duży kontrast mapa strony
Strona startowa » Rozmowa dnia

Rozmowa dnia

Andrzej Walkowiak

Andrzej WalkowiakZadłużenie tylko jednej ze spółek województwa - Kujawsko-Pomorskich Inwestycji Medycznych sięga miliarda złotych. Marszałek województwa zapewnia jednak, że budżet samorządu jest bezpieczny. Jak spogląda na to sejmikowa opozycja? Rozmowa Dnia z Andrzejem Walkowiakiem, radnym województwa z Porozumienia Jarosława Gowina.

Marcin Friedrich: Panie radny, marszałek Piotr Całbecki 2 dni temu w tym studiu zapewniał o dobrej kondycji budżetu województwa. Mówił, że długi nie rosną, wręcz przeciwnie - od kilku lat ta tendencja jest spadkowa, ale państwo - sejmikowa opozycja - mają na ten temat inne zdanie. Protestowaliście przeciwko powołaniu kolejnych spółek.

Andrzej Walkowiak: Tak, bo pan marszałek nie skłamał. Powiedział prawdę, tylko nie powiedział całej prawdy, bo się słowem nie zająknął o innych zobowiązaniach województwa. Deficyt czy dług województwa sięga kilkuset milionów złotych i to jest prawda. Nawet nieznacznie maleje, ale to jest nic w porównaniu do tego, jakie zadłużenia generują spółki powołane przez województwo. Spółki, których gwarantem spłaty zaciągniętych przez nie kredytów jest samorząd województwa kujawsko-pomorskiego.

Mówimy o spółce Kujawsko-Pomorskie Inwestycje Medyczne, mówimy o spółce Kujawsko-Pomorska Sieć Informacyjna...

- KPIM - sztandarowa spółka ma zaciągnięty gigantyczny kredyt sięgający dzisiaj 900 mln zł, a tak naprawdę ponad miliard łącznie z odsetkami. O tym marszałek nie raczył już wspomnieć i przy okazji też nie powiedział jasno, że nowa spółka, której powołanie przeforsował Zarząd Województwa też będzie generowała zadłużenia sięgające setek milionów złotych.

Ta nowa spółka ma zająć się między innymi inwestycjami w Operze Nova w Bydgoszczy, w Filharmonii Pomorskiej, budową lokalnych dróg...

- Tak było napisane w uzasadnieniu. O drogach akurat nic nie było. O drogach dowiedzieliśmy się już z przekazów medialnych, bo na budowę tych dróg lokalnych naciska bardzo Polskie Stronnictwo Ludowe, co w moim przekonaniu świadczy o tym, że ta spółka została powołana w dużej mierze z powodów czysto politycznych - wyborczych. Wiadomo że większość dróg wojewódzkich przebiega przez głęboką prowincję - tam, gdzie znajduje się elektorat i PSL potrzebuje przychylności wyborców. W związku z tym ten pośpiech w powoływaniu tej spółki i ta zapowiedź PSL-u, ustami wicemarszałka województwa Dariusza Kurzawy, że oni akurat chcieliby, aby jak najszybciej przystąpić do budowy dróg wojewódzkich, bo pieniędzy z RPO, z budżetu województwa na ten cel już nie starcza. Zadłużenie jest tak duże, że więcej już po prostu nie można tego robić.

KPIM już dalej zadłużać się nie może, bo ten dług jest gigantyczny, żaden bank już nie da kredytu tej spółce... Powołuje się wiec kolejną, jest zapowiedź budowy dróg... A to że opera, że filharmonia - to bardzo szczytne cele, ale to jest tylko publicystyka, to jest tylko luźne stwierdzenie w uzasadnieniu do powołania tej spółki. Obok mówi się też, że będzie też potrzeba rozbudowy Urzędu Marszałkowskiego - abstrakcyjny, nikomu niepotrzebny cel.

Tak naprawdę ta spółka będzie mogła robić wszystko. My nie mamy pewności czy na przykład jedną z pierwszych decyzji nie będzie to, że zbudujemy w Toruniu centrum kongresowe dla Camerimage (...).

Filharmonia, opera... gdyby był transparentnie określony cel to powołano by spółkę celową, która miałaby posłużyć tylko i wyłącznie na przykład do wykonania tych dwóch zadań. Opery i filharmonii. Koniec kropka. Tymczasem powołuje się spółkę o bardzo szerokim spektrum działania, o bardzo dużej dowolności. Spółkę, która wedle zapowiedzi, będzie musiała zaciągać setki milionów kolejnych kredytów, co - moim zdaniem - będzie miało katastrofalne skutki dla naszego województwa.

Urząd Marszałkowski broni się tłumacząc, że te spółki - po pierwsze, lepiej wydatkują pieniądze niż robiłby to samorząd. Szybciej. Przytaczane są dane Najwyższej Izby Kontroli, która oszacowała, że gdyby szpitale samodzielnie miały prowadzić inwestycje to na przykład bydgoski szpital dziecięcy swoje inwestycje prowadziłby przez 223 lata, a Centrum Pulmonologii przez 19 lat...

- (...) Nie wolno się zadłużać ponad miarę, ale rzeczywiście spółki są dobrym narzędziem do tego, żeby przeprowadzać takie inwestycje na rzecz instytucji, które nie są do tego powołane. Szpital ma leczyć, opera ma dostarczać wysokiej kultury i nie są to instytucje przystosowane do tego, żeby przeprowadzać procesy inwestycyjne. Chodzi tylko o rozsądek i umiar. Z jednej strony w wydatkowaniu tych pieniędzy, a z drugiej strony o jakość funkcjonowania tychże spółek. W naszej ocenie one funkcjonują źle i są tego liczne przypadki, tak jak Kujawsko-Pomorska Sieci Informatyczne, tak jak Port Lotniczy w Bydgoszczy. My mamy zastrzeżenia ogromne do jakości funkcjonowania tych spółek i nawet sam marszałek przyznaje, że rzeczywiście jest kłopot województwie kujawsko-pomorskim z nadzorem właścicielskim nad tymi spółkami i przeciwko temu protestujemy. Uważamy, że naprawdę w finansach naszego województwa jest jakaś zbyt duża doza szaleństwa i beztroski.

Czy państwo jako radni mają na przykład kwartalne, półroczne czy roczne sprawozdania zarządów spółek o tym jak one działają.

- Nie mamy, są sesje, pytamy marszałka... Często niestety spotykamy się z odpowiedziami bardzo pokrętnymi (...) Mamy wielki problem z transparentnością, to znaczy marszałek ma problem z transparentnością. Mamy duży problem z dotarciem do informacji, które nas najbardziej interesują. Kiedy na wiosnę 2015 roku marszałek prosił, żeby sejmik województwa wyraził zgodę na to, aby Zarząd Województwa mógł poręczyć kredyt dla Kujawsko-Pomorskich Inwestycji Medycznych w wysokości 500 mln zł, pytałem się na jakie dokładnie inwestycje te pieniądze mają być przeznaczone. Jaki jest plan działania... Takiej odpowiedzi nie uzyskałem. Uzyskuje ją dopiero post factum, czyli widzę w co te pieniądze są inwestowane. Dlaczego marszałek ma taki problem z transparentnością? Nie wiem. Myślę, że marszałek miałby dużo lepszy wizerunek, gdyby ta transparentność była ustawiona na wyższym poziomie.

Na koniec przejdźmy do ogólnej polityki. Pojawił się ostatnio sondaż, wykonany na zlecenie telewizji TVN, który pokazuje, że Prawo i Sprawiedliwość co prawda jest na pierwszym miejscu sondażu, ale notuje olbrzymi, bo 12-procentowy spadek.

- Należy oczywiście podejść do tego z pokorą, aczkolwiek w sondażach tak naprawdę liczą się tendencje. Zobaczymy czy ten sondaż zwiastuje jakąś trwałą tendencję i wtedy można to będzie traktować śmiertelnie poważnie. Myślę, że jest to jakiś sygnał ostrzegawczy. To nie jest tak, że ten rząd, ta koalicja - rządy Zjednoczonej Prawicy są teflonowe i mogą sobie pozwalać na błędy. Z doświadczenia, z historii wiemy, że elektorat prawicowy nie wybacza tak takich błędów jak elektorat centrowy czy centrolewicowy. Myślę, że do tego przyczyniły się, niestety, kwestie związane z nagrodami dla ministrów. Myślę, że elektorat centroprawicy, prawicy jest statystycznie biedniejszy od lewicowego czy centrolewicowego, jest bardziej wyczulony na te kwestie. Ten sondaż z pewnością pokazuje, że ta koalicja, ten rząd nie jest z teflonu i musi być bardzo ostrożny w kwestiach finansowych.

Zbigniew Sosnowski

Zbigniew SosnowskiPolskie Stronnictwo Ludowe apeluje, by już więcej nie przestawiać zegarków, bo dwukrotna zmiana czasu w ciągu roku nie ma - zdaniem tej partii - sensu, ani gospodarczego znaczenia. Prezes ludowców podczas niedawnej wizyty w naszym regionie zapowiedział, że PSL będzie walczyć o tzw. "emerytury bez podatku". O tym z posłem PSL, Zbigniewem Sosnowskim rozmawia Marcin Kupczyk.

Marcin Kupczyk: Ludowcy chcą, aby emeryci nie płacili składek na zdrowie i podatku dochodowego od swoich emerytur. Najprościej mówiąc, byłoby tyle samo netto, ile brutto. Ile dostanę, tyle będę mieć w kieszeni. Szef Polskiego Stronnictwa Ludowego prezes Władysław Kosiniak-Kamysz podczas niedawnego pobytu w naszym regionie zapowiedział, że jego partia będzie zbierać podpisy pod obywatelskim projektem ustawy. Kosiniak-Kamysz zapewniał o tym seniorów podczas sobotniego spotkania. Platforma ma swój pomysł, swoje pomysły ma Prawo i Sprawiedliwość, swój macie również wy. Posłowie PO chcieli zwolnić emerytury z podatku dochodowego PIT, ale tylko w przypadku tych emerytów, którzy będą pracować podczas emerytury. Państwo mają inny pomysł. Dlaczego właśnie tak?

Z.Sosnowski: Oczywiście Polskie Stronnictwo Ludowe złożyło poselski projekt ustawy w tej sprawie, ale ponieważ podczas pierwszego czytania projekt nie uzyskał aprobaty większości parlamentarnej, czytaj PiS-u, w związku z tym lider Polskiego Stronnictwa Ludowego, Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że będziemy zbierali podpisy pod tym projektem, bo projekt cieszy się naprawdę ogromnym poparciem Polek i Polaków. Według badań, które zostały przeprowadzone, aż 90% Polaków opowiada się za tą zmianą korzystną dla rencistów i emerytów. Niestety nastąpiła wyraźna zwyżka cen artykułów spożywczych, owoców, warzyw, węgla, a niestety emerytury stoją praktycznie w miejscu.W ostatnim roku podwyżka emerytur to jest siedem dziewięć złotych, a więc ona w żadnym stopniu nie rekompensuje podwyżek. (...) Tak naprawdę każdy z emerytów, rencistów już odpracował i opłacił należne na podatki. Dlatego też my wnioskujemy o to, aby emerytura była bez podatku. Jeśli założymy że średnia emerytura w Polsce to około 1600-1700 zł, to każdy emeryt zyskałby na tym przedsięwzięciu 300 zł.

Na samym podatku dochodowym Budżet Państwa straci 15 miliardów, a 13 miliardów z tytułu składki na ubezpieczenie społeczne. Wasz program kosztowałby 28 miliardów. szef ludowców był pytany, skąd wziąć pieniądze na wasz pomysł, ale na to pytanie nie odpowiedział. Możemy przeczytać w portalu money.pl, że jest to najdroższy pomysł spośród wszystkich partii, które swoje pomysły zgłosiły panie pośle.

- To prawda, ale my nie mówimy, że to trzeba natychmiast, że już teraz. Chcemy, żeby się rozpoczęła dyskusja. Można to zrobić etapami. Można wziąć pod uwagę wysokość emerytury w pierwszej kolejności, do pewnego etapu to zrobić. Wrócę do historii, kiedy Prawo i Sprawiedliwość miało ten pomysł dodatku na każde dziecko 500 Plus. Potem przecież to zostało zmodyfikowane. (...) My także mówimy o dość kosztownym projekcie, ale mówimy przecież o sytuacji zwykłych Polek i Polaków, którzy przepracowali kilkadziesiąt lat, zrobili tak wiele dla Polski i dzisiaj mają prawo godnie żyć. Nie można mówić, że jeśli coś jest kosztowne, to nie ma sprawy, nie powinno się na ten temat dyskutować i nie powinno się nie prowadzić do zmiany, która jest społecznie oczekiwaną zmianą.

I nie boicie się wy jako ugrupowanie ludowców oskarżenia populizm? Można sobie na poczytać, chociażby na tym portalu już przeze mnie wspomnianym: gdy Kosiniak-Kamysz był ministrem nie myślał o emerytach i rencistach. Teraz gdy został odsunięty i praktycznie na nic nie ma wpływu, udaje troskę o tych najsłabszych.

- Zawsze politycy mogą być oskarżeni o populizm. To nie jest tak, że kiedy rządziliśmy w poprzednim okresie, to nic nie zrobiono dla polskiej rodziny. Proszę zwrócić uwagę, że wydłużono urlop macierzyński, że poprawiono sytuację rodzin wielodzietnych wprowadzając karty wielkiej rodziny, wybudowano wiele domów dziennego pobytu dla seniorów. To nie jest tak, że nic nie zrobiono. (...)

I jeszcze na koniec tego wątku w bardzo ważne, moim zdaniem, słowa prezesa ludowców: nie odpuścimy tego projektu, nie wejdziemy nigdy w żadną koalicję, dopóki nie będzie w umowie koalicyjnej zapowiedzi realizacji tego postulatu. Tak mówi prezes hodowców. To jest duża odwaga, no bo kto z wami zechce wziąć odpowiedzialność za tak wielkie koszty, czyli z nikim nie pójdziecie w koalicji, jeśli nikt nie zgodzi się na ten program.

Jeszcze raz wrócę do tego: Prawo i Sprawiedliwość także postawiło na 500 Plus. Wydawało się, że to jest nierealne, że to jest niemożliwe, program ten zrealizowało. Dlatego ja dzisiaj mówię z całą odpowiedzialnością: Polskie Stronnictwo Ludowe proponuje taki program. Zapewniamy rodaków, bo oni muszą wiedzieć idąc do urn wyborczych, że ktoś proponuje konkretne rozwiązania i mówimy że się nie wycofamy z tego projektu.

To była ostatnia zmiana czasu, kiedy kilka dni temu przedstawiliśmy zegarki? Bo Państwo chcą, abyśmy już czasu nigdy nie zmieniali.

Po raz pierwszy zmianę czasu wprowadzono w czasie I wojny światowej. Wynikało to z pewnych uwarunkowań gospodarczych. Dzisiaj tych uwarunkowań gospodarczych już nie ma. Ta zmiana czasu nie przynosi żadnych pozytywnych skutków gospodarczych, a na pewno przynosi negatywne skutki społeczne o charakterze zdrowotnym. A pewnie i gospodarcze też mają to znaczenie. Otóż trzeba jasno sobie powiedzieć, że ta dwukrotna zmiana czasu zarówno ostatnio z soboty na niedzielę w październiku, jaki teraz w marcu prowadzi do tego, że Polacy dwukrotnie muszę się przyzwyczajać do tego rozregulowanego zegara biologicznego. Naukowcy zajmują się przecież tym problemem. Manipulowanie czasem działa niekorzystnie na nasze zdrowie psychiczne i fizyczne. W wyniku tej zmiany czasu częściej występuje ryzyko zawału serca, wzrasta liczba wypadków drogowych, występują zaburzenia snu, samopoczucia i nastroju.(...) Jeśli chodzi o kursowaniu pociągów czy banków potrzebna jest przerwa techniczna, żeby to wszystko doprowadzić do normalności.

Jest jeszcze kwestia Parlamentu Europejskiego i dyrektyw Komisji Europejskiej...

(...) W dyrektywie jest zapis, że zmiana czasu musi następować w tym samym czasie we wszystkich krajach Unii Europejskiej. (...) Natomiast z dyrektywy, według nas, nie wynika, że dany kraj w którym dokonuje się zmiany musi tę zmianę wprowadzić. To jest kwestia interpretacji. Oczywiście ludowcy podjęli się na arenie Unii Europejskiej doprowadzenia do wyjaśnienia tego problemu, bo polski rząd uznał, że nie można wprowadzić tego czasu. (...)


Piotr Całbecki

Piotr Całbecki. Fot. Michał ZarębaKujawsko-Pomorski Urząd Marszałkowski tworzy kolejną spółkę do prowadzenia inwestycji w regionie. Opozycja zarzuca Marszałkowi ukrywanie długów, a urząd odpowiada, że spółki mają większe możliwości - działają szybciej. O spółkach, które w sumie mają tyle długu, ile wynosi budżet województwa w "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK mówił Marszałek Województwa Kujawsko-Pomorskiego, Piotr Całbecki.

Marcin Friedrich: Panie Marszałku, po co Panu tyle spółek? Sejmik na wniosek zarządu powołał kolejną spółkę do spraw inwestycji regionalnych, rzeczywiście są one tak skuteczne w działaniu?

Piotr Całbecki: To jest rzeczywiście narzędzie do realizacji naszych zadań, w tym przypadku przeprowadzenia inwestycji z takich, których nie udałoby się przeprowadzić w trybie organizacji Urzędu Marszałkowskiego do jakich jesteśmy przyzwyczajeni. Spółka jest jedynie rozwinięciem tych kompetencji, a ponieważ jest podmiotem prawa handlowego, ma swoje atuty jak również niektóre minusy. Za to do realizacji tych planowanych inwestycji, które wymieniamy W uzasadnieniu do uchwały czyli budowy czwartego kręgu Opery Nova w Bydgoszczy, rozbudowy filharmonii czy przebudowy kolejnych setek kilometrów dróg wojewódzkich, jest ona po prostu niezbędna.

Dobrze rozumiem, że powołanie spółki jest też konieczne po to, by można było zaciągać jeszcze więcej kredytów? Jak rozumiem, jest pewien limit zadłużenia, którego nie wolno budżetowi województwa czy budżetowej jednostki samorządowej przekroczyć.

Wszystkie nasze działania - również jednostek organizacyjnych, w tym spółek - są kontrolowane i monitorowane przez stosowne z jednej strony regulacje prawne i odpowiednie organy, takie jak chociażby Regionalną Izbę Obrachunkową. Nie ma mowy o tym, by ponad możliwości i ponad prawo, co najważniejsze, zadłużać województwo w tym również wliczając długi jednostek podległych. Oczywiście spółka ma inny potencjał kredytobiorczy, może rzeczywiście w oparciu o majątek wytwarzany w procesie inwestycyjnym dodatkowe mieć możliwości zaciągnięcia kredytu, przez co zwiększa się również trn potencjał kredytowy samego województwa, ale na tym właśnie polega chociażby realizacja planu Junckera, że te gwarancje spłaty są udzielane przez Europejski Bank Inwestycyjny takim podmiotom i one są po prostu niezbędne, aby wyodrębnić z masy majątkowej w taki sposób, by były widoczne dla tej instytucji finansowej. Podobnie się dzieje w przypadku innych projektów inwestycyjnych, gdzie banki Życzą sobie wręcz takiego zarządzania majątkiem, aby - jeśli dojdzie do jakiegoś problemu ze spłatami zobowiązań - można było przeprowadzić skuteczną procedurę egzekucji, do których rzadko dochodzi, no ale banki mają swoje oczekiwania, swoje reżimy udzielania kredytów (...)

Od wielu już lat... od kilku kilku lat zadłużenie naszego budżetu maleje i ta tendencja jest zarysowana w naszej wieloletniej prognozie finansowej, więc nie ma mowy o zwiększaniu zadłużenia. Wręcz czynimy ostatnio wysiłki aby ono było coraz mniejsze. Zresztą potwierdzają to wyniki, chociażby budżetów za rok 2016 i 2017, gdzie mamy deficyt zerowy a nawet nadwyżki budżetowe.

A jak to będzie w przyszłej - jak to się mówi w "języku brukselskim" - unijnej perspektywie finansowej?


To jest dobre pytanie - to jest rzeczywiście wielka niewiadoma. Polska stara się jako kraj i wszyscy, którzy dzisiaj zarządzamy programami operacyjnymi, aby następna perspektywa była podobną do tej, którą teraz realizujemy - czyli bardzo sytej w środki dostępne dla naszego kraju. Czy tak będzie, zależy od wielu czynników jak wiemy, również tych politycznych (...)

Przeczytałem, że w 2050 roku w Bydgoszczy np. będzie 250 000 mieszkańców...


Obawiam się że - te prognozy prognozy są niepokojące - zejdziemy sporo poniżej 300 000 mieszkańców

250 000 w Bydgoszczy, w Toruniu 150 000, w Grudziądzu 68 000 - to jest spadek o prawie 30% ludności.

Podczas tej rozmowy nie znajdziemy pewnie odpowiedzi, jak zmienić demografię, ale nadzieję, że są to tendencje, które rzeczywiście zostaną wyhamowane i demografowie po prostu się pomylą. No cóż, posiadanie dzieci, zakładanie rodzin stanie się znowu modne, potrzebne - i to rodzin wielodzietnych - bo przy wskaźniku dzietności "2 plus 1" czy "2 plus 2" nawet, ta odtwarzalność, ta degradacja demograficzna naszego regionu, a nawet i Polski niestety będzie postępować, więc wszystkie działania i rządu i samorządów wszystkich szczebli muszą być ukierunkowane dziś na drugiego człowieka i pomoc przede wszystkim młodym ludziom w tym, aby uzyskując stabilną sytuację życiową mieli odwagę i chętnie zakładali rodziny.

Nie ma innego wyjścia, dlatego zachęcamy, żeby zająć się przyrostem naturalnym. Dziękuję bardzo Panie Marszałku.

Również dziękuję państwu za uwagę. Pozdrawiam wszystkich również z okazji Świąt Wielkanocnych. Wszystkiego najlepszego!

Tomasz Latos

Tomasz LatosMinister sprawiedliwości "idzie na wojnę" z tzw. "mafią lekową". Sejm przyjął exposé ministra spraw zagranicznych. O tym w "Rozmowie dnia" z posłem PiS Tomaszem Latosem.

Marcin Kupczyk: Panie pośle cały kraj obiegła informacji o tym, że minister Zbigniew Ziobro idzie na wojnę z mafią farmaceutyczną. Proponowane rozwiązania pozwolą ścigać mafię wywożącą leki za granicę. Projekt przygotowany w resorcie sprawiedliwości przewiduje nawet do 10 lat więzienia za nielegalny wywóz leków, do 3 lat więzienia za utrudnianie kontroli oraz 300 tys. zł kary za ukrywanie dokumentów. To niezwykle surowe kary...

Tomasz Latos: Tak, to bardzo surowe kary, ale oby coś się zmieniło, bo do tej pory państwo polskie było mało skuteczne, jeżeli chodzi o proceder nielegalnego wywożenie leków za granicę. Wartość nielegalnie eksportowanych leków sięga 2 mld zł rocznie - tak to się szacuje. To nie znaczy, że tyle państwo polskie straciło, bo te przeliczenia są bardziej skomplikowane, ale na pewno tracą polscy pacjenci, którzy mają przez to gorszy dostęp do leków. W przeszłości była swojego rodzaju zmowa na bardzo różnym szczeblu. Ja sam za czasów rządów poprzedniej koalicji złożyłem doniesienie do prokuratury związane właśnie z wywozem leków, które jak można się łatwo domyśleć prokuratura umorzyła. Sprawa dotyczyła nadinterpretacji czy wręcz niedozwolonej interpretacji ze strony urzędników Ministerstwa Zdrowia za czasów rządów PO i PSL.

Pewna marża zapisana enumeratywnie w akcie prawnym - w ustawie, była omijana przez hurtownie farmaceutyczne na podstawie pozwolenia, które dawali ówcześni dyrektorzy Ministerstwa Zdrowia, bo uważali, że tak może być. Oczywiści ci urzędnicy stracili stanowiska, natomiast muszę powiedzieć, że prokuratura za tamtych czasów umorzyła postępowanie w tej sprawie.

Być może teraz, po tych deklaracjach ministra, ja przywołam tę sprawę i poproszę o ponowne jej zbadanie. To jest jeden element, ale były też inne elementy - odwrócony łańcuch dystrybucji jeżeli chodzi o apteki, wiele innych spraw i sam znam sytuacje, kiedy urzędników państwowych - wojewódzkich inspektorów farmaceutycznych wręcz szykanowano, jak na na rzecz państwa polskiego próbowali dochodzić praw. Okazywało się, że kontrola przychodziła nie do podmiotu, który okradał Polskę, tylko do tych urzędników albo w ostateczności sądy umarzały sprawy. Było mnóstwo nieprawidłowości, więc ja się cieszę z tych deklaracji.

Dodam też, że nowa ustawa, którą przyjęliśmy, związana z e-receptami również ma - tu mówię o działce Ministerstwa Zdrowia, również ma uszczelnić tę sytuację. Jej efektem również ma być ograniczenie wywozu leków.

Jest tak - organy ścigania są bezradne, nie mają dowodów przestępstwa, są one niszczone, a przepisy z tym związane są przez przestępców bezwzględnie obchodzone. Dlatego zmiana zmierza do lepszego zabezpieczenia dowodów przestępstw. Resort chce, by zastraszanym przez przestępców inspektorem pomagała policja, Straż Graniczna... Czy jest aż tak źle? Zastraszanie inspektorów?

Rozwinę to, mówię o sytuacji sprzed kilku lat. Proszę sobie wyobrazić, że inspektor farmaceutyczny, które zamknął aptekę trudniącą się takim właśnie procederem miał "nalot" służb. Oczywiście po to, by zastraszyć, bo niczego nie znaleziono. Inspektor jak ze mną rozmawiał był mocno tym przejęty i na pewno następnym razem dwa razy by się zastanowił, kiedy chciałby walczyć z mafią. Dobrze więc, że teraz będzie prawo, które wspierać będzie inspektorów farmaceutycznych (...).

Jakub Mendry

Jakub Mendry. Fot. Bartłomiej GrzankowskiGrupa mieszkańców okolic dworca Bydgoszcz-Wschód domaga się zainstalowania ekranów dźwiękochłonnych przy linii tramwajowej wiodącej do Fordonu. Miejscy radni staną przed podjęciem decyzji o zmniejszeniu liczby pozwoleń na handel alkoholem i ograniczeniu godzin nocnej sprzedaży lub pozostawieniu dotychczasowych regulacji. O tym w "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK" gość Marcina Kupczyka, bydgoski radny, Jakub Mendry.

Marcin Kupczyk: Posłowie Prawa i Sprawiedliwości - bo to oni byli pomysłodawcami - zaostrzyli przepisy aby zmniejszyć spożycie alkoholu, które w Polsce jest jednym z najwyższych w Europie. Według Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych - na jednego mieszkańca przypada ponad 10 litrów czystego alkoholu rocznie. Jak pan powiedział przed chwilą - nawet powyżej 13 litrów, jeśli doliczyć do tego pewien zakres "szarej strefy" produkcji czy spożycia. Sejm przyjął niedawno nowelizację ustawy o wychowaniu w trzeźwości. "Dajemy możliwość, a to samorząd zdecyduje czy z niej skorzysta" - mówią pomysłodawcy czyli politycy PiS. Nowe przepisy spodobały się części samorządowców. Czy panu się podobają?


Jakub Mendry: Przede wszystkim z tym spożyciem alkoholu to na pewno nie jest tak, że jesteśmy w czołówce - chociażby więcej od nas piją Niemcy, Czesi czy Łotysze i Litwini. Ale nad tymi przepisami należałoby się w sposób dwojaki pochylić, ponieważ z jednej strony może to być plus, bo może zlikwidować te nocne "rozróby", akty wandalizmu które są wywoływane przez spożycie alkoholu pod budkami... z drugiej niesie takie ryzyko, że Ci co będą chcieli się napić i tak się napiją. I ten jakby alkoholizm, chęć napicia się sięgnie jakiejś "szarej strefy", a wtedy automatycznie tracimy na tym kontrolę. Tracimy też nad tym kontrolę fiskalną, bo "szara strefa" nie jest opodatkowana no i może się zastanowić - co co teraz z tym fantem zrobić?! My jako Rada Miasta będziemy się nad tym fantem pochylać. Radny przewodniczący Jan Szopiński złożył interpelację w tej sprawie, żeby rozpocząć konsultacje. Trzeba ten problem jakby ugryźć z każdej strony, bo możemy tym samym dotknąć tak samo małych przedsiębiorców, którzy będą musieli po prostu zamknąć swoje sklepiki i to też będzie dla nich jakiś problem...

Na razie - rozumiem - nie ma jeszcze żadnego pomysłu w Radzie Miasta czy w poszczególnych klubach, które chciałyby całej Radzie przedstawić własne jakieś pomysły?

Są głosy, że radni PiS są na 100% za ograniczeniem, żeby po 22:00 do 6:00 rano nie można było sprzedawać alkoholu i tylko w lokalach gastronomicznych. Osobiście się waham i nie mamy takiego jednego zdania, bo problem jest na pewno złożony. Wszystko jest dla ludzi. Uważam, że powinniśmy w pewnej mierzę zaufać Polakom i ich ich mądrości i nie zakładać z góry, że każdy od razu chce tutaj tego alkoholu kupić hektolitry (...) Powinniśmy nad tym problemem się bardziej skupić, niż po raz kolejny czegoś zakazywać. Zakazaliśmy Polakom zakupy w niedzielę, to może byśmy się skupili na profilaktyce i na edukacji, żeby ludzi uczyć jak korzystać w ogóle, jak pić alkohol (...) To powinien być szerszy program rządowy i zamiast zrzucać tylko na nas odpowiedzialność, żebyś sobie ustalić zakaz albo nie, czy nie powinna iść za tym też się jakaś nauka (...)

Grupa mieszkańców okolic dworca Bydgoszcz Wschód domaga się zainstalowania ekranów dźwiękochłonnych przy linii tramwajowej wiodącej do Fordonu. Miejscy radni staną przed podjęciem decyzji. Tutaj miejscy radni Akurat pewnie wiele do sprawy nie mają ale będą musieli rzeczywiście pochylić się nad tym problemem...

Z informacji jakie posiadamy w tej chwili wiemy, że problem jest na pewno i ta sytuacja jest złożona. Wiemy od spółki "Tramwaj Fordon", że dotychczasowe badania, analizy i pomiary nie wykazały żadnych uciążliwości, przekroczenia norm hałasu i trzeba się teraz zastanowić - co z tym fantem zrobić bo nie chcę też, żeby mieszkańcy myśleli, że zostawiamy ich samym sobie i jesteśmy absolutnie na "Nie!". Jednak pamiętajmy, że że miasto, spółki miejskie muszą postępować zgodnie z literą prawa, z ustawą. Więc jeżeli przedtem nie było żadnych przesłanek, to ciężko wymagać, żeby te ekrany stały. Wiem, że spółka "Tramwaj Fordon" zleciła teraz wykonanie badań ponownie, żeby sprawdzić problem, wystąpiła też zapytaniem do wykonawcy wiaduktu-estakady o możliwość montażu takich ekranów akustycznych, czy to w ogóle jest możliwe, czy ta cała konstrukcja to wytrzyma i myślę, że nikt tu nie będzie uciekał od tego problemu. Jeżeli będzie rzeczywiście tak, że są normy przekroczone, pomiary wskazują, że jest to uciążliwe, to na pewno będzie to rozważane, będzie to zrobione dla mieszkańców, przecież pracujemy z mieszkańcami - dla mieszkańców (...)

Jak wyglądają wasze przygotowanie do wyborów samorządowych?

Przygotowujemy się, rozmawiamy w tej chwili podsumowujemy, Na razie chcemy przeanalizować to co nam radnym z klubu udało się zrealizować..., nasze postulaty, które nam wyszły i rozliczamy się na razie przed wyborcami z tego i zobaczymy co dalej. Na pewno się przygotowujemy, bo jeszcze jest masa rzeczy do zrobienia i chcemy z tym aktywnie uczestniczyć.

Joanna Scheuring-Wielgus

21 tysięcy osób zadeklarowało dotąd udział w piątkowych protestach przeciwko zmianom w ustawie antyaborcyjnej. Chodzi o obywatelski projekt zakazujący przerywania ciąży ze względ ...21 tysięcy osób zadeklarowało dotąd udział w piątkowych protestach przeciwko zmianom w ustawie antyaborcyjnej. Chodzi o obywatelski projekt zakazujący przerywania ciąży ze względu na wady płodu. O procedowanym w Sejmie projekcie i odrzuconej wcześniej odwrotnej inicjatywie pod nazwą „Ratujmy Kobiety" dziś w Rozmowie Dnia w Polskim Radiu PiK. Z toruńską posłanką Nowoczesnej, Joanną Scheuring-Wielgus, rozmawia Marcin Friedrich.


Marcin Friedrich: Czy wybiera się pani na jutrzejszy protest kobiet?

Joanna Scheuring-Wielgus: Oczywiście, będę na proteście. Przyjeżdżają kobiety z całej Polski. Ale nie tylko kobiety, również mężczyźni wspierają nas w tym działaniu. Mobilizacja jest większa niż 3 października. Na portalu społecznościowym widziałam, że 21 tys. osób - przynajmniej wczoraj - deklarowało chęć udziału, 45 tys. jest zainteresowane.

- Ale zdaje się, że trochę się sytuacja zmienia, bo odwołano posiedzenie sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny, która miała zająć się tą sprawą, czyli projektem obywatelskim "Zatrzymaj aborcję".

- To, że odwołano tę komisję, to nie znaczy (...), że dziewczyny odwołują jutrzejszą akcję. Wręcz przeciwnie, pokażą siłę kobiet. I (jutro) nie tylko będzie ona widoczna, ale również będzie słyszalna. Będzie naprawdę bardzo, bardzo głośno.

Myślę, że nie trzeba przypominać, czego dotyczy projekt "Zatrzymaj aborcję" środowiska pani Kai Godek, ale powiem o tym, bo tu chodzi o tę tak zwaną przesłanka eugeniczną, czyli zakaz dopuszczalności przerywania ciąży w momencie, kiedy doszło do choroby dziecka, do ciężkiego uszkodzenia płodu. Przeczytam takie zdanie: " Jak może być powodem do przerwania ciąży, czyli do zabicia dziecka nienarodzonego jego ciężka, nieuleczalna choroba, albo wada rozwojowa, której nie da się usunąć? Mam tu zasadnicze wątpliwości konstytucyjne". Wie pani kto to powiedział?

- Nie...

Pan profesor Andrzej Zoll, były Rzecznik Praw Obywatelskich, prezes Trybunału Konstytucyjnego. Ma on w tej sprawie zasadnicze wątpliwości. Twierdzi wprost, że ta przesłanka jest niekonstytucyjna.

- Tak, tylko że kobiety powinny mieć wybór w podejmowaniu decyzji. Przecież nikt nie nakazuje kobietom, które chcą urodzić dziecko z wadami, żeby usuwały ciążę. Nie ma takiego prawa i nigdy nie będzie. Każda kobieta powinna sama zadecydować o tym, co zrobić, bo w momencie kiedy decyduje się na to, aby urodzić takie dziecko, to bardzo często zostaje z tym sama. Ma wielkie szczęście, jeżeli jest przy niej rodzina, jeżeli jest przy niej mąż czy partner. Ale bardzo często jest tak, że kobiety zostają z tym same, nie mają też pomocy psychologa, nie mają też pomocy lekarza i dlatego my mówimy o wyborze. Nikt nie powinien nam nakazywać, jaką decyzję powinnyśmy podjąć, bo ta decyzja jest po prostu bardzo, bardzo trudna. (...)

Chciałbym jeszcze porozmawiać o wyborach samorządowych, które się zbliżają. Poseł Tomasz Lenz powiedział, że jeśli Nowoczesna zaakceptuje jego kandydaturę ,to będzie startował jako kandydat na prezydenta Torunia. Co pani na to jako Nowoczesna?

- Ja bym chciała, aby kandydat na prezydenta był z całej siły demokratycznej w Toruniu, nie tylko z Platformy, nie tylko Nowoczesnej, ale również Czasu Mieszkańców, ale również z SLD. Przed nami są rozmowy i mam nadzieję, że finał będzie OK. Natomiast niepokojące jest to, co się dzieje w przy organizacji wyborów samorządowych. Wczoraj brałam udział w komisji samorządowej, której jestem wiceprzewodniczącą, i powiem panu szczerze, że byliśmy przestraszeni, bo dowiedzieliśmy się, że generalnie nie ma żadnej koncepcji technicznej w przygotowaniu tych wyborów. A przypomnę, że żeby zorganizować wybory zgodnie z ustawą, która teraz obowiązuje, potrzeba prawie 600 milionów złotych i niesamowitej obsługi technicznej do zakupu całego oprzyrządowania tych wyborów. Nie ma pomysłu jak to zorganizować i nawet jeden z posłów wczoraj rzucił taką informację, która wcale nie jest nieprawdopodobna, czy przypadkiem nie lepiej jest, aby te wybory zorganizować na wiosnę, skoro nie jesteśmy do nich jeszcze przygotowani. A wybory - przypomnę - za niecałe 8 miesięcy. (...)

Krzysztof Matela

Krzysztof Matela. Fot. Bartłomiej GrzankowskiSzef rządu przedstawił Konstytucję dla Biznesu, która ma ułatwić prowadzenie działalności gospodarczej. Szef "Solidarności" domaga się natomiast ochrony pracowników przed zachodnimi korporacjami, które nazywa "pseudopracodawcami". Jak na te problemy spoglądają przedsiębiorcy z Kujaw i Pomorza? O tym gość Marcina Kupczyka w "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK - Krzysztof Matela, kanclerz bydgoskiej loży Business Centre Club.

Marcin Kupczyk: Zaczniemy od konstytucji dla biznesu - premier Mateusz Morawiecki niedawno spotkał się z organizacjami przedsiębiorstwo w związku z wejściem w życie lub mającym wejść w życie pakietem ustaw "Konstytucji Biznesu". Dziś pierwszy dzień kalendarzowej wiosny, czy dla pana też ta wiosna w biznesie kojarzy się z nadzieją na to co proponuje premier?

Krzysztof Matela: Wiosna kojarzy mi się z tym, że robi się ciepło i robi się ładnie. Jako motocyklista bardzo boleję na tym, że nie możemy na ulicę wyjechać. "Konstytucja Biznesu" jest piękną nazwą, która na razie jeszcze jest daleko do realizacji. Postulaty, który tam są również pięknie brzmią - chylę czoła przed tymi ludźmi, którzy wymyślali te hasła - natomiast od wielu miesięcy zastanawiamy się w Business Centre Club, rozmawiałem o tym wielokrotnie z Markiem Goliszewskim tak dokładnie na czym te zmiany będą podlegały. Weźmy np. zasady domniemania niewinności przedsiębiorcy. Jeżeli jest kontrola, przychodzi jakiś zespół inspektorów, który bada przedsiębiorce i sprawdza czy jest winien jakiemuś zarzutowi, czy też nie jest winien. Z założenia, od progu przedsiębiorca jest winien. Nie ma przed tym jakiejkolwiek szansy obrony. Druga rzecz, która w "Konstytucji Biznesu" się pojawia jako bardzo szczytne hasło jest to, że jakiekolwiek wątpliwości będą rozstrzygane na korzyść przedsiębiorcy.

Słyszymy w tych sformułowaniach czas przyszły, że ma nastąpić pozytywna zmiana na korzyść przedsiębiorców. Tak ja rozumiem zapowiedzi i szefa rządu.

Zapowiedź, ja też tak rozumiem. Natomiast nie ma najmniejszych szans, że to zostanie zrealizowane. Mało tego, obserwujemy większe ciśnienie związane z kontrolowaniem przedsiębiorcy i "dokręcaniem śruby". W tym momencie przedsiębiorców może kontrolować 40 instytucji. Nie ma żadnych mechanizmów obronnych, dla których np. przedsiębiorca nie może być kontrolowany przez wiele instytucji jednocześnie. Dlatego, że jest rzesza wyjątków od ustawy, która mówi, że teoretycznie może być prowadzona jedna kontrola, ale jest praktycznie kilkadziesiąt wyjątków, w których może okazać się, że w firmie jest pięć kontroli. Przedsiębiorca nie może odmówić, musi skompletować dokumenty, przestawić cały sztab ludzi, żeby kontroler mógł kontrolę prowadzić w należyty sposób. Kontrole w praktyce ciągną się miesiącami i dopóki praktyka się nie zmieni, tak długo konstytucja będzie bardzo ładną nazwą, która będzie tylko i wyłącznie kolportowana na stronach rządu

Co nie jest zabronione, jest dozwolone - już to słyszeliśmy kiedyś.

Po 1988 roku, jak ta ustawa weszła, to był szok dla wszystkich - jak to jest, że mogą być przepisy, które zezwalają na to, co nie jest zabronione?! Ustawa Wilczka poczyniła bardzo dużo dobrego. Wydaje mi się, że to była najlepsza ustawa dotycząca biznesu w Polsce i bardzo dobrze. Natomiast w praktyce po wielu latach uległa tylu wypaczeniom i modyfikacjom... ona w pierwotnym znaczeniu była bardzo prosta, tam było bardzo mało zapisów i ustawa było bardzo pro-przedsiębiorcza. Natomiast teraz zakazy, które są wprowadzone - regulację do regulowania, regulację do regulacji, wyjaśnienia do wyjaśnień - spowodowały to, że przepisy stały się wielokrotnie bardziej skomplikowane. Bijemy rekordy w Europie i prawdopodobnie na świecie pod względem regulacji, które dotyczą biznesu. Nie rozumiemy tego skomplikowania i bardzo byśmy poprosili przedstawicieli rządu, żeby przepisy prostować i upraszczać tak, żeby zwykły przedsiębiorca prowadzący jedno-dwu-trzyosobową działalność gospodarczą, mógł nad tymi przepisami panować.

Ma być tak, że coś dla początkujących w biznesie - działalność nierejestrowana czyli na najmniejszą skalę, przychody z 2017 roku nie wyższe niż tysiąc złotych, nie będzie uznawana za działalność gospodarczą. Bardzo drobny handel, świadczenie drobnych usług np.korepetycji, ulga na start czyli zwolnienie ze składek na ubezpieczenie społeczne przez pierwszych sześć miesięcy działalności, likwidacja numeru regon...

Rozmawiamy o wielu wielu procesach. Jeżeli mówimy - rejestrować działalność, jeżeli mówimy - nierejestrowana działalności, ekwiwalentem w Wielkiej Brytanii jest kilka tysięcy funtów dochodów przez pierwszy rok, który nie podlega ewidencjonowaniu rozumiana jako rejestracji działalności gospodarczej, to są takie firmy, które są tworzone na próbę - zobaczymy czy biznes wyjdzie, jak wyjdzie to go rejestrujemy. Podobnie jest z ZUS-em, niewielkie opłaty - kilkadziesiąt funtów miesięcznie za ubezpieczenia państwowe i znowu w Polsce ulega to wypaczeniu. Ja nie widzę istotnej różnicy między firma zarejestrowana - niezarejestrowana, natomiast pytanie jest związane z kosztami tego procesu i jeżeli zarejestrowanie firmy w Polsce teoretycznie dotyczy jednego okienka, w praktyce musi pan pójść do Urzędu Skarbowego, musi pan też pójść do ZUS-u. Jeżeli chodzi o niższe składki ZUS-owskie w Polsce, nie wiedzieć czemu ZUS mówi, że pracuje nad tym by zastanowić się, czy jest możliwe ewentualnie wprowadzenie połowy składki ZUS do pewnej niewielkiej wysokości przychodu. A co z zyskiem?! Bez względu na to czy firma zarabia czy nie, będzie płaciła ZUS - to również jest w mojej ocenie "słabe", chociaż na pewno lepsze niż te wysokie składki ZUS, które są teraz.

Likwidacja numeru regon...

Mieliśmy bardzo fajny pomysł - ktoś w Ministerstwie Finansów - żeby wprowadzić dla wszystkich jednolite numer NIP. Pracowaliśmy jeszcze nad tym, dlaczego mamy oddzielny numer rejestracyjny w ZUS skoro mamy numer NIP. Wszystko szło w dobrą stronę i ktoś wpadł na genialny pomysł żeby dla osób fizycznych zostawić PESEL, który jest numerem identyfikacyjnym każdej osoby. No i zacząło się rozjeżdżać. W krajach anglosaskich, w Stanach Zjednoczonych jest numer ubezpieczenia, w naszym przypadku niech to będzie numer NIP ale ten numer niech oznacza wszystko: dowód osobisty, prawo jazdy, zgłoszenie podatkowe... Nie widzę potrzeby, dla którego miałaby być taka taka różnorodność.

Przejdźmy do tematu zakazu handlu w niedzielę, a w zasadzie rządzący bronią się przed używaniem sformułowania "zakaz", tylko regulację lub ograniczenia tych niedziel. Państwo są przeciwni ograniczeniu handlu w niedzielę, dlaczego?


Wprowadzenie zakazu pracy w niedzielę powoduje tylko szkody nie ma żadnego pozytywnego przykładu. Proszę sobie wyobrazić, że w jednej z sieci handlowych w Polsce powstała akcja - Zgłosili się pracownicy do zarządu spółki "chcemy pracować w niedzielę dlatego, że w niedzielę zarabiamy więcej". W innym przypadku okazuje się że pracownicy mają gorzej dlatego, że dotychczas rytm tygodnia pracowali do 20.00-21:00, a później "towarowali" sklep i rano w niedzielę w godzinach troszkę późniejszych niż zwyczaj sklep był otwierany i pracował do popołudnia, czasem do 14:00, czasem do 15:00 sklepy były zamykane. Teraz jest tak, że pracownicy w sobotę pracują praktycznie do północy, bo muszą obsługiwać klientów, obsłużyć kasę, zabrać gotówkę, zamknąć sklep przed północą z soboty na niedzielę, po czym - ku zdumieniu wszystkich - muszą iść do pracy z niedzieli na poniedziałek, żeby "zatowarować" sklep, żeby klienci w poniedziałek o 6.00 czy 7.00 rano mogli dokonać zakupów. Nie wiem co ustawodawca miał na myśli, bo to myślenie naiwne, że przedsiębiorcy w ogóle nic nic nie zrobią i nie zareagują. Znam wiele przykładów dotyczących tego jak wręcz przedsiębiorcy kpią z tych zapisów i mają w sumie rację (...)

Czy rządy Niemiec, Austrii i 9 innych państw szkodzą własnym gospodarkom zamykając sklepy w niedzielę i szkodzą pracownikom?


Tego nie wiem, natomiast zamykają krótkoterminowo. Skoro są same szkody tego procesu, warto rozważyć, czy się z tego pomysłu nie wycofać. Tak zrobiły Węgry mówiąc - "Sorry, źle zrobiliśmy!". Przyznali się do błędu, wycofali się z tego. Zawsze warto zadać sobie pytanie po co się dzieje jeżeli wprowadzane są jakieś regulacje dotyczące zakazu pracy w niedzielę. Wielu studentów straciło robotę dzięki zakazowi pracy w niedzielę, to jaki jest cel tego przepisu? Ja go nie rozumiem! Związkowcy mówią - żeby ludzie bardziej byli rodzinni. Ale co to znaczy - dla rodziny? To znaczy, że oni muszą późno z soboty na niedzielę przyjść z pracy i w niedzielę późnym popołudniem wrócić do pracy.

W grę wchodzą ewentualne nowelizacja tych ustaw. Na pewno jeszcze będą okazje rozmawiać o tych regulacjach, które wchodzą lub wejdą w życie.

Piotr Duda

Piotr Duda. Fot. facebook.com/PiotrDudaNSZZGłówny Urząd Statystyczny mówi o wzroście produkcji przemysłowej w porównaniu z ubiegłym rokiem. Spada bezrobocie, a pracodawcy walczą o pracownika. Czy dane o gospodarce przekładają się na rzeczywisty komfort pracowników? M.in. o tym w "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK. Gościem Marcina Friedricha jest przewodniczący NSZZ Solidarność Piotr Duda.

Marcin Friedrich: Maleje bezrobocie, pracodawcy wręcz uganiają się za pracownikiem. To chyba powinien być powód do zadowolenia przewodniczącego związku zawodowego, bo to chyba oznacza, że los pracownika poprawia się?

Piotr Duda: - Zdecydowanie tak. Jak mantrę będę powtarzał to ograniczenie handlu w niedzielę. To jest dla mnie i dla związku zawodowego Solidarność bardzo ważne, właśnie w momencie, gdy jest koniunktura na rynku pracy, gdy nastał czas pracownika i pracodawcy. To jest właśnie moment, aby wprowadzać różnego rodzaju reformy pracownicze, które nie odbiją się negatywnie na gospodarce. Jako Związek Zawodowy "Solidarność" zawsze podchodziliśmy do współpracy z pracodawcami w sposób odpowiedzialny. Staramy się, jako związkowcy Solidarności, realizować artykuł 20. Konstytucji, który mówi o modelu naszej gospodarki jako społeczno-rynkowym, a nie tylko rynkowym. Szanujemy własność prywatną, swobodę działalności gospodarczej (...). Zawsze jednak powtarzam pracodawcom, że swoboda działalności gospodarczej nie może odbierać wolności pracownikowi.(...) 4 czwartego kwietnia w Warszawie podpisujemy z pracodawcami wspólne memorandum dotyczące chociażby pracowników, którzy nie mogą być członkami związku, bo są zatrudnieni na umowy cywilnoprawne.

Krytycy mówią, że polski wzrost gospodarczy opiera się na konsumpcji, a Państwo swoim projektem (o ograniczeniu handlu w niedzielę - red.) chcą ograniczyć tę konsumpcję.

- Co to za państwo, w którym gospodarka może się przewrócić tylko dlatego, że ludzie (...) w niedzielę nie kupią sobie sprzętu budowlanego i worka cementu? My uważamy, że będzie za to więcej klientów w usługach. Ta ustawa nie jest przeciwko klientom, nie jest przeciwko konsumentom. Ona jest dla osób, które nie muszą w niedziele pracować, czyli dla pracowników handlu, szczególnie kobiet. To jest ponad milion pracowników. (...)

Czy Solidarność ma już pierwsze obserwacje po tych dwóch niedzielach, kiedy obowiązywała ustawa?

- (...) Jakby nie przekaz społeczny na Twitterze, to byśmy nie wiedzieli, że są sklepy w niedzielę zamknięte. Sytuacja się uspokoiła. To była bardziej histeria polityków, niektórych przedsiębiorców. Szczególnie sieci wielkopowierzchniowe, które faktycznie robią wszystko za wszelką cenę, aby uprzedmiotowić i klienta i pracownika. Brakuje empatii, solidarności, bo przecież tu nie trzeba wysyłać żadnego sms-a, nie trzeba wrzucić nic do puszki, tylko po prostu wykazać trochę solidarności. Są tacy, którzy uważają, że trzeba by w tym temacie zrobić referendum, żeby się całe społeczeństwo wypowiedziało, bo przez tę ustawę Solidarność ogranicza wolność drugiej osoby. Powiem tak, że wolność każdego człowieka się kończy w tym miejscu, w którym odbiera się wolność drugiemu człowiekowi. A jeżeli chcą referendum, niech będzie w nim pytanie: czy pan/pani jest za tym, aby tydzień pracy wydłużyć do 7 dni, ale dla wszystkich, bez wyjątków. Otworzymy urzędy miast, otworzymy banki, które są w sobotę zamknięte i wtedy każdy będzie mógł sobie robić co chce, bo ja też bym chętnie w niedzielę pojechał na przegląd samochodowy albo do wydziału komunikacji załatwić sprawę , ale nie o to chodzi (...).

W Gdańsku ostatnio mówił pan, a właściwie głośno krzyczał: chcemy wolności związkowej a nie dyskryminacji. Kto wam te wolności ogranicza?

- Pseudopracodawcy. Są wspaniali pracodawcy, którzy rozumieją potrzebę partnerstwa, ale są właśnie tacy pseudopracodawcy, którzy uważają, że tylko i wyłącznie swoboda działalności gospodarczej, że oni są najważniejsi. To, o czym dzisiaj pan premier Morawiecki mówi tak głośno, że każdy biznes powinien być prowadzony zgodnie z prawem i nie tylko brać pod uwagę Kodeks Spółek Handlowych, to jak płacić podatki, ale także przestrzegać Kodeksu Pracy, a tym bardziej ustawy o związkach zawodowych (...). Są tacy, którzy postulaty Sierpnia 80 traktują w sposób wybiórczy. Ja się z tym nie zgadzam. Wielu członków Solidarności, którzy w 80 roku strajkowali, łapie się za głowę widząc to co się w tej chwili dzieje, jeżeli chodzi o tak zwany pluralizm związkowy, o przestrzeganie ustawy o związkach zawodowych, a tym bardziej o artykuł 12. Konstytucji, który mówi, że Rzeczpospolita gwarantuje wolność zrzeszania się i funkcjonowania związków zawodowych, stowarzyszeń, fundacji i tak dalej.




Jan Rulewski

Jan RulewskiPo 37 latach od strajków chłopskich i wydarzeń bydgoskiego marca to właśnie rolnicy są największymi beneficjentami przemian w Polsce - uważa jeden z uczestników marca senator Jan Rulewski. W 1981 roku walczono właśnie między innymi o poprawę sytuacji polskich chłopów. Wejście Polski do Unii Europejskiej rozwiązało prawie wszystkie problemy polskiego rolnictwa - dodał senator Rulewski.

Marcin Friedrich: W naszym studiu Jan Rulewski, uczestnik wydarzeń sprzed 37 lat. Kilka lat temu przyznał pan, że to wtedy trochę taki teatr był?


Jan Rulewski: Nie, to brednie opowiadają dziennikarze, którzy już nie mają co sprzedać w cieniutkich gazetkach. Jednak nie sami to wymyślają, rzeczywiście ten Bydgoski Marzec u niektórych ludzi wybija fantazją, bo ginie tam perspektywa tych spraw oraz ludzi, którzy w tym Bydgoskim Marcu wystąpili. Sprowadza to się wszystko do osłabionej szczęki czy też protezy. Było trzech pobitych, a inni dzisiaj piszą...

Rulewski, Bartoszcze, Łabętowicz.

Ale inni mówią też, że byli poddani opresji, m. in. Antoni Tokarczuk, ale dzisiaj, napisałem to na Facebooku, Radek Sikorski napisałem, że ja miałem prywatne porachunki z panem majorem Bednarkiem i chciałem utopić naród we krwi. Tokarczuk, który był obok mnie stał i też krzyczał jak go tam przyduszali do balustrady, powiada, że ja ukrywałem fakt tych zębów w postaci protezki, którą zgubiłem, a podawałem społeczeństwu, że to mnie pobito. Jeszcze gorszy kierunek, też uczestnik bezpośredni, zasłużona postać zresztą, Stefan Pastuszewski, który twierdzi, że ja rzeczywiście biłem głową w beton, bo to wyniosłem z kryminału - więc jedno, że jestem kryminalistą, drugie, że biłem głową w beton. No na szczęście film zrobiony przez komunistów, nieoczekiwanie, pokazany i autoryzowany przez Antoniego Tokarczuka, podał prawdę i dzięki temu komuniści pokazali. (..). Nikt nie mówi o chłopach okupujących, o setkach tysięcy ludzi, którzy stawali w trwodze w strajkach, milionach. Nikt nie mówi o tym czego ludzie chcieli wtedy. To był akt solidarności z nami, to była też rzecz na poprawę żywności, przypominam, że 1 marca wprowadzono wówczas kartki, ale to przede wszystkim było, takie wołanie: chcemy prawdy i wolności - to było podstawowe hasło dla którego zjednoczył się wówczas naród.

Przypomnijmy zaczęło się wszystko od strajków chłopskich, ludzie wsi domagali się rejestracji Solidarności Rolników Indywidualnych. Sąd im odmówił tej rejestracji w lutym, później właśnie dzięki wydarzeniom Marca, dzięki tej sesji, w maju doszło do rejestracji.

Tak, wtedy przyłożyliśmy pieczątkę. Zaczęło się, właściwie, tam też byłem uczestnikiem, w Ustrzykach i w Rzeszowie.

To były strajki chłopskie.

Tak, wspaniała lista postulatów, na ulicy Dworcowej w Bydgoszczy dzisiaj przeze mnie wywieszona, bo mało kto pamięta, to była konstytucja Solidarności w zakresie chłopstwa. No ale nie było dostatecznej determinacji, którą my wykazaliśmy. Przypominam, że jeszcze inną podstawą tych wydarzeń, niejako popularności naszego Zarządu Regionu, wielu ludzi, Koczwary, Jarociński i inni, był fakt, że do nas skierowano odpowiedzialność za realizację 10., 12., i 13. postulatu Porozumień Gdańskich, w których związek podjął się, wraz z rządem ówczesnym, poprawy wyżywienia, w tym w ostateczności, wprowadzenia kartek. Myśmy zorganizowali już w styczniu, w lutym, jedyne wydarzenia w skali światowej związkowej, że się do tych negocjacji, do poprawy żywności, przygotowali tak jak nikt na świecie, to nie jest przesada. Ludzie wtedy czytali gazetki, wiedzieli o tym, że się tak bardzo przejmujemy, że się tak dobrze przygotowujemy, tak umiemy artykułować, odbyła się największa konferencja ekspertów od żywności i działaczy. Zostało to wtedy spacyfikowane przez taki powiatowy pogląd miejscowych notabli partyjnych i stąd doszło - plus ingerencja Jaruzelskiego, Kani, Olszowskiego - spowodowała, że mieliśmy do wybuchu kryzysu o konstytucje polskiej wsi - własność, o prawdę i godność - bo przekłamywali i wreszcie o wolność. (...).

Adrian Mól

Adrian Mól. Źródło: www.bydgoszcz.uw.gov.plW najbliższy poniedziałek 19 marca przypada 37. rocznica Bydgoskiego Marca 1981 - wydarzeń, podczas których milicjanci pobili związkowców Solidarności zaproszonych na obrady Wojewódzkiej Rady Narodowej. Rozmowa Dnia z Adrianem Mólem - rzecznikiem wojewody kujawsko-pomorskiego o rocznicowych obchodach, kolejnych gminach przystępujących do Programu Senior Plus i negocjacjach ze związkowcami nt. podwyżek wynagrodzeń w sferze budżetowej.

Marcin Kupczyk: (...) Zaczniemy od rysu historycznego, bo o tym nigdy nie dość przypominać. 19 marca 1981 roku oddziały milicji brutalnie interweniowały wobec delegatów Solidarności zaproszonych na sesję Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy. Funkcjonariusze pobili wtedy Jana Rulewskiego, który był przewodniczącym Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego Solidarności w Bydgoszczy, Michała Bartoszcze - delegata Solidarności chłopskiej na sesję WRN, podczas której miał omawiać właśnie sprawy rolnictwa oraz działacza związku Mariusza Łabentowicza. Związkowcy przyszli, aby upominać się o prawa rolniczej Solidarności. To był marzec '81. Solidarność, ta robotnicza, istniała już legalnie, była zarejestrowana. Solidarności chłopskiej zarejestrowanej wciąż nie było. O tym miała być rozmowa właśnie podczas sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej. Wtedy komuniści postanowili nie dopuścić Solidarności do głosu i przerwali sesję. Związkowcy zaczęli protestować, domagali się dopuszczenia do głosu, aby mogli mówić o sprawach rolników. Tymczasem już dawno przygotowane oddziały są milicji wkroczyły i wiemy doskonale do czego doszło...

Adrian Mól:
To 37. rocznica wydarzeń, o których mówiła cała Polska, o których mówił świat. To już trzecie obchody, które współorganizuje wojewoda kujawsko-pomorski wraz z marszałkiem województwa. Należy podkreślać, że te obchody są organizowane ponad podziałami. Nie może zabraknąć również związkowców Solidarności Regionu Bydgoskiego - Toruńsko-Włocławskiego. Kolejny rok zaangażowany jest ogromnie Instytut Pamięci Narodowej. Ta instytucja również współpracowała z nami w opracowaniu tablicy, która zawiśnie w Kujawsko-Pomorskim Urzędzie Wojewódzkiego - w sali, w której obradowała Wojewódzka Rada Narodowa. Od 19 marca ta sala będzie nosiła nazwę Bydgoskiego Marca 1981 roku.

Nadanie imienia tej sali będzie jednym z rocznicowych wydarzeń. Oczywiście, jak zawsze, delegacja pójdzie na ul. Dworcową 87, tam gdzie odbywał się strajk okupacyjny rolników, będzie sesja sejmiku województwa w Toruniu...

Tak, szereg wydarzeń w Bydgoszczy, o godz. 12:00 złożenie kwiatów pod tablicą na ulicy Dworcowej - to zawsze jeden z najważniejszych punktów każdych obchodów. Potem wszyscy przemaszerujemy do Kościoła św. Piotra i Pawła, gdzie o 13:00 odbędzie się msza święta pod przewodnictwem biskupa Jana Tyrawa. O godz.14:15 złożenie kwiatów pod tablicą upamiętniającą wydarzenia Bydgoskiego Marca, a o 14:30 nadanie nazwy sali, o której wcześniej mówiłem. To oczywiście wydarzenia w Kujawsko-Pomorskim Urzędzie Wojewódzkim.

Będziemy mieć też znamienitych gości. Będzie Piotr Duda - przewodniczący Solidarności, który już potwierdził swoją obecność. Będzie szefowa Kancelarii Prezydenta Halina Szymańska. Ranga tego wydarzenia od kilku lat jest bardzo wysoka i również w tym roku staraliśmy się, aby to wydarzenie i o tym wydarzeniu mówiono nie tylko w naszym województwie, ale również w całym kraju (...)

Kolejnym wydarzeniem będzie okolicznościowy koncert „Kolęda Nocka” w Filharmonii Pomorskiej na podstawie spektaklu muzycznego Ernesta Brylla i Wojciecha Trzcińskiego. Wystąpią Orkiestra Kameralna Filharmonii Pomorskiej, Capella Bydgostiensis, Małgorzata Chruściel i Tadeusz Seibert.

2345678
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę