duży kontrast mapa strony
Strona startowa » Rozmowa dnia

Rozmowa dnia

Tomasz Lenz

Tomasz Lenz. Fot. ArchiwumW takich wyborach jeszcze nie brał udziału, ale wierzy w sukces. Poseł Tomasz Lenz - szef Platformy Obywatelskiej w Kujawsko-Pomorskiem został oficjalnym kandydatem Koalicji Obywatelskiej (PO i Nowoczesna) w wyborach prezydenta Torunia. Jaki ma pomysł na swoją kampanię? Na kogo PO postawi w innych miastach regionu? W "Rozmowie dnia" na antenie Polskiego Radia PiK pyta Maciej Wilkowski.

Tomasz Lenz - Dzień dobry państwu. Rzeczywiście oficjalny kandydat, ale nie tylko jeden. Proszę zwrócić uwagę, że ogłosiliśmy dwóch kandydatów na prezydentów miast w Kujawsko-Pomorskiem, także Toruń i bydgoszcz zostały oficjalnie ogłoszone - w Toruniu moja osoba, a w Bydgoszczy pan Rafał Bruski.

Ale o prezydencie Bruskim pan przewodniczący Schetyna już mówił podczas poprzedniej wizyty, że to będzie kandydat PO w Bydgoszczy, a teraz skupmy się na Toruniu. Skupmy się na panu. Pan jest przekonany i wierzy w to, że zostanie prezydentem Torunia?

- Jak najbardziej! Wybory samorządowe są od tego, by przedstawiać propozycje swoim mieszkańcom, prowadzić z nimi dialog. Ja robię to cały czas tak naprawdę. Jestem posłem z Torunia już wiele lat i jestem w bliskim kontakcie z mieszkańcami Torunia. Czuję się posłem toruńskim. Wszyscy wiedzą, że zabiegałem o środki finansowe na ważne w mieście inwestycje, takie jak most na Wiśle, środki finansowe na budowę centrum sportowego UMK czy halę na ul. Bema i na wiele innych rzeczy, więc jak gdyby na bieżąco odpowiadałem na potrzeby samorządu Torunia. Byliśmy w bliskim kontakcie z prezentem Michałem Zaleskim, z potrzebami miasta i w czasie 8 lat rządów PO Toruń rzeczywiście zrobił duży skok do przodu i wiele inwestycji powstało takich, na które czekamy dziesięciolecia. Dzięki temu też Toruń bardzo szybko się zaczął rozwijać i ja będąc w bliskim kontakcie z potrzebami miasta, także w rozmowach z mieszkańców wiem, jakie są dalsze potrzeby na kolejne lata. Wiem, czego mieszkańcy oczekują, czego oczekuje Toruń i jestem przekonany, że w tym dialogu, który z mieszkańcami będę prowadził zabiegając o ich głosy, wygram wybory jesienią tego roku.

Ma pan już jakieś pomysły na swoje hasło - nowe spojrzenie na Toruń? Powiedział, że powoła pan rzecznika toruńskiego biznesu w Urzędzie Miasta. Będzie pan również dbał o ważne sprawy dla mieszkańców, jk np. bezpieczeństwo. Chce pan wprowadzić miejski program in vitro czy rozbudować sieć miejskich żłobków i przedszkoli oraz walczyć ze smogiem.

- Pewne rzeczy wynikają z tego, co robią i jakie programy są radni Platformy Obywatelskiej, bo rzeczywiście to są rzeczy, o które zabiegamy, które robimy. Natomiast hasło wyborcze, slogany wyborcze - takie programy, które będziemy dawali mieszkańcom do ręki, nawet do czytania czy przeglądania w internecie - pojawią się zapewne jak już kampania wyborcza ruszy. Proszę zwrócić uwagę, że jak na razie oficjalnie zgłoszono dwóch kandydatów - to jest pan Rasielewski z PiS i kandydat PO. Nie wiadomo kto jeszcze wystartuje, czy Michał Zalewski wystartuje czy nie wystartuje? Nie wiadomo czy będzie kandydatem, na razie cisza, nie wiadomo czy będą kandydaci ze strony SLD czy Czasu Mieszkańców, więc dzisiaj proponowanie jakichś haseł czy straganów, omawianie szczegółowy programów trochę się mija z celem.

Spójrzmy troszeczkę szerzej nie tylko na Toruń ale na nasz region w kontekście tego, kto startuje a kto nie startuje. Ostatnio zrezygnował ze startów w wyborach prezydent Grudziądza, Robert Malinowski. Chciałbym zapytać, kto będzie tam kandydatem Platformy Obywatelskiej na prezydenta miasta. O kandydacie na prezydenta Bydgoszczy już wiemy. Kto jeszcze w Inowrocławiu, we Włocławku?

- W Grudziądzu rzeczywiście pan Robert Malinowski, który wiele lat pełnił swoją funkcję jako prezydenta miasta, zdecydował się ze względu na wiek emerytalny nie kandydować ponownie na fotel prezydenta Grudziądza. Mam nadzieję, że da się namówić go aby nadal dla regionu pracował, aby nadal było aktywny, bo ma ogromne doświadczenie jako samorządowiec. Mam nadzieję, że uda się przekonać pana prezydenta do tego, żeby wystartował w wyborach samorządowych do sejmiku województwa. Liczę na to. W Grudziądzu mamy taką sytuację, że prowadzone są rozmowy na temat tego, aby kandydat opozycji demokratycznej komitetów obywatelskich był jeden i jest szansa, że taki kandydat się pojawi. Mówi się, że tym kandydatem mógłby być pan poseł Tomasz Szymański. Trwają rozmowy i mam nadzieję, że zakończą się sukcesem i rzeczywiście uda się zbudować szeroki front poparcia dla pana posła Tomasza Szymańskiego, który byłby kandydatem na prezydenta Grudziądza. Życzę sukcesów i jestem przekonany, że te wybory jest w stanie wygrać, bo jest bardzo popularną osobą w Grudziądzu. We Włocławku sytuację mamy bardzo bardzo jasną - pierwszą kadencję na fotelu prezydenta właśnie kończy pan Marek Wojtkowski. Wydaje mi się, że naturalną rzeczą jest iż będzie się ubiegał ponownie o fotel prezydenta Włocławka. Pan Marek Wojtkowski w sposób naturalny będzie kandydatem, którego będziemy popierali w tych wyborach samorządowych. W Inowrocławiu - jeżeli pan prezydent Ryszard Brejza ponownie zdecyduje się wystartować z własnego komitetu, a zawsze tak było, to będziemy go popierać. Jak wiemy, pan prezydent Ryszard Brejza ma swój komitet, swoje środowisko w Inowrocławiu i był zawsze popierany przez nasze ugrupowanie. Jeśli ponownie zdecyduję się na start, także go poprzemy.

Jerzy Kwieciński

Jerzy Kwieciński. Fot. ArchiwumJak ocenia się ostatnie dane dotyczące płac i wzrostu gospodarczego? Jak wygląda wykorzystywanie unijnych funduszy przez Polskę i region kujawsko-pomorski? O tym w "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK, Gościem Marcina Kupczyka był minister inwestycji i rozwoju, Jerzy Kwieciński.

Marcin Kupczyk: Ucieszyły pana ostatnie dane GUS o wynagrodzeniach, które w ujęciu rocznym wzrosły o ponad 7%? To dane na które Polacy czekali od lat - tak pan to skomentował. Do tego jeszcze pięcioprocentowy wzrost gospodarczy, stwierdził pan, że rząd chcę utrzymać takie wzrosty, w jaki sposób są państwo to zrobić?

Jerzy Kwieciński: Mamy już od szeregu miesięcy wzrost gospodarczy utrzymujący się na bardzo wysokim poziomie, również wzrost wynagrodzeń, jak jesteśmy przy sterach władzy jest na poziomie około sześciu 6-7%, to oznacza, że wreszcie pozytywne skutki wzrostu gospodarczego, które my mamy zaczynają trafiać do społeczeństwa. Z tych pożytków wzrostu gospodarczego cieszą się nie tylko przedsiębiorcy, inwestorzy, ale cieszą się przeciętni Polacy. Żeby utrzymać ten wzrost jako wzrost zrównoważony żeby on był kompensowany przez wzrost produktywności i to w tej chwili mamy, żeby on się również przekładał na konkurencyjność naszej gospodarki - to też mamy. Z drugiej strony też my musimy naszą o gospodarkę absolutnie przestawić, żeby naszą najważniejszą, taką siłą konkurencyjną, nie była tylko jakość i cena pracy, ale przede wszystkim, konkurencyjność jakościowa, ale związana z produktami, z usługami, które oferujemy w Polsce, w Europie i na świecie. Chcemy budować gospodarkę innowacyjną i chcemy ją tak naprawdę przestawić na tory innowacji, ale chcemy to robić w oparciu o firmy i w dużej mierze o firmy polskie. (...).


Podczas wczorajszej rady Dialogu Społecznego w Bydgoszczy mogliśmy usłyszeć o tym, że zagrożone jest wykorzystanie unijnych funduszy na przykład na budowę dróg, powodem są zbyt wysokie ceny na rynku budowlanym, trzeba powtarzać przetargi, są opóźnienia i strach o utratę tych funduszy.


No właśnie, ja mam tu jednak sporo do zarzucenia, w stosunku do naszych poprzedników, bo realizacja tej perspektywy finansowej została źle zaprogramowana. Ona jest po prostu opóźniona. Otóż mieliśmy dołek w inwestycjach w roku 2016 i w pierwszej połowie zeszłego roku, a w tej chwili mamy kumulacje inwestycji, również przez samorządy. To właśnie samorządy się bardzo z realizacją tej perspektywy ociągały czyli mieliśmy źle zaprogramowaną, opóźnioną perspektywę i jeszcze słabe wykorzystywanie tych środków przez niektóre regiony - nie przez wszystkie. Państwa sąsiedzi z północy raczej takich problemów nie mają, mam na myśli województwo pomorskie, ale województwo kujawsko-pomorskie - no niestety w tej perspektywie finansowej od samego początku jest w tej ostatniej grupce, tak zwanych maruderów i pod względem płatności jest na ostatnim, 16 miejscu.

Marszałek województwa kujawsko-pomorskiego bardzo był z tych pańskich słów bardzo niezadowolony kilka miesięcy temu.

My się bardzo dobrze znamy z panem marszałkiem i to od wielu lat jeszcze z poprzedniego okresu kiedy byłem wiceministrem, ale to nie oznacza, że nie możemy sobie mówić w tym przypadku prawdy. Takie są brutalne fakty, ale tutaj dwa czynniki, które są dla mnie szalenie ważne: po pierwsze to jest to, że im później pieniądze trafią do regionu, tym ten region ma mniejsze szanse rozwojowe, wiadomo im wcześniej wydamy pieniądze na inwestycje, tym lepiej i to co pan powiedział również to potwierdza, gdyby te projekty ruszyły wcześniej, np. 2 lata temu, to nie byłoby takiego problemu z cenami, a w tej chwili następuje właśnie kumulacja tych wszystkich prac inwestycyjnych, po drugie ten argument wykorzystania środków jest dla mnie szalenie ważny w tej debacie o przyszłej perspektywie finansowej. Wprawdzie my jako kraj jesteśmy postrzegani absolutnie jako liderzy, dobrze wykorzystujemy, mniej więcej o 50% wykorzystujemy tych pieniędzy więcej, niż to by się wydawało z naszego udziału w ogólnej kopercie funduszy unijnych i za to jesteśmy absolutnie chwaleni i to jest mniej więcej 2 razy więcej aniżeli to robili nasi poprzednicy, relatywnie, w tej poprzedniej perspektywie finansowe, ale jak ja rozmawiam w Komisji Europejskiej to tam trzeba operować czystymi faktami: pokażcie ile wydaliście, jak mniej wydaliście, to znaczy że tych pieniędzy wam tyle nie potrzeba, argumenty o jakości, że my za te pieniądze realizujemy o wiele więcej - one wtedy do tych decydentów nie trafiają.

Jan Rulewski

Jan RulewskiGościem Rozmowy Dnia Radia PiK jest senator PO, Jan Rulewski. Polityka pytamy o projekt obniżenia uposażeń dla Prezydium Senatu, o przyjętą przez Senat ustawę o pomocy osobom niepełnosprawnym oraz o to, co Senat może postanowić w sprawie prezydenckiego projektu o referendum konstytucyjnym.

Marcin Kupczyk: Panie senatorze, wkrótce zostanie wysłany wniosek do prezydenta Andrzeja Dudy w sprawie obniżki uposażenia Prezydium Senatu. Poinformował o tym wczoraj marszałek izby, Stanisław Karczewski. Jego zdaniem powinna zostać ona wprowadzona w tym samym czasie, co zmniejszenie uposażeń pozostałych parlamentarzystów. Jak wiemy, swój wniosek wcześniej o obniżeniu o 20% pensji członków Prezydium Sejmu skierował marszałek Marek Kuchciński. Rzecznik Prezydenta, Krzysztof Łapiński poinformował wówczas, że Andrzej Duda nie podał jeszcze decyzji w tej sprawie, ale skoro jest taka wola, to pewnie się pod nią ugnie. Marszałek Senatu chce, by decyzja zapadła tak, aby doszło do niej w tym samym czasie, co do obniżki uposażeń pozostałych parlamentarzystów. Byłoby to sprzeczne z porządkiem i niesprawiedliwe, gdyby Prezydium Senatu obniżono uposażenia w innym terminie niż całej reszcie. - Co pan sądzi o obniżeniu uposażeń w ogóle?

Jan Rulewski: - No to jest ogonek takiej nieprzemyślanej decyzji pana Kaczyńskiego. Ogonek, a nawet taka próba zarabiania na nieprzemyślanych decyzjach ze strony pana marszałka Karczewskiego. Zapewne dlatego nie było tego na ostatnim posiedzeniu Senatu, nie pracedowaliśmy tej ustawy. Dlaczego tak mówię? Dlatego, że jestem zaskoczony decyzją, bo to była decyzja Nowogrodzkiej, czyli pana Kaczyńskiego, który w ten sposób uderza w Państwo. Bo przecież po tej zapowiedzi ogonkowej jest już przygotowany projekt ustawy, żeby również uderzyć z wynagrodzenia samorządowców. A dlaczego jestem zaskoczony? Dlatego, że uważałem, a nawet aspirowalem do współpracy politycznej z panem prezesem Kaczyńskim. On też wyrażał na to zgodę, dlatego w jednej sprawie się godziliśmy, że państwo nie może być słabe. Otóż dzisiaj siłę Państwa wyznaczają instytucje państwowe, a siłę urzędników intelektualną i i rzeczywistą, materialną wyznaczają pensje. Ja się obawiam, że w efekcie te decyzje pana Kaczyńskiego sprowadzą Sejm i Senat, inne instytucje polityczne do roli karzełków, których będą grali - bez obrazy - stażyści i emeryci. Nie jesteśmy tą Ameryką, w ktorej kiedy ludzie bogaci decydują się udział w polityce. Nie tylko prezydenci, ale gubernatorzy, to są ludzie z zamożnych rodzin. (...)

Senat przyjął ustawę wprowadzającą szczególne uprawnienia w dostępie do świadczeń opieki zdrowotnej, usług farmaceutycznych oraz wyrobów medycznych dla osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności. Pan panie senatorze podczas debaty podkreślał, że grupa senatorów Platformy Obywatelskiej podeszła rozumnie do ustaw o wsparciu osób niepełnosprawnych. Przypominał pan, że Senat jednogłośnie przyjął ustawę o podniesieniu renty socjalnej. Wcześniej stwierdził, że jednak szereg postanowień w ustawie o wsparciu osób niepełnosprawnych ma charakter pozorny albo razi niekonsekwencją. O co chodzi?

- No przede wszystkim mamy dość nieuporządkowaną sytuację w zakresie zaopatrzenia wszelkiego - i materialnego, i niematerialnego osób niepełnosprawnych. Dodajmy jeszcze, osób niesamodzielnych, bo one są objęte podobnym lub tym samym ustawodawstwem. Po pierwsze olbrzymia liczba - niektórzy liczą ponad milion osób. Jeśli niesamodzielnych, to liczymy nawet trzy i pół miliona ludzi starszych, w tym powyżej 75 - 80 lat niedołężnych z powodu starości.(...) - Żadna ekipa (rządowa,) mimo oczekiwań, nie doczekała się właściwego orzecznictwa, które by pozwalało dodatkowe pieniądze przyznać tym, którym się one bezwzględnie należą. Myślimy tu o tych ludziach dotkniętych praktycznie nieuleczalnymi skutkami niepełnosprawności. (...) Środki pomocowe powinny być podzielone na dwa koszyki.Jeden koszyk to tych świadczeń socjalnych, czyli pieniądze. Drugi - aktywujący, bo przecież nie możemy tych ludzi, te niepełnosprawne dzieci, czy to małe, czy dorosłe zamykać, choćby za hebanowymi drzwiami, ze złotymi klamkami.Ta młodzież, czy te dzieci muszą wyjść poza tę nawet najpiękniejszą czułość rodziców. (...)

Piotr Król

Piotr Król. Fot. ArchiwumJakie są szanse kandydatów Prawa i Sprawiedliwości w wyborach prezydentów miast i do sejmików województw? Z pierwszego sondażu wynika, że w wyborach do sejmików obóz Zjednoczonej Prawicy zwycięża w aż 2/3 województw. Jak można pomóc rodzinom osób niepełnosprawnych i doprowadzić do zakończenia trwającego w Sejmie protestu? Czy Sejm stał się - z winy Prawa i Sprawiedliwości - oblężoną twierdzą, jak twierdzi opozycja? Rozmowa Dnia z posłem PiS Piotrem Królem.

Marcin Kupczyk: Panie pośle, naszą rozmowę chciałbym rozpocząć od sondażu, ponieważ wywołał on spore zamieszanie. Jest to pierwszy tego typu sondaż i przynosi ciekawe wyniki. Sondaż IBRiS dotyczący preferencji Polaków w wyborach do sejmików województw: Prawo i Sprawiedliwość zdobywa najwięcej głosów w wyborach do sejmików w 2/3 województw. Gdyby jednak po wyborach partie opozycyjne zdecydowały się na szerszą koalicję to Prawo i Sprawiedliwość podobnie jak dziś nie będzie mieć władzy w województwach, właściwie w żadnym województwie, może w jednym. Zjednoczona Prawica pod szyldem PiS-u w 11 sejmikach obecnie wygrywałaby, a zjednoczona Platforma Obywatelska z Nowoczesną w zaledwie 4. PiS rządzi teraz tylko w województwie podkarpackim, w pozostałych koalicje rządzące tworzy PO wraz z PSL-em. Czy zgadza się pan z opinią, że wybory samorządowe są w zasadzie najważniejsze z wszystkich, bo to będzie takie pierwszy sondaż przed wyborami parlamentarnymi?

Piotr Król: Wszystkie wybory są najważniejsze - te, które są najbliższe. W tym roku są wybory samorządowe, więc z całą pewnością one są istotne. Myślę, że mimo wszystko jest trochę różnicy między wyborami do sejmików a bezpośrednimi wyborami prezydentów, burmistrzów i wójtów oraz wyborami na szczeblu gmin. Wybory na szczeblu sejmików, stąd pewnie ten sondaż, chyba najlepiej oddają preferencje partyjne.

- Zjednoczona Prawica w województwie kujawsko-pomorskim, chodzi oczywiście o sejmik, 30 proc. ankietowanych byłoby skłonnych głosować na nią, na połączone siły Platformy i Nowoczesnej 24 proc. Podobnie jest w 11 województwach. Czyli ogólne poparcie polityczne przekłada się na obecne w tym badaniu?

- Myślę, że tutaj to się w miarę wprost przenosi. Jeżeli wygrywamy w sondażach dotyczących wyborów parlamentarnych i jeżeli tutaj jest podobne poparcie to się po prostu wprost przekłada. Tak, jak mówię - w tych indywidualnych wyborach te preferencje nie zawsze muszą być zgodne albo jakieś czynniki ludzkie biorą górę, więc trudno to zbadać. No wygląda na to, że mamy dobrą pozycję wyjściową do tego, żeby po pierwsze wygrać, a z pozycji największych klubów radnych, bo do tego ten sondaż można sprowadzić, wydaje się, że łatwiej będzie budować koalicje niż z pozycji kogoś, kto tych wyborów nie wygrał. Jestem ostrożnym optymistą.

- Pozwoli pan, że przytoczę pewien cytat. Doktor Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego mówi tak: " To bardzo ciekawe dane. Są one kolosalny sygnałem ostrzegawczym dla partii rządzącej. Gdyby takie wyniki się potwierdziły w wyborach, to PiS zdobywa władzę na pewno w województwach: małopolskim i podkarpackim. W pozostałych opozycja ma otwarte drzwi do zawierania koalicji przeciwko PiS-owi, co w obecnych układach politycznych jest oczywiste. Pojawia się tylko jedno pytanie czy wszyscy się zmieszczą w koalicji przeciwko PiS?".

- Oczywiście pan doktor ma prawo do swoich opinii, natomiast jest cały szereg przykładów bardzo różnych układów koalicyjnych na różnych szczeblach samorządu i podtrzymuję swoją opinię, a trochę lat w samorządzie spędziłem, że o wiele łatwiej jest temu, kto te wybory wygrywa i tak, jak ktoś może próbować zawierać koalicje przeciwko nam, tak równie dobrze my wygrywając możemy próbować i będziemy to robić tworzyć koalicję większościową, która będzie miała szansę rządzić województwem, ale wydaje mi się, że jeszcze na tyle dużo czasu zostało, że to też może skłonić część wyborców niezdecydowanych do tego, żeby jednak dać nam taki mandat, który na przykład w niektórych regionach pozwoli nam samodzielnie rządzić. Natomiast z całą pewnością jesteśmy otwarci po wyborach na to, żeby różnego rodzaju porozumienia zawierać, bo te sygnały, które płyną i te ostatnie informacje, które dotyczyły m.in. dzielenia środków przez sejmiki w sposób jednoznaczny wskazują, że tam po prostu z punktu widzenia nie tylko nie tylko społecznego, ale takiego interesu publicznego, ta zmiana władzy i taki audyt i przyjrzenie się temu jak to funkcjonuje jest po prostu potrzebne. Mam nadzieję, że takie myślenie zwycięży.

- Panie pośle w zdecydowanej większości województw trzecie miejsce w sondażu zajmuje Sojusz Lewicy Demokratycznej. To jedna wiadomość, a druga... Już od jesieni ubiegłego roku w sondażach dotyczących wyborów parlamentarnych SLD regularnie przekracza 5-procentowy próg wyborczy. Co pan o tym sądzi? Wygląda na to, że będzie wielki powrót.

- Myślę, że tutaj Nowoczesna wykonuje ciężką pracę, żeby Sojusz Lewicy Demokratycznej jakby wrócił do łask, a być może, że przyszłym roku wrócił do parlamentu. Przecież część wyborców o sympatiach lewicowych może się czuć zawiedziona tym, co się dzieje w Nowoczesnej, więc ja też tak do końca w ten wynik dotyczący Platformy i Nowoczesnej niespecjalnie wierzę, bo wydaje się, że tam został jeden główny podmiot, czyli Platforma. I w tym też upatruję to, że część tych wyborców, która jest prostu zawiedziona tym, co robi Nowoczesna skierowała swoją sympatię w kierunku Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

- Zmieńmy temat. Jak można pomóc osobom niepełnosprawnym? Bardzo długo już trwa protest grupy matek i opiekunów osób niepełnosprawnych. Mówimy zwłaszcza o tej części osób dotkniętych tym problemem, gdzie niepełnosprawność dotyczy osób już dorosłych. Tutaj oczywiście strach i lęk co będzie, kiedy tych rodziców zabraknie. Do tej pory Senat przyjął ustawę, która podniosła rentę socjalną do 100 proc. kwoty najniższej renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy - było 865 zł, teraz 1029 zł, to jest postulat numer 1. Postulat nr 2 wciąż według protestujących pozostaje niespełniony, 500 zł miesięcznie. Na to nie ma zgody ze strony rządowej, są za to inne propozycje. Rząd mówi, że drugi postulat jest spełniony, ale inaczej, poprzez pomoc rzeczową. Jednak to jest konsekwentnie odrzucane przez protestujących.

- Sprawa jest niezwykle delikatna i ja rozumiem w dużej mierze co przeżywają rodzice dzieci niepełnosprawnych, a w szczególności jeżeli ta niepełnosprawność dotyka już dzieci w wieku dorosłym. To z całą pewnością jest zupełnie zrozumiałe, natomiast wydaje się, że te postulaty, o których mówiono na początku staraliśmy się spełnić, poza tym postulatem dotyczącym rent, o którym pan redaktor powiedział. Jest za to zapewnienie świadczeń rehabilitacyjnych i możliwości refundowania potrzebnych do opieki nad dziećmi różnego rodzaju środków do 500 zł. Tutaj niestety szczerze trzeba powiedzieć, że jakby ten postulat uległ pewnej ewolucji, po tym jak myśmy tę propozycję złożyli i zaczęliśmy ją wdrażać, że to jednak nie ma być w takiej formie, tylko że to ma być gotówka, no i jeszcze ten trzeci element dotyczący daniny solidarnościowych dla osób, które zarabiają powyżej miliona zł rocznie. Oczywiście będzie zarzut i mamy tego pełną świadomość, że wprowadzamy jakiś podatek, natomiast coś za coś. Taką sytuację zostaliśmy, że niestety ta sprawa środowiska rodzin, które się zajmują dziećmi niepełnosprawnymi, już niejednokrotnie dorosłymi, które wymagają ciągłej opieki nie została rozwiązana. Skądś po prostu te pieniądze trzeba wziąć. Wydaje się, że w przypadku osób, ale żeby było to jasne - ja entuzjastą podnoszenie podatków nie jestem, natomiast ta danina solidarnościowa, o której powiedział premier, w przypadku osób, które zarabiają ponad milin to będzie około 4 proc., to wydaje się, że to nie jest kwota, która mogłaby jakoś wpłynąć na ich stopę życiową, a rodzinom niepełnosprawnych powinna znacząco pomóc. Musieliśmy dokonać takiego wyboru i takiego wyboru dokonujemy, natomiast kluczowe tutaj jest żeby ten protest w Sejmie się zakończył. Nie mówię o jakichś względach organizacyjnych, pracy Sejmu, to oczywiście jakoś to się odbija, tylko chodzi o te rodziny, żeby spokojnie mogły wrócić do domu. Ja mogę tylko powiedzieć, że naprawdę jest wielka chęć pomocy w naszym środowisku i udowodniliśmy tymi ustawami, które przyjęliśmy i rozwiązaniami, które zaproponowaliśmy, że chcemy ten problem rozwiązać, a ostatnio padły dość bolesne słowa pod naszym adresem. Mimo wszystko liczę, że to się uda rozwiązać i to środowisko poczuje realną pomoc, bo o to chodzi.

- Nawiązując do protestu w Sejmie, czy Sejm jest oblężoną twierdzą? Coraz więcej osób tak twierdzi.

- Nie jest. Natomiast przy całym szacunku i zrozumieniu dla osób niepełnosprawnych, które protestują musimy jednak pamiętać o tym, że ten protest nie ma charakteru legalnego. Powiedzmy sobie to brutalnie i szczerze - najpierw te osoby zostały wprowadzone do Sejmu, potem zostały wsparte różnego rodzaju materacami et cetera, z tego co słychać, to przy pomocy posłów opozycji. Oczywiste, że nikt nie będzie się decydował, tam są przecież dzieci niepełnosprawne, na żadne rozwiązania, tylko że za chwilę ktoś w jakimś przekonaniu, że jego sprawa też jest ważna... Krótko mówiąc nie można doprowadzić do tego, żeby Sejm przestał przestał funkcjonować albo żeby w każdym jego miejscu trwał jakiś spór i stracimy nad tym kompletnie panowanie. Przypomnę, że niedługo jest szczyt NATO, więc tylko i wyłącznie takie względy o tym decydują. Mam nadzieję, że ten protest uda się zakończyć i że protestujący będą usatysfakcjonowani, ale przy całym szacunku i zrozumieniu dla ich sytuacji protest legalny nie jest.

Paweł Skutecki

Paweł SkuteckiCzy poseł Paweł Skutecki omija prawo, organizując debaty z udziałem kandydatów na prezydenta miasta? Czym będzie się zajmowała kierowana przez niego parlamentarna grupa polsko-irańska oraz czy zabolało go obniżenie poselskiego uposażenia? O tym w dzisiejszej Rozmowie Dnia Polskiego Radia PiK. Jej gościem - o godz. 8.30 - był poseł Kukiz'15 Paweł Skutecki.

Maciej Wilkowski: Przełknął już pan to, że będzie mniej zarabiał?


Paweł Skutecki: Przełknąć, przełknąłem, siła wyższa. Natomiast najbardziej mnie zabolał zalew populizmu, takiego najtańszego populizmu, lejącego się z mównicy sejmowej z obu stron. Wiem, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy, natomiast do każdej pracy idzie się, między innymi po wypłatę.

Pan zachował się jak Piłat, umył pan ręce. Nieobecni nie mają racji.

Właśnie dlatego. Gdyby to dotyczyło wynagrodzenia senatorów, prezydenta, pewnie wziąłbym udział w takim głosowaniu, ale nie mogę głosować nad moim własnym wynagrodzeniem.

To ile poseł powinien zarabiać?


W polskich realiach, dzisiaj, wydaje mi się, że w okolicach dwukrotności średniej krajowej.

Czyli około 10 tys. zł. To tyle pan będzie zarabiał.

Tylko właśnie proszę zwrócić uwagę, że jest duża różnica między podaniem kwoty, 5, 10, czy 20 tyś. zł., a związaniem tej kwoty z czymkolwiek innym.

A musi pan płacić składkę na klub?

U nas nie ma czegoś takiego. Ja bym chciał żeby wynagrodzenia, w ogóle w administracji publicznej, brały się z czegoś - nie z tego co sobie wymyśli prezes największego ugrupowania w Sejmie, tylko były pochodną efektywności naszej pracy. Uzależnijmy wynagrodzenie posłów, ministrów, premiera od tego jak się żyje ludziom. Jak jest recesja, ludzie zarabiają mniej - posłowie też zarabiają mniej. Jak jest boom, ludzie zarabiają więcej - posłowie zarabiają więcej. To jest uczciwe. (...).

Pan poseł zaprasza bydgoszczan na debaty o Bydgoszczy, pierwsza o sporcie miała się odbyć 7 maja - nie odbyła się, została przełożona. W tych debatach mają brać udział kandydaci na prezydenta Bydgoszczy. Marcin Sypniewski, Krzysztof Pietrzak - właściciel tartaku, zapraszaliście także prezydenta Rafała Bruskiego i oficjalnego kandydata PiS, Tomasza Latosa. PKW wypowiedziała się jasno: takiej kampanii, agitacji, czyli takich debat z udziałem kandydatów, gdy nie ma terminu wyborów, nie powinno w ogóle być. Czy pan nie nagina prawa?

Ja to prawo naginam od dwóch lat, bo dwa lata temu była pierwsza taka debata w sali sesyjnej Ratusza w Bydgoszczy na temat przyszłości województwa kujawsko-pomorskiego i ewentualnie powstania, hipotetycznie w przyszłości, województwa bydgoskiego. Zaprosiłem ten sam zestaw osób, oprócz tych, którzy wtedy byli nieobecni na scenie politycznej - jak pan Pietrzak czy inni. To nie jest związane z wyborami wprost. Ja rozumiem prowadzenie kampanii wyborczej, jako wyjście do ludzi, powiedzenie: nazywam się Paweł Skutecki, jestem najlepszym kandydatem na cokolwiek - to jest prowadzenie kampanii. Jednak jeśli zapraszamy ludzi od prawa do lewa, głównie fachowców z danej dziedziny, czyli np. przedstawicieli klubów sportowych, to wtedy rozmawiamy i wypracowujemy wspólne stanowisko, które się przyda wszystkim. (...).

Zbigniew Rasielewski

Zbigniew Rasielewski. Fot. Michał ZarębaObecny zastępca prezydenta Torunia jest kandydatem Zjednoczonej Prawicy na to stanowisko w jesiennych wyborach samorządowych. Jakie są najważniejsze potrzeby mieszkańców Torunia? Jaki plan na ich rozwiązanie ma kandydat? Czy istniejąca w mieście koalicja PiS z ugrupowaniem obecnego prezydenta będzie stanowiła przeszkodę w uzyskaniu wyborczego zwycięstwa?

Marcin Kupczyk: Pańskie kandydowanie dość długo nie było oczywiste i przesądzone. Dopiero w ostatnim momencie okazało się, że partia stawia jednak na pana.

Zbigniew Rasielewski: To nie jest tak do końca. W Toruniu dosyć długo rozmawialiśmy o tym, kto ma kandydować i jakieś 1,5 miesiąca temu Zarząd Okręgowy PiS podjął uchwałę o tym, że to ma być moja kandydatura. Natomiast rzeczywiście bezpośrednio zadecydowała już Warszawa, patrząc na to z perspektywy nie tylko i wyłącznie Torunia, ale też pozostałych miast wojewódzkich. Tak to wygląda.

- Zapytałem o to, ponieważ jak przyznały same władze Prawa i Sprawiedliwości współpraca z obecnym prezydentem Torunia Michałem Zaleskim układa się dobrze. Jego ugrupowanie tworzy z PiS-em koalicję w Radzie Miasta i do ostatniego momentu ważyły się losy, czy jednak partia będzie wystawiała swojego kandydata, mimo tej dobrej współpracy. Czy w pańskim kandydowaniu to będzie jakaś przeszkoda czy wręcz odwrotnie?

- Ta bardzo dobra współpraca... To nie jest tak, że my chcemy walczyć. Od 8 lat współpracujemy z prezydentem Zaleskim i jego ugrupowaniem. Ta współpraca w mojej ocenie przebiega wzorowo - inne miasta mogłyby rzeczywiście brać przykład, i nie mówię tego od strony politycznej, której się zawsze wystrzegam, bardziej mówię od strony samorządowej - rzeczywiście widać, że przez ostatnie 8 lat w Toruniu bardzo dużo się zmieniło na lepsze. Idziemy do wyborów samorządowych ze mną jako kandydatem na prezydenta i zależy nam na tym, żeby pokazać, że w Toruniu Prawo i Sprawiedliwość funkcjonuje i to, co najważniejsze przez 8 lat nie zasypialiśmy gruszek w popiele i udało nam się kilka fajnych tematów,rzeczy, spraw pozałatwiać. Oczywiście wspólnie z prezydentem Michałem Zaleskim. Dlatego jestem przekonany, że wystawiając odpowiednie osoby do Rady Miasta, ale też do sejmiku, bo na sejmiku też bardzo nam zależy, jesteśmy w stanie powalczyć o naprawdę dobry wynik.

- Michał Zaleski ma ogromne poparcie w mieście od wielu lat. Ostatnio w wywiadzie odpowiadał, że jeszcze nie wie czy będzie kandydował, że ważniejsze są programy i pomysły dla miasta. Czy Michał Zaleski kokietuje? Osoba z 70-procentowym poparciem w ostatnich wyborach?

- Ja się zgadzam z prezydentem Zaleskim, że ważny jest program. Jesteśmy na tym etapie w Toruniu, że powołaliśmy zespoły, które pracują nad programem Prawa i Sprawiedliwości dla naszego miasta. Chcemy rzeczywiście pokazać, że to nie tylko ludzie którzy mają doświadczenie - nie tylko samorządowe, ale też przede wszystkim życiowe. To, co się w mojej ocenie liczy to pokazanie, w którym kierunku powinniśmy zmierzać, nie tylko jako Toruń, ale też przede wszystkim jako jako województwo, bo tak jak powiedziałem zależy nam również na sejmiku wojewódzkiego.

- W przeciwieństwie do spodziewanego sukcesu wyborczego w województwach szanse Prawa i Sprawiedliwości na zwycięstwo w większych polskich miastach są nikłe - tak uważają politolodzy. W opinii większości sukcesem będzie choćby jeden pochodzący z PIS-u prezydent miasta wojewódzkiego. Dużo będzie zależało od samych kandydatów. Co pan sądzi o tej opinii wyrażonej przez wielu polskich politologów?

- Zgadzam się z tym, że dużo będzie zależało od kandydatów na listach czy do sejmiku czy do rad gmin, powiatów. Dlatego staramy się rozmawiać bardzo szeroko. W mojej ocenie to nie mogą być tylko i wyłącznie członkowie Prawa i Sprawiedliwości, bo wtedy zamykalibyśmy się w tym jednym "worku". Chcemy rozmawiać i rozmawiamy ze stowarzyszeniami, z fundacjami, dlatego że każde stowarzyszenie, ugrupowanie ma miejsce na listach Prawa i Sprawiedliwości i to od tych ludzi, którzy będą z twarzami Prawa i Sprawiedliwości na listach wyborczych zależy przede wszystkim wynik wyborczy.

- A co sądzi pan o opinii, że szanse są nikłe?

- Nie będę wymyślał prochu. Bardzo dużo osób pokazanych przez prezesa Kaczyńskiego to są osoby młode, ale osoby z doświadczeniem. Jestem przekonany, że to jest dobry początek do tego, żeby następowały zmiany, bo one i tak muszą prędzej czy później nastąpić. Jak to się będzie kształtować w Toruniu? Tak, jak powiedziałem chcemy stworzyć kampanię pozytywną, pokazującą z jednej strony to, co zostało zrobione, ale też pokazać, że potrafimy mieć nowe pomysły i mamy te pomysły, które za chwilkę będziemy pokazywać wspólnie, nie tylko z kandydatami do Rady Miasta czy z obecnymi radnymi, ale również z naszymi parlamentarzystami.

Zbigniew Rasielewski mówił także o zadłużeniu miasta, nowych inwestycjach oraz terenie na Glinkach.

Anna Mackiewicz

Anna Mackiewicz. Fot. ArchiwumCzy Sojusz Lewicy Demokratycznej jest już pewny wyborczego sukcesu w Kujawsko-Pomorskiem? Sondaże wskazują, że SLD może liczyć na kilkunastoprocentowe poparcie. Na jakie sprawy ta partia postawi w kampanii przed wyborami samorządowymi i na czym będzie polegało tworzenie regionalnego programu? Na te pytania odpowiedziała Anna Mackiewicz - wiceprzewodnicząca SLD, zastępca prezydenta Bydgoszczy.

Maciej Wilkowski: Zacznijmy pani prezydent od sondażu Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych Ibris dla Polska The Times i z tego sondażu wynika, że w Kujawsko-Pomorskiem w wyborach do sejmiku SLD ma 14,5%.


Anna Mackiewicz: Przede wszystkim jest ten potwierdzenie sondaży ogólnokrajowych, gdzie już od przeszło pół roku mamy coraz większe poparcie potencjalnych wyborców, przy czym te sondaże są robione w różny sposób, więc zdają różne wyniki, ale generalnie utrzymujemy się jako trzecia siła polityczna obecnie. Mam nadzieję, że aż do wyborów samorządowych i dalej. Zawsze można powiedzieć, że w kujawsko-pomorskim te nasze wyniki były troszeczkę lepsze, widać to również po tych kolejnych sondażach przeprowadzonych razem z PSL

Nasze województwo jest w czołówce, tutaj SLD może się pochwalić rywalizując z innymi regionami, że osiąga bardzo dobry wynik.

My nie rywalizujemy z innymi ośrodkami SLD w Polsce, my współpracujemy, może dlatego też takie efekty.

A z czego to wynika że macie 14,5%? Czy to może dlatego, że gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta?

Przede wszystkim nie patrzymy na wybory samorządowe jak na jakiś taki przystanek przed wyborami parlamentarnymi. Dla nas to jest bardzo ważny etap, zbieramy wszystkie siły i mamy kim to robić, ponieważ w skali kraju mam 23 tys. członków, przeszło tysiąc radnych, a jeżeli chodzi o prezydentów, wiceburmistrzów, mamy drugą co do ilości w skali kraju i tak ciężka praca, ta praca z ludźmi w terenie daje takie rezultaty.

No i od weekendu jest pewien wykładnik to jeśli chodzi o te wybory, to Program samorządowy SLD: "Silny Samorząd Demokratyczna Polska" - tak ten program się nazywa, składa się z kilku rozdziałów. Gdyby pani miała powiedzieć o trzech najważniejszych rzeczach dla pani które w tym programie są?

Jestem szczególnie dumna z tego programu, jako pracująca również przy nim, tak jak inni samorządowcy, była to praca naprawdę oddolna, opieraliśmy się na tych rozwiązania które już działają w różnych samorządach.

Czy sami napisaliście ten program? Kiedyś zlecaliście...

Po cichu mówimy, że, tak samo inne partie posiłkują się czasami firmami zewnętrznymi, które projekty piszą, bo w końcu ostateczne programy to już, mam nadzieję, członkowie przyjmują. Jest to faktycznie program z którego każda gmina, powiat, województwo będzie mogło wyciągnąć coś dla siebie. Najważniejsze rzeczy: szczególne podejście do rodziny, myślimy również o utrzymaniu mieszkańców w takich miastach jak Bydgoszcz, a więc wszystko, cała oferta usług adresowana do rodziny, w szczególności dzieci, to jest skupienie się na o polityce senioralnej i to nie dlatego, że to są nasi główni wyborcy, tylko dlatego, że każdy z nas dba o swoich rodziców, dziadków, a w przyszłości przygotowuje sobie miejsce na ziemi dla siebie. Nazwaliśmy to srebrną rewolucją, to jest to co dotyczy podstawowych warunków życia czyli: mieszkanie, ale i ochrona środowiska czyli czyste powietrze, ale stawiamy na jeszcze większą demokratyzację życia na poziomie samorządowym i większy udział obywateli.

Joanna Scheuring-Wielgus

Joanna Scheuring-Wielgus. Fot. ArchiwumGościem poniedziałkowej Rozmowy Dnia była Joanna Scheuring-Wielgus, do niedawna posłanka ugrupowania Nowoczesna, która kilka dni temu opuściła szeregi tej partii. Rozmowa o politycznych planach posłanki, a także Ryszarda Petru, który również odszedł z utworzonej przez siebie partii.

Marcin Kupczyk: Pani poseł, zacznę od cytatu: "Szkoda, że niektórzy politycy kierują się własnymi ambicjami. Potrzebujemy drużyny, musimy wykazać się dojrzałością, by budować koalicję. Nie rozumiem ludzi, którzy swoje ambicje stawiają wyżej niż kluczowe dla Polski kwestie". Tak powiedziała Kamila Gasiuk-Pihowicz komentując kolejne odejścia z partii. Bierze pani do siebie te słowa?

Joanna Scheuring-Welgus: Absolutnie nie. Życzę Kamili Gasiuk-Pihowicz jak najlepiej. W zasadzie wcale mnie te słowa nie dziwią. Dla mnie w polityce ważne jest też to, aby przestrzegać swoich wartości. Dla mnie kręgosłup moralny, z którym weszłam do polityki jest ważniejszy niż jakieś partykularne interesy partyjne i w momencie, kiedy pewna granica zostaje przekroczona, to ja już nie mogę uczestniczyć w czymś takim.

- Co się stało? Co to za granica?

- Obiecałam sobie, że już nie będę negatywnie wypowiadała się na temat Nowoczesnej. Ja w zasadzie wszystko już powiedziałam moim koleżankom i kolegom przez ostatnie 6 miesięcy, bo ta moja decyzja nie była decyzją "fochowatą", tylko decyzją przemyślaną. Aczkolwiek nie planowałam, że to zrobię wtedy. W ogóle nie planowałam tego, że odejdę, ponieważ cały czas starałam się walczyć o to, w co wierzyliśmy na Torwarze. Przypomnę, że jestem współzałożycielką Nowoczesnej - razem z Ryszardem Petru, Joanną Schmidt i Damianem Kądzielą. My byliśmy od początku, później inne osoby do nas dochodziły. No i w momencie, kiedy zrobiliśmy taki bilans zysków i strat, spojrzałam na to jakie mocne, jakie słabe strony ma Nowoczesna, to okazało się, że tych słabych stron jest więcej, strat jest jeszcze więcej.

- "Nasi wyborcy oczekują od nas wyrazistości, jednoznaczności i szczerości a tego w partii nie ma" - to z kolei słowa Ryszarda Petru. Bardzo surowa ocena ugrupowania Nowoczesna.

- Z przykrością i ubolewaniem muszę powiedzieć, że jest to prawda. Byliśmy partią, która bardzo jasno i bardzo konkretnie przedstawiała zawsze swój pomysł na Polskę. Nie baliśmy się odważnych decyzji, nawet jeżeli te decyzje nie były popularne. Zawsze szliśmy do przodu, zawsze byliśmy odważni i coś po drodze zostało zgubione. Oczywiście zostały popełnione też błędy, zarówno przez Ryszarda Petru, jak i przez wiele innych osób, ale nie potrafiliśmy się z tego podnieść i efekt jest taki, że Nowoczesnej tak naprawdę chyba już nie ma.

- "Nie ma zjednoczenia opozycji żadnego prawdziwego, jest tylko zjednoczenie Platformy Obywatelskiej z Nowoczesną na warunkach stawianych przez Grzegorza Schetynę"...

- To ja powiedziałam... Niestety tak myślę i wie pan, to nie jest łatwo i przyjemnie mówić o swoim "dziecku", o partii którą się zakładało. Jest mi przykro, że tak jest, natomiast pomysł Katarzyny Lubnauer i Kamili Gasiuk-Pihowicz na Nowoczesną jest zupełnie inny niż ten z którym my wyszliśmy na Torwarze i jeżeli one są przekonane do swoje idei, to ja im kibicuję, ale mnie już tam nie ma. Ja nie chcę w tym być i niech już teraz każdy zajmie się tym, w co wierzy najbardziej, niech idzie w swoją stronę. Być może kiedyś te nasze drogi się połączą.

- A kilka miesięcy temu wieszczono, być może władze czy nowe władze ugrupowania Nowoczesna nie chciały tego słyszeć lub tego nie słyszały... Zatem wieszczono, że przecież stary wyżeracz, tak się kolokwialnie wyrażę, Grzegorz Schetyna połknie sobie Nowoczesną jak przystawkę do obiadu...

- Akurat jeżeli chodzi o Grzegorza Schetynę, on nie jest dla mnie jakimś wielkim strategiem i i megasprawnym politykiem, aczkolwiek jest takim lisem politycznym. Jego pomysł na funkcjonowanie w polityce to partia chadecka, taka mocno konserwatywna i pewne ruchy, które wykonuje teraz chociażby z kandydatem na prezydenta Wrocławia tylko i wyłącznie to pokazują. Ja nigdy nie chciałam być w takim ugrupowaniu, nawet przystawką i i cieszę się, że tam nie jestem. Uważam, że i żałuję w zasadzie, że Nowoczesna przestała być partią progresywną - taką mocno liberalno światopoglądowo otwartą i odważną.

- Nowoczesna miała być alternatywą dla Platformy Obywatelskiej lub tzw. "lepszą" Platformą Obywatelską. Co się stało? Dzisiaj 5 proc. poparcia, kiedyś 20 proc. Dziś można by o tym tylko marzyć.

- Byłam przeciwna tym określeniom, że Nowoczesna miała być lepszą twarzą Platformy, absolutnie nie. Nowoczesna jako pomysł w ogóle na partię... on cały czas jest aktualny. To miała być partia progresywna, otwarta i partia, która nie dzieli też ludzi, ale zagospodarowuje szczególnie tych, którzy na politykę patrzeć się nie mogą. I to się gdzieś nie udało, aczkolwiek mówię - Katarzyna Lubnauer, jak i Kamila Gasiuk-Pihowicz mają jakiś swój pomysł na to. Wiem jaki on jest i ja się pod tym nie chcę po prostu podpisywać. Ja też już nie chcę się tłumaczyć z pewnych rzeczy, które mi się nie podobają i nie chcę być twarzą pewnych działań, które mi nie leżą i stąd taka decyzja. Pożegnałam się, zamknęłam drzwi. Dziewczyny są już jakby same ze swoimi pomysłami, a ja już jestem w zupełnie innym miejscu i jest mi z tym dobrze.

- Pani poseł, jakie to miejsce? Nowe ugrupowanie? "Potrzebne jest nowe ugrupowanie bliskie ludziom, wartościom, problemom, zakorzenione w ruchach miejskich..." - powiedziała Joanna Scheuring-Wielgus.

- To są rzeczy, które się nie zmieniły. Ja dokładnie to samo mówiłam na Torwarze, kiedy występowałam po raz pierwszy. To są takie kwestie dla mnie priorytetowe, natomiast jeżeli pan pyta mnie co teraz, to teraz najważniejszy jest dla mnie protest w Sejmie, który trwa już 27 dzień. Ja jestem w zasadzie na chwilę w Toruniu, bo zaraz wracam do protestujących i to jest dla mnie rzecz priorytetowa, bo dla mnie w polityce najważniejsze jest realizowanie celów i to, w jaki sposób dojdę do realizacji tych celów jest chyba rzeczą drugorzędną, bo jeżeli mogę te cele realizować się wspólnie z innymi, z innych ugrupowań, tutaj na przykład wymieniłabym Agnieszkę Ścigaj z Kukiz'15, która bardzo mocno pomaga mi w tym proteście i zaangażowała się w ten proces, to ja się z tego bardzo cieszę i teraz na dziś protest w Sejmie jest dla mnie priorytetem, a potem skupienie się na tej pracy, którą robię od kilku miesięcy, czyli jeżdżenie po Polsce i zachęcanie ludzi do startu w wyborach samorządowych i takie przekonanie, że jeżeli ludzie, którzy działają w organizacjach społecznych - obywatelskich nie zdecydują się na to aby wejść do tej dużej polityki, to ona się nie zmieni.

Marek Goliszewski

Marek Goliszewski. Fot. Archiwum- Mam nadzieję, że komisja śledcza do spraw VAT wyjaśni, jaki był mechanizm utraty przez państwo ogromnych kwot z podatku VAT - mówił w Rozmowie Dnia w Polskim Radiu PiK Marek Goliszewski - prezes BCC.

Marcin Friedrich: Mamy dziś Dzień Doradcy Podatkowego. W Polsce jest ponad milion stron, przepisów i interpretacji dotyczących prawa podatkowego. To chyba uciążliwe dla przedsiębiorców?
Marek Goliszewski: Niestety przepisy są bardzo skomplikowane, czasami budowane bez głębszego przemyślenia i wnikliwej analizy. W dodatku przepisów jest bardzo dużo i są "dziurawe", czyli mają dużo możliwości interpretacyjnych. Prawo zdecydowanie trzeba uprościć. Powinniśmy o tym nie tylko pomyśleć, ale - w takim dniu, jak dziś - zacząć działać. Mówię tu nie tylko o przedsiębiorcach, ale w ogóle - wszystkich podatnikach.

W komisji ustawodawczej znalazły się projekty uchwał Kukiz'15 i PiS-u w sprawie powołania komisji śledczej do spraw wyciekającego VAT-u. Czeka pan na ustalenia tej komisji?
- Z niecierpliwością. Mam jednocześnie nadzieję, że ta sprawa nie ma podłoża politycznego, ale jest to autentyczna chęć wyjaśnienia, dlaczego VAT został w tak dużym stopniu odzyskany przez Krajową Administrację Skarbową, na której czele stoi minister Banaś, właśnie w ciągu ostatnich dwóch lat. Dlaczego wcześniej nie można było tego zrobić? Czy zawiniły przepisy, czy organizacja poboru tego podatku?

Pojawiają się opinie, że było odgórne przyzwolenie, by nie kontrolować, nie panować nad VAT-em.
- Nie sądzę, by to było odgórne przyzwolenie, bo to by oznaczało, że ci, którzy na to przyzwalają, sami tracą pieniądze, choćby w postaci braku wpływów podatkowych. Wydaje mi się, że bardziej zawiniła zła organizacja poboru przez służby skarbowe, nadzór nad sposobem ekzekwowania VAT-u. To jednak wyjaśni komisja śledcza, miejmy nadzieję wkrótce (...).

Zbigniew Sosnowski

Zbigniew SosnowskiW przyszłym tygodniu rząd zajmie się projektem rozporządzenia wprowadzającym niższe limity zarobków dla samorządowców. Opozycja w Sejmie zbojkotowała prace nad ustawą obniżającą wynagrodzenia parlamentarzystów. O zarobkach samorządowców i posłów między innymi w Rozmowie Dnia w Polskim Radiu PiK z posłem PSL Zbigniewem Sosnowskim.

Marcin Friedrich: Naszą rozmowę zaczniemy od strażaków. Pan sam jest strażakiem ochotnikiem prawda?

Zbigniew Sosnowski: (...) Większość społeczeństwa zdaje sobie sprawę z tego, że strażacy ratują życie i mienie drugiego człowieka, a nie bardzo zdaje sobie sprawę z tego, że strażacy ochotnicy prowadzą szereg innych działań, które są bardzo ważne dla środowiska, bo prowadzą działalność kulturalno-oświatową, sportową, patriotyczną religijną. Dlaczego o tym mówię? Dlatego, że w ostatnim okresie, w ostatnich dwóch latach, nastąpiły znaczne zmiany jeśli chodzi o finansowanie. Dzisiaj próbuje się wmówić Polakom, że pieniądze dla strażaków muszą być tylko na ratowanie życia i mienia drugiego człowieka, z czym ja absolutnie się nie zgadzam. (...) Oczywiście muszą być pieniądze na sprzęt, na to, by skutecznie ratować drugiego człowieka, ale muszę się też znaleźć pieniądze na pozostałą działalność, o której mówiłem. (...) Do tych, którzy odpowiadają za działalność strażaków i z Państwowej Straży Pożarnej i strażaków ochotników apeluję o rozwagę i roztropność, o niedzielenie środowiska, jak to się czyni w tej chwili, by święta strażaków były organizowane razem, tak jak do tej pory. Niedobrze jest, że ktoś próbuje to środowisko rozsadzić od środka. To nie służy ani strażakom ani naszej ojczyźnie.

- Panie pośle, dziś jest dzień pracownika gospodarki komunalnej. Rząd, podobnie jak samorządowcom, zamierza obniżyć uposażenie menedżerom spółek komunalnych. W sprawie samorządowców projekt rozporządzenia jest podobno już gotowy. Prezydenci, burmistrzowie, wójtowie mają zarabiać nie więcej niż 10 tys. zł. Wójtowie skarżyli się już panu?


- Tak, ta dyskusja jest dość powszechna, ale trzeba wrócić do kontekstu sprawy. Niestety rządzący zapomnieli o pokorze. Zapomnieli o tym, że mają służyć i przyznali sobie bardzo wysokie nagrody, po kilkadziesiąt tysięcy złotych. Kiedy okazało się, że to nie jest akceptowalne społeczne to, by przykryć to wszystko pan prezes Kaczyński zdecydował, że będą obniżone uposażenia poselskie, ale niestety i co bardzo ważne także samorządowców. Ja nie wiem dlaczego PiS chce ukarać samorządowców. Oni są tutaj niewinni w tej sprawie i nie widzę powodów, by to czynić, ale rozumiem, że chodzi o to żeby przykryć własną aferę, bo ja tak to nazywam, i pokazać że partia rządząca jest ze społeczeństwem, bo społeczeństwo oczekuje raczej skromności. Ja bym wolał żebyśmy w Polsce podnosili wynagrodzenia tym, które maja najniższe, bo takie obniżanie powoduje ogromne kłopoty i nie mówię tutaj o sobie, o posłach, tylko o samorządowcach. Bo jeżeli obniżymy uposażenie wójta to pytam, co będzie z uposażeniem kierowników i pracowników tego urzędu? Boję się takiej działalności, bo to nikomu dobrze nie służy. (...) Jeśli rzeczywiście chcieliśmy zmienić zasady wynagradzania pracowników samorządowych, w tym także posłów i senatorów... Jak najbardziej. To nie jest dla mnie problem, ale powinno się w tym zakresie przeprowadzić bardzo poważną debatę i podejść do problemu bardziej odpowiedzialnie, a nie tylko wyrywkowo i nie wiem, czy na pewno racjonalnie (...) Polskie Stronnictwo Ludowe wyjdzie z propozycją, żeby posłowie mieli wynagrodzenie na poziomie jednej średniej krajowej pensji i żeby pensja i podwyżka uposażenia były uzależnione od tego, jak zmienia się sytuacja poszczególnych Polaków. Pójdziemy także w kierunku, żeby ministrom również obniżyć wynagrodzenie. Dzisiaj, uczciwie powiem, jeśli bym komuś obniżał wynagrodzenie to przede wszystkim marszałkowi Sejmu za złą organizację pracy. Proszę zwrócić uwagę na fakt jak dzisiaj wygląda debata parlamentarna...

- Odnośnie wyborów samorządowych. SLD proponowało wam koalicję, ale naczelny Komitet Wykonawczy PSL odmówił.

- Taka propozycja była, ale już od dawna mówiliśmy, że będziemy szli pod własnym szyldem, co nie znaczy, że na naszych listach muszą być tylko członkowie PSL. Mówimy, że każdy,kto popiera wartości głoszone przez Polskie Stronnictwo Ludowe może znaleźć się na liście PSL, ale zdecydowanie mówimy, że nie będzie koalicji z Sojuszem Lewicy Demokratycznej. Nie znaczy to, że nie nie szanujemy SLD. Każda partia ma prawo funkcjonowania, ma prawo głosić swój program, ale jednak wartości, które reprezentuje Sojusz Lewicy Demokratycznej są trochę inne niż w wartości PSL i dlatego Naczelny Komitet Wykonawczy podjął decyzję o tym, że nie pójdziemy razem w wyborach samorządowych.

45678910
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę