Na Ukrainę wyjechało dziesięć ciężarówek wypełnionych po brzegi darami i 14 osób – w tym nasz szef redakcji informacji – Michał Jędryka. Cel został osiągnięty, ładunek przekazano potrzebującym.
– Jesteśmy w tej chwili w samym centrum Lwowa, rozładujemy ciężarówki przy katedrze grekokatolickiej we Lwowie. Właśnie słychać alarm - syreny alarmowe, które tutaj wyją od czasu do czasu. To jest jedna z tych oznak wojny, które tutaj słychać, poza tym jak się wjedzie na Ukrainę, to właściwie widać pewien spokój i widać normalnie funkcjonujące państwo. Są czynne stacje benzynowe, myjnie samochodowe, warsztaty samochodowe, sklepy. Życie społeczne zdaje się toczyć tutaj normalnie – w zachodniej Ukrainie. We Lwowie o wojnie przypominają jedynie te alarmy i przypominają też o niej posterunki wojskowe rozstawione w różnych częściach miasta. Są to posterunki zrobione z worków z piaskiem, przy nich są patrole wojskowe, które zatrzymują samochody, pytają o cel podróży i pilnują jakiegoś porządku i identyfikacji pojazdów i obywateli (...). Jedziemy w tej chwili z powrotem do parafii świętego Jana Pawła II, do księdza Grzegorza Drausa jeszcze się pożegnać i będziemy wracać do Polski. To na razie tyle. Do usłyszenia po powrocie – mówił ze Lwowa Michał Jędryka.
Wyjazdy zapoczątkował mieszkający pod Bydgoszczą przedsiębiorca Jacek Stielow. Na antenie Polskiego Radia PiK pojawiają się relacje z humanitarnych wypraw, w których uczestniczą głównie przedsiębiorcy z regionu.
Aktualizacja: We wtorek rano (22 marca) uczestnicy konwoju bezpiecznie dotarli do domów. W drodze powrotnej przewieziono około 50 obywateli Ukrainy, którzy w naszym kraju znajdą schronienie przed działaniami wojennymi.