duży kontrast mapa strony
Strona startowa » Rozmowa dnia

Rozmowa dnia

Piotr Król

Piotr Król. Fot. ArchiwumCzy bydgoska PESA po związaniu się z Polskim Funduszem Rozwoju została uratowana przed upadkiem? Czy wywiąże się z zawartych kontraktów, m.in. ostatniego na remont ponad 120 wagonów dla PKP InterCity? O tym w Rozmowie Dnia z posłem PiS Piotrem Królem.

Maciej Wilkowski: Czy bydgoska PESA po związaniu się z Polskim Funduszem Rozwoju została uratowana przed upadkiem?

Piotr Król: (...) Myślę, że wypłynie na szerokie wody - tak odpowiem, bo tak jak kiedyś publicznie powiedziałem - PESA była w takim momencie, że już była zbyt wielka na Polskę i jeszcze trochę za mała na to, żeby zawojować świat, a ta inwestycja i to zainwestowanie w PESĘ przez PFR pozwoli wyjść z kłopotów i wypłynąć na szerokie wody. Tak bym to ujął.

- Polski Fundusz Rozwoju ma przejąć 70 proc. akcji PESY. Jakie będą kolejne kroki według pana posła?

- Dwa słowa na temat tego rynku. Proszę pamiętać, że zachodzą na nim procesy konsolidacji jeśli chodzi o głównych konkurentów - producentów taboru szynowego. Ten główny konkurent polski, tutaj celowo unikam nazwy, żeby nie było zarzutu o jakąś kryptoreklamę, był w jeszcze większych kłopotach. Był zmuszony zamknąć jeden z zakładów. PESA zdecydowała się na o wiele trudniejszą drogę, nie zdecydowała się na grupowe zwolnienia. Mimo tego, że miała kłopoty utrzymała moc produkcyjną - i ten ruch i z drugiej strony wejście PFR-u pozwoli jej na zrealizowanie naprawdę dużych kontraktów, o te kontrakty począwszy od rynku tramwajowego, a skończywszy na kontrakcie dla niemieckich kolei są podpisane i są realizowane. Naprawdę z pełnym przekonaniem uważam, że przed PESĄ dobra przyszłość, jeżeli ta koncepcja PFR-u, bo ona może być realizowana w dwóch wariantach, zostanie zrealizowana. Na początek najprawdopodobniej będziemy mieli do czynienia z holdingiem PESY i Zakładów Cegielskiego w Poznaniu. Tutaj można domniemywać, że Cegielski skupi się na remontach, PESA pewnie się skupi na budowie nowego taboru, bo tutaj przecież ma świetne osiągnięcia. No i będzie pytanie co z Newagiem z południa kraju, czy tutaj też ta konsolidacja nastąpi czy też on będzie funkcjonował oddzielnie.

- Czyli PESA, Newag i Cegielski tworzyłyby holding?

- W mojej ocenie to byłby na tyle duży podmiot, który byłby już w stanie konkurować nie tylko w Europie, ale i na świecie. A takie procesy konsolidacyjne na tym rynku zachodzą. Proszę pamiętać, że wcześniej do PESY zgłaszali się i ci główni konkurenci zachodni, ale między innymi bardzo intensywnie próbowali wejść na ten rynek Chińczycy, którzy na brak środków nie narzekają i bardzo chcieliby mieć jakąś fabrykę w Europie.

- Rozmawiamy o PESIE, bo pan poseł był zaangażowany w rozmowy między PESĄ a Polskim Funduszem Rozwoju. Może nie bezpośrednio, ale jednak tym tematem bardzo się pan interesował. Czy istniało zagrożenie, że jednak Polski Fundusz Rozwoju "nie wejdzie" w PESĘ?

- Zanim się do tego odniosę, dwa słowa... Na bydgoskich portalach zauważyłem w kontekscie PESY pojęcie nacjonalizacji i trochę mnie to szczerze mówiąc uderzyło, no bo wszyscy pamiętamy okres PRL-u i nacjonalizacja ma niezwykle pejoratywny wydźwięk. Tutaj jest zdecydowanie inaczej. Po pierwsze nikt niczego nie robi tutaj siłowo, odbywały negocjacje - twarde męskie, ale jednak negocjacje. Odbywały się w pełnym uzgodnieniu z właścicielami PESY, do których wielki szacunek, to zawsze trzeba podkreślać, że oni kiedyś zaryzykowali swoim własnym majątkiem, swoimi własnymi domami, żeby tę firmę uratować... Dotychczasowi właściciele pozostaną mniejszościowym akcjonariuszami, ale pozostaną w firmie.

- Ale była taka koncepcja, że Polski Fundusz Rozwoju ma przejąć 100 proc. akcji PESY?

- Z tego co wiem, to toczyły się różnego rodzaje negocjacje. Właściciele mieli prawo negocjować z kim chcieli, czyli negocjowali też poza PFR-em. Potem nastąpiło podpisanie listu intencyjnego i zawarcie porozumienia. PFR stawiał też pewne warunki, ale doszło do kompromisu, który dla Bydgoszczy i dla PESY będzie korzystny.

Krzysztof Stańczyk

płk. Krzysztof Stańczyk. Fot. facebook.comIlu mieszkańców naszego regionu chce zapisać się do Wojsk Obrony Terytorialnej? Kto może, a kto nie może zostać "terytorialsem"? Na czym będą polegały szkolenia? Na te pytania odpowiada gość Macieja Wilkowskiego w "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK, pułkownik Krzysztof Stańczyk - dowódca 8. Kujawsko-Pomorskiej Brygady Obrony Terytorialnej.

Maciej Wilkowski: Panie pułkowniku chciałbym się zapisać do 8. Kujawsko-Pomorskiej Brygady Obrony Terytorialnej, którą pan dowodzi, czy są jakieś przeszkody?

Płk. Krzysztof Stańczyk: - Świetnie, zapraszam do WKU w Bydgoszczy, gdzie należy złożyć wniosek o przyjęcie do terytorialnej służby wojskowe.

Pytanie, czy PESEL nie stanie na przeszkodzie?

- Pesel absolutnie nie przeszkadza, oficerowie do 60 lat, szeregowi od 18 do 55.

Panie pułkowniku zaczęliście przyjmować kandydatów w naszym województwie. Jak będzie wyglądała ta struktura brygady w naszym regionie?

- Brygada będzie się składała z trzech batalionów oraz czterech samodzielnych kompanii. Całość brygady będzie liczyć około 2500 - 2800 żołnierzy.

Te 3 bataliony to gdzie?

- W Grudziądzu, Toruniu i Inowrocławiu.

Już można się zapisywać, gdzie i jak to zrobić? Zaczynamy pewnie od wniosku o powołanie do terytorialnej służby wojskowej. Mówiłem, że będę się zapisywać, czyli: imię nazwisko, kiedy się urodziłem, gdzie mieszkam, zwracam się do właściwego komendanta WKU. No i teraz uzasadniam swój wniosek. Trzeba jeszcze dołączyć kopię dyplomu szkoły i kopię dowodu osobistego.To chyba wszystko?

- Trzeba osobiście dołączyć wymagane dokumenty i po złożeniu takiego wniosku dostaje pan informację, kiedy, o której godzinie i gdzie będą kwalifikacje do brygady. Już trwają takie kwalifikacje.

Panie pułkowniku, ale do WKU już wcześniej zgłaszały się osoby, które wyrażały chęć służenia w WOT-cie. Co z nimi?

- Te osoby są powiadamiane na bieżąco o trwających kwalifikacjach i przychodzą na kwalifikację, a przede wszystkim zapoznanie się z warunkami służby w jednostce, systemem szkolenia oraz kiedy rozpocznie się to szkolenie.

Teraz formowany jest pierwszy batalion. Gdzie?

- Pierwszy będzie formowany w Toruniu, ale niezależnie od tego wszyscy kandydaci z całego województwa mogą się zgłaszać tutaj do tego batalionu, ponieważ przyjmujemy wszystkich kandydatów. Czyli, jeśli ktoś mieszka w Tucholi, może zapisać się w Toruniu. Ktoś mieszka w Grudziądzu - może zapisać się w Inowrocławiu.

Tu nie ma problemu?

- Oczywiście, że nie. Zgłasza się do właściwego WKU, gdzie powołujemy wszystkich kandydatów do terytorialnej służby wojskowej w brygadzie.

Mówił Pan, że zgłaszają się nawet ludzie spoza naszego województwa?

- Mamy też kandydatów z innych regionów. Ostatnio byli kandydaci z województwa lubuskiego.

Czy są jakieś specjalne wymagania? Czy macie jakieś specjalne zapotrzebowanie? Na przykład chcielibyście, żeby zgłosiło się jak najwięcej chemików, jak najwięcej byłych żołnierzy, czy też jak najwięcej na przykład kierowców zawodowych?

- Oczywiście, że tak. Te uprawnienia są bardzo mile widziane, jeśli chodzi o kierowców zawodowych, czy o specjalności unikatowe. Natomiast w pierwszym okresie, czyli na tym szkoleniu podstawowym, skupiamy się przede wszystkim na szkoleniu strzeleckim, udzielaniu pierwszej pomocy i uczeniu zachowania się na polu walki. Natomiast te specjalności, o których pan wspomniał wcześniej, będą rozpatrywane w kolejnym etapie.

Jak wygląda takie szkolenie? Pierwsze, z tego co wiem, odbędzie się we wrześniu?

- Tak, zgodnie z przyjętym modelem szkolenia w wojskach obrony terytorialnej, szkolenie składa się ze szkolenia podstawowego, szkolenia specjalistycznego i zintegrowanego. I w ramach tego szkolenia podstawowego osoba, która miała kontakt z wojskiem, przychodzi na szkolenie wyrównawcze, 8-dniowe. Natomiast, tak jak pan nigdy nie miał do czynienia z wojskiem, zapraszamy na szkolenie 16-dniowe, które kończy się przysięgą wojskową.

Zgłaszają się do wojska obrony terytorialnej ludzie, którzy normalnie pracują, chodzą codziennie do pracy. Wyjazd na takie szkolenie wiąże się z tym, że do tej pracy nie pójdą. Mogą być też wzywani do różnego rodzaju akcji. Czy pracodawca musi zwolnić takiego pracownika? Czy też może powiedzieć, że ten pracownik jest mu potrzebny i go nie puścić?

- Pracodawca ma obowiązek zwolnić takiego pracownika i dostaje odpowiednią gratyfikację. Pracownik nic nie traci. Pracodawca zyskuje. Pracodawca dostaje pieniądze, a żołnierz też - za gotowość i za to szkolenie otrzymuje gratyfikację finansową. Warunkiem również jest, żeby stawił się na to szkolenie rotacyjne. Odbywa się ono w sobotę, niedzielę i nie koliduje z pracą.

Założenie jest również takie, aby ci żołnierze wojsk obrony terytorialnej pomagali na przykład przy zwalczaniu skutków klęsk żywiołowych. W ubiegłym roku w naszym regionie nie mieliśmy żołnierzy wojsk obrony terytorialnej - mówię o ubiegłorocznych, sierpniowych nawałnicach - ale jeśli byśmy mieli tych żołnierzy, to oni dostaliby wezwanie, aby usuwać skutki tych nawałnic?

- Oni byliby wezwani w pierwszej kolejności do usuwania tych skutków nawałnic i pomocy miejscowej ludności.

A jeśliby żołnierz wojsk obrony terytorialnej powiedział - gdy otrzymuje telefon - ja teraz nie mogę, bo wyjeżdżam z rodziną na weekend?

- On podpisuje z nami kontrakt. To jest umowa i po takiej informacji my zrywamy z tym żołnierzem kontrakt i dziękujemy za służbę.

Około 700 osób znajdzie się w 8. Kujawsko-Pomorskiej Brygadzie Obrony Terytorialnej. Jaką popularnością się w tej chwili cieszy? Ilu ludzi się już do tej pory do was zgłosiło?

- Bardzo dużą popularnością. W tej chwili, po tygodniu, mamy około 100 wniosków. Dodam jako ciekawostkę, że mamy już jednego lekarza i jednego prawnika w swoich strukturach. (...)

Tomasz Sztreker

Tomasz Sztreker. Fot. Tomasz Kaźmierski"Katolicka Rewolucja w Biznesie - Moja Firma - Polska Sprawa" - to nazwa konferencji, które odbędą się w Ostromecku i w Toruniu. O kierowaniu się chrześcijańskimi wartościami w prowadzeniu firmy, etycznym marketingu oraz moralności podatków mowa była w Rozmowie Dnia w Polskim Radiu PiK. Gościem Macieja Wilkowskiego był organizator konferencji, Tomasz Sztreker z Polskiej Akademii Biznesu.

Maciej Wilkowski: Polska Akademia Biznesu, dziś w Ostromecku, jutro w Toruniu organizuje bezpłatne konferencje dla chrześcijańskich przedsiębiorców. Kto przychodzi na tę konferencję?

Tomasz Sztreker: Oprócz przedsiębiorców dosyć dużą grupą są również studenci, którzy planują założyć działalność gospodarczą, ale także w niektórych miastach, na przykład w Pile, mieliśmy grupy uczniów którzy są żywo zainteresowani tym tematem i chcą również włączyć się w zmienianie otaczającego nas świata właśnie na bardziej chrześcijański, szczególnie biorąc pod uwagę biznes.

Mówicie jak osiągnąć sukces dzięki chrześcijańskim zasadom w biznesie, można osiągnąć sukces kierując się tymi zasadami?

Powinniśmy sobie odpowiedzieć na pytanie czym jest sukces, jak już sobie na nie odpowiemy to wtedy zdecydowanie, to jest jedyna droga żeby ten sukces odpocząć w życiu pod warunkiem, że ten sukces to jest nasza droga do zbawienia. Natomiast mówiąc już tak typowo biznesowo, mając pod uwagę zwykłe statystyki, to patrząc na okres długofalowy rzeczywiście to wartości w biznesie, uczciwość, podejście godziwe do pracownika daje długofalowo najlepsze możliwości, żeby ten sukces finansowy osiągnąć, kiedy człowiek stoi na pierwszym miejscu, więc tak jak najbardziej, to daje niesamowite możliwości żeby go osiągnąć.

Czy przestrzeganie tych zasad wydłuża drogę do osiągnięcia sukcesu?

Zdecydowanie tak. To w ogóle nawet nie mamy co się zastanawiać, jeżeli ktoś chce krótkofalowo to osiągnąć, oczywiście na Pan Bóg potrafi czasem pobłogosławić tak, że od razu się uda jakąś umowę zrealizować, natomiast na pewno potrzeba na to dużo więcej czasu niż tydzień dwa, żeby rozwinąć swoją firmę. To jest jakby takie normalne podejście do biznesu, które pokazuje, że tylko i wyłącznie wtedy kiedy staramy się i kiedy myślimy nad tym jak możemy długofalowo budować relacje zarówno z pracownikami, z kontrahentami, to daje możliwości naszego rozwoju.

Taki cytat: pierwszy milion trzeba ukraść, potem zostaje się działającym legalnie przedsiębiorcą. To jest cytat niesłusznie jak się okazało przypisywany Janowi Krzysztofowi Bieleckiemu. Porozmawiajmy o tym. Pierwszy milion trzeba ukraść?

Na naszych konferencjach występuje dużo przedsiębiorców, którzy w dosyć oryginalny sposób zaczynali swoje biznesy. Jednym z nich na przykład jest 16. najbogatszy Polak według Forbesa 2013 roku, który akurat odziedziczył swój majątek po bracie, ale są też tacy przedsiębiorcy, którzy na samym początku byli menadżerami, zarobili odpowiedni kapitału i dopiero wtedy zaczęli budować swoje działania, ale są i tacy którzy zaczęli te działania realizować i wszystko im padło i wrócili i zostali tymi menadżerami, w związku z tym na tych poziomach menadżerskich zarabiają naprawdę godziwe pieniądze i myślę że ten pierwszy milion są w stanie na tych stanowiskach również osiągnąć. Na pewno nie jest to łatwe, biorąc pod uwagę bardzo duży zakres świadczeń, który mamy w naszym kraju, bo to blokuje przed wyjściem z tej strefy małego czy mikroprzedsiębiorstwa, do chociażby poziomu średniego. Niestety w Polsce mamy tych firm które są powyżej 250 pracowników niecałe 3000, więc to jest tak naprawdę nic, tych średnich firm mamy koło 17500, a tego planktonu czyli tych wszystkich firm między innymi takich jak moja, jest ponad dwa miliony i to widać, że ta bariera niestety jest trudna do przekroczenia, dla każdego.

Kto to jest dobrze zarabiający Polak? Ile miesięcznie trzeba zarobić by być dobrze zarabiającym?

To taka osoba, która jest w stanie wyżywić swoją rodzinę i mieć pieniądze na inwestycje. Napoleon Hill rozpisał kiedyś taki swój system, on napisał "Prawa sukcesu" i tam właśnie opisywał ile procent powinniśmy przeznaczyć w naszym budżecie na nasze sprawy związane z życiem, na sprawy związane z inwestycją, kiedyś to przeliczałem na złotówki i chyba to wychodziło, choć zależy od miejsca zamieszkania, w takim mieście jak Bydgoszcz, pieniądze, które są poziomem godziwego życia i jednocześnie rozwoju, to było około 5 tyś. na jedną osobę pracującą. Jeśli jest to rodzina to wychodzi około 10 tyś. zł. Wtedy można wyjechać na wakacje i odpocząć, a z drugiej strony mieć środki na życie.

Dariusz Kurzawa

Dariusz Kurzawa. Fot. archiwum PR PiKPolskie Stronnictwo Ludowe rozpoczęło zbiórkę podpisów pod obywatelskim projektem ustawy "Emerytura bez podatku". W jaki sposób podpisy zbierane będą w naszym województwie? Ile zyskaliby emeryci i jakie są szanse na powodzenie tego projektu? O to pytaliśmy wicemarszałka województwa kujawsko-pomorskiego i członka Rady Naczelnej PSL Dariusza Kurzawę.


Maciej Wilkowski: Chciałby pan mieć w przyszłości emeryturę bez podatku?

Dariusz Kurzawa: Na pewno i dlatego też ta akcja PSL, bo gdy patrzę na emeryturę np. mojej mamy czy wielu innych znajomych, którzy już emerytury bądź renty pobierają, to naprawdę przydałoby się to 100, 200 czy 300 złotych, a czasami i więcej, żeby zapłacić jakieś rachunki, czy mieć trochę więcej na lekarstwa. Dla osób, które mają przychód 800 czy 900 złotych miesięcznie z tytułu emerytury rolniczej, to 100 czy 200 zł to jest duży zastrzyk finansowy.

Emerytura bez podatku to nie jest nowy pomysł PSL. Próbowaliście już przeprowadzić ten pomysł przez Parlament, zakończyło się to niepowodzeniem, teraz jest nowy sposób czyli obywatelski projekt ustawy "Emerytura bez podatku". Czy ten projekt dotyczy wszystkich emerytów czy też tych, którzy mają najniższe emerytury?

Jeżeli mamy zrównać to dotyczy to wszystkich, nam zależy na tym, żeby każdy to odczuł. Wiadomo, że emerytury w naszym kraju są mocno zróżnicowane, w zależności od tego, kto jakie miał przychody, ale uważamy, że powinno to dotyczyć wszystkich. Zależy nam też na tym by był to projekt obywatelski, bo nad odrzuceniem projektu obywatelskiego już się bardzo mocno PiS zastanowi, jeżeli będzie pozbierane setki, a mam nadzieję, że i może ponad milion podpisów, to wtedy rzeczywiście ten głos ludu będzie słyszalny i mam nadzieję, że rzeczywiście się przełoży, skoro vox populi vox dei, no to w tym momencie chyba też prezes [PiS dop. red] podejdzie w ten sposób do rozstrzygnięcia właśnie o emeryturze bez podatku.

A może jednak ci bogatsi emeryci nie powinni mieć zwrotu podatku?

Skoro jest 500+ dla wszystkich to dlaczego inaczej powinno być z emeryturami, nie ma tam cenzusu majątkowego. Tylko chodzi o liczbę dzieci w rodzinie i ewentualnie dla najbiedniejszych to świadczenie 500+ jest wtedy większe. W przypadku emerytur można zrobić podobnie czyli dla wszystkich.

W sobotę podpisy pod tym projektem zbierano w Szczecinie, Białymstoku, a kiedy i gdzie u nas będą zbierane?

Ta akcja za chwileczkę ruszy, rozmawialiśmy na ten temat w sobotę podczas zarządu wojewódzkiego PSL w powiecie inowrocławskim, spotkaliśmy się w Gnojnie i tam właśnie dyskutowaliśmy też m. in. na temat zbierania podpisów i przygotowania tej akcji, wobec tego za chwilkę mogą się państwo spodziewać, że trafią do wielu domów i także na ulice zbierający te podpisy, pojawią się też u zainteresowanych czyli u emerytów.

O zbliżających się wyborach samorządowych też rozmawialiście?

Tak, to bardzo gorący temat, wszystkie partie przygotowują się do jesiennych wyborów, nie inaczej jest z partią, która ma największą reprezentację w samorządach czyli PSL, rozmawialiśmy o wyborach do sejmiku, rad powiatu, wójtów, burmistrzów, prezydentów i do rad miejskich i rad gminy. Rozmawiamy o kandydatach i za miesiąc, półtora będziemy mieli gotowe listy do sejmiku, tak naprawdę one są już gotowe w 80%, jeżeli chodzi o kandydatów w poszczególnych okręgach, pewne problemy wynikają z tego, że nadal jest to wahanie związane z wielkością okręgów wyborczych. (...).

Będziecie mieli kandydatów na prezydentów Bydgoszczy, Torunia, Włocławka, Grudziądza i Inowrocławia?

Myślę, że swoich kandydatów z legitymacją PSL nie będziemy mieli. (...).

Łukasz Schreiber

Łukasz Schreiber. Fot. archiwum PR PiKCzy "danina solidarnościowa", którą mieliby płacić najzamożniejsi Polacy na rzecz najbardziej potrzebujących, to najlepsze rozwiązanie problemów najuboższych? Skąd będą pochodziły pieniądze na program "Dostępność Plus" i czy uda się zorganizować jesienne wybory samorządowe już z przyjętymi zmianami? O tym mówi gość Macieja Wilkowskiego w "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK - bydgoski poseł PiS, Łukasz Schreiber.

Maciej Wilkowski: Dzień dobry, dzisiaj moim i państwa gościem jest bydgoski Poseł Prawa i Sprawiedliwości Łukasz schreiber, który jest w Warszawie.

Łukasz Schreiber - Witam serdecznie!

Panie pośle, "Polska jest jedna" - tak nazywa się akcja, w której udział biorą m.in. parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości, jeździcie po Polsce, spotykacie się z mieszkańcami. Wiem, że pan w ten weekend był m.in. w Piszu, w Sejnach, w Suwałkach. Już się pan pochwalił na Facebooku, że smakowały panu kartacze, ale nie jeździ pan po to, by poznawać uroki polskiej kuchni.

- Zgadza się! Jeździmy po to oczywiście, aby rozmawiać z Polakami, aby przedstawiać nasze ostatnie propozycje, które zostały zaprezentowane na konwencji, ale przede wszystkim po to, by ich zapytać - co uważają i jak uważają, które sprawy idą ich zdaniem w dobrym kierunku, z których są może mniej zadowoleni, czego najbardziej oczekują?

I co usłyszał pan w ten weekend?

- W zasadzie ten przekaz jest dość podobny. Powiem szczerze, e sam w naszym okręgu bydgoskim odbyłem z 80 takich spotkań wcześniej (...) to jest akcja ogólnopolska skorelowana jeszcze z paroma innymi rzeczami, natomiast jest generalne - przynajmniej mówimy w tym momencie o osobach, które przychodzą na te spotkania - zadowolenie z ogólnego kierunku zmian, jest oczekiwanie największe na pewno ze strony emerytów na zmiany, na poprawę sytuacji. Są tematy lokalne, ważne, infrastrukturalne. Tematy służby zdrowia też są w centrum zainteresowania. Wszystkie te rzeczy to nie jest tylko odhaczenie spotkania. Robimy takie można powiedzieć sprawozdania z tych wyjazdów. To ma też dać szerszy obraz w skali kraju, jak się przedstawia sytuacja.

Patrzyłem na mapę tych spotkań, które odbyły się w ostatni weekend i nasze województwo, nasz region był pustynią. To kiedy takie spotkania i gdzie odbędą się w naszym województwie?

- To będzie ponad 700 spotkań w skali kraju i teraz akurat była Polska Wschodnia głównie. Ja nie koordynuję miejsc wyjazdu, to to robi kto inny, ale z tego co wiem to przyszły, a na pewno jeszcze ten majowy weekend pierwszy, to na pewno będą spotkania w Kujawsko-Pomorskiem. Jest takie założenie, że ci liderzy naszej partii, ministrowie i ta dziesiątka posłów, która jest dołączona - w tym faktycznie ja - nie jeżdżą do swoich okręgów. To oznacza też, że na pewno te spotkania w naszym regionie nie będą ze mną.

Temat, który panu jest bliski, a mianowicie wybory - czy uda się je przeprowadzić z przyjętymi już zmianami, chodzi mi przede wszystkim o transmisje internetowe. Powołam się na portal samorządowy, który napisał, że to skończy się wielką klapą m.in. dlatego, że w wielu miejscach, w których są Obwodowe komisje wyborcze, czyli w szkołach, albo nie ma dostępu do internetu albo jego przepustowość jest niewystarczająca. Będzie klapa?

- To takie strachy, które można przeczytać o każdej zmianie, którą wprowadzamy. Pamiętam, że jak byłem wnioskodawcą ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej, to opozycja i szereg branżowych portali pisały, że teraz to ściągalność VAT-u spadnie, bo będzie takie zamieszanie. Jaki jest efekt, to wszyscy widzimy. Natomiast w tej konkretnej sprawie, to takie rzeczy Zostały przygotowane też w tej ustawie, tzn. jeżeli gdzieś nie będzie możliwości transmisji internetowej, to po prostu jej nie będzie i tyle. Nie ma mowy o żadnej klapie. Natomiast jest dyrektywa europejska, którą przyjęliśmy, która wchodzi w życie 25 maja bodajże, która rzeczywiście - jak zauważa RORO - powoduje czy stawia pod znakiem zapytania samą możliwość transmisji.

No właśnie. Czy może być tak, że nigdzie nie będzie tych transmisji?

- Tak! Wydaje mi się, że w związku z tym - czy to się nam podoba, czy nie - że prawo europejskie, akt prawa europejskiego znosi akt prawa krajowego, jest w tym wypadku nadrzędne, więc tych transmisji najprawdopodobniej nie będzie.

To teraz wybory u nas. Chodzi mi w tym kontekście o zmiany w okręgach wyborczych w naszym regionie zaproponowane przez Urząd Marszałkowski. Liczba mieszkańców naszym województwie spadła poniżej dwóch milionów, dlatego wybierać będziemy nie 33 a 30 radnych do sejmiku no i pojawiły się problemy (...) Jak pan odnosi się do tych zmian, do tych propozycji?

- To warto się cofnąć jeszcze do czasu, kiedy faktycznie proponowaliśmy zmiany, w ustawach, które także ten problem miały rozwiązać. Tzn. my proponowaliśmy żeby minimalna ilość radnych wybierana w okręgu, to byłoby trzech i wtedy nie byłoby żadnych problemów. Po prostu Toruń byłby samodzielnym okręgiem 3-mandatowym, Bydgoszcz byłaby samodzielnym okręgiem 5-mandatowym, a w pozostałych od 4 do 6 radnych byśmy wybierali w sposób naturalny. Te zmiany były bardzo mocno zwalczane przez opozycję. My się cofnęliśmy, bo to nie chodziło o żadne ustawianie tych okręgów pod nas. Dziś, w związku z tymi przepisami, które istnieją, można tylko robić jakieś mniej lub bardziej pokraczne propozycje, tak jak tutaj - dołączenie Rypina do Grudziądza, połączenie Żnina ze Świeciem. Jest druga propozycja, która jest na stole bydgoskiej rady, a w zasadzie propozycja radnych Platformy i SLD z tejże bydgoskiej radny. I to jest muszę powiedzieć jakieś kuriozum większego rodzaju, bowiem ta propozycja idzie w myśl tego, by okręgi grudziądzki i toruński połączyć w jeden, co niby ma dać przewagę w ilości mandatów bydgoskiej stronie województwa nad toruńską, ale tworzy 9-mandatowy okręg toruńsko-grudziądzki i efekt będzie taki - gdyby przyjąć tę propozycję - że będzie więcej radnych z Torunia niż z Bydgoszczy. Być może chodzi o poprawienie wyniku Platformy Obywatelskiej, ale jest to już nie tylko sprzeczne z logiką ale też z interesem miasta.

No tak, ale zmiany trzeba wprowadzić, prawda? Chociaż nowa propozycja ani druga jak słyszę nie zyskują pańskiej akceptacji. Ta pierwsza, o której rozmawialiśmy również nie zyskuje akceptacji Krajowego Biura Wyborczego, to zapytam jeszcze pana o jedną rzecz związaną z wyborami, a mianowicie o propozycję zgłoszoną przez wicepremiera Jarosława Gowina. Chodzi o głosowanie rodzinne. Co pan na to?

- To jest taka propozycja raczej rzucona do do jakiejś dyskusji. Oczywiście są ku temu można powiedzieć jakieś przesłanki. Byłyby zwłaszcza w sytuacji, w której mamy do czynienia ze społeczeństwem, ale dzisiaj - w obecnych warunkach - to nie widzę możliwości wprowadzenia takiej zmiany. Tutaj jakby nie ma się co specjalnie chyba rozwodzić.

O jeszcze jedną propozycję, o której ostatnio słyszeliśmy zapytam pana na koniec naszej rozmowy. Chodzi o "daninę solidarnościową". Mieliby ją płacić najzamożniejsi Polacy na rzecz najbardziej potrzebujących. Co pan o tym sądzi?

- Wie pan, ja generalnie nie jestem zwolennikiem podwyższenia komukolwiek podatków. Natomiast tu mamy do czynienia z sytuacją - powiedzmy - wyjątkową z osobami, które są wyjątkowo nie z własnej winy przecież w bardzo trudnej sytuacji. Mówimy o osobach niepełnosprawnych i na pewno znalezienie jakiegoś rozwiązania by im znacząco poprawić sytuację, jest potrzebne. Zobaczymy, poczekajmy jeszcze chwilę jakie z nich to będzie - być może będzie to ta danina. Jeżeli będzie, to zgodnie z zapowiedziami pana premiera ma dotyczyć jedynie pół procenta najlepiej zarabiających.

A jak to określić? Kto się "załapie" do tej półprocentowej grupy? Jakiś próg będzie?

- Zapewne będzie jakiś próg. Dzisiaj biorąc pod uwagę, że w tej wyższej stawce podatkowej - czyli Polaków, którzy łapią się w jakikolwiek sposób na zapłatę 32 procent pitu jest niecałe 3% - to nie wiem, to będą pewnie osoby które zarabiają 120- 130 tysięczy złotych minimum rocznie. Tak to by wychodziło. Ale zamiast dywagować, poczekajmy chwilę, bo te propozycje mają być na początku maja przedstawione kompleksowe tak, by rozwiązać problem systemowo, a nie tylko nie łatać chwilowo te problemy, tak jak to robili poprzednicy, także mam nadzieję, że wszyscy będą mogli być jakoś usatysfakcjonowani.

Na tym kończymy, bardzo serdecznie dziękuję panie pośle za rozmowę. Gościem "Rozmowy dnia" w Polskim Radiu PiK, prosto z warszawskiego studia Polskiego Radia, był dziś poseł Prawa i Sprawiedliwości z Bydgoszczy, Łukasz schreiber.

- Dziękuję bardzo.

Ireneusz Nitkiewicz

Ireneusz NitkiewiczW ostatnich sondażach SLD wyraźnie przekracza próg wyborczy, gwarantujący partii miejsce w parlamencie. Jednak na razie Sojusz koncentruje się na wyborach samorządowych. W sobotę organizuje wojewódzką konwencję, na której m.in. zaprezentuje kandydata na prezydenta Włocławka. Samorządowa kampania wyborcza jest jednym z tematów Rozmowy Dnia Polskiego z Ireneuszem Nitkiewiczem - przewodniczącym Sojuszu Lewicy Demokratycznej w Kujawsko-Pomorskiem.

Maciej Wilkowski: Sondaże wskazują, że SLD znajdzie się w przyszłym parlamencie. Gdyby wybory odbyły się teraz - w kwietniu, na SLD zagłosowałoby 7 procent wyborców - tak wynika z sondażu Kantar Public, a w sondażu Instytutu Badań Pollster dla Wiadomości, SLD uzyskuje 9 proc. Czy w Sojuszu strzeliły korki szampanów?

Ireneusz Nitkiewicz: Absolutnie nie. Jesteśmy jednak pokorni, wyborcy dali nam lekcję pokory, wyciągnęliśmy wnioski. Pracujemy rzetelnie w samorządach - przewodniczący z sekretarzem jeżdżą po kraju - od powiatu do powiatu, od gminy do gminy, motywując struktury do rzetelnej pracy i do bycia blisko ludzi. Myślę, że to stąd jest efekt rzetelności, obrony mundurowych, którzy są pokrzywdzeni odpowiedzialnością zbiorową, na co się nie zgadzamy i mówienie o tym, co faktycznie w kraju ludzi boli. Przekonaliśmy się, że musimy... zawsze ciężko pracowaliśmy, no ale zdarzały nam się potknięcia, zbyt duża wiara we własne siły. Zweryfikowaliśmy to, pracujemy tak dalej, jak solidnie pracowaliśmy. Ja zawsze przypominam, a dzisiaj wiele osób zapomniało, że to lewica wprowadziła Polskę do Unii Europejskiej. To, z czego dzisiaj wszyscy korzystamy, to była nasza ciężka praca, oczywiście przy akceptacji Polaków. Potrafiliśmy przekonać Polaków do trudnego tematu - przełomowego w historii Polski, ale udało się. Później zapłaciliśmy cenę za ileś tam błędnych decyzji, ale dzisiaj wyciągamy wnioski. Uczymy się na własnych błędach i do przodu.

Wspomniał pan o ustawie degradacyjnej. Dzisiaj prezydent rozpoczyna konsultacje, weźmiecie w nich udział?

- Oczywiście, bronimy służb mundurowych. Uważamy, że jakakolwiek odpowiedzialność zbiorowa jest błędna, zła i niedobra. Ustawa, która dotknęła pracowników służb mundurowych przypomnę spowodowała już kilkanaście przypadków śmierci osób, które zmarły w wyniku zawału, kiedy dostały decyzję obniżającą im znacznie emeryturę. To nie są osoby, które były przestępcami, tak jak się to mówi - ci źli ubecy. To są często też i sportowcy, takie były wówczas warunki zatrudnienia. Jest wiele indywidualnych przypadków. Wszystkie te osoby zostały zweryfikowane po 1989 r. i uważamy, że to jest zwyczajny skandal - taka masowa odpowiedzialność, która nie powinna mieć miejsca w cywilizowanym kraju.

A gdyby to było rozpatrywane indywidualnie, a nie zbiorowo?

- Myślę, że wszystkie osoby, które dopuściły się jakichkolwiek ataków na działaczy opozycji przed 89 rokiem zostały ukarane przez sądy. Jeżeli nie, jeżeli są osoby, które w jakiś sposób ominęła sprawiedliwość, to indywidualne przypadki można rozpatrzeć, ale nie można robić tego zbiorowo. Wiele osób, które przynosiły nam chwałę, jak na przykład "Orły Górskiego", były zatrudnione na takich, a nie innych etatach, ale nie miały nic absolutnie wspólnego [ ze służbami - dop. red.], dzisiaj są odpowiedzialne. Sportowcy Zawiszy, którzy są odpowiedzialni, to jest skandal i to jest ten problem (...)

Jutro w Wieńcu odbędzie wojewódzka konwencja Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Jak rozumiem skupiacie się na wyborach samorządowych

- Tak, Wieniec-Zdrój to uzdrowisko, więc SLD po tej rekonwalescencji, kiedy wyszliśmy z Sejmu, wracamy do dobrego zdrowia w sondażach. One są dla nas optymistyczne, idziemy do przodu. Chcemy podsumować wotum zaufania dla zarządu wojewódzkiego, będzie też przedstawiony kandydat na prezydenta Włocławka, ale o tym jutro, ponieważ struktury muszę jeszcze o tym ostatecznie zadecydować. (...) Chcemy powiedzieć o kilku pomysłach na wybory samorządowe, mamy dobrych kandydatów na każdym szczeblu samorządu...

Do prezydentów wrócimy za chwilę, poruszył pan wątek sejmiku, który w województwie kujawsko-pomorskim jest dla was pustynią. Właściwie macie tam jednego rodzynka - to radny Stanisław Pawlak. Taki stan posiadania chyba was nie zadowala?

- Absolutnie, po drodze trafił się nam jeszcze jeden dezerter, ale to już było, minęło. Idziemy do przodu. Przypomnę, jest zobowiązanie wobec wszystkich byłych parlamentarzystów, że jeżeli będą kandydować w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych, to muszą kandydować w wyborach do sejmiku. Będziemy więc mieli osoby, które są autentycznymi liderami. Rozmowy jeszcze trwają. Wszystkich nazwisk nie ujawnię, bo nie mam jeszcze zgody, ale na pewno będzie to Jerzy Wenderlich, który przypomnę pomimo, że SLD nie weszło do Sejmu, w okręgu toruńsko-włocławskim zrobił pierwszy wynik, pokonał wszystkich posłów - Platformy, PiS-u i PSL, ale i tak nie znalazł się w Sejmie z tak dużym poparciem społecznym. Na pewno będzie to prawdziwa lokomotywa... W Bydgoszczy również będziemy myśleli o mocnych nazwiskach.

Czy to jest uczciwe, że ci, którzy chcą wystartować do Sejmu czy Senatu mają najpierw przejść taki chrzest bojowy w wyborach samorządowych, na przykład do sejmiku, i załóżmy, że zostają radnymi. Zostają nimi na rok?

- Ale tak się dzieje i myślę, że nie jest to nic złego. To jest budowanie poparcia dla partii (...) takie przetarcie na powrót w polityce. To są mocne nazwiska i wyborcy zdecydują, jak chcą zagłosować. My dajemy talię asów, a wyborcy z tej talii wybiorą postać, na którą będą chcieli zagłosować.

Będzie pan kandydował do sejmiku?

- Na razie tutaj skupiam się na Bydgoszczy.

Tak się pan skupia na Bydgoszczy, że nie będzie pan kandydował w wyborach na prezydenta miasta.

- Tak, to jest moja decyzja sprzed kilku dni. Uważam, że byłoby to trochę za szybko. Bydgoszcz jest dużym organizmem, o czym mówię (...). Staram się być codziennie blisko z ludźmi. Myślę, że jeszcze jedna kadencja pozwoli mi lepiej zrozumieć samorząd. Uważam, że każda droga zawodowa - czy polityczna czy w przedsiębiorstwie, powinna iść etapami, spokojnie, bez takich zrywów. Ja chcę małymi krokami do przodu.

A więc rada miasta. W Bydgoszczy o fotel prezydenta powalczy albo Anna Mackiewicz albo Jan Szopiński, organizujecie prawybory. Przypomnę w 2014 roku Anna Mackiewicz zdobyła 7,87 proc. głosów, a w 2010 Jan Szopiński podobny wynik - 7,33 proc. Z tego wynika że przekroczenie 10 proc. jest mało realne.

- Myślę, że nie. W tej kadencji przepracowaliśmy solidnie. Według bydgoskich mediów Jan Szopiński znalazł się wśród najaktywniejszych radnych, Anna Mackiewicz zawsze cieszy się wysokim poparciem w wyborach do rady miasta, więc liczę, że ten wynik będzie realnie większy. Pracujemy na to, wyborcy ocenią. Wcześniej będą prawybory w SLD.

Czy macie już kandydatów na prezydentów Inowrocławia, Grudziądza czy Torunia?

- Tu cały czas trwają rozmowy. Ja nie ukrywam, że namawiam wszystkich kolegów, żeby połączyć lokalne środowiska tak, żeby nic nie było z boku. Cały czas, od kiedy zostałem szefem SLD w regionie powtarzam, że moim marzeniem, i zacznijmy tu od lokalnego podwórka, bo wiem, że w polityce krajowej na razie jeszcze jest trudno, żeby połączyć wszystkie organizacje, stowarzyszenia, partie lewicowe, żebyśmy szli razem pod jednym szyldem. W Bydgoszczy boleśnie się o tym przekonaliśmy. Obok było niewielkie ugrupowanie lewicowe i do kolejnego mandatu w Fordonie zabrakło nam 18 głosów, więc wyciągamy wnioski i dlatego rozmawiamy tak, żeby to byli tacy kandydaci, na których wszyscy się zgodzili i poparli.

Jacek Warczygłowa

Jacek Warczygłowa. Fot. Iwona Muszytowska-Rzeszotek"Partie polityczne mają za dużo pieniędzy. Trzeba to zmienić" - mówią politycy .Nowoczesnej. Jacek Warczygłowa, gość "Rozmowy dnia" w Polskim Radiu PiK, członek Rady Krajowej partii powiedział, że klub złoży w Sejmie projekt zmiany ustawy o finansowaniu partii politycznych.

Marcin Kupczyk: Niedawno odbyła się Konwencja Mazowiecka Platformy Obywatelskiej i .Nowoczesnej. W czasie obrad poinformowano o zawiązaniu koalicji która ma objąć m.in. wspólne listy do sejmików, a także kandydatów na włodarzy miast. Jak zapowiedzieli liderzy Platformy Obywatelskiej i .Nowoczesnej, obie formacje wystartują wspólnie pod nazwą Platforma Nowoczesna Koalicja Obywatelska. Skąd taka decyzja? Dlaczego właśnie tak?

Jacek Warczygłowa: - Podkreślmy przede wszystkim, że temat dotyczy województwa mazowieckiego, że była to Konwencja Mazowiecka i wszystkie podjęte tam tematy i sprawy dotyczyły województwa mazowieckiego. Tam udało się Platformie Obywatelskiej i .Nowoczesnej zawrzeć porozumienie dotyczące wyborów zarówno do sejmiku jaki na prezydentów pięciu największych miast oraz do rad dzielnic gmin na terenie Warszawy. Wiadomo, Warszawa jest troszeczkę inaczej podzielone niż reszta krajów jeśli chodzi okręgi wyborcze i tam będą wspólne listy PO i .Nowoczesnej. Dlaczego? Dlatego, że przede wszystkim chcemy w tych wyborach osiągnąć sukces. Aktualna ordynacja wyborcza premiuje podmioty, które potrafią wspólnie stworzyć jedną listę, stąd chcemy razem wystąpić na listach po to, żeby powstrzymać próbę zawłaszczenia samorządów przez Prawo i Sprawiedliwość.

Proszę powiedzieć czy jest to tylko "koalicja taktyczna"? Bo przecież niektórzy krytycy teraz mówią - dobrze, że się połączyli, przynajmniej grają w otwarte karty. Takie słowa padły z ust niektórych polityków, nawet u nas na antenie Polskiego Radia PiK - "Niech nowoczesna przestaje udawać, że jest czymś innym niż Platforma Obywatelska. Przypomnę co mówił niedawno Ryszard Petru - "Trzeba przypomnieć nam wszystkim po co powstała .Nowoczesna. Powstaliśmy w kontrze do Platformy Obywatelskiej, nie zwracaliśmy się na skok na OFE, nie zgadzaliśmy się na brak reform, byliśmy przeciwni "polityce ciepłej wody w kranie" (...) Szef mazowieckiej Platformy Obywatelskiej, Andrzej Halicki poinformował, że koalicja ma charakter ogólnopolski, nie tylko mazowiecki.

- Trudno mi jest Odnieść się do słów pana Halickiego. Każdy mówi to, co uważa. Chciałem jednak powiedzieć, że wybrał Pan doskonałe cytaty - nic się tutaj nie zmieniło. .Nowoczesna dalej ma te wszystkie postulaty w pakiecie programowym. Jednak Platforma Obywatelska wiele rzeczy zrozumiała, wiele rzeczy usłyszała. PO zdaje sobie dzisiaj sprawę z tego, co co zrobili źle mając 8 lat szansy na dokonanie bardzo wielu rzeczy. Zrobili tylko część z tych rzeczy. O to mieliśmy głównie pretensje, że jakby brakuje determinacji, szczególnie w drugiej części rządów Platformy Obywatelskiej brakuje determinacji, brakuje tempa tych zmian. Dlatego sugerowaliśmy, że trzeba to robić inaczej. Dlatego zaproponowaliśmy inne troszkę punkty programowe. Dlatego zaproponowaliśmy swoich działaczy, swoich nowych ludzi, którzy mają zupełnie inne podejście, mają determinację, wywodzą się z zupełnie jakby innych grup społecznych. Po prostu są to przedsiębiorcy, są to działacze ruchów obywatelskich, są to ludzie mający doświadczenie życiowe pozwalające im mieć własne zdanie. Nie patrząc na sondaże, nie patrząc na to co się komu podoba.

Krótko mówiąc, czy to będzie trwała koalicja czy tylko na czas wyborów? Po to, żeby zwiększyć swoje szanse...

- Nie wiem, to trudne pytanie. Na ten moment myślimy o wyborach samorządowych. Oczywiście rozmawiamy też o programie, bo to jest podstawą tego co nas będzie łączyło później i widzimy, że jest to bardzo wiele punktów wspólnych. Nie różnimy się w taki sposób, który uniemożliwiałby nam dalsze rozmowy. Skoro mamy wiele spraw, które możemy wspólnie procedować, wspólnie dążyć do ich załatwienia, no to dlaczego nie mielibyśmy razem spróbować?! Nie chcemy dopuścić przede wszystkim do tego, żeby w samorządach utrwaliły się złe rządy, które pokazuje w tej chwili centralnie Prawo i Sprawiedliwość. Samorządy to bliskie ludziom miejsce, tutaj decyduje się o zupełnie innych sprawach. Chcielibyśmy, żeby zajmowali się tym fachowcy - ludzie, którzy nie są pazerni, którzy nie są nastawieni na grabienie pieniędzy, którzy mają inne podejście do tych wszystkich spraw. Dlatego musimy zaoferować społeczeństwu możliwość wyboru, inaczej społeczeństwo miałoby do nas duże pretensje. Spotykamy się wielokrotnie w różnych miejscach z obywatelami, z mieszkańcami naszych miast. Wszyscy nam mówią - musicie iść razem, nie możecie pozwolić na to, żebyście przegrali poprzez wewnętrzne spory. Dlatego odpowiadamy na takie postulaty.

.Nowoczesne opowiada się za jak najszybszym wejściem Polski do "strefy euro". Przypomina, że wchodząc do Unii Europejskiej zgodziliśmy się także na przyjęcie wspólnej waluty i że najwyższy czas to zobowiązanie spełnić. A według polityków .Nowoczesnej jest w tej chwili najlepszy czas do rozpoczęcia narodowej debaty na ten temat. Proszę powiedzieć, dlaczego powinniśmy jak najszybciej wstąpić do "strefy euro"?


- Ponieważ "strefa euro" dałaby nam ogromne szanse gospodarcze po raz kolejny oraz zapewniła także bezpieczeństwo geopolityczne na wyższym poziomie niż w tej chwili mamy. Waluta euro przyjęła się na świecie, w tej chwili w euro ulokowanych jest 27% światowych rezerwach walutowych - to jest najpotężniejsza waluta świata w tej chwili. Patrząc od chwili powstania w 2002 roku, od wejścia jej jako jako gotówki do obiegu, jest to waluta o najstabilniejszym kursie, przeżywająca najmniejsze wahania. Posiadanie tej waluty pozwoliło Grekom - mimo ogromnych kłopotów oczywiście, które znamy - ale pozwoliły im przejść przez kryzys i z tego kryzysu powoli się wydobywać. To właśnie ta silna waluta pozwala państwo małym - jak jak Estonia na przykład - czuć bezpieczeństwo. Także przez granicę z potężnym sąsiadem, ponieważ nie tylko wojska ale także waluta także pieniądz stanowią ogromną broń w dzisiejszym świecie.

Muszę panu powiedzieć przypomnieć i przekazać złą wiadomość - w ogromnej mniejszości 14% Polaków tylko jednoznacznie wypowiada się za przyjęciem euro.

Ale mi się nie boimy, że jesteśmy w mniejszości, bo my mówimy prawdę i mówimy to, co Ludzie prędzej czy później zrozumieją. Wczoraj odbyła się w Sejmie debata zorganizowana z inicjatywy .Nowoczesnej (...) Byłem na tej debacie, rozmawialiśmy tam przez kilka godzin przedstawiając argumenty, pokazując jakie są konsekwencje nieprzystąpienia do "strefy euro", jak dalece Polska traci na tym, że chce być zaściankiem, że chce pozostać na uboczu. Ale też rozmawialiśmy o szkodliwych mitach o "strefie euro", gdzie często popularyzuje się tematy poboczne. Natomiast euro i Bank Centralny Europejski wyciągnęły wnioski, bo oczywiście wprowadzając coś nowego zawsze są jakieś drobne niedoskonałości, pojawiają się błędy - ale te błędy zostały wyeliminowane, te lata doświadczeń pozwoliły stworzyć różne systemy zabezpieczające przed wzrostem cen, przed niekorzystnymi dla obywateli zmianami naprawdę i sam fakt gdyby Polska tylko ogłosiła, że chce przystąpić do "strefy euro" to siła polskiej złotówki natychmiast poszłaby w górę złotówka, by się umocniła. Natychmiast kurs wymiany pokazałby, że jesteśmy dużo lepiej usytuowani niż nam się to w tej chwili wydaje, bo ludzie często przekładają - tak jeden do jednego - przeliczają dzisiejszy kurs kantorowy, ale nie po takim kursie przecież będziemy tę walutę przyjmować. To nie tak działa. Musimy mówić Polakom co jest dla nich dobre, Polacy prędzej czy później jakby rozważą tę sytuację. Ktoś opowiada bajki, ktoś opowiada mity, ktoś ich straszy. My nie postępujemy w ten sposób, nie jesteśmy populistami.

Ostatni temat z dzisiejszej rozmowy - zdaniem polityków .Nowoczesnej, partie polityczne powinny dostawać na swoją działalność maksymalnie 5 milionów złotych. Klub zapowiada złożenie w Sejmie projektu nowelizacji ustawy o finansowaniu partii politycznych. Jednym słowem - "przycięcie" subwencji. Dlaczego?!

- Ideałem byłoby, gdyby partie potrafiły się utrzymać same i nie czerpały z budżetu państwa pełnymi garściami. Ale oczywiście zdajemy sobie sprawę, że są naprawdę rzeczy trudne do sfinansowania, które mogłyby budzić potem wątpliwości obywateli - skąd i jak się bierze pieniądze, gdybyśmy wszyscy szukali ich w kieszeniach obywateli, różnie to Zresztą może być. Przypomnę, że .Nowoczesna cały czas finansuje się sama, ze składek członkowskich i z darowizn. Potrafimy że tak powiem przekonać różne osoby do wpłacenia nam pieniędzy. Dlaczego mniej? Dlatego, że widzimy co się dzieje z pieniędzmi, które trafiają tak obficie do partii, one są wydawane w sposób bezsensowny, wydawane są na jakieś kampanie propagandowe, na propagowanie jakichś fałszywych obrazów. Teoretycznie rzecz biorąc miały być to pieniądze na ekspertów, na na opłacenie możliwości działania partii w tym sensie, że będą mogły wynająć jakiś lokal, jakąś siedzibę, że będą dostępne dla ludzi, że sfinansują wynajem lokali na spotkania, na przyjazd ekspertów, na stworzenie jakichś materiałów. Natomiast te pieniądze są wydawane zupełnie inaczej, ale to dlatego, że jest ich za dużo. Partie oczywiście też potrzebują pieniędzy na to, żeby przeprowadzić sondaże, żeby rozważyć możliwości i spytać ludzi o czym myślą. Niestety, pieniędzy jest za dużo, więc jak jest ich za dużo, to trafiają do kieszeni działaczy, to one trafiają do kieszeni jakichś zaprzyjaźnionych spółek, firm (...) Już nie chcę tutaj opowiadać, Państwo doskonale wiecie, obserwujecie życie jak to wygląda - nie tak to powinno działać. Stąd nasza propozycja, żeby zmniejszyć wydatki na partię, ponieważ widzimy, że partie nie potrafią z tych pieniędzy mądrze korzystać .

Będziemy się zatem przyglądać losom tego projektu który Państwo zamierzają złożyć w Sejmie. Czas naszej rozmowy niestety biegł bardzo szybko końca. Państwa i moim gościem był dziś pan Jacek Warczygłowa.

- Dziękuję za zaproszenie i do widzenia. Miłego dnia życzę.

Adam Bodnar

Adam Bodnar, fot. rpo.gov.plRzecznik Praw Obywatelskich odwiedził kilka miejscowości na Pomorzu i Kujawach. Na otwartych spotkaniach wysłuchiwał trosk i problemów, z jakimi borykają się mieszkańcy Inowrocławia, Płużnicy, Nakła i Tucholi. Adam Bodnar był gościem Rozmowy Dnia Radia PiK.


Marcin Kupczyk: Panie rzeczniku składa Pan zawsze przed Sejmem roczne sprawozdania z pańskiej działalności, ze stanu przestrzegania praw i wolności, jak ta sytuacja wygląda? Pogarsza się, polepsza?

Adam Bodnar: Moim zdaniem stan przestrzegania praw człowieka w Polsce pogarsza się jeśli chodzi o ochronę praw i wolności osobistych i politycznych. Natomiast polepsza się jeśli chodzi o ochronę praw socjalnych. To znaczy tutaj z pewnością dobre jest to co rząd zrobił jeśli chodzi o wzmocnienie chociażby rynku pracy i praw pracowniczych, bądź jeśli chodzi o wzmocnienie tych najsłabszych poprzez te duże transfery gotówkowe z programu 500 plus, to wpływa bardzo bezpośrednio na ochronę praw socjalnych i na realizację tych zadań konstytucyjnych. Natomiast jednocześnie należy dostrzec, że ochrona praw i wolności osobistych i politycznych ulega pewnemu pogorszeniu. Dla mnie jako rzecznika jest bardzo ważne, żeby nie tylko prawa były na papierze, ale żeby obywatele mogli faktycznie skutecznie ich dochodzić, a w wielu sytuacjach niestety tak nie jest.

Odbywa pan szereg spotkań w każdym regionie naszego kraju. Co najczęściej trapi obywateli? Z jakimi problemami pan się spotyka? Co pan słyszy na spotkaniach?

To co jest charakterystyczne dla większości spotkań na których się pojawiam, to jest to, że pojawiają się problemy występujące na skalę ogólnopolską, natomiast na szczeblu lokalnym dużo występuje problemów związanych z różnego rodzaju inwestycjami: drogowymi, energetycznymi, budową ferm hodowlanych zagrażających życiu społeczności lokalnej czy ochronie środowiska - to są bardzo istotne problemy i obywatele czasami mają takie poczucie, że są pozostawieni sami sobie, że proces konsultacji społecznych, opiniowania tych inwestycji, bądź procesy odszkodowawcze nie działają tak jak powinny. Chociażby na spotkaniu w Nakle pojawiła się duża grupa obywateli, którzy skarżyli się na konsekwencje budowy drogi S5 i na działania, które zostały podjęte w kontekście ich wywłaszczenia i to co było ciekawe w tym spotkaniu to to, że oni jakby rozumieją absolutnie potrzeby budowania dróg, rozumieją, że drogi muszę iść w tym, czy innym miejscu i że muszą te swoje grunty oddać, ale mają wrażenie, że nie są traktowani poważnie - jak obywatele - w tym całym procesie o odszkodowawczym, że to wszystko jest robione zbyt pospiesznie i przy zbyt małym uwzględnieniu ich praw oraz ich oczekiwań jako dojrzałych członków naszego społeczeństwa.

Mówił pan właśnie o tym, że do zakresu pańskich spraw z którymi pan się spotyka należą uciążliwe inwestycje, ja podam przykład: nowa linia tramwajowa w Bydgoszczy, po roku jej działania grupa mieszkańców budynków najbliżej położonych przy wiadukcie, zaczyna narzekać na potworny hałas, który im towarzyszy, od rana do późnego wieczora, inwestor w odpowiedzi na to pokazuje badania według których zakres hałasu nie przekracza norm. Co dalej?

Musimy pamiętać o tym, że każdy jednostka samorządu terytorialnego tworzy wspólnotę mieszkańców i nawet jeżeli mamy sytuacje takie, które być może nie stanowią przekroczenia norm prawnych, to obowiązkiem władz lokalnych jest dbanie o jakość życia mieszkańców. Jeżeli nawet inwestor nie chce wybudować czy ponieść dodatkowych kosztów, to być może władze powinny się zastanowić jak w takiej sytuacji zminimalizować szkody, które są tym spowodowane, może należałoby zainstalować ekrany dźwiękochłonne, bądź w jakiś sposób zminimalizować te szkody, które są dla życia mieszkańców. To co jest bardzo ważne, to jest też efekt tych moich spotkań, to to że w wielu przypadkach na tym szczeblu lokalnym brakuje właśnie takiego dobrego dialogu mieszkańców z władzami, takiego zastanowienia się co można byłoby zrobić lepiej, poprawniej, jak lepiej porozmawiać z obywatelami na temat tych rzeczy, które ich dręczą i często, jeżeli już jeżdżę po Polsce, to widzę że te najlepsze rozwiązania pojawiają się właśnie wtedy, kiedy ten dialog jest aktywny, kiedy istnieją organizacje pozarządowe aktywne i władze miejskie starają się wspólnie rozwiązywać różne problemy, na przykład dotyczące praw osób z niepełnosprawnościami.

Tomasz Latos

Tomasz LatosNa konwencji Prawa i Sprawiedliwości padła seria obietnic niemal dla wszystkich - jak je spełnić? Politycy rządzącej partii wyruszyli w Polskę. Jak PiS przygotowuje się do wyborów samorządowych w regionie? Czy są uzgodnieni kandydaci? Rozmowa Dnia z posłem PiS Tomaszem Latosem.

Marcin Kupczyk: Panie pośle, ruszyliście po kraju. W sobotę była wielka konwencja państwa ugrupowania - padło szereg obietnic właściwie dla każdego - od dzieciaczka do starca, dla wszystkich - dla wsi, dla miast i małych miasteczek. Pięknie to brzmiało i pięknie się tego słuchało. Potem pani wicepremier Beata Szydło powiedziała, że "troszkę się chyba zasiedzieliśmy w Warszawie i czas się ruszyć". W sumie 700 spotkań, w zasadzie już w sobotę zaczęły się te spotkania, ale może zaczniemy naszą rozmowę od przypomnienia naszym Słuchaczom tych obietnic, składanych przez przede wszystkim przez premiera Mateusza Morawieckiego, które już okrzyknięty zostały mianem "Piątki Mazowieckiego", bo jest ich własnie pięć. Obniżka podatku CIT dla małych firm z 15 do 9 proc., czyli do najniższego poziomu w Unii Europejskiej, wprowadzenie tzw. małego ZUS-u, naliczonego proporcjonalnie do przychodów dla małych firm, które osiągają miesięcznie obroty najwyżej do wysokości 2,5 krotności minimalnych pensji w Polsce, czyli chodzi o firmy z małym obrotem, z małym zyskiem. Po trzecie wyprawka 300 zł na początku roku szkolnego dla każdego ucznia, który rozpoczyna naukę, a nie ukończył 18 lat. Fundusz budowy dróg lokalnych - minimum 5 mld zł, odnowione mają zostać tysiące kilometrów dróg we wsiach, małych miastach, w gminach i powiatach. program "Dostępność Plus", czyli likwidacja barier dla osób niepełnosprawnych, tutaj ponad 20 mld zł rozłożone na 8 lat. Oprócz tego jeszcze minimalna emerytura dla kobiet, które urodziły co najmniej czwórkę dzieci, a także opodatkowanie wielkich galerii handlowych i wielkich biurowców. "Polska ma być krajem takich samych możliwości, równych szans dla wszystkich. Polska nie może być Polską, że się coś nie da - Polską niemocy" - tak mówi Mateusz Morawiecki. Skąd na to wszystko pieniądze...?

Tomasz Latos: A to wszystko jeszcze nie wszystko, bo przypominam jeszcze dla młodzieży między 19. a 25. rokiem życia, która uczy się, studiuje - bon na zajęcia czy sportowe kulturalne...

- Skąd na wszystko wziąć pieniądze? Czy Mateusz Morawiecki przed ogłoszeniem swojej "piątki" policzył?

- Oczywiście, że policzył. Rzeczywiście wielu polityków w przeszłości składało w czasie wyborów, tuż przed wyborami różne obietnice, które później nie były realizowane. My jesteśmy takimi rządem, który to, co obiecywał wcześniej w kampanii wyborczej czy przed kampanię wyborczą konsekwentnie realizuje. Ja przypomnę choćby dwie takie główne rzeczy - obniżenie wieku emerytalnego i 500 Plus, ale przecież jest cały szereg innych rzeczy. Więc skoro teraz - na pół roku przed wyborami samorządowymi, składana jest obietnica, a nie na miesiąc przed wyborami samorządowymi i na dodatek dotyczy to działań nie samorządowych tylko rządowych (...) to znaczy, że te ustawy będą już przed wyborami samorządowymi.

- Mordercze tempo...

- Będzie bardzo trudno zdążyć przygotować te ustawy, a najlepiej byłoby je przyjąć. Rzeczywiście tempo będzie ogromne i ci, którzy są dzisiaj niedowiarkami będą mogli powiedzieć nie za kilka lat, tylko za kilka miesięcy - "Sprawdzam!".

- Niedowiarkowie mówią tak: Zmniejszacie ZUS dla małych przedsiębiorców - to znaczy, że zmniejszacie ich przyszłą emeryturę, a z drugiej strony dajecie emeryturę dla kobiet, które w zasadzie sobie jej nie wypracowały. Oczywiście urodziły czworo dzieci, oczywiście wielki trud wychowania, mają wiek emerytalny, ale nie mają emerytalnych uprawnień - otrzymają tę emeryturę. Skąd to brać? Mniejszy ZUS z jednej strony, z drugiej wyciąganie z ZUS-u pieniędzy. Tutaj wasi oponenci widzą niebezpieczeństwo.

- Nasi oponenci widzieli niebezpieczeństwo przy 500 Plus, widzieli niebezpieczeństwo przy obniżeniu wieku emerytalnego...

- Ale państwo zawsze tak odpowiadają - Udało się tamto, to uda się również to...

- Korzystamy oczywiście z tego, że udało nam się rozruszać gospodarkę, że jest wzrost gospodarczy. Przypominam, że deficyt jest najmniejszy w historii. Udało nam się uzyskać bardzo dobre wskaźniki budżetowe, makroekonomiczne. Wreszcie udało nam się uszczelnić kwestie związane z VAT. Jest to wszystko wyliczone, starczy na to wszystko pieniędzy, więc uspokajam Państwa, no bo naszych oponentów nie mam co uspokajać, bo oni zawsze będą niezadowoleni. Oni zawsze tylko narzekają. Oni narzekali również wtedy, jak rządzili, wtedy też wszystko im przeszkadzało, widocznie taka ich natura.

- Tego samego dnia odbyła się konwencja, na której doszło do zjednoczenia Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej, przynajmniej zjednoczenia programowego na czas wyborów samorządowych, choćby do sejmików. Ale padły tam dosyć ciekawe słowa Katarzyna Lubnauer. Szefowa Nowoczesnej powiedziała: "Nie pozwolimy PiS-owi przejąć samorządów, których PiS nie rozumie. Nie rozumie samorządów, bo one nie dają się kontrolować z góry, a PiS chciałby wszystko trzymać w garści".

- PiS jest za samorządami, za samorządnością. Nie chce niczego kontrolować. Chce dać wolność i swobodę samorządowcom. Wiele działań, które my podejmujemy na szczeblu centralnym, to przecież korzyści płyną dla samorządowców - chociażby kwestia dróg lokalnych, kwestia dostępności dla seniorów czy bonów dla młodzieży. Przecież samorządy będą miały z tego tytułu korzyść. My nie chcemy naprawdę niczego zabrać samorządom, nie chcemy się wtrącać. Ot, takie hasło, hasełko, które pani Lubnauer powiedziała. Ja ubolewam nad tym, że zamiast haseł i ataków na Prawo i Sprawiedliwość, to była konwencja poświęcona nie programowi czy zamierzeniem Nowoczesnej czy też Platformy, ale wyłącznie poświęcona PiS-owi. Ja bardzo żałuję, że zmarnowali czas na tej konwencji, nie przedstawili swojego programu, swoich propozycji - tego, co mogą w odpowiedzi chociażby na nasz program proponować. A mogliby to zrobić pewnie z dużo większą swobodą, tak jak czasami w przeszłości niektóre partie opozycyjne, również i oni robili, ponieważ nie rządzą, a zupełnie nie mają żadnych pomysłów. Myślę, że nie spodziewali się zwyczajnie tego, że Prawo i Sprawiedliwość przedstawi tyle konkretnych spraw na tej konwencji. Pewnie myśleli, że to będzie taka ogólna "gadanina", a nie same konkrety.

- Prawo i Sprawiedliwość, przyzna pan chyba, nie jest zbyt mocne do tej pory w samorządach. Nie macie prezydentów wielkich miast, w sejmikach też nie za bardzo z marszałkami...

- To jest sytuacja tego rodzaju, że jeszcze 3,5 roku temu przegrywaliśmy wówczas z Platformą Obywatelską i to są efekty tego, co zdarzyło się w samorządach. Dodatkowo pamiętajmy o tej słynnej już książeczce, która pomogła PSL-owi uzyskać co najmniej o kilka procent, jeśli nie więcej, lepszy wynik w tamtych w wyborach. A to PSL został później koalicjantem Platformy Obywatelskiej. Były takie miejsca, że wygrywaliśmy, ale później i tak byliśmy w opozycji, ponieważ oni się tam dogadali. Zakładam, że teraz będzie inaczej. Zakładam, że dodatkowym bonusem jest to, że na ogół ci, którzy są w samorządzie, chcą być w koalicji z kimś, kto ma władzę w Warszawie. No bo zawsze trochę łatwiej jest ubiegać się, lobbować się na rzecz własnej gminy, powiatu, miasta o różnego rodzaju inwestycje...

- Jak wyglądają przygotowania PiS do jesiennych wyborów samorządowych w naszym regionie?

- Mamy już oczywiście jakieś koncepcje nie tylko co do tego, kto będzie startował na prezydenta, choć jeszcze dopóki nie będzie to ogłoszone, to jest to cały czas nieoficjalne. To są na razie przymiarki, ale też przymierzamy się do kandydatów na radnych czy to szczebla województwa czy np. miasta czy niżej. Robimy to wszystko, staramy się nie odkładać tego na ostatni moment. Będziemy dobrze przygotowani. Dodatkowo z pewnością osoby, które będą rządzić będą, mam nadzieję, zawsze skutecznie zabiegać o ważne dla regionu sprawy w rządzie, bo taka jest między innymi również rola lokalnych polityków.

- Tomasz Latos na prezydenta Bydgoszczy. Odpowiada panu to hasło?

- Odpowiada mi, ale na razie obowiązuje to, co zrobiłem wcześniej. Przedstawiłem trzy nazwiska, ja jestem wśród tych trzech nazwisk, zobaczymy jakie będą decyzje. To wydaje się owszem dość prawdopodobne, że to mogę być ja, ale zaczekajmy.

- Co powinno się zmienić w Bydgoszczy?

- Jeżeli chodzi o Bydgoszcz, to po pierwsze oczywiście oprócz potrzeby różnego rodzaju inwestycji, potrzeby dobrych relacji z rządem, ściągania pieniędzy na różne lokalne zamierzenia, inwestycje, to Bydgoszczy potrzebna jest tak naprawdę wizja rozwoju i impuls do niego. Niestety swego rodzaju kłótliwość pana prezydenta nie służy rozwojowi. Patrzmy na przykłady tych miast i tych prezydentów, którzy potrafią dogadywać się z wszystkimi. Rolą prezydenta, ktokolwiek to by nie był, również mówię to w stosunku do siebie, gdybym to ja był nim w przyszłości, jest dogadywanie się ze wszystkimi na rzecz mieszkańców, ponieważ prezydent ma dbać o rozwój miasta w porozumieniu ze wszystkimi. Do tego namawiam przyszłego prezydenta i na te pół roku również obecnego prezydenta Rafała Bruskiego.

Paweł Skutecki

Paweł SkuteckiRozmowa Dnia z posłem Kukiz'15, Pawłem Skuteckim na temat referendum w sprawie zmian w Konstytucji i pytań, które powinny się w nim znaleźć. Klub Kukiz'15 od dawna postulował zmiany w Ustawie Zasadniczej. Marcin Kupczyk pyta także, jak ugrupowanie ocenia konwencje dwóch głównych graczy sceny politycznej i jak samo przygotowuje się do wyborów samorządowych.

Marcin Kupczyk: Prezydent Andrzej Duda chce referendum w sprawie zmian w Konstytucji. Prezydent chce, by referendum w sprawie zmian w Konstytucji odbyło się 11 listopada, w setną rocznicę odzyskania niepodległości. A Marszałek Senatu Stanisław Karczewski zapowiedział niedawno, że w ciągu kilku tygodni zapadnie decyzja co do referendum. "Musimy porozmawiać z panem Prezydentem. Mamy także propozycje dodatkowych pytań, które mogłyby zostać zawarte w referendum i przedstawimy je Prezydentowi" - zapowiada Stanisław Karczewski. Wyjaśnił, że chodzi nie tylko o pytanie o kierunek zmian w Konstytucji, ale także dotyczące innych kwestii. Tych innych kwestii na razie nie znamy, ale powinniśmy je poznać. Jakich zmian w Konstytucji oczekiwałoby Pańskie ugrupowanie?

Paweł Skutecki: Fundamentalnych. Ja się obawiam, że ten termin listopadowy jest realny, jeżeli chodzi o zapytanie Polaków, w jakim kierunku mają iść zmiany. No bo nikt chyba sobie nie wyobraża, że do listopada ktokolwiek przedstawi gotowy projekt Konstytucji. Czasu jest mało. My byśmy chcieli - mówimy o tym od samego początku, od kampanii wyborczej - że chcemy głębokich zmian ustrojowych, zmiany w sądownictwie. Ale nie personalnych, tak jak robi to minister Ziobro, tylko prawdziwych. Żeby byli sędziowie pokoju, duże wzmocnienie ławników, odciążenie sądów przez sędziów pokoju, powrotu do obywatelskiej kontroli nad sądami. Dzisiaj z jednej strony mamy w Konstytucji mowę o tym, że to Polacy, naród, jest suwerenem, a z drugiej strony mamy instytucje, które same siebie niby kontrolują. Tak było z sądami dotychczas. No i tak jest wciąż. Zmienia się władza, zmienia się nacisk polityczny na sądy, ale ten nacisk wciąż jest. My byśmy chcieli to odwrócić. My byśmy chcieli, żeby bycie sędzią to był zaszczyt, ukoronowanie kariery prawniczej. A dzisiaj do sądów zbyt często niestety idą ci, którzy są za słabi na to, żeby zarabiać poważne pieniądze na wolnym rynku. To stoi trochę na głowie. Chcielibyśmy, w ogóle punkt ciężkości postawić na obywatelu. To obywatel ma prawo w referendach do wypowiadania się na najważniejsze tematy.

Czyli Konstytucja powinna mówić o tym, że więcej będzie referendów? Zrobić katalog zagadnień, które będą podlegały referendum?

- Dyskutujmy o tym. Na pewno nie może być tak jak jest dzisiaj. Załóżmy, że jest referendum ogólnopolskie, frekwencja 90%. I to nikogo do niczego nie zobowiązuje. Referenda mają w Polsce tylko moc opiniodawczą. No to nie jest normalne, jeżeli wypowiada się w takiej liczbie suweren. Chcielibyśmy też umocnienia, czy wpisania wprost złotówki do Konstytucji jako gwaranta naszej prawdziwej niepodległości.

Złotówka na zawsze i nigdy euro?

- Tak. W najbliższej perspektywie kilkunastu, kilkudziesięciu lat, no nie widać możliwości, żebyśmy tak zintegrowany się z Europą, przede wszystkim gospodarczo, żebyśmy mieli wspólną walutę. Nie ma takich perspektyw, no niestety. A gdybyśmy się zrównali gospodarczo, to może niech Europa przyjmie złotówkę. To już wtedy nie ma znaczenia. Ale dzisiaj nie.

Tylko, że chcecie trwałego zapisu, że "nigdy nie".

- W polityce nigdy znaczy 7 lat.

Platforma Obywatelska oraz Nowoczesna zapowiedziały, że wystartują wspólnie w wyborach samorządowych do sejmików województw pod nazwą: Koalicja Obywatelska. Jesteśmy zjednoczeni tworzymy wspólnotę. Co Pan na to?

Nie ma się co dziwić. Sama Nowoczesna nie byłaby w stanie wystawić listy do sejmików. No, może do sejmików jeszcze by się spięli. Natomiast niżej już nie. A poza tym trudno zauważyć jakieś fundamentalne różnice między Nowoczesną a Platformą. Przepływ posłów z jednego do drugiego grupowania na to wskazuje. Zresztą jak się popatrzy na głosowania, to te dwa ugrupowania są do siebie tak bardzo zbliżone, że trudno zrozumieć po co mają dwie nazwy i dwójkę liderów.

Czyli, przed nimi pewnie zjednoczenie całkowite i wchłonięcie Nowoczesnej przez Platformę?

- Tak to będzie wyglądało. Niestety, mówię to z bólem i żalem. Niestety w Polsce jest taki trend do polaryzacji sceny politycznej na dwa obozy. I o ile zjednoczona prawica, czyli Prawo i Sprawiedliwość de facto wchłonęło dwa pozostałe podmioty. Tak i Platforma wchłonie wszystkie, które znajdą się w jej orbicie.

Nasze plany, efekt naszych prac, wywołał wielką frustracje u Jarosława Kaczyńskiego i u PiS. I nieprzypadkowo w ubiegłym tygodniu rozpoczął się sezon polowania na polityków Platformy - mówi lider Platformy Obywatelskiej. Tak Pan to widzi, czy nieco inaczej?

Mam obawy, że lider Platformy Obywatelskiej gdzieś tam się ociera o jakieś paranoje. Bo to, że wreszcie jacyś politycy będą odpowiadali przed sądami za swoje - jeszcze nie niepotwierdzone prawomocnym wyrokiem - poważne grzeszki, to chyba dobrze? Prawda? Natomiast prezes Kaczyński... Trudno mi sobie wyobrazić jego stan umysłu, ale trudno też mi sobie wyobrazić, że z wypiekami na twarzy ogląda konwencję Platformy i Nowoczesnej. No to nie jest jego zmartwienie. (...)

"Nie pozwolimy PiS przejąc samorządów, których PiS nie rozumie, bo nie dają się kontrolować z góry. Jesteśmy po to, by chronic przed zarazą PiS. Nie pozwolimy na zainfekowanie tłumem misiewiczów i zajmowaniem się historią, nie problemami Polaków. Nie pozwolimy na to w samorządach". Mówiła przewodnicząca Nowoczesnej z kolei. Chciałbym zapytać, jak na zbliżające się wybory samorządowe spogląda i jak się do nich przygotowuje Kukiz'15?

- (...) Nie chcę powiedzieć, że mamy gotowe listy do sejmików, ale mamy liderów list w okręgach w całym kraju. W największych miastach u nas w regionie mamy już kandydatów. Gdzieniegdzie jeszcze się ważą losy, czy poprzemy kogoś, czy wystawimy swojego kandydata. Myślimy o tych wyborach od dawna, ale to nie jest jeszcze ten etap, żeby robić jakieś huczne kampanie i zasłaniając się samorządem opowiadać historie o zmianach w Polsce.(...)

Macie kandydata na prezydenta Bydgoszczy?

W Bydgoszczy zastanawiamy się. W Bydgoszczy jest sytuacja o tyle ciekawa, że trudno pokazywać kandydata w momencie kiedy największy rywal polityczny Rafała Bruskiego nie wystawił swojego kandydata.

A czemu oglądacie się innych? Proszę wystawić swojego kandydata lub nie.

- Ale jeżeli będzie świetny kandydat z SLD albo z PiS-u, no to pewnie go poprzemy. Ale mam obawy, że nie będzie lepszy, więc będziemy musieli wystawić swojego. W Toruniu, we Włocławku, w Grudziądzu, Inowrocławiu ta sama sytuacja. Czekamy na rozwój sytuacji. W momencie kiedy będzie data wyborów na pewno, wtedy pokażemy pewne lokomotywy naszych list w całym województwie. (...)

1234567
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę