duży kontrast mapa strony
Strona startowa » Rozmowa dnia

Rozmowa dnia

Krzysztof Sędzikowski

Krzysztof Sędzikowski. Fot. Ireneusz SangerPolski Fundusz Rozwoju i Pesa podpisały we wtorek umowę inwestycyjną, przewidującą zaangażowanie się PFR w finansowanie bydgoskiej spółki. Fundusz zainwestuje w nią prawie 300 mln zł, przejmując prawie 100 proc. akcji. Czy to koniec kłopotów bydgoskiej Pesy? Na czym ma polegać zmiana strategii rynkowej spółki? Czy Pesie uda się na czas wywiązać z wszelkich zobowiązań? M.in. o tym w Rozmowie Dnia z Krzysztofem Sędzikowskim - prezesem Zarządu Pesy.

Magda Jasińska: To była z całą pewnością informacja dnia - Polski Fundusz Rozwoju i Pesa Bydgoszcz we wtorek podpisały umowę. Fundusz zainwestuje w bydgoską spółkę prawie 300 mln zł, przejmując prawie 100 proc. udziałów w tej firmie. Panie prezesie, czy to rzeczywiście było najlepsze wyjście z tej trudnej sytuacji w jakiej znalazła się Pesa?

Krzysztof Sędzikowski: W zasadzie od zeszłego roku wiadomo, że to była jedyna droga. Pozyskanie inwestora było uzgodnione pomiędzy bankami i dotychczasowymi udziałowcami firmy. To wynikało z problemów płynnościowych w zeszłym roku i banki dały dodatkowe finansowanie pod warunkiem, że będzie dokapitalizowanie, czyli pojawi się inwestor, który do kapitalizuje spółkę i wraz z bankami poniesie pewne ryzyko związane z zarządzaniem i przyszłością tej spółki.

Aczkolwiek od początku nie myśleliście chyba akurat o tym jednym inwestorze?

Ja reprezentuje spółkę, natomiast wybór inwestora należy ściśle do udziałowców i to oni zdecydowali spośród kilku, tak jak sami mówili, inwestorów o podobnych ofertach, ale to nie jest sprawą Zarządu. Sprawą Zarządu jest przyszłość firmy, jej wyniki finansowe, ich oprawy w tej chwili natomiast taką, myślę że dobrą decyzję, podjęli udziałowcy i wybrali spośród kilku jednego inwestora.

Polski Fundusz Rozwoju jest dobrze znany Pesie, bo współpracujecie od 2016 roku...

Tak, nawet jest wspólne przedsięwzięcie, czyli firma, która leasingu je lokomotywy. Ta współpraca było dużo wcześniej, czyli Polski Fundusz Rozwoju jakby ma dużą wiedzę na temat Pesy i myślę, że to też pomogło podjąć decyzję w porównaniu z innymi inwestorami.

Po wtorkowym podpisaniu umowy pojawiły się różne komentarze. Jak czytamy eksperci powątpiewają czy ten biznes jest aż tak dobry. Pojawiła się też informacja, że to była decyzja tak naprawdę polityczna, z najwyższego szczebla politycznego.

Mi jest to nawet trudno ocenić. Powiem jasno z punktu widzenia biznesowego, takiego merytorycznego, że Pesa jest wspaniałą firmą, w którą warto zainwestować. Zbudowana z ZNTK przez ponad 20 lat firma, która ma produkty, które cieszą się powodzeniem nie tylko w Polsce i za granicą. Firma wpadła w pewne problemy z różnych powodów.

Chciwość?

Nie, nie nazwałbym tak tego. Po prostu różne biznesy - i prywatne i państwowe - przeżywają czasami problemy i Pesa wpadła w taką pętlę właśnie i kiedy brakuje gotówki, to jest trudno realizować kontrakty. To jest bardzo specyficzny biznes. On wymaga dużego finansowania, ponieważ dopiero jak skończymy budowę pociągu możemy wystawić fakturę, sprzedać ten pociąg, a wcześniej trzeba mieć pieniądze, żeby pokryć wszystkie koszty i kupić komponenty do montażu tych pojazdów. Ta specyfika biznesu powoduje, że musimy bardzo precyzyjnie nim zarządzać, czyli brać wiele pod uwagę. Jeżeli wybieramy kontrakty czy chcemy startować w przetargach musimy patrzeć, żeby nie nawarstwiła się na przykład budowa pojazdów, aby nie przekroczyć zdolności produkcyjnych, bo będziemy mieli opóźnienia. Musimy brać kontrakty, które jesteśmy w stanie wykonać. Nie możemy realizować zbyt dużo innowacyjnych kontraktów, gdzie musimy robić nowe projekty, a bardziej powtarzalne. Zresztą to, o czym teraz mówię, to są zmiany, które wprowadzamy w tej chwili, aby nie powtórzyła się taka sytuacja. Pesa jest naprawdę dobrą firmą, w którą warto zainwestować i dlatego też PFR walczył o tę firmę, bo równie dobrze mógł być to inny inwestor.

Czyli już nie będzie innowacyjnych pomysłów wdrażanych w życie?

Będą, ale w mniejszej proporcji. Innowacyjny pomysł oznacza, że musimy więcej zainwestować i rentowność uzyskujemy dopiero po kilku latach. Bardziej powtarzalne produkty oznaczają, że wykorzystujemy inwestycje, które zrobiliśmy wcześniej i rentowność powinna rosnąć. Chodzi tylko o zmianę proporcji, a nie rezygnację z innowacyjności i wykonywania nowych pojazdów i przedstawiania ich na rynku. Pesa będzie dalej to robić, tylko musimy nieco zmienić proporcje.

Czy w Polsce jest miejsce na dwie podobne firmy, macie konkurenta w postaci Newagu. Czy w przyszłości państwo nie będzie myślało o waszym połączeniu?

Ten biznes [produkcji pojazdów szynowych - dop. red.] konsoliduje się w Europie. To jest pierwsza rzecz i pewnie dalej będzie się konsolidował. Ja mam podejście bardzo rynkowe. Uważam, że jeżeli ktoś byłby monopolistą, to wówczas nie będzie efektywny. Uważam, że zawsze jest miejsce dla jednego, dwóch czy nawet trzech konkurentów i to jest dobra sytuacja - zarówno z punktu widzenia klientów, jak i samych firm. Jeśli jesteśmy monopolistą, to jakby usypia się taką rynkową czujność, a gdy potem nagle przychodzi jakiś konkurent z zewnątrz wówczas pojawiają się kłopoty. Myślę, że jest miejsce dla kilku producentów.

Na razie nie ma mowy o kolejnych zwolnieniach, mimo że jest mowa o restrukturyzacji, ale ona nie zawsze oznacza zwolnienia.

Używamy słowa "restrukturyzacja", często próbujemy go unikać. W przypadku Pesy restrukturyzacja oznacza dosyć takie, powiedzmy, radykalne zmiany, ale te radykalne zmiany akurat nie dotyczą pracowników, szczególnie pracowników produkcyjnych. Pesa może miała za duże przychody kilka lat temu, a powinna mieć przychody w okolicach 2 mld zł, takie też ma zdolności produkcyjne, aby obsłużyć mniej więcej tej wielkości montowanie pojazdów. To powoduje - jeżeli przyjmiemy takie założenie - że my nie musimy zwalniać pracowników. Czasami mamy nawarstwienia poszczególnych projektów i musimy zatrudniać ludzi z zewnątrz, nawet na kilka miesięcy. Ta restrukturyzacja nie dotyka pracowników produkcyjnych, trochę dotknęła administrację i stanowiska kierownicze, dlatego że spłaszczyliśmy strukturę, ona musi być bardziej efektywna. Musi być lepszy przepływ informacji, większa odpowiedzialność ludzi na stanowiskach kierowniczych i tutaj troszeczkę "odchudziliśmy" firmę i ona już pracuje dużo sprawniej.

Teraz chodzi o wypełnienie tego kontraktu z Deutsche Bahn, ale czy prawdą jest, że Pesa bliska jest pozyskania zamówień na kolejne pociągi ATR we Włoszech?

Myślimy o tym. Jesteśmy na rynku włoskim. Nasze pociągi sprawują się tam dobrze, jeśli chodzi o niezawodność czy dostępność tych pociągów. To naprawdę są dobre wyniki. Na pewno będziemy się zastanawiać nad kolejnymi projektami. Jednakże najpierw musimy uporządkować to, co mamy. My naprawdę mamy spory portfel zamówień w tej chwili. Wygranych kontraktów jest na około 3,5 mld zł, a tak jak powiedziałem 2 mld zł to są roczne obroty, których nie powinniśmy raczej przekraczać. Mamy portfel zamówień, myślimy o przyszłości. Będziemy się zastanawiać jak ewentualnie podejść do tego włoskiego zamówienia.W tej chwili mamy bardzo dużo kontraktów w trakcie realizacji. Ten z Deutsche Bahn, wokół którego powstało bardzo dużo mitów, ale to jest naprawdę dobry kontakt, z wielkim wysiłkiem realizujemy i doprowadzimy do końca.

Czyli teraz rozmyślne ewentualne branie kolejnych kontraktów?

Jedną ze zmian, którą wprowadziliśmy w Pesie od początku roku, w trakcie tego procesu restrukturyzacji i zmiany pewnej strategii jest to, że my nie musimy startować we wszystkich przetargach. Nabranie zbyt wielu projektów powoduje, że potem nie jesteśmy w stanie ich realizować w odpowiednim czasie, odpowiedniej jakości. W związku z tym bardzo mocno się przyglądamy. Dotyczy to klientów, ale też musimy patrzeć na cenę, czyli rentowność poszczególnych kontraktów. Musimy zarabiać pieniądze. Pesa czy byłaby dalej prywatna czy państwowa, zresztą PFR jest specyficznym funduszem, on jest funduszem publicznym, ale ma swój niezależny komitet inwestycyjny, Pesa ma być rentowna. Tak, jak deklarowano na spotkaniach - zwrot zainwestowanego w Pesę kapitału jest najważniejszy dla tego funduszu. Jeżeli tak będzie, to ja jestem spokojny o przyszłość Pesy.

Najbliższe decyzje Zarządu to...

