duży kontrast mapa strony
Strona startowa » Rozmowa dnia

Rozmowa dnia

Kosma Złotowski

Kosma Złotowski. Fot. ArchiwumSzczegółowe przepisy dotyczące delegowania pracowników na terenie Unii Europejskiej - tym zajmowała się Komisja Transportu Parlamentu Europejskiego. Czy będą one korzystne np. dla polskich kierowców? Czy dobry jest pomysł umieszczenia w Polsce stałej bazy amerykańskiej armii? Unia Europejska udzieli wsparcia dla naszego regionu, w ramach pomocy po nawałnicy z sierpnia 2017. Rozmowa Dnia z posłem PiS Kosmą Złotowskim.

Maciej Wilkowski: Jest pan członkiem Komisji Transportu Parlamentu Europejskiego. Wczoraj komisja zajmowała się szczegółowymi przepisami dotyczącymi dyrektywy o delegowaniu pracowników i tutaj pan poseł ma dobre informacje.

Kosma Złotowski: Komisja Transportu wczoraj zajmowała się trzema raportami. Wśród nich był jeden raport, który mówił o tym, że dyrektywa o delegowaniu pracowników nie będzie stosowana wobec pracowników transportu, czyli wobec kierowców i to jest oczywiście dobra wiadomość dla naszego sektora transportu. Nasz sektor transportu to 30 proc. rynku europejskiego, więc rzeczywiście jest o co się bić. Teraz w Europie panuje moda na dzielenie Europy na wschód i zachód, na protekcjonistyczną politykę i temu daliśmy wczoraj odpór. Daliśmy, to znaczy my - posłowie głównie z Europy Wschodniej niezależnie od frakcji, w której jesteśmy (...) Musimy jednak pamiętać o tym, że to była dopiero pierwsza bitwa. Jeszcze takich bitew przed nami kilka, ale to jest bardzo przyjemnie wygrać tę pierwszą.

- Wiemy, że ostateczny kształt dyrektywy został wynegocjowany między Parlamentem Europejskim a bułgarską prezydencją. Zakłada on ograniczenie możliwości delegowania pracowników do 12 miesięcy, z możliwością przedłużenia tego okresu o 6 miesięcy, o ile przedsiębiorca złoży władzom państwa przyjmującego uzasadnioną notyfikację, dotyczącą delegowania pracownika itd. To był bardzo duży cios dla naszej branży transportowej, pan mówi o pierwszym kroku, jakie będą kolejne?

- To dotyczy pracowników delegowanych, czyli tych, którzy pracują gdzieś w jakimś miejscu na stałe. To, o czym pan teraz mówił. Natomiast spod tej dyrektywy będą wyłączeni kierowcy, co oznacza, że będą mogli poruszać się swobodnie po Europie wtedy, kiedy będą po prostu pracować, a do nich miała się tyczyć również ta dyrektywa o delegowaniu, teraz nie będzie i to jest oczywiście bardzo dobry krok. Co dalej? Wiele zależy od austriackiej prezydencji, która pewnie jest niechętna temu rozwiązaniu, w związku z tym ja się nie spodziewam, że do końca kadencji ta sprawa związana z transportem zostanie załatwiona. Jeśli nie, to w początku przyszłej kadencji, ale być może uda się to jeszcze załatwić do maja przyszłego roku.

- To jest dobra informacja jak pan powiedział dla polskiej branży transportowej, natomiast czy jest to dobra informacja dla polskich kierowców?

- Tak. Dlatego że lepiej jeździć niż nie jeździć. Jeżeli te nowe uregulowania europejskie stwarzają perspektywę dla polskich przedsiębiorstw, że będą musiały zniknęły z rynku, to oznaczałoby dla naszych kierowców również zniknięcie z rynku. Dlatego to jest dobra informacja dla polskich kierowców. Ponadto wczoraj też w tym pakiecie mówiliśmy o raporcie, i przegłosowaliśmy i przyjęliśmy ten raport, który mówi o warunkach pracy kierowców. Te warunki z całą pewnością będą lepsze.

- Zmieńmy temat. Porozmawiajmy o pomyśle ulokowania w Polsce stałej bazy amerykańskiej armii. Taka informacja pojawiła się tuż przed niedawnym posiedzeniem Zgromadzenia Parlamentarnego NATO w Warszawie. Była zaskoczeniem dla sporej części sojuszników. Polska chciałaby sfinansować stały pobyt amerykańskich wojsk na sowim terytorium oferując rządowi Stanów Zjednoczonych 2 mld dolarów. Pozytywnie o tym pomyśle wypowiedzieli się wczoraj na przykład szefowie rządów państw bałtyckich. Co pan o tym sądzi?

- Myślę, że wszyscy którzy troszczą się o bezpieczeństwo wschodniej Europy wypowiedzą się dobrze o takim pomyśle, bo jeżeli Amerykanie tutaj są, to są i jeżeli ktoś miałby nas zaatakować, to musiałby również zaatakować Amerykanów. No i to jest ten tok myślenia, który stoi za tym pomysłem. Miejmy nadzieję, że sprawy uda się sfinalizować.

- Były amerykański Dowódca Wojsk Lądowych w Europie gen. Ben Hodges uważa ten pomysł za godny rozważenia - to z jednej strony, ale z drugiej w swoim artykule w "Politico" pisze, że naruszyłoby to jedność w NATO i spowodowało niepotrzebny wzrost napięcia z Rosją.

- Jedność NATO na pewno nie zostałaby naruszona, bo niby czym? Natomiast napięcie z Rosją? To oczywiste, że obecność Amerykanów w Polsce będzie je wywoływać, dlatego że jakikolwiek wzrost polskiego bezpieczeństwa będzie denerwował Rosję. Jest to jedyne Państwo, którego my się obawiamy i jest to jedyne państwo, które miałoby powód, żeby wkroczyć właśnie do nas. Do nas, ale też na Litwę, Łotwę czy Estonię.

- 2 mld dolarów, tyle powinniśmy zapłacić Amerykanom, żeby oni tutaj u nas stacjonowali. Gdy słyszymy 2 mld dolarów w konfrontacji na przykład z ostatnim protestem osób niepełnosprawnych, to dlaczego te pieniądze mają iść na wojsko, a nie na niepełnosprawnych?

- Dlatego że jeżeli Rosjanie by tutaj wkroczyli, to wtedy nie mówilibyśmy o żadnych miliardach ani o osobach niepełnosprawnych. Musimy przede wszystkim zadbać o swoje bezpieczeństwo, a potem dbać o wszystko inne, ale to nie jest tak, że mamy wybór: albo niepełnosprawni albo własne bezpieczeństwo.

- 12,2 mln euro - takie pieniądze Komisja Europejska przekazała dla poszkodowanych przez ubiegłoroczną sierpniową nawałnice województw w Polsce. Nie wiemy ile trafi do naszego regionu, ale nie są duże pieniądze...

- To nie są duże pieniądze, ale to są spore pieniądze. Jeżeli ktoś dba o swoje bezpieczeństwo, przede wszystkim musi liczyć na siebie. Myśmy liczyli na siebie, z polskiego budżetu zostały wydane pieniądze na likwidacji skutków nawałnic, a jeżeli możemy liczyć jeszcze na jakąś pomoc z Unii Europejskiej to bardzo dobrze. Te 12 mln euro zostało przyznane i oczywiście Parlament Europejski to z całą pewnością zatwierdzi, bo zwykle zatwierdza tego rodzaju wydatki.

Tomasz Kośmider

Tomasz Kośmider. Fot. Tomasz KaźmierskiPo co powstała i jakie ma cele "J Academy Business Club"? Jaka jest kondycja biznesu w naszym regionie? Czy biznesmeni odczuwają efekty obowiązującej od ponad miesiąca "Konstytucji Dla Biznesu"? O tym w "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK. Gościem Macieja Wilkowskiego był Tomasz Kośmider z "J Academy Business Club".

Maciej Wilkowski: Co to jest J Academy Business Club?

Tomasz Kośmider: to jest grupa pasjonatów, przedsiębiorców, których łączy wspólny cel jakim jest wspieranie dzieciaków w rozwijaniu ich umiejętności grania w piłkę, ale też taki cel związany z wychowaniem, bo jak piłka to i wychowanie.

J to skrót od Juventus?

Tak.

Natomiast jeśli się spotykają w jednym miejscu biznesmeni i przedsiębiorcy no to nie tylko o sporcie rozmawiają.

Tak jest, również o pieniądzach i o biznesie, o tym jak możemy dać sobie nawzajem wsparcie. Dzisiejsze czasy, internet, zmienił w ogóle podejście do biznesu. Dzisiaj zamykanie się tylko w swojej dyscyplinie biznesowej często ogranicza nas w tym, aby skutecznie rozwijać biznes, stąd pomysł na to, żeby taki klub biznesu otworzyć, ponieważ to interdyscyplinarne podejście do do swojego przedsięwzięcia powoduje, że możemy podglądać innych, lepszych, popatrzeć na ten swój biznes oczami swoich kolegów - klubowiczów w tym wypadku, jak można ten swój biznes lepiej rozkręcić.

A to jest jakiś zamknięty światek?

Otwarty jak najbardziej. Dla mnie najważniejsze są dwa kryteria: otwartość na dawanie. Jeśli człowiek jest otwarty na dawanie to jest w stanie podzielić się tym co wypracuje. Jeśli jest otwarty na dawanie to to wróci do niego w postaci nowych biznesów. Druga rzecz to gotowość na to, żeby być otwartym na zmianę w sposobie działania, na przykład w łańcuchu dostaw, żeby poszukać, na przykład, oszczędności u siebie w firmie. Żadnych limitów nie ustanawiamy. Mamy firmy jednoosobowe, ale mamy też bardzo duże, które zatrudniają 800 czy 9000 osób!

Czego taki człowiek, który prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą, może nauczyć się od przedsiębiorcy zatrudniającego pół tysiąca ludzi, prowadzącego wielką firmę?

Jak sobie radzić z rekrutacją, jak rekrutować ludzi, jak radzić sobie, na przykład, w kontakcie z podmiotami, z urzędami skarbowymi, z ZUS, jak zarządzać ludźmi, to jest taka wiedza mocno unikalna i moi klubowicze też mi sygnalizują, że kiedy spotykamy się w naszym gronie to oni się też uczą, edukują się nawzajem, podpatrując, rozmawiając, dochodzą do wniosku, że można coś lepiej zrobić.

30 kwietnia weszła w życie Konstytucja dla Biznesu. Czy przedsiębiorcy odczuwają już efekty tej Konstytucji?

Z mojej perspektywy trudno powiedzieć w tej chwili o jakiejś radykalnej zmianie. Śmiem twierdzić, że spora część przedsiębiorców nie jest w ogóle świadoma, że ten pakiet 5 ustaw wszedł w życie. Bardzo fajne idee, bardzo fajne rzeczy zostały tam wprowadzone, natomiast, myślę, że potrzeba jeszcze trochę czasu, aby ta wiedza, o tym że coś takiego weszło dotarła do takiego zwykłego przedsiębiorcy. (...).

Piotr Całbecki

Piotr Całbecki. Fot. Michał ZarębaDziś rozpoczyna się Święto Województwa Kujawsko-Pomorskiego. Czy jest co świetować? Jakie atrakcje czekają na mieszkańców regionu? Czy mniejsze pieniądze jakie Polska ma otrzymać w ramach polityki spójności odbiją się na rozwoju Kujaw i Pomorza? O tym w dzisiejszej "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK. Gościem Macieja Wilkowskiego był marszałek województwa, Piotr Całbecki.

Piotr Całbecki - Witam serdecznie, pozdrawiam wszystkie dzieci :)

Maciej Wilkowski: Właśnie, dzisiaj mamy dwa powody do świętowania - Dzień Dziecka, a wszyscy jesteśmy podobno dziećmi, ale pretekstem naszej dzisiejszej rozmowy jest rozpoczynające się właśnie dzisiaj Święto Województwa Kujawsko-Pomorskiego. Panie marszałku poleci pan dzisiaj wieczorem balonem?

- Nie wiem, raz leciałem ale w ciągu dnia. Nocny lot byłby jeszcze bardziej emocjonujący...

Nocny lot balonem przy akompaniamencie muzyki rozpoczyna święto naszego województwa. Panie marszałku, jest co świętować?

- Myślę że tak. Nasze województwo pomału krzepnie i liczy już sobie przeszło 18 lat. Osiągnęliśmy dojrzałość i sądzę, że coraz bardziej je po prostu lubimy i szanujemy w całym regionie.

Przypomnę, nasze województwo zostało utworzone na mocy ustawy z 24 lipca 1998 r. Ostatecznie województwo kujawsko-pomorskie zostało utworzone w 1999 roku, czyli możemy mówić o dorosłości. A co ta dorosłość przypadku województwa w Pana opinii oznacza?

- Myślę, że większą solidarność i odpowiedzialność wzajemną. Przecież realizujemy wspólnie wielkie projekty chociażby służące bezpośrednio mieszkańcom, bez względu na to gdzie mieszkają. Mam na myśli np. szpitale. Akurat tak się składa, że w tym roku właśnie na początku czerwca będziemy oddawać ostatecznie już do użytku właściwie nowy szpital dziecięcy w Bydgoszczy. Trwają budowy we Włocławku, w Toruniu... ale wspólne województwo oznacza również wspieranie tych regionów, które posiadają deficyty rozwojowe, a mamy wciąż takowe i solidarnie wspieramy rozwój tych obszarów. Mam na myśli chociażby te powiaty, które mają wciąż wysokie bezrobocie, niski poziom industrializacji - tam konieczne są nowe inwestycje, pieniądze i to właśnie czyni Samorząd Województwa.

Skupmy się na atrakcjach może przygotowane z okazji święta województwa - co Pan by polecił?

- Jest ich moc, naprawdę! 1 czerwca zaczynamy w Toruniu pokazem balonów - to będzie naprawdę bardzo atrakcyjna rzecz, którą cyklicznie już organizujemy. Z okazji święta zjeżdżają do naszego regionu najlepsze zespoły balonowe z całej Polski i jeszcze z Europy, więc jest oglądać

Zaczynamy od balonów natomiast 2 czerwca - w sobotę koncert...

- Mamy nadzieję na piękną pogodę i wieczór pięknie spędzony na zapleczu naszego Urzędu Marszałkowskiego, na toruńskich Jordankach. Jak co roku organizujemy tam koncert "Pod wspólnym niebem" - moc atrakcji i wspaniałych wykonawców, m.in. Stanisława Sojkę, Sławka Uniatowskiego, Justyny Steczkowskiej i wielu jeszcze innych gwiazd. To jest naprawdę bardzo dobre wydarzenie artystyczne. Kolejne nas czekają, chyba jeszcze większe - w Bydgoszczy - 3 czerwca przenosimy się na Wyspę Młyńską i tutaj mamy ciekawy projekt, który zatytułowany jest "Wyspą Kina" i tutaj również sławy polskiej estrady i sceny filmowej przyjadą z muzyką, piosenkami najprzeróżniejszymi z filmów tworzonych w naszym regionie. Sądzę, że to będzie bardzo fajne, na bardzo wysokim poziomie wydarzenia artystyczne. Warto też przy tej okazji wspomnieć o tym, że na Wyspie Młyńskiej a właściwie w amfiteatrze przy Operze Nova zabrzmi 6 czerwca piękny koncert, który zatytułowaliliśmy "Operowym Rendez-vous" i nie trzeba zachęcać szczególnie Bydgoszczu i mieszkańców naszego województwa, żeby raz jeszcze przypomnieć sobie największe szlagiery, które słyszeliśmy w przeszłości na scenie operowej, największej scenie w regionie.

Te wszystkie atrakcje przygotowane z okazji Święta Województwa można znaleźć wchodząc na stronę kujawsko-pomorskie.pl Na pewno nie postawiliście w tym roku na uroczystości oficjalne, bo tych jak na lekarstwo.

