Wtorek, 12 listopada 2019 r.   Imieniny: Renaty, Witolda, Jozafata
Polskie Radio PiK » Rozmowa dnia

Rozmowa dnia

Ryszard Bober [wideo]

Ryszard Bober/fot. Archiwum
Ryszard Bober/fot. Archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Ryszard Bober
Gościem "Rozmowy dnia" był Ryszard Bober, senator PSL. Polityk skomentował protesty wyborcze, które dotyczą także jego wyboru do izby wyższej, odniósł się do szans Władysława Kosiniaka-Kamysza jako ewentualnego kandydata na prezydenta oraz przedstawił plany własnej pracy w Senacie.

Marcin Kupczyk: Pan jest po raz pierwszy w Parlamencie. Jakie wrażenia?

Ryszard Bober: Rzeczywiście po raz pierwszy jestem w Parlamencie, natomiast mam ponad 30-letnie doświadczenie w pracy społecznej, na rzecz środowiska województwa kujawsko-pomorskiego. Pełniłem różne funkcje w samorządach – od samorządu gminnego, poprzez samorząd powiatowy, a od 15 lat – samorząd województwa. Od 2015 roku jestem przewodniczącym sejmiku województwa kujawsko-pomorskiego.


Studia na wydziale rolniczym na ART w Olsztynie, własne wielkoobszarowe gospodarstwo we wsi Jabłonowo-Zamek. W wyborach do Senatu poparł Pana cały opozycyjny pakt senacki – jak to zostało nazwane przed wyborami – czyli Koalicja Obywatelska, PSL i SLD. Możemy w tym przypadku powiedzieć, że pakt senacki zadziałał?

– W tym województwie porozumieliśmy się, aby w danym okręgu wyborczym – a w województwie mamy pięć takich okręgów – z tych ugrupowań i opozycji był jeden kandydat. O pewnych sprawach rozmawialiśmy już rok wcześniej, kiedy mój wynik w wyborach do sejmiku województwa z tego okręgu pokazywał, że mam realne szanse, aby skutecznie kandydować do Senatu i zostać wybranym.

Jak Pan uważa, czy pakt senacki utrzyma się nadal?

– Jestem przekonany, że tak, bo pokazał skuteczność tego typu działań. Tylko w ten sposób można konkurować skutecznie z partią, która w tej chwili sprawuje władzę – z Prawem i Sprawiedliwością.



Jeśli chodzi o PiS – Pan uzyskał 52619, czyli 39,26 procent głosów, a Pana konkurent w okręgu, dotychczasowy senator PiS Andrzej Mioduszewski – 50168, czyli 37,43 proc. głosów. To mniej niż 2 proc. różnicy między Panami. PiS w związku z tym domaga się ponownego przeliczenia oddanych głosów w tym okręgu, złożyło w tej sprawie protest do Sądu Najwyższego. Partia rządząca wskazuje, że oddano tutaj 2844 głosy nieważne, czyli więcej niż wynosi różnica między kandydatami i to jest niepokojące zdaniem Prawa i Sprawiedliwości. „To przewidziane narzędzie demokracji” – tak Andrzej Mioduszewski skomentował protest wyborczy, złożony przez jego partię. „Nie widzę w tym nic dziwnego, że chcemy sprawdzić” – mówił jakiś czas temu w Polskim Radiu PiK. Co Pan na to?

– Myślę, że różnica nie jest aż tak mała, natomiast ilość głosów nieważnych w tych wyborach była bardzo mała. Chcę przypomnieć, że w wyborach do sejmiku było prawie 10 tys. głosów nieważnych. W tej chwili pustych kart wrzuconych do urn i policzonych przez komisje wyborcze było 2043 i niecałe 800 z zaznaczeniem dwóch lub więcej kandydatów, czyli są to głosy formalnie nieważne.