Dla nas, dla Zarządu, jest to pewien etap - bardzo ważny, bo została podpisana umowa. Kolejne ważne rzeczy to musimy zawrzeć umowy na finansowanie z bankami, gdzie mamy już wstępne porozumienie, warunki w tych umów. Także z firmami ubezpieczeniowymi, bo ten biznes, tak jak powiedziałem, potrzebuje wcześniejszego finansowania - takiego na poszczególne projekty. To są te rzeczy związane z przyszłym właścicielem, z bankami, natomiast wewnątrz my mamy plan, który powstał jeszcze pod koniec ubiegłego roku - plan restrukturyzacji. Bardzo skutecznie go realizujemy, czyli obniżamy koszty, poprawiamy zarządzanie firmą, jakość planowania, zarządzanie projektami. To wszystko się dzieje i dla nas, dla Zarządu i pracowników, jest to ciągły proces poprawy tej firmy, doskonalenia i myślę, że Pesa ma naprawdę dobrą przyszłość i jest to dobra inwestycja dla kogokolwiek. Czy byłby to państwowy fundusz czy prywatny, Pesa jest dobrą inwestycją.

Ten dobry czas dla Pesy będzie widoczny już w przyszłym roku?

W tej chwili potrzebna jest szybkość działań. Pesa potrzebuje pieniędzy nie na to, żeby zasypać jakąś dziurę finansową. Pesa potrzebuje pieniędzy, żeby złożyć zamówienia i kupić komponenty do budowy pojazdów. To jest najważniejsze, bo wtedy zrealizujemy nasze kontrakty. Naprawdę wygląda to bardzo dobrze. Jeżeli ten cały proces dalej będzie szedł szybko, czyli z inwestorem i bankami, to widzę bardzo szybki postęp, jeżeli chodzi o wyniki finansowe Pesy i jej pozycję, już przyszłym roku.

Marek Iwiński

Marek Iwiński. Fot. Adam DroździkTrwa remont nawierzchni Starego Rynku w Bydgoszczy. Jak będzie wyglądał Rynek po zakończeniu prac? Czy stanie na nim Pomnik Króla Kazimierza Wielkiego? Czy reklamy przestaną szpecić miasto, a tabliczki z numerami domów otrzymają nową, jednolitą szatę? O to Marcin Kupczyk zapytał gościa "Rozmowy dnia" w Polskim Radiu PiK. W bydgoskim studiu pojawił się Plastykiem Miejski, Marek Iwiński.

Marcin Kupczyk: Jak zmienia się miasto? Jak zmienia się bydgoska starówka? Jak powinna wyglądać wizytówka Bydgoszczy? Trwa remont nawierzchni Starego Rynku. Co zobaczymy, gdy wszystko będzie gotowe, jak to będzie wyglądać?

Marek Iwiński - Rynek na pewno wypięknieje, będzie wyglądał zupełnie inaczej niż dotychczas. Przede wszystkim zostaną wyrównane poziomy rynku, zostanie optycznie zmniejszona również płyta główna, która stanowi element zagospodarowania rynku. Przede wszystkim zostanie zmniejszona optycznie, poszerzone zostaną chodniki. Wyznaczone również zostanie miejsce na 18. Południk, który będzie również podświetlany. Zostaną również ujednolicone kawiarenki, one też zostaną podświetlone. Zniknie z centralnej części rynku latarnia. Sama nawierzchnia będzie bardzo elegancka, granitowa płyta, która ozdobi rynek - to też nada pewnego charakteru tej przestrzeni.

Czy będzie to przeszkadzać dla paniom na "szpileczkach"?

- Nie, problem ten zupełnie zniknie, bo płyta po prostu będzie równa, będą to po prostu granitowe płyty, które zostaną odpowiednio usadowione i to stworzy taką równą płaszczyznę.

Co z Pomnikiem Walki i Męczeństwa?

- Pomnik zostanie przesunięty o 12 metrów w stronę pierzei zachodniej. Zyska też w pewnym sensie na wizualnej stronie, bo zostanie odpowiednio podświetlony, cokół lekko obniżony, także będzie wyglądać nadal majestatycznie...

Jeśli chodzi o Pomnik Walki i Męczeństwa, zadam proste pytanie - dlaczego będziemy go przesuwać o te 12 metrów? Co to da?

- Pierwotnie ten układ był taki, że koło pomnika był ustawiony szaniec z kamieni. Kompozycyjnie to wyglądało wtedy dobrze, na dzień dzisiejszy chcemy tę płytę uporządkować, ale też w miejscu zbrodni gdzie miało to miejsce, chcemy również upamiętnić to w formie tablicy, która będzie wmurowana w nawierzchnię. Myślę, że kompozycyjnie jeśli chodzi o rynek to, że przenosimy pomnik, jest to pozytywne rozwiązanie.

Ale pojawi się za to nowy pomnik...

- Jest taka koncepcja, żeby przenieść pomnik Kazimierza Wielkiego na płytę Starego Rynku, jest to uzasadnione również historycznie, bo na osi ulicy Mostowej pierwotnie stał pomnik i widzimy szansę, żeby przywrócić. oczywiście Kazimierz Wielki, lokator miasta Bydgoszczy. Stwierdziliśmy, że na rynku brakuje takiej dominanty, brakuje czegoś co by skupiało wzrok i myślę, że to jest godne miejsce, bardziej godne niż to wcześniejsze, gdzie stoi pomnik. Zresztą pomniki tego typu stoją na rynkach i chcieliśmy, żeby wokół pomnika zbudować takie delikatne schodki, żeby ludzie też mogli siadać wokół niego. Rozmawialiśmy też z radnymi i część osób jest bardzo przychylna, to był dobry pomysł, dobry czas właśnie w trakcie remontu, rewitalizacji płyty rynku, żeby pomnik przenieść.

To może się stać bardzo już niedługo...

- Może się stać bardzo niedługo. Liczę na Radę Miasta, że zagłosują pozytywnie. Wszystko przed nami.

No właśnie, Rada Miasta... zdaje się, że sporo radnych i to niezależnie od opcji politycznych, jest za przeniesieniem pomnika.

- Tak, wcześniej robiliśmy taki sondaż, rozmawialiśmy z radnymi - niezależnie od opcji politycznych - i radni są przychylni temu pomysłowi. Wysłaliśmy również pismo do Prezydenta jako Rada ds. Estetyki z taką intencją, żeby przenieść pomnik. Wiem, że prezydent również na Radzie Miasta poruszył ten temat... Myślę, że Bydgoszcz zasługuje na to, żeby w centrum stanął pomnik króla zwłaszcza, że Bydgoszczy jest miastem królewskim, założonym przez króla. Jak najbardziej jestem za!

Ruch samochodowy...

- Na rynku ruch samochodowy zniknie, to jest jak gdyby normalny element współczesnych czasów, gdzie wyłącza się część miasta z ruchu. Jest to bardzo dobre rozwiązanie. Tworzymy formę takiego deptaku, bardzo otwartą dla pieszych, by mogli się swobodnie poruszać. Dzisiaj wiadomo jak to jest, niekiedy pojawiają się nie wiadomo skąd samochody, ludzie muszą ustępować na boki, to jest nie do końca bezpieczne.

Wiem, że pojawił się pomysł na wykonanie tabliczek z numerami domów takich, aby one były w jednolitej szacie.

- Tak, to jest świetny pomysł, bo chcemy podkreślić charakter historyczny miasta. Chcę, żeby te tabliczki były bardziej stylizowane, mówi o strefie staromiejskiej, żeby pojawił się również herb miasta, ale herb w koronie, co w odniesieniu do przeniesienia pomnika stworzy pewną całość. Również mała architektura, jak ławki i kosze, kwietniki - też mają one stworzyć jaką wspólną harmonijną całość.

Pozostaje trzymać kciuki, żeby te wszystkie plany udały się, żeby miasto wypiękniało. Będziemy również przyglądać się temu procesowi.

Adam Dudziak

Adam Dudziak. Fot. Adam DroździkBydgoscy radni przyjęli niedawno uchwały w sprawie liczby punktów sprzedaży alkoholu w mieście. Tymczasem swoje zdanie na ten temat mogą wyrażać Rady Osiedli. Czy nowe regulacje mają wpływ na poprawę bezpieczeństwa w mieście? Jakie jeszcze działania można podejmować, by podnieść stan bezpieczeństwa mieszkańców Bydgoszczy? Czym jest prewencja społeczna? O to Marcin Kupczyk pyta gościa "Rozmowy dnia" w Polskim Radiu PiK, którym był Adam Dudziak - dyrektor Miejskiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Bydgoszczy.

Marcin Kupczyk - Punktów sprzedaży alkoholu nie powinno być w Bydgoszczy więcej niż 2380. Dlaczego właśnie tyle i dlaczego to jest tak ważne?

Adam Dudziak - Uchwała jest wynikiem pracy Miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, a więc specjalistów w zakresie profilaktyki, służby zdrowia, bezpieczeństwa i porządku publicznego, a także Pomocy Społecznej. Ta liczba jest efektem rozpoznania rynku, ale również ich zapotrzebowania na dostępność tego alkoholu. Musimy mieć zawsze na względzie również nasze doświadczenie historyczne jak i kulturowe, związane z ograniczeniem dostępności ale jednocześnie zapewnieniem, aby nie tworzyły nam się "szare strefy", żeby ta liczba odpowiadała faktycznemu zapotrzebowaniu. Z drugiej strony, żeby ograniczała dostępność, do czego samorząd jest zobowiązany ustawą o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi.

Pierwsze głosy, jakie dało się słyszeć, były bardzo krytyczne. Mówiono m.in. - "Po co to zamykać? Przecież wrócimy do PRL w pewnym sensie i odżyje taka instytucja, która nazywa się melina. Jeśli będziecie zakazywać, to rynek nie znosi takich zakazów i sam sobie to nielegalnie ureguluje".

- No trudno się dziwić tym głosom, które - jak mówiłem - oparte są na takich doświadczeniach historycznych i kulturowych, dlatego też niezmiernie istotne było racjonalne podejście do tematyki. Liczyliśmy na to że Rada Miasta w swej mądrości przyjmie takie zaproponowane rozwiązania, które nie będą w dość radykalny sposób ograniczały dostępności. Tu pojawił się problem sprzedaży nocnej. Myślę, że do tego powrócimy, kiedy będziemy mówili o lokalnych ograniczeniach stworzonych nowelizacją ustawy od stycznia.

Pracę nad uchwałami umożliwia znowelizowana ustawa o wychowaniu w trzeźwości, która weszła w życie w marcu br. To ona daje samorządom prawo do znacznego ograniczenia liczby punktów sprzedaży alkoholu. Mówi też np. że samorząd może ograniczyć bądź w ogóle zlikwidować nocną Sprzedaż alkoholu na swoim terenie, ale samorządowi niczego nie nakazuje. Powinien jednak pochylić nad tym tematem. Skoro mówimy, że takich punktów czy zezwoleń ma być 2380, to chyba nie jest wcale mało.


