duży kontrast mapa strony
Strona startowa » Rozmowa dnia

Rozmowa dnia

Ewa Kozanecka

Ewa KozaneckaSejmowa komisja polityki społecznej i rodziny zajęła się przygotowanym przez komitet "Zatrzymaj aborcję" obywatelskim projektem ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Czy polskie przepisy aborcyjne będą zmienione? O tym w Rozmowie Dnia z posłanką Prawa i Sprawiedliwości Ewą Kozanecką.

Maciej Wilkowski: Pani poseł znalazła się w składzie specjalnej podkomisji, która zajmie się projektem "Zatrzymaj aborcję", zakładającym zniesienie możliwości przerywania ciąży ze względu na duże prawdopodobieństwo ciężkich i nieodwracalnych wad płodu. O powstaniu tej podkomisji zdecydowała wczoraj sejmowa komisja polityki społecznej i rodziny. Pani poseł, dlaczego podkomisja, a nie komisja się tym zajmie?

Ewa Kozanecka: Przede wszystkim należy rozpocząć od tego, że w styczniu marszałek Sejmu skierował obywatelski projekt ustawy "Zatrzymaj aborcję" do komisji polityki społecznej i rodziny oraz do komisji sprawiedliwości. Na dziś sytuacja wygląda w ten sposób, że komisja sprawiedliwości wydała już pozytywną opinię w tym temacie, natomiast wczoraj na posiedzeniu komisji polityki społecznej i rodziny zdecydowaliśmy, że jednak ten projekt - z racji tego, że to jest bardzo ważna, delikatna materia - będzie procedowany na podkomisji nadzwyczajnej. W skład podkomisji weszło dziewięciu członków komisji polityki społecznej i rodziny, wczoraj dokonaliśmy ukonstytuowania się tejże komisji - wybraliśmy przewodniczącego i rozpoczynamy procedowanie.

Jaki cel ma podkomisja?

Przede wszystkim celem tej podkomisji są merytoryczne rozmowy. Mamy mnóstwo opinii, które wpłynęły do komisji polityki społecznej i rodziny właśnie w sprawie tego projektu obywatelskiego. Są to opinie zarówno zwolenników tej ustawy jak i przeciwników. W związku z tym postanowiliśmy, że na podkomisji będziemy toczyć merytoryczne rozmowy z udziałem ekspertów - autorytetów w tej dziedzinie. Jest to bardzo ważna kwestia i delikatna, bowiem w grę wchodzi ludzkie życie. Dlatego też postanowiliśmy jednak, że najpierw będziemy procedować ten projekt w podkomisji nadzwyczajnej.

Ile mogą potrwać takie prace?

Trudno powiedzieć jak długo będą trwał, bo tak jak wcześniej powiedziałam - mamy i zwolenników i przeciwników tego projektu obywatelskiego. Wczoraj państwo mogliście się przysługiwać obradom komisji polityki społecznej i sami widzimy wszyscy jakie emocje wzbudza ta ustawa. Dlatego właśnie podkomisja, żeby wszystkie zainteresowane strony mogły się wypowiedzieć, również z udziałem autorytetów i ekspertów.

Na posiedzeniu komisji, o którym pani wspomniała bywało gorąco. Padały dosyć ostre słowa. Jak pani się czuje, gdy słyszy pani taką opinię - można ją było wczoraj usłyszeć, bodajże pani Kaja Godek to powiedziała, że powoływanie takiej podkomisji to jest bycie za zabijaniem dzieci, ci którzy znaleźli się w tej podkomisji to ci, którzy głosowali przeciwko projektowi... Co pani wtedy czuła?

Przede wszystkim to jest nieuprawnione, co pani Kaja Godek mówi, ponieważ w Prawie i Sprawiedliwości wszyscy parlamentarzyści są za tym, aby życie ludzkie było chronione - jesteśmy przeciwko zabijaniu dzieci, wyznajemy zasadę, że życie ludzkie należy chronić od poczęcia do naturalnej śmierci i to, co pani Kaja Godek opowiada to jest absolutnie nieuprawnione. My pochylamy się jak najbardziej nad tym projektem ustawy. Świadczą o tym chociażby działania, które już wykonaliśmy, będziemy wykonywać, czyli zaczęliśmy od podkomisji, na najbliższym posiedzeniu sporządzimy harmonogram pracy i działań podkomisji. Wszystko zmierza w dobrym kierunku, tak jak obiecaliśmy projekt obywatelski będziemy rozpatrywać i to się dzieje.

Czy pani czuje, że pracuje w tej sprawie pod presją? Z jednej strony bardzo duży nacisk między innymi ze strony w ruchów pro-life, z drugiej strony nacisk ze strony tych, którzy nie chcą zaostrzenia przepisów aborcyjnych. Mamy niedzielny list Episkopatu Polski, który zachęca posłów do tego, aby sprawą się zajęli... Czuje pani presję?

To jest duże słowo "presja", ponieważ nie możemy pracować pod presją. Ja takiej presji absolutnie nie czuję. Wiem, że jesteśmy odpowiedzialni za ochronę życia. Czujemy odpowiedzialność, by dyskusja toczyła się merytorycznie, spokojnie, była pełna szacunku, bowiem w grę wchodzi ludzkie życie i jego ochrona. Przy tym wszystkim musimy też pamiętać o kobietach i o tym, że one też wymagają szacunku i ich rola tutaj jest nieodzowna. Jeżeli niektóre środowiska poruszają kwestie kobiet, chociażby tego, że nie szanujemy ich, że chcemy na siłę cokolwiek wprowadzić - absolutnie jest to nieprawda. Tak jak powiedziałam - merytoryczne spokojne rozmowy doprowadzą, mam nadzieję, do do pozytywnego finału tejże ustawy.

Czy pani uważa, że to jest priorytetowa sprawa, którą teraz należało się zająć?

Przede wszystkim jest to projekt obywatelski i tak, jak powiedzieliśmy w kampanii wyborczej - wszelkie projekty obywatelskie będą procedowane. Wpłynął projekt z poparciem ponad 100 tys. obywateli, dlatego musimy się nad tym projektem pochylić.

No dobrze, ale był także projekt, który Sejm w styczniu odrzucił - to projekt "Ratujmy kobiety 2017". Też miał odpowiednie poparcie.

Tak, natomiast pragnę przypomnieć, że ten projekt nie odpadł z tego względu, że Prawo i Sprawiedliwość zagłosowało inaczej, tylko to opozycja - Platforma Obywatelska i Nowoczesna - nie stawiła się na głosowanie, nie przyszła, nie zagłosowała i tutaj jeżeli chodzi o kwestię braku procedowania nad tym projektem to winę ponosi tylko i wyłącznie opozycja nie głosując nad tym projektem.

Pytałem czy jest to dla pani priorytetowa sprawa, bo znalazłem wypowiedź ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, który w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej po objęciu urzędu mówił w styczniu, że finansowanie in vitro i zmiana ustawy regulującej sprawy aborcji nie są w tej chwili jego priorytetem.

Jak pan minister powiedział, to tak jest.

Opozycja z kolei podnosi, że to jest temat zastępczy. Argumentuje, że ta sprawa pojawia się właśnie teraz, by odwrócić uwagę opinii publicznej na przykład od takich tematów jak zmiany w wymiarze sprawiedliwości czy ostatnie zmiany w ustawie o IPN.

Wszyscy doskonale wiemy, że projekt obywatelski wpłynął do Sejmu. W styczniu marszałek skierował projekt do dalszych prac, no i my mamy obowiązek się nim zająć. To nie jest tak, że w tej chwili jest to temat zastępczy, bo jak wszyscy doskonale wiemy naciski różnych środowisk powodują, że w końcu postanowiliśmy, że tak ważna ustawa będzie procedowana na podkomisji i tutaj nie ma żadnego podtekstu politycznego. Ja też chciałbym zaapelować do do opozycji, aby nie urządzała z tak ważnego tematu - delikatnego, jakim jest ludzkie życie takiej hucpy politycznej. My musimy skupić się nad projektem ustawy, procedować bez politycznych emocji, bez żadnych emocji. Tutaj prosilibyśmy też opozycję, aby się w te działania włączyła. Są członkowie komisji polityki społecznej i rodziny również w podkomisji z ramienia opozycji, zatem zapraszamy do merytorycznej dyskusji, przede wszystkim spokojnej, bez politycznych emocji.

Cytat: "Zwracamy się z apelem do posłanek i posłów, aby nie zmieniali Konstytucji w artykule dotyczącym godności człowieka. Konstytucja naszym zdaniem dostatecznie chroni życie i godność człowieka". Czy pani wie, kto podpisał się kiedyś pod tym apelem?

Nie wiem, niech mi pan pomoże.

To był apel z 2007 r. w sprawie utrzymania tak zwanego kompromisu aborcyjnego, a podpisała się pod nim ówczesna Pierwsza Dama, świętej pamięci Maria Kaczyńska...

No to, jak pani Maria Kaczyńska podpisała się pod tym, to tak to jest. Natomiast jeśli chodzi o Konstytucję, to tutaj pan prezydent zaproponował referendum i jeżeli będą pytania... Zobaczymy jak one będą sformułowane, czy również w tym kierunku.

Czy w tej kadencji zakończą się prace w sprawie, o której dzisiaj rozmawiamy?

Bardzo byśmy chcieli, żeby te prace jak najszybciej się zakończyły, natomiast jak to rzeczywiście się potoczy, to zobaczymy.

Jakub Wawrzyniak

Jakub Wawrzyniak. Fot. archiwum PR PiKSłużby z naszego regionu, odpowiedzialne za bezpieczeństwo zapewniają, że są gotowe do działań podczas wakacji. Wielkie zadanie czeka m.in. strażaków. - Wojewoda zobowiązał ich do sprawdzenia wszystkich 50 obozowisk harcerskich - zapowiedział w Rozmowie Dnia Jakub Wawrzyniak, dyrektor wydziału bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego w Urzędzie Wojewódzkim w Bydgoszczy.

Marcin Kupczyk: Wszystkie służby spotkały się przed wakacjami na naradzie u wojewody kujawsko-pomorskiego. Po co było to spotkanie?
Jakub Wawrzyniak: Oczywiście służby - czyli policja, straż pożarna, Inspekcja Transportu Drogowego, sanepid itd. - nie muszą być inspirowane do tego, by działać w swoich obszarach. Zadaniem pana wojewody, poza reagowaniem na sytuacje kryzysowe czy staniem na straży bezpieczeństwa w ramach tych podmiotów, jest także profilaktyka i koordynacja działań. Poprosiliśmy wszystkie służby, żeby do wakacji przygotowały paletę zadań i pomysłów, związanych z bezpieczeństwem. 27 czerwca spotkaliśmy się na naradzie w Urzędzie Wojewódzkim, gdzie zaprezentowano nam, co dana służba planuje na wakacje, jakie ma elementy profilaktyczne i w jaki sposób będzie je realizowała. Z naszej strony trzeba było zaplanować koordynację tego wszystkiego.

Jakie są zadania służb na wakacje?
- Na początek zebraliśmy dane z kuratorium. W regionie będziemy mieli około 1200 zorganizowanych form wypoczynku dla 50 tys. dzieci i młodzieży. Generał Janusz Halak - komendant wojewódzki PSP w Toruniu zapewnił, że duża część tych miejsc będzie sprawdzona pod kątem wszelkich norm. Apelujemy też do organizatorów, by wszystkie obozowiska były zorganizowane zgodnie z przepisami.
Najważniejsze jest jednak polecenie z Warszawy - mają być sprawdzone wszystkie obozowiska harcerskie na terenie regionu. Jak zapewnia Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych, harcerze chcą wrócić do lasów, pomimo tragicznego zdarzenia z zeszłego roku, gdy podczas nawałnicy w Suszku zginęły dwie harcerki.

Obozy harcerskie mają to do siebie, że odbywają się w lesie.
- Dlatego komendant wojewódzki otrzymał z Państwowej Straży Pożarnej polecenie skontrolowania wszystkich 50 obozowisk na terenie naszego regionu. Pamiętajmy też, że w województwie leży jeszcze około 3 mln metrów sześciennych biomasy, czyli powalonych drzew. Lasy Państwowe są na etapie ich wywozu i w tym zakresie notujemy zagrożenie pożarami. Jest wiele miejsc z utrudnionym dostępem, właśnie ze względu na powalone drzewa. Tam przygotowaliśmy możliwość gaszenia ewentualnych pożarów z powietrza, przy wykorzystaniu samolotów typu Dromader.

Centrum Alarmowe 112 działa dobrze?
- Bydgoskie centrum działa bardzo dobrze. Zatrudniamy 70 operatorów linii alarmowej, jesteśmy bardzo wydolni. Odbieramy 1 mln 300 tys. połączeń rocznie, miesięcznie to około 110 tys. telefonów. Jesteśmy przygotowani na wakacje, mamy większą obsadę. Apelujemy do mieszkańców, by korzystali z tej linii, jeśli jest zagrożenie życia i jednocześnie, by na ten numer nie dzwonili, jeśli zagrożenia nie ma. Ta linia jest czasami blokowana bez potrzeby. 6-7 na 10 telefonów do centrum jest niezasadna - ludzie pytają np., gdzie jest najbliższa pizza, proszą o numer sklepu obuwniczego itd. (...).

Leszek Walczak, Sławomir Wittkowicz

Leszek Walczak, Sławomir WittkowiczProjekt nowelizacji ustawy "Prawo oświatowe" skierowany został do konsultacji społecznych i uzgodnień międzyresortowych. Czego dotyczą zmiany? Jak oceniany jest pierwszy rok reformy szkolnej? Czy w naszym regionie coraz więcej nauczycieli przechodzi na wcześniejsze emerytury? Z jakich przyczyn nauczyciele korzystają ze świadczeń kompensacyjnych? M.in. o tym w "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK. Gośćmi Magdy Jasińskiej będą Leszek Walczak - szef bydgoskiej Solidarności i Sławomir Wittkowicz - Wolny Związek Zawodowy Solidarność-Oświata.


Magda Jasińska: Jak minął pierwszy rok szkolny po reformie oświaty?

Leszek Walczak: Zmian jeśli chodzi o kształcenie jakoś nie widać na razie, bo to jest ten pierwszy etap, ja mogę powiedzieć tylko tyle, że rzeczywiście nauczyciele starają się przy każdych reformach nadrobić to czego ministerstwo nie umie, albo nie chce zrobić, albo robi to w sposób dosyć nieudolny, wszystko zrzucane potem na barki dyrektorów i nauczycieli i kończy się tym, że trzeba sobie jakoś z tym radzić. Natomiast jeżeli mówimy o rozpoczętej reformie, to takim testem będzie rok 2019, gdzie się sprawdzi jak będzie wyglądała likwidacja oddziałów gimnazjów i wtedy włączenie tych klas, które będą kończyły szkoły podstawowe i te które będą, niestety, kończyły też gimnazjum ze względu na likwidację.

Chociaż na razie zmian zatrudnienia chyba nie ma, ten czarny scenariusz się nie sprawdził?

Sławomir Wittkowicz: One są albo incydentalne, bo to jeszcze zależy, i to też trzeba tutaj podkreślić, że nie możemy mówić tak globalnie, czy to się udało, czy się nie udało, bo to jest też powiązane z taką, a nie inną polityką zatrudnieniową, kadrową, prowadzoną przez daną jednostkę samorządu terytorialnego, akurat w naszym mieście, w Bydgoszczy rzeczywiście pani prezydent Waszkiewicz starała się wypracować konsensus także z udziałem związków zawodowych i myślę, że dlatego to spowodowało, że w miarę spokojnie to poprzechodziło, pokończyły się umowy terminowe, ale ten problem występował od zawsze, że część nauczycieli była albo na zastępstwo, albo w niepełnym wymiarze godzin, ponieważ jeszcze raz powtórzę: największym problemem dla nas to nie była i nie jest reforma strukturalna czyli zmiana systemu szkolnego tylko niż demograficzny i to co stawiamy jako główną przyczynę problemów to jest brak ze strony Ministerstwa Edukacji Narodowej wypracowanych standardów zatrudnieniowych, bo one pozwoliłyby planować też politykę i przesuwanie środków w dalszej perspektywie, to nie może być na zasadzie, że organ prowadzący może zatrudnić psychologa, czy może pozwolić dyrektorowi na zatrudnienie psychologa, czy jakiegoś innego specjalisty, tam powinno być standardy, jeżeli jest stwierdzona potrzeba uczniów, to po stronie organu prowadzącego powinien być obowiązek zatrudnienia tego, a po stronie państwa powinien być obowiązek ujęcia tego w subwencji oświatowej, żeby też samorząd miał pieniądze na realizację tego i tu jest największy problem.

Czy w tym roku zwiększyła się liczba nauczycieli przechodzących na wcześniejsze emerytury?

Leszek Walczak: Jest duży ruch jeśli chodzi o to, ze względu na to, iż zmieniło się również prawo do świadczenia emerytalnego i ci którzy będą przechodzić w tym roku jeszcze po znowelizowanej ustawie, na zasadach, które były dotychczas, są zdecydowanie korzystniejsze, czyli osoby które uzyskały wiek 60 i 65 mają wypracowany, staż pracy i kapitał, będą akurat przechodziły, inaczej, sami będą musiały się zwolnić, ale jest to ewidentnie zdecydowanie lepszy przelicznik, niż gdyby akurat przechodziły już w nowym systemie, jest to dosyć widoczne, dlatego że różnica w wysokości emerytury jest nawet o 400 zł większa.

Ale to mówimy o normalnych emeryturach, a nie o wcześniejszych.

Sławomir Wittkowicz: Zauważamy również problem zwiększonego zainteresowania nauczycielskimi świadczeniami kompensacyjnymi, one nie są finansowane ze składek odprowadzanych na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, bo to jest przejściówka chyba do 2032 roku, bodajże i to jest finansowane bezpośrednio z budżetu państwa. My szacujemy w tej chwili na podstawie analizy projektu arkuszy organizacyjnych, które dostaliśmy w kwietniu, maju do konsultacji, że ten ruch wzrósł mniej więcej około 20-30%, i on się wiąże z dwoma elementami: to są zagrożenia stabilności pracy, a druga kwestia, to uważam, że to jest związane też z rosnącym problemem syndromu wypalenia zawodowego na który składają się dwa elementy to są: ciągłe poddawanie stresowi, to jest zwiększona biurokracja i dokumentacja, zaczynam się zastanawiać i le czasu nauczyciel poświęca na rzeczywistą pracę merytoryczną, dydaktyczną, opiekuńczą z dziećmi, a ile na produkowanie papierów, których wszyscy od niego wymagają. Taką formą ucieczki od tego jest nauczycielskie świadczenie kompensacyjne, które jest niewiele niższe od świadczenia emerytalnego, które ten nauczyciel miałby gdyby osiągnął odpowiedni wiek, staż i przechodził na normalną emeryturę.

Dominik Kopera

Dominik Kopera/fot. YouTubeW tym miesiącu ruszają prace nad dostarczeniem do polskich szkół szybkiego i darmowego internetu. Rząd w ramach akcji Ogólnopolska Sieć Edukacyjna chce w ciągu dwóch lat dostarczyć internet do każdej szkoły. Jaka jest idea projektu? Jak walczyć z tzw. białymi plamami w tej dziedzinie? Na te i inne pytania odpowiada Dominik Kopera z Ministerstwa Cyfryzacji.

Marcin Kupczyk: W czerwcu i lipcu 100 szkół ma zostać podłączonych do szerokopasmowego internetu w ramach Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej (OSE). Jaka jest idea i dlaczego?

Domik Kopera: Idea Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej jest taka, żeby zapewnić wszystkim szkołom w Polsce bardzo szybki dostęp do internetu, który dodatkowo będzie bezpieczny i bezpłatny. Do końca roku chcemy podłączyć 1500 lokalizacji szkół, a do końca 2020 r. chcemy, żeby wszystkie szkoły mogły z takiego internetu korzystać.

Co to znaczy szybki?

Szybki to znaczy co najmniej 100 megabitów na sekundę. Dodatkowo mówimy o łączu symetrycznym, czyli w górę i w dół sieci jest ta sama prędkość. 100 megabitów na sekundę będzie bezpłatne, szkoły będą mogły zgłosić chęć korzystania z jeszcze szybszego internetu - wtedy będą musiały dopłacić różnicę w cenie.

Jaka jest idea całego tego programu?

Tworząc konkursy w pierwszej osi priorytetowej Programu Operacyjnego "Polska cyfrowa", w ramach której dofinansowujemy budowę sieci szerokopasmowych, wyszło nam przy analizach, że większość szkół w Polsce ma problem z dostępem do internetu. Tylko niespełna jedna czwarta szkół miała dostęp do szybkiego internetu, a 40 proc. szkół korzystało z internetu na poziomie 10 megabitów na sekundę, co tak naprawdę już w warunkach domowych jest często niewystarczające, a w sytuacji kiedy mamy wielu uczniów korzystających na raz z dostępu do internetu te prędkości muszą być oczywiście odpowiednio wyższe.

Gdzieś można już było usłyszeć, że ma to być rewolucja w szkole - ze szkoły analogowej mamy przejść w szkołę cyfrową. Czy takie sformułowanie jest uprawnione?

Jak najbardziej. Jeśli mówimy o zmianie w systemie edukacji, o udostępnianiu cyfrowych treści, o umożliwieniu komunikowania się między sobą, wymianie doświadczeń, tym całościowym podejściu - nie zrobimy tego bez dostępu do szybkiego internetu. Ogólnopolska Sieć Edukacyjna jest tą podstawą, która ma nam umożliwić rzeczywiście przejście do tej cyfrowej szkoły.

Czasem pojawia się też pytanie - czy dzięki temu czy też może przez to dzieci jeszcze dłużej nie będą się siedziały przed ekranem komputera?

Pewnie ciężko będzie całkowicie dzieci odciągnąć od komputera, ale musimy brać pod uwagę, że już obecnie dzieci korzystają z komputera, korzystają z internetu, ale uczą się go same albo razem z rówieśnikami, a dobrze żeby dzieci były wprowadzane do tego cyfrowego świata w bezpiecznym otoczeniu - w szkole, gdzie odpowiednio przygotowani nauczyciele będą w stanie pokazać dzieciom jak optymalnie wykorzystywać dostęp do internetu, a nie tylko tracić w nim czas oglądając śmieszne filmiki.

Filmy i gry przede wszystkim. Dzieci spędzają mnóstwo godziny na graniu, nawet w internecie.

Tak, ale chodzi nam o to, żeby uświadomić dzieci jakie zasoby są w internecie, żeby pokazać im dobre treści, z których powinny korzystać i oczywiście nauczyć je bezpiecznego korzystania z internetu .

Chciałbym zapytać o wieś, mniejsze ośrodki, bo zdaje się, że i tam mamy sporo tzw. białych plam, czyli miejsc, w których jest trudno dostać się do internetu, gdzie małe wiejskie szkoły, szkoły w małych miejscowościach niekoniecznie mają dostęp do dobrego internetu albo w ogóle go mogą jeszcze nie mieć.

I właśnie to chcemy zmienić. W ramach Programu Operacyjnego "Polska cyfrowa" przeznaczamy ponad 1 mld euro na budowę sieci szerokopasmowych w całej Polsce. Jesteśmy po dwóch rozstrzygniętych konkursach, w tej chwili trwa ocena wniosków w trzecim konkursie. Liczymy, że w każdym regionie Polski będą budowane sieci, kolejne gospodarstwa domowe będą uzyskiwały dostęp do szybkiego internetu, a wszystkie szkoły - tak, jak mówiłem - chcielibyśmy, żeby do 2020 taki dostęp uzyskały i mogły się przyłączyć do Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej.

Na pewno każde województwo, każdy region naszego kraju ma swoją specyfikę, również i województwo kujawsko-pomorskie. Na przykład Bory Tucholskie - rozrzucone i małe wsie, małe miejscowości - tutaj pojawia się problem dostępności do internetu i dostępności też przez operatorów, którzy będą musieli wszędzie się dostać tam, gdzie państwo sobie wyobrażają. Przy okazji chciałbym zapytać o koszty takiego przedsięwzięcia.

Koszty rzeczywiście są duże. 1 mld euro to jest to samo dofinansowanie. Dużą część dokładają operatorzy jako wkład własny i tak naprawdę po dwóch konkursach mówimy o budowie 60 tys. km światłowodów. Trzeci konkurs to będą kolejne dziesiątki tysięcy kilometrów i tak naprawdę dzięki tym nowoczesnym sieciom będzie też łatwiejsze zapewnienie tego dostępu rzeczywiście na obszarach wiejskich - tam, gdzie teraz jest to problematyczne.

Mówili też państwo o tym, że będzie trzeba zachęcać operatorów do instalowania internetu dla szkół. Jaka to może być zachęta?

Operatorzy telekomunikacyjni będą mieli pewnego klienta, czyli Naukową Akademicką Sieć Komputerową (NASK), ten instytut badawczy jest wyznaczony jako operator OSE. I to właśnie ten operator będzie rozstrzygał kolejne postępowania, w ramach których operatorzy telekomunikacyjni będą deklarować możliwość podłączenia szkół do szybkiego internetu.

Wiem, że ministerstwo zamierza też zachęcać samorządy, aby tam, gdzie to jest możliwe obniżały opłaty.

Tak, jest to bardzo ważna kwestia. To znaczy tworzenie przyjaznego otoczenia dla inwestycji. Tak, jak pan powiedział - inwestycje na obszarach wiejskich, budowa nowoczesnych sieci szerokopasmowych - jest to przedsięwzięcie kosztowne, a dodatkowo później operatorzy ponoszą oczywiście koszty utrzymania tych sieci. To są podatki lokalne, opłaty na przykład za zajęcie pasa drogowego. W sytuacji, kiedy klienci nie chcą płacić wygórowanych stawek abonamentu operatorzy mogą mieć problem z utrzymaniem tych sieci, dlatego tak ważne jest, żeby rzeczywiście te opłaty były na racjonalnym poziomie. Na takim poziomie, który będzie zachęcał do kolejnych inwestycji i do zapewniania obywatelom tego dostępu do internetu, którego potrzebują.

Dla szkół, chciałbym się upewnić i przypomnieć naszym słuchaczom, dla szkół ten internet będzie bezpłatny.

Tak, będziemy finansować ten dostęp z budżetu państwa. W zeszłym roku przegłosowaliśmy ustawę, która ma to nam zagwarantować i w tym roku już zaczęliśmy finansowanie działalności NASK-u w tym zakresie i tak będzie w kolejnych latach.

Mówił pan podczas naszej rozmowy, że chodzi o to, by również skłonić dzieci i młodzież do mądrego i bezpiecznego korzystania z internetu. Co to znaczy?

Chodzi o to, żeby dzieci zdawały sobie sprawę z zagrożeń jakie są w internecie. Chodzi o to, żeby było odpowiednia oprogramowanie w szkołach, zapobiegające przedostawaniu się wirusów, zapobiegające ewentualnym problemom z utratą danych. To będzie cały szereg działań podejmowanych zarówno przez operatora OSE, jak i przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, z którym oczywiście współpracujemy przy tym programie. Chodzi o to, żeby właśnie ta szkoła była cyfrowa i zapewniała dzieciom odpowiednie wejście do tego cyfrowego świata.

Na czym polega współpraca państwa z Ministerstwo Edukacji Narodowej?

MEN odpowiada oczywiście za program kształcenia. Dlatego tak ważna jest ta współpraca, żeby nie było sytuacji, że wybudujemy sieci szerokopasmowe, podłączymy szkoły do szybkiego internetu, a nie będzie on odpowiednio wykorzystywane, więc jest podejmowany cały szereg działań przez Ministerstwo Edukacji w tworzeniu tych cyfrowych zasobów. Jest także program, w ramach którego szkoły mogą uzyskać tablice multimedialne. Właśnie w pierwszej kolejności do szkoły, które będą miały dostęp do szybkiego internetu takie tablice mogą dostać i mówimy tak naprawdę wtedy o tej całościowej zmianie - i internet i sprzęt i treści oczywiście jako podstawa.

Gdybyśmy przypomnieli najbliższe kroki i zamierzenia...

W tej chwili, tak jak pan wspominał, operator OSE opublikował harmonogram, gdzie jest znalazło się pierwsze 100 szkół. Przez całe wakacje będą trwały intensywne prace. Do końca roku chcemy podłączyć 1500 lokalizacji szkół. W przyszłym roku będzie to już skokowa zmiana, bo mówimy o około 13 tysiącach lokalizacji. Ogólnie do końca 2020 roku chcemy, żeby były podłączone wszystkie lokalizację szkół czyli około 19,5 tys. 2020 jest końcem podłączenia szkół, ale program będzie kontynuowany i będziemy finansować internet także po 2020.

Krzysztof Czabański

Krzysztof Czabański Fot. ArchiwumCzy do końca tej kadencji Sejmu uda się uporządkować system finansowania mediów publicznych? Czy będzie wola polityczna, aby zlikwidować abonament radiowo-telewizyjny i wprowadzić finansowanie z budżetu państwa? O tym oraz o nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt mówił gość Magdy Jasińskiej w "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK, Krzysztof Czabański - poseł PiS i przewodniczący Rady Mediów Narodowych.

Magda Jasińska: Zaczniemy właśnie o mediach. Czy już jest wola polityczna, by uporządkować system finansowania mediów publicznych?

Krzysztof Czabański - Z tym jest problem problem dlatego, że są różne przymiarki. Ponieważ dotyczą pieniędzy, one muszą być dosyć precyzyjne. Były do tej pory rozważane warianty i takie polegające na stworzeniu nowego systemu abonamentowego, m.in. mój projekt z 2016 roku, który trafił do Sejmu i w tym Sejmie utkwił, dotyczący opłaty za media publiczne uiszczanej razem z rachunkami za prąd. TO by było około 8-10 zł miesięcznie na osobę. Ale to jest przeszłość, nieaktualna więc nie ma sensu o tym rozmawiać. Były też projekty szykowane w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, związane z płatnościami podatków, czyli PIT, CIT i KRUS. Ten projekt też nie nie uzyskał aprobaty politycznej de facto...

Jeszcze był pomysł na finansowanie z budżetu, prawda?

- Tak. Dlatego, że oba pomysły, o których wspomniałem, to były pomysły na uratowanie takiego systemu kiedy obywatele płacą bezpośrednio na media publiczne, a Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, która dzieli pieniądze z abonamentu jest tylko pośrednikiem, a rząd w ogóle nic do tego nie ma. Tego rodzaju system ma swoje zalety ale ma też wady polegające właśnie na tej płatności przez obywateli. Pojawił się związku z tym taki projekt, żeby obywatele nie płacili na te media, a ten obowiązek płacenia na media przejął na siebie rząd. To de facto nastąpiło już w pewnym zakresie poprzez wypłaty tzw. rekompensat. Od dwóch lat media publiczne dostają więcej pieniędzy niż dostawały poprzednio z samego abonamentu. Dzięki systemowi kredytów, pożyczek i tzw. rekompensat. W tym roku to oznacza o wiele więcej pieniędzy niż w poprzednich latach i tak będzie też prawdopodobnie w przyszłym roku, więc taki fundament finansowy dla mediów publicznych jest i z mojego punktu widzenia to jest najważniejsze, że te pieniądze do mediów płyną (...) Jaka będzie ostateczna decyzja, trudno w tej chwili przewidzieć i nie będę tutaj się starał być prorokiem, zapewne bym nie trafił i czekamy. Myślę, że w efekcie zwycięży koncepcja płacenia finansowania mediów publicznych z budżetu. Najważniejsze, że mimo tego oczekiwania na ostateczną decyzję, pieniądze są.

Panie pośle, pracuje pan nad nowelizacją ustawy o ochronie zwierząt. Jakiś czas temu powiedział pan, że ten projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt trzeba będzie okroić. O jaką część?

- Trzeba się liczyć z realiami. Ten projekt jest bardzo szeroki, on obejmuje bardzo wiele istotnych zagadnień, obejmuje sprawę sterylizacji, "czipowania" zwierząt (...) Trzeba też przymierzyć ten projekt do możliwości przeprowadzenia tego przez parlament i uzyskania większości. W wyniku różnych rozmów oraz również głosów na spotkaniach z wyborcami, okazuje się, że niektóre z proponowanych w tym projekcie rozwiązań czy obszarów regulowanych przez ten projekt, nie znajdą tej większości. I politycy muszą się z tym liczyć i muszą się liczyć z głosami krytycznymi. I to miałem na myśli mówiąc, że prawdopodobnie ten projekt będzie musiał w pierwszym kroku być okrojony (...) Wydaje się, że w tych obszarach, o których wspomniałem głównie, będą musiały następować modyfikacje lub okrojenie tego projektu o te sprawy, jeżeli się myśli o tym, żeby ten projekt w ogóle miał szansę przejść przez parlament (...) jeżeli będzie szansa uzyskać dla niego większość, to warto pewne rzeczy odsunąć w czasie po to, żeby już teraz naprawić to co można naprawić i walczyć z patologią...

Od niedawna mamy nowego ministra rolnictwa, Jan Krzysztof Ardanowski...

- ...z okręgu toruńskiego i z naszego województwa kujawsko-pomorskiego. Mój kolega z okręgów, z listy wyborczej, także serdecznie gratuluję Krzysztofowi tej funkcji i trzymam kciuki za niego, ponieważ wchodzi w bardzo trudną sytuację. Jak wiemy, jest pomór świń, jest w tej chwili właściwie groźba suszy - wielkie wyzwania przed ludźmi, którzy zajmują się rolnictwem.

dr Alicja Paczoska-Hauke

dr Alicja Paczoska-Hauke. Fot. PR PiKPracownicy Instytutu Pamięci Narodowej poszukują w Bydgoszczy szczątków ofiar komunistycznego terroru. W tym tygodniu prowadzą badania na cmentarzu przy ul. Kcyńskiej, nazywanym "Bydgoską Łączką". O prowadzonych poszukiwaniach opowiada gość Marcina Kupczyka w "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK, dr Alicja Paczoska-Hauke z bydgoskiego oddziału IPN.

Marcin Kupczyk: Co oznacza termin Bydgoska Łączka?

- Bydgoska Łączka wzięła się stąd, że najbardziej głośne miejsce, gdzie znajdują się pochówki ofiar reżimu komunistycznego znajduje się na Powązkach w Warszawie. Najważniejszym miejscem dla Kujawsko-Pomorskiego, gdzie wywożono zwłoki więźniów politycznych, jest cmentarz przy ul. Kcyńskiej w Bydgoszczy. Na to wskazują wszystkie nasze dotychczasowe badania.

Ponad 40 wyroków śmierci zostało wykonanych w latach czterdziestych i pięćdziesiątych w więzieniu przy Wałach Jagiellońskich w Bydgoszczy. Ich ciała trafiały do nieoznaczony dołów na cmentarzu przy ulicy Kcyńskiej. Państwo postawili sobie za zadanie odnaleźć te osoby.

Nie tylko te osoby, na których wykonano wyroki śmierci, ale również te, które zmarły w niewyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach w więzieniu przy ulicy Wały Jagiellońskie. Przede wszystkim skupiamy się na tych oczywiście, na których wykonano wyroki śmierci. Tym bardziej, że mamy świadomość, że była to kara niezasłużona, niesprawiedliwa i one są dla nas w jakimś sensie najważniejsze.

Na czym polegają pracę i jakie cele państwo sobie stawiają?

- Każdy pracujący w Biurze Poszukiwań Identyfikacji, które reprezentuję, ma inne zadania. Ja akurat, głównie jako historyk, przeprowadzam kwerendy i szukam dokumentów, które mogą mnie naprowadzić na miejsce, gdzie zostały pochowane, zagrzebane tak naprawdę, ciała osób, które zasłużyły się na rzecz niepodległości Polski. Po zrobionej kwerendzie i w Instytucie, i w archiwach, i po zebraniu relacji, typujemy miejsca, w których jest bardzo prawdopodobne, że te szczątki znajdziemy. I tak właśnie jest dzisiaj, że po prostu rozpoczynamy pracę, które były poprzedzone wielomiesięczną kwerendą i rozmowami z wieloma osobami.

Na czym polegają te rozmowy? Z kim państwo rozmawiają?Jak do nich docierają?

- Szukamy przede wszystkim rodzin, które wtedy straciły bliskich, bo zdajemy sobie sprawę, że jeżeli stracili ważne dla siebie osoby, to już wtedy szukali. Oni nas często naprowadzają. Rozmawiamy z kombatantami, kolegami z oddziałów z Armii Krajowej. Oni też mówią o tym, że podejmowali pewne kroki i co im się wówczas udało ustalić. Te informacje są dla nas bardzo cenne. Najpierw jest wskazanie miejsc pochówku, wydobycie szczątków. Potem najczęściej są to niestety zbiorowe mogiły. Więc identyfikujemy te osoby dzięki temu, że nawiązujemy kontakt z rodzinami, z krewnymi - niestety najczęściej dalszymi, dlatego, że większość z nich nie miała własnych dzieci. Czyli to są siostrzeńcy, bratankowie, ale mimo RODO ciągle jest to możliwe. Mamy pewne - jako pracownicy Instytutu - ścieżki, którymi jesteśmy w stanie dotrzeć do rodzin tych osób.

Jeśli uda się odnaleźć, a nawet zidentyfikować szczątki i powiedzieć: tak to jest ten człowiek, imię, nazwisko, stopień? Co dalej z nim będzie się działo?

Wówczas najpierw wręczane są przez Prezydenta Rzeczypospolitej rodzinom noty identyfikacyjne w Belwederze, a następnie organizowany jest pogrzeb państwowy z honorami wojskowymi, jeżeli były to osoby związane ze strukturami podziemia niepodległościowego. Mam nadzieję, że tak właśnie będzie również teraz i że te osoby uda nam się być może już dzisiaj odnaleźć. I będziemy mogli przeżyć tę wielką uroczystość, oddać im hołd i pomodlić się nad ich mogiłami.

Kogo konkretnie w tych dniach państwo szukają na Kcyńskiej?

- Przede wszystkim tych, którzy zostali straceni w 1946 roku. Dzisiaj konkretnie będziemy odkrywać mogiłę, w której spodziewamy się trzech AK-owców: Ludwika Augustyniaka, pseudonim Cygan, Floriana Dutkiewicza, pseudonim Wiktor i Tadeusza Ośkę, pseudonim Sęp. Ta pierwsza dwójka jest o tyle ważna, że to są i Powstańcy Wielkopolscy i przedwojenni oficerowie Wojska Polskiego i członkowie Armii Krajowej w Bydgoszczy. A Tadeusz Ośko z kolei jest w tym, który próbował im po aresztowaniu przez NKWD uratować życie, za co został stracony. (...)

Mówi się o tym, że te szczątki, jeśli zostaną odnalezione, trafią do kwatery poświęconej żołnierzom wyklętym, ale takiej kwatery u nas nie ma.

Ale pracujemy nad tym, żeby powstała. Już mamy miejsce zaproponowane przez Instytut. Już są prowadzone rozmowy z wojewodą. Ma to być na cmentarzu przy ulicy Kcyńskiej, przy głównym wejściu, obok kwatery żołnierzy z okresu drugiej wojny światowej.

Bo na razie przy głównym wejściu, na wewnętrznej ścianie muru cmentarza przy Kcyńskiej jest tablica z napisem Żołnierze Wyklęci. Jest krzyż, jest znak Polski Walczącej i tablica z szeregiem nazwisk.

Tak, te tabliczki zostały przygotowane w 2012 roku. Już w tej chwili wiem, że trzeba by tam dopisać jeszcze kilka, ale nie jest to miejsce, które oddaje tak w pełni hołd tym ludziom, którzy wówczas stracili życie. Wiele rodzin dalej zwraca się do nas i prosi o odszukanie ich szczątków, aby mogli postawić znicz w tym miejscu, w którym rzeczywiście te szczątki się znajdują.

Kogo jeszcze państwo spodziewają się znaleźć na Kcyńskiej, bo zdaje się, że to nie wszystko?

- Prace będą trwały do końca tygodnia. Będziemy się skupiać tylko na rzędzie grobów ,w których pochowane osoby stracone w 1946 roku, ale już jesienią rozpocznie się kolejny etap prac. Mamy wytypowane już miejsce, w którym spoczywa Władysław Bielecki, pseudonim Mikołaj, stracony w 1952 roku. Na prośbę rodziny również odnaleźliśmy miejsce, gdzie został pochowany Władysław Tometczak - członek PSL, który stracił swoje życie w więzieniu w Potulicach.

Cmentarz Komunalny przy Kcyńskiej nie ma statusu Miejsca Pamięci Narodowej ciągle. Czy możliwe jest, aby to się zmieniło?

- Zobaczymy, teraz jakby nie było również w Instytucie jest nowy pion Biuro do Spraw Upamiętnień. Sądzę, że będą bardzo o to walczyć, żeby tak było. (...)

Rafał Rewoliński

Rafał Rewoliński"Akcja Lato" - to w wakacje jeden z priorytetów Inspekcji Transportu Drogowego. Na czym polega, jakie są jej cele i co w jej ramach odbędzie się w naszym regionie? Jakie nowości związane z pracą ITD czekają w najbliższym czasie kierowców ? O tym w dzisiejszej Rozmowie Dnia PR PiK. Jej gościem był Rafał Rewoliński, Kujawsko-Pomorski Inspektor Transportu Ruchu Drogowego.



Maciej Wilkowski: Rozpoczęło się lato, rozpoczęły się wakacje i to jest czas gdy myślimy o bezpieczeństwie najmłodszych, trwa akcja sprawdzania autokarów.

Rafał Rewoliński: Trwają kontrole autokarów na autostradzie A1 w Miejscu Obsługi Pasażerów w okolicy Torunia, to jest MOP Nowa Wieś.

Wy sprawdzacie tylko te autokary, które zjadą na ten MOP? Czy też każecie tym autokarom zjechać?

Sami zapraszamy kierowców do kontroli, mówiąc żartobliwie. Staramy się jak największą grupę objąć dodatkowym nadzorem w czasie przejazdu na letnie wakacje, rzeczywiście zależy nam na tym, aby ta droga na wakacje była bezpieczna.

Jeśli kierowca wam mówi: "ale panowie ja już byłem kontrolowany przez policjantów przed moim wyjazdem, po co to powtarzać" Kontrolujecie wtedy??


Co do zasady nie. Chyba, że kontrola poprzednia była uproszczona, albo też nie obejmowała swoim zakresem wszystkich elementów, wtedy ją ewentualnie uzupełniamy, ale zasadą jest jednak nie powielanie tych kontroli, bo to rzeczywiście wpływa na czas i na komfort podróży.

Na czym polega wasza kontrola?

Kontrole Inspekcji Transportu Drogowego są szczególne, ponieważ w jednym miejscu w w dość krótkim czasie obejmują swoim zakresem wszystkie elementy, które wpływają na bezpieczeństwo. Zaczynamy tak naprawdę od uprawnień firmy przewozowej, dalej skupiamy się na kwalifikacjach zawodowych kierowcy, sprawdzamy jego trzeźwość. Następnie weryfikujemy czy kierowca stosuje się do norm określających czas prowadzenia pojazdów i odpoczynku - to dla nas istotny element, bowiem dzięki temu możemy ocenić czy rzeczywiście jest on wypoczęty. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego jak ważne jest, aby nie prowadzili pojazdów przemęczeni kierowcy, to istotnie wpływa na cechy psychomotoryczne każdego kierowcy, chociaż ten element naszej kontroli jest tak naprawdę też dwuetapowy, najpierw oceniamy dzień bieżący, ale później analizujemy 28 poprzednich dni - to dla nas wyraźny sygnał czy w przedsiębiorstwie przestrzega wszystkich wymaganych regulacji socjalnych.

Pojazd też sprawdzacie?

Oczywiście! W tym aspekcie jesteśmy bardzo skrupulatni, szczególnie w naszym rejonie, bowiem mamy do dyspozycji mobilną stację kontroli pojazdów.

W Polsce są tylko dwie takie?

Tak, właśnie nasz inspektorat kujawsko-pomorski dysponuje takim sprzętem oraz koledzy na Dolnym Śląsku, możemy prowadzić zaawansowane kontrole techniczne pojazdów.

Inspektorzy są jednocześnie diagnostami?

Tak, tym też możemy się pochwalić, tym się wyróżniamy, że poza swoimi uprawnieniami kontrolnymi mamy również dodatkowe uprawnienia diagnostów, chcemy w ten sposób podkreślić zawodowe i takie perfekcyjne przygotowanie do tego zakresu kontroli.

Trwa akcja, jakie są jej wyniki?

Możemy już te pierwsze wyniki przekazać, zaczęliśmy swoją pracę w sobotę we wczesnych godzinach rannych, kontynuowaliśmy działania w niedzielę, działamy też dziś, na tę chwilę sprawdziliśmy 110 autokarów i mogę z wielką satysfakcją powiedzieć, że wyniki kontroli naprawdę są dobre, na 110 pojazdów w 9 przypadkach stwierdziliśmy naruszenia w zakresie stanu technicznego, ale od razu chcę uspokoić, że były to wady drobne, które nie wstrzymały przewozu.

Dorota Hass

Dorota Hass Fot. ArchiwumGościem Rozmowy Dnia była dyrektor Wydziału Polityki Społecznej Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy. Rozmowa dotyczyła o programu "Bezpieczny i Aktywny Senior", było także ostrzeżenie przed nielegalnymi placówkami świadczącymi opiekę nad osobami starszymi.


Marcin Kupczyk: Od ponad roku działa program o nazwie "Bezpieczny i aktywny senior" jest to kampania Ministerstwa Rodziny, która trwa od pewnego czasu, jej celem jest ograniczenie przestępstw wobec osób starszych i zapewnienie im bezpieczeństwa. W województwie kujawsko-pomorskim natrafiono na kilka nielegalnych placówek prowadzących opiekę dla osób starszych, ale jest to niebezpieczne zjawisko.


Dorota Hass: Tak, muszę przestrzec rodziny jest na stronie urzędu kujawsko-pomorskiego zakładka w polityce społecznej, gdzie mamy rejestr takich placówek, gdzie wojewoda może dokonywać w tych placówkach, jeżeli one są zarejestrowane, kontroli i wszystkie takie nieprawidłowości można wyłapać, ewentualnie skorygować. Natomiast coraz częściej rodziny, które mają osoby starsze, nie za bardzo mogą tę opiekę zagwarantować, w związku z powyższym szukają innych form, żeby osoby starsze gdzieś umieścić, bardzo często są to placówki niezarejestrowane u wojewody, nielegalne placówki, gdzie ten standard usług jest różny. Jeżeli to ma być placówka całodobowa to tylko z rejestru wojewody. Takie drastyczne przypadki gdzie ktoś na przykład z osób starszych umieszczony w nielegalnej placówce jest chory prosi o wezwanie karetki, natomiast państwo z tej placówki nie wzywają karetki tylko faszerują te osoby starsze lekami na zbicie gorączki i te osoby umierają, więc wszystkim powinno zależeć na tym, żeby nasi krewni godnie mieli możliwość spędzenia tych swoich ostatnich dni.

Jeśli chodzi o całodobową opiekę to mamy powiatowe i gminne domy opieki społecznej, są też placówki, które prowadzone są przez osoby fizyczne, podmioty i fundacje i jest gdzie szukać pomocy.

Prywatnych placówek jest koło 12 zarejestrowanych u wojewody, natomiast domów mamy, jeżeli chodzi o gminne, międzygminny dom jest jeden w Pruszczu, pozostałe są powiatowymi domami.

Kampania kierowana do seniorów, ale także do rodzin, są ulotki i spot filmowy.


Muszę powiedzieć, że jednak te osoby starsze są narażone właśnie na takie niebezpieczeństwo, bo są to wyłudzenia finansowe, policja informuje o tym, żeby tych takich wyłudzaczy jakoś mocno rozpoznawać, domokrążcy chodzą, różne rzeczy oferują, dostają się do domu.

Wracając do tych placówek co do których możemy mieć wątpliwości, osoby fizyczne prowadzące działalność na przykład agroturystyczną dorzucają do niej opiekę dla osób starszych.

Nielegalne placówki różne mają wybiegi, bo to jest wynajem pomieszczeń na przykład, do tych placówek wojewoda nie jest puszczany, bo jeżeli to jest prywatny wynajem pomieszczeń, to nie zawsze ten wojewoda jest do tej placówki wpuszczany, dlatego nie może skontrolować tej placówki. Ponawiam więc taki apel: dla osób które chcą umieścić starsze osoby patrzcie na rejestr wojewody, bo tam dopiero można znaleźć placówkę, która jest poddana kontroli.

Tomasz Latos

Tomasz Latos Fot. ArchiwumGościem Rozmowy Dnia był poseł PiS Tomasz Latos - lekarz, wiceprzewodniczący sejmowej komisji zdrowia. Zapytaliśmy go o rządowe plany zwiększenia nakładów na służbę zdrowia i skrócenia kolejek do lekarzy. Jak osiągnąć te cele? Jak zatrzymać młodych lekarzy w kraju? Jak walczyć z brakiem specjalistów i pielęgniarek?

Marcin Kupczyk: Na początek sensacyjna wiadomość, nie chciał się pan z mediami tym dzielić, otóż szanowni państwo, panie pośle, Tomasz Latos jest kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta Łodzi - tak podaje portal Wikimedia.

Tomasz Latos: Dementuję, nie interesuje mnie kandydowanie na prezydenta Łodzi, interesuje mnie kandydowanie na prezydenta Bydgoszczy. Kocham swoje miasto, nie mam zamiaru się nigdzie wnosić, a do Łodzi w szczególności, cóż sezon ogórkowy, ogólne rozluźnienie nastrojów, być może to jest jeszcze efekt przeżywania tragedii na boisku, którą zafundowali nam w pierwszym meczu nasi piłkarze i zrozpaczony redaktor wrzucił coś takiego gdzieś tam do informacji.

Od czerwca 2018 do czerwca 2019 czyli cały rok ma potrwać cykl debat pod wspólnym hasłem "Wspólnie dla zdrowia" o co tu chodzi?

Tu chodzi o to żebyśmy w końcu dokonali pewnego przełomu i to ponad podziałami politycznymi, aby nie było sytuacji takiej, że pojawią się dodatkowe pieniądze na ochronę zdrowia, o której wszyscy od dawna marzyliśmy, oczekiwaliśmy, mówię o 6 % produktu krajowego brutto, co tak realnie oznacza po kilka, kilkanaście miliardów, co roku więcej, a w perspektywie wielu lat liczy się na ponad 250 miliardów złotych - w perspektywie 8 lat.

W tej chwili mamy 4,7 % PKB...


Więc mamy co nadrabiać i chcemy rzeczywiście dokonać tutaj tego przełomu, ale żeby to zrobić mądrze, i żeby tych pieniędzy nie zmarnować, nie będą to dodatkowe podatki, ale to będą pieniądze przesunięte z budżetu na ochronę zdrowia, bo Polska niestety jest gdzieś na szarym końcu w Unii Europejskiej wydatków na ochronę zdrowia właśnie w przeliczeniu na Produkt Krajowy Brutto, my chcemy to zmienić przyjęliśmy ustawę, ale system również wymaga naprawy, a więc to nie chodzi o to aby była sytuacja taka, że wydamy te pieniądze nienajkorzystniej dla pacjentów i dlatego do tego zespołu, do tych debat, do tych rozmów, do tych konsultacji są powołani przedstawiciele różnych ugrupowań politycznych, związków zawodowych, pracodawców, kadry medycznej różnego szczebla...

Będą przychodzić?

Już przychodzą, były takie spotkania i później odbywają się też takie dyskusje w podzespołach, w mniejszych grupach i to wszystko będzie później przedstawione opinii publicznej, poddane konsultacji, również zapewne omówione w Komisji Zdrowia, mam tylko jedną prośbę, abyśmy rzeczywiście działali ponad podziałami politycznymi, aby nie było sytuacji takiej, że ktoś uzna, że zdrowie jest tak atrakcyjną rzeczą, w sensie politycznym, że może w związku z tym warto atakować, zamiast dyskutować.

Jan Krzysztof Ardanowski

Jan Krzysztof ArdanowskiGościem "Rozmowy dnia" w Polskim Radiu PiK był nowy minister rolnictwa, Jan Krzysztof Ardanowski. Jakie będą pierwsze decyzje? Jak walczyć z suszą i afrykańskim pomorem świń? Jak wynegocjować z Unią Europejską lepsze finansowanie polityki rolnej? O to nowego ministra rolnictwa pytał Marcin Kupczyk.

Marcin Kupczyk: Panie ministrze, proszę powiedzieć jaka jest obecna sytuacja w rolnictwie, z czym będzie zmagał się Pan na początku?

Jan Krzysztof Ardanowski - Nie ma łatwych sytuacji w rolnictwie i każdy kto się tym zawodem para wie, że są różnego rodzaju problemy, również zależne od pogody. Niestety, w tym roku po raz kolejny anomalie pogodowe mocno rolnikom dają się we znaki. Susza, która występuje na terenie praktycznie całej Polski jest coraz bardziej dokuczliwa, przechodzi na kolejne rośliny. Więc jako pierwsze zadanie już będziemy analizowali, jaka jest skala tego zjawiska i jakie formy pomocy zastosować. Tu jest potrzebna ścisła współpraca z samorządami terytorialnymi, ponieważ nie ma innej możliwości jak oszacowanie tych strat przez komisje (...) Proszę wszystkich wójtów, żeby jak najszybciej komunikowali się z Urzędem Wojewódzkim i żeby ta komisje zaczęły działać, bo od tego też zależy, jakie środki przygotować, jaka to jest skala zjawiska, jakie formy dotychczasowe czy też ewentualnie nowe zastosować. Dla mnie sprawą ważniejszą nie jest tylko bieżące reagowanie na sytuacje kryzysowe - zawsze coś się w rolnictwie dzieje. Niestety, wchodzimy w okres anomalii klimatycznych i wygląda na to, że przez kolejne lata zawsze jakieś problemy klimatyczne będą występowały. Dla mnie ważniejsze jest to, żeby ustabilizować produkcję rolniczą, żeby wykorzystać potencjał polskiej wsi, żeby rolnicy mogli zarabiać przyzwoicie z własnej pracy, ze sprzedaży tego co wytwarzają... czyli kwestia regulowania rynków, również zwiększenia udziału rolników w rynku poprzez skracanie łańcuchów dostaw, żeby dochody rolników pochodziły z pracy, z tego co wyprodukują i sprzedadzą, a nie tylko z transferów ze środków publicznych czy krajowych i unijnych

Ale środki unijne tak że mają niebagatelne znaczenie i staranie się o nie z naszej strony...

- Oczywiście. Na styku z Unią Europejską trzeba twardo walczyć o polskie interesy, bo jeżeli są jakieś formy pomocy, wyższe płatności bezpośrednie w Europie Zachodniej, to tutaj pan premier Morawiecki zapowiedział, że absolutnie Polska nie godzi się na te propozycje, które Komisja Europejska przedstawiła i będziemy domagali się weryfikacji generalnie budżetu na wspólną politykę rolną. Bo to nie jest tak, że to Polska dostała w jakiś szczególny sposób ukarana czy dotknięta. Jest to przede wszystkim zmniejszenie budżetu spowodowane różnymi przyczynami, m.in. odejściem Brytyjczyków w ramach brexitu. Jeżeli jest wspólna polityka rolna i ma dalej społeczeństwo europejskiemu pomagać w utrzymaniu dobrego żywotnego rolnictwa, to również ta kwota musi być większa niż to, co zaproponowano. To jest sprawa daleka, ponieważ ustalenia i podjęcie decyzji w zakresie wspólnej polityki rolnej budżetu na lata 2021-27, to jest kwestia około 2 lat, więc tu nie ma się tym co w tej chwili przejmować. Natomiast chodzi o to, żeby pobudzić polski rynek, żeby jak najwięcej rolnicy produkowali, zarówno na cele żywnościowe jak i na cele nieżywnościowe. To jest ogromny obszar niewykorzystany. Uważam również, że to ustabilizowanie jest potrzebne zarówno dużym gospodarstwom towarowym, które produkują dużą ilość stosunkowo taniej żywności, bardzo potrzebnej na rynku, ale również dla gospodarstw mniejszych, które powinny się nastawić przede wszystkim - to powinna być wręcz polska specjalność w Europie - na produkcję żywności w wysokiej jakości. Przede wszystkim znaczną część rolnictwa powinniśmy zorientować w kierunku rolnictwa ekologicznego. To jest duża nisza w Europie Zachodniej, to się bardzo mocno rozwija. Dlaczego mając dobre warunki nie mielibyśmy być liderem w zakresie produkcji żywności ekologicznej? Oczywiście do tych problemów, o których na początku mówiłem czyli do problemów klimatycznych dochodzi problem afrykańskiego pomoru świń...

Panie ministrze, mamy ogromny problem z afrykańskim pomorem świń jak możemy z tym walczyć?

- To jest problem, że nikt w pojedynkę nie jest w stanie tego rozwiązać. To musi być ścisła współpraca państwa reprezentowanego przez inspekcję weterynaryjną, przez różne służby, również przez samorządy. Również bardzo ważna rola myśliwych... z tym jest jakiś problem, ja w dalszym ciągu nie do końca rozumiem opór ze strony myśliwych w sprawie odstrzału dzików. Tak jakby nie chcieli się w to angażować, a przecież trzeba doprowadzić - naukowcy mówią wprost - do ograniczenia populacji dzika, do jakichś granic bardzo bezpiecznych, które spowodowałyby, że choroba nie przenosiłaby się przez przez dziki... I to mogą zrobić tylko myśliwi. Musi być również wielka aktywność ze strony samych rolników w zakresie bioasekuracji. Ludzie to lekceważą. Ludzie nie rozumieją co to jest, to to zabezpieczenie gospodarstwa hodującego trzodę chlewną przed możliwością zawleczenia wirusa z zewnątrz - proste różnego rodzaju czynności, które muszą być wykonane. Dopiero współpraca wszystkich zaangażowanych może doprowadzić do ograniczenia i stopniowo po kilku latach wyeliminowania afrykańskiego pomoru świń...

A jak pan przyjął nominację na stanowisko ministra rolnictwa? Co pan pomyślał w pierwszej chwili?

- Mówiąc wprost, nie za biegałem nigdy jakoś przesadnie o to, żeby być ministrem rolnictwa. Bardzo cenię sobie propozycję premiera. To jest dla mnie ogromny zaszczyt, że mi to zaproponowano i że kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości również mnie tym swoim zaufaniem obdarza. Jestem współautorem programu rolnego PiS, więc to dla mnie szczególna odpowiedzialność. Jeżeli bym jednak z różnych powodów nie był w stanie podołać tym obowiązkom - czy ze względu na jakieś osobiste słabości, brak wiedzy, zdrowie czy też ze względu na jakieś czynniki zewnętrzne, które by uniemożliwiały spokojną pracę na rzecz przebudowy polskiej wsi, tworzenia warunków, które nie tylko będą polegały na tym ciągłym "użeraniu się" z problemami, które cię codziennie pojawiają tylko ustabilizowałyby rolnictwo na na wiele wiele lat - jeżeli nie będę w stanie tego realizować, to ja do tego stołka nie jestem "przyspawany", wtedy sam podałbym się do dymisji, niech przyjdzie ktoś lepszy. Jednak również będę prosił dziennikarzy szczególnie o to, żebyśmy często ze sobą rozmawiali, żebym mógł również przekazywać rolnikom pewne informacje, żebym mógł się komunikować z mieszkańcami wsi mówiącym o ich problemach i o tym co się udało rozwiązać, o tym co trzeba zrobić wspólnie, razem. To jest absolutnie służba dla Polski, to jest pilnowanie polskiej racji stanu. Wieś jest społeczeństwu potrzebna, pełni szereg bardzo ważnych funkcji. To jest samowystarczalność żywnościowa, suwerenność państwa też od tego zależy. Musimy wszyscy razem wiedzieć, że pracując w rolnictwie - rozwijając to rolnictwo, dbając o poprawę jakości życia na obszarach wiejskich - dobrze służymy Polsce. Ja tak chcę służyć.

1234567
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę