W 87. rocznicę pierwszych straceń na Barbarce, Toruń oddał hołd ofiarom niemieckich zbrodni. Szacuje się, że zamordowano tam ok. 600 Polaków. Żaden z oprawców nie poniósł kary.
Jak przypomniał ks. prof. Waldemar Rozynkowski, historyk z UMK badający Zbrodnię Pomorską, Niemcy w celu zatarcia śladów spalili ciała ofiar. Z tego powodu z siedmiu masowych grobów odnalezionych po wojnie aż sześć było pustych, a dokładna liczba ofiar pozostaje niemożliwa do ustalenia.
- To byli Polacy: kolejarze, nauczyciele, pracownicy leśni, lekarze, rolnicy - mówi ks. prof. Waldemar Rozynkowski. - Znaleźli się już wiosną 1939 roku na liście planowanych do rozstrzelania. Było kilka masowych egzekucji, zaczęły się pod koniec października, a trwały do początku grudnia.
Jak wyjaśnia kapłan, robiono wszystko, żeby zatrzeć ślady zbrodni, żeby nie było żadnych świadków.
- Okazuje się, że pominięto jedną mogiłę. W czasie ekshumacji wydobyto z niej 87 ciał, a 14 osób zostało zidentyfikowanych.
- Na Barbarce zginął ojciec mojego męża, Leon Szymański - mówi Elżbieta Szymańska.
- Był inżynierem i wielkim patriotą. Chyba to było jednym z powodów, dla których został w pierwszych dniach wojny rozstrzelany. Pozostawił sześcioro małych dzieci. Najmłodsza córka miała 3 miesiące. Teść jest jedną z osób potwierdzonych, które zginęły tutaj, na Barbarce.
- Staramy się zarówno wśród dorosłych, ale przede wszystkim wśród dzieci i młodzieży, tę pamięć kultywować. Co jakiś czas przychodzimy tutaj, zwłaszcza w okresie jesiennym, żeby trochę tu uporządkować i dbać o pamięć tych osób, które są tutaj pochowane - mówi harcmistrzyni Aleksandra Falkowska ze szczepu 124 Toruńskich Drużyn Harcerskich i Gromad Zuchowych „Akwa”.
Żaden z oprawców nie poniósł kary. Komendant Fortu VII, w którym przetrzymywano ofiary, został uniewinniony, a szef toruńskiej ekspozytury odpowiedzialny za egzekucje zeznawał tylko jako świadek.