Sobota, 16 lutego 2019 r.   Imieniny: Danuty, Julianny, Daniela
Polskie Radio PiK » Rozmowa Dnia

Rozmowa dnia

dr Mateusz Soliński

dr Mateusz Soliński. Fot. E.Rupniewska
dr Mateusz Soliński. Fot. E.Rupniewska
Gościem Rozmowy Dnia był dr Mateusz Soliński, filozof, historyk sztuki i kustosz Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy. A rozmawialiśmy o obrazach przedstawiających Matkę Bożą i ich związkach z odzyskaniem niepodległości.

Michał Jędryka: W ubiegłym roku przed Bożym Narodzeniem miał pan wykład o przedstawieniach Bożego Narodzenia w sztuce. W tym roku tuż przed świętami poświęcił pan takie wystąpienie jednej z głównych postaci tego wydarzenia czyli Matce Bożej, którą przedstawiano w rozmaity sposób w sztuce, ale pana prelekcja była poświęcona interwencjom Matki Bożej w polską historię oraz ich przedstawieniom w sztuce. Który z tych obrazów jest najmocniej dla pana znaczący?

Mateusz Soliński: Trudno taki wybrać, moim zamierzeniem było zebranie pewnej liczby, nie wszystkich oczywiście, tylko wybranych obrazów bardzo istotnych czy mówiących wiele o naszej historii. Trudno byłoby jeden wybrać. (...). Może na uwagę zasługiwałby szczególnie jeden wizerunek Matki Bożej, która miała objawić się w Gietrzwałdzie. Przypuszczam, że jakby pan redaktor wyszedł na ulicę z mikrofonem i by zaczął pytać ludzi o te objawienia, dużo ludzi o nich w ogóle nie słyszało, a nawet jeśli słyszało, to na pewno nie powiązało ich z odzyskaniem przez Polskę niepodległości. Te objawienia miały miejsce w 1877 roku, więc jeszcze przed odzyskaniem niepodległości. Te objawienia i wizerunki miały bardzo duży wpływ na to co się wydarzyło przez następne kilkadziesiąt lat i w gruncie rzeczy są opinie mówiące o tym, że dzięki tym wydarzeniom, które nastąpiły po tych objawieniach, niezależnie czy będziemy w nie wierzyć czy nie, pojawiła się szansa, że Polacy byli w stanie te niepodległość odzyskać.

Czy w Gietrzwałdzie oprócz tego, że jest miejsce objawień to również jest obraz Matki Bożej?

Ja w moim wystąpieniu i na tym skoncentrowałem swoje badania i poszukiwania, odnosiłem się do tych obrazów, które powstały już po tych objawieniach, o różnej jakości artystycznej, które ukazywały Matkę Bożą, pokazującą się nad klonem oraz dzieci, które tych objawień doświadczyły. Jest obraz Matki Bożej Gietrzwałdzkiej, który datuje się na XV czy XVI wiek, więc poprzedza to wydarzenie czyli objawienia nie są związane z tym obrazem. Jednak pielgrzymki, które od momentu nagłośnienia objawień się nasiliły, także interesowały się obrazem Matki Bożej Gietrzwałdzkiej.

To były bardzo masowe pielgrzymki w latach 70. XIX wieku.

Tak i to jest najistotniejszy punkt tych objawień, bo szacuje się, że w samym roku objawień, na przestrzeni kilku miesięcy, Gietrzwałd odwiedziło około 5% ówczesnej populacji Polaków nie mających wtedy swojego państwa czyli około 0,5 mln osób. Taka jeszcze krótka dygresja, ale istotna: (...) ten ruch pielgrzymkowy spowodował zapchanie linii kolejowych na drodze do Olsztyna, wówczas najbardziej rozbudowanej sieci linii kolejowych na świecie jakie znajdowały się w Cesarstwie Niemieckim. Być może powstrzymał on wybuch wojny na skalę światową, która później wybuchła w 1914 roku. To jest teza Grzegorza Brauna, zachęcam do zapoznania się z jego publikacją, że te objawienia, pomijając aspekt odnowy moralnej narodu, doprowadziły do tego, że ta wojna nie wybuchła, co więcej, spowodowały, że nie wybuchło kolejne powstanie, co do którego mamy informacje, że było planowane i inspirowane przez Brytyjczyków, którzy chcieli doprowadzić do dywersji na tyłach wroga, czyli Rosji, która była zaangażowana w wojnę rosyjsko-turecką i przez to nie doszło, do samobójczego powstania, wojny, która przekreśliłaby wszelkie szanse na odzyskanie przez Polskę niepodległości. (...).
Mówi dr Mateusz Soliński

Marek Piątkowski

Marek Piątkowski
Marek Piątkowski
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Marek Piątkowski
O genezie i celach Orszaku Trzech Króli - zjawiska kulturowo-społecznego, które rozwinęło się w polskich miastach w ostatnich latach. Rozmowa Dnia z Markiem Piątkowskim - organizatorem Bydgoskiego Orszaku Trzech Króli.



Michał Jędryka: "Odnowi oblicze ziemi" - takie jest hasło Orszaku Trzech Króli w 2019 roku. W ilu miejscowościach się odbędzie oprócz Bydgoszczy?

Marek Piątkowski: W około 700 miejscowościach. Ta liczba codziennie się zmienia, jeszcze napływają zgłoszenia.

To ogromna inicjatywa społeczna, bo oznacza to, że dziesiątki tysięcy ludzi weźmie udział w orszakach.

W ubiegłym roku wzięło w nich udział około 1,5 mln osób, a niektórzy mówią, że do 2 mln. Jest to społeczna, oddolna inicjatywa, dlatego rozwija się bardzo żywiołowo i spontanicznie, z czego się bardzo cieszymy.

Postacie trzech biblijnych królów, które zostaną odtworzone, zgodnie z tradycją pochodzą z trzech kontynentów.

Będzie to Afryka, Europa i Azja. (...) Król afrykański jest perłą naszego orszaku. Jest nim pochodzący z Ghany Izaak Antwi-Boasiako - ojciec Zgromadzenia św. Ducha. W tej chwili jest na misji w Irlandii i przylatuje specjalnie na orszak w Bydgoszczy, aby razem z nami oddać pokłon Świętej Rodzinie. W pozostałe postacie wcielają się mieszkańcy naszego miasta - Andrzej Barylski będzie królem europejskim, a Wojciech Rzepka królem z Azji. Będą odpowiednio przygotowani, ucharakteryzowani. Ćwiczą swoje role - także jazdę konną, ponieważ król azjatycki i europejski jechać będą na koniach, natomiast król afrykański będzie tradycyjnie jechał na wielbłądzie, który wypożyczany jest z minizoo w Hodoryszczu.

(...)

Do korowodu włączają też Państwo również polskie postacie historyczne...

Chcemy się wpisać w 100-lecie odzyskania przez Polskę Niepodległości, stąd pojawią się: marszałek Józef Piłsudski, Ignacy Jan Paderewski oraz Roman Dmowski. Są to trzy postacie ważne dla polskiej niepodległości, dlatego postanowiliśmy uhonorować ich obecnością na orszaku.

Kiedy zaczyna się Bydgoski Orszak Trzech Króli, gdzie się zakończy?

6 stycznia zaczynamy mszą św. w kościele oo. Jezuitów o godz. 11:00, o godz. 12:30 wyruszymy z placu Kościeleckich, przejdziemy ulicą Bernardyńską, przez Zbożowy Rynek, Toruńską. Sam pokłon odbędzie się w Hali Łuczniczka. Wstęp jest wolny, ograniczony jedynie pojemnością hali.
(...)
Organizacja orszaku trwa kilka miesięcy, zaczynamy od września. W sumie mamy około 300 osób - aktorów, wolontariuszy, osób, które zajmują się tylko organizacją, gromadzą finanse... Jest to duże przedsięwzięcie, więc potrzeba naprawdę dużego komitetu organizacyjnego.

Ile kosztuje zorganizowanie orszaku?

Pieniądze wydajemy tylko na sprawy organizacyjne - wynajęcie hali, sceny, zwrot kosztów przyjazdu wielbłąda, ale w sumie jest to kwota około 30 tys. zł, mimo że wszyscy wolontariusze pracują za darmo. (...) Pieniądze uzyskujemy od darczyńców, mamy jednego sponsora strategicznego. Zbieramy je przez bydgoski ośrodek Fundacji Światło-Życie oraz poprzez 1 procent, bowiem jesteśmy organizacją pożytku publicznego.
(...)
Zapraszam wszystkim na Bydgoski Orszak Trzech Króli. Jest on zawsze kolorowy i radosny. Każdy, kto przyjdzie otrzyma koronę. W tym roku zamówiliśmy 8 tys. koron. Zamówiliśmy też 5 tys. tzw. szczodraków. Orszak jest jedną wielką rodziną i każdy w momencie oddawania pokłonu i bycia na orszaku jest królem, bo każdy chce się pokłonić Świętej Rodzinie.

Paweł Machalski

Paweł Machalski. Fot. Michał Zaręba
Paweł Machalski. Fot. Michał Zaręba
Jaki będzie rok 2019? Będzie on rokiem dwóch kampanii wyborczych. Czy da się przewidzieć czego będą dotyczyły główne ich wątki? Czy będą to kampanie ostre i brutalne, czy raczej kulturalne i merytoryczne? Co może w nich odegrać największą rolę? Media konwencjonalne, czy raczej społecznościowe? Ekonomiści przewidują, że tempo wzrostu gospodarczego się zmniejszy. Niektórzy zapowiadają kryzys ekonomiczny. Jak długo może trwać koniunktura i jak wpłynie na politykę? O tym wszystkim z dr. Pawłem Machalskim, politologiem i wykładowcą akademickim z Torunia rozmawia Michał Jędryka.

Michał Jędryka: Rozpoczęliśmy rok 2019, mamy już drugi dzień tego roku. Jaki będzie? Bo to przecież rok dwóch kampanii wyborczych. Czy da się przewidzieć czego będą dotyczyły główne spory polityczne, główne wątki tych kampanii?

Paweł Machalski - Trzeba zauważyć, że nie przychodzę tu w roli jakiegoś wróżbity czy jasnowidza tylko politologa i administratywisty, posługującymi się pewnymi narzędziami naukowymi czy popularnonaukowymi, takimi jak sondaże i ich trendy. Na podstawie tego co widzimy dziś można coś oczywiście sugerować, jakąś wizję tutaj przedstawić. Gdyby jednak ktoś zadał to samo pytanie -jaki będzie rok pod względem kampanii prezydenckiej - 2 stycznia 2015 roku, z pewnością tezy byłyby zupełnie inne niż efekt z 24 maja. Tak zatem z takim umiarkowanym optymizmem, ale mówimy na podstawie tego, co widzimy dziś. To się jednak może bardzo zmienić. A co tutaj powiedzieć można?! Tyle, że w Polsce jeszcze nigdy chyba nie mieliśmy do czynienia z tak dużym rozdźwiękiem pomiędzy dwoma głównymi blokami rywalizującymi o władzę, pomiędzy obozem rządowym, a szeroko rozumianą opozycją, przez niektórych określaną mianem totalnej opozycji. To będzie kampania - oczywiście tak jak zwykle - o charakterze politycznym czy ekonomicznym, ale w tym roku bardzo wyraźnie przejawia się wątek aksjologiczny, żeby powiedzieć szerzej, wątek ideologiczny. O ile w latach 2001, 2005 ,2007 mieliśmy do czynienia z dwoma stosunkowo bliskimi sobie ugrupowaniami postsolidarnościowymi, prawicowymi czy centroprawicowymi, nieco odmiennymi wizjami bieżącej polityki, o tyle dziś możemy doczekać się walki czy czy prób nowej roli Polski w Europie. Niektórzy wieszczą plan agresywnej laicyzacji Polski na wzór irlandzki.

No właśnie, czego zatem dotyczy główna oś sporu? Jakich zagadnień, czy może jednego zagadnienia?
- Z pewnością niejednego! Tych wątków jest dużo, można to rozpatrywać w kilku płaszczyznach. Po pierwsze – wątek, czy płaszczyzna europejska. Opozycja mówi - moim zdaniem niesłusznie, patrząc na to począwszy od czasu poprzedzającego akcesję – o Polexicie. To jest fikcja polityczna czy kampanijna! Prawo i Sprawiedliwość zawsze, począwszy od roku 2001 czy 2002, było partią umiarkowanie proeuropejską, partią obecności Polski w Unii Europejskiej. Jednak obecności podmiotowej. Obecności takiej, która służy nie tylko wspólnocie 27 czy jeszcze 28 państw, ale przede wszystkim ma służyć tu, naszemu państwu! Temu, co nad Wisłą poprzez mechanizmy unijne dla Polski! Nieco inna wizja europejskości bardziej euroentuzjastyczna jest po stronie opozycji. To jest pierwsza płaszczyzna.

Kiedyś, kiedy mieliśmy do czynienia z wejściem do Unii Europejskiej, mówiło się o Europie ojczyzn. Czy to pojęcie jeszcze jest używane?
- To pojęcie powinno być używane dlatego, że o danej organizacji należy myśleć bez względu od czasu, który upłynął od jej utworzenia, przez pryzmat myślenia o niej „ojców założycieli”. A jakiej Europy chcieliby Robert Schuman, Konrad Adenauer, Alcide De Gasperi…? Przecież oni wyraźnie wskazywali na postulat zjednoczenia, ale jednak opartego na suwerenności. Zjednoczenia tożsamości ojczyzn. To dziś powinno być nadal uwzględniane. To nie może być dyktat czy model francusko-niemiecki czy niemiecko-francuski ale pluralistyczny głos 20 narodów.

Skoro w takim razie Jean-Claude Juncker mówi „Unia albo wojna”, to o jakiej Unii i o jakiej wojnie myśli?
- Nie zgodziłbym się z tym stwierdzeniem. Z pewnością w Unii Europejskiej mamy do czynienia z pewnymi czynnikami deintegrującymi. Ale Unia Europejska przetrwa. Ponad tezę Junckera przedłożył bym zdania czy pewne prognozy amerykańskiego politologa George’a Friedmana, który choć zauważa problemy, różnice zdań, to wskazuje, że ta organizacja będzie dalej trwać i kształtować politykę w rozumieniu całego czy większości obszarów Starego Kontynentu.
Polskie Radio PiK - Rozmowa dnia - Paweł Machalski

Maciej Figas

Maciej Figas. Fot. Magda Jasińska
Maciej Figas. Fot. Magda Jasińska
O budowie czwartego kręgu bydgoskiej Opery Nova i wydanych blisko 14 milionach złotych, o odwoływanych koncertach, ale i o rekordowej liczbie ośmiu Koncertów Sylwestrowo-Noworocznych, na które bilety rozeszły się w jeden dzień - o tym w podsumowaniu mijającego roku mówił Maciej Figas, dyrektor Opery Nova i gość Magdy Jasińskiej w porannej "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK.

Magdalena Jasińska: Spotykamy się w ostatnim dniu roku i to jest najlepszy moment do podsumowań. To nie był rok jak każdy inny poprzedni. Można powiedzieć, że to był rok wyjątkowy - dla instytucji oczywiście.

Maciej Figas: - Naprawdę? Nie wiem. Wydaje mi się, że te wszystkie sezony są do siebie podobne. Każdy rok przynosi nowe wyzwania, jeżeli pani redaktor ma na myśli zakończenie programu modernizacji opery.

M.J. Czyli możliwość wydania dość dużych pieniędzy...

M.F.: - Ponad 14 mln zł, to rzeczywiście ten rok wyróżniał się właśnie tym od poprzednich. A w zasadzie to dwa ostatnie lata, ponieważ program modernizacji opery z wykorzystaniem funduszy Unii Europejskiej obowiązywał przez dwa sezony. Tak jak powiedziałem 14 milionów złotych, niezwykle szeroki zakres prac prac, które pozwoliły wyrównać wszystkie niedociągnięcia, wszystkie zaległości technologiczne. Pozwoliły uzupełnić instrumentarium opery, pozwoliły naprawić wszystkie nasze bolączki sceniczne, w tym tak prozaiczne rzeczy, jak deski sceniczne, które miały już prawie 30 lat i były w stanie dalekiego zmurszenia.Tak bym powiedział.

M.J. : Czy prawdą jest, że tancerze zmyślnie omijali te miejsca, gdzie mogliby się ewentualnie potknąć?

M.F.: - Oj, tak, tak! To wcale nie jest żart. Rzeczywiście na scenie, przed wymianą desek podłogowych, były takie miejsca, przed którymi się tancerze nawzajem ostrzegali, a nawet widziałem jak kiedyś zaznaczali sobie takie miejsce, w którym lepiej nie odbijać się do skoku, w którym lepiej nie kręcić piruetów i tak dalej... Bo nie tylko, że nie będzie miało to wysokich walorów artystycznych, ale przede wszystkim może zagrażać zdrowiu.

M.J.: Cały park maszyn i oświetlenia został wymieniony...

M.F.: - Tak. Do niedawna pozostawało to wyłącznie w sferze marzeń i było przedmiotem naszej zazdrości. Dzisiaj niezliczone ilości skrzyń ze sprzętem, który pokazujemy właśnie teraz, chociażby w czasie koncertów sylwestrowych, jest już na naszym wyposażeniu. Z dumą patrzę na ten cały equipment, który w tej chwili już funkcjonuje wyłącznie na nasze potrzeby.

M.J.: Jak słyszę z ust złośliwych, to był rok odmienny dla opery, bo opera musiała odwołać cztery koncerty adwentowe. No, ale z drugiej strony można powiedzieć, że w poprzednich latach tych koncertów nie było.

M.F. - Tak. Nie chciałbym tutaj słuchaczy wtajemniczyć we wszystkie arkana naszej sztuki planowania i rozliczania się z naszej działalności, bo to po prostu jest nudne. Natomiast powiem tylko tyle - nas obowiązuje pewien określony plan. Ten plan musimy zrealizować. Czasami, w jakichś porywach młodości i jakiegoś natchnienia, wymyślamy sobie nowe zadania i wychodzimy z założenia, że jeżeli te zadania będą ambitne i spodobają się publiczności, to te dodatkowe pieniądze w jakiś sposób na nie znajdziemy. W tym roku okazało się, że jest to niemożliwe. A ponieważ znaleźli się skrupulatni urzędnicy, którzy dojrzeli to, że trochę igramy od strony finansowej pod koniec roku, to po prostu zdecydowaliśmy się odwołać te koncerty po to, żeby ich (urzędników - red.) krótko mówiąc nie drażnić.

M.J.: O ile musiałby się zmienić budżet Opery Nova, żeby instytucja mogła sobie pozwolić na jeszcze jedną premierę w roku? Bo w tej chwili mamy dwie premiery w roku plus oczywiście koncerty sylwestrowo-noworoczne.

M.F.: - Które są de facto premierą. Wysiłek, który im towarzyszy to typowy wysiłek premierowy i powiem szczerze pani redaktor, że nie wiem, czy zależałoby mi na tym, żeby tych premier na dużej scenie było więcej. Mamy znaczną ilość tytułów, które są w naszym repertuarze i z których nie wszystkie możemy grać z taką częstotliwością, z jaką chcielibyśmy. A więc nie ma sensu powiększać tego grona. Powiem wprost, że muszą to robić teatry, które walczą o widza. My, po tych kilku dekadach, mamy bardzo komfortową sytuację, kiedy publiczność zaufała nam i przychodzi do naszego teatru na różnego rodzaju tytuły, na różnego rodzaju gatunki muzyczne ufając, że to co im zaprezentujemy będzie miało odpowiednią klasę. Więc my nie musimy się uciekać do takich metod 10 premier w roku, jak robi jeden z polskich teatrów po to, żeby tę sytuację poprawić. Raczej dbajmy o to, żeby tak jak powiedziałem, te produkcję były na właściwym poziomie artystycznym. Natomiast chętnie pokusił bym się o uruchomienie sceny kameralnej. Ona nie jest oczywiście najszczęśliwszą z sal. Ona jest szczęśliwa akustycznie - zawsze powtarzam. Natomiast, jeśli chodzi o ilość miejsc, ponad 180 miejsc siedzących, no to jak łatwo policzyć, niewiele wydarzeń artystycznych jest w stanie się zbilansować. Stąd też potrzebne są na to dodatkowe środki. (...)
Polskie Radio PiK - Rozmowa dnia - Maciej Figas

Krzysztof Sztajnborn

Krzysztof Sztajnborn. Fot. Adam Droździk
Krzysztof Sztajnborn. Fot. Adam Droździk
Choinka sztuczna czy żywa? Jak lasy mogą się przyczyniać do obniżenia poziomu dwutlenku węgla w atmosferze? Jak nadleśnictwo podnosi się po ubiegłorocznej nawałnicy i jak przedstawia się jego oferta edukacyjna i turystyczna? Odpowiedzi na te pytania udzielił gość Marcina Kupczyka w "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK, nadleśniczy Krzysztof Sztajnborn z Nadleśnictwa Żołędowo.

Jeszcze trochę postoją w naszych domach choinki jako wspomnienie dawnych świąt, niektóre pachną, niektóre troszkę mniej i co roku - jak zawsze o tej porze albo kilka dni przed świętami - pada odwieczne pytanie: żywe czy sztuczne? Jak pan na takie pytanie zazwyczaj odpowiada?
- Pytanie jest do osoby, która będzie chwaliła swój produkt. Od razu powiem - naturalne jest naturalne! W związku z tym produkujemy te choinki w tym właśnie celu. Produkujemy bez chemikaliów. Gdy ta choinka rośnie, produkuje tlen. Później, kiedy już spełni swoją rolę w domu, jakby wraca do środowiska poprzez recykling. Niestety, nie możemy tego zrobić z choinką sztuczną, która rozkłada się 500 lat, a do jej produkcji trzeba chemikaliów, które zatruwają środowisko. To jest szkodliwe dla nas wszystkich, w związku z tym cały czas preferujemy choinki naturalne.

Czyli już w tej chwili możemy rozwiać wątpliwości tych miłośników przyrody którzy gotowi są w zasadzie nawet walczyć o każde żywe drzewo.
- Produkuje się te choinki po to, żeby one nam służyły i żeby pięknie w domu pachniały. Nie jest to tak że wycinamy to gdzieś w głębi lasu i niszczymy uprawy leśne. Robi się to celowo i powiem tylko, że w Nadleśnictwie Żołędowo sprzedano około 1000 choinek, które zajęły jakieś 25 arów powierzchni, która natychmiast na wiosnę będzie na nowo nasadzona i natychmiast, na nowo będą tam rosły choinki i ta jedna czwarta hektara będzie zostawiona na nowo i i znowu będzie produkowała tlen.

Przed świętami odbył się w Polsce ONZ-towski szczyt klimatyczny w Katowicach. Tam mogliśmy usłyszeć o konieczności redukcji dwutlenku węgla, o różnych zadaniach jakie stoją przed każdym z państw. Redukcja emisji to jedno, natomiast inne zjawisko to ich pochłanianie i tu kłania się nam właśnie nam las. Pojawia się taki byt jak Leśne Gospodarstwa Węglowe. Co to jest? Bo brzmi dziwnie....
- Tak, brzmi dziwnie, bo to tak wygląda jak jakieś kopalnie, górnictwo itd. Ale tutaj całkiem o co innego chodzi. Otóż las magazynuje węgiel, bo przyswaja dwutlenek węgla i takim projektem pilotażowym, który pozwoli zbadać tą zależność są właśnie Leśne Gospodarstwa Węglowe. Podlegają temu 23 nadleśnictwa pilotażowe w całym kraju, w 13 regionalnych dyrekcjach i w ramach tych nadleśnictw, w ramach zrównoważonej gospodarki leśnej będą czynione działania dodatkowe, które pozwolą zwiększyć to pochłanianie dwutlenku węgla, a jednocześnie skumulować większą ilość węgla. Projekt ten będzie trwał do 2024 roku, a efekty tych działań przewidziane są na około 30 lat. W tym czasie naukowcy będą jakby prowadzili swoje badania w tych nadleśnictwach i badali zasadność tych działań, a jednocześnie mierzyli zwiększone odkładanie się tego węgla w drzewostanach, w glebie, w tych 23 nadleśnictwach.

Czyli las jest zdolny do pochłaniania dwutlenku węgla. Ile może pochłonąć?
- Z obecnych badań wiemy że las kumuluje węgiel i średnia hektarowa powierzchnia leśna kumuluje 87 ton węgla. Celem działań w tym projekcie Leśne Gospodarstwa Węglowe jest jakby zwiększenie tej ilości, która zostaje skumulowana. Zakładamy, że będzie to około 37 ton węgla więcej na hektarze.

Jedno z takich gospodarstw będzie na terenie województwa kujawsko-pomorskiego.
- Tak. To jest Nadleśnictwo Dąbrowa, które w ramach normalnej zrównoważonej gospodarki leśnej będzie prowadziło dodatkowe prace. Będą to zalesienia dodatkowe, wprowadzanie gatunków szybkorosnących, wprowadzenie drugiego piętra, wprowadzanie podszytu, zwiększenie powierzchni odnowień naturalnych oraz działania zapobiegające nadmiernemu uszkodzeniu powierzchni gleby.

To jest właśnie Leśne Gospodarstwo Węglowe.
- To jest właśnie Leśne Gospodarstwo Węglowe i takie są zadania czy działania dodatkowe w tym gospodarstwie. Oczywiście, oprócz normalnej zrównoważonej gospodarki leśnej.

Proszę powiedzieć czy nawałnice dotknęły także teren Nadleśnictwa Żołędowo i w jakim stopniu?
Nadleśnictwo Żołędowo nie zostało tak mocno dotknięte jak Nadleśnictwo Rytel czy Nadleśnictwo Czersk czy Przymuszewo, ale jednak 25 hektarów lasu musieliśmy uporządkować, usunąć i muszę powiedzieć z dumą, że te 25 hektarów już rRośnie na nowo i już zdążyliśmy posadzić ten las. Myślę, że na wiosnę będziemy mieli pierwsze efekty.
Polskie Radio PiK - Rozmowa dnia - Krzysztof Sztajnborn

Bartosz Stróżyński

Bartosz Stróżyński Fot. Ireneusz Sanger
Bartosz Stróżyński Fot. Ireneusz Sanger
Efekty uszczelniania VAT-u, pisma do nowożeńców i podatkowe nowości, które obowiązywać będą 2019 roku, m.in "Twój e-PIT" - były tematami czwartkowej Rozmowy Dnia. Jej gościem był Bartosz Stróżyński - rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Bydgoszczy.
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Bartosz Stróżyński

ks. Wojciech Przybyła

ks. Wojciech Przybyła Fot. Magda Jasińska
ks. Wojciech Przybyła Fot. Magda Jasińska
O potrzebie pomagania, o formach pomocy, które Caritas prowadzi na co dzień i przed świętami, ale także o tradycji pozostawiania pustego nakrycia na wigilijnym stole. Jak zachowalibyśmy się w sytuacji pojawienia się w naszym domu osoby samotnej, bezdomnej, potrzebującej? Gościem Rozmowy dnia w Polskim Radiu PiK był ks. Wojciech Przybyła - dyrektor Caritas Diecezji Bydgoskiej.



Magda Jasińska: Wigilia to taki szczególny dzień. Zawsze zastanawiamy się czy jesteśmy w stanie wszystkim pomóc. Myślę, że ksiądz od wielu lat kierując taką instytucją też co roku się zastanawia czy jest w stanie pomóc wszystkim potrzebującym.

ks. Wojciech Przybyła: Potrzeby naszych podopiecznych czy tych osób, które przychodzą składając prośby są różnorakie. I te bardzo przyziemne można wypowiedzieć, ale potrzebne w postaci żywności i drobnych upominków: zabawek maskotek dla dzieci jakichś fajnych przyborów piśmienniczych, co może rozradować serce dziecka lub napełnić żołądek jego i jego rodziny to spełniamy każdą prośbę. Każdy kto w minionym czasie zgłosił się do nas z taką prośbą nie otrzymał negatywnej odpowiedzi. Wszyscy otrzymali paczki żywnościowe. To też jest taki moment, żeby podziękować wszystkim tym, którzy odpowiedzieli na projekty, które prowadziliśmy można by powiedzieć pilotażowo w zeszłym roku, w tym roku z fantastycznym zakończeniem. Pierwszy z projektów to „Tytka charytatywna dla Kujaw i Pomorza”. (...) Ona sprawdziła się fantastycznie. Cudowni ludzie w naszym regionie, cudowni kochani darczyńcy, którzy zobaczyli przez pryzmat tej papierowej torby drugiego człowieka, któremu można ofiarować w ten sposób miłość. Można by powiedzieć, że nigdy nie było tak dobrze - tak dobrej jakości upominków, żywności. Pojawiają się rzeczy, których dawno nie widzieliśmy, których dawno nie mogliśmy w takiej ilości ofiarować ludziom. Od razu zapala się światełko - jest wiele życzliwych i rzetelnych osób, które - zakładam - nie szczędzą grosza zarówno dla siebie na święta, ale również dla drugich. Naprawdę przepiękny dar serca. No i drugi projekt to przedświąteczne zbiórki zarówno przed świętami zarówno Wielkanocy jak i Bożego Narodzenia. Jest dużo życzliwości zarówno w zarządach spółek, które kierują wielkoformatowymi sklepami, jak i w małych sklepach. Włączają się i przepięknie zachowują się właściciele indywidualni, którzy pozwalają na to, aby nasi wolontariusze mogli wejść i kwestować żywność również w tych miejscach. (...) Jest też kolejna - duchowa przestrzeń, w której chcemy pokazać drugiemu człowiekowi, że nie jest sam. Kilka dni temu wspaniała Bydgoska Wigilia Miejska, która od wielu wielu lat gromadzi zarówno ludzi potrzebujących, ludzi z marginesu życia, ale również tych, którzy na te rzeczy również odpowiadają chętnie - bydgoszczan regularnie pracujących bądź studentów, emerytów, czy rencistów, którzy też chcą przyjść, złożyć życzenia, być w tej wigilijnej przestrzeni publicznej po to, żeby pokazać drugiemu człowiekowi, żeby on wiedział, że nie jest sam.

Nauczyliśmy się lepiej pomagać?

Zmienia się oblicze potrzeb, zmienia się oblicze Caritas. Trzeba ciągle czytać znaki czasu, bo one w perspektywie niemal dwóch dekad są absolutnie inne. Chociażby kwestie związane z pomocą dzieciom. Lata temu ogromnie dużo wysiłku, środków i możliwości stawialiśmy na dzieciaki - mamy samotnie wychowujące dzieci, dzieci niedożywione, dzieci adopcyjne, rodziny wielodzietne. Dzisiaj są pewne rozwiązania systemowe, państwo sobie wspaniale radzi. Skoro znalazło środki, chociażby 500 Plus czy później 300 Plus, my już widzimy, że nie musimy dopłacać już do ogromnej ilości obiadów w szkołach, bo te dzieci mają swoją godność - rodzice mają swoją godność i taką mamę stać na to żeby dzieciakowi wykupić posiłek, coraz mniej osób potrzebuje od nas wyprawek szkolnych, ale... Społeczeństwo się starzeje. stajemy się przestrzenią senioralną i to jest fakt. Te rozwiązania wchodzą, ale ich jest ciągle mało. Dlatego kwestia opieki nad osobami starszymi, opieki domowej, pomoc osobom samotnym...(...) Szukamy środków, żeby powstały domy dziennego pobytu, żeby powstało kolejne hospicjum, żeby mogła powstać rehabilitacja i wiele wiele takich planów paramedycznych czy opiekuńczych widzimy.

Podczas wieczerzy wigilijnej zwykliśmy zostawiać jedno dodatkowe nakrycie. Czy ksiądz wierzy w to, że gdyby zbłąkany wędrowiec zastukał do naszych drzwi, to byśmy chętnie go przyjęli? Widzę uśmiech na twarzy księdza...

Jest taki dowcip, że mamy przygotowane dodatkowe miejsce przy stole, ale klucz w drzwiach jest przekręcony i nikt nie wejdzie [śmiech]... Zarówno w zeszłym, jak i w tym roku włączyliśmy się w akcję Fundacji Schumana „Wigilia bez granic”. Zachęcaliśmy do tego, aby ludzie otwierali swoje domy dla emigrantów, dla ludzi, którzy są daleko od swojego domu. Odzew jest różny, ale jest coraz więcej odważnych osób.Ja nie byłbym zerojedynkowy, że chcemy, czy nie chcemy. Współczesny świat jest również światem ludzi złych i to źli ludzie uczą nas ogromnego dystansu i zamknięcia naszych drzwi (...), więc nie ma się też co dziwić, że ludzie podchodzą z pewną dozą dystansu, ale znam ludzi, i jest ich coraz więcej, którzy realnie to miejsce zostawiają dla drugiego człowieka i gdyby realnie, a nie tylko symbolicznie, przyszło co do czego, to myślę, że ta osoba znalazłaby tam miejsce. Są rodziny, które zapraszają osoby samotne. Z odpowiedzią też jest różnie. Często jest też tak, że zapraszane osoby są troszkę skrępowane...

Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - ks. Wojciech Przybyła

Ireneusz Nitkiewicz

Ireneusz Nitkiewicz. Fot. Archiwum
Ireneusz Nitkiewicz. Fot. Archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Ireneusz Nitkiewicz
- Bydgoszczanie znów okazali wielkie serce – mówi w Polskim Radiu PiK Ireneusz Nitkiewicz - bydgoski radny, który współorganizował zbiórkę darów dla potrzebujących. Gość Rozmowy Dnia zachęca do pomagania - w pierwszy dzień świąt po raz kolejny odbędzie się akcja „Ciepło serca w słoiku”.

Marcin Kupczyk: Świąteczna akcja odbywa się w Bydgoszczy już po raz siódmy. Bydgoszczanie zbierają dary dla potrzebujących i przekażą je w Boże Narodzenie. Kolejna akcja zbiórki darów trwała do wczoraj. Możemy już mówić o efektach?
Ireneusz Nitkiewicz: Jak zawsze bydgoszczanie bardzo chętnie się w akcję włączyli, zresztą także ludzie spoza Bydgoszczy. Zebraliśmy bardzo dużo słodyczy, środków chemicznych, kosmetyków, odzieży, również zimowej. Wspaniałe jest, że ludzie przywożą tylko to, co jest potrzebne - że na akcję zimową nie dostarczają np. krótkich spodenek. Chciałbym za to wszystkim bardzo podziękować w imieniu osób potrzebujących.

Zbierano dary w kilku miejscach. Ile ich jest mniej więcej?
- Jeszcze dziś jadę odebrać dary z kilku punktów. W moim pokoju, gdzie je sortujemy, już właściwie nie ma się gdzie ruszyć. Ta pomoc już jest bardzo duża, a jeszcze wiele osób mówi, że przywiezie podarunki w święta, gdy będzie finał całej akcji.

Do kogo trafiają dary?
- Zawozimy je w kilka miejsc. Do schroniska dla bezdomnych mężczyzn i schroniska dla bezdomnych kobiet w Bydgoszczy, także do jadłodajni św. Alberta przy ul. Koronowskiej. To są punkty, w które zaczęła wozić podarunki Sandra Pawłowska – inicjatorka całej akcji bigosowej.

Przypomnijmy – jej nazwa to „Ciepło serca w słoiku”.

- Sandra to wymyśliła, ale wyjechała do Islandii. Dziś ja to kontynuuję, razem z Aurelią Ratajczak i grupą innych osób, którym chcę bardzo podziękować za pomoc i wsparcie. W tym roku dołączyliśmy jeszcze dom dziecka w Tucholi. Tak się składa, że jego dyrektorką jest moja koleżanka z podstawówki, a trafia tam dużo mniej darów niż do bydgoskich domów dziecka.
Akcja „Ciepło serca w słoiku” ma w tym roku wymiar międzynarodowy. Jest grupa osób z Irlandii, która już zrobiła paczki i wysłała do domu dziecka w Tucholi. (...)

Mirosława Kaczyńska

Mirosława Kaczyńska. Fot. Magda Jasińska
Mirosława Kaczyńska. Fot. Magda Jasińska
Po 8 stycznia powinny być znane dalsze losy protestu Związku Nauczycielstwa Polskiego. Problem oddolnego działania nauczycieli polegający na korzystaniu ze zwolnień lekarskich dotyczył w Bydgoszczy co najmniej trzech placówek. Mirosława Kaczyńska - prezes oddziału ZNP w Bydgoszczy i gość Magdy Jasińskiej w porannej "Rozmowie dnia" przypomniała na antenie Polskiego Radia PiK, że związek żąda tysiąca złotych netto do płacy zasadniczej.

Magda Jasińska: Związek Nauczycielstwa Polskiego rozpoczyna ogólnopolską akcję protestacyjną. Już znamy formy protestu?


Mirosława Kaczyńska: - Nie, jeszcze form protestu nie znamy. Cała paleta form możliwej akcji protestacyjnej przed nami.

Rozumiem, że państwo w tej chwili sondują nauczycieli.
- Tak można powiedzieć. Przeprowadziliśmy ankietę wśród nauczycieli, z ktorej chcieliśmy się dowiedzieć, czy nauczyciele są gotowi do protestu i czy i jakie formy protestu by zaakceptowali, do których by przede wszystkim przystąpili.

Jak czytamy w wypowiedzi pana Sławomira Broniarza, prezesa Związku Nauczycielstwa Polskiego, państwo popierają działania nauczycieli - te oddolne, czyli branie zwolnień L4.
- Rolą związku jest stanie po stronie nauczycieli, po stronie pracowników. Popieramy każde działania, które - po tym jak nauczyciele do tego podchodzą - są dla nich ważne, natomiast nie jesteśmy inicjatorami tej inicjatywy ale solidaryzujemy się z tymi, którzy dbają o swoje zdrowie.

Dbaja o swoje zdrowie czy po prostu biorą zwolnienia lekarskie w ramach tej oddolnej formy protestu?
- Wychodzimy z założenia, że dbają o swoje zdrowie. Jeżeli nauczyciele doszli do wniosku, że będą cenić swoje zdrowie i jeśli rządzący nie cenią ich pracy, to jest to inicjatywa jak najbardziej widocznie potrzebna.

A sprawdzali państwo czy Ci, którzy w tej chwili są chorzy, czyli są na zwolnieniu lekarskim, to są państwa przedstawiciele związku?
- Związek nie prowadzi takich statystyk. Ani nie jesteśmy do tego powołani, ani nie mamy takich narzędzi, kompetencji, ani to nie jest naszą rolą. Jeżeli nauczyciele decydują o tym, że bardziej dla nich ważny jest w tym momencie ich stan zdrowia, a nie poświęcenie na rzecz wszystkich innych zadań, które stoją przed nimi, to szanujemy.

Czy gdyby nauczyciele nie pokazali tych swoich oddolnych forum protestu, to Związek Nauczycielstwa Polskiego już w tej chwili by ogłosił swój protest?
- To tak nie jest. My zbieraliśmy informacje. W pierwotnej wersji mówiliśmy o tym, że zbieramy informacje do końca grudnia i przygotowywaliśmy się - jeśli będzie to konieczne - do jakichkolwiek form protestu, ponieważ zawsze dajemy jeszcze szansę rządzącym do podjęcia decyzji, które będą satysfakcjonowały i nauczycieli i związek zawodowy.

Główne postulaty, to zwiększenie płacy?
- W tej chwili skupiliśmy się na tym. Ja chciałbym przypomnieć, że związek w różnych akcjach protestacyjnych, w sporze zbiorowym podjętym w 2016 roku mieliśmy różnego rodzaju postulaty, w tej chwili idziemy dokładnie z jednym podstawowym postulatem: za ciężką pracę, za to co robimy należy się godna płaca. Czyli mówimy konkretnie o podwyżkach.

No właśnie, a co znaczy godna płaca i co to znaczy podwyżki?! O jakich podwyżkach państwo mówią?
- W tej chwili mówimy o kwocie 1000 zł do pensji zasadniczej i dodam, netto! Wynika to głównie z tego, że patrząc na dane GUS mówiące o średnich zarobkach w kraju, czyli to jest prawie 5000 bo dokładnie 4976 złotych. Jeśli więc nauczyciel miałby zarabiać około 70% tych pieniędzy, no to mówimy dla nauczyciela stażysty właśnie o takich kwotach czyli około trzech tysięcy złotych.

To nie są zbyt wygórowane żądania i postulaty?
- Sądzę że nie, ponieważ nauczyciele to są dobrze wykształceni ludzie, z pełnymi kwalifikacjami. To jest zawód, do którego nie mogą przyjść inne osoby niż te, które mają pełne kwalifikacje. Jeśli spojrzymy na tabelę, która jest załącznikiem do rozporządzenia o wynagrodzeniach nauczycieli, to pensja nauczyciela z wyższym wykształceniem po 5 latach studiów z tytułem magisterskim wynosi tyle, ile minimalna płaca krajowa. Myślę, że to nie są wygórowane wymagania.

Tylko jak się słyszy 1000 zł do pensji, to już nie jest ani 5 a nie 10%
- Dokładnie tak! Zdajemy sobie z tego sprawę! Tylko zawsze należy patrzeć do czego my ten 1000 zł chcemy dołożyć. Gdyby nauczyciel stażysta zarabiał 3000 złotych, a my byśmy żądali 1000 zł, można byłoby powiedzieć - naprawdę się trochę zagalopowali. Ale musimy patrzeć jaka jest podstawa. Jeżeli nauczyciel rozpoczynający pracę w szkole, a czekamy na nauczycieli, chcemy kreatywnych nauczycieli, chcemy młodych ludzi w zawodzie, a on otrzyma 1751 zł na rękę, to myślę sobie, że niektórzy stypendia mieli wyższe niż ich praca zarobkowa. Awans zawodowy, który przygotowała nam pani minister pokazuje, że na wyższe pieniądze może liczyć nie wcześniej niż za 10 lat. Ponieważ przez najbliższe 10 lat przy dokonywaniu oceny jego pracy, będzie miał ciągle podobną pensję, ponieważ różnica pomiędzy pierwszym a drugim stopniem awansu zawodowego jest 70 zł brutto. (...)

A kiedy Związek Nauczycielstwa Polskiego przedstawi formy protestu? Czy to będzie protest jedynie Związku Nauczycielstwa Polskiego, czy pójdziecie państwo razem z innymi centralami
- Żeby kolejność działań była taka dość po porządku, to na 7 stycznia prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego zaprosił na posiedzenie prezydium premiera. 8 stycznia ma być proponowane spotkanie właśnie z panią minister i być może z premierem. I po tych rozmowach będzie wiadomo czy przedmiot sporu i protest nadal jeszcze będą aktualne, czy wszyscy pozostaną przy swoich stanowiskach. Myślę, że dopiero wtedy będziemy decydować o formach protestu. To nie tylko już Związek Nauczycielstwa Polskiego, który był zawsze trochę podejrzewany o stronniczość, a patrząc na zachowanie kolegów ze związków zawodowych widać, że też nie są zadowoleni z tego jak pani minister realizuje obietnice. Przypomnę że NSZZ Solidarność również wystąpił o odwołanie pani minister Zalewskiej.

Wolny Związek Zawodowy Solidarność Oświata też będzie podejmował decyzje o ewentualnym przystąpieniu do protestu na początku roku. Na koniec pytanie - czy nauczyciele związani ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego pochwalają taką formę protestu, jak branie L4. Czy państwo zrobili taką sondę?
- Nie robimy takiej sondy. Trudno tutaj również mówić o pochwalaniu takiej czy innej formy protestu, który z gruntu ma być taką formą, która w jakiś sposób ma utrudnić lub pokazać - co będzie, jeśli nas nie będzie! Co będzie, jeśli nauczycieli faktycznie zabraknie! Musimy mieć tą świadomość, że nauczyciel nie jest taki łatwy do zastąpienia. Jeżeli nauczycieli w danym momencie nie będzie, są komplikacje. Protest zawsze ma być uciążliwością.
Polskie Radio PiK - Rozmowa dnia - Mirosława Kaczyńska

Łukasz Krupa

Łukasz Krupa
Łukasz Krupa
Gościem Rozmowy Dnia był dyrektor Biura Promocji bydgoskiego ratusza, wiceprzewodniczący Sejmiku i radny wojewódzki Łukasz Krupa, który opowiedział o tym, jak przebiega świąteczny jarmark w Bydgoszczy w nowej odsłonie, co jeszcze czeka bydgoszczan do świąt na ulicy Mostowej oraz jaki przebieg będzie miał miejski Sylwester.

Marcin Kupczyk: Jak przebiega świąteczny jarmark na ul.Mostowej, na moście Sulimy-Kamińskiego? Czy już można ocenić, że o to państwu chodziło?

Łukasz Krupa: - Jeśli chodzi o formułę i to jak jarmark wygląda, to myślę, że możemy powiedzieć, że o to nam chodziło. Natomiast nie nam oceniać. Ale pierwszy weekend to tysiące ludzi na ulicy Mostowej, na bydgoskim jarmarku świątecznym. Uśmiechnięci kupcy, czyli zadowoleni z tego, jak ten jarmark przebiega. My ze swojej strony, jako Biuro Promocji Miasta, dołożyliśmy wszelkich starań, żeby oferta, ta pozahandlowa, była ciekawa. Przez 9 dni jarmarku ponad 50 godzin występów artystycznych na scenie, różnego rodzaju pokazy, przedstawienia, iluzjoniści, rzeźbienie w lodzie, pokazy ognia, Majka Jeżowska w ten weekend, w kolejny będzie Gosia Andrzejewicz. Więc tak naprawdę codziennie od tej godziny 16:30 do 19:30 na jarmarku dużo się dzieje. W weekendy program artystyczny już od 14:00. Każdy kto był, to wie. Tych, którzy jeszcze nie byli, serdecznie zapraszamy.

M.K. Rozumiem, że już nie odpuścicie państwo i następne jarmarki także będą się odbywać na Mostowej i tutaj będzie ważne zdanie kupców, bo to do nich należeć będzie ocena, czy warto było i ewentualnie czy stawią się za rok?

Ł.K.: - Zdecydowanie tak. W tym roku formuła 9-dniowego jarmarku od 13.00 do 20:00 była też ustalana z kupcami. Na początku roku chcemy zorganizować spotkanie z nimi, żeby zebrać wszystkie przemyślenia, spostrzeżenia, ustalić czy coś należałoby zmienić, czy coś należałoby poprawić, bo to właśnie od kupców zależy powodzenie kolejnych edycji. Wydaje się, że większość z nich - nie chcę mówić wszyscy - ale ci, z którymi rozmawiałem, są zadowoleni, deklarują chęć współpracy w przyszłości. A my jako Biuro Promocji Miasta jesteśmy od tego, żeby zapewnić te wszystkie atrakcje towarzyszące i mój zespół bardzo dużo pracy w ostatnich tygodniach włożył w to, żeby ten jarmark wyglądał tak jak wygląda. Chociaż muszę dodać, że to była współpraca wielu podmiotów i to trzeba podkreślić, bo współpracowaliśmy z Leśnym Parkiem Kultury i Wypoczynku, Zarządem Dróg Miejskich i z menadżerem Śródmieście. To jest wkład wielu, wielu osób.(...)

M.K. Najważniejszy dzień całego jarmarku już jutro, czyli Wigilia miejska. Na mieszkańców czekać będzie świąteczny poczęstunek, ale nie tylko. Jak będzie wyglądać jutrzejszy dzień?

M.K.: O 16:00 tradycyjnie kilka słów od prezydenta i biskupa do mieszkańców, życzenia świąteczne i właśnie ta Wigilia dla potrzebujących na Placu Teatralnym we współpracy z Caritas. A o 17:00 coś wyjątkowego - myślę - dla mieszkańców, pewnego rodzaju niespodzianka: Mikołaj, który przyjedzie do nas w towarzystwie konsula honorowego Finlandii. Mikołaj prosto z Laponii. Co roku odwiedza kilka polskich miast, w tym roku również w tym okresie jest w Polsce i na nasze zaproszenie jutro o 17:00 odwiedzi Bydgoszcz. Spotka się z mieszkańcami, opowie o swojej pracy, będzie możliwość zrobienia sobie z Mikołajem zdjęcia. Myślę, że będzie to nie lada atrakcja dla dzieci, ale nie tylko. Myślę, że i dla rodziców.

M.K. A o stół zadbają żołnierze i Caritas?

Ł.K.: - Tak, jak co roku, w tym roku również (o poczęstunek zadba Pierwsza Brygada Logistyczna - red.). Kolejna atrakcja, takie wydarzenie towarzyszące właśnie jutrzejszemu dniowi, również na Placu Teatralnym, wioska eskimoska. To atrakcja typowo dla najmłodszych dzieci. Staramy się, żeby na tym jarmarku było wiele tego typu rzeczy, więc oferta artystyczna w dużej mierze skierowana jest do dzieci. Jest bezpłatna karuzela, która każdego dnia, w godzinach pracy jarmarku, od 13.00 do 20.00 jest dostępna dla najmłodszych. Jutrzejsza wioska eskimoska to nowa i dosyć rzadka okazja, żeby bydgoszczanie mogli obejrzeć wigwam, czy psi zaprzęg.

M.K.: Sylwester. Czego mogą spodziewać się bydgoszczanie?

Ł.K. - W tym roku gorące, latynoamerykańskie rytmy, Jose Torres ze swoim zespołem i Stefano Terrazzino ze swoją ekipą. Będzie kolorowo, będzie gorąco, będą tancerze, tancerki, występy, dobra muzyka, śpiew. Myślę, że każdy kto zechce przyjść, na pewno będzie się dobrze bawił. Co istotne, Sylwester w tym roku na ulicy Mostowej. Scena będzie ustawione tyłem do ulicy Focha, przodem do mostu. Właśnie na moście i na tej części parkingowej, z przodu, będzie wydzielona strefa zamknięta dla imprezy masowej, zgodnie z obowiązującymi przepisami. I w tym roku bawimy się tutaj. Więc cała ta oprawa świąteczno-noworoczna, ze względu też między nimi na remont Starego Rynku, przeniosła się w tym roku właśnie w to miejsce. Natomiast niewykluczone, że jarmark na moście zostanie na zawsze, dlatego że jest to - jak wiele osób podkreśla - może nie największy jarmark w Polsce, ale na pewno jedyny na moście i na pewno jedyny tak klimatyczny, dlatego że odbywa się nad rzeką.(...)

M.K. To będzie Sylwester bez huku petard. Dlaczego?

Ł.K. - Taka jest tendencja. Duże miasta chcąc być przykładem - jak sądzę - dla mieszkańców wycofują się z tych hukowych pokazów pirotechnicznych. Oczywiście, to nie rozwiązuje problemu petard odpalanych pod oknami sąsiadów, między blokami, tam gdzie są duże skupiska ludzi, tam gdzie najwięcej jest tych zwierząt domowych. Miasto Bydgoszcz jest miastem postępowym, jest miastem nowoczesnym, jest miastem progresywnym i tak jak inne duże miasta stwierdziliśmy, że już w tym roku wycofamy się z tych pokazów hukowych. (...) Były rozważania, czy w tym roku jeszcze ma się odbyć Sylwestar po staremu, że może od następnego roku bez petard, ale pan prezydent uznał, że jeśli mamy dać dobry przykład i że nie mamy problemu z tego typu decyzjami, to zróbmy to od razu.
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Łukasz Krupa
1234567