Bydgoski ratusz odpowiada na skargi pogorzelców z Prądów. Ci ludzie nie mają gdzie mieszkać
- Nie mamy gdzie mieszkać, a urzędnicy nas ignorują - skarżą się mieszkańcy kamienicy przy ul. Łochowskiej w Bydgoszczy, którzy w wyniku pożaru stracili dach nad głową. To łącznie 21 osób. Wśród pogorzelców są dzieci i osoby starsze.
– Miasto nie pomaga nam w znalezieniu nowego lokum – mówią zrozpaczeni mieszkańcy. Rzeczniczka Ratusza, Marta Stachowiak deklaruje, że miasto pomoże.
– Pomagają nam przyjaciele. Śpimy na jednej kanapie w trójkę, z synem. Reszta mieszkańców również zatrzymała się u rodziny na chwilę, ale staramy się wszyscy po prostu o mieszkania – mówią pani Milena i pan Jacek. – W Centrum Zarządzania Kryzysowego powiedzieli, że mamy udać się do pani prezydent miasta, że może ona coś pomoże, bo w CZK mają ręce związane. My po prostu nie mamy gdzie mieszkać. I to jest jedyne, o co byśmy chcieli zaapelować: żeby nam ktoś w Bydgoszczy pomógł.
Tymczasem bydgoski Ratusza zapewnia, że pracownicy MOPS-u od poniedziałku są w kontakcie z poszkodowanymi.
– Osoby te otrzymają maksymalnie do czwartku pieniądze z zasiłku z tytułu zdarzenia losowego, niezależnie od dochodu - przekazała Marta Stachowiak. Dodaje, że pracownicy MOPS-u będą kontaktować się także z poszkodowanymi w zakresie pomocy mieszkaniowej.
– O formie tej pomocy nie chciałabym tutaj na razie mówić, zanim nie uzyskamy informacji, czy faktycznie te osoby są taką formą pomocy zainteresowane - podreśla rzeczniczka Ratusza.
Zapewnia, że miasto będzie analizować zasoby komunalne oraz rozmawiać o innych formach pomocy.
Przypomnijmy:
- Do pożaru kamienicy na bydgoskich Prądach doszło w miniony piątek (17.04). Walka z ogniem trwała prawie dobę. Budynek przy ul. Łochowskiej nie nadaje się do zamieszkania.
- Policja zatrzymała do sprawy 55-letniego mieszkańca domu.
- Mężczyzna usłyszał zarzut. Miał spowodować pożar, który zagrażał życiu wielu osób. Przyczyną pożaru mogło być zapalenie się sadzy w kominie. W budynku znajdował się stary piec, typu „kopciuch". Nieoficjalnie wiadomo, że zatrzymany 55-latek w dniu pożaru rozpalał w nim ogień.