- To nie jest mało, ale pamiętajmy o tym, że tych zezwoleń na sprzedaż alkoholu do tej pory mogło być ok. 3500, a i nieograniczona ilość punktów sprzedających piwo, bowiem do tej pory alkohol do 4,5% oraz piwo nie były limitowane, stąd możliwości i dostępność alkoholu w tej postaci najmniej procentowej była znaczna i nieograniczona. W tej chwili limity zezwoleń dotyczą również i sprzedaży alkoholu do 4,5% oraz piwa i to jest najistotniejsza zmiana, która jest związana z nowelizacją ustawy. Ale jest jeszcze coś, co jest nie mniej ważne - to pełne uwzględnienie zasady pomocniczości, a więc przeniesienie ciężaru regulacji takich lokalnych rozwiązań na poziom jednostki pomocniczej, gminy - bez względu na to, jak ona w statucie jest określona - czy jest to osiedle, dzielnica, sołectwo czy też gromada, bo przecież gminy mamy w różny sposób zorganizowane.

Co te najmniejsze jednostki mogą? - bo może nie wszyscy jeszcze w tych najmniejszych jednostkach terytorialnych wiedzą, że jednak coś mogą i coś ich zdanie waży...

- I tu dochodzimy do tego najistotniejszego elementu, do tej zasady pomocniczości, do możliwości stworzenia fakultatywnych rozwiązań, bo w tej chwili mówimy o tych rozwiązaniach, do których gmina była zobowiązana - ograniczenie dostępności poprzez usytuowanie punktów sprzedaży i liczby zezwoleń na sprzedaż alkoholu, ale na poziomie jednostki pomocniczej - sołectwa, dzielnicy, gminy, gromady - jest możliwość wnioskowania o dodatkowe ograniczenie liczby zezwoleń na sprzedaż napojów alkoholowych i jednocześnie wnioskowanie o Zakaz sprzedaży nocnej, ale pamiętajmy, że to mieszkańcy powinni decydować o tym, jak chcą kształtować swoją bezpośrednią okolicę i w jaki sposób chcą, żeby bezpieczeństwo, sama prewencja była kształtowana lokalnie.

Mówiliśmy o punktach sprzedaży alkoholu związanym z tym poczuciem bezpieczeństwa lub jego braku, a teraz o bezpieczeństwie w ogóle. Prewencja społeczna - co to za zjawisko? czym czym ona jest?

- Prewencja społeczna... w naukach o bezpieczeństwie podnosi się wyższość prewencji społecznej nad prewencją sytuacyjną, które ukierunkowana jest na utrudnianie popełnienia przestępstwa. Głosy związane z prewencją społeczną, ukierunkowaniem działań na lokalną społeczność, mają w konsekwencji sprzyjać poprawie bezpieczeństwa i to jest najistotniejszy element i niesamowite narzędzia, których żadna z organizacji autonomicznych - zarówno policja jak i inne służby, które ukierunkowane są na realizację zadań w zakresie zapobiegania przestępczości - nie jest w stanie zrealizować. Prewencja społeczna w odniesieniu do gmin będzie się koncentrowała wokół stworzenia warunków, które sprzyjają zapobieganiu popełnieniu przestępstw, a więc ukierunkowanie działań na społeczność, na zagospodarowanie czasu wolnego dla młodzieży, na działania readaptacyjne czy wsparcie działań readaptacyjnych wobec osób skazanych na likwidowanie środowisk, które są dysfunkcyjne po to, aby stwarzać budowanie bezpiecznych przestrzeni, stwarzać warunki, które mają w konsekwencji sprawić, że ludzie nie będą popełniali przestępstw.

Co możemy zrobić? Jakie mamy narzędzia do podniesienia stanu bezpieczeństwa?

- Te narzędzia przede wszystkim leżą po stronie samych lokalnych społeczności. Przede wszystkim budowanie bezpiecznych przestrzeni, doświetlanie ulic i działania w tych środowiskach, które wymagają wsparcia, na przezwyciężenie takich okresowych trudności. Z drugiej strony budowanie takich zintegrowanych systemów. Pamiętajmy, że to poczucie bezpieczeństwa to nie tylko zagrożenie wykroczeniami, czy na przestępstwami. To również stworzenie warunków, które będą przeciwdziałać zagrożeniom związanym z tym, co nie funkcjonuje w środowisku - zarówno zagrożeniom cywilizacyjnym jak i naturalnym. Coraz częściej dochodzi do ekstremalnych zjawisk pogodowych i to również rola nie tylko straży pożarnej i ochotników, którzy na co dzień realizują zadania w zakresie ochrony naszego zdrowia i życia, ale również i funkcjonowanie gminy, tworzenie takich warunków, takich narzędzi, które będą sprzyjały detekcji ale również możliwości podejmowania działań w sytuacji zagrożeń przez społeczeństwo.

Z pomocą idzie nam tutaj nowoczesna technologia, myślę o łączności, telefonii komórkowej, o internecie...

- Oczywiście, mówiąc o zintegrowanym systemie bezpieczeństwa musimy pamiętać o wykorzystywaniu narzędzi elektronicznych, które związane są z możliwością przekazania sygnału o zagrożeniu. To już nie tylko sygnały, systemy syren, które w od wielu lat realizują zadania w sytuacji powiadomienia o skażeniach i innych zagrożeniach, które mają miejsce. To zwykły SMS, który otrzymujemy z informacją o zmieniających się warunkach pogodowych czy o zagrożeniu, które występuje lokalnie. Takim przykładem jest wykorzystywanie przez bydgoski Wydział Zarządzania Kryzysowego aplikacji "Blisko", którą możemy za darmo pobrać ze strony internetowej, a potem już uzyskiwać powiadomienia o zagrożeniach i o tym, w jaki sposób ewentualnie mamy się zachować...

Korzystajmy zatem z narzędzi, które mamy pod ręką mamy nadzieję, że stan bezpieczeństwa będzie się stale podnosił.

Piotr Król

Piotr Król, Fot. Archiwum PR PiKGościem Rozmowy Dnia był poseł Piotr Król - członek sejmowej komisji infrastruktury. Tematem były prace mające na celu likwidację zagrożeń dla ludzi i przyrody, jakie pozostawiły po sobie Zakłady Chemiczne Zachem i przyszłość bydgoskiej PESY.

Marcin Kupczyk: Kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że znajdzie się ponad 93 mln zł na zatrzymanie zanieczyszczeń z byłego Zachemu. Dzięki tym pieniądzom mają powstać dwie zapory złożone z sieci studni, mające chronić mieszkańców Łęgnowa i obszar Natura 2000 przed katastrofą ekologiczną, a ta jest bardzo blisko jak mówią naukowcy. Posłużę się cytatem - doktor habilitowany Mariusz Czop z AGH w Krakowie: "Kiedyś to miejsce oglądali goście z zagranicy, łapali się za głowę, patrzyli na ten zdegradowany krajobraz, rdzewiejące rury, na beczki, odcieki i pytali - Boże, jak to możliwe, że nikt tego nie porządkuje i dlaczego nie ma tu żadnych zabezpieczeń?". Krakowski naukowiec kierował zespołem badającym tereny po dawnym Zachemie. Czy te 93 mln zł to wystarczająco kwota?

Piotr Król: Na to zadanie z całą pewność, natomiast żeby rozbroić tę całą bombę to jest dopiero początek. Pamiętam, że jak 2 lata temu zająłem się tą sprawą, to część osób patrzyła na mnie z dość dużym niedowierzaniem, że coś się da z tym zrobić. Cieszę się, bo to jest jeden z priorytetów Ministerstwa Środowiska, zresztą sama obecność wiceministra o tym świadczy, miałem przyjemność z panem ministrem wizytować ten teren i miejsce, gdzie była dawna zapora tych studni, która niestety została wyłączona, to miejsce, gdzie są planowane te dwie nowe studnie, miejsce, które jest podejrzewane o największą emisję zanieczyszczeń wód gruntowych. Minister na własne oczy chciał zobaczyć, jak to wygląda.

Zanieczyszczenia przesuwają się w glebie....

Na tym polega problem. (...) Te wody przesuwają się cienkimi strużkami, a kłopot polega na tym, że między linię Wisły a na terenem dawnego Zachemu mieszkają ludzie, a po drugie jeszcze dalej jest Wisła, więc po pierwsze trzeba chronić tych mieszkańców, a po drugie nie dopuścić do tego, żeby skażenie dostało się do rzeki.

Czy nie za późno te działania zostały podjęte?

Myślę, że przede wszystkim trzeba powiedzieć o tym, że - patrząc z perspektywy czasu - wydaje się, że Zachem nie musiał upadać. Gdyby istniał Zachem to byłby podmiot, który byłby za to odpowiedzialny, od którego można byłoby to egzekwować. jaki jest główny problem teraz? Nie ma odpowiedzialnych. W ustawie się niby mówi, że w przypadku upadku tego typu podmiotów odpowiedzialna jest Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, no ale jak Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska z kilkudziesięcioma pracownikami ze skromnym budżetem miała zająć się rewitalizacją terenu, na którym można by spokojnie postawić małe miasto, bo przecież o takim obszarze mówimy.

A propos obszaru - naukowcy szacują się skażony już obszar obejmuje 2,5 tys. hektarów, a zanieczyszczenia jak zauważają przemieszczają się sukcesywnie. Część z nich niebezpiecznie zbliża się do innych bydgoskich osiedli, część płynie w kierunku obszaru chronionego Natura 2000, najpierw do Wisły.

To jest to, o czym mówiłem...

Seria studni?

Tak i przepompowni, które będą powodowały, że te zanieczyszczenia nie będę miały szansy wydostawać. Może powiedzmy o tych pieniądzach, żeby było wiadomo kto i za co jest odpowiedzialny. To są środki, które Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Bydgoszczy otrzymuje z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i ogłosi przetarg na wykonanie tych instalacji . Podkreślam, że te instalacje będą wykonane na terenie Skarbu Państwa czy na terenie Lasów Państwowych i 10 lat Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska będzie nad tym sprawowała nadzór - sprawdzając jakie są wyniki ekologiczne. Natomiast w mojej ocenie to jest pierwszy krok do tego, żeby tę sprawę załatwić i z drugiej strony dalej z tą pewnością, ci którzy będą albo już są właścicielami tych składowisk, będą zobowiązani do tego, żeby je usuwać. Więc krok po kroku, ze względu na tę skomplikowaną sytuację własnościową - przede wszystkim to, że Zachem formalnie nie istnieje, jest tylko syndyk, sprawa z całą pewnością trwa zbyt długo - ale pragnę podkreślić, że to są pierwsze realne, naprawdę duże pieniądze i w tym, jak się można spodziewać długim procesie, jednak bardzo realny krok do tego, żeby tę bombę ekologiczną po prostu skutecznie rozbroić.