- Tradycyjnie jest to spotkanie sejmiku - tym razem przypada w Bydgoszczy. Przypomnę że nasze święto organizujemy z okazji kolejnych rocznic - akurat przypadających 7 czerwca - wizyty Jana Pawła II w naszym regionie, kiedyś we Włocławku, w Bydgoszczy i w Toruniu... Tak się złożyło, że właśnie 7 czerwiec, to wspólna data dla tych wydarzeń i właśnie 7 czerwca mamy obowiązek statutowy organizować uroczystą sesję, na przemian: Bydgoszcz, Toruń, Włocławek... i tym roku przypada w Bydgoszczy, w auli Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Później przeniesiemy się do bazyliki pw. św. Wincentego à Paulo gdzie ksiądz biskup Jan Tyrawa odprawi mszę świętą, a po niej duże wydarzenie, bo właśnie w tym kościele o godz. 18:00 rozpoczynamy koncert pt. "Quo vadis Domine" pod batutą Piotra Rubika. Znany to już jest utwór, ale warty przypomnienia. W wielu miastach - takich jak Chełmno, Inowrocław, Włocławek - organizujemy również masowe imprezy przeplatane potańcówkami, z koncertami znanych gwiazd takich jak Krystyna Prońko Majka Jeżowska... Będzie się działo.

Na koniec chciałbym zapytać o przyszłość. Pewnie zgodzimy się że taką "maszyną napędową" tego co się dzieje w naszym województwie - za co odpowiada Urząd Marszałkowski - są środki unijne. W projekcie unijnego budżetu na politykę spójności w latach 2021-2027 jest to ponad jedną piątą mniej pieniędzy, niż w aktualnym budżecie. Jak to się może odbić w naszym regionie, jeśli rzeczywiście taki projekt zostałby przyjęty?

- Dla mnie jest to bardzo trudna wiadomość. Budżet unijny pomimo Brexitu nie jest planowany na niższym poziomie jak obecnie go realizujemy w perspektywie 2013-20, tzn. że teoretycznie powinniśmy przynajmniej uzyskać to samo, co w poprzedniej perspektywie. Tym bardziej , że nowych państw członkowskich wcale nie przybyło w międzyczasie więcej, które mają duże zaległości. No ale polityka, przynajmniej na etapie Komisji Europejskiej, jest taką jaką jest. Możemy odczuć to bezpośrednio na zmniejszonych inwestycjach, które realizujemy właśnie z tych środków w projektach społecznych. Jest jeszcze dużo do zrobienia w naszym regionie i mam nadzieję, że nasz rząd będzie negocjował twarde warunki nowego budżetu europejskiego i przynajmniej w obszarze tych bardzo ważnych działań, które przecież realizujemy jako regiony, tych środków nam nie ubędzie.

Jeszcze raz zapraszamy Panie Marszałku wszystkich mieszkańców naszego województwa do świętowania, które rozpoczyna się dziś, a potrwa do...

- 10 czerwca w Inowrocławiu zakończymy wspólną potańcówką mieszkańców, ale również koncertem Krystyny Prońko. Bardzo dziękuję.

Paweł Frątczak

Paweł Fratczak/fot. newsrm.tv, Wikimedia CommonsWszedzień, Łabiszyn, Giebnia - w tych miejscowościach naszego regionu w ostatnim czasie płonęły składowiska odpadów. W skali kraju można mówić o całej serii takich pożarów. Czy są niebezpieczne? Na czym polega ich gaszenie? Czy będą strażackie kontrole miejsc, w których składowane są (często niebezpieczne) odpady. O tym w dzisiejszej Rozmowie Dnia Polskiego Radia PiK. Jej gościem był rzecznik prasowy Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej, starszy brygadier Paweł Frątczak.

Maciej Wilkowski: W ostatnich dniach jednym z częściej słyszanych słów jest słowo plaga, rzeczywiście tak można określić płonące składowiska odpadów?

Paweł Frątczak: Sądzę, że tak. Dziś mija dokładnie tydzień, a na przestrzeni tego tygodnia w Polsce doszło do pięciu bardzo dużych pożarów wysypisk śmieci, a także sortowni. Dokładnie tydzień temu pierwszy z tych pożarów miał miejsce w Warszawie, pożar ten objął prawie 1000 m kwadratowych, gaszony był przez 42 jednostki straży pożarnej, prawie 130 strażaków. Następnego dnia czyli 24 maja, również na składowisku i wysypisku śmieci gdzie utylizowane były meble tapicerowane powstaje pożar, tym razem obejmuje 3500 m kwadratowych, 65 jednostek gasi przez ponad jeden dzień, a prawie to jest 200 strażaków. Wręcz nie do wiary 25.05 czyli to jest dzień po dniu, trzeci dzień z rzędu dochodzi do największego w ostatnich latach i nie tylko w ostatnich dniach pożaru w Zgierzu. To ogromne składowisko odpadów, na których między nimi przechowywane i przerabiane miały być tworzywa sztuczne, pożar objął 12000 m kwadratowych, jest dogaszany do dzisiaj i trudno powiedzieć kiedy zostanie akcja zakończona, a niedzielny poranek czyli 27 maja to z kolei bardzo duży pożar w Trzebini w województwie małopolskim, 10 000 metrów kwadratowych, skład opon i tutaj aż 112 jednostek było zaangażowanych. No i ostatni pożar w naszym województwie, w miejscowości Wszedzień, w powiecie mogileńskim, bardzo niebezpieczny pożar, na wysypisku śmieci na którym składowane są odpady chemiczne w beczkach 200 litrowych i w takich pojemnikach 1000 litrowych. Najgorszą rzeczą jest to, że to jest bardzo duże wysypisko, około 10000 m kwadratowych, tam jest też budynek w którym przechowywane są tego typu odpady, ten budynek został obroniony, pożar de facto objął około 600 m kwadratowych, ale 3000 m sześciennych. Zawsze zasada działań ratowniczych z uwagi na stwierdzenie w jaki sposób należy działać, żeby było bezpiecznie nie tylko dla strażaków, ale i przede wszystkim okolicznych mieszkańców, jest dokonanie tak zwanego rozpoznania i proszę sobie wyobrazić, że nikt nie potrafi do dzisiaj odpowiedzieć łącznie z byłym właścicielem tego wysypiska, podobnie jest z przedstawicielami Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, co w tych beczkach jest, więc proszę sobie wyobrazić jak ogromnym niebezpieczeństwem jak ogromną bombą ekologiczną mamy do czynienia. A skoro pan zadał mi pytanie o tej pladze, to sądzę że te 5 mega dużych pożarów, które angażują ogromne zasoby ratownicze, koszty tych akcji to idą w miliony złotych, nie mówiąc już o kosztach społecznych, to również i pana i mnie kosztuje jako podatnika, to jest to również fakt, że w tym roku, od początku roku, a jeszcze przed nami dwa dni maja, takich i podobnych pożarów bardzo dużych powstało 31, dla porównania w całym ubiegłym roku tego typu pożarów było 37, czyli jest to duża tendencja wzrostowa, a gdybyśmy liczyli od najmniejszego do największego pożaru, to w tym roku jest to już 67 pożarów.

Pański szef, komendant główny Państwowej Straży Pożarnej Leszek Suski, poinformował, że strażacy nie mogą zlokalizować właścicieli składowisk na terenie których w ostatnich dniach wybuchło duże pożary, między innymi w naszym regionie, to już o czym świadczy - powiedział że Leszek Suski. O czym?

Przede wszystkim o tym, że są wydawane zgody na tworzenie wysypisk, składowisk i zakładów, w których utylizowane są odpady komunalne, a także sortowane. Natomiast są nieraz sytuacje takie, że jest wydawana taka zgoda, ktoś podejmuje się określonej działalności gospodarczej według określonych przepisów, między innymi nie tylko związanych z ochroną przeciwpożarową, ale również ustawą o gospodarce odpadami, kiedy taka zgoda wygasa, firma przestaje funkcjonować i pozostaje tak zwany śmierdzący problem czyli ogromny skład śmieci, z którym niestety problem ma samorząd.

Najgorsze jest to, że strażacy nie wiedzą co gaszą?

Tak to było w przypadku pożaru w województwie kujawsko-pomorskim, gdzie były składowane chemikalia. Jest to o tyle dziwne, że ci którzy wydaja zgodę, powinni egzekwować prawo, które jest po ich stronie, ponieważ na każdym zarządcy, właścicielu, wysypiska, składowiska czy tez sortowni, spoczywają określone obowiązki. Niestety to nie jest respektowane. (...) Przypomnijmy, pod Mogilnem, trzeba było prewencyjnie ewakuować ludzi!

Mają się zmienić przepisy dot. składowania odpadów. Co powinno się zmienić w tych przepisach?

Przede wszystkim, zanim zostanie wydana zgoda na składowanie, powinny być zebrane, podobnie jak w przypadku prawa budowlanego, określone opinie, tych instytucji, tych służb, które odpowiedzialne są za bezpieczeństwo. W przypadku oddawania budynku, niezależnie od określonego projektu, odbioru, który następuje, my jako straż wydajemy opinię, jeśli opinia jest negatywna, nadzór budowlany nie wydaje zgody na użytkowanie. Sadzę, że tego typu składowiska muszą być pod stałą kontrolą, a właściciele muszą pamiętać, że nie tylko im grożą kary, ale jest to ogromna odpowiedzialność za zdrowie, życie i środowisko innych - czyli nas jako obywateli tego kraju.

Aleksandra Poeplau

Aleksandra Poeplau. Fot. Ireneusz SangerPo 40 dniach zakończył się w Sejmie protest osób niepełnosprawnych i ich opiekunów. Jakie działania powinny być teraz podjęte, by poprawić jakość życia osób z niepełnosprawnościami? Czy podniesienie renty socjalnej oraz ustawa wprowadzająca szczególne uprawnienia w dostępie do świadczeń opieki zdrowotnej, usług farmaceutycznych i wyrobów medycznych dla osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności realnie pomogą niepełnosprawnym? Rozmowa Dnia z Aleksandrą Poeplau - pełnomocnikiem wojewody kujawsko-pomorskiego ds. osób niepełnosprawnych i rodziny.

Maciej Wilkowski: W niedzielę po 40 dniach zakończył się protest niepełnosprawnych i ich opiekunów. Iwona Hartwich z komitetu protestacyjnego rodziców osób niepełnosprawnych powiedziała na konferencji prasowej przed Sejmem, że protest został zawieszony między innymi ze względu na decyzje marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego i Straży Marszałkowskiej. Protestujący obawiali się o swoje życie i zdrowie, a przede wszystkim o zdrowie i życie swoich dzieci. Czy ten protest zakończył się sukcesem czy porażką protestujących?

Aleksandra Poeplau: Z punktu widzenia protestujących on nie zakończył sukcesem, ponieważ żądania były ściśle określone. Zawsze strona przystępująca do takich twardych negocjacji będzie oczekiwała spełnienia w 100 procentach swoich postulatów (...) Jeden z nich został spełniony, ale z punktu widzenia osób protestujących nie jest to satysfakcjonujące. Trzeba się odnieść do całego systemu wspierania ludzi z niepełnosprawnością. Rząd ma tutaj absolutną rację, że dofinansowanie rzeczowe ma ogromne znaczenie. Przecież wiadomo, że rehabilitacja nie może przebiegać tylko w domu, aktywizacja zawodowa - to są przecież miejsca pracy, wszystkie działania zmierzające do zintegrowania osób z dużymi niepełnosprawnościami to znaczy osób, które są zależne od opieki i pomocy innych ludzi - one też wymagają pewnej formuły organizacyjnej. Na to są potrzebne pieniądze...

- I protestujący mówili, że rząd te pieniądze ma i dlaczego nie chce ich dać.

- Sądzę, że jest w tym dużo racji, dlatego że rozwiązanie problemu osób niepełnosprawnych moim zdaniem powinno zacząć się od bilansu finansowego. Potem należy przyjrzeć się jak te pieniądze są dzielone - na jakie zadania i na jakie cele. Ostatecznie zawsze ważny jest człowiek i to, co trafia do osoby bezpośrednio - indywidualnie i do jej rodziny, to jest bardzo sensowne i potrzebne. I tutaj jeżeli mówimy o reformie i mówi o tym rząd, mówi pani minister Rafalska - istotne jest, aby zacząć z drugiej strony - ile mamy pieniędzy, jaki jest ranking potrzeb i jaka jest ekonomia zrealizowania tych potrzeb w oparciu o pewne czy to procedury prawne czy też zwyczajne formuły organizacyjne.

- Protestujący mówią jasno: Nasza największa potrzeba to 500 zł na rękę.

- Trudno się dziwić. Utrzymanie osoby bardzo zależnej przez rodzinę pociąga za sobą określone koszty. A poza tym mówimy jednak o jakości życia, która w dużym stopniu jest uzależniona od środków finansowych. Dyskusja czy te środki mają być przeznaczone na rehabilitację medyczną czy rehabilitację społeczną, o której czasami politycy zapominają... Wyjście do kina czy do teatru, czy udział w imprezie sportowej jest absolutnie formą rehabilitacji społecznej, którą przewiduje także nasze ustawodawstwo. Wydaje się, że mówienie o tym, że musimy najpierw zreformować orzecznictwo, aby określić beneficjenta... Ludzie, którzy mają status osoby niepełnosprawnej ze stopniem znacznym to z definicji prawnej to są osoby, które są niezdolne do samodzielnego zaspakajania podstawowych potrzeb życiowych...

- Od lat jest pani bardzo blisko związana z osobami niepełnosprawnymi, a z drugiej strony reprezentuje pani stronę rządową - jest pani pełnomocnikiem wojewody do spraw osób niepełnosprawnych i rodziny. Nie znalazła się pani w sytuacji między młotem a kowadłem?

- Nie. Ja doskonale rozumiem wszystkie formy wywierania nacisku na ludzi władzy, bo taka jest logika działania, nie tylko w Polsce (...) Oczywiście można by się zastanawiać czy wejście w formułę tak agresywną i tak radykalną - czy to jest fortunne? Jak by zapytać zawodowych negocjatorów, to oni by powiedzieli czego nie należy robić albo co należy zrobić i na jakim etapie. I tutaj jest niewątpliwie potrzebna także i fachowa wiedza. Zarządzanie problemami społecznymi naprawdę wiedzy. Nie wystarczy mieć poparcie w demokratycznych wyborach, żeby rozwiązywać ludzkie problemy. Trzeba jeszcze na paru rzeczach się znać i oczywiście decydent polityczny jest od tego, żeby podjąć słuszną decyzję, ale doradcy - fachowcy są od tego, żeby wskazać w jaki sposób zrealizować taką czy inną decyzję i tutaj chyba tego zabrakło.

- Rząd zaprosił protestujących, którzy po 40 dniach opuścili Sejm do rozmów. Oni wcześniej mówili, że oni uczestniczyli w takich rozmowach. Przez wiele lat te rozmowy nic nie dały. Czy może należałoby najpierw ustalić jakąś mapę drogową i sprawić, aby te rozmowy były konstruktywne?

- To są takie bardzo modne teraz określenia - system, mapa drogowa, filary. Ale co to znaczy? (...) Dla odbiorcy czasami jest to nieczytelne, bo w dobrych negocjacjach trzeba najpierw przygotować pakiet propozycji, ale również formułę realizacji tych propozycji i tutaj niewątpliwie jest się nad czym zastanowić. Z drugiej strony mówimy dzisiaj, że tych ludzi uprawnionych do szczególnego wsparcia finansowego jest za dużo. To chciałabym zapytać: ile wynosi prawidłowy poziom, ile ich powinno być? No przecież tak nie można mówić. Jest tyle osób, ile jest potrzebujących. Oczywiście kwalifikacja tych potrzebujących wymaga wiedzy i fachowych procedur, tak jak jest to w orzecznictwie i w ustawie, którą realizujemy do tej pory. I teraz proszę popatrzeć jaka jest ta racja społeczna. Mówią sami niepełnosprawni: Orzecznictwo jest złe i poprzez to orzecznictwo niektórzy ludzie nie otrzymują należnych uprawnień. A ja chcę zapytać: A może właśnie to są osoby, które w świetle tych kryteriów, czyli niezdolności do zaspakajania samodzielnie podstawowych potrzeb życiowych może oni nie są tak niepełnosprawni?

Kosma Złotowski

Kosma Złotowski. Fot. ArchiwumJak może wyglądać przyszły unijny budżet i czy Polsce przypadnie mniej pieniędzy? Czy grozi nam powiązanie wypłat z oceną przestrzegania praworządności? Poza tym o braku unijnych kar dla rosyjskiego monopolisty - Gazpromu. Rozmowa Dnia z europosłem PiS - Kosmą Złotowskim.

Marcin Kupczyk: Panie pośle, zacznijmy od unijnych funduszy - na politykę spójności może być nawet o 10 proc. mniej, a na wspólną politykę rolną o 15 proc. Biedniejsze kraje mówią, że budżet jest zbyt skąpy, a bogate, że zbyt szczodry. Już pojawiły się pierwsze głosy polskich polityków mówiących, że taki kształt jaki miałby się pojawić, będzie niedopuszczalny dla naszego kraju.

Kosma Złotowski: Z tej propozycji oczywiście nie jesteśmy zadowoleni, ale to też jest pierwsza propozycja. To właściwie jest rozpoczęcie rozmów budżetowych. One się będą ciągnęły co najmniej do końca tej kadencji, a możliwe, że zostaną sfinalizowane za ponad rok, czyli po następnych wyborach do Parlamentu Europejskiego - z nową Komisją Europejską, z nowymi pomysłami. Fundusze na spójności to są te funduszy, z których my budujemy nasze autostrady, modernizujemy linie kolejowe. Z całą pewnością wolelibyśmy, aby tutaj cięć nie było, ale główną przyczyną cięcia jest wyjście Wielkiej Brytanii z UE, która była drugą gospodarką unijną. To był kraj, który bardzo dużo do tego budżetu się dokładał.

- Cześć funduszy spójnościowych miałaby zostać uzależniona nie tylko od relacji naszego PKB do unijnej średniej, między nimi na przykład od poziomu bezrobocia, jakości życia czy innych wskaźników socjalnych.. A tu jak wiemy sporo się w naszym kraju poprawiło. Jedni mówią, że dostaniemy mniej, bo się bogacimy - jesteśmy bogatsi. W takim przypadku mocno traciłaby Polska, a zyskiwała na przykład Grecja. Niektórzy mówią, że pewien nacisk czy wysiłek w funduszach poszedłby na korzyść państw południowej Europy.

- To bardzo dobrze, że się bogacimy, ale jeszcze nie jesteśmy tak bogaci, żeby dorównać unijnej średniej, więc z tej przyczyny zależy nam na tych funduszach. Nie tylko nam, całej Grupie Wyszehradzkiej, no ale oczywiście są też inni, którzy potrzebują w Unii Europejskiej, między innymi Grecy, ale ale nie tylko.

- Unijna komisarz do spraw sprawiedliwości Vera Jourová popiera powiązanie budżetu Unii Europejskiej - i to kolejny problem - z poszanowaniem zasad państwa prawa. "To minimum, którego podatnicy dokładający się do budżetu będą domagać się od tych, którzy pieniądze przyjmują" - powiedziała. Pani komisarz bezpośrednio krytykowała reformy sądownictwa w Polsce - to, w jaki sposób polski rząd ją rozpoczął. Powiedziała tak: " Nie chcemy, żeby w Europie obowiązywało, że zwycięzca bierze wszystko, że jeżeli jakaś partia polityczna wygra wybory to oznacza, że rząd musi rządzić wymiarem sprawiedliwości. Wymiar sprawiedliwości musi być niezależny, bez związku ze zmianami politycznymi" - mówiła pani komisarz, a połączenie finansów Unii z respektowaniem zasad państwa prawa zawiera propozycja ramowego budżetu Unii na lata 2021 - 2027. Polski rząd mówi, że to niebezpieczne i niesprawiedliwe.

- To jest niebezpieczne. Jak zdefiniować taką praworządność? A niby dlaczego sejm wybrany w wolnych demokratycznych wyborach nie ma prawa zmieniać ustroju wymiaru sprawiedliwości? Europejskie biuro statystyczne EUROSTAT przeprowadziła ankietę wśród ludności Europy z pytaniem o zaufanie do wymiaru sprawiedliwości. W Niemczech to było w około 70 proc., podobnie we Francji czy w Holandii, a w Polsce zaufanie do swojego wymiaru sprawiedliwości wyraziło jedynie 30 proc. To znaczy, że nasz wymiar sprawiedliwości jest w stanie fatalnym i dlatego należy przedsięwziąć reformy, które my proponujemy, wprowadzamy, uchwalamy większością w sejmie, który pochodzi z wolnych demokratycznych wyborów. Oczywiście o praworządności - o tym, czym ona jest - zawsze można powiedzieć wszystko. Jeżeli jest napisane "Rzeczpospolita jest państwem prawa", no to do tego właśnie jednego zdania w Konstytucji RP odwołują się uzasadnienia prawie wszystkich wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Naprawdę można tutaj wszystko o wszystkim powiedzieć. Kwestia jest tylko taka, jakie się osobiście ma poglądy, więc nie mam żadnych wątpliwości, że jeśli chodzi o naszą pozycję w Unii Europejskiej fakt, że polski rząd czy szerzej rządy krajów Grupy Wyszehradzkiej mają swoje zdanie i je wyrażają i chcą, żeby ono było dyskutowane, a nie chcą, żeby nam mówiono, że straciliśmy właśnie okazję do tego, żeby milczeć, że to ma wpływ także na te reakcje kogoś takiego jak pani komisarz Jourová - no, ale tak jak powiedziałem - te negocjacje budżetowe zakończą się prawdopodobnie wtedy, kiedy będzie już nowy Parlament Europejski, nowa Komisja Europejska..

- Nowa Komisja Europejska wcale nie musi oznaczać zmiany nastawienia do Polski.

- Być może w pewnym sensie nie, ale w sensie w ogóle wielkości budżetu - w sensie oszczędności - być może będzie inaczej, ale nie będzie tak skandalicznych uzasadnień jak to.

- Komisja Europejska ostatnio trochę nas też pochwaliła. "Sytuacja na rynku pracy w Polsce jest najlepsza w najnowszej historii tego kraju, zadłużenie instytucji rządowych i samorządowych będzie spadać, a deficyt sektora finansów publicznych ustabilizuje się" - tak niedawno mówiła Komisja Europejska. Tylko, że jeszcze jeden problem może być - że nasz dług denominowany w walutach może okazać się nieco wyższy. Ale i tak to dosyć dobre słowa o nas.

- Dobre słowa, bo faktom nie da się zaprzeczyć. To są twarde fakty, które pokazywane są w liczbach, więc temu nie da zaprzeczyć...

Bartosz Bazela

Bartosz Bazela/fot. Michał ZarębaPonad miliard złotych - to straty po ubiegłorocznej, sierpniowej nawałnicy oszacowane przez Lasy Państwowe. Po dziewięciu miesiącach od kataklizmu nie wszystko zostało jeszcze w naszym regionie uprzątnięte, na odtworzenie lasów trzeba będzie czekać wiele lat. Leśnicy mają jeszcze sporo do zrobienia. Jakie mają problemy i kiedy zakończą ponawałnicowe sprzątanie? O tym w Rozmowie Dnia Polskiego Radia PiK mówi dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu, Bartosz Bazela.

Maciej Wilkowski: Czy są już ostateczne a nie szacunkowe dane dotyczące strat w lasach?

Bartosz Bazela: - Nadal dysponujemy szacunkowymi danymi. Na terenie Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu straty szacujemy na około miliarda 50 tys. zł. To przede wszystkim koszt uprzątnięcia drzewostanów uszkodzonych przez ten kataklizm. I to jest ponad 5,5 mln metrów sześciennych drewna. Takiej klęski nie było w historii Lasów Państwowych. Ta katastrtofa jest katastrofą stulecia.

- Kolejne straty to straty z tytułu obniżenia wartości surowca drzewnego. Dalej należy wymienić straty z tytułu obniżenia wartości surowca drzewnego. Gdybyśmy planowo przeprowadzali proces odnawiania lasu, to polega on na planowym ścinaniu drzew i pozyskiwaniu drewna. Leśnicy sprzedają drewno póki jeszcze nie skończył się termin ważności jego drewna, nie wejdzie sinizna i produkt jest wysokiej jakości. Ale, przy takiej masie pozyskanego drewna, trzeba sprzedać je taniej i straty z tego tytułu szacujemy na kwotę 320 mln zł.
- Kolejne są straty w infrastrukturze lasów i ta kwota jest najmniejsza, bo to jest około 900 tys. zł. Do strat liczą się też koszty odnowienia uszkodzonych drzewostanów, czyli posadzenia nowego lasu. A to jest 22 tys. hektarów całkowitego uszkodzenia, gdzie trzeba będzie posadzić nowy las. I tutaj obliczamy straty na 200 mln zł. Do tego doliczamy jeszcze koszty remontu i odbudowy dróg, które zostały zniszczone w wyniku tej nawałnicy i uszkodzone w czasie wywozu surowca drzewnego. I to jest następne 200 milionów złotych.

Na jakim etapie jest teraz sprzątanie tych terenów poklęskowych w naszym regionie? Czy są na przykład takie nadleśnictwa, które mogą powiedzieć: tak, mamy posprzątane do końca?

_ Nie. Generalnie planujemy w większości nadleśnictw zakończenie prac w pierwszym półroczu 2018 roku. Ale takie nadleśnictwa jak Szubin, Tuchola, Zamrzenica czy Woziwoda to dopiero grudzień 2018 roku. No i mamy jeszcze takie dwa najbardziej poszkodowane nadleśnictwa: Gołąbki i Runowo, gdzie niestety to będzie pierwsze półrocze 2019 roku.

A co się dzieje z tym drewnem, do czego się jeszcze nadaje, 9 miesięcy po nawałnicy, takie drewno?

Przypominam, że pozyskiwanie drewna trwa. Jeszcze nie usunęliśmy z całej powierzchni tych wiatrołomów. Staramy się tak to robić, żeby wilk był syty i owca cała, czyli żebyśmy posprzątali po tym kataklizmie, ale jednocześnie też staramy się finansowo chronić Skarb Państwa, żeby te straty były jak najmniejsze.

A do czego nadaje się to drewno?

- Około 37% tego drewna udało nam się pozyskać jako drewno wielkowymiarowe, czyli można śmiało budować nowy dom.

Wiem, że byliście zmuszeni zatrudnić dodatkowe osoby. 73 to między innymi podleśniczy czy strażnicy. Dlaczego trzeba było ich zatrudnić?

- Postanowiliśmy jeszcze zwiększyć zatrudnienie, żeby ich wspomóc w tej ciężkiej, trudnej pracy. Niedawno było u nas spotkanie z dyrektorem generalnym Lasów Państwowych. Zaszczyciła nas również pani wiceminister Małgorzata Golińska. Byliśmy na najbardziej uszkodzonych terenach w nadleśnictwie Rytel. Z mojej strony padła jasna deklaracja, że wszystkich pracowników, którzy zatrudniaeni są w tym momencie czasowo, będę chciał w późniejszym czasie zatrudnić normalnie, na etaty w Lasach Państwowych, w dyrekcji toruńskiej.

Czy będziecie zatrudniać nowych ludzi do sadzenia lasu, czy też może są już takie pomysły, aby angażować szkoły, jakieś stowarzyszenia? Wiem, że przez trzy najbliższe lata 2019-21 potrzeba będzie wiosną aż 4000 ludzi.

Zgadza się. W Lasach Państwowych pracują zakłady usług leśnych i wykonują dla nas właśnie takie usługi między innymi jak sadzenie lasu, ale jesteśmy bardzo otwarci na pomoc społeczeństwa - właśnie szkoły, różne stowarzyszenia, harcerze. Myślę, że też uśmiechniemy się do wojska, żeby razem odbudować te lasy dla przyszłych pokoleń. (...)


Dariusz Kurzawa

Dariusz KurzawaGościem Rozmowy Dnia jest wicemarszałek województwa kujawsko-pomorskiego,
Dariusz Kurzawa. Samorządowca pytamy o to, jak region radzi sobie z wydawaniem unijnych funduszy? Zdaniem przedstawicieli rządu, jesteśmy bowiem wśród regionów, które radzą sobie z tym najgorzej. W rozmowie także o tym, jak PSL przygotowuje się do wyborów samorządowych i jaki los czekać będzie powiaty, gdy dojdzie do reformy samorządu.

Marcin Kupczyk - Zacznijmy od cytatów: województwo kujawsko-pomorskie jest w ogonie, jeśli chodzi o wykorzystywanie unijnych funduszy. Tak przed dwoma dniami w tym studiu mówił minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński. Region jest w ostatniej piątce razem z czterema wschodnimi województwami. Mam sporo do zarzucenia w stosunku do naszych poprzedników, bo realizacja tej perspektywy finansowej została źle zaprogramowana, jest po prostu opóźniona. Mieliśmy dołek w inwestycjach w roku 2016 i w pierwszej połowie zeszłego roku, a w tej chwili mamy kumulację różnych inwestycji, także przez samorządy. To właśnie samorządy się bardzo z realizacją tej perspektywy ociągały. Co pan na to panie marszałku?

Dariusz Kurzawa: - Pan minister od wielu miesięcy powtarza te zdania jak mantrę. Nie patrzy na dane, jakie przesyłamy do ministerstwa i powinien tutaj jeszcze teraz sobie zerknąć dokładnie do notatek i do informacji przesłanych przez województwo kujawsko-pomorskie, jak wyglądamy, jeżeli chodzi o realizację środków unijnych na koniec tego roku, ale także w pierwszym kwartale 2018 roku. I też (powinien pan minister) przede wszystkim uderzyć się we własne piersi, bo my czekamy już od ponad miesiąca choćby na opinię od ministra - właśnie Kwiecińskiego - dotyczącą przesunięcia naszych środków w RPO. A to nam blokuje wiele inwestycji, w sytuacji gdy mamy już rozstrzygnięte konkursy i chcielibyśmy też te środki wydatkować. To są przede wszystkim sprawy medyczne, szpitale. Rzeczywiście kumulacja inwestycji mogła nastąpić w tym roku, to jest zrozumiałe, bo wiele konkursów zostało uruchomione w ubiegłym roku i teraz w pierwszym kwartale bieżącego roku. Ale też trzeba uderzyć się w piersi po raz kolejny, bo trzeba pamiętać o tym, że w międzyczasie były zmiany w prawie zamówień publicznych. To też wstrzymywało wiele konkursów, bo nie chcieliśmy być potem posądzeni o jakieś zmiany, czy też chcieliśmy uniknąć tego, żeby nasi ewentualni kontrahenci nie mieli problemów prawnych ze złożeniem wniosków o dofinansowanie. Poza tym rząd powinien pomagać samorządom, skoro widzi taką kumulację. Zerknąć na to, jakie jest wykorzystanie środków po stronie rządowej, bo ono jest o wiele niższe niż w samorządach. I kolejna rzecz, to kamyczek do ogródka ministra rolnictwa i Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, która od pół roku zwleka z przygotowaniem wniosku, abyśmy mogli ruszyć z konkursami na drogi powiatowe i gminne. To jest ponad 35 milionów, które wisi od lutego. Mieliśmy w lutym, nawet już w styczniu, ogłaszać ten konkurs. Natomiast tydzień temu otrzymaliśmy informację, czy nawet jest to informacja sprzed 4 dni mniej więcej, że Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa nie przygotuje nam tego wniosku tak szybko, ponieważ są zmiany związane z RODO i musi tutaj dostosować się do nowego prawa, związanego z ochroną danych i innymi kwestiami. I znowu stoimy następne - podejrzewam - długie tygodnie. Jakby panowie z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa nie wiedzieli o tym, że RODO będzie wprowadzone. Wiele takich rzeczy po drodze się skumulowało. Rzeczywiście jesteśmy lekko opóźnieni, jeżeli chodzi o województwo kujawsko-pomorskie, ale chciałbym przypomnieć, że w poprzedniej perspektywie, dzięki temu, że nie śpieszyliśmy się z wykorzystaniem tych środków unijnych, spokojnie ogłaszaliśmy konkursy i wiele rzeczy wychodziło trochę później, to wykorzystaliśmy 140% tej naszej alokacji. Po prostu uzyskaliśmy 40% więcej środków i liczymy, że w obecnej perspektywie będzie podobnie i że również województwo kujawsko-pomorskie będzie liderem.

Nie grozi nam utrata funduszy unijnych, które mogłyby zostać niewykorzystane?

- Nie, wszystkie środki, które są przewidziane dla województwa kujawsko-pomorskiego, zostaną wykorzystane. Jedyną przeszkodą, jaka może być, to wiele błędnych decyzji, które też podejmowali rządzący. I to właśnie spotęgowało problemy na rynku pracy, bo niestety kwestie socjalne, rozwój tej bazy socjalnej spowodował, że nie mamy w tej chwili pracowników na rynku. Polacy podobno mieli wracać z zagranicy, nie wracają. A do tego jeszcze brakuje nam rąk do pracy, dlatego wspomagamy się Ukraińcami w wielu firmach. Firmy przeżywają problemy właśnie z płatnościami, które leżą po stronie głównie wykonawców. Podwykonawcy leżą praktycznie, jeżeli chodzi o drogi, o budowy wielkogabarytowe. Nie ma rąk do pracy. To też wstrzymuje samorządowców. Poza tym zmiany w prawie wodnym spowodowały, że wiele samorządów miało problem z uzyskaniem pozwolenia wodnoprawnego od Wód Polskich i w związku z tym wnioskowało do urzędów marszałkowskich o przedłużenie konkursów. I to też miało znaczący wpływ na zmianę, jeżeli chodzi o wykorzystanie środków unijnych.

Wicepremier Jarosław Gowin powiedział niedawno, że czeka nas dyskusja o kolejnej fazie reformy samorządu, na przykład o przyszłości powiatów. Czy zlikwidować i podzielić ich zadania pomiędzy urzędy marszałkowskie i gminy, czy odwrotnie - poszerzać kompetencje powiatów, które obecnie nie są zbyt szerokie? To będzie rozmowa na po roku 2019, po wyborach, ale do tej rozmowy trzeba będzie na pewno kiedyś zasiąść. Tak mówi wicepremier. Co pan sądzi o przyszłości powiatów?

No gratuluję! Niech pan powie starostom i wszystkim pracownikom urzędów powiatowych, że po 2019 roku stracą pracę. Podobnie jak to było z wieloma pracownikami choćby zarządów melioracji czy innych instytucji, które były przejmowane przez stronę rządową. Ja już nie kombinował bym tutaj z tymi zmianai. Widzimy choćby po reformie oświaty, jak ona została nietrafiona, jak samorządy zostały pozostawione na lodzie bez jakiejkolwiek pomocy z ministerstwa. Byłem świadkiem tej dyskusji na konwencie powiatów i sądzę, że skoro już działają powiaty, skoro działają dobrze, trzeba je tylko wspomagać, a nie dorzucać im co chwilę jakieś nowe zadania. (...)

Myślę, że swoich kandydatów do samorządów miast z legitymacją PSL nie będziemy mieli - tak jakiś czas temu mówił pan w Radiu PiK. Czy dzisiaj już wiemy coś więcej na ten temat? Mówię oczywiście o zbliżających się wyborach samorządowych.

Oczywiście, jest kilka miast w kraju, kilka województw, gdzie rzeczywiście mamy silnych kandydatów na prezydentów. Natomiast, jeżeli chodzi o województwo kujawsko-pomorskie, to Polskie Stronnictwo Ludowe nie zgłosi kandydata na żadnego z prezydentów dużych miast. Będziemy na pewno wspierać inne osoby. To jest inna specyfika też działalności naszego ugrupowania, że jesteśmy postrzegani jako to ugrupowanie związane właśnie z mniejszymi miejscowościami, z wsiami, z gminami, ale także dobrze działające w powiatach czy w województwie.(...)

Tomasz Lenz

Tomasz Lenz. Fot. ArchiwumW takich wyborach jeszcze nie brał udziału, ale wierzy w sukces. Poseł Tomasz Lenz - szef Platformy Obywatelskiej w Kujawsko-Pomorskiem został oficjalnym kandydatem Koalicji Obywatelskiej (PO i Nowoczesna) w wyborach prezydenta Torunia. Jaki ma pomysł na swoją kampanię? Na kogo PO postawi w innych miastach regionu? W "Rozmowie dnia" na antenie Polskiego Radia PiK pyta Maciej Wilkowski.

Tomasz Lenz - Dzień dobry państwu. Rzeczywiście oficjalny kandydat, ale nie tylko jeden. Proszę zwrócić uwagę, że ogłosiliśmy dwóch kandydatów na prezydentów miast w Kujawsko-Pomorskiem, także Toruń i bydgoszcz zostały oficjalnie ogłoszone - w Toruniu moja osoba, a w Bydgoszczy pan Rafał Bruski.

Ale o prezydencie Bruskim pan przewodniczący Schetyna już mówił podczas poprzedniej wizyty, że to będzie kandydat PO w Bydgoszczy, a teraz skupmy się na Toruniu. Skupmy się na panu. Pan jest przekonany i wierzy w to, że zostanie prezydentem Torunia?

- Jak najbardziej! Wybory samorządowe są od tego, by przedstawiać propozycje swoim mieszkańcom, prowadzić z nimi dialog. Ja robię to cały czas tak naprawdę. Jestem posłem z Torunia już wiele lat i jestem w bliskim kontakcie z mieszkańcami Torunia. Czuję się posłem toruńskim. Wszyscy wiedzą, że zabiegałem o środki finansowe na ważne w mieście inwestycje, takie jak most na Wiśle, środki finansowe na budowę centrum sportowego UMK czy halę na ul. Bema i na wiele innych rzeczy, więc jak gdyby na bieżąco odpowiadałem na potrzeby samorządu Torunia. Byliśmy w bliskim kontakcie z prezentem Michałem Zaleskim, z potrzebami miasta i w czasie 8 lat rządów PO Toruń rzeczywiście zrobił duży skok do przodu i wiele inwestycji powstało takich, na które czekamy dziesięciolecia. Dzięki temu też Toruń bardzo szybko się zaczął rozwijać i ja będąc w bliskim kontakcie z potrzebami miasta, także w rozmowach z mieszkańców wiem, jakie są dalsze potrzeby na kolejne lata. Wiem, czego mieszkańcy oczekują, czego oczekuje Toruń i jestem przekonany, że w tym dialogu, który z mieszkańcami będę prowadził zabiegając o ich głosy, wygram wybory jesienią tego roku.

Ma pan już jakieś pomysły na swoje hasło - nowe spojrzenie na Toruń? Powiedział, że powoła pan rzecznika toruńskiego biznesu w Urzędzie Miasta. Będzie pan również dbał o ważne sprawy dla mieszkańców, jk np. bezpieczeństwo. Chce pan wprowadzić miejski program in vitro czy rozbudować sieć miejskich żłobków i przedszkoli oraz walczyć ze smogiem.

- Pewne rzeczy wynikają z tego, co robią i jakie programy są radni Platformy Obywatelskiej, bo rzeczywiście to są rzeczy, o które zabiegamy, które robimy. Natomiast hasło wyborcze, slogany wyborcze - takie programy, które będziemy dawali mieszkańcom do ręki, nawet do czytania czy przeglądania w internecie - pojawią się zapewne jak już kampania wyborcza ruszy. Proszę zwrócić uwagę, że jak na razie oficjalnie zgłoszono dwóch kandydatów - to jest pan Rasielewski z PiS i kandydat PO. Nie wiadomo kto jeszcze wystartuje, czy Michał Zalewski wystartuje czy nie wystartuje? Nie wiadomo czy będzie kandydatem, na razie cisza, nie wiadomo czy będą kandydaci ze strony SLD czy Czasu Mieszkańców, więc dzisiaj proponowanie jakichś haseł czy straganów, omawianie szczegółowy programów trochę się mija z celem.

Spójrzmy troszeczkę szerzej nie tylko na Toruń ale na nasz region w kontekście tego, kto startuje a kto nie startuje. Ostatnio zrezygnował ze startów w wyborach prezydent Grudziądza, Robert Malinowski. Chciałbym zapytać, kto będzie tam kandydatem Platformy Obywatelskiej na prezydenta miasta. O kandydacie na prezydenta Bydgoszczy już wiemy. Kto jeszcze w Inowrocławiu, we Włocławku?

- W Grudziądzu rzeczywiście pan Robert Malinowski, który wiele lat pełnił swoją funkcję jako prezydenta miasta, zdecydował się ze względu na wiek emerytalny nie kandydować ponownie na fotel prezydenta Grudziądza. Mam nadzieję, że da się namówić go aby nadal dla regionu pracował, aby nadal było aktywny, bo ma ogromne doświadczenie jako samorządowiec. Mam nadzieję, że uda się przekonać pana prezydenta do tego, żeby wystartował w wyborach samorządowych do sejmiku województwa. Liczę na to. W Grudziądzu mamy taką sytuację, że prowadzone są rozmowy na temat tego, aby kandydat opozycji demokratycznej komitetów obywatelskich był jeden i jest szansa, że taki kandydat się pojawi. Mówi się, że tym kandydatem mógłby być pan poseł Tomasz Szymański. Trwają rozmowy i mam nadzieję, że zakończą się sukcesem i rzeczywiście uda się zbudować szeroki front poparcia dla pana posła Tomasza Szymańskiego, który byłby kandydatem na prezydenta Grudziądza. Życzę sukcesów i jestem przekonany, że te wybory jest w stanie wygrać, bo jest bardzo popularną osobą w Grudziądzu. We Włocławku sytuację mamy bardzo bardzo jasną - pierwszą kadencję na fotelu prezydenta właśnie kończy pan Marek Wojtkowski. Wydaje mi się, że naturalną rzeczą jest iż będzie się ubiegał ponownie o fotel prezydenta Włocławka. Pan Marek Wojtkowski w sposób naturalny będzie kandydatem, którego będziemy popierali w tych wyborach samorządowych. W Inowrocławiu - jeżeli pan prezydent Ryszard Brejza ponownie zdecyduje się wystartować z własnego komitetu, a zawsze tak było, to będziemy go popierać. Jak wiemy, pan prezydent Ryszard Brejza ma swój komitet, swoje środowisko w Inowrocławiu i był zawsze popierany przez nasze ugrupowanie. Jeśli ponownie zdecyduję się na start, także go poprzemy.

Jerzy Kwieciński

Jerzy Kwieciński. Fot. ArchiwumJak ocenia się ostatnie dane dotyczące płac i wzrostu gospodarczego? Jak wygląda wykorzystywanie unijnych funduszy przez Polskę i region kujawsko-pomorski? O tym w "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK, Gościem Marcina Kupczyka był minister inwestycji i rozwoju, Jerzy Kwieciński.

Marcin Kupczyk: Ucieszyły pana ostatnie dane GUS o wynagrodzeniach, które w ujęciu rocznym wzrosły o ponad 7%? To dane na które Polacy czekali od lat - tak pan to skomentował. Do tego jeszcze pięcioprocentowy wzrost gospodarczy, stwierdził pan, że rząd chcę utrzymać takie wzrosty, w jaki sposób są państwo to zrobić?

Jerzy Kwieciński: Mamy już od szeregu miesięcy wzrost gospodarczy utrzymujący się na bardzo wysokim poziomie, również wzrost wynagrodzeń, jak jesteśmy przy sterach władzy jest na poziomie około sześciu 6-7%, to oznacza, że wreszcie pozytywne skutki wzrostu gospodarczego, które my mamy zaczynają trafiać do społeczeństwa. Z tych pożytków wzrostu gospodarczego cieszą się nie tylko przedsiębiorcy, inwestorzy, ale cieszą się przeciętni Polacy. Żeby utrzymać ten wzrost jako wzrost zrównoważony żeby on był kompensowany przez wzrost produktywności i to w tej chwili mamy, żeby on się również przekładał na konkurencyjność naszej gospodarki - to też mamy. Z drugiej strony też my musimy naszą o gospodarkę absolutnie przestawić, żeby naszą najważniejszą, taką siłą konkurencyjną, nie była tylko jakość i cena pracy, ale przede wszystkim, konkurencyjność jakościowa, ale związana z produktami, z usługami, które oferujemy w Polsce, w Europie i na świecie. Chcemy budować gospodarkę innowacyjną i chcemy ją tak naprawdę przestawić na tory innowacji, ale chcemy to robić w oparciu o firmy i w dużej mierze o firmy polskie. (...).


Podczas wczorajszej rady Dialogu Społecznego w Bydgoszczy mogliśmy usłyszeć o tym, że zagrożone jest wykorzystanie unijnych funduszy na przykład na budowę dróg, powodem są zbyt wysokie ceny na rynku budowlanym, trzeba powtarzać przetargi, są opóźnienia i strach o utratę tych funduszy.


No właśnie, ja mam tu jednak sporo do zarzucenia, w stosunku do naszych poprzedników, bo realizacja tej perspektywy finansowej została źle zaprogramowana. Ona jest po prostu opóźniona. Otóż mieliśmy dołek w inwestycjach w roku 2016 i w pierwszej połowie zeszłego roku, a w tej chwili mamy kumulacje inwestycji, również przez samorządy. To właśnie samorządy się bardzo z realizacją tej perspektywy ociągały czyli mieliśmy źle zaprogramowaną, opóźnioną perspektywę i jeszcze słabe wykorzystywanie tych środków przez niektóre regiony - nie przez wszystkie. Państwa sąsiedzi z północy raczej takich problemów nie mają, mam na myśli województwo pomorskie, ale województwo kujawsko-pomorskie - no niestety w tej perspektywie finansowej od samego początku jest w tej ostatniej grupce, tak zwanych maruderów i pod względem płatności jest na ostatnim, 16 miejscu.

Marszałek województwa kujawsko-pomorskiego bardzo był z tych pańskich słów bardzo niezadowolony kilka miesięcy temu.

My się bardzo dobrze znamy z panem marszałkiem i to od wielu lat jeszcze z poprzedniego okresu kiedy byłem wiceministrem, ale to nie oznacza, że nie możemy sobie mówić w tym przypadku prawdy. Takie są brutalne fakty, ale tutaj dwa czynniki, które są dla mnie szalenie ważne: po pierwsze to jest to, że im później pieniądze trafią do regionu, tym ten region ma mniejsze szanse rozwojowe, wiadomo im wcześniej wydamy pieniądze na inwestycje, tym lepiej i to co pan powiedział również to potwierdza, gdyby te projekty ruszyły wcześniej, np. 2 lata temu, to nie byłoby takiego problemu z cenami, a w tej chwili następuje właśnie kumulacja tych wszystkich prac inwestycyjnych, po drugie ten argument wykorzystania środków jest dla mnie szalenie ważny w tej debacie o przyszłej perspektywie finansowej. Wprawdzie my jako kraj jesteśmy postrzegani absolutnie jako liderzy, dobrze wykorzystujemy, mniej więcej o 50% wykorzystujemy tych pieniędzy więcej, niż to by się wydawało z naszego udziału w ogólnej kopercie funduszy unijnych i za to jesteśmy absolutnie chwaleni i to jest mniej więcej 2 razy więcej aniżeli to robili nasi poprzednicy, relatywnie, w tej poprzedniej perspektywie finansowe, ale jak ja rozmawiam w Komisji Europejskiej to tam trzeba operować czystymi faktami: pokażcie ile wydaliście, jak mniej wydaliście, to znaczy że tych pieniędzy wam tyle nie potrzeba, argumenty o jakości, że my za te pieniądze realizujemy o wiele więcej - one wtedy do tych decydentów nie trafiają.

3456789
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę