcze podczas pandemii. No to jest przerażające. Ten tekst, powiedziałabym wręcz jest jakimś pomysłem na to, jak można to opisywać, przypominać. Nie było moją intencją, żeby on był jakoś straszny i wywoływał negatywne skojarzenia, a chociaż mam wrażenie, że ludzie generalnie nie lubią wracać pamięcią do tamtych czasów. Nastąpiło coś w rodzaju wyparcia i uważam, że ten czas i te wydarzenia są trochę nieopowiedziane, albo nie oswojone. Przy tym utworze moją inspiracją była twórczość jednego bluesmana, nazywał się Blind Willie Johnson, był niewidomym wędrownym śpiewakiem, podróżującym gdzieś po delcie rzeki Missisipi w latach dwudziestych, śpiewającym głównie w kościółkach i w jakiś zgromadzeniach religijnych południowych baptystów. On reprezentował tę wymarłą w większości miejsc na ziemi kastę wędrownych opowiadaczy, śpiewaków, pieśniarzy, którzy nie tylko prezentowali swoją tak zwaną twórczość, tylko po prostu opowiadali o tym, co się dzieje na świecie ludziom, którzy nie mieli dostępu do żadnych mediów. Tak powstał utwór, który był inspiracją do: „Świat szał opętał”. Ten utwór opisuje katastrofę Titanica. Opisuje tę katastrofę właśnie w taki sposób, że opowiada o tym, co się wydarzyło na oceanie i to jest po prostu tak, jakby się śpiewało wiadomości dziennika telewizyjnego, ale potem Johnson śpiewa o tym, dlaczego to się wydarzyło, jakby oswaja tę wiadomość i prezentuje ją w takiej formie, że jest strawna, że jakby staje się trochę bardziej zrozumiała. I ta moja pieśń „Świat szał opętał” jest próbą takiego oswojenia tego, co się dzieje, albo implementowania tego archetypu wędrownego śpiewaka, który opowiada o rzeczach tak, jakby jeszcze nikt o nich nie wiedział.

A w którym momencie Pan wiedział, że płyta będzie zatytułowana Wieloryb?
- Kiedy nagrywaliśmy, wtedy kiedy trwała sesja nagraniowa. To było ponad rok temu. Sesja nagraniowa jest udokumentowana w formie kilkunastominutowego filmu, który można znaleźć na YouTubie. Jak się wpisze „wieloryb”, to można obejrzeć bardzo zabawny dokument kręcony podczas tej sesji, podczas nagrywania utworu, który potem został dopiero zatytułowany „Wieloryb”. Pracowaliśmy, szukaliśmy brzmienia instrumentów klawiszowych. I my, tzn Jacek Cichocki, który zagrał na klawiszach na całej płycie piękne dźwięki przelewające się na jakimś syntezatorze. Zamknąłem oczy, posłuchałem tych fraz i tak zobaczyłem po prostu w myślach wielkiego wieloryba, który przepływa przez to wszystko albo płynie, podczas gdy my zajmujemy się tymi wszystkimi strasznymi rzeczami, które dzieją się na świecie i próbujemy jakoś się w nich odnaleźć. Angażujemy się w te wszystkie spory i problemy, a tam gdzieś te ogromne, niesamowite zwierzęta z ogromnymi mózgami płyną i medytują, po prostu przepracowują karmę planety Ziemia i sprawiają, że wszyscy jeszcze żyjemy. I stąd Wieloryb. I stąd Wieloryb też trochę jako symbol odrodzenia, czy ponownych narodzin. I stąd okładka, w której widzimy krajobraz miasta po apokalipsie, ale unoszący się też w tym samym miejscu Wieloryb mieniący się w pięknych barwach.

Myśli Pan, że do takiej sytuacji, prawdziwej apokalipsy może dojść, skoro Pan tak w tekstach to wieszczy?
- Myślę, że może dojść, że drogi przyszłości są otwarte. Mi przynajmniej pomaga zachowanie różnych perspektyw, czy utrzymywanie różnych perspektyw z perspektywy swojej indywidualnej. Bardzo silnie odczuwam, od kilku lat lęk i powiedzmy poziom podskórnego lęku o przyszłość jest o wiele większy niż kiedyś. A jeśli się spojrzy na sytuację z perspektywy grzybów, na przykład, które od miliardów lat zamieszkują skorupę ziemską, tworzą glebę, są początkiem życia na planecie i też jej końcem, bo też rozkładają wszystko, co po nas zostaje, to sytuacja przestaje być tak dramatyczna. Jak się spojrzy na to z perspektywy wielkich ssaków morskich, albo drzew, albo planet, też sytuacja zmienia trochę swoją postać. Oczywiście wkraczamy już na grunt metafizyki, ale ta zmiana perspektywy mi osobiście daje jakąś ulgę i taką zmianę perspektywy, czy inną perspektywę. Troszkę starałem się też to opisać na płycie, więc nie jest ona zupełnie pozbawiona tej nadziei. Na przykład w piosence „Sutra” ta perspektywa planetarna daje nadzieję.

A Wałcz to jest Pana rodzinne miasto?

- Tak.

Czyli Pan jest prawie nasz, że tak się wyrażę?
- To prawda, myślę, że jest wiele podobieństw, nawet miałem kiedyś u Was rodzinę.

Pan cały czas walczy, a może tańczy z „algorytmami”?
- Ostatnio mniej, bo to strasznie jest czasochłonne.

… i trochę skazane na porażkę.
- No oczywiście, ciężko wygrać te zawody, ale przede wszystkim jak Fryderyk Nietzsche mówił, że „jak się za długo patrzysz w otchłań, to otchłań patrzy na nas”, a jak się za za dużo tańczy z algorytmami, to algorytmy są tak skonstruowane, że uzależniają błyskawicznie. I żeby wrzucić jeden filmik na media społecznościowe i zatańczyć z algorytmem, to często przy okazji siedzi się tam przez godzinę, tak działają te mechanizmy piekielne, więc ograniczyłem to.

To nie lepiej zaprzyjaźnić się z nimi?
- No jeśli chce się skończyć jako już kompletne Zombi, to jest to jakiś pomysł na zatracenie.

Oj tam zaraz jak kompletne Zombi, no jednak korzysta Pan z mediów społecznościowych. One są przydatne, zresztą wie Pan o tym.
- Korzysta się, ale jak się poczyta o nich i się człowiek zastanowił nad tym, to. zadaje sobie pytania, czy warto i nie jest to pozbawione sensu.

Limboski. Fot. Julita Górska
Limboski. Fot. Julita Górska

To zapytam, czy warto było wracać do Polski?
- A tego jeszcze nie wiem, to się okaże za jakiś czas. To była decyzja tak zwana szczera i wypływająca z serca, więc ciężko ją w tym momencie jeszcze oceniać, bo dopiero co wróciłem. Wydaje mi się, że to jest dobre miejsce o dziwo.

A ma Pan takie swoje miejsce na ziemi w Polsce?
- No prawdę mówiąc, nie, ale wydaje mi się, że Kraków jest takim najbardziej moim miejscem w Polsce, bo tam dosyć długo mieszkałem. Mam kilka takich miejsc mniejszych, które lubię odwiedzać i które rozumiem. W ogóle wydaje mi się, że to jest miejsce, które rozumiem w jakiś dziwny sposób, tę Polskę. Chociaż często od niej uciekałem, Berlin też jest takim moim domem, który rozumiem, ale rozumiem go mniej niż niż na przykład Kraków. Więc potrzeby się zmieniają i pewne inspiracje czy sytuacja po prostu się wyczerpują.

Zobacz także

Krzysztof Prusik

Krzysztof Prusik

Mikołaj Gąsiewski

Mikołaj Gąsiewski

Jan Emil Młynarski

Jan Emil Młynarski

Andrzej Man

Andrzej Man

Agnieszka Sowa

Agnieszka Sowa

Zespół Piersi

Zespół „Piersi”

Co tydzień jest okazja do spotkań z niecodzienną muzyką, z niecodziennymi gośćmi, niecodziennymi tematami...
Magda Jasińska. Fot Piotr Ulanowski

Magda Jasińska. Fot Piotr Ulanowski

„Zwierzenia przy muzyce”
zaprasza Magda Jasińska
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę