duży kontrast mapa strony
Strona startowa » Rozmowa dnia

Rozmowa dnia

Andrzej Walkowiak

Andrzej Walkowiak8. rocznicę katastrofy smoleńskiej obchodzono 10 kwietnia w całej Polsce. Przy placu Piłsudskiego w Warszawie odsłonięto pomnik poświęcony 96 ofiarom tej tragedii. Już pojawiają się głosy tych, którzy zapowiadają rozbiórkę monumentu. M.in. o tym w dzisiejszej "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK, mówił gość Marcina Friedricha, Andrzej Walkowiak z Porozumienia Jarosława Gowina.

Marcin Friedrich: Był pan przez lata radiowcem, teraz jest pan politykiem - polityka bardziej pana ekscytuje?

Andrzej Walkowiak: - Jedno i drugie jest tak samo ekcytujące, na pewno jedno i drugie tętni tak samo. My bez siebie żyć nie możemy tyle, że siedzimy po różnych stronach mikrofonu. Ja w którymś momencie swojego życia rzeczywiście przesiadłem się na tę drugą stronę mikrofonu. Szczerze mówiąc nie pchałem się do polityki ale polityka sama przyszła. Wciągnęła mnie dlatego, że polityka niestety ale zbyt głęboko sięgnęła w którymś momencie do mediów i postanowiłem, że mam już w pewnym momencie dość, że chcę jednak podjąć się być może naprawy "świata medialnego" będąc politykiem. No ale życie okazało się tak atrakcyjne, dostarczyło tyle nowych faktów... Rzeczywiście, sytuacja polskiego dziennikarstwa jest dzisiaj dość skomplikowana, na pewno wiele standardów, które były wytyczone, w których - z czego jestem bardzo dumny - w których wytyczaniu mogłem brać udział w latach 90., pewne granice zostały poprzełamywane, standardy zostały niedochowane i jest to okres w tej chwili trudny dla dziennikarstwa w Polsce, aczkolwiek dziennikarze też się podzielili. Nie ma już tej lojalności, nastąpiło jakby takie zbyt wielkie właśnie zblatowanie świata dziennikarskiego ze światem politycznym. Dzisiaj tytuły prasowe, stacje radiowe czy telewizyjne nawet nie ukrywają swojego odejścia od dążenia do poszukiwania prawdy i do dzielenia się tą prawdą ze Słuchaczem, tylko są mediami - czego nie ukrywają - ideologicznym i mediami, które każdą informację próbują tak przetworzyć, żeby była dopasowana do tez, które chcą wygłaszać. To się zaczęło właśnie na początku 21. wieku. Takim prekursorem niestety złamania tych standardów była w moim przekonaniu "Gazeta Wyborcza", która odeszła właśnie od standardów obiektywizmu i zaczęła być tytułem ideowym.(...)

W ten sposób nieco naturalnie sterujemy do drugiego tematu, który chcę dzisiaj poruszyć, czyli sprawy osobnych właściwie obchodów 8. rocznicy katastrofy smoleńskiej. Wczoraj odsłonięto przy placu Piłsudskiego w Warszawie pomnik ofiar - wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej. Nie wzięli udziału w tych tych uroczystościach ani przedstawiciele Platformy Obywatelskiej, ani .Nowoczesnej, PSL. Czasem myślę, że być może to będzie tak jak z "narodem wybranym". Musiało odejść całe pokolenia, by weszli oni do tej Ziemi Obiecanej. Być może u nas też tak będzie, że musi odejść pokolenie byśmy kiedyś tę rocznicę mogli obchodzić wspólnie.

- Rów Wykopany jest rzeczywiście bardzo głęboki...

I powiedzmy chyba wprost, że winne są tutaj wszystkie strony sporu politycznego...

Tak, to gdzieś się nakręcało, ta spirala się nakręcała latami, a nawet mówiłem o początku właściwie nakręcania tej spirali, takich podziałów politycznych co w efekcie przerzuciło się również niestety na media... i to trwa i ten rów jest coraz głębszy, który szkodzi rozwojowi Polski, szkodzi naszej wspólnocie narodowej. Być może jedyną receptę na to jest to, o czym pan mówi - czyli czas, bo jeżeli nawet pomnik, który upamiętnia ofiary ze wszystkich stron sceny politycznej - pomnik, gdzie alfabetycznie zostały wypisane nazwiska bez przynależności partyjnej, bez funkcji, bez niczego - i nawet pod tym pomnikiem ogólnonarodowej tragedii nie mogą się zebrać wszystkie strony sporu politycznego w Polsce, wszystkie spory dialogu? To rzeczywiście jest wyjątkowo niepokojące. Cieszyć z tego mogą się ci, którzy są Polsce nieprzychylni i to osłabia ewidentnie Polskę. I szkoda że będziemy prawdopodobnie musieli czekać bardzo długo, zanim ten rów zostanie zasypany, bo on jest rzeczywiście głęboki, niestety.

Nazwa pana ugrupowania "Porozumienie" trochę zobowiązuje. Będziecie jakąś taką osią porozumienia?

- Ja już brałem udziału w kilku inicjatywach politycznych, które próbowały zasypywać te podziały, które były nakręcane między PiS i PO, ale życie pokazuje, że - no niestety - Platforma Obywatelska, która dzisiaj występuje w roli totalnej opozycji nigdy też do takiego porozumienia Polaków nie dążyła. Stąd też te wszystkie inicjatywy jak do tej pory kończyły się fiaskiem (...) Jest taki moment w którym nie można siedzieć - przepraszam za kolokwializm - "okrakiem na płocie", udawać, że nic się nie dzieje i opowiadać tylko jakieś banały. Niestety, przychodzi taki czas, w którym trzeba opowiedzieć się po którejś ze stron. Ja zdecydowanie opowiadam się po stronie zjednoczonej prawicy. To co wyprawia dzisiaj PO w roli totalnej opozycji, jest destrukcyjne, to jest haniebne po prostu i niestety musimy z tym walczyć po to, żeby Polska rzeczywiście zachowała swoją suwerenność, swoją pozycję na arenie międzynarodowej, a przede wszystkim żeby Polakom żyło się lepiej, bo rządy PO i PSL wiemy czym się skończyły - w jakiej atmosferze i w jakim stanie również ekonomicznym było polskie społeczeństwo.

Muszę poruszyć jeszcze jeden temat ważny także tutaj, regionalnie - "Konstytucja dla nauki", sztandarowy projekt pańskiego szefa Jarosława Gowina zjednoczył posła Stasińskiego, radnego Nitkiewicza, profesor Cierzniewską i szefa oświatowego związku pana Witkowicza - oni wszyscy protestują przeciwko tej reformie szkolnictwa wyższego ponieważ uważają, że doprowadzi do degradacji bydgoskich uczelni...

- Przepraszam, ale to jest kpina z inteligencji Polaków dlatego, że ten projekt akurat jednoczy całe środowisko akademickie w Polsce i sygnały poparcia dla tego projektu są zewsząd. Ten projekt był głęboko konsultowany jak żaden inny, ten projekt uzyskiwał głosy poparcia ze wszystkich stron. On jest dobry dla polskiej nauki, on ma również poparcie rektorów bydgoskich uczelni.

W "Gazecie Pomorskiej" rektor Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego mówił, że to owszem jest wyzwanie, ale daje szansę.

- Oczywiście, bo celem nadrzędnym tego projektu jest podniesienie jakości kształcenia polskich studentów i ten cel będzie realizowany. On stawia wymagania, on stawia pewne warunki ale bez tego polskiej nauki nie ruszymy do przodu, bez tego polskiej nauki nie dostosujemy do potrzeb rynku i to jest bardzo dobry projekt, w którego tworzeniu również brali rektorzy uczelni naszego regionu - zarówno UMK w Toruniu jak i UKW i UTP w Bydgoszczy.

A może warto w którymś momencie powiedzieć sobie Wprost, że Bydgoszcz jednak nigdy nie będzie ośrodkiem takim jak Kraków gdzie jest Uniwersytet Jagielloński, czy jak Uniwersytet Warszawski.

- Rzeczywiście, do tych uczelni wiele nam brakuje. Natomiast myślę, że najsłabszym punktem bydgoskiego ośrodka akademickiego jest to, że przez te wszystkie lata mimo licznych sygnałów i zachęt nie doszło do autentycznego procesu integracji, szczególnie między dwiema największymi naszymi uczelniami UTP i UKW. Gdyby tę uczelnie już teraz, w najbliższej przyszłości wykazały, że jest taka chęć - tam pierwsze kroki zostały poczynione ale rzeczywiście, żeby to nabrało takiego realnego wymiaru - to by się okazało, że my Bydgoszcz jesteśmy ośrodkiem akademickim bardzo poważnym, tak naprawdę największym ośrodkiem akademickim w regionie i moglibyśmy śmiało konkurować dzisiaj z dużo lepiej notowanym W rankingach Uniwersytetem Mikołaja Kopernika w Toruniu. Potencjał jest ogromny, tylko są potrzebne odważne ruchy bydgoskich władz uczelni.

Zachęcamy zatem do tych odważnych ruchów bydgoskich władze uczelni i dziękujemy.

Na koniec oczywiście chcę złożyć życzenia przede wszystkim samemu zespołowi Radia PiK - frapujący, trudny zawód - ale również życzenia wszystkim Słuchaczom Radia PiK, żeby byli wierni, żeby wasze radio dostarczało im przez wiele wiele lat doskonałych wrażeń. (...)

Henryk Rozen

Henryk Rozen, fot. Ewa DąbskaW Toruniu rozpoczęły się przesłuchania słuchowisk i reportaży zgłoszonych do Międzynarodowego Konkursu Artystycznych Form Radiowych Grand PiK 2018. O poziomie prac i o tym, czy artystyczna forma ma szansę istnienia we współczesnym radiu, z Henrykiem Rozenem, jurorem, reżyserem słuchowisk radiowych i spektakli teatralnych, laureatem wielu międzynarodowych nagród, m.in. Prix Italia, rozmawia Ewa Dabska.

Ewa Dąbska: W Toruniu rozpoczął się Międzynarodowy Konkurs Artystycznych Form Radiowych Grand PiK, jest konkurs, ale mamy także warsztaty sztuki radiowej, słuchamy wszystkich 19 prac i dyskutujemy. Czy poziom jest zadowalający tak wymagającego jurora jak Henryk Rozen, jest pan zdobywcą Prix Italia i wielu, wielu innych nagród?

Henryk Rozen: Tak, poziom jest zadowalający, żeby powiedzieć to ogólnie, nikogo nie obrażając i nikomu nie robiąc nadziei przed rozstrzygnięciem konkursu. Jest sporo takich tematów, które dotąd nie istniały, zdarzyło się na przykład, co jest bardzo zaciekawiające, dokumentalne słuchowisko hagiograficzne, o bardzo interesującej postaci Pomorza, mało znanej, także jeśli idzie o takie poznawcze walory tych wszystkich utworów, to to jest mocna strona tego konkursu, dlatego że te wszystkie utwory, gorzej, lepiej zrobione, bardziej przemyślane, czy mniej przemyślane, wszystkie są jednak zrobione w interesie słuchacza. To jest coś co przynosi rzetelną informację o jakichś zdarzeniach i są to rozważania filozoficzne lub mniej filozoficzne na tematy istotne i słucha się tego wszystkiego dobrze. Poza wszystkim trzeba też powiedzieć, że ostatnimi czasy reportażyści, zrobili się zwięźli i chwała im za to. Kolejną rzeczą jest, to też warte odnotowania, że prawie wszystkie rozgłośnie mają tutaj swoją reprezentację i to jest ważne, bo to nie chodzi tylko o zintegrowanie środowiska, ale to chodzi także o to jak będziemy traktowali ten rodzaj programów w przyszłości, dlatego że, tak jak inne dziedziny życia kulturalnego, tak i radio podlega różnego rodzaju przemianom, po części przenosi się do Internetu, po części wzbogaca się o wizualizacje, to się troszeczkę zmieniło, a już w ostatnich latach bardzo się zmieniło. Jeżeli w następnych latach pójdzie to dalej w tym kierunku, to prawdopodobnie będziemy mieli jakąś nową hybrydę multimedialną, bo tak ku temu wszystko prowadzi. Pojawiły się również zjawiska takie, które są z gatunku u nas trochę mało popularnego: ars acustica - buduje się te atmosfery dźwiękowe, niestety jeszcze się tego nie nauczyliśmy, bo żeby to brzmiało dobrze, naprawdę trzeba się natrudzić, trzeba dobrać tak dźwięki, żeby z tego się robiła rzeczywista kompozycja, a nie zbiór jakichś bardziej oryginalnie lub mniej brzmiących dźwięków. Takie zjawiska przy okazji tego konkursu też nam się pojawiły. Jeżeli ktoś sobie to wybrał jako punkt wyjścia lub jako główny temat, to jeśli chce opowiedzieć coś więcej musi bardzo ostrożnie z tym postępować, ponieważ może się okazać, że nikt tak naprawdę nie zrozumie o co mu właściwie szło, no i są, oczywiście, jeszcze takie zjawiska które dotyczą historii. To się też pojawiło, bo jest w tej chwili taka tendencja do tego, żeby pewne rzeczy przywrócić świadomości Polaków, na przykład to że za całym zjawiskiem żołnierzy wyklętych idzie sfera ich rodzin, odczuć, jak radzili sobie z odium, że ich dziadkowie, ojcowie byli bandziorami i to się za tymi ludźmi ciągnęło bardzo długo, dziś nikt nie ma świadomości, że to mógł być problem, ale rozliczenie się z tymi rzeczami i pokazanie różnych aspektów tego jest bardzo ważne, ja myślę, że jeszcze długo będziemy tę tematykę "młócić" na różne sposoby, żeby z tego materiału jakieś złote ziarenka dla nas wyłowić.

Jaka jest przyszłość artystycznej formy radiowej?

Nie sądzę, żebyśmy byli przed jakimś generalnym kryzysem prezentacji dźwiękowej. Natomiast podwyższają się wymagania odbiorcy. To nie jest tylko tak, że ludzie chcą słuchać szybko. To nie jest dokładnie prawda. Oni chcą słuchać szybko jak coś jest oczywiste, bo to jest na tej zasadzie: aha, ten zrobił to? To szybciej, szybciej, do puenty, proszę szybciej. Jednak jeśli tam jest coś, co wytrąca z tego takiego trybiku banalnego, oczywistego myślenia, to wówczas, to jest zupełnie co innego i ludzie tego zupełnie inaczej słuchają. To czy nas będą słuchać, to zależy w głównej mierze od nas samych, także tu chodzi o taką sprawę, że ten który tworzy powinien być twórczy, umieć zauważyć coś w rzeczywistości, czego ktoś inny jeszcze nie zauważył, albo przechodził nad tym obojętnie, bo rzecz jest oczywista, a w tej oczywistości, też może być jakaś zagadka, zaskoczenie, tajemnica, więc nie jestem takim pesymistą co do rozwoju radia. Druga sprawa: wydaje mi się, że od momentu kiedy jesteśmy w stanie używając prostej kamery, czy kamerki internetowej robić sprawozdania z tego co robimy dodatkowo, myślę, że to jest jeszcze jeden taki czynnik przyciągający uwagę odbiorcy.

Na co jury zwraca głównie uwagę?

Mogę mówić tylko za siebie, dlatego że jury, jak to jury, każdy członek ma swoje własne gusta. Ja staram się zawsze, przede wszystkim, jakby narzucić współdziałającym jurorom to, żebyśmy bronili słuchacza, że my działamy w interesie słuchacza, że my możemy mieć bardzo ciekawe rzeczy do powiedzenia, ale musimy to robić dla niego. Po to jest radio, że jeżeli strzelamy w kosmos sobie a muzom, nie jest to nikomu do niczego potrzebne, w związku z tym [twórca dop. red] powinien się koncentrować na tym, żeby coś temu odbiorcy przekazać. Kiedy ja słucham to mnie zawsze interesuje taka prosta sprawa: czy kiedy włączę radio i zacznę tego słuchać, to kiedy mam ochotę to wyłączyć, to bez wątpienia coś jest nie tak. A co jest nie tak na ogół? Bo to nie jest tak, że ludzie nie mają pomysłu i nie zauważają rzeczy, zauważają bardzo ciekawe rzeczy i tu jest też kilka takich spraw, że zauważają bardzo interesujące zjawiska, albo jakieś postawy i potem nie są w stanie ocenić, gdzie należy to skończyć, bo jeżeli się przesunie tę granicę do tego momentu, że człowiek nagle ma wrażenie: aha to jest oczywistość, jeżeli dochodzi do takiego wniosku, to to nie jest zwycięstwo, to jest raczej klęska.

Rafał Bruski

Rafał Bruski, fot. Archiwum PR PiKPrzewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna podczas ostatniego pobytu w regionie udzielił poparcia Rafałowi Bruskiemu w nadchodzących wyborach samorządowych. Prezydent Bydgoszczy będzie starał się o kolejny wybór na urząd prezydenta miasta - jaki ma program, jak będzie przebiegała kampania wyborcza?

Marcin Friedrich: Państwa i moim gościem jest prezydent Rafał Bruski (...) ostatnio namaszczony przez Grzegorza Schetynę jako kandydat Platformy Obywatelskiej w nadchodzących wyborach samorządowych na urząd prezydenta Bydgoszczy, ale już na dłuższą kadencję, zdaje się pięcioletnią...

Rafał Bruski: Ne wiem czy to było namaszczanie. Po prostu, to jest rzecz naturalna, że chciałbym kontynuować się misję, której podjąłem prawie 8 lat temu - pozytywnego zmieniania Bydgoszczy, pozyskiwania środków europejskich. Tak tej wizyty nie odbierałem.

Panie prezydencie, podobno samorządowcy mają teraz mniej zarabiać. Ile pan zarabia?

Dzisiaj mam około 12 tys. brutto, około 8 tys.na rękę. Przeliczając na liczbę godzin pracy jakie spędzam pracując to około 25 zł za godzinę (...) Tak naprawdę zarobki powinny zależeć przede wszystkim od odpowiedzialny i trzeba sobie zdawać sprawę, że prezent Bydgoszczy bezpośrednio nadzoruje ponad 2 miliardami złotych, a ze spółkami miejskimi to jest około 3 miliardów złotych. To jest odpowiedzialność moja osobista, której nie mogę scedować, i nie chcę, na inne osoby w sensie odpowiedzialności dyscyplinarnej, finansowej i karnej.

To jak pan odebrał zapowiedzi, że limity zarobków dla samorządowców mają się jednak zmniejszyć?

Wszyscy wiemy, że był to paniczny ruch pana prezesa Kaczyńskiego, związany z niekorzystnymi sondażami po wypłaceniu po cichu premii dla ministrów. Przecież jeszcze nie tak dawno nasz bydgoski poseł Łukasz Schreiber udowadniał wszystkim przygotowując ustawę, że parlamentarzyści powinni zarabiać więcej. W ostatniej chwili Prawo i Sprawiedliwość się wycofało, bodajże około roku temu. Także obecna większość parlamentarna przegłosowała podwyżki chociażby wynagrodzeń w spółkach Skarbu Państwa i komunalnych. I dzisiaj nie jest tajemnicą - każdy składa oświadczenie majątkowe, że niektórzy prezesi bydgoskich spółek zarabiają około 50 proc. więcej niż ja.

Niektórzy, nawet politycy dzisiejszej opozycji, mówią, że jednak zarobki samorządowców były trochę postawiony na głowie. Bywało tak, że prezydenci, burmistrzowie bardzo małych miejscowości zarabiali więcej niż ministrowie. Może należałoby to jakoś usystematyzować?

Ja powiem więcej - niektórzy wójtowie gmin dookoła Bydgoszczy zarabiają więcej od prezydenta Bydgoszczy i to faktycznie brzmi dziwnie, więc system wynagrodzeń na pewno powinien być przejrzany - od administracji rządowej przez samorządową po to, aby był logiczny. Tak, jak jeszcze mnie uczono na przedmiotach w czasie studiów ekonomicznych, że płaci się i za odpowiedzialność, za doświadczenie i za podejmowane decyzje.

Zostawmy już w takim razie pieniądze, które wpływają na na pańskie konto. Wspomniał pan o studiach, ale jest pan nawigatorem z wykształcenia. Dokąd będzie pan sterował? Ma pan już jakieś hasło, wizję Bydgoszczy?

Oczywiście, że myślę o tym - nie tylko ja, ale także ze współpracownikami, ale jeszcze za wcześnie, aby tak naprawdę konkretyzować. Skupiam się przede wszystkim na bieżącej pracy - mnóstwo inwestycji, które są na różnym etapie - bądź realizacji bądź przetargów, ostatnie działania związane z uzyskaniem pozwolenie na budowę, pozyskiwanie środków europejskich, wykorzystanie tych, które już mamy. To jest tak naprawdę gigantyczna praca, którą wykonuję ja i spora część urzędników Urzędu Miasta i jednostek podległych i spółek miejskich. To jest to, czym się przede wszystkim zajmuję.

Panie prezydencie, czy uważa pan, że ta samorządowa kampania wyborcza w Bydgoszczy będzie przebiegała także w cieniu tykającej bomby na terenach pozachemowskich?

Myślę, że nie. Problem tych terenów jest tak naprawdę kilkudziesięcioletni. Wówczas te trujące substancje zostały tam złożone. Teraz przede wszystkim jest o tym głośno i dobrze, przy czym kluczem są działania, nie słowa. I tutaj bezwzględnie, ja przynajmniej tego mnie oczekuję, ale myślę że i większość bydgoszczan, że strona rządowa, która jest odpowiedzialna - pośrednio, no bo przecież Zachem był przez wiele wiele lat spółką państwową i to państwo bezpośrednio, czyli poszczególne rządy korzystały z zysków, które tam zostały wypracowane... One były wyższe choćby dlatego, że nie dbano o środowisko i do wielkiej dziury wrzucano odpady. Dzisiaj przede wszystkim liczę na rząd, oczywiście nie uchylając się od współpracy, by rozwiązać ten problem.

Nie tak dawno mieszkańcy Łęgnowa złożyli do pana petycję, domagając się przywrócenia darmowych dostaw wody, które mieli przez dziesięciolecia. Odpowiedział już pan?

Jeszcze nie odpowiedziałem, ale tę wodę dostarczał Zachem. W mieście powinna obowiązywać zasada, że wszyscy mieszkańcy są równi i tak, jak wszyscy tyle samo płacimy za ciepło, za gaz, za prąd, to tyle samo powinno się płacić za wodę (...) Zasady dla wszystkich mieszkańców dostaw mediów powinny być jednakowe.

Czyli nie będzie darmowej wody.

Myślę, że nie będzie. Już miasto wzięło na siebie odpowiedzialność w zakresie przyłączenia każdej nieruchomości do wodociągu. Powiedzmy sobie szczerze, tu nie chodzi o wodę, której używamy do mycia i do spożycia, tylko chodzi o tę, która jest wykorzystywana dla celów produkcyjnych. Szukając oszczędności mieszkańcy, którzy tam wykorzystują spore ilości wody, chociażby do działalności rolniczej, wykopali studnie i z tych studni podlegają swoje uprawy i tak naprawdę chodzi o tę wodę.

Panie prezydencie co z budową 2. etapu Trasy Uniwersyteckiej? Na przeszkodzie stoi tartak. Będą opóźnienia, są zagrożone pieniądze unijne?

Termin zakończenia inwestycji mamy wyznaczony do końca czerwca. Obiecaliśmy wykonawcy, że na przełomie roku przekażemy tę sporną działkę. Oczywiście złożyliśmy taką deklarację wierząc, że pan wojewoda, który jest organem egzekucyjnym, będzie potrafił przez 3 miesiące te czynności przeprowadzić. Dzisiaj już 6. miesiąc biegnie, od momentu kiedy powinien to wykonać i na razie światełka w tunelu nie widać (...) Poczekam jeszcze cierpliwie chwilę na to, co zrobi pan wojewoda, aczkolwiek zacząłem się już zastanawiać, i podzieliłem się tą myślą z wojewodą w piśmie w zeszłym tygodniu, czy to nie jest tak naprawdę jakaś taktyka wyborcza pana wojewody, żeby zniechęcić mieszkańców Bydgoszczy do obecnych władz miasta. Tak naprawdę od pół roku czekamy, aż wojewoda raczy skutecznie przeprowadzić egzekucję. Przy czym przypomnę, że ta działka zgodnie z prawem już od ponad roku stanowi własność samorządu województwa, zarządzamy tą działką jako miasto, tylko tyle że nie możemy dostać.

Radny Jan Szopiński, wiceprzewodniczący rady miasta pod koniec lutego apelował do pana, aby po prostu dogadać się z właścicielem.

Tylko nie wiem, co to znaczy dogadać? Dzisiaj zgodnie z polskim prawem odszkodowanie, które zostało także decyzją wojewody ustanowione, utrzymane decyzją ministra, to jest łącznie za tę działkę około 2 mln zł, zostało w 70 procentach już wypłacone wszystkim, którzy tam są właścicielami. Pozostałe 30 proc. natychmiast przekażemy w momencie, kiedy działka zostanie nam przekazana. My działamy w zgodzie z prawem, a demagogiczne głosy związane z tym, że należy się dogadać... Właśnie nie wiem co to jest dogadać. Działamy zgodnie z prawem. Cała droga ekspresowa S5 jest dokładnie w takim samym trybie procedowana, czyli pozwolenie na budowę w postaci decyzji ZRID, zaraz za nią jest decyzja związana z odszkodowaniami i wypłata odszkodowań. Procedura w mieście jest identyczna, jaka jest stosowana w całej Polsce w zakresie tego typu inwestycji.

Paweł Olszewski

Paweł OlszewskiW ciągu dwóch miesięcy ma być załatwiona sprawa obniżki poselskich pensji - zapowiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński. Czy Platforma Obywatelska poprze ten projekt? Rozmowa Dnia z Pawłem Olszewskim, bydgoskim posłem PO.

Marcin Friedrich: Prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział wczoraj 20 procent obniżki uposażeń poselskich. Ministrowie mają przekazać nagrody na cele charytatywne - konkretnie na Caritas. Projekt ustawy obniżającej poselskie pensje ma być przygotowany albo na najbliższe albo na majowe posiedzenie Sejmu. I co pan zrobi panie pośle? Zagłosuje pan za tym projektem?

Paweł Olszewski: Przede wszystkim jest to bardzo nerwowa reakcja na tę karygodną sytuację związaną z premiami. Tego jeszcze w historii nie było, żeby premier sam sobie przyznawał nagrody i de facto traktowano to jako łup powyborczy. Za naszych czasów chyba tylko trzy nagrody były przyznane, przez cały okres 8 lat. A dzisiaj pan prezes chcąc wyjść z trudnej sytuacji - bowiem mają badania wskazujące na to, że opinia publiczna, w każdym elektoracie nie była w stanie zaakceptować tego skoku na kasę - chce uciec do przodu...

MF: No właśnie komentatorzy mówią że to skok do przodu, odwrócenie szachownicy...

... i ukarać parlamentarzystów, którzy akurat podwyżek nie mieli nigdy, a premii czy nagród tym bardziej. Najpierw powinien zacząć od swoich ministrów - niech im obniży wynagrodzenia. Najpierw niech zacznie od siebie. Jego ochrona kosztuje ponad 100 tys zł z publicznych pieniędzy, bo płaci partia, a partia ma dotację publiczną...

MF: Ale państwa bilboardy też są z publicznych pieniędzy...

Tak, ale to nie jest wynagrodzenie. Oni [PiS - przy. red] również prowadzą kampanię, również mogą prowadzić kampanię informacyjną i to jest statutowa działalności partii. Żaden szef partii nie ma ochrony za 100 tys. zł, kilkunastu ochroniarzy, którzy 24 godziny na dobę chronią prezesa...

No wie pan, ale to do biura partii PiS w Łodzi przyszedł pan Cyba i wykrzykiwał, że chce zabić Jarosława Kaczyńskiego.

Do nas też przychodzili i straszyli... Prawda jest taka, że prezes Kaczyński żyje całkowicie za środki publiczne partii politycznej, więc dla niego uposażenie nie ma żadnego znaczenia. Ja bym powiedział tak.. Po pierwsze niech oddadzą tę kasę, bo ją wzięli żadnych bez żadnych powodów. Po drugie niech odpowiedzą na pytanie czy również za 2016 rok, bowiem w odpowiedziach, które mamy nie chcieli udzielić odpowiedzi jakie były to premie. Nie powinno się to tyczyć oczywiście tylko ministrów. Proszę również dopytać wojewodę kujawsko-pomorskiego czy również odda nagrodę, bowiem jako jeden z wojewodów otrzymał najwyższą nagrodę. Jest to absolutnie populistyczne zagranie. My oczywiście będziemy się nad tym pochylali i będziemy mieli swoją kontrpropozycję, projekt ustawy regulującej wynagrodzenia parlamentarzystów. Najpierw musi leżeć na stole ich propozycja. PiS w każdej sprawie, a w tej tym bardziej kłamie, i to jest niebywałe.

Ja pamiętam poprzednie kadencje, jak mówili że ministrowie i posłowie zarabiają za dużo, a jak doszli do władzy to skoczyli na kasę, jakby w życiu pieniędzy nie widzieli...

Ale kłamstwa akurat wam zarzuca poseł Krzysztof Czabański, który zdaje się chce kierować sprawę do sądu czy też do prokuratury, ponieważ na bilboardzie, z którym jeździcie po akurat naszym województwie napisano, że wziął 72 tys., tymczasem on twierdzi, że suma wszystkich nagród, które odebrał to około 5 - 6 tys. zł...

Ale to kompletna bzdura. Pan minister Czabański w takim razie nie wie jakie było wynagrodzenie podstawowe sekretarza stanu, którym jest. Po nieudanej próbie legislacyjnej podwyżki wynagrodzeń w 2015 roku - była również awantura, bo przedłużone zostały projekty ustaw podwyższające wynagrodzenia zarówno ministrów, premiera, parlamentarzystów, prezydenta i żony prezydenta - PiS się z tego wycofał i znalazł sposób obejścia, czyli co miesiąc do pensji dodatkowe pieniądze, które nazywały się nagrodami i pan minister Czabański może sobie nie zdawać sprawy, ale co miesiąc otrzymywał...

Ale on to właśnie sprawdzał.

To niech idzie na drogę sądową. Mamy dokładne wyliczenia, nomen omen wynikające z odpowiedzi na nasze zapytanie. Oficjalne odpowiedzi z rządu więc myślę, że raczej rząd powinien pozywać pan poseł.

Pan poseł Ardanowski mówił w naszym studiu, że cóż to jest za skala, jeśli chodzi o te nagrody, bo porównywał ich wysokość do skali wyłudzeń na przykład VAT za poprzedniej kadencji.

Pan minister Ardanowski mówi dużo, ale niewiele mądrze. Od 2008 do 2015 roku średnia roczna luka w VAT wynosiła 32 mld zł. Przez ostatnie 2 lata luka wynosi 45 mld zł. Chcą komisji śledczej w tej sprawie? Niech będzie komisja śledcza, ale niech obejmie również ostatnie 3 lata rządów PiS. Wówczas jednoznacznie pokażemy gdzie wyłudzenia w VAT były większe i akurat są w tej kadencji.

Ostatnio eurodeputowany Zbigniew Kuźmiuk przedstawił dane, że deficyt sektora finansów publicznych w stosunku do PKB jest najniższy od 20 lat. Wynosi 1,5 proc. Za rządów koalicji PO-PSL było to 8 proc. też w relacji do PKB (...) i pokazuje, że skala tych nagród to jest 5 groszy na obywatela...

To jest żałosne tłumaczenie. Niech się zdecydują czy bronią tych nagród czy nie bronią. Na ostatnim posiedzeniu sejmu pani premier Szydło wyszła i kompromitując się mówiła, że to im się najzwyklej należało. Przed wyborami pan prezes Kaczyński mówił, że władza musi być skromna, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy. W międzyczasie rzucili się na kasę i to było ich priorytetem.

Okazało się, że Jarosław Gowin będąc ministrem nie był w stanie przeżyć od pierwszego do pierwszego. Dzisiaj to chyba będzie musiał jakiś zasiłek wziąć, jak mu jeszcze obetną poselskie pieniądze. Jest to wszystko oblane niezwykłą hipokryzję. Ten wczorajszy ruch, ta zapowiedź, absolutnie demagogiczne i populistyczne. Jest to tak niesmaczne i my to obserwujemy wszędzie. Proszę zwrócić uwagę u nas. Dwóch radnych: pan Rega i pan Jamroży. Dotychczas jak nie rządzili, nie byli w stanie znaleźć sobie normalnej pracy. Ledwo co żyli tylko i wyłącznie z diety radnego, mówię tylko o Redze. Dzisiaj zarabiają po kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie. Niech panowie powiedzą gdzie chcą pracować. Czy chcą pracować w "biznesie publicznym", tak jak pracują, czy chcą wykonywać misję publiczną będąc z radnymi. Za naszych czasów takiej skali nie było. Nikt, żadni nasi radni nie byli delegowani do spółek po to, żeby zarabiać gigantyczne pieniądze. Ta władza wbrew temu co mówiła rzuciła się na te pieniądze i czerpie chochlami okradają de facto Polaków.

Panie pośle Grzegorz Schetyna - przewodniczący Platformy Obywatelskiej wczoraj wyraził poparcie dla Rafała Bruskiego jako kandydata w zbliżających się wyborach prezydenta Bydgoszczy. Czy to jest kandydat uzgodniony z Nowoczesną?

Z Nowoczesną jesteśmy w stałym kontakcie. Tak, jest to kandydat uzgodniony z Nowoczesną. Na żadnym etapie rozmów nie było wątpliwości co do jego kandydatury. Rozmawiamy oczywiście o listach, zarówno do rady miasta, jak i do sejmiku, ale to porozumienie między nami a Nowoczesną będzie szersze. Nie tylko oparte o nas i Nowoczesną, ale również inne organizacje. Ale przyjdzie moment, kiedy poinformujemy jak szeroki będzie ten blok demokratyczny w wyborach samorządowych...

Paweł Szramka

Paweł SzramkaLikwidacja powiatów w celu "walki z sitwami" - to pomysł ugrupowania Kukiz'15. Sprawa ta była jednym z tematów dzisiejszej Rozmowy Dnia w Polskim Radiu PiK. Posła Kukiz'15, Pawła Szramkę zapytano również o stosunek jego klubu do prezydenckiego weta w sprawie ustawy degradacyjnej i do ustawy o Sądzie Najwyższym.

Marcin Kupczyk: Prezydent Andrzej Duda nie podpisał tzw. ustawy degradacyjnej czyli ustawy o pozbawieniu stopni wojskowych ludzi, którzy w latach 1943 - 1990 sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu. Prezydentowi nie podoba się przede wszystkim to, że ustawa wprowadza odpowiedzialność zbiorową.

Paweł Szramka: Tutaj bym poparł pana prezydenta w tej decyzji, faktycznie zgadzam się, że pan Kiszczak czy pan Jaruzelski to nie były osoby szczególnie zasłużone, natomiast nie można brać wszystkich do jednego worka. Ja głosowałem za tą ustawą, ale cieszę się, że jest to weto, cieszę się, że jest możliwość poprawienia tej ustawy, ponieważ zgadzam się, że każdą sprawę powinniśmy rozważać indywidualnie. (...).

Niektórzy członkowie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego są wyciągani poza nawias odpowiedzialności. Nie wiadomo dlaczego tak często mówi się o generale Hermaszewskim, uznając go za bohatera, mówi się o tym, że on nie wiedział, że był wciągnięty do WRON, inni specjaliści mówią, że to jest niemożliwe, każdy był informowany, każdy był pytany, niemal, jak mówią dokumenty, osobiście przez generała Jaruzelskiego. Jest też wyrok sądu, który mówi, że WRON była zbrojną organizacją przestępczą.

Wobec tych osób o których głównie się mówi czyli Kiszczak i Jaruzelski, no to trochę jesteśmy spóźnieni, bo obydwu panów już nie ma na naszym świecie. Szkoda, że PiS nie chciało rozliczyć tych dwóch panów, może się bało, jak rządzili za pierwszym razem w 2005 roku. Teraz troszkę jest to polityka nad grobami. To się też może do końca nie podobać.

Co teraz? Większość parlamentarna musi teraz tę ustawę poprawić. Da się?

Na pewno się da, pytanie czy są chęci, dziwi mnie, że był taki ekspresowy tryb procedowania tej ustawy, która leżała już jakiś czas w przygotowaniu do prac w komisji, a tu praktycznie na jednym posiedzeniu została przyjęta. Zarówno weto, jak i niezadowolenie wielu osób, to wynik stanowienia prawa przez PiS, często pisania ustaw na kolanie, nie możemy do tego dopuszczać. (...).

Zmieniamy temat. PiS złożyło w Sejmie projekt nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym. Minister sprawiedliwości nie będzie mógł podjąć decyzji o odwołaniu prezesa lub wiceprezesa sądu. Drugi projekt noweli umożliwia publikacje trzech rozstrzygnięć TK z marca, lipca i listopada 2016 roku, o to toczył się bój, aby opublikować, tutaj widzimy, że rządzący robią krok w tył i chcą opublikować i trzeci projekt dotyczył przechodzenia w stan spoczynku sędziów Sądu Najwyższego, ma być taki sam dla kobiet i mężczyzn i wynieść 65 lat. Co pan sądzi o tych nowelizacjach?

Na pewno będzie w Sejmie dużo hałasu, opozycja histeryczna będzie mówiła, że wszystko zmierza w złym kierunku, do upartyjnienia sądów itd, a ja sądzę, że sądy już od dawna mamy w Polsce upartyjnione, skoro większość tych organów wybierana jest przez Sejm, no to nie może być inaczej. My mówimy, że sądy muszą być bardziej transparentne. Chcemy wprowadzić instytucję Sędziów Pokoju, jak jest w USA, gdzie drobne, lokalne sprawy, załatwiane są przez Sędziów Pokoju, sprawy są rozpatrywane bardzo szybko, podczas gdy teraz, główną bolączką wymiaru sprawiedliwości jest przewlekłość postępowań, zdarza się, że drobne sprawy trwają latami. To pochłania ogromne koszty oraz czas Polaków. Zajmijmy się zmianą sądów, żeby były dla ludzi. (...).

Paweł Kukiz mówi, że jest za likwidacją powiatów, ponieważ są siedzibą sitw i lokalnych układów. Tu mały cytat: "Po części zgadzam się z Pawłem. Mogą występować pewne układy w samorządach, są ludzie, którzy zasiadają tam od dłuższego czasu, są niereformowalni, a układy i te instytucje się zabetonowały" - tak mówi Marek Mnich, koordynator wyborów samorządowych w ugrupowaniu Kukiz'15, co będziecie chcieli z tym zrobić ?

Na pewno będziemy dążyć do tej zmiany, wszystkie kompetencje powiatu możemy rozdzielić i na gminę, i na województwo. Dużym przedsięwzięciem, które prowadzi powiat to są powiatowe urzędy pracy, kto z Państwa znalazł pracę przez PUP? Ja, albo nikogo takiego nie znam, albo znam garstkę. Są to urzędy, w których pracuje masa osób, a nie spełniają swojej roli, tak naprawdę prowadzą statystykę ilu jest bezrobotnych, ilu się zarejestrowało, ilu się wyrejestrowało. Jest to praca nikomu niepotrzebna. Rynek pracy jest już nowoczesny, pracodawcy szukają pracowników przez Internet, przez rożne portale, rzadko naprawdę zgłaszają się do urzędu pracy, żeby wyszukać wykwalifikowanych pracowników.

Jan Krzysztof Ardanowski

Jan Krzysztof ArdanowskiDo Sejmu trafi wkrótce projekt uchwały o powołaniu komisji śledczej, która ma zbadać wyłudzenia podatku VAT. Opozycja twierdzi, że tą komisją PiS chce przykryć własne afery. O politycznej burzy o komisję dziś w "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK. Gościem Marcina Friedricha był toruński poseł PiS Jan Krzysztof Ardanowski.

Panie pośle nie wiem czy Pan wie ale dziś jest Międzynarodowy Dzień Wiedzy o Minach i Działań Zapobiegających Minom - zdarzyło się Panu kiedyś wejść, nadepnąć na jakąś polityczną minę albo zdetonować bombę?

- W polityce wszystko jest chodzeniem po polu minowym, bo do końca nigdy nie wiadomo czy sprawy, których się dotyka nie mają jakiegoś drugiego dna, w jaki sposób będą odbierane przez społeczeństwo, przecież mamy służyć społeczeństwu... Więc sprawy są skomplikowane. Cała polityka jest jednym wielkim polem minowym, ale wydaje mi się, że jeżeli ktoś postępuje uczciwie, to tych min się za bardzo bać nie powinien.

Panie pośle, wybiera się Pan do nowej komisji śledczej do spraw wyciekającego VAT-u?

- Nie, nie wybieram się. Mam inne kompetencje i czym innym się zajmuję. Doszły również inne rzeczy związane choćby z relacjami polsko-żydowskimi. Moją domeną są raczej obszary wiejskie, negocjacje z Unią Europejską. Na pewno w tej komisji będą kompetentni ludzie ze wszystkich klubów, którzy doprowadzą do wyjaśnienia - Co się takiego wydarzyło przez lata, że tyle zostało ukradzione VAT-u i akcyzy. Komisja Europejska szacuje, że rocznie w Polsce było "kradzione" - bo trzeba używać słów jednoznacznych, to było złodziejstwo - około 39 miliardów złotych samego VAT-u. Jeżeli więc policzymy te 8 lat rządów PO z PSL razy to co komisja podaje, to wychodzą rzeczywiście setki miliardów złotych ukradzionych... pieniędzy, które należały się społeczeństwu na różne programy, które kolejne rządy chciałyby realizować, a nie powinny te pieniądze trafić do kieszeni - mówiąc wprost i wyraźnie - złodziei, którzy wykorzystywali możliwości (...) Chcemy wyjaśnić - zresztą jest to realizacja obietnicy wyborczej Prawa i Sprawiedliwości, że ten okres nie może być "skwitowany w ciemno", tylko trzeba wyjaśnić - jak to było możliwe, że mafie VAT-owskie, które w różnych obszarach gospodarki kradły należne społeczeństwu pieniądze, mogły spokojnie funkcjonować. Wracając do pierwszego pana pytanie o tych różnych minach, Wydaje mi się, że nie była możliwa taka skala złodziejstwa bez osłony politycznej i komisja, którą zapowiedzieliśmy i w tym tygodniu projekt uchwały zostanie do sejmu złożony, będzie miała to wyjaśnić.

W ubiegłym roku już klub Kukiz'15 złożył projekt takiej uchwały powołującej taką komisję i on leżał właściwie "w zamrażarce"...

- Tak, od września - Kukiz'15 bardzo nastaje i chce żeby ta komisja jak najszybciej powołać (...) Nie wiem dlaczego nie zajęliśmy się tym od razu we wrześniu, kiedy Kukiz'15 proponował... jest niewielkie opóźnienie ale ta komisja może do końca tej kadencji zakończyć jakimiś konkluzjami i również wskazaniem odpowiedzialnych za tę złodziejską strukturę w Polsce miało miejsce.

Platforma Obywatelska, .Nowoczesna, klub Kukiz'15 - oczywiście oni wszyscy popierają powołanie takiej komisji ale na przykład Platforma Obywatelska mówi, że chcecie przykryć komisją sprawę ministerialnych nagród... to ma być ważna recepta na spadające sondaże?

- Ale co to porównanie? Jeżeli mówimy o tym, że w Polsce zostało ukradzione między 200 a 300 miliardów złotych, to dla porównania - tylko "afera hazardowa", w której wyprowadzono 21 miliardów złotych, jak jak słyszymy dzięki - mówiąc bardzo delikatnie - pobłażliwości Ministerstwa Finansów ówczesnego, to jest tyle mniej więcej ile rocznie wydajemy na wsparcie programu "500 plus", ogromnego programu adresowanego do społeczeństwa. Jeżeli więc nawet te nagrody, oczywiście społeczeństwu się to nie podoba, to jest też pytanie - W jaki sposób uregulować wynagrodzenia ministrów, które nie były od 2008 roku w żaden sposób regulowane. Nie wiem czy ludzie chcieliby otrzymywać pensje z 2008 roku, czyli sprzed 10 lat. To było w kolejnych rządach regulowane jakimiś comiesięcznymi dopłatami w postaci tzw. nagród, ale nawet jeżeli to wszystko weźmiemy pod uwagę, to to jest raptem kilka milionów złotych - te nagrody, które wyniosły za rządu Pani premier Beaty Szydło - kilka milionów. A tam jest kilkaset miliardów - no co za skala porównania?!

Chciałbym jeszcze zapytać Pana o "ustawę degradacyjną" - pan prezydent Andrzej Duda stracił także pana głos, tak jak Marka Suskiego?

- Nie, ja znam osobiście poglądy pana prezydenta Andrzeja Dudy, byliśmy współpracownikami Lecha Kaczyńskiego, znamy się z tego okresu i absolutnie nie mam żadnych wątpliwości co do intencji, czystych intencji pana prezydenta. Ta ustawa ma co najmniej dwa aspekty moralne - rozliczenie komuny i tych wszystkich, którzy wydawali rozkazy strzelania do Polaków, którzy w tych wszystkich okresach napięć dziejowych wykorzystywali Wojsko Polskie do walki z własnym narodem i ci ludzie powinni ponieść odpowiedzialność moralną i etyczną w postaci degradacji. Z drugiej strony jest aspekt również prawny, który mówi, że jednak nie może być to odpowiedzialność zbiorowa, że odpowiedzialność Jaruzelskiego, Kiszczaka czy siwickiego to nie jest odpowiedzialność jednocześnie przełożona na całe Ludowe Wojsko Polskie, na wszystkich pułkowników, majorów, kapitanów itd. Również prezydent, który jest prawnikiem, który bardzo dba o to, żeby tworzone przepisy jednak nie były wadliwe prawnie, mówi wprost - Ci ludzie mają prawo do obrony, ustawa im tego nie dała. (...) Polacy nie lubią, żeby zmarłych obciążać - "de mortuis aut bene aut nihil" - ale jednocześnie, żeby rodziny tych już nieżyjących oficerów czy organizacje kombatanckie mogły również tą jaśniejszą stronę ich życiorysów przedstawić, żeby była możliwość jakiegoś odwołania, a nie z mocy ustawy wszystkich pełną odpowiedzialnością zbiorową objąć. Wydaje mi się, że wrócimy do tej ustawy. Zresztą prezydent wcześniej zgłosił to i premierowi i Ministrowi Obrony Narodowej, że chce nad tą ustawą pracować tak, żeby wyeliminować te wady prawne (...) Ja nie mam żadnych wątpliwości co do czystych intencji prezydenta i na pewno mojego głosu nie stracił.

Ksiądz Krzysztof Buchholz

Ks. Krzysztof Buchholz13 lat minęło od chwili "gdy odszedł do domu Ojca". Święty Jan Paweł II w sercach Polaków ma szczególne miejsce. Czy rzeczywiście Polacy wiedzą o nim więcej niż to, że lubił kremówki, a jego ulubioną pieśnią była "Barka"? Między innymi o tym w Rozmowie Dnia z księdzem Krzysztofem Buchholzem.

Marcin Friedrich: Minęła 13. rocznica śmierci Papieża Polaka - świętego Jana Pawła II. Mówią o nim Jan Paweł II Wielki. To był papież 102 pielgrzymek zagranicznych, 142 podróży po Włoszech. W tym czasie papież ogłosił ponad 3 tys. homilii i przemówień, opublikował 14 encyklik, 14 adhortacji, 11 konstytucji, 42 listy apostolskie. To są oczywiście oficjalne dokumenty Kościoła. Ocenia się, że to 85 tys. stron tekstów. Nie ma ksiądz wrażenia, że gdyby zapytać statystycznego Polaka co wie o Janie Pawle II to powiedziałby że pamięta, że lubił kremówki?

Ks. Krzysztof Buchholz:
Rzeczywiście można się tym ogromem treści, które Jan Paweł II zostawił nam jako swoje dziedzictwo poczuć się przytłoczonym. I być może w takim ciepłym odczuciu jest coś takiego dla niektórych z nas, że kojarzymy go z Wadowicami, z kremówkami, z tym jego sentymentalnym powrotem do przeszłości - kiedy był w Wadowicach i kiedy zaczął wspominać, tak z serca, wygłaszał nieprzygotowany tekst i zaczął rozglądać się po wadowickim rynku... To takie ludzkie i pewnie jak ktoś jedzie do Wadowic to rzeczywiście wchodzi do świątyni, gdzie Karol był chrzczony, pójdzie do jego domu - dziś pięknego muzeum, pokazującego jego życie, no i nie pójść na kremówki to... to trochę dziwne byłoby [śmiech].

Natomiast wydaje mi się, że jeśli chodzi o moment, którym w nas jest, który w nas tkwi - żyje, bo go przeżyliśmy... Często nie jest to ta czy inna pielgrzymka, ale jednak finał, kiedy papież odszedł do domu Ojca i to, co każdy z nas różnie przeżywał w różnych momentach, w różnych miejscach, w różnym wydaniu, to do dzisiaj, jeśli chodzi o taki automatyczny odruchowy, wewnętrzny jakiś akt, który w nas się rodzi... Jan Paweł II, to jest moment jego odejścia i to, co wtedy przeżywaliśmy...

(...) Ten spontaniczny też odruch Polaków - w tej jedności, a dziś, jak przeczytałem na blogu internetowym, "Polska jest podzielona między dwa zwalczające się plemiona polityczne", bo właśnie odszedł ktoś, kto dla Polaków był ojcem, że Polska jest osierocona i stąd te podziały...

Być może tak. Papież traktował nas tak bardzo ojcowsko i ojcowsko do nas swoją mądrość, swoje przesłanie kierował, gdy przebywał do nas w kolejnych pielgrzymkach. Raz traktował nas jak czuły, troskliwy ojciec, a nieraz nas strofował i wręcz jakby karcił widząc, że chyba niezbyt dobrze odczytaliśmy znaki czasu i to, co się zadziało - to, co po jego wołaniu, aby Duch Święty zstąpił i odnowił oblicze tej ziemi i co się w konsekwencji wydarzyło i jak kolejne lata w naszym kraju się toczyły. Ale oczywiście zawsze widział człowieka w tym wszystkim, co mówił i jaki był.

Nawet jeżeli było się na audiencji generalnej, na modlitwie Anioł Pański na placu Świętego Piotra czy gdziekolwiek słyszało się go na żywo - widziało się go na telebimie czy gdzieś tam daleko przy ołtarzu to jakoś odczuwało się, że On to mówi do mnie, że kieruje do mnie to słowo. Że jest jakaś siła jego miłości - potężna, wymierna, że gdy wypowiada te słowa wypowiada je z wielką troską - to nie jest koniunkturalizm, to nie jest ustawianie swojego nauczania pod kogokolwiek. To jest głoszenie dobrej nowiny do takich, a nie innych odbiorców, bo z kolei kiedy spotykał się z młodymi, gdy jechał na Światowe Dni Młodzieży, to młodzi poczuli bardzo, że to jest właśnie do nich i że On wyczuwa bardzo swojego odbiorcę - wie do kogo mówi i wie, co chce powiedzieć.

Ma ksiądz jakiś lubiony cytat z Jana Pawła II?

Tak, bo jego pontyfikat to moja młodość. "Duc in altum! Wypłyń na głębię!"...

To wyzwanie!

To młodość! Taka jest natura młodości - właśnie wyzwanie. Jeżeli młodość nie jest realizowana w podejmowaniu wyzwań, ryzykowania, jakichś odważnych życiowych posunięć, to ta młodość staje się wyjaławiająca człowieka i młody człowiek czuje, że coś zasadniczego swoim życiu gubi. Nie ma sensu życia - tego, co tak bardzo jest młodemu człowiekowi potrzebne, a papież o tym mówił" "Jeżeli chcesz odnaleźć sens życia, jeżeli chcesz siebie zrozumieć, to z Jezusem Chrystusem i nie bój się nie lękaj się, On jest z tobą, On ciebie nie zostawi, On tobie pomoże, na niego możesz liczyć, z ludźmi różnie bywa (...) to jest przyjaciel, na którego zawsze możesz liczyć". I gdy młody człowiek coś takiego słyszy, a słyszeliśmy to i widzieliśmy jak mówił, a papież sobą, swoją postawą swoim życiem absolutnie potwierdzał to, co mówił. A cóż dla młodego jest ważniejszego, istotniejszego i bardziej wiarygodnego w przekazie dorosłych? Człowiek, który jest wiarygodny, który to, co mówi rzeczywiście realizuje. Przykład, świadectwo (...)

Fundacja Wiatrak przeżywała tę rocznicę odejścia Jana Pawła II do domu Ojca, ślubowali wolontariusze GPS... Cóż to takiego jest?

Nasze Duszpasterstwo Akademickie Martyria skończyło 30 lat. Powstaliśmy w 1987 roku, kiedy papież był już rozpędzony w swoim pontyfikacie. Więc my od poczęcia niejako, przez swoje dzieciństwo i młodość się z rozkręcaliśmy, żyliśmy z nim. On był naszym, tak jak pan redaktor powiedział, ojcem. My go naprawdę traktowaliśmy po ojcowsku (...) i "rzucał" hasła, które kapitalnie wpisywały się w nasze potrzeby... Z duszpasterstwa akademickiego wyrósł Wiatrak, byliśmy na Światowych Dniach Młodzieży w Rzymie w 2000 roku - tam się pojawił pomysł Domu Jubileuszowego Jana Pawła II wiedząc, że On kiedyś odejdzie. No i my mamy to szczęście, że go spotykamy, słyszymy, jeździmy do niego, jeździmy z nim, no ale przyjdą po nas tacy, którzy już go nie będą tak znali, nie będą go doświadczali. Po prostu trzeba coś zrobić, trzeba stworzyć miejsce i taką społeczność, która pozwoli tym kolejnym pokoleniom go odkrywać - nie tylko jako postać historyczną, ale jako kogoś, kto ma konkretne życiowe dla nich przesłanie i dobro. No i tak powstała wspólnota Wolontariat GPS, czyli Giovanni Paolo Secondo Jana Pawła II.

To już są długie lata, już kolejne pokolenie GPS-ów wczoraj ślubowało, żeby iść drogą Jana Pawła II, żeby w ich życiu GPS-em, ich życiową nawigacją, był Jan Paweł II, z takimi trzema wartościami, które w swojej drodze formacyjnego odkrywają i w niej kształtują siebie czyli "Gotowość, Przyjaźń, Służba". Papież taki był. Jego życie, jego młodość i potem jego posługiwanie. Słuchając Go staraliśmy uchwycić o co Mu chodzi...


Piotr Kujawa

Piotr KujawaPracownicy służb mundurowych domagają się m.in. podwyżek, powrotu do sytemu emerytalnego sprzed 2012 roku i pełnopłatnych zwolnień lekarskich. Związkowcy ostatnio wyrazili nadzieję, że nie zostaną zmuszeni do protestów. Sytuacja służb mundurowych była tematem Rozmowy Dnia. A jej gościem - Piotr Kujawa z NSZZ Policjantów województwa kujawsko-pomorskiego.

Marcin Kupczyk: jak informowaliśmy jakiś czas temu "mundurówki" zaczęły domagać się pewnych rzeczy, jest 6 głównych postulatów, ale postulaty płacowe są dla państwa najważniejsze.

Piotr Kujawa: Stanowisko Federacji Służb Mundurowych czyli kolegów i ze straży granicznej, straży pożarnej, służby celnej, służby więziennej, podnosimy ten postulat płacowy, jest to związane, chociażby z tym, że na rynku pracy, w dyskontach takich jak Lidl, Biedronka, te początkowe pensje i w ogóle możliwości podnoszenia uposażeń, nie są mało atrakcyjne. Przeciętny pracownik dyskontu może nawet zarabiać więcej niż policjant, np. posterunkowy, sierżant. W związku z tym jest postulat, żeby 650 zł. podwyżki dostał każdy funkcjonariusz. Chodzi też o przyciągnięcie kandydatów do służby, taki bodziec, który był do tej pory czyli przywrócenie stanu dotyczącego możliwości odejścia na emeryturę po 15 latach, oczywiście trzeba to powiedzieć, że to nie jest pełna emerytura, tylko cząstkowa.

15 lat pracy, to strasznie mało.

No tak, ale weźmy pod uwagę, że jest to zależne od stanowiska i wykonywanych zadań, te 15 lat potrafi naprawdę dać w kość, to jest praca, w każdych warunkach, pełna dyspozycyjność, duże wymagania etyczne, żeby policjant dawał z siebie wszystko, tak jak jest w ślubowaniu, nawet z narażeniem życia, tablica pamięci, która jest w komendzie głównej, tam jest 114 nazwisk, jest chyba przykładem, że policjanci, tę rotę ślubowania wypełniają.

Pełna odpłatność za czas służby przekraczający normę określoną dla poszczególnych formacji mundurowych. Tu chodzi o nadgodziny i służbę w dni ustawowo wolne od pracy?

Tak, tu chodzi o to, że nie ma dla nas takiego podziału, że jest święto i większość np. urzędów czy teraz handlu - nie pracuje, a wszystkie służby mundurowe muszą pracować, obojętnie czy to jest wigilia...

Taki jest charakter tych służb, kto do nich idzie ten wie....


Zgadza się tylko, często trzeba zostać dłużej, bo to jest służba, nie wyobrażam sobie sytuacji, że dochodzi do jakiegoś zdarzenia poważnego, gdzie zabezpiecza policjant miejsce wypadku, miejsce przestępstwa, że może powiedzieć, że przerwie, bo kończą mu się godziny pracy, tu jest taki postulat, żeby policjant wiedział, że mógłby mieć za to dodatkowo płacone.

Andrzej Walkowiak

Andrzej WalkowiakZadłużenie tylko jednej ze spółek województwa - Kujawsko-Pomorskich Inwestycji Medycznych sięga miliarda złotych. Marszałek województwa zapewnia jednak, że budżet samorządu jest bezpieczny. Jak spogląda na to sejmikowa opozycja? Rozmowa Dnia z Andrzejem Walkowiakiem, radnym województwa z Porozumienia Jarosława Gowina.

Marcin Friedrich: Panie radny, marszałek Piotr Całbecki 2 dni temu w tym studiu zapewniał o dobrej kondycji budżetu województwa. Mówił, że długi nie rosną, wręcz przeciwnie - od kilku lat ta tendencja jest spadkowa, ale państwo - sejmikowa opozycja - mają na ten temat inne zdanie. Protestowaliście przeciwko powołaniu kolejnych spółek.

Andrzej Walkowiak: Tak, bo pan marszałek nie skłamał. Powiedział prawdę, tylko nie powiedział całej prawdy, bo się słowem nie zająknął o innych zobowiązaniach województwa. Deficyt czy dług województwa sięga kilkuset milionów złotych i to jest prawda. Nawet nieznacznie maleje, ale to jest nic w porównaniu do tego, jakie zadłużenia generują spółki powołane przez województwo. Spółki, których gwarantem spłaty zaciągniętych przez nie kredytów jest samorząd województwa kujawsko-pomorskiego.

Mówimy o spółce Kujawsko-Pomorskie Inwestycje Medyczne, mówimy o spółce Kujawsko-Pomorska Sieć Informacyjna...

- KPIM - sztandarowa spółka ma zaciągnięty gigantyczny kredyt sięgający dzisiaj 900 mln zł, a tak naprawdę ponad miliard łącznie z odsetkami. O tym marszałek nie raczył już wspomnieć i przy okazji też nie powiedział jasno, że nowa spółka, której powołanie przeforsował Zarząd Województwa też będzie generowała zadłużenia sięgające setek milionów złotych.

Ta nowa spółka ma zająć się między innymi inwestycjami w Operze Nova w Bydgoszczy, w Filharmonii Pomorskiej, budową lokalnych dróg...

- Tak było napisane w uzasadnieniu. O drogach akurat nic nie było. O drogach dowiedzieliśmy się już z przekazów medialnych, bo na budowę tych dróg lokalnych naciska bardzo Polskie Stronnictwo Ludowe, co w moim przekonaniu świadczy o tym, że ta spółka została powołana w dużej mierze z powodów czysto politycznych - wyborczych. Wiadomo że większość dróg wojewódzkich przebiega przez głęboką prowincję - tam, gdzie znajduje się elektorat i PSL potrzebuje przychylności wyborców. W związku z tym ten pośpiech w powoływaniu tej spółki i ta zapowiedź PSL-u, ustami wicemarszałka województwa Dariusza Kurzawy, że oni akurat chcieliby, aby jak najszybciej przystąpić do budowy dróg wojewódzkich, bo pieniędzy z RPO, z budżetu województwa na ten cel już nie starcza. Zadłużenie jest tak duże, że więcej już po prostu nie można tego robić.

KPIM już dalej zadłużać się nie może, bo ten dług jest gigantyczny, żaden bank już nie da kredytu tej spółce... Powołuje się wiec kolejną, jest zapowiedź budowy dróg... A to że opera, że filharmonia - to bardzo szczytne cele, ale to jest tylko publicystyka, to jest tylko luźne stwierdzenie w uzasadnieniu do powołania tej spółki. Obok mówi się też, że będzie też potrzeba rozbudowy Urzędu Marszałkowskiego - abstrakcyjny, nikomu niepotrzebny cel.

Tak naprawdę ta spółka będzie mogła robić wszystko. My nie mamy pewności czy na przykład jedną z pierwszych decyzji nie będzie to, że zbudujemy w Toruniu centrum kongresowe dla Camerimage (...).

Filharmonia, opera... gdyby był transparentnie określony cel to powołano by spółkę celową, która miałaby posłużyć tylko i wyłącznie na przykład do wykonania tych dwóch zadań. Opery i filharmonii. Koniec kropka. Tymczasem powołuje się spółkę o bardzo szerokim spektrum działania, o bardzo dużej dowolności. Spółkę, która wedle zapowiedzi, będzie musiała zaciągać setki milionów kolejnych kredytów, co - moim zdaniem - będzie miało katastrofalne skutki dla naszego województwa.

Urząd Marszałkowski broni się tłumacząc, że te spółki - po pierwsze, lepiej wydatkują pieniądze niż robiłby to samorząd. Szybciej. Przytaczane są dane Najwyższej Izby Kontroli, która oszacowała, że gdyby szpitale samodzielnie miały prowadzić inwestycje to na przykład bydgoski szpital dziecięcy swoje inwestycje prowadziłby przez 223 lata, a Centrum Pulmonologii przez 19 lat...

- (...) Nie wolno się zadłużać ponad miarę, ale rzeczywiście spółki są dobrym narzędziem do tego, żeby przeprowadzać takie inwestycje na rzecz instytucji, które nie są do tego powołane. Szpital ma leczyć, opera ma dostarczać wysokiej kultury i nie są to instytucje przystosowane do tego, żeby przeprowadzać procesy inwestycyjne. Chodzi tylko o rozsądek i umiar. Z jednej strony w wydatkowaniu tych pieniędzy, a z drugiej strony o jakość funkcjonowania tychże spółek. W naszej ocenie one funkcjonują źle i są tego liczne przypadki, tak jak Kujawsko-Pomorska Sieci Informatyczne, tak jak Port Lotniczy w Bydgoszczy. My mamy zastrzeżenia ogromne do jakości funkcjonowania tych spółek i nawet sam marszałek przyznaje, że rzeczywiście jest kłopot województwie kujawsko-pomorskim z nadzorem właścicielskim nad tymi spółkami i przeciwko temu protestujemy. Uważamy, że naprawdę w finansach naszego województwa jest jakaś zbyt duża doza szaleństwa i beztroski.

Czy państwo jako radni mają na przykład kwartalne, półroczne czy roczne sprawozdania zarządów spółek o tym jak one działają.

- Nie mamy, są sesje, pytamy marszałka... Często niestety spotykamy się z odpowiedziami bardzo pokrętnymi (...) Mamy wielki problem z transparentnością, to znaczy marszałek ma problem z transparentnością. Mamy duży problem z dotarciem do informacji, które nas najbardziej interesują. Kiedy na wiosnę 2015 roku marszałek prosił, żeby sejmik województwa wyraził zgodę na to, aby Zarząd Województwa mógł poręczyć kredyt dla Kujawsko-Pomorskich Inwestycji Medycznych w wysokości 500 mln zł, pytałem się na jakie dokładnie inwestycje te pieniądze mają być przeznaczone. Jaki jest plan działania... Takiej odpowiedzi nie uzyskałem. Uzyskuje ją dopiero post factum, czyli widzę w co te pieniądze są inwestowane. Dlaczego marszałek ma taki problem z transparentnością? Nie wiem. Myślę, że marszałek miałby dużo lepszy wizerunek, gdyby ta transparentność była ustawiona na wyższym poziomie.

Na koniec przejdźmy do ogólnej polityki. Pojawił się ostatnio sondaż, wykonany na zlecenie telewizji TVN, który pokazuje, że Prawo i Sprawiedliwość co prawda jest na pierwszym miejscu sondażu, ale notuje olbrzymi, bo 12-procentowy spadek.

- Należy oczywiście podejść do tego z pokorą, aczkolwiek w sondażach tak naprawdę liczą się tendencje. Zobaczymy czy ten sondaż zwiastuje jakąś trwałą tendencję i wtedy można to będzie traktować śmiertelnie poważnie. Myślę, że jest to jakiś sygnał ostrzegawczy. To nie jest tak, że ten rząd, ta koalicja - rządy Zjednoczonej Prawicy są teflonowe i mogą sobie pozwalać na błędy. Z doświadczenia, z historii wiemy, że elektorat prawicowy nie wybacza tak takich błędów jak elektorat centrowy czy centrolewicowy. Myślę, że do tego przyczyniły się, niestety, kwestie związane z nagrodami dla ministrów. Myślę, że elektorat centroprawicy, prawicy jest statystycznie biedniejszy od lewicowego czy centrolewicowego, jest bardziej wyczulony na te kwestie. Ten sondaż z pewnością pokazuje, że ta koalicja, ten rząd nie jest z teflonu i musi być bardzo ostrożny w kwestiach finansowych.

Zbigniew Sosnowski

Zbigniew SosnowskiPolskie Stronnictwo Ludowe apeluje, by już więcej nie przestawiać zegarków, bo dwukrotna zmiana czasu w ciągu roku nie ma - zdaniem tej partii - sensu, ani gospodarczego znaczenia. Prezes ludowców podczas niedawnej wizyty w naszym regionie zapowiedział, że PSL będzie walczyć o tzw. "emerytury bez podatku". O tym z posłem PSL, Zbigniewem Sosnowskim rozmawia Marcin Kupczyk.

Marcin Kupczyk: Ludowcy chcą, aby emeryci nie płacili składek na zdrowie i podatku dochodowego od swoich emerytur. Najprościej mówiąc, byłoby tyle samo netto, ile brutto. Ile dostanę, tyle będę mieć w kieszeni. Szef Polskiego Stronnictwa Ludowego prezes Władysław Kosiniak-Kamysz podczas niedawnego pobytu w naszym regionie zapowiedział, że jego partia będzie zbierać podpisy pod obywatelskim projektem ustawy. Kosiniak-Kamysz zapewniał o tym seniorów podczas sobotniego spotkania. Platforma ma swój pomysł, swoje pomysły ma Prawo i Sprawiedliwość, swój macie również wy. Posłowie PO chcieli zwolnić emerytury z podatku dochodowego PIT, ale tylko w przypadku tych emerytów, którzy będą pracować podczas emerytury. Państwo mają inny pomysł. Dlaczego właśnie tak?

Z.Sosnowski: Oczywiście Polskie Stronnictwo Ludowe złożyło poselski projekt ustawy w tej sprawie, ale ponieważ podczas pierwszego czytania projekt nie uzyskał aprobaty większości parlamentarnej, czytaj PiS-u, w związku z tym lider Polskiego Stronnictwa Ludowego, Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że będziemy zbierali podpisy pod tym projektem, bo projekt cieszy się naprawdę ogromnym poparciem Polek i Polaków. Według badań, które zostały przeprowadzone, aż 90% Polaków opowiada się za tą zmianą korzystną dla rencistów i emerytów. Niestety nastąpiła wyraźna zwyżka cen artykułów spożywczych, owoców, warzyw, węgla, a niestety emerytury stoją praktycznie w miejscu.W ostatnim roku podwyżka emerytur to jest siedem dziewięć złotych, a więc ona w żadnym stopniu nie rekompensuje podwyżek. (...) Tak naprawdę każdy z emerytów, rencistów już odpracował i opłacił należne na podatki. Dlatego też my wnioskujemy o to, aby emerytura była bez podatku. Jeśli założymy że średnia emerytura w Polsce to około 1600-1700 zł, to każdy emeryt zyskałby na tym przedsięwzięciu 300 zł.

Na samym podatku dochodowym Budżet Państwa straci 15 miliardów, a 13 miliardów z tytułu składki na ubezpieczenie społeczne. Wasz program kosztowałby 28 miliardów. szef ludowców był pytany, skąd wziąć pieniądze na wasz pomysł, ale na to pytanie nie odpowiedział. Możemy przeczytać w portalu money.pl, że jest to najdroższy pomysł spośród wszystkich partii, które swoje pomysły zgłosiły panie pośle.

- To prawda, ale my nie mówimy, że to trzeba natychmiast, że już teraz. Chcemy, żeby się rozpoczęła dyskusja. Można to zrobić etapami. Można wziąć pod uwagę wysokość emerytury w pierwszej kolejności, do pewnego etapu to zrobić. Wrócę do historii, kiedy Prawo i Sprawiedliwość miało ten pomysł dodatku na każde dziecko 500 Plus. Potem przecież to zostało zmodyfikowane. (...) My także mówimy o dość kosztownym projekcie, ale mówimy przecież o sytuacji zwykłych Polek i Polaków, którzy przepracowali kilkadziesiąt lat, zrobili tak wiele dla Polski i dzisiaj mają prawo godnie żyć. Nie można mówić, że jeśli coś jest kosztowne, to nie ma sprawy, nie powinno się na ten temat dyskutować i nie powinno się nie prowadzić do zmiany, która jest społecznie oczekiwaną zmianą.

I nie boicie się wy jako ugrupowanie ludowców oskarżenia populizm? Można sobie na poczytać, chociażby na tym portalu już przeze mnie wspomnianym: gdy Kosiniak-Kamysz był ministrem nie myślał o emerytach i rencistach. Teraz gdy został odsunięty i praktycznie na nic nie ma wpływu, udaje troskę o tych najsłabszych.

- Zawsze politycy mogą być oskarżeni o populizm. To nie jest tak, że kiedy rządziliśmy w poprzednim okresie, to nic nie zrobiono dla polskiej rodziny. Proszę zwrócić uwagę, że wydłużono urlop macierzyński, że poprawiono sytuację rodzin wielodzietnych wprowadzając karty wielkiej rodziny, wybudowano wiele domów dziennego pobytu dla seniorów. To nie jest tak, że nic nie zrobiono. (...)

I jeszcze na koniec tego wątku w bardzo ważne, moim zdaniem, słowa prezesa ludowców: nie odpuścimy tego projektu, nie wejdziemy nigdy w żadną koalicję, dopóki nie będzie w umowie koalicyjnej zapowiedzi realizacji tego postulatu. Tak mówi prezes hodowców. To jest duża odwaga, no bo kto z wami zechce wziąć odpowiedzialność za tak wielkie koszty, czyli z nikim nie pójdziecie w koalicji, jeśli nikt nie zgodzi się na ten program.

Jeszcze raz wrócę do tego: Prawo i Sprawiedliwość także postawiło na 500 Plus. Wydawało się, że to jest nierealne, że to jest niemożliwe, program ten zrealizowało. Dlatego ja dzisiaj mówię z całą odpowiedzialnością: Polskie Stronnictwo Ludowe proponuje taki program. Zapewniamy rodaków, bo oni muszą wiedzieć idąc do urn wyborczych, że ktoś proponuje konkretne rozwiązania i mówimy że się nie wycofamy z tego projektu.

To była ostatnia zmiana czasu, kiedy kilka dni temu przedstawiliśmy zegarki? Bo Państwo chcą, abyśmy już czasu nigdy nie zmieniali.

Po raz pierwszy zmianę czasu wprowadzono w czasie I wojny światowej. Wynikało to z pewnych uwarunkowań gospodarczych. Dzisiaj tych uwarunkowań gospodarczych już nie ma. Ta zmiana czasu nie przynosi żadnych pozytywnych skutków gospodarczych, a na pewno przynosi negatywne skutki społeczne o charakterze zdrowotnym. A pewnie i gospodarcze też mają to znaczenie. Otóż trzeba jasno sobie powiedzieć, że ta dwukrotna zmiana czasu zarówno ostatnio z soboty na niedzielę w październiku, jaki teraz w marcu prowadzi do tego, że Polacy dwukrotnie muszę się przyzwyczajać do tego rozregulowanego zegara biologicznego. Naukowcy zajmują się przecież tym problemem. Manipulowanie czasem działa niekorzystnie na nasze zdrowie psychiczne i fizyczne. W wyniku tej zmiany czasu częściej występuje ryzyko zawału serca, wzrasta liczba wypadków drogowych, występują zaburzenia snu, samopoczucia i nastroju.(...) Jeśli chodzi o kursowaniu pociągów czy banków potrzebna jest przerwa techniczna, żeby to wszystko doprowadzić do normalności.

Jest jeszcze kwestia Parlamentu Europejskiego i dyrektyw Komisji Europejskiej...

(...) W dyrektywie jest zapis, że zmiana czasu musi następować w tym samym czasie we wszystkich krajach Unii Europejskiej. (...) Natomiast z dyrektywy, według nas, nie wynika, że dany kraj w którym dokonuje się zmiany musi tę zmianę wprowadzić. To jest kwestia interpretacji. Oczywiście ludowcy podjęli się na arenie Unii Europejskiej doprowadzenia do wyjaśnienia tego problemu, bo polski rząd uznał, że nie można wprowadzić tego czasu. (...)


1234567
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę