W nocy z 29 na 30 października 1937 roku NKWD rozstrzelało ponad 130 literatów, którzy stanowili elitę białoruskiego społeczeństwa. Manifestanci mówią, że to dla nich bardzo aktualna rocznica, bo kultura wciąż jest prześladowana przez reżim Aleksandra Łukaszenki.
- Czytelnicy na Białorusi nie mogą zamówić książki białoruskiej, bo na granicy, po pierwsze, nie można będzie jej przewieźć, a po drugie, ten człowiek, który będzie przekraczać granicę, też może pójść do więzienia. No to po prostu jest absurdalne. Reżim Łukaszenki jest przeciwko kulturze i przeciwko językowi, bo ludzie, którzy rozmawiają w języku białoruskim, uznawani są po prostu za ekstremistów.
- Znalazłam bardzo fajne towarzystwo tutaj, w Polsce. Wśród Polaków spotykam bardzo miłych ludzi i dlatego nie narzekam na nic. Działam. Nasza diaspora jest w Bydgoszczy chyba niezbyt duża. Robimy razem imprezy, na święta śpiewamy wspólnie kolędy, wspólnie kupujemy prezenty dla dzieci, wspieramy osoby, które znajdują się w trudnej sytuacji. (...). Tęsknię za Białorusią i na razie niestety nie mam możliwości pojechania do domu. Nie mogę tam wrócić, dlatego jest mi bardzo ciężko. Nie tak dawno straciłam mamę i nie mogłam pojechać nawet na pogrzeb...
- mówiły Alona i Alena. Nie podajemy nazwisk ze względu na możliwość prześladowania manifestantów przez białoruskie służby. Białorusini od pięciu lat spotykają się w naszym regionie przy okazji tej rocznicy.
- Poetów rozstrzelano w piwnicach więzienia w Mińsku. Większość z nich została uznana za niewinnych jeszcze w czasach ZSRR, po śmierci Józefa Stalina.