Te 93 mln zł to oczywiście jest spora kwota, wreszcie pierwsza tak duża, ale oczywiście że niewystarczająca. Czy o następne pieniądze trzeba będzie walczyć, czy dla decydentów jest to jasne, że one będą musiały się znaleźć.

Z całą pewnością cieszę, że z tego zaproszenia pan wicemister skorzystał, no bo zobaczenie na własne oczy tego jak to wygląda i w jakim stanie to jest, jakiego obszaru dotyczy. Jedno to jest pisanie pism, drugie to jest to zobaczenie na własne oczy, więc z całą pewnością w resorcie środowiska mamy sojusznika. Zresztą pan minister mówił na konferencji, że w resorcie działa właśnie zespół, który tego typu sprawami się zajmuje. Ta ostatnie nowelizacje dotyczące prawa o składowaniu odpadów, to właśnie są autorstwa tego zespołu i między innymi te zmiany, które będą też zachodziły, też mają dotyczyć tego typu terenów jak Zachem. To jest dla nas w cudzysłowie "dobrze", że jakby ten nasz problem jest największy. Te problemy na przykład na Śląsku są znacząco mniejsze, więc trudno sobie wyobrażać, żebyśmy na tym zakończyli. Mam świadomość tego, że to jest długi proces, ale udowadniamy, że coś realnego w tym w tym przypadku robimy.

Panie pośle, zmieńmy temat. Negocjacje z Polskim Funduszem Rozwoju w sprawie inwestycji w bydgoską Pesę - na jakim są etapie, bo tu i ówdzie możemy słyszeć, że jednak ten sztandarowy, flagowy zakład, którym cała Bydgoszczy się chwali popadł w kłopoty.

Myślę, że tutaj można zastosować pewną analogię. W mojej ocenie Zachem nie musiał upaść i mówię to z pełną odpowiedzialnością. Nie byłoby w tej chwili tylu kłopotów, zastanawia się kto jest za co odpowiedzialny, szukania i tak dalej. I zaczynam nie bez kozery od tego, rząd Platformy i PSL pozwolił na to, żeby wtedy największy pracodawca w Bydgoszczy, czyli Zachem upadł. Rzeczywiście zgadzam się z tym, że Pesa jest naszym okrętem flagowym, no i trzeba powiedzieć, że jej problemy zaczęły się również za tamtych rządów. Mam tutaj na myśli kontrakt na darty - z jednej strony jak zagraniczne producent dostarczał pociągi 2 lata później - miał dostarczyć na Euro 2012, a dostarczył grudniu 2014 to nie było problemu, a jak Pesa się spóźniła kilka tygodni, to jej zaczęto naliczać potężne kary. Trzeba pamiętać o tym, że różnica polega na tym że Pesa jest tej chwili prywatnym podmiotem, ale z całą pewnością choćby przez ilość i to, że wyszła od peerelowskiego zakładu, który naprawiał wagony,a udało się przekształcić ten podmiot w nowoczesną firmę, która produkuje nowoczesne składy, począwszy od tramwajów, a na na pociągach skończywszy, które właściwie jeżdżą po całej Europie. Myślę, że w ciągu kilku dni będzie bardzo dobra wiadomość dla Bydgoszczy, a szczególnie w kontekście tego kontraktu, który Pesa ma dla kolei niemieckich, który jest naprawdę potężny - 71 pojazdów. Myślę, że naprawdę stosunkowo niedługo będzie bardzo dobra wiadomość polegająca na tym, że Pesa finansowo stanie mocno na nogach i te kwestie negocjacji, o których mówił pan redaktor, zakończą się z dobrym skutkiem.

Mówimy o przedsiębiorstwie prywatnym, a tymczasem słyszymy o tym, że spore publiczne pieniądze mają być tam kierowane...

Tak, dlatego zacząłem od Zachemu. Wydaje się, że w przypadku niektórych podmiotów tak istotnych dla gospodarki - a proszę pamiętać, że fabryka Pesy w Bydgoszczy to jedno, ale drugie to jest cały konglomerat różnego rodzaju dostawców, poddostawców, firm, które kooperują. To są naprawdę duże ilości, a jak pan popatrzy jeszcze przez pryzmat tych podmiotów - na liczbę ludzi zatrudnionych - to jest naprawdę spora gałąź rynku, nie tylko w regionie, ale w ogóle w Polsce i Pesa jest jednym z elementów rządowego programu Luxtorpeda 2.0, który tej chwili będzie również przystosowany do realizacji Centralnego Portu Komunikacyjnego. Jestem gorącym zwolennikiem wolnego rynku, natomiast tutaj uważam i będę bronił tej decyzji, że to jest bardzo dobra decyzja, polegająca na tym, że firma, być może na jakiś czas, będzie nad nią kontrola Polskiego Funduszu Rozwoju, ale z cała pewnością stanie na nogi i rozwinie się i zrealizuje ten potężny kontrakt dla Deutsche Bahn...

... i wtedy państwo odstąpi, wycofa się z Pesy?

Najpierw zróbmy ten pierwszy krok, a potem zobaczymy... Można było patrzeć i ewentualnie mogło dojść negatywnego scenariusza, albo Pesa mogła upaść...

Mogła upaść albo można było jej pomóc, to chce pan powiedzieć...

Bardzo duży skrót myślowy, ale jest coś na rzeczy... Okrętom flagowym czasem trzeba pomóc po to, żeby wypłynęły na jeszcze szersze wody.

Czy to prawda, że Polski Fundusz Rozwoju nakłania czy tez zmusza banki i na przykład PZU, aby wykładały jakieś pieniądze w kredytach, czy liniach kredytowych na ratowanie Pesy?

To bzdura. Każda firma, która zaciąga go na określonych warunkach. Nie ma żadnego wpływu Polskiego Funduszu Rozwoju na banki. Ci, którzy są nieżyczliwi Bydgoszczy, nieżyczliwi Pesie rozpowiadają różne niekorzystne opinię. Mam nadzieję, że już niedługo Pesa stanie na nogi i będziemy jeszcze bardzo z niej dumni.

Jan Szopiński

Jan Szopiński. Fot. ArchiwumCzy pomnik Kazimierza Wielkiego powinien zostać przeniesiony na Stary Rynek w Bydgoszczy? Dlaczego na etapie projektowania nie myślano o większej widowni na nowym - olimpijskim basenie Astorii? Czy Stowarzyszenie Piłkarskie Zawisza powinno wrócić na obiekty przy ul. Gdańskiej? Rozmowa Dnia z Janem Szopińskim - wiceprzewodniczącym Rady Miasta w Bydgoszczy (SLD).

Magda Jasińska: Prowadził pan obrady na ostatniej sesji Rady Miasta, no i działo się na niej panie przewodniczący. Czy pana zdaniem zwycięży koncepcja przeniesienia Pomnika Kazimierza Wielkiego na płytę Starego Rynku w Bydgoszczy?


Jan Szopiński: Ja tę sesję nie tylko prowadziłem, ale i zwołałem na wniosek prezydenta Bydgoszczy. Miała ona charakter nadzwyczajny. Przewodniczący Rady Miasta przebywa na urlopie, w związku z tym to ja byłem jej gospodarzem.

Wracając do pomnika...

Zrobił się wakacyjny, ciekawy temat dla państwa dziennikarzy - czy pomnik ma być na Starym Rynku czy nie.

Nie my go wywołaliśmy...

Zgoda, ale też nie Rada Miasta go wywoływała i stąd moje zaskoczenie, które było na tej sesji, gdzie ten pomnik powinien stać. Otóż moim zdaniem dyskusję o tym, gdzie on powinien być usadowiony skończyliśmy w roku 2016, bo właśnie wtedy w imieniu prezydenta Zarząd Dróg i Komunikacji Publicznej prowadził bardzo długie konsultacje w kwestii dotyczącej jak ma wyglądać Stary Rynek w Bydgoszczy - centralne miejsce w mieście i w owych konsultacjach padła również propozycja dyslokacji tego pomnika na Stary Rynek. Zarówno autorytety naukowe, jak i autorytety administracyjne wypowiedziały się wtedy, że jest to niemożliwe. No i tak to jest. Natomiast dzisiaj pytanie prezydenta, że trzeba szybko coś zrobić, bo trzeba coś przed projektować itd. wiąże się z kilkoma kwestiami. Po pierwsze - jest podpisana umowa z wykonawcą modernizacji Starego Rynku. Zatem trzeba by tę umowę w jaki sposób przemodelować. Po drugie - trwają tam pracę i po trzecie - powiedziałbym, że to, co usłyszeliśmy nie wskazywało na to, aby Rada Miasta miała się tym projektem zajmować, bo to była ustna wypowiedź pana prezydenta, która nie była poparta ani opinią Rady do spraw estetyki ani opinią chociażby twórcy pomnika, którym ten pomnik projektował pod obecną lokalizację.

Chociaż prezydent powoływał się właśnie na Radę do spraw estetyki...

Pan prezydent powoływał się, natomiast w swojej wieloletniej działalności i administracyjnej i samorządowej jestem zwolennikiem rozwiązania, w którym na piśmie otrzymujemy opinie tej Rady estetyki. Co nagle sprawiło, że Rada estetyki mając lat tyle do dyspozycji i mogąc wypowiadać się w tej kwestii dopiero wypowiedziała się teraz, kiedy trwają tam prace.

A pana zdaniem ten pomnik można byłoby przenieść na Stary Rynek?

Ja jestem do tej pory do tego stopnia zszokowany, że nie wiem czy na Starym Rynku mamy mieć dwa pomniki czy jeden pomnik? Natomiast wtedy, kiedy mieszkańcom Bydgoszczy mówiliśmy, że miejsca na Starym Rynku jest tak mało, że Pomnik Walki i Męczeństwa musimy przesunąć, aby mogły się tam odbywać różnego typu imprezy, aby było tam więcej miejsca, to na dziś wstawiając jeszcze jeden pomnik musimy całą filozofię tej wypowiedzi zmienić.

Jak rozumiem pan nie widzi takiej możliwości.

Powinniśmy mieszkańców Bydgoszczy zapytać czego chcą. My jesteśmy służebni wobec mieszkańców - zarówno ja, jak i prezydent, jak i Rada Miasta.

Czyli referendum tej sprawie?

Referendum nie, ale konsultacje. Tak jak w 2016 roku, ale przedstawmy najpierw wizualizację jak to ma wyglądać, gdzie ten pomnik ma być.

Zmieńmy temat. Bydgoski radni dali zielone światło budowie nowego basenu Astoria. To ma być basen o wymiarach olimpijskich - 50-metrowy, ale tutaj mamy problem, bo widownia na 450 miejsc trochę mała.

Mała, to prawda. Byłem zwolennikiem po pierwsze przeprojektowania tego obiektu, albowiem z istniejących w Polsce piętnastu pływalni olimpijskiej ta nasza bydgoska będzie pod względem widowni niestety najmniejsza. W kwietniu trafili do mnie rodzice zawodników - juniorów bądź młodzików, którzy uczestniczą w ogólnopolskich zawodach pływackich mówiąc, że ten obiekt jest trochę mały z punktu widzenia oczekiwań mieszkańców. Na dziś mamy sytuację, że rzeczywiście rada dała panu prezydentowi w tej sprawie zielone światło. Niemniej umówiła się, że prezydent ma w ten sposób myśleć, rozumować, postępować, aby była tam możliwość dostawienia dodatkowych trybun wtedy, kiedy będą ogromne zawody.

Tymczasem już wczoraj pojawiły głosy naszych Słuchaczy, że na to może nie wyrazić zgody Sanepid - żeby dostawiać tam jakie krzesełka...

To prawda, sam byłem zwolennikiem przeprojektowania. Z osobami, z którymi rozmawiałem omówiłem to i one wyliczały, że to byłaby kwestia pół roku - zmiany obecnej koncepcji, przeprojektowania. Jasne, że pociągnęłoby to również zwiększenie wydatków. Za każdym razem jest coś za coś. Prezydent w trakcie sesji, mówiąc już stosunkowo uczciwie, opowiadał, że zewnętrzne atrakcje, które tam miałyby powstać, czyli wodny plac zabaw uległby zmniejszeniu i i kwestia dotycząca kosztów to byłoby zwiększenie od 25 do 35 milionów zł. Niemniej jestem zwolennikiem za każdym razem tego typu decydowania, żeby mieszkańcy mieli szansę wypowiedzenia się w danej sprawie. Po naszej stronie, po stronie samorządu, niestety nikt Kujawsko - Pomorskiego Związku Pływackiego nie zapytał. Dopiero ja zapytałem, chyba z miesiąc temu, jak to jest, jakie w Polsce mamy pływalnie czy czy ta nasza przypadkiem nie będzie najmniejsza.

Podobny błąd został już popełniony przy budowie Torbydu. Lodowisko ma tak małą widownię, że różnego rodzaju imprezy komercyjne odbywają się w Toruniu.

Uczciwie trzeba powiedzieć, że żadna rewia lodowa nigdy Bydgoszczy nie nawiedzi, że wtedy, kiedy będzie atrakcyjnym mecz hokeja na lodzie to 297 miejsc zostanie wyprzedanych do ostatniego miejsca. Kiedy w Bydgoszczy był pierwszy mecz hokeja na lodzie po wielu latach sam stałem w kolejce i tych, którzy nie dostali biletu na te mecze było dosyć sporo.

No ale pan wchodzi akurat bez problemu.

Bilet pamiątkowy mam do dzisiaj. Uczciwie stałem w kolejce i kupiłem bilet.

Dzisiaj nadzwyczajne posiedzenie Cywilno-Wojskowego Związku Sportowego Zawisza, będzie dyskutowana kwestia po wydaniu wyroku sądu apelacyjnego czy wpuścić Stowarzyszenie Piłkarskie Zawisza, a tym samym i drużyny na obiekt przy ulicy Gdańskiej. Jak można tę sprawę, mówiąc kolokwialnie, załatwić?

Moim zdaniem dyskusja czy wpuścić nie jest prawidłowa, bo wyrok sądu jednoznacznie stanowi, że Stowarzyszenie jest członkiem CWZS-u, a jeżeli jest członkiem Związku, to ma prawo, tak jak pozostałe inne związki, które należą do CWZS-u do korzystania z tych obiektów. Dzisiaj to jest inna kwestia - kiedy strony się rozstają, to padają różnego typu inwektywy. W jaki sposób zapomnieć to, co było? Powiedzieć sobie, że mamy stan zerowy, zapominamy to, co było i idziemy razem do przodu, budując wielkość CWZS-u, budując wielkości w Bydgoszczy, w której wszyscy powinni mieć miejsce do uprawiania sportu. Dzisiaj jest sytuacja tego typu, że im strony bardziej zapomną to, co było i powiedzą idźmy razem do przodu, tym lepiej dla naszego miasta, tym lepiej dla funkcjonowania sportu.

Czy miasto powinno się włączyć w rozwiązanie tej sprawy?

Moim zdaniem tak. Miasto nie powinno w tej kwestii ingerować, natomiast nie byłoby żadną przeszkodą i nie byłoby źle zrozumiane, gdyby to, co przed momentem powiedziałem, przyszedł ktoś z Ratusza i dokładnie powiedział, że życzeniem Ratusza jest, aby w ten sposób trwała debata. Moim zdaniem strony zrozumiałyby, że miastu zależy i jednych i drugich, bo z wyrokami sądu nie należy dyskutować. Wyrok sądu jest jednoznaczny.

Czyli właściwie możemy liczyć na to, że od nowego sezonu V liga Zawisza...

...to po dzisiejszych obradach. Ja nie jestem członkiem CWZS-u, natomiast wydaje mi się, że tak to powinno być. Logika tak wskazuje.

Czy w Bydgoszczy nadal funkcjonuje koalicja PO-SLD?


Nie dość że PO-SLD, to jeszcze SLD idąc do wyborów było SLD Lewica Razem. Tak, ta koalicja istnieje, nic nie zmieniło.

Nic się nie zmieniło w tej szorstkiej przyjaźni, którą widzimy podczas sesji.

To nie była szorstka przyjaźń. Kiedy prowadziłem te obrady, występowałem w imieniu Rady - jako jakby pierwszy radny tego dnia - aby Rada była szanowana i wtedy, kiedy dyskutujemy o czymś, co ma być w Bydgoszczy, aby robić to na równych prawach.

Tomasz Latos

Tomasz Latos, fot. Archiwum PR PiKMinisterstwo Zdrowia zaprezentowało nową politykę lekową na lata 2018-22. W dokumencie jest mowa o bezpieczeństwie produkcji, dostępności leków, czy refundacji. Na czym ma polegać nowa polityka lekowa? Co z tego będą mieli pacjenci ? Czy leki będą tańsze i bardziej dostępne? Na te i inne pytania odpowiada poseł Tomasz Latos, członek sejmowej komisji zdrowia.

Marcin Kupczyk: Ministerstwo Zdrowia zaprezentowało kilka dni temu nową politykę lekową na lata 2018-2022. Dokumentów obszerny, 110 stron. Jest tam mowa o bezpieczeństwie produkcji, dostępności leków, także o refundacji. Na czym ma polegać ta nowa polityka lekowa? Co będą z tego mieli pacjenci? Czy leki kiedyś staną się tańsze, czy może bardziej dostępne dla pacjentów? Polacy płacą bardzo dużo za leki. Współpłacenie jest jednym z najwyższych w Europie, sięga u nas 46%. A do tego jeszcze leki są drogie. Mimo, że droższe są gdzie indziej, jednak my musimy relatywnie wydawać na nie więcej.

Tomasz Latos: - Tak, rzeczywiście. W wyniku różnego rodzaju negocjacji z koncernami farmaceutycznymi ceny leków w porównaniu z krajami ościennymi są niskie. To jest jedną z przyczyn wywożenia leków z Polski, ponieważ jest bardzo duża różnica cenowa między na przykład ceną leku w Polsce a ceną leków w Niemczech. Natomiast jednocześnie w tych innych krajach, chociażby właśnie w Niemczech, jest wysoka refundacja, czyli pacjent płaci relatywnie niewiele. W większość krajów jest to kilkanaście procent, w Polsce to było około 30%. Jest to dużo. Oczywiście są leki ryczałtowe, gdzie płacimy wyłącznie ryczałt i tutaj to współpłacenie jest znikome. Myślę tu o pewnej średniej, którą przeciętnie pacjent zostawia w aptece. Oczywiście jest ten program "Opieka 75 +". Podjęliśmy decyzję, że dla seniorów 75 plus będą darmowe leki. Oczywiście nie wszystkie. Kilkaset milionów złotych co roku wpływa na ten program. To oznacza, że seniorzy nie wykupili leków za kilkaset milionów złotych, lecz zostały im one przekazane za darmo. Pojawia się dyskusja, kto ma prawo wypisywać te darmowe leki. Chciałoby się otworzyć szerzej tę furtkę, aby to nie byli wyłącznie lekarze rodzinni. Problem polega na tym, że w Polsce - mimo że nasi poprzednicy wydali około pół miliarda złotych na programy informatyczne - do dzisiaj system informatyczny nie działa. W związku z tym nie ma żadnej możliwości monitorowanie przepływu wypisywanie leków, kolejek. Wprowadziliśmy niedawno program i przyjęliśmy ustawę o e-recepcie, więc to jest właśnie krok w tym kierunku, aby ten system w pełni monitorować. I wtedy będzie można poszerzyć spektrum osób, które będą wypisywać darmowe recepty.

Chciałbym, aby liczba papierów malała a rosły te 5-letnie przeżycia pacjentów - tak powiedział doktor Leszek Borkowski, farmakolog prezes fundacji "Razem w chorobie". - Jeśli uświadomimy sobie, że co roku około 20 000 osób umiera tylko dlatego, że leczy się w Polsce, to powinno zmusić nas wszystkich do zmian. Nie chodzi o fajerwerki, ale o marsz drobnymi krokami w jedną stronę. Odnoszę jednak wrażenie, że nie zawsze mamy wytyczony jasny kierunek dokąd zmierzamy. Czy ten program lekowy ma tę sytuację poprawić, o której mówi tutaj prezes fundacji "Razem w chorobie"?

- No tak, bo ministerstwo dostrzega te wszystkie problemy. Pamiętajmy, że to jest kwestia nie tylko środków przeznaczonych na refundację, ale to jest kwestia związana w ogóle nakładami na ochronę zdrowia. Czyli jeżeli zwiększyliśmy nakłady na ochronę zdrowia ustawą, chcemy dojść do tego 6% produktu krajowego brutto, to między innymi z tego powodu.

Lekarze mówią, że to za mało...

- No tak, ale od czegoś trzeba zacząć. To jest jakby nie liczyć przy prawie 90 miliardów złotych nakładów na ochronę zdrowia. Czyli ten 1%, przy zwiększeniu z 4,9 do 6 %, to jest około 20 miliardów złotych w ciągu roku. To są gigantyczne pieniądze. Jeżeli mówimy, że zadłużenie wszystkich szpitali w Polsce wynosi około 12 miliardów złotych, to proszę zobaczyć jaka to jest skala takie zwiększenie nakładów. Ale wracając do leków. Jest pewna kwota w planach Narodowego Funduszu Zdrowia przeznaczona na refundację leków i za naszych poprzedników, ale także i na początku naszych rządów tak się składało, że nawet ta kwota nie była w pełni wykorzystana - z różnych powodów, ale tak to było. W tej chwili ta kwota, z tego co mi wiadomo, jest nie tylko wykorzystana ale jest wręcz przekroczona i to pokazuje też zmianę podejścia obecnej władzy do polityki lekowej. Jeżeli co 2 miesiące dokonuje się korekty na liście leków refundacyjnych. Oczywiście za każdym razem jest niedosyt. Są osoby niezadowolone. Trzebaby zrobić więcej, lepiej, ale jednak idzie to w kierunku poszerzenia dostępności leków refundowanych dla pacjentów i kwotę, która wydawała się nie do osiągnięcia, my nie tylko realizujemy, ale jeszcze przekraczamy.

Czy refundacja obejmie większy pakiet leków? Wydłuży się lista tych leków, pacjenci z ulgą będą wychodzić z apteki, że jeszcze trochę im zostało grosza w portfelu?

- Ja jestem zwolennikiem, żeby dokładać więcej, odważniej, nowych innowacyjnych leków. To jednak kosztuje. Jednak trzeba iść z pewnym duchem czasu, z postępem. Czyli mamy dwojakiego rodzaju problem. Z jednej strony to są leki generyczne, często leki polskie, które po zakończeniu ochrony patentowej produkują również inne firmy. Są identyczne co do działania, a są dużo tańsze. Z drugiej strony trzeba odważniej wprowadzać leki nowacyjne, nowoczesne. Organizacje pacjenckie bardzo często właśnie o tym mówią, że w Polsce często zbyt zachowawczo podchodzi się do nowych terapii. Wiadomo one są drogie i często wymyśla się, jaki jeszcze znaleźć powód, żeby opóźnić wprowadzenie tych leków. Trzeba to robić odważnie. Z tego co wiem, ministerstwo to robi dużo odważniej niż to było do tej pory i wraz ze zwiększeniem nakładów na ochronę zdrowia na pewno w tym kierunku będziemy iść.

Dominik Gajewski

Dominik Gajewski. Fot. konfederacjalewiatan.plSejm przed tygodniem przyjął tzw. pakiet odpadowy, którego skutkiem ma być uszczelnienie przepisów oraz walka z patologiami w gospodarce śmieciowej. Teraz projektami ustaw zajmuje się Senat. Głosowanie przewidziano na koniec obecnego posiedzenia. Czy nowe prawo uporządkuje tę branżę, wyeliminuje niewyjaśnione dotąd pożary składowisk, m.in. w naszym regionie? Jak oceniają proponowane zmiany przedsiębiorcy? Czy nowe przepisy zmniejszą udział szarej strefy w sektorze odpadowym? O tym w "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK. Gościem Magdy Jasińskiej był Dominik Gajewski - radca prawny i ekspert Konfederacji Lewiatan.

Magda Jasińska:Co można powiedzieć, co się zmieni po wprowadzeniu tej nowelizacji?

Dominik Gajewski - Jako Konfederacja Lewiatan popieraliśmy inicjatywę ustawodawczą dotyczącą uszczelnienia systemu odpadowego, wskazywaliśmy na konieczność ograniczenia nieprawidłowości w tym zakresie, w szczególności w zakresie bezprawnego porzucania odpadów. Jednakże wskazywaliśmy iż rozwiązania, które powinny zostać zaproponowane, muszą być proporcjonalne i nienadmierne. Niestety, niektóre z tych rozwiązań, które zostały przyjęte przez Sejm, tego warunku nie wypełniają. Cieszymy się z tego, że na skutek uwag zgłoszonych m.in. przez Konfederację Lewiatan, ustawa w stosunku do pierwotnej wersji została w znaczącym stopniu poprawiona. Jednakże widzimy kilka aspektów, które mogą wpłynąć na jakość później wykonywanych przepisów

Dokładniej mówiąc, o który przepis chodzi?

- Jest wiele takich przepisów. Zarzucamy m.in. tej ustawie być może niezgodność z rozporządzeniem unijnym 1013, dotyczącym przemieszczania odpadów, w szczególności w sytuacji, w której ostałby się całkowity zakaz importu odpadów pochodzących z odpadów komunalnych. W naszej ocenie może to pozostawać niezgodne z prawodawstwem unijnym obowiązującym wprost, wpływając tym samym na ograniczenie swobody przepływu towarów z tzw. "zielonego załącznika" czyli takich odpadów, które mają dużą wartość ekonomiczną, gospodarczą, a nie stwarzają żadnego zagrożenia tzw. środowiskowego.

Czy dobrze rozumiem, że chodzi o odpady np. opakowaniowe z metali?

- M.in. o tego typu odpady chodzi. Na ostatnim etapie prac w Senacie ten zakaz został złagodzony, ponieważ wyłączone zostały odpady zbierane selektywnie, przeznaczone do recyklingu. Należy się zastanowić, czy to wyłączenie jest wystarczające. Czas pokaże.

A czy przepisy dotyczące chociażby możliwości składowania odpadów na składowiskach tylko przez rok - do tej pory mamy taką możliwość przez 3 lata - czy to w jakikolwiek sposób może uporządkować obecny stan rzeczy?

- Źle, że te rozwiązania są wprowadzane tak szybko, ponieważ to ograniczenie, to zmniejszenie czasu magazynowania odpadów z trzech lat do jednego roku spowoduje dodatkowe koszty po stronie przedsiębiorców, którzy w trakcie, nazwijmy to, roku budżetowego będą musieli się przeorganizować, ponieważ będą musieli się dostosować do tego wymogu, iż okres magazynowania będzie ograniczony do roku - to wymaga ponownej kontraktacji przeprowadzenia być może zamówień publicznych w tym zakresie, to może generować koszty. Tutaj potrzebny jest dłuższy "vacatio legis" względem tego, co zaproponował ustawodawca. Sam mechanizm jest OK. Jego wykonanie może być trudne w praktyce, z uwagi właśnie na pośpiech przy w stanowieniu tych regulacji.

A wprowadzenie kaucji finansowej zabezpieczy Pana zdaniem te samorządy przed chociażby porzucaniem śmieci?

Samo wprowadzenie kaucji finansowej, zabezpieczenia finansowego oceniamy pozytywnie co do zasady. Niestety, w szczegółach w naszej ocenie obowiązek ustanowienia kaucji jest zbyt szeroko zakreślony zarówno przedmiotowo i podmiotowo. W związku z tym, co do zasady stanowi dobre rozwiązanie - w praktyce będzie dotyczyło zbyt wielu podmiotów, które gospodarują odpadami które zajmują się gospodarowaniem odpadami.

Dlaczego dochodzi do umyślnych pożarów składowisk? Ktoś już zarobił na tym i chcę porzucić te składowisko?

- To, czy były to pożary umyślne, czy nieumyślne zostanie ocenione w innych postępowaniach, pewnie w postępowaniach karnych. My możemy tylko i wyłącznie przypuszczać, że kończył się trzyletni okres możliwego magazynowania odpadów. Możemy również przypuszczać, że wpłynął na to zakaz eksportu odpadów wprowadzony przez Chiny... to są tylko przypuszczenia. Jednakże te przypuszczenia pewnie układają się w jakąś logiczną całość i ta wiedza istniała po stronie zarówno Inspekcji Ochrony Środowiska jaki resortu środowiska.

Czy wprowadzone zmiany Pana zdaniem zmniejszą udział "szarej strefy" w sektorze odpadowym?

- Projekt tej ustawy był procedowany w pośpiechu, bez odpowiednio przeprowadzonych konsultacji społecznych. I to jest wada, jest on niedopracowany pomimo że co do zasady Zgadzamy się z nim, jest on niedopracowany. W mojej ocenie podlegał on tak zwanej notyfikacji technicznej, notyfikacji przepisów technicznych, to nie zostało przeprowadzone. W związku z tym ja widzę tutaj wadliwość procesu legislacyjnego mogące skutkować tym, że te zmiany - pomimo że słuszne co do zasady - mogą okazać się nieskuteczne w praktyce. Brak notyfikacji powoduje w prawodawstwie unijnym skutek taki, że zmiany legislacyjne uznawane są za nieważne. Znów pośpiech w stanowieniu prawa być może przesądzić o tym, że te zmiany, które są potrzebne, okażą się nieskuteczne.

Piotr Król

Piotr KrólDlaczego kandydatem Zjednoczonej Prawicy na prezydenta Inowrocławia został Ireneusz Stachowiak, a nie nie Marcin Wroński? Komitet polityczny PiS zdecydował, że w wyborach samorządowych nie będą mogli startować kandydaci zajmujący wysokie stanowiska w spółkach skarbu państwa. Czy skomplikuje to tworzenie list wyborczych w naszym regionie? Rozmowa Dnia z posłem PiS Piotrem Królem.

Maciej Wilkowski: Dlaczego kandydatem Zjednoczonej Prawicy na prezydenta Inowrocławia został Ireneusz Stachowiak, a nie Marcin Wroński?

Piotr Król: Prawo i Sprawiedliwość występuje jako Zjednoczona Prawica i mamy koalicjantów. W związku z tym, że tam [w Inowroclawiu - dop.red.] są dwaj mocni kandydaci reprezentujący dwie partie wchodzące w skład Zjednoczonej Prawicy, została podjęta decyzja, że to ich reprezentant będzie naszym wspólnym kandydatem.

A dlaczego tak długo trzeba było czekać na tę decyzję skoro kandydatów na prezydentów Bydgoszczy, Torunia, Włocławka i Grudziądza znamy już od dłuższego czasu?

Bo najpierw wskazaliśmy naszych kandydatów, a tutaj, jak się domyślam, trwała jakaś dyskusja i zarówno między między koalicjantami jak i centralą naszej partii. Natomiast wydaje się, że im szybciej się tego kandydata ogłasza tym lepiej, bo ten taki okres niepewności raczej nie sprzyjał czy budowaniu programu czy gromadzeniu informacji, które będą potrzebne czy znajdowaniu kandydatów, w tym przypadku do rady miejskiej. Dobrze, że ta decyzja jest.

Wróćmy do mojego pierwszego pytania - dlaczego Stachowiak a nie Wroński?

Obaj panowie mieli z całą pewnością swoje swoje zalety i pewne argumenty za nimi przemawiały. Jak jest dwóch, to tak jak w piłce nożnej, przynajmniej od fazy pucharowej - ktoś musi wygrać i ktoś musi przegrać. Natomiast mam nadzieję, że Marcin Wroński włączy się aktywnie w kampanię w Ireneusza Stachowiaka. Jest aktywnym radnym. Mogę tylko powiedzieć, jakby patrząc na to troszkę z boku - nie wiem czy nie było pewnym grzechem zaniechania nieutworzenie wspólnego klubu radnych pod szyldem Prawa i Sprawiedliwości [ w Radzie Miasta Inowrocławia - dop.red].

Właśnie, czy to nie wykluczyło Marcina Wrońskiego na tym ostatnim etapie, już po dogrywce, właściwie podczas rzutów karnych, jeśli używamy już tej terminologii futbolowej. Czy właśnie to, że Marcin Wroński nie utworzył tego silnego klubu w radzie miasta nie sprawiło, dalej idźmy w tę terminologię piłkarską, że przestrzelił tego karnego?

Albo przestrzelił albo został obroniony... To jest jednak jakaś decyzja i drużynowa i wynik drużynowy. To nie jest tylko tak, że to wola Marcina Wrońskiego mogła decydować, że ten klub powstał czy nie. Natomiast utrzymywanie takiego stanu, w którym faktycznie klubu nie ma, z drugiej strony dwa środowiska Zjednoczonej Prawicy współpracują, ale nie potrafiły, czy z różnych względów nie chciały, nie mogły - nie będziemy już tego rozpatrywać, natomiast ja sobie nie wyobrażam, żebyśmy w nowej kadencji nie mieli klubu radnych Zjednoczonej Prawicy pod szyldem Prawa i Sprawiedliwości w Radzie Miejskiej Inowrocławia. Tym bardziej, że mam gorącą nadzieję na to, że Ireneusz Stachowiak te wybory wygra, jest doświadczonym samorządowcem, ma doświadczenie w zarządzaniu, więc jest realna szansa na to, żeby ten układ władzy w Inowrocławiu zmienić. Raczej bym rozpatrywał to w takich kategoriach - co mogłoby pomóc? Wydaje się, że to utworzenie tego wspólnego klubu w tej kadencji mogłoby Marcinowi Wrońskiemu pomóc, a nie przeszkodzić. Jeszcze raz podkreślam, że obu cenię i szanuję - są doświadczonymi samorządowcami. Decyzja jest, teraz wszystkie ręce na pokład i trzeba po prostu spowodować, żeby inowrocławską "Dobrą zmianę" dokonać.

Czyli umowa jest na przykład taka, że jeśli w Inowrocławiu Prawo i Sprawiedliwość, koalicja z Solidarną Polską z Porozumieniem, na przykład będzie miała większość w Radzie Miasta, to Marcin Wroński będzie przewodniczącym tej Rady?

Nie było jeszcze takich rozmów. Liczymy na to, że najpierw Ireneusz Stachowiak wejdzie do drugiej tury, potem pewnie będziemy prowadzili rozmowy, żeby to poparcie dla niego w drugiej turze było jak najszersze, więc tego typu rozmów jeszcze nikt prowadzi, to byłoby typowe dzielenie skóry na niedźwiedziu.

Zmieńmy temat. Cytat: "Stanęła sprawa kandydowania tych, którzy jednocześnie mają wysokie pensje w spółkach Skarbu Państwa i zapadła decyzja zgodna z tym, co mówiłem do tej pory - do polityki nie idzie się dla pieniędzy. Ci, którzy są w spółkach są przez nas szanowani, ale nie będą kandydowali. Decyzje konkretne, dotyczące list, będą ostatecznie ogłoszone w nieodległym czasie" - powiedział to 4 dni temu prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński. To chyba nie był miły weekend dla niektórych działaczy pańskiej partii?

No cóż, będą musieli dokonać wyboru. Trudno odnosić mi się do stanu ducha niektórych moich kolegów. (...) Jakieś komentarze słyszałem - myślę, że część była po prostu zdziwiona, bo jest stosunkowo blisko do wyborów, więc być może niektórzy mieli już plany dotyczące kampanii... Natomiast będę bronił tej decyzji, bo ona jest konsekwentna po ewidentnym błędzie, jaki popełniliśmy z nagrodami w rządzie. Potem podjęliśmy wspólnie decyzję dotyczącą obniżenia wynagrodzeń parlamentarzystów. Myślę, że w odbiorze społecznym to, co prezes powiedział: "Do polityki nie idzie się dla pieniędzy" [ zostało dobrze przyjęte - dop. red.]. Tutaj trzeba dokonać takiego rozróżnienia - albo ktoś pracuje aktywnie w zarządzie czy jest jest dyrektorem w spółce Skarbu Państwa no i ma dużą dozę odpowiedzialności. Przy tym, no myślę, że relatywnie duże pieniądze - w wielu przypadkach z całą pewnością większe od pierwszego progu podatkowego, czyli tam, gdzie jest większość Polaków. No i niech na tym te osoby się skupią. W Bydgoszczy to nie jest jakieś wielkie grono osób, z miejskich radnych to może dotyczyć dwóch może trzech osób, więc to nie jest jakieś takie gremialne zjawisko, żeby tutaj jakieś wielkie komentarze się pojawiały...

Tutaj jeszcze ostatecznych warunków chyba nie znamy, one nie zostały ustalone.

One mają być dookreślone, tak. Podkreślam, to jest moje domniemanie - wydaje mi się, że członkowie rad nadzorczych będą mogli kandydować, no bo to jest w praca. Nadzorowanie zarządu to nie jest praca ani na etacie ani na kontrakcie i z tego tytułu z całą pewnością nie uzyskuje się jakichś wielkich przychodów, ale czekamy na decyzję.

Będzie jakiś próg dochodowy?

Wiem, że dziennikarze nie lubią tej odpowiedzi, ale jeszcze to nie jest uszczegółowione. Po prostu nie wiem, a nie chcę gdybać. Według mojego domniemania myślę, że to nie będzie dotyczyło rad nadzorczych, natomiast to rozdzielenie będzie realizowane w samorządzie.

Ta decyzja na razie dotyczy wyborów samorządowych, ale czy w przyszłości może również dotyczyć wyborów parlamentarnych i do europarlamentu?

Proszę pamiętać, że w przypadku parlamentarzystów trzeba dokonać rozróżnienia - większość z nas jest po prostu etatowymi pracownikami Kancelarii Sejmu [ posłami zawodowymi - dop.red.], więc jakby automatycznie odchodzi się z tej pracy. Jest jakaś grupa posłów, która na przykład prowadzi własną działalność - wtedy tylko pobierają dietę z parlamentu. Poza tym w przypadku mandatu posła i senatora jest zakaz łączenia funkcji - w przypadku zasiadania w zarządzie spółki bycie posłem jest niemożliwe.

Od 1 lipca obowiązuje rozporządzenie obniżające o 20 proc. pensje prezydentów, burmistrzów, wójtów... Czy to jest niewypał? Dlaczego tak pytam? Przeanalizowałem kilkanaście uchwał rad gmin i ci wójtowie zarabiają więcej niż zarabiali.

No cóż, jest takie stare polskie przysłowie: "Każdy orze jak może". Jako parlamentarzyści - posłowie i senatorowie, sami obniżyliśmy sobie wynagrodzenia. Wydawało mi się, że samorządowcy również podzielą nasz pogląd, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy. Natomiast, wie pan, ja też byłem samorządowcem i samorządowiec jest samodzielny w podejmowaniu swoich decyzji. Natomiast ja sobie nie wyobrażam i chciałbym, żeby to zdecydowanie wybrzmiało - jeżeli się zdarzało, a niestety są tego typu sygnały w Kujawsko-Pomorskiem, że samorządowcy, którzy zostali wybrani z listy Prawa i Sprawiedliwości, teraz przepraszam za określenie, robią takie numery - że głosują jakby wbrew naszemu programowi, wbrew rozporządzeniu, które wydaje nasz rząd, to ja sobie nie bardzo wyobrażam, oni oczywiście mogli podjąć taką decyzję - jakby ich sprawa, ale ja sobie nie wyobrażam, żeby ponownie kandydowali z naszych list.

Kosma Złotowski

Kosma Złotowski,fot. Archiwum PR PiKGościem Rozmowy Dnia jest europoseł PiS Kosma Złotowski. Czy batalia w sprawie przepisów o delegowaniu pracowników została już wygrana? Jaki los czeka polskie firmy transportowe, które działają na terenie Unii Europejskiej? Jak zostało w Parlamencie Europejskim przyjęte wystąpienie premiera M. Morawieckiego? Europosłowie Zdzisław Krasnodębski i Marek Jurek napisali list do przewodniczącego PE Antonio Tajaniego, w którym domagają się interwencji w sprawie obrażających Polaków wypowiedzi lidera liberałów w PE, Guya Verhofstadta.

Marcin Kupczyk: Miesiąc temu już ucieszyliśmy się z pewnych decyzji zapadających w Parlamencie Europejskim. Otóż europosłowie zdecydowali po wielomiesięcznej batalii, że przepisy dotyczące delegowania pracowników nie będą dotyczyły transportowców, co dla Polaków, dla polskich firm jest bardzo ważne. Głosowania nad pakietem mobilności mają uregulować rynek transportu w Unii ucieszyło polskich przewoźników. Eurodeputowani nie zgodzili się na zrównanie praw kierowców ciężarówek z pracownikami miejscowymi. Projekt narzucał firmom transportowym obowiązek dostosowania się do zasad wynagradzania obowiązujących we wszystkich krajach.Oznaczało to konieczność podwyższenia stawek kierowcom polskim przez polskie firmy.

Kosma Złotowski: - Nie tylko. To oznaczałoby przede wszystkim straszliwą biurokrację, a to tez kosztuje. W związku z tym wzrost kosztów.

Ucieszyliśmy się z tej decyzji, tymczasem okazuje się, że wszystko wraca i jest po staremu. Jak to się stało?

Tak, dlatego że to była bardzo kontrowersyjna sprawa w Parlamencie Europejskim. W związku z tym zakwestionowano mandat negocjacyjny. Bo po tym jak parlament coś uchwali, to się negocjuje jeszcze z Komisją Europejską i Radą Europejską. To zakwestionowanie oznacza, że wracamy do początku. To znaczy głosujemy nad projektem i poprawkami Komisji Europejskiej i poprawkami zgłoszonymi w trakcie debaty. Tak było tym razem. Podczas ostatniej sesji zeszłotygodniowej w Strasburgu. Część poprawek dla nas korzystnych przeszła, a potem kiedy przyszło do głosowania nad całością, no to się okazało, że większość jest przeciwna. Innymi słowy wracamy do samego początku. Komisja Transportu Parlamentu Europejskiego będzie pracowała na tymi trzema projektami, bo to dotyczy wszystkich trzech projektów. Tego, który mówi o delegowaniu pracowników, tego który reguluje zasady kabotażu i tego, który reguluje zasady pracy kierowców. Wszystkie 3 projekty zostały odrzucone. Stoimy u samego początku drogi, ponieważ ta droga trwała do tej pory cały rok, to przypuszczam, że do końca kadencji nie uda się tutaj nic wypracować. Aczkolwiek to nie jest wykluczone, dlatego że te głosowania mówią nam, w którym kierunku można pójść, tylko pytanie czy chcemy w tym kierunku iść. No i jesteśmy w tym samym miejscu. Mamy jeszcze 5 lat, dlatego że dyrektywa o delegowaniu pracowników wejdzie w życie dopiero za 5 lat i przez te 5 lat obowiązują dzisiejsze zasady, a potem zobaczymy.

W poniedziałek - tydzień temu - Komisja Europejska rozpoczęła postępowanie przeciwko Polsce o naruszenie unijnego prawa za ustawy o Sądzie Najwyższym. Postępowanie może zakończyć się pozwem do unijnego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. W środę premier Mateusz Morawiecki przekonywał w Strasburgu, że każdy z krajów członkowskich ma prawo do reformowania swojego państwa. Podkreślał, że nie można dyktować państwom wspólnoty warunków praworządności, a podczas środowej debaty w Parlamencie Europejskim w Strasburgu większość liderów frakcji parlamentarnych krytykowała polski rząd za reformy wymiaru sprawiedliwości. Manfred Weber na przykład sześć frakcji Europejskiej Partii Ludowej nawiązał nawet w swoim wystąpieniu do słów Jana Pawła II, do Lecha Wałęsy: wierzymy w Polskę, która opiera się na wartościach i koncepcjach Lecha Wałęsy i Jana Pawła II. Podziwiamy to co oni zrobili dla Polski i dla Europy - mówił. Weber jednocześnie zaznaczył, że pojawia się wiele pytań teraz dotyczących Polski: czy telewizja państwowa jest już propagandową telewizją a nie niezależnym medium, dlaczego rząd zmienia sędziów według dwóch opcji politycznych i czy prezes Sądu Najwyższego w Polsce ciągle urzęduje.

To są pytania zupełnie nieoparte na znajomości faktów i rzeczywistości. Parlament Europejski jest rzeczywiście miejscem, w którym argumenty padają obok. To znaczy nie ma na argumenty odpowiedzi kontrargumentem tylko to były pytania, które zresztą zupełnie nie dotyczyły problemu tej debaty. Bo to była debata z serii debat na temat przyszłości Unii Europejskiej. Premier Morawiecki wygłosił przemówienie, w którym przedstawił bardzo interesującą wizję przyszłości Unii Europejskiej czy Europy w ogóle. Natomiast do tej wizji przedstawiciele frakcje w Parlamencie się nie ustosunkuwali a mówili: a u was biją Murzynów. Były takie debaty na temat praworządności w Polsce, gdzie było miejsce na zadawanie tego rodzaju pytań, na wygłaszanie tego rodzaju komentarzy. Tak, że to była zupełnie niepotrzebna strata czasu.

Pozwoli pan, że zacytuję jednego z naszych polityków: Dla mnie nie ulega najmniejszej wątpliwości, że prezes Jarosław Kaczyński ze swoimi pomocnikami: premierem Morawieckim i prezydentem Dudą i swoim zapleczem - nie mówiąc tego wprost - rozpoczął proces wyprowadzania Polski z Unii Europejskiej. Jest to największe zagrożenie dla naszej przyszłości To są słowa Jarosława Kalinowskiego z PSL-u.

No cóż ja mogę powiedzieć. Jeżeli pan Kalinowski nie ma wątpliwości, to trudno. Natomiast Prawo i Sprawiedliwość zawsze było za członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Jesteśmy za tym członkostwem, ale mamy swoją wizję Unii Europejskiej. Nie wyobrażamy sobie, żeby dobrze funkcjonowała Unia, w której któryś z krajów do czegoś czuje się zmuszony. Taka Unia nie ma sensu.O tym również mówił premier Morawiecki w swoim wystąpieniu. (...)

Wiceszef Parlamentu Europejskiego Zdzisław Krasnodębski i europoseł Marek Jurek napisali list do przewodniczącego Antonio Tajaniniego, w którym domagają się interwencji sprawie wypowiedzi lidera liberałów w Parlamencie Europejskim Verhofstadta. Verhofstadt w czasie ostatniej sesji plenarnej w Strasburgu stwierdził, że tworząca rząd w Polsce i jego zaplecze parlamentarne partia, czyli Prawo i Sprawiedliwość, jest finansowana przez prezydenta Rosji Władimira Putina, że współpracuje z wywiadem rosyjskim, że należy do piątej kolumny Putina.

- Tu się objawia charakter Parlamentu Europejskiego. Nie ma żadnego kontrargumentów lub przedstawienia jakiegokolwiek dowodu na to, że jakoby mielibyśmu być finansowani przez Rosję czy przez samego prezydenta Putina. To są po prostu obelgi. Dyskusja polega na tym, że jedna strona ma jakieś argumenty, a druga ma kontrargumenty. Podczas gdy ta dyskusja w Parlamencie Europejskim polega jedynie na tym, że my przedstawiamy jakieś argumenty, a one są zbijane obelgami. To nie jest dyskusja.

Niektórzy domyślają się, że być może niechęć niektórych zachodnich liderów, czy też zachodnich państw Unii Europejskiej, bierze się z naszego nieugiętego proamerykanizmu, że teraz po breksicie, czyli po odejściu Wielkiej Brytanii, będziemy najbardziej proatlantyckim krajem na terenie kontynentu europejskiego i to może się niektórym nie podobać.

N,o to jest niewątpliwie prawda i to się niektórym nie podoba, dlatego że w Europie Zachodniej, a zwłaszcza od wyboru prezydenta Trumpa, istnieje bardzo duża niechęć do Stanów Zjednoczonych. Dlatego, że Donald Trump jest człowiekiem zdrowego rozsądku występującym przeciwko poprawności politycznej, która w Unii Europejskiej zaczyna być niestety normą.(...)


prof. Yuriy Zorenko

prof. Yuriy Zorenko. Fot.I.Sanger8 lipca na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy rozpocznie się "13. Europejska Konferencja Fizyki Defektów w Materiałach Izolujących - EURODIM 2018". To prestiżowa konferencja fizyków i chemików, która ma m.in. ogromne znaczenie dla onkologii - produkcji detektorów używanych w radioterapii i wykrywających nowotwory. O konferencji, jej znaczeniu dla UKW i wyróżnieniu Bydgoszczy, a także zastosowaniu badań i metod naukowych w medycynie, mówił gość Magdy Jasińskiej w "Rozmowie dnia" na antenie Polskiego Radia PiK - prof. Yuriy Zorenko - z Instytutu Fizyki UKW, przewodniczący EURODIM 2018.

Prof. Yuriy Zorenko - To jest oczywiście wielki zaszczyt dla Bydgoszczy przejmować takie międzynarodowe forum naukowe, ponieważ to jest wyróżnienie naszego Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, który organizuje tę konferencję oraz środowiska naukowego w Bydgoszczy, ponieważ ta konferencja dotyczy aktualnych tematów fizyki...

Magda Jasińska - Powiedzmy, że po raz drugi w ogóle w Polsce odbywa się ta konferencja, bo wcześniej we Wrocławiu, kilka ładnych lat temu nawet kilkanaście. Jakby doszło do tego, że Bydgoszcz dostała zaproszenie do organizowania?

- To bardzo dobre pytanie. Rzeczywiście, jeśli konferencja organizowana jest w takich miejscach jak Warszawa Kraków, to zrozumiałe, że związany jest z tym że dorobek naukowy kolegów z takich znanych ośrodków znajdujących się w tych miejscach i jest dobrze znany na świecie. Pracuję na stosunkowo młodym Uniwersytecie, ale to nie znaczy, że nie mam siły pracować na takim poziomie, który całkiem odpowiada poziomem naukowym na całym świecie, czyli musimy pracować na taki temat, który wyróżnia Bydgoszcz może pośród innych miast Polski i przede wszystkim tutaj skupiamy się właśnie na fizyce i chemii defektów materiałów izolujących, ponieważ te materiały znajdują dość szerokie zastosowanie, np. w medycynie, w innych zakresach elektroniki jako choćby przetworniki promieniowania jonizującego, stosowanego do badań medycznych tutaj w Bydgoszczy, do radioterapii chociażby...

Czy w tej konferencji biorą udział tylko naukowcy czy również przedstawiciele przemysłu?

- W jakim sensie to jest międzynarodowe forum, które łączy między sobą rzeczy dotyczące zasady np. fizyki defektów materiałów izolujących, a także zastosowania tych materiałów. Jako naukowcy musimy zawsze patrzeć na zastosowanie tych materiałów, ponieważ to dla nas wielki zaszczyt kiedy ta praca naukowa odnajduje zastosowanie w przemyśle.

Jak długo pan tworzył w Bydgoszczy swój zespół?

- Przyszedłem tutaj 8 lat temu, udało się mnie w ciągu może następnych 5 lat założyć nowe laboratorium materiałów luminescencyjnych w Instytucie Fizyki UKW i w jakim sensie udało się teraz przez kolejne 2 lata jeszcze stworzyć już zespół ludzi, który pracuje w tym temacie. Nie ukrywam, że z pomocą kolegów, który też współpracowali ze mną we Lwowie (...) Nie tak łatwo stworzyć w stosunkowo młodym uniwersytecie taki zespół, takie laboratorium, które musi od razu pracować na poziomie międzynarodowym. Uważam, że jest to dobra sytuacja, że Uniwersytet może potrzebował taki rodzaj badań naukowych, udostępnił dojście do takich możliwości strukturalnych, wspierał na każdym z tych etapów naszego rozwoju w Instytucie Fizyki i w tym przypadku wyszła bardzo dobra symbioza tych naszych możliwości oraz potrzeby Uniwersytetu.

Przez najbliższy tydzień, od poniedziałku do piątku, naukowcy z wielu krajów świata, bo przecież przyjadą do nas naukowcy rzeczywiście z całego świata, będą dyskutować o ważnych sprawach, a pokłosie tej konferencji potem będzie zamieszczone w jakimś opracowaniu...

- Planujemy że materiały z konferencji zostaną opublikowane w takim bardzo znanym czasopiśmie międzynarodowym, jak "Optical Materials". Oczywiście musimy zrobić recenzję tych publikacji siłami uczestników naszej konferencji, ale to też może być dobrym wyróżnieniem poziomu tej konferencji, ponieważ "Optical Materials" znajduje się na "liście filadelfijskiej" z dobrym "pack factorem" co uważam też za dobry wynik naszej konferencji.

Czyli punkty nam przybędą...

- Oczywiście!

1234567
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę