Niedziela, 21 października 2018 r.   Imieniny: Urszuli, Hilarego, Jakuba
Polskie Radio PiK » Rozmowa Dnia

Rozmowa dnia

Roman Jasiakiewicz

Roman Jasiakiewicz, fot. Archiwum PR PiK
Roman Jasiakiewicz, fot. Archiwum PR PiK
Z jakimi zamiarami startuje do Sejmiku Województwa Roman Jasiakiewicz? Czy pozostał sympatykiem lewicy? Czy podziela zdanie, że tym razem marszałek województwa powinien być z Bydgoszczy? I czy jego sąsiad na liście wyborczej reprezentuje w Sejmiku Bydgoszcz, czy nie? O to Michał Jędryka pyta w Rozmowie Dnia radnego Jasiakiewicza.

Michał Jędryka: Zapowiadał pan już kilka razy, powiedział mi pan też gdy umawialiśmy się na dzisiejszą rozmowę, że do momentu rejestracji listy wyborczej nie udziela pan komentarza co do swojego startu z listy Platformy Obywatelskiej. Będzie pan konsekwentny i nie da się pan namówić?

Roman Jasiakiewicz: Tak, podtrzymuję to zdanie, ponieważ winna nastąpić rejestracja, aby rozpocząć tok kampanii wyborczej, pewnych ocen i własnego spojrzenia na tę rzeczywistość Dlatego proszę o uszanowanie mojego zdania.

MJ: Dobrze. Porozmawiamy więc o kończącej się kadencji Sejmiku. Wydaje się, że w tej kadencji udało się radnym z Bydgoszczy tworzyć pewien rodzaj koalicji ponad podziałami w interesie swojego miasta. Czy Bydgoszcz na tym zyskała?

RJ: Tak, podzielam to zdanie, ponieważ warto, abyśmy spojrzeli na Samorząd Województwa jako na zdecydowanie inną instytucję niż samorządy gminne. To jest instytucja, która kieruje się długofalowymi planami. Realizacja pewnych działań w tej kadencji jest pokłosiem tego co było 8 - 9 lat temu. To nie jest samorząd gminy, miasta, gdzie radni podejmują uchwałę i już organ wykonawczy: wójt, burmistrz, prezydent realizuje.

MJ: Inna perspektywa czasowa i inne środki finansowe...

RJ: Warto pamiętać, że poza radnymi wojewódzkimi jest cała pula środków unijnych, na które nie mają wpływu, tak zwane RPO. Poza radnymi jest kontrola spółek podległych samorządowi województwa. A więc ten wpływ jest siłą rzeczy w zdecydowany sposób ograniczony. Jestem rad, że od samego początku tej kadencji mówiliśmy jednym głosem jako radni z Bydgoszczy na rzecz naszego okręgu wyborczego i myślę, że to się nam udało. Proszę zauważyć, że pewnymi zachowaniami radnych z okręgu północnego i południowego naszego województwa można być odrobinę zdziwionym, że nie uzyskiwaliśmy ich poparcia. Mam nadzieję, że doszło do działań, które, jak deklarowano, sprawią, że w ciągu 3 lat powstanie czwarty krąg Opery Nova. To jest ciężka praca bydgoskich radnych od 2016 roku. Inwestycji typu: czwarty krąg Opery Nova, Filharmonia Pomorska, dojazd do S10 nie było w żadnym planie i żadnym budżecie. Pierwsze interpelacje składałem w 2016 roku. Pozostali koledzy i koleżanki radni te działania popierali. Proszę zważyć na to, że dopiero w budżecie na 2018 rok dokonano zmian i zamieszczono następujące zapisy: na Operę Nova 76 milionów, na Filharmonię 150 milionów. Następnie powstanie kolejnej spółki Inwestycje Regionalne. Czytamy, nie ma tego. Trzeba powiedzieć, że pan marszałek Całbecki był w tym momencie bardzo życzliwy.

MJ: To jest spółka, która ma rozbudowywać Filharmonię.

RJ: Spólka będzie finansowała wszystkie inwestycje regionalne, bo budżet województwa to jest mniej więcej 860 milionów, budżet miasta Bydgoszczy to jest prawie miliard 400 milionów. A więc te pieniądze są gdzieś poukładane. Jeżeli spółek nie będzie to nie będzie możliwości spełnienia oczekiwań mieszkańców.

MJ: Wspomniał pan o życzliwości marszałka Całbeckiego...

RJ: Marszałek Całbecki, jeśli chodzi o te inwestycje, zrobił rzecz wyjątkową. Mianowicie przerwał wtedy sesję, poprosił nas (radnych z Bydgoszczy - dop. red) o spotkanie i zapytał jakie są nasze oczekiwania. Powiedzieliśmy, że poza budżetowymi kwestiami chcemy w Inwestycjach Regionalnych wpisać też zadania bydgoskie i trzeba przyznać, że to się zdarzyło.

MJ: Kiedyś był pan bardzo krytyczny wobec polityki marszałka Całbeckiego. Przypomnę, że w 2014 mówił pan, że mamy do czynienia z dorzynaniem interesów Bydgoszczy. Jak pan ocenia całościowo tę kadencję?

RJ: Krok po kroku, najróżniejszymi formami z Zarządem Województwa, przy udziale pozostałych radnych województwa, próbowaliśmy przedstawiać bydgoskie argumenty z lepszym i gorszym skutkiem. Jako porażkę traktuję na przykład fakt, iż w przyjętym planie spójności drogowej i kolejowej w pierwszej wersji, inwestycji kolejowych w zachodniej części województwa nie ma. Ostatnio Zarząd Województwa zakomunikował, że PKP PLK ma ochotę spojrzeć na tę sławetną linię kolejową 356 Szubin - Kcynia do Poznania.

MJ: Chciałbym zapytać jeszcze o marszałka Ostrowskiego, bo tam była bardzo duża kontrowersja, czy w momencie jego powołania jest to przedstawiciel Bydgoszczy, czy to nie jest przedstawiciel Bydgoszczy. Jak to pan dzisiaj ocenia?

RJ: Będzie panu łatwiej uzyskać odpowiedź kiedy zaprosi pan marszałka Ostrowskiego.

MJ: Oczywiście panie mecenasie, ale nikt nie może być sędzią w swojej sprawie.

RJ: Proszę zwolnić mnie z odpowiedzi na to pytanie. Ja natomiast chciałbym wspomnieć o porcie multimodalnym, który jest także dużym sukcesem tej kadencji, gdzie krok po kroku przełamywaliśmy opory. Ostatnie informacje z PKP PLK o bazie przeładunkowej, tak zwanym suchym porcie w Emilianowie, a więc tam gdzie już mamy około 10 czy 12 torów kolejowych przy linii 201 na Gdynię, która jest modernizowana. Potrzeba znów stanowiska Samorządu Województwa, by w tak zwanych uchwałach krajobrazowych wyłączyć około 100 - 150 hektarów, bo jeżeli przejdzie to w obecnej postaci, to nie będzie bazy przeładunkowej.

MJ: Część rzecznatego projektu będzie mogła być zrealizowana dopiero za 20 - 30 lat...

RJ: Dlatego wyraźnie mówimy, niech będzie tak zwana platforma multimodalna. Na nią składa się port rzeczny, składa się transport drogowy i składają się linie kolejowe, ponieważ linie kolejowe, a w szczególności transport kolejowy, mamy prawie na dotknięcie ręki, to jest perspektywa 3 - 5 lat. Kaskadyzacja Wisły to jest około 25 - 30 lat, a więc nie czekajmy z tym, skoro port w Gdyni przeładowuje dzisiaj ponad 21 milionów ton i się dusi.

MJ: Na zakończenie jeszcze jedno pytanie: Czy marszałek z Bydgoszczy, to jest realne w najbliższej kadencji czy nie?

RJ: Nawiązuje pan do tych kwestii, o których mówiłem, że porozmawiamy. A liczę na pana zaproszenie po rejestracji listy.
Pr PiK - Rozmowa Dnia - Roman Jasiakiewicz

Marcin Sypniewski

Marcin Sypniewski. Fot. Adam Droździk
Marcin Sypniewski. Fot. Adam Droździk
Czy w Bydgoszczy jest sens korzystać z nowojorskich inspiracji? Czy da się wygrać wojnę z wandalami i chuliganerią? Jaki pomysł na Bydgoszcz mają libertarianie? Czy kasyna w Młynach Rothera to lepszy pomysł niż park kultury? O to m.in. w "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK. Gościem Michała Jędryki jest Marcin Sypniewski, prawnik ubiegający się o stanowisko Prezydenta Bydgoszczy.

Michał Jędryka: Widzę, że pan wyjął rekwizyt, budzik pan postawił na stole, dlaczego?

Marcin Sypniewski - Ten zegar odlicza czas dla Bydgoszczy. To jest ten czas, który już minął ale też ten, który odchodzi. Jestem głęboko przekonany, że czas Rafała Bruskiego się skończył. Minęło już blisko 3000 dni jego prezydentury i nie rozwiązał problemu bydgoszczan. Czas na zmiany, czas na nowe otwarcie, nową energię, nowe pomysły. I właśnie ten czas jest symbolem naszej walki o Bydgoszcz, o jej przyszłość.

Czyli to jest taki symbol taka myśl przewodnia pańskiej kampanii...

- Oczywiście, tak

Swoją konferencję prasową poświęcił pan wczoraj bezpieczeństwu. Rudolf Giuliani, były burmistrz Nowego Jorku, jest dla pana wzorem. Chciałby pan oczyścić Bydgoszcz z drobnej przestępczości. A co np. z bezdomnymi przy dworcu PKP?

- Mówiłem wczoraj o tych problemach, które najbardziej bolą bydgoszczan, czyli o tym zjawisku szpecenia miasta przez pseudo "graficiarzy", przez napisy na murach, również o zakłócaniu porządku publicznego przez osoby, które często po alkoholu hałasują na osiedlach, uniemożliwiają wypoczynek w ciszy nocnej i tymi problemami trzeba by się przede wszystkim zająć. Jak mówiłem, wypowiem wojnę wandalom i chuliganom .

Wypowie pan wojnę, ale czy z "graficiarzami" ktokolwiek na świecie wygrał? Chyba nawet Giulianiemu się to nie udało...

- Giulianiemu udało się w ciągu trzech lat doczyścić Nowy Jork z napisów i rysunków na murach. Bydgoszcz jest trochę mniejsza od Nowego Jorku, zatem tutaj zajmie to trochę mniej czasu. Następnie trzeba po prostu konsekwentnie walczyć. Oczywiście nigdy nie wyeliminujemy wszystkiego, natomiast musimy dać jasny sygnał, że nam się to nie podoba, że wandale nie mają u nas czego szukać. Jeżeli chcą dalej niszczyć czyjeś mienie, to niech jadą gdzie indziej

Ale zapytam o sposoby... Pan proponuje wzmocnienie Straży Miejskiej. Czy rzeczywiście? Z jednej strony pan chce tę Straż wzmacniać, z drugiej strony pojawiają się głosy, że może by Straż Miejską zlikwidować, bo jest policja. Po co właściwe są dwie służby? Teraz jedną chcemy reformować, bo może policja jest niewydolna...

- Jestem przekonany, że Straż Miejska po reorganizacji przeze mnie będzie do zaakceptowania przez mieszkańców. Dlatego, że dzisiaj niestety głównym zajęciem Strażników Miejskich są parkingi, parkowanie w centrum. Myślę, że to nie jest najważniejszy problem. Dużo większy problem wiąże się z tym, że mieszkańcy Bydgoszczy chcą żyć bezpiecznie i mają dosyć tej brzydoty, która ich otacza - czyli tych oszpeconych murów, garaży i innych obiektów. I tym właśnie Straż Miejska powinna się zająć - utrzymywaniem bezpieczeństwa i porządku, a nie parkowaniem. Czyli jest to nie tyle wzmocnienie, co spełnienie tej funkcji, której mieszkańcy oczekują.

I myśli pan, że będzie w tym skuteczna Straż Miejska?

- Myślę że tak, ale będą to będą działania oczywiście połączone z policją. Jak wspominałem wczoraj na konferencji prasowej, będą też patrole policyjne dokupione przez miasto, gdyż Straż Miejska nie ma tych wszystkich uprawnień, które posiada policja i udział policji jest tutaj niezbędny.

Pan mówi, że Straż Miejska zajmuje się przede wszystkim źle parkującymi kierowcami. Tylko, że jakiś porządek na parkingach też ktoś musi utrzymywać. Ktoś musi tą niewdzięczną funkcję pełnić, bo za chwilę również mieszkańcy zaczną pana krytykować, że jest straszny bałagan na parkingach.

- Oczywiście, porządek musi być zachowany, natomiast problem w Bydgoszczy polega np. na tym, że do dzisiaj Zarząd Dróg Miejskich nie potrafi sobie poradzić z problemem płatności kartą za parkingi. Do dzisiaj nie możemy dokupić sobie czasu na parkowanie, który się skończył. Do dzisiaj nie ma takiego mechanizmu, jeżeli zmienia się strefy parkowania, żeby można było dokupić bilet. I najpierw trzeba by się zajęć tymi problemami. Większość interwencji dotyczy właśnie takich rzeczy. Nie oszukujmy się, nie ma aż tylu przypadków osób parkujących wbrew wszystkim normom. Zazwyczaj chodzi o osoby, które delikatnie przekroczyły normy.

Wrócę do mojego pierwszego pytania, bo takim elementem, który wpływa na bezpieczeństwo właśnie, jest koczowanie m.in. bezdomnych na dworcu. I nikt sobie z tym problem nie umie poradzić. Pan był umiał?

- Tak jak mówiłem, trzeba postawić na walkę o zapewnienie bezpieczeństwa i porządku. Jeżeli władze ignorują problem, bo ignorują, to wówczas ten problem dalej istnieje i te osoby czują się też bezkarne. Tutaj samo odczuwanie też nie jest problemem. Jest nim często zaczepianie spokojnych mieszkańców Bydgoszczy i w takich przypadkach służby powinny reagować. To jest naturalne.

Wrócę jeszcze do pana wzoru - Rudolfa Giulianiego. Ten człowiek ma też inną stronę, on był właściwie liberałem, również obyczajowym. Jeśli chodzi o np. parady homoseksualistów, on z przyjemnością by pewnie na nie zezwolił. Czy pan również zezwoli na takie rzeczy w Bydgoszczy, gdyby pan został prezydentem?

- Nasz komitet - komitet Czasu Bydgoszczy charakteryzuje się tym, że odrywamy się od tych kłótni partyjnych, które mają miejsce, gdyż one nie służą ani Polsce ani Bydgoszczy i chcemy zerwać z tymi tematami, które są cały czas obecne w debacie publicznej. Jednoczymy różnych ludzi - zarówno takich, którzy mają serce bardziej po lewej stronie czy bardziej po prawej stronie - jest to niewątpliwie duży problem. Pytanie, jak taka parada miałaby wyglądać, którędy miałaby iść. Jeżeli nie obrażałby uczuć osób, które stoją gdzieś z boku i się przypatrują, oczywiście ciężko na nią nie zezwolić. Przepisy mamy takie, jakie są. Nie zawsze prezydent miasta ma instrumenty do tego, żeby samodzielnie o tym decydować. Myślę, że ten problem opiera się na tym, że samorządy w Polsce nie mają tyle samodzielności, ile powinny mieć.

Na Wyspie Młyńskiej w Bydgoszczy stoją od dawna budynki po dawnych Młynach Rothera. Kiedyś pan powiedział w wywiadzie, że chętnie by pan widział kasyno w tych budynkach. One już zyskały inne przeznaczenie. Wiadomo, że tam będzie Centrum Kultury. Czy panu się podoba to rozwiązanie, czy może wolałby pan inne?

- Według mnie Wyspa Młyńska jest miejscem, które bydgoszczanom kojarzy się z rozrywką. Bydgoszczanie chodzą na Wyspę Młyńska dlatego, że jest tam ładnie i chcą tam spędzić czas wolny z rodziną, z dziećmi. Brakuje tam chociażby miejsc, gdzie naprawdę dzieci mogłyby się bawić. Myślę, że najlepszą funkcją dla Młynów Rothera byłoby utworzenie tam właśnie takiego centrum rozrywki dla dzieci. Miasto mogłoby po preferencyjnych stawkach wynajmować tamte lokale i w ten sposób byśmy uzupełnili Wyspę Młyńską o to, czego mieszkańcy oczekują. Nie wierzę, że projektowane muzeum spełni rzeczywiście tę funkcję dla mieszkańców Bydgoszczy. Nie będzie to obiekt, który uzupełni dotychczasowe funkcje Wyspy Młyńskiej.

Chciałby pan wprowadzić strefy wolne od zakazów. Będzie można grillować, będzie można pić alkohol... gdzie? Np. właśnie na Wyspie Młyńskiej?

- Myślę, że Wyspa Młyńska nie jest takim miejscem. Tutaj bardziej trzeba by zasięgnąć opinii mieszkańców, rad osiedli, społeczności lokalnych... Dlatego, że to oni najlepiej wiedzą, gdzie takie miejsce się znajduje, które nie przeszkadzałoby też pozostałym mieszkańcom. Chodzi o t , żeby w tej strefie wolnej od zakazów rzeczywiście można było rozpalić tego grilla, ale tak, żeby nie utrudniać życia sąsiadom.

Czy to nie jest sprzeczne z tym postulatem bezpieczeństwa? Bo jednak te osoby, które spożywają alkohol, zdarza się , że bywają agresywne i zaczepiają innych.

- Absolutnie jest z tym zgodne. Dlatego, że będą to miejsca wyznaczone z góry, każdy będzie wiedział, że tam właśnie jest takie miejsce i będą one oczywiście pod kontrolą służb porządkowych, które będą pilnować, żeby nic się tam nie stało... Chcę życzyć Bydgoszczy dynamicznego rozwoju, a mieszkańcom radosnego spokoju. Dziękuję serdecznie.
Polskie Radio PiK - Rozmowa dnia - Marcin Sypniewski

Sambor Gawiński

Sambor Gawiński. Fot. pl.wikinews.org
Sambor Gawiński. Fot. pl.wikinews.org
Czyj jest skarb znaleziony w bydgoskiej katedrze? Na co wystarczą środki, którymi dysponuje wojewódzki konserwator zabytków? Kto znajdzie się w Wojewódzkiej Radzie Ochrony Zabytków Rozmowa Dnia z Kujawsko-Pomorskim Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków?

Michał Jędryka: W ostatnim czasie w naszym województwie coraz więcej odkrywanych jest ciekawych rzeczy, na przykład skarb w bydgoskiej katedrze. Czy uważa pan, że to wzbogaca naszą wiedzę o historii i to, co wiemy o przeszłości naszego regionu?

Sambor Gawiński: Z całą pewnością. To odkrycie było szczęśliwym wydarzeniem, które w znaczący sposób wzbogaca naszą wiedzę o historii Bydgoszczy, historii katedry bydgoskiej. Absolutnie jest rzeczą wyjątkową, która spowodowała, że Bydgoszcz, po raz kolejny, stała się znana w całej Polsce.

Dużo mamy takich zabytków pochodzących z tej epoki?

Znaleziony depozyt pochodzi sprzed potopu szwedzkiego, czyli z XVII wieku, sprzed 1650 roku i z tej epoki rzeczywiście jest sporo zabytków, ale jeśli chodzi o nasz region to głównie mamy jednak obiekty gotyckie. Ten okres jest najbardziej licznie reprezentowany w naszym województwie.

Użył pan słowa depozyt. Skarb znaleziony w katedrze w tej chwili jest w depozycie muzeum, ale właściwie czyją jest własnością?

Według przepisów, które znam należy do Skarbu Państwa, ponieważ wszystkie obiekty, które zostały odnalezione w trakcie prowadzonych badań archeologicznych są własnością Skarbu Państwa...

Ale został znaleziony na terenie kościelnym.

Bez względu na to, gdzie został znaleziony. Wszystkie obiekty, które znajdują się w ziemi również należą do Skarbu Państwa, obojętnie w jaki sposób je znaleziono.

Czy ktoś próbował określić wartość materialną takiego skarbu?

Chyba były takie szacunki, ale przyznaję, że nie zwracałem na to uwagi.

Zajmuje się pan sprawami finansów, czyli pieniędzy przeznaczonych na konserwacje zabytków. Jaki to jest budżet w skali województwa?

Niestety budżet wojewody przeznaczony na ochronę zabytków w województwie nie jest bardzo "szczodry", bo wynosi około 1,5 mln zł, a zabytków mamy ponad 3 tys. To nie są kwoty, które pozwoliłyby na prace, które można sobie planować w taki sposób, żeby remonty były szybko ukończone. Musimy niestety dzielić je na wiele etapów i rozkładać na taki czas, który pozwoli na finansowane tych prac.

Swoje budżety mają też konserwatorzy miejscy - w Bydgoszczy, Grudziądzu czy Toruniu...

Wszystkie samorządy mają na to budżety, bo do obowiązków samorządów należy również finansowanie zabytków, które są ich własnością. Wiadomo, że Toruń jest specyficznym miastem w naszym województwie, ponieważ tych zabytków jest wiele i wysokiej rangi. Przyznaję, że budżet toruński jest taki sam jak mój na całe województwo. Te proporcje są tutaj dla nas bardzo niekorzystne.

Jaki jest podział kompetencji pomiędzy konserwatorami miejskimi a wojewódzkim konserwatorem zabytków?

To jest różnie w różnych miastach. Mamy miejskiego konserwatora zabytków w Toruniu czy w Bydgoszczy, który ma wszystkie kompetencje poza badaniami archeologicznymi i zielenią oraz planowaniem przestrzennym. Z kolei w Chełmnie i w Grudziądzu te kompetencje są ograniczone tylko do obiektów, które są w tak zwanej ewidencji gminnej.

Jakie kryteria bierze pan pod uwagę kiedy chodzi o podział tych środków?

Przede wszystkim staramy się zabezpieczyć zabytki przed zagrożeniami z powietrza i z ziemi. Staramy się remontować dachy i fundamenty. Jeżeli te dwa elementy obiektów będą zabezpieczone, będą trwałe, to możemy powiedzieć, że obiekt nie będzie ulegał dalszej destrukcji. Dopiero potem przechodzimy do dalszych etapów prac.

Z tego by wynikało, że przy tak skromnym budżecie to można jedynie dbać o przetrwanie zabytków, a nie ich pełny blask.

Tak, ale chodzi głównie o przetrwanie. Naszym obowiązkiem jest dbać o to, żeby zabytki przetrwały, natomiast do obowiązków właścicieli obiektów należy to żeby prowadzić takie prace, które spowodują odzyskanie tego, jak pan powiedział, blasku czy też świetności.

W marcu skończyła się kadencja Wojewódzkiej Rady Ochrony Zabytków, powoła pan nową?

Tak, będzie nowa Rada i mam już kandydatów, z którymi rozmawiam o tym, czy zechcieliby uczestniczyć w jej pracach.

Możemy ujawnić tych kandydatów?

W większości są to osoby, które do tej pory uczestniczyły w pracach Rady, ale jest kilka nowych, o których jeszcze wolałbym nie mówić, bo jeszcze nie podjęły decyzji.
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Sambor Gawiński

Marek Gralik

Marek Gralik, fot. archiwum PR PiK
Marek Gralik, fot. archiwum PR PiK
3 września w Kujawsko-Pomorskiem, tak jak w całej Polsce, rozpoczyna się rok szkolny. W polityce oświatowej państwa na rok szkolny 2018/19 znalazły się rożne cele. O ich realizację w naszym regionie Michał Jędryka pytał Marka Gralika, kujawsko-pomorskiego kuratora oświaty.

Michał Jędryka: Ten rok szkolny obejmuje 100 rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Jak to będzie w szkołach wyglądało?

Marek Gralik: Ten rok jest rokiem szczególnym. Zaplanowanych jest wiele wydarzeń adresowanych do uczniów, do szkół, do nauczycieli. Chcę powiedzieć o tym co wydarzy się 9 listopada o godz. 11.11, we wszystkich szkołach, w całym kraju, wybrzmi śpiewany przez uczniów i nauczycieli czterozwrotkowy Mazurek Dąbrowskiego.

Ten rok jest ostatnim rokiem szkolnym z taką instytucją jak gimnazjum.

Warto podkreślić, że w naszym województwie 39 tysięcy gimnazjalistów po raz ostatni zasiądzie w murach gimnazjów i ten ich ostatni rok, skończy się też ostatnim egzaminem gimnazjalnym, a równolegle z tym egzaminem, będzie egzamin ósmoklasisty. Dwa roczniki: absolwenci gimnazjum i absolwenci szkoły podstawowej spotkają się 1 września 2019 być może w tym samym budynku, w tej samej szkole, tylko, że ta szkoła będzie nieco inna. Jeżeli ci uczniowie spotkają się w liceum ogólnokształcącym to dla absolwentów gimnazjum, będzie to trzyletnia szkoła ogólnokształcąca, a dla absolwentów szkoły podstawowej to będzie czteroletnie liceum. (...).

W celach polityki oświatowej państwa można znaleźć też takie sformułowanie: wdrażanie nowej podstawy programowej kształcenia ogólnego.

Podstawa programowa jest czymś co sprawia, że powinniśmy wszyscy tak nauczać i efekty powinny być takie same. Wdrażanie podstawy programowej jest o tyle ważne, że nowa podstawa programowa zafunkcjonowała 1 września 2017 roku, początkowo w klasie pierwszej, czwartej i siódmej szkoły podstawowej, w pierwszej klasie szkoły branżowej i szkołach policealnych. Teraz ta podstawa programowa jest w odpowiednio wyższych klasach. Za rok nowa podstawa będzie już obowiązywała we wszystkich klasach. (...).

Nowy system oceniania nauczycieli. Czy administracja oświatowa wciąż jeszcze, czy może, coraz bardziej wierzy w magię liczb, jako miernika oceny wyników nauczania?

Ocenianie nauczycieli miało też miejsce do tej pory. Pod względem samego faktu oceniania nauczycieli czy dyrektorów nic się nie zmieniło. Tylko praktyka była taka, że do tej pory nie za bardzo nauczyciele byli oceniani, rekordziści nie byli oceniani przez 20 lat. Polska była pod tym względem ewenementem. U nas oceniano nauczyciela, kiedy chciał być oceniany, bo na przykład chciał zostać dyrektorem. Teraz nauczyciele będą oceniani co pięć lat, jeszcze decyzja formalna w tej sprawie nie zapadła, natomiast już jest dyspozycja, żeby te trzy lata przedłużyć do pięciu lat. Teraz łatwiej będzie ocenić nauczyciela dyrektorom, dlatego, że dyrektor ma do dyspozycji nie tylko ustawę jak do tej pory, kartę nauczyciela, czy prawo oświatowe, ale również wyraźne kryteria i do tych kryteriów sporządzone mierniki i wg tego będzie nauczyciel oceniany. To jest bardzo transparentne, przejrzyste i każdy nauczyciel będzie mógł wiedzieć, dlaczego jest tak, a nie inaczej oceniany. (...).
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Marek Gralik

Jarosław Duś

Jarosław Duś. Fot. PAP
Jarosław Duś. Fot. PAP
- Sądy dyscyplinarne były nierzadko parasolem ochronnym dla prokuratorów i sędziów łamiących prawo - takich jak pijani kierowcy, łapówkarze, a nawet złodzieje. Izba Dyscyplinarna SN jest nadzieją na zmianę. Nie można biernie się temu przyglądać - mówił w Rozmowie Dnia Jarosław Duś, dyrektor biura prokuratora krajowego, bydgoszczanin i kandydat do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.

Michał Jędryka: Dwa dni temu na czołówce "Gazety Wyborczej" ukazał się artykuł przestawiający w atmosferze skandalu Pańską kandydaturę do Sądu Najwyższego. Głównym zarzutem, jaki Panu postawiono jest brak odpowiedniego stażu, bo kandydat do SN powinien mieć 10 lat pracy. Ma Pan?
Jarosław Duś: Ustawa o Sądzie Najwyższym stanowi, że każdy kandydat musi mieć określony staż. W przypadku prokuratorów jest to co najmniej 10 lat. Mój aktualny staż na stanowisku prokuratora przekracza 13 lat, a więc spełniam warunki formalne wymagane od kandydata na urząd sędziego SN.

W "Gazecie Wyborczej" możemy przeczytać, że spór dotyczy okresu, w którym był Pan w stanie spoczynku.
- Różnica sprowadza się do tego, że do stażu na stanowisku prokuratora zalicza się również stan spoczynku. Stosunek służbowy prokuratora powstaje z dniem jego powołania - w moim przypadku miało to miejsce 4 sierpnia 2005 r. Prokurator pozostaje na stanowisku zasadniczo do śmierci, wyjątkiem jest przypadek zrzeczenia się stanowiska lub też ustania tego stanowiska na mocy orzeczenia (...).

Przeszedł Pan w stan spoczynku, kiedy wrócił Pan do Bydgoszczy i miał Pan wypadek w prokuraturze. Co się wtedy stało?
- Mówiłem o tym obszernie zeznając na komisji śledczej ds. nacisków. Kiedy jeszcze pracowałem w Warszawie w 2007 r., ówczesny prokurator rejonowy w Inowrocławiu ostrzegał mnie, że za to, że stawiałem zarzuty panu Januszowi Kaczmarkowi, moi przyszli szefowie w prokuraturze w Bydgoszczy - mówiąc oględnie - mieli mnie odpowiednio potraktować. W lutym 2008 r. kiedy rozpocząłem pracę w Bydgoszczy, te zapowiedzi się spełniły. Nie otrzymałem gabinetu prokuratorskiego tak, jak każdy prokurator w nowym miejscu pracy. Posadzono mnie w piwnicy, oddając do dyspozycji niesprawny sprzęt, w tym zepsuty, zdezelowany fotel biurowy. Bezpośrednio tego samego dnia interweniowałem u Prokuratora Okręgowego, jednak bez skutku. Któregoś dnia niesprawny fotel przewrócił się, na skutek czego doznałem uszkodzeń ciała, a zdarzenie zostało zakwalifikowane jako wypadek przy pracy, z winy pracodawcy. Obecnie nie do pomyślenia jest, by jakiś prokurator był tak szykanowany.

Przedstawia Pan to jako formę nacisku, ale wspomniał Pan, że stawiał zarzuty Januszowi Kaczmarkowi. O co chodziło w tej sprawie?
- Obowiązuje mnie tajemnica postępowania, nie mogę żadnych szczegółów podać.

Dlaczego chce być Pan sędzią SN?
- To jest kwestia konsekwencji, wynikającej z wcześniejszych moich postaw i wyborów życiowych. Sądy dyscyplinarne były nierzadko parasolem ochronnym dla prokuratorów i sędziów łamiących prawo - takich jak pijani kierowcy, łapówkarze, a nawet złodzieje. Izba Dyscyplinarna SN jest nadzieją na zmianę. Uważam, że nie można biernie się temu przyglądać i bez względu na konsekwencje, również te środowiskowe, trzeba zaangażować się w naprawę wymiaru sprawiedliwości.
Od dwóch lat orzekam w odwoławczym sądzie dyscyplinarnym dla prokuratorów i każda ze spraw, w rozpoznaniu których brałem udział, wymagała rozwagi, ale i odwagi, i myślę, że ten egzamin zdałem.

Czyli jest Pan zwolennikiem prowadzonej obecnie reformy wymiaru sprawiedliwości.
- Uważam, że sytuacja dotycząca środowisk sędziowskich, prokuratorskich, również innych prawniczych w zakresie orzecznictwa sądów dyscyplinarnych, wymaga pilnej i dogłębnie przeprowadzonej reformy (...).
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Jarosław Duś

Anna Mackiewicz

- Ktokolwiek zostanie prezydentem Bydgoszczy pakiet inwestycyjny w obecnym rozdaniu unijnym ma już zamknięty - mówi Anna Mackiewicz, obecna zastępczyni prezydenta Bydgoszczy, kandydatka na prezydenta miasta z ramienia SLD - Lewica Razem.

Magda Jasińska: Minęły już prawie trzy miesiące od momentu ogłoszenia wyników prawyborów w SLD. Czy możemy poznać program kandydatki na prezydenta Bydgoszczy?
Anna Mackiewicz: Program jest pisany od ponad pół roku. Zaczęliśmy od analizy tego, co udało się zrobić - nawiązując do programu SLD-Lewica Razem, ale również mojego, jako poprzedniej kandydatki na prezydenta. Podeszliśmy do tego, jak zwykle bardzo poważnie. Program jest gotowy i już został przyjęty, ma wiele wspólnego z ogólnopolskim programem samorządowym, współtworzonym przeze mnie.
Nie ogłosiliśmy go na razie, bo takie są zasady kampanii, że emocje trzeba podgrzewać aż do wyborów. Oficjalnie jeszcze nie rozpoczęliśmy kampanii. W ubiegłym tygodniu, we wtorek byłam w Warszawie i rejestrowaliśmy sam komitet, ale kampania zaczyna się wtedy, kiedy komitet wyborczy rejestruje listę kandydatów i na prezydenta, i na radnych.
Jeśli chodzi jednak o sam program, o paru rzeczach ważnych już mówiłam.

Sygnalizowała je Pani.
- Musimy pamiętać, że ktokolwiek będzie prezydentem, to - jeśli chodzi o inwestycje - pakiet na prawie pięć lat ma zamknięty. Będzie musiał kontynuować inwestycje, które już się zaczęły albo lada chwila się zaczną oraz te, które są już na poważnie przygotowane w zakresie koncepcji i projektów. One zajmą praktycznie w całości budżet inwestycyjny.
Nowy prezydent będzie miał oczywiście możliwość wprowadzenia własnych inicjatyw, gdy pojawią się nowe konkursy unijne albo w nowym rozdaniu.
Mam jednak wiele planów, skierowanych w stronę ludzi, związanych z ich życiem osobistym. Moje hasło to "Bydgoszcz to ludzie". Podobnie jak cztery lata temu - zgodnie z ówczesnym moim hasłem "Bydgoszcz dla każdego" - będę stawiać na dostępność pewnych usług dla wszystkich mieszkańców, bez dyskryminacji.

Czyli na politykę senioralną?
- Politykę senioralną, zaplanowaną z bardzo dużym wyprzedzeniem, nawet 10-15-letnim. Wiadomo, że w jednym roku czy kadencji nie udaje się wszystkiego zrobić. Małe kroki są już robione - chodzi o to, by pewne usługi były świadczone na wyższym poziomie i żeby szanowano prawa człowieka. Myślę tu zwłaszcza o osobach zamkniętych w domach, w przypadku których bierze się pod uwagę tylko ich potrzeby fizjologiczne - jedzenie czy branie leków, nie myśląc o żadnych innych, chociażby o wyjściu z domu. Myślę o udostępnieniu seniorom pomieszczeń czy dofinansowaniu ich inicjatyw, ale to zaledwie ułamek problemów, których jest o wiele więcej.
Chciałam też zacząć realizować to, co proponowałam juz obecnemu prezydentowi, ale nie udało się go namówić. Musimy otworzyć oczy i zauważyć, że w Bydgoszczy mieszka coraz więcej cudzoziemców. Do tej pory były to też osoby z Zachodu, nauczyciele języka, również pracownicy. Dziś wiemy, że nie tylko samych pracowników z Ukrainy jest coraz więcej. Myślę również o nich - o ich prawach pracowniczych, także prawach człowieka, a więc dostępie do pomocy prawnej, również wsparciu ich rodzin, dzieci w szkołach itd. (...).
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Anna Mackiewicz

Ireneusz Stachowiak

Ireneusz Stachowiak
Ireneusz Stachowiak
29 sierpnia gościem Michała Jędryki w porannej "Rozmowie dnia" był Ireneusz Stachowiak - kandydat na prezydenta Inowrocławia, a aktualnie prezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Jaki Ireneusz Stachowiak ma pomysł na Inowrocław? Z kim będzie współpracował a z kim się spierał w kampanii wyborczej? Jakie są najważniejsze działania kierowanego przezeń Funduszu? Czy zagadnienia ochrony środowiska są istotne dla Inowrocławia? O to Ireneusza Stachowiaka na antenie Polskiego Radia PiK pytał Michał Jędryka.

Michał Jędryka: Rozmawiamy w Toruniu, bo tutaj jest siedziba Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska, a kampanie wyborcze w Inowrocławiu zapowiada się ciekawie i chyba merytorycznie, bo kontrkandydatem obecnego prezydenta Ryszarda Brejzy jest nie tylko były wiceprezydent, ale specjalista od ochrony środowiska. Tymczasem jednym z większych problemów Inowrocławia jest zalewanie miasta, bo Rów Marulewski, który ma odprowadzać wodę opadową w kanalizacji deszczowej do jeziora w Łojewie jest poza granicami miasta niedrożny. Ma Pan jakiś pomysł na rozwiązanie tego problemu, jeśli zostanie pan prezydentem?

Ireneusz Stachowiak - Oczywiście, ponieważ takie rozwiązania są w Urzędzie Miasta dostępne. Jeszcze kiedy byłem zastępcą prezydenta, przed moim odejściem zrobiliśmy taki program "Plan zagospodarowania wód opadowych na terenie miasta Inowrocławia", a pomysł ten polega na tym, żeby w przypadku tych nawalnych deszczy, które dotykają coraz częściej całą Polskę, nie tylko Inowrocław, żeby w pierwszej kolejności retencjonować wodę w zbiornikach, czyli odciążyć instalację od nawału tej wody. Natomiast jest też przygotowany projekt poszerzenia Rowu Marulewskiego tak, żeby właśnie ta pierwsza fala, która nadchodzi, na ujściu tego rowu mogła przyjąć większą ilość wody i to powinno zdecydowanie poprawić warunki czy ten czas, kiedy te nawalne deszcze w Inowrocławiu występują, powinno to ograniczyć zalewanie posesji.

No tak, ale jak nie wiadomo o co chodzi, to zwykle chodzi o pieniądze, bo tylko część Rowu Marulewskiego jest na terenie miasta Inowrocławia, pozostała część poza jego granicami. I jest pytanie - kto ma finansować tą drugą część?

- Tą drugą część, nie ma wątpliwości, że powinna finansować gmina Inowrocław, ale oczywiście można to zrobić na na zasadzie porozumienia, czy miasto mogłoby partycypować w kosztach utrzymania tego rowu, czy miasto mogłoby także pomóc w jego udrożnieniu, ponieważ ten problem jakby pozostaje w tej chwili w granicy miasta i powoduje, że mamy zalewane ulice.

Niedawno byliśmy świadkami polemiki, którą pan prowadził z prezydentem Ryszardem Brejzą na temat pozyskiwanych środków zewnętrznych. Prezydent występował do was o środki na parking, a Pan zarzucał mu niewiedzę, bo fundusz się tym nie zajmuje. Pańskim zdaniem na co Inowrocław mógłby pozyskać środki z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska?

- Na pewno ostatnim zadaniem, które Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska powinien finansować, to budowa parkingów dla samochodów w strefie uzdrowiskowej. Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska miałby promować wprowadzanie samochodów do strefy uzdrowiskowej? Na pewno nie! Natomiast jest wiele wiele obszarów, w których prezydent mógł pozyskać dofinansowanie. Ja pokazałem tylko kilka z nich na kwotę 360 tysięcy złotych, które miasto Inowrocław i mieszkańcy miasta mogliby zyskać. Chociażby inowrocławskie dzieci w postaci 200 tysięcy złotych na edukację ekologiczną, a miasto nie zrobiło tego pomimo, że było informowane pisemnie przeze mnie o takiej możliwości i pomimo tego, że zastępca prezydenta odpowiedzialny za to uczestniczył w spotkaniu w Urzędzie Wojewódzkim, na którym osobiście prezentowałem te wszystkie możliwości. Miasto ich nie wykorzystało. Nie tylko tych możliwości ale także wiele innych możliwości na pozyskanie środków zewnętrznych. O to właśnie do prezydenta mam żal, bo te pieniądze mogły służyć mieszkańcom Inowrocławia.

Ale prezent Brejza twierdzi, że dotacje na piece, które są z Funduszu Ochrony Środowiska, są nieatrakcyjne i te, które miasto oferuje są lepsze...

- No oczywiście prezydent Brejza manipuluje informacją, tzn. wszystkie miasta prezydenckie skorzystały z oferty Funduszu, a oferta polegała na tym, że Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska daje 2000 złotych do pieca dla klienta indywidualnego, a miasto musi dołożyć minimum drugiej 2000 złotych. Wystarczyło dostosować program, który jest w mieście - i tak zrobiły inne samorządy - żeby pozyskać dodatkowe 100 000 zł na wymianę pieców w Inowrocławiu. Tutaj jakby nie musimy się przekonywać, bo skoro zrobiło to 109 samorządów w naszym województwie, skorzystały z tej oferty wszystkie miasta prezydenckie poza Inowrocławiem, no to chyba tutaj widać, po której stronie leży racja. My nie mieliśmy konkurować z ofertą miasta Inowrocławia tylko wzbogacić tę ofertę. Z tego skorzystała Bydgoszcz, Toruń, Włocławek, Grudziądz... to dlaczego nie skorzystał Inowrocław? Dlaczego mieszkańcy Inowrocławia nie mogli skorzystać z oferty dofinansowania i te pieniądze przepadły?!

Zmieńmy temat na na bardziej ogólny. Co powinno stanąć w miejscu po rozebranym Pomniku Wdzięczności? Radny SLD chce tam zbudować kolumnę poświęconą wyzwolicielom, prezydent Ryszard Brejza postuluje, by w to miejsce przenieść Pomnik Obrońców Inowrocławia

- Myślę, że w tej chwili przed miastem stoi tyle różnych wyzwań w zakresie inwestycji - potrzeb mieszkańców, które trzeba sfinansować chociażby w zakresie organizacji pozarządowych, rozwoju sportu, wsparciu kultury - że nie ma miejsca i jakby czasu na marnowanie dyskusji o przenosinach pomnika, o wydawaniu kilkudziesięciu tysięcy złotych. Ten pomnik stoi w tym miejscu od wielu lat, jakby wszyscy wiedzą gdzie ten pomnik stoi. Myślę, że nie ma potrzeby przenoszenia pomnika ani budowania nowego postumentu. W tym zakresie myślę, że decyzje powinny zapadać czy pieniądze powinny być wydawane na inne, bardziej potrzebne i pilne sprawy związane z potrzebami mieszkańców Inowrocławia.

To może np. na kryte lodowisko i remont basenu przy ul. Świętokrzyskiej, bo o to wnioskuje Komisja Sportu. Myśli Pan że zasadnie?

- Myślę przede wszystkim, że w Inowrocławiu potrzeba drugiego krytego lodowiska. Jest takie duże największe osiedle uzdrowiskowe i to osiedle, które ponad 35000 mieszkańców posiada nie ma takiego lodowiska i jeżeli byśmy mieli inwestować pieniądze w lodowisko, to oczywiście powinno być to lodowisko przy osiedlu uzdrowiskowym.

Okazuje się, że batalia o fotel prezydenta rozegra się nie tylko między Panem a Ryszardem Brejzą, ale również startuje Jacek Olech. Jak Pan sądzi, jeżeli dojdzie do drugiej tury - bo myślę, że tych trzech kandydatów jest najbardziej liczącymi się - jeśli dojdzie do drugiej tury, jakie mogą być w niej konfiguracje?

- Ja bym nie chciał wyrokować , kto będzie w drugiej turze. Skupię się na przedstawieniu merytorycznego programu, a nie na brudnej kampanii. Raczej na kampanii opartej o argumenty, o dyskusje o potrzebach mieszkańców Inowrocławia i mam nadzieję, że przekonam mieszkańców Inowrocławia do tego, że można podążać nową drogą. Będę startował z hasłem "Inowrocław nowych możliwości" i chciałbym pokazać, że inowrocławianie mogą mieć te nowe możliwości, że musimy zrezygnować z tej stagnacji, która w ostatniej kadencji wdała się w pod rządami pana prezydenta Ryszarda Brejzy, niewykorzystanych szans, które zostały zmarnowane, z działaniem które jakby oparte jest na braku współpracy z rządem, na opozycyjnym stosunku do obecnej władzy. A na tym traci cały Inowrocław. Kiedyś odchodząc z urzędu powiedziałem, że będę współpracował z każdym, któremu na sercu leży dobro Inowrocławia, a jedyne co w tej chwili prezydentowi Inowrocławia leży na sercu, to pozostanie na kolejną kadencję - nie dobro mieszkańców Inowrocławia, bo powinien współpracować z wojewodą, z rządem, z ościennymi gminami, a nie robi tego, a przez to traci cały Inowrocław, wszyscy mieszkańcy. Dlatego będę w kampanii starał się przekonać mieszkańców, żebym to ja był w tej drugiej turze i mam nadzieję, że uda się wprowadzić, wdrożyć wiele pomysłów, które będę w najbliższym czasie przedstawione dla mieszkańców Inowrocławia... i wygram te wybory.
Polskie Radio PiK - Rozmowa dnia - Ireneusz Stachowiak

Paweł Skutecki

Paweł Skutecki
Paweł Skutecki
478 komitetów wyborczych zarejestrowało się do tegorocznych wyborów samorządowych w naszym regionie. W Bydgoszczy swoje siły połączyli Kukiz'15 z Krzysztofem Pietrzakiem, właścicielem tartaku, którego od miesięcy nie można wyeksmitować z terenu gdzie powstaje druga część Trasy Uniwersyteckiej.

Bydgoski Kukiz'15 mimo, że zrobił już to Toruń i Włocławek, nie zaprezentował jeszcze nazwiska kandydata na prezydenta Bydgoszczy. Czy będzie to poseł Skutecki, czy może Krzysztof Pietrzak? Na czym ma polegać połączenie sił? Kto będzie lokomotywą na listach Kukiz'15 do sejmiku i bydgoskiej Rady Miasta? M.in. o tym w "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK. Gościem porannym Magdy Jasińskiej był poseł Paweł Skutecki.

Magda Jasińska: Tytuły z dzisiejszych gazet lokalnych: "Kukiz' 15 przyciąga Pietrzaka". "Kukiz' 15 chce do ratusza w Bydgoszczy", "Swoje siły połączyli właśnie Kukiz' 15 z Krzysztofem Pietrzakiem, właścicielem tartaku którego od miesięcy nie można wyeksmitować, terenu gdzie powstaje druga część Trasy Uniwersyteckiej"... Jak wczoraj Pan powiedział... "za dwa miesiące jeden z nas usiądzie w tym gabinecie na pierwszym piętrze" - mowa o gabinecie prezydenta, to mam takie wrażenie, że jest dobre samopoczucie...

Paweł Skutecki: - Musimy mieć dobre samopoczucie, jesteśmy pełni pokory. Ja i cała moja drużyna i Krzysztof Pietrzak, który dołączył formalnie - no bo faktycznie współpracujemy od wielu miesięcy albo i dłużej, bo ta próba wyrzucenia go z jego tartaku, z jego domu rodzinnego to nie jest kwestia ostatnich miesięcy ale lat - mamy pomysł dla Bydgoszczy, mamy pomysł dla bydgoszczan. Jak patrzę na to, co się działo w tej kampanii, w tym co nielegalnie robili kandydaci i PiS i PO i co się dzieje w tej kampanii już teraz, no to trudno nie mieć optymizmu.

Który z panów będzie kandydatem na prezydenta?


- Rozmawiamy, jeszcze się zastanawiamy (...) Rozmawiamy z bydgoszczanami, z naszymi działaczami - Który z nas byłby lepszy?! Niestety, ja mam nieco inną ekspresję, pan Krzysztof Pietrzak ma nieco inną... ważne jest to, że my chcemy takiej samej Bydgoszczy - przyjaznej, otwartej... Bydgoszczy, która jest dla nas, a nie my dla urzędów. To co zrobiły urzędy z panem Krzysztofem Pietrzakiem - wszystkie i Wojewódzki i Urząd Miasta - to jest jakiś koszmar, to się nadaje na film (...) Niestety, przy tych wywłaszczeniach zdarzają się bardzo często takie sytuacje, że ludzie tracą majątki życia i zazwyczaj to są ludzie, którzy w zderzeniu z tym całym systemem, z tą machiną państwa poddają się. Krzysztof Pietrzak nie poddał się! Krzysztof Pietrzak wstał z kolan, powiedział - "Hola! To jest moje! Możecie mi albo dobrze zapłacić albo się ode mnie odczepcie!" Ja szanuję taką postawę, bo wiem ile krzywd państwo wyrządziło.

To który z panów będzie kandydatem na prezydenta i dlaczego akurat pan poseł?

- Tak tego nie stawiajmy! Cały czas rozmawiamy. Obojętnie, który z nas będzie kandydatem na prezydenta, będzie mówił to samo i miał taką samą wizję. Będziemy współpracować ze sobą. Chcemy tej Bydgoszczy, która jest przyjazna.

Do niedawna jeszcze występowaliście państwo w trójkę z Marcinem Sypniewskim. Na razie na Wasze zaproszenie Marcin Sypniewski chyba nie odpowiada.

- Dajmy czas Marcinowi. Konferencja odbyła się raptem wczoraj. Jestem przekonany, że w drugiej turze Marcin poprze któregoś z nas...

Cały czas myśli Pan, że będzie w drugiej turze...

- Nie po to co robimy, żeby zrobić komuś na złość... żaden z nas nie ma obowiązku robienia takich rzeczy jak kandydowania w wyborach. My chcemy prostu wygrać. To co się dzieje na ulicach, co się dzieje w tym dyskursie publicznym, samorządowym... obrzucanie inwektywami, jakieś "fake konta" na portalach społecznościowych, te obelgi, poniżej pasa jakieś chwyty... My nie będziemy brali w tym udziału w ogóle. Tworzymy pozytywny program dla miasta! Lada moment, lada tydzień, lada dzień!

Na razie pokazujecie dwa nazwiska, o programie właściwie wczoraj niewiele usłyszeliśmy...

- W ogóle nic państwo nie usłyszeliście oprócz tego, że będzie - co już jest pewną nowością patrząc na tą bydgoską scenę tę kampanię. Musi być pewna kolejność. Zarys programu pokażemy jeszcze w tym tygodniu, najpóźniej w przyszłym. Najpierw chcemy powiedzieć bydgoszczanom kto to będzie robił czyli to będę robił Ja, moje środowisko, środowisko Kukiz' 15, stowarzyszeń wokół Kukiz' 15 plus Krzysztof Pietrzak, który zgromadził całkiem sporą liczbę zwolenników (...) Najpierw pokazujemy - kto! Za chwilę pokażemy co chcemy, a potem pokażemy kandydatów do Rady Miasta, wszystkich i do sejmiku też. Już wiemy, kto będzie kandydował, wiemy czego chcemy...

A kto będzie otwierał listy np. z Bydgoszczy do sejmiku...?

- Z Bydgoszczy nr 1 do sejmiku będzie Karol Kwiatkowski, mój asystent od początku kadencji...

Nr 1 z północy...?

- Marek Lewandowski, który był bohaterem ubiegłorocznej walki z nawałnicą w Rytlu, w Sośnie itd. To jest członek stowarzyszenia Kukiz' 15, nasz działacz od zawsze, kandydował też do Sejmu, to nie jest człowiek znikąd...

Południe...?

- Tomasz Sikorowski, też mój asystent od początku kadencji...

Czyli listy do sejmiku macie już w miarę pełne, ułożone... A jeśli chodzi o listy do Rady Miasta Bydgoszczy?

- Tutaj mamy generalnie szkielety tych list. Czekamy jeszcze na osoby chętne z nami odbudowy, rekonstrukcji miasta. Zapraszamy wszystkich, którzy chcieliby powalczyć w tych wyborach, bo jeszcze mamy miejsca dla Was

Aczkolwiek to już mało czasu... A jaki jest Wasz pomysł na Bydgoszcz, jaki jest pana pomysł?

- W ubiegłym roku w wakacje przeprowadziliśmy akcję "Bruski musi odejść". Ona była rzeczywiście moim zdaniem nie najlepiej przeprowadzona. Za to się biję w pierś. Wtedy zaczęliśmy rozmawiać o tym jaka Bydgoszcz ma być, jaką byśmy ją chcieli, jaką byśmy sobie wymarzyli. Ułożyliśmy te wszystkie postulaty w 3 bloki. Przez ten rok naprawdę bardzo szczegółowo przedyskutowaliśmy, policzyliśmy i jestem przekonany na 100%, że jako jedyni będziemy mieli kompleksowy pomysł na Bydgoszcz. I będziemy go pokazywać w kawałkach, tymi blokami tematycznymi (...)

Chociaż jeden pomysł...? Skoro to ma być kompleksowy pomysł na Bydgoszcz...

- Zacznę od tego, o którym wszyscy mówią, a którego nikt na poważnie nie chce zrobić - odbudowa pierzei, my naprawdę chcemy to zrobić - odbudować pierzeję na Starym Rynku w Bydgoszczy. To jest elementem naszej tożsamości kulturowej, historycznej, to jest elementy tożsamości estetycznej śródmieścia, starówki...

A pomysł ogólnopolski, trochę populistyczny, żeby likwidować Straż Miejską, Straże Gminne...

- Nie nie! W Bydgoszczy nie! Straż Miejska od kilku lat w Bydgoszczy zachowuje się zupełnie inaczej. Dzisiaj to jest rzeczywiście formacja, która pomaga, a nie formacja, która jest dostarczycielem pieniędzy do budżetu miasta. W ogóle pomysł likwidacji Straży Miejskiej w całej Polsce moim zdaniem nie jest najlepszy. O tym powinny decydować lokalne społeczności, jeśli to lokalne społeczności utrzymują takie rzeczy jak Straż Miejska.

Czekamy na kandydata na prezydenta Bydgoszczy, na razie mamy w studiu jednego z dwóch kandydatów na kandydata...

- U nas to się robi inaczej (...) My jesteśmy dwaj! Kogo chcecie - nasi przyjaciele, nasi zwolennicy Który z nas? Czekamy na informacje.
Polskie Radio PiK - Rozmowa dnia - Paweł Skutecki

Rafał Rewoliński

Rafał Rewoliński
Rafał Rewoliński
- Inspektorzy transportu drogowego z naszego regionu mają najlepszy w kraju i jeden z lepszych w Europie system kontroli ciężarówek, które przekraczają normy przeciążenia czy emisji spalin - mówił Rafał Rewoliński, Wojewódzki Inspektor Transportu Drogowego, gość Rozmowy Dnia Polskiego Radia PiK.


Marcin Kupczyk: Przez kilka dni w Bydgoszczy przebywali przedstawiciele inspekcji transportu drogowego z kilku europejskich krajów. Jakie są wnioski z tego spotkania?
Rafał Rewoliński: Gościliśmy kolegów z ośmiu krajów. Była to dla nas okazja do wymiany doświadczeń, ale mogliśmy także zaprezentować własne możliwości i systemy, które - jak się okazuje - są najwyższych standardów europejskich.

Mamy się czym pochwalić.
- Zwłaszcza na terenie Bydgoszczy korzystamy z bardzo zaawansowanego i rozbudowanego systemu preselekcji pojazdów. Pozwala on z potoku wszystkich pojazdów znajdujących się na drodze wyłonić te, które swoimi wymiarami, bądź też masą przekraczają dopuszczalne normy. Dzięki temu od razu kierujemy je na punkty kotrolne, a nie ograniczamy ruchu innym pojazdom, korzystającym z dróg. To system bezinwazyjny, nie wpływający na płynność ruchu, a nam pozwalający wykonywać swoje zadania. Dajemy jasny sygnał, że zależy nam, by pojazdy nie niszczyły dróg i nie stanowiły nieuczciwej konkurencji wobec przewoźników dbających o parametry.

Tematem głównym Waszego spotkania było właśnie przeciążenie tirów. To chyba plaga na naszych drogach?
- Absolutnie nie. Nasza działalność kontrolna z pewnością może Państwa uspokoić. Podam kilka liczb. Każdego dnia na drodze nr 5 porusza się około 32 tys. pojazdów. Z tej grupy zaledwie kilka swoimi parametrami wskazuje na możliwość przekroczenia norm, a zatem sięgamy odsetka nieprawidłowości poniżej 0,01 procenta. Nie możemy więc mówić o patologii w zakresie przeładowania pojazdów.

Czyli sytuacja w ostatnich latach się poprawiła?
- Tak, właśnie dzięki temu, że możemy precyzyjnie reagować. Nie tylko skupiamy się na tym, by zatrzymać przeciążony pojazd, ale również badamy, kto się do tego przyczynił (...).
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Rafał Rewoliński

Mikołaj Bogdanowicz

Wojewoda Mikołaj Bogdanowicz/fot. Archiwum
Wojewoda Mikołaj Bogdanowicz/fot. Archiwum
- Przykład Torunia pokazuje, że problem tartaku na Trasie Uniwersyteckiej w Bydgoszczy mógł być rozwiązany dawno temu. Prezydent Torunia bez problemu radzi sobie z takimi przypadkami - mówił wojewoda kujawsko-pomorski Mikołaj Bogdanowicz w Rozmowie Dnia Polskiego Radia PiK.

Michał Jędryka: Tartak na Trasie Uniwersyteckiej w Bydgoszczy urósł do rangi symbolu. Prezydent miasta wini wojewodę, że nie doszło jeszcze do jego eksmisji, a wojewoda?
Mikołaj Bogdanowicz: Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że wojewodzie również zależy na tym, by ta sprawa została rozwiązana. Dla Bydgoszczy to ważny trakt komunikacyjny, którego budowa oznacza duże utrudnienia. Konflikt nie służy ani Bydgoszczy, ani regionowi.
Pan prezydent mógł jednak już kilka razy ten problem rozwiązać. Po pierwsze - dużo wcześniej, jeszcze przed wydaniem ZRID-u, mógł porozumieć się z właścicielem tartaku. Tak robi zwykle prezydent Torunia i podobnych problemów nie ma, w Bydgoszczy niestety do takiej sytuacji nie doszło.
Po drugie - prezydent mógł po wydanej przeze mnie decyzji na wycenę, która zdaniem właściciela tartaku była za niska, porozumieć się z nim i wyrównać ostateczną kwotę. Przy tak dużej inwestycji pieniądze, które usatysfakcjonowałyby właściciela, pewnie rozwiązałyby ten problem.
I trzecia sprawa - od trzech miesięcy organizuję przetargi na przeprowadzenie egzekucji tartaku, które są bezskuteczne, bo albo firmy wycofują się z tego przedsięwzięcia, albo tartak sam się zgłasza, co jest niezgodne z prawem. Prezydent mógłby złożyć ofertę za pomocą firm, którymi dysponuje i ten problem rozwiązać.
Mało kto się chce w tej chwili zdecydować na takie przedsięwzięcie, bo nikt nie chce wejść w tak konfliktowy, ryzykowny i medialny problem. Ostatnie miesiące to napędzanie się przez właściciela tartaku i prezydenta.

Pewnie choćby dlatego, że rozpoczęła się kampania wyborcza.
- To rzeczywiście wpisało się w kampanię. Przychodzi mi przez myśl, że pan prezydent Bruski specjalnie doprowadził do sytuacji z tartakiem, by postawić nas w trudnej wyborczej sytuacji, ale sam przecież też może na niej bardzo dużo stracić. Droga cały czas nie funkcjonuje, a prezydent ma o wiele więcej kompetencji niż wojewoda, by ten problem rozwiązać.

Ostatecznie doszło do sytuacji, która nie jest korzystna dla nikogo.
- Ataki, które były prowadzone w ostatnich miesiącach na mnie i moich urzędników, nie służą też prezydentowi. Zostałem poddany wielu ocenom i kontrolom, w wyniku pism wysyłanych przez prezydenta m.in. do premiera, szefa MSWiA, prezesa Urzędu Zamówień Publicznych czy prokuratury. Te służby w większości zakończyły już ogląd naszych działań w ostatnich latach. Nikt nie wniósł żadnych uwag do procedury, przez nas stosowanej.

Trudności występują też na budowie innej drogi - trasy S5.
- Problem jest prawie rozwiązany, jeśli chodzi o wyceny i decyzje związane z odszkodowaniami. Przypominam, że w przypadku S5 budujemy aż 130 km i mamy aż 2 tys. podmiotów i właścicieli poddanych wycenom. W takiej sytuacji mogą pojawić się problemy. W marcu 2018 zgłosiło się do nas kilkadziesiąt osób z pierwszego odcinka drogi, które uważały, że ich własność wyceniono za nisko. Ponowiliśmy więc wycenę, a ponowne operaty szacunkowe w większości są satysfakcjonujące. W tej chwili jest tylko jeden właściciel, który nie zgadza się z wyceną niezależnego rzeczoznawcy (...).
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Mikołaj Bogdanowicz
1234567