Jakub Wiech
O sytuacji na rynku energetycznym i możliwych scenariuszach rozmawialiśmy z Jakubem Wiechem, analitykiem ds. energii z portalu Energetyka24.com.
Agnieszka Marszał: Będziemy mieli zimą w domach ciepło?
Jakub Wiech: Tak, ale to ciepło będzie nas bardzo dużo kosztować, bo zarówno ceny węgla, jak i gazu oraz energii elektrycznej będą w najbliższych miesiącach na bardzo wysokim poziomie. Jest to oczywiście związane z kryzysem energetycznym, rozpętanym po agresji Rosji na Ukrainę, a także z zaburzeniami rynku energii, które miały miejsce po tym wydarzeniu. Trudno przewidzieć, w jakim okresie czasowym możemy spodziewać się zmiany tej sytuacji. Niestety raczej nieprędko, więc nadchodząca zima będzie bardzo droga, chociaż w Polsce energii – zarówno elektrycznej, jak i cieplnej – nie powinno zabraknąć.
To, co Pan powiedział jest trochę uspokajające. Oglądamy bowiem obrazki w telewizji, pokazujące kolejki po węgiel, nawet zapisy. Ludzie zapisują się teraz i słyszą, że dostawa węgla dla nich – te trzy tony na przykład – będzie dopiero w listopadzie. Zaczynają więc się zastanawiać, czy węgiel w ogóle będzie można kupić?
– Największy problem, jaki stoi przed rządem to logistyka związana z nadchodzącą zimą, jeśli chodzi o dostawy węgla do Polski. Zostały one zaburzone z powodu słusznego embarga, nałożonego na węgiel rosyjski w kwietniu tego roku. Niestety nie szły za tym decyzje w sprawie zawierania umów na węgiel nierosyjski, który miał zostać wprowadzony po to, żeby wypełnić lukę po surowcu sprowadzanym z Rosji – a ten stanowił aż 70 procent dostaw węgla do Polski. Dopiero po jakimś czasie rząd zaczął komunikować zamawianie kolejnych dostaw węgla – na przykład z Australii, Kolumbii, Indonezji, USA czy RPA. Najwyraźniej jednak zostało to zrobione zbyt późno. Dostawy zostały zakontraktowane w tak krótkim czasie, że porty polskie, które jednocześnie odbierają i eksportują węgiel (z naszego kraju jest eksportowany węgiel koksujący do produkcji stali), ale też są obciążone eksportem zboża – zostały przytkane dodatkowymi umowami na import – z tego względu, że zmieniliśmy wektor dostaw węgla ze wschodniego na północny. Ale problem jest też w logistyce wewnątrzkrajowej – w rozwożeniu węgla. Patrząc jednak na tempo, które w tym momencie obserwujemy, mam nadzieję, że węgla w żadnym składzie w Polsce nie braknie. Pojedyncze przypadki jednak mogą się zdarzyć…
Ludzie mówią, że te problemy już są. Zadają też pytania – węgla nie ma, czy też jest, ale są problemy z logistyką? Czy za dwa miesiące będzie, czy też będzie go jeszcze mniej niż teraz?
– Węgiel jest i jest zamówiony. Płynie do nas i jest już też rozładowywany w portach. Niestety tempo tego jest niesatysfakcjonujące i pod znakiem zapytania stoi też logistyka wewnątrzkrajowa, czyli rozwiezienie surowca na linii port – skład. Tutaj mamy największe problemy. Sierpień-wrzesień to są te miesiące, w których Polacy uzupełniają przydomowe magazyny, piwniczki węglem – po to, żeby mieć czym się grzać zimą. Popyt więc na ten surowiec jest wtedy strasznie wysoki. Niestety w tym roku nie idzie za tym odpowiednia podaż, przez co ceny sięgają nawet 4 tys. zł za tonę. To jest astronomiczny wskaźnik w stosunku do normalnych cen węgla na rynku polskim. Mam nadzieję jednak, że w miarę rozładowywania coraz większych ilości węgla w naszym kraju, też w miarę tego, jak do gry będą wchodzić porty zagraniczne – bo Ministerstwo Infrastruktury zaznaczyło, że będzie korzystać z portów bałtyckich, niemieckich – sytuacja w ciągu najbliższych kilku miesięcy, powiedzmy na przełomie września i października – zacznie się powoli normalizować. (...)