Jeżeli podważamy wiarygodność komisji wyborczych – a w każdej komisji każda partia miała swoich przedstawicieli – jeżeli mówimy, że te komisje źle policzyły głosy do Senatu, to dlaczego uznajemy głosy do Sejmu, liczone przez te same osoby? Nikt z członków komisji nie wniósł jakichkolwiek zastrzeżeń w protokołach. Mężowie zaufania, którzy nie we wszystkich komisjach wyborczych brali udział w liczeniu głosów, również nie wnieśli żadnych zastrzeżeń co do procedury obliczeń. W związku z tym uważam, że trzeba umieć przegrywać i popatrzeć realnie na to, co się zadziało. Sama chęć sprawdzenia nie stanowi żadnych przesłanek formalno-prawnych, aby rzeczywiście Sąd Najwyższy mógł się nad tym wnioskiem pochylić. Uważam, że byłaby to obraza nie tylko dla członków komisji, ale również dla tych wszystkich, którzy na mnie głosowali. (...)




Jarosław Wenderlich [wideo]

Jarosław Wenderlich
Jarosław Wenderlich
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Jarosław Wenderlich
Gościem Rozmowy dnia był radny Jarosław Wenderlich, szef klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości w bydgoskiej Radzie Miasta, a rozmawiać będziemy między innymi o nadzwyczajnej sesji Rady Miasta.

Michał Jędryka: To pan i klub PiS byliście inicjatorami zwołania nadzwyczajnej sesji Rady Miasta Bydgoszczy, tuż przed wyborami, ta sesja się rozpoczęła i została przerwana. Dlaczego pomysł zwołania sesji się zrodził?

Jarosław Wenderlich: Do tej pory w bydgoskim samorządzie nie było takiej sytuacji by przedstawiciele Rad Osiedli występowali na sesji Rady Miasta Bydgoszczy w tak szerokim zakresie. Uznaliśmy, że jest taka potrzeba, już we wrześniu wskazaliśmy, że zorganizujemy sesję nadzwyczajną, zaprosimy przedstawicieli Rad Osiedli by mogli wypowiadać się na temat inwestycji, bo dyskutowaliśmy we wrześniu o inwestycjach w Bydgoszczy, a materiał otrzymaliśmy dzień wcześniej, a Rady Osiedli w ogóle tych materiałów nie otrzymały. Postanowiliśmy, że by dyskutować trzeba spotkać się z przedstawicielami tych jednostek pomocniczych, którzy mają szereg argumentów, wniosków i postulatów, my chcieliśmy ich dopuścić do głosu. Taka sesja na nasz wniosek została zwołana, niestety w ostatnim możliwym terminie, w piątek przed wyborami, ale trzeba rozróżnić kwestie parlamentarne i lokalne, kwestie dotyczące mieszkańców i ich problemów. Niestety, głosami radnych Platformy i SLD sesja została przerwana, nie dopuszczono przedstawicieli Rad Osiedli do głosu, przerwano ją do października. (...).

Sytuacja jest paradoksalna, bo rządząca Platforma, mówi, że PiS jest niedemokratyczne, a właśnie demokratyczną inicjatywę utrąca.

Niestety tak się stało. Ale sesja się odbyła, argumenty zostały przedstawione i nie ukrywam było szereg istotnych zagadnień związanych z inwestycjami na osiedlach, kwestiami braku chodników, braku utwardzonych ulic. Do 15 listopada prezydent jest zobligowany by przedstawić Radzie Miasta projekt uchwały budżetowej. Chcieliśmy by to odbyło się wcześniej, by te wnioski mogły być już przez samego prezydenta dodane do projektu budżetu, ale jest już późno, ale my powiedzieliśmy, że wiele z tych postulatów rozważymy i być może będą to propozycje klubu opozycyjnego czyli PiS, bo niestety, Rady Osiedla tracą szereg swoich kompetencji.

Rada Osiedla w Fordonie negatywnie zaopiniowała inwestycję, która potem stała się kontrowersyjna. Tę inwestycje uda się powstrzymać?

Spotkałem się dwukrotnie z mieszkańcami, byłem tam na miejscu. Oprócz negatywnej opinii Rady Osiedla, jest też negatywna opinia miejskiej komisji architektoniczno-urbanistycznej, ja będę rekomendował klubowi radnych Prawa i Sprawiedliwości, żeby głosować przeciw. Głos mieszkańców został przedstawiony, vox populi vox dei, więc mam nadzieję, że radni Platformy i SLD także przychylą się do tych postulatów. (...).


Marcin Sypniewski [wideo]

Marcin Sypniewski./fot. Archiwum
Marcin Sypniewski./fot. Archiwum
Rozmowa Dnia - Marcin Sypniewski
Gościem Rozmowy Dnia był Marcin Sypniewski, lider Konfederacji w Bydgoszczy. Polityk komentował nowy podział sceny politycznej: wejście do Sejmu Lewicy i Konfederacji. Pytaliśmy, co to rozszerzenie wróży na przyszłość, co posłowie Konfederacji, których jest 11, zamierzają wnieść do Sejmu swoją obecnością, wreszcie, pytaliśmy o bieżący spór w sprawie protestów wyborczych i rozpoczętą już - nieoficjalnie- kampanię przed wyborami prezydenckimi.

Marcin Kupczyk: Czy jest pan człowiekiem wytrwałym? Już kilka różnych elekcji ma pan za sobą - bez powodzenia...

Oczywiście, jestem, zresztą ostatnie wybory przyniosły mi bardzo dobry wynik, prawie 18 tysięcy głosów. Zdobyłem więcej głosów, niż połowa wybranych posłów w okręgu bydgoskim. Jest to wielki kapitał, i bardzo dziękuję jeszcze raz wszystkim osobom, które na mnie oddały głos. Natomiast należy w polityce być wytrwałym. Jeden z liderów Konfederacji, Janusz Korwin-Mikke, wraca do Sejmu po 26 latach, wczoraj odebrał zaświadczenie o wyborze. To pokazuje, że nie należy się poddawać, tylko oczywiście wierzyć, że w końcu ten sukces przyjdzie.

Co wynik niedawnych wyborów do Sejmu mówi nam o scenie politycznej w naszym kraju?

Przede wszystkim, jeżeli chodzi o Konfederację, jest to nasz olbrzymi sukces. Wprowadziliśmy 11 posłów, zdobyliśmy ponad 1 250 000 głosów, i to w sytuacji, gdy mieliśmy dość ograniczony dostęp do mediów, chociażby przez telewizję publiczną. Pokazaliśmy, że oddolnie da się zbudować ruch, który zdobędzie taką dużą liczbę głosów, i pozwoli zebrać reprezentację sejmową. Ten wynik pokazuje też, w przypadku Prawa i Sprawiedliwości, że same transfery socjalne nie wystarczą. Ludzie nie dali jednak takiej przeważającej większości, nie dali się na tyle przekonać, żeby dać zdecydowaną większość PiS - owi. PiS wygrał wybory, co też wynika ze słabości opozycji, która nie ma pomysłu na siebie, i w tej sytuacji wielu wyborców skierowało swoją uwagę, czy na Konfederację, czy na Lewicę, która też odniosła sukces, czyli na partię ideowe.

Do tego chciałbym teraz nawiązać. Doszło, jak widzimy wszyscy, do dużej, do bardzo dużej zmiany. Obywatele zechcieli widzieć w Sejmie lewicę i prawicę w postaci Konfederacji. Dlaczego, pańskim zdaniem, tak się stało?

Wydaje mi się, że część ludzi jest zmęczona sporem między PiS-em i Platformą, tym, że te spory do niczego nie prowadzą, i szuka partii, która walczy o realizację idei. Taką partią na pewno jest Konfederacja, taką partią jest też Lewica, która jest naszym przeciwieństwem, walczy o coś zupełnie innego. My w czasie kampanii podkreślaliśmy konieczność oddania obywatelom władzy nad swoimi pieniędzmi, nad swoim życiem. Postulowaliśmy więcej wolności gospodarczej, osobistej, zwiększenie suwerenności Polski. Lewica proponuję zupełnie coś innego, no i w związku z tym myślę, że te nadchodzące lata staną się polem bitwy, czy w parlamencie, czy poza nim, między lewicą, a prawicą. Pokazuje to też poparcie wśród ludzi młodych, wśród których jednak i Konfederacja i Lewica mają zdecydowanie większe poparcie, niż w ogólnej liczbie wyborców. (...)


Tomasz Latos [wideo]

Tomasz Latos. Fot. Archiwum
Tomasz Latos. Fot. Archiwum
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Tomasz Latos
Gościem Rozmowy dnia był poseł Tomasz Latos, a rozmawialiśmy między innymi o rozpoczynającej się kadencji Sejmu, a także o sporze w bydgoskiej Radzie Miasta o inwestycje w Fordonie.

Michał Jędryka: Zacznie się wkrótce kolejna kadencja Sejmu, która to pańska kadencja?

Tomasz Latos: Aż sam w to nie wierzę, że to już piąta! Ten czas zleciał szybko, a jednocześnie chciałem raz jeszcze podziękować, że kolejny raz państwo obdarzyli mnie zaufaniem. Sama ceremonia odebrania zaświadczeń z PKW jest bardzo uroczysta, warto wziąć w tym udział, więc jak zdecydowana większość posłów-elektów wybieram się na tę uroczystość.

Jaka to będzie kadencja pana zdaniem, bo z jednej strony mówi się, że trudniejsza, dlatego, że bardziej jest zróżnicowana opozycja, inna sytuacja w Senacie, z drugiej strony, poparcie społeczne dla rządów PiS jest chyba silniejsze niż 4 lata temu?

Czyli będzie ciekawie, bo z jednej strony spektakularne zwycięstwo PiS, kolejny raz mamy samodzielną większość jako Zjednoczona Prawica i to jest niezwykłe. Z drugiej strony weszły takie osoby, które będą dużego kolorytu dostarczać, ale nie zawsze to będzie koloryt oczekiwany. Ja wolałbym, aby niektóre osoby nie były w Parlamencie, nawet tych największych obozów politycznych jak KO, myślę tu o pani Jachirze, ale wyborcy dokonali takiego wyboru, zobaczymy jak na to zareagują niektóre osoby, chociażby z Konfederacji, ale trzeba iść do przodu i robić swoje, tworzymy nową większość, nowy rząd, nie będziemy się oglądać.

Już się dużo dzieje. Radosław Sikorski wysunął zaskakujący pomysł na przejęcie władzy przez dotychczasową opozycję, poprzez sformowanie rządu pod przewodnictwem Jarosława Gowina, coś takiego wydaje się panu w ogóle możliwe?

Dodajmy, że jeżeli w Senacie toczą się jakiekolwiek rozmowy, nawet bardzo oględne z takim czy innym Senatorem to, ci sami ludzie z Koalicji Obywatelskiej mówią, że to korupcja polityczna, a tutaj taka propozycja. Zakładam, że to są tylko marzenia Radosława Sikorskiego, my jesteśmy zdeterminowani, aby dalej zmieniać Polskę, aby dalej, jako Zjednoczona Prawica działać, rządzić i ten kierunek, który udało się wyznaczyć cztery lata temu kontynuować i oby tak było przez całą kadencję i kolejne. (...).




Dariusz Kurzawa [wideo]

Dariusz Kurzawa. Fot. Archiwum
Dariusz Kurzawa. Fot. Archiwum
Rozmowa Dnia - Dariusz Kurzawa
Gościem Rozmowy dnia był Dariusz Kurzawa, poseł-elekt PSL. Pytaliśmy polityka o to, czym zajmie się w Parlamencie, jakie sprawy naszego regionu są do załatwienia w Sejmie oraz o to czy trwają rozmowy PSL-u z PiS-em na temat zawarcia koalicji.

Marcin Kupczyk: Co się stało? Dlaczego do Sejmu?

Właściwie to taka wymuszona nieco zmiana pokoleniowa w Polskim Stronnictwie Ludowym. Nie spodziewaliśmy się, że Eugeniusz Kłopotek rzeczywiście w końcu zrezygnuję z kandydowania. Wspominał o tym często, ale myśleliśmy, że jeszcze może jedną kadencję będzie chciał spędzić w parlamencie. Jednak określił się już zdecydowanie na wiosnę tego roku, że rezygnuje, że jest to jego ostatnia kadencja. Siłą rzeczy, po naszej stronie bydgoskiej pojawiłem się jako taki lider listy, osoba, która może osiągnąć najwyższy wynik, może rzeczywiście tę listę pociągnąć.

Jakie zadania dla siebie widzi pan w parlamencie. Wprawdzie będzie pan tylko jednym z 460 posłów, ale jednak będzie pan tworzyć prawo...

Przede wszystkim będę chciał stać na straży tego prawo, i żeby to prawo było stanowione jak należy: nie w nocy, nie na kolanie, często z pogwałceniem różnego rodzaju procedur, bo tak nie można procedować, tak nie wolno postępować. My, jako samorządowcy, jesteśmy kontrolowani przez wojewodę, a w Sejmie ta kontrola jest bardzo iluzoryczna. Mam nadzieję, że to się poprawi. Natomiast jest wiele problemów, z którymi boryka się województwo kujawsko-pomorskie, z którymi boryka się mój okręg bydgoski. Chodzi głównie o infrastrukturę drogową, czyli będę pilnował obietnic składanych przez premiera dotyczących obwodnicy Strzelna, obwodnicy Kruszwicy, Żnina, czy innych miejscowości, budowy S10, ale też kwestii związanych z poprawą jakości ochrony zdrowia, czyli między innymi oddłużania szpitali. Istotne są również sprawy związane z ochroną środowiska, z rolnictwem. Chciałbym godnie reprezentować mój rejon w parlamencie.

Jak doszło do tego, uważanego przez niektórych za dziwny, aliansu pańskiego ugrupowania z klubem Kukiz'15?

Na początku byłem też odrobinę sceptyczny. Uważaliśmy, że to jest co najmniej dziwna koalicja, czy dziwna współpraca. Okazuje się, że jednak doświadczenie parlamentarne, doświadczenie życiowe, uczy kompromisów i tego, że należy się łączyć, że należy się spróbować porozumiewać. Potrafiliśmy porozumieć się z Pawłem Kukizem, który najpierw mówił o nas, że jesteśmy organizacją o charakterze przestępczym, a potem zmienił decyzję, zmienił postrzeganie Polskiego Stronnictwa Ludowego, choćby przez pryzmat naszego prezes, ale też ludzi, którzy wchodzą w jego skład. Zdecydował się na współpracę z nami. To świadczy o tym, że ludowcy nie są przestępcami, że to są porządni ludzie, z którymi warto współpracować, wchodzić w koalicję. Jesteśmy rzetelnymi i porządnymi koalicjantami. Pokazywały to lata rządów, czy w sejmikach, czy też w samorządach. Jeżeli chodzi o koalicje rządowe, dlaczego PSL był zawsze wybierany jako koalicjant? Nie dlatego, że jak niektórzy mówili, jesteśmy jacyś sprzedajni, tylko dlatego, że zawsze byliśmy uczciwymi koalicjantami, którym można zaufać. Umówiliśmy się z Pawłem Kukizem na prace nad bardzo ważnymi ustawami dotyczącymi rozwoju polskiego parlamentaryzmu i też polskiej demokracji, ale też kwestii związanych z ochroną zdrowia, z opieką nad seniorami. Znaleźliśmy nić porozumienia. Okazuje się, że po tym historycznym wyniku dla Polskiego Stronnictwa Ludowego, oczywiście z wielkim wsparciem Kukiza, jest to jeden z najlepszych wyników w ostatnich kilku wyborach. Mam nadzieję, że to początek tej dobrej drogi, o której w tej chwili mówią politolodzy, o której mówią media (...).



Kosma Złotowski [wideo]

Kosma Złotowski. Fot. Nadesłana
Kosma Złotowski. Fot. Nadesłana
Rozmowa dnia - Kosma Złotowski
Gościem „Rozmowy dnia” w Polskim Radiu PiK był europoseł Kosma Złotowski, którego pytaliśmy między innymi o głosowanie w Parlamencie Europejskim nad wyborem Komisji Europejskiej oraz o nadzieje związane z wyborem Janusza Wojciechowskiego na komisarza do spraw rolnictwa.

Michał Jędryka: W środę 23 października Parlament Europejski miał na posiedzeniu plenarnym głosować w sprawie składu Komisji Europejskiej. Nie będzie głosował. Co się stało?

Miał głosować, ale nie ma trzech kandydatów, nie ma kandydata z Francji, z Rumunii i z Węgier, więc głosowanie musi zostać odłożone do następnej listopadowej sesji.

W składzie tej komisji ma się znaleźć Polak Janusz Wojciechowski z teką komisarza do spraw rolnictwa. To sukces Polski, sukces polskiego rządu. Już tak można mówić, czy może jeszcze coś się wydarzyć?

Sukces polskiego rządu o tyle, że jest to bardzo ważna teka dla Polaka, a może się wydarzyć to, że Komisja nie zostanie zatwierdzona, więc poczekajmy do listopada.

Jeżeli okaże się, że rzeczywiście Janusz Wojciechowski znajdzie się w składzie tej komisji, to co to będzie oznaczało dla zwykłego polskiego rolnika?

Mam nadzieję, że będzie to znaczyło wiele nie tylko dla zwykłego polskiego rolnika, ale dla każdego rolnika w Europie: takie same dopłaty, to znaczy tej samej wysokości do hektara, dla wszystkich. To jest chyba główny punkt, z którymi pan minister Wojciechowski, pan komisarz, występuje...

I to jest możliwe w nowej perspektywie finansowej?

Tak.

Inni członkowie Komisji Europejskiej - znajdzie się w niej między innymi Frans Timmermans, z którym polski rząd nie był w zgodzie, delikatnie mówiąc...

To raczej on nie był w zgodzie z polskim rządem. Będzie odpowiadał za tak zwany zielony ład, i będzie wiceprzewodniczącym komisji. Zielony ład, czyli nowa ekologiczna polityka unijna. On również będzie blisko współpracował, chcąc nie chcąc, z panem komisarzem Wojciechowskim.

Będzie pewnie trudno się polskiemu rządowi dogadać w sprawie również energetyki, która z tym zielonym ładem się łączy. Chodzi o emisję dwutlenku węgla...

To jest nie tylko Polski kłopot, tylko Europejski kłopot. My rezygnujemy z wielu technologii, chociaż są one dla środowiska dużo bardziej przyjazne, niż technologie wytwarzające ten sam produkt poza Unią Europejską, a później wiatr przywiewa nam ten dwutlenek węgla. Często to jest nieracjonalna polityka. Mam na myśli huty, które wytwarzają stal albo fabryki, które wytwarzają cement. My w Europie rezygnujemy z tego rodzaju produkcji, ale coraz więcej stali zużywamy i coraz więcej betonu, czyli cementu. My tych materiałów sami nie produkujemy, musimy je kupić i przywieźć. Produkują ten towar w Indiach, na Ukrainie, w Rosji, używając technologii, które jeszcze bardziej brudzą. Dobrze by było, gdyby się pan komisarz Timmermans nad tym zastanowił...(...)


Łukasz Schreiber [wideo]

Łukasz Schreiber. Fot. Archiwum
Łukasz Schreiber. Fot. Archiwum
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Łukasz Schreiber
Gościem Rozmowy dnia był minister Łukasz Schreiber, sekretarz stanu w kancelarii premiera, równocześnie wybrany posłem kolejnej kadencji, a rozmawialiśmy między innymi o sytuacji w Parlamencie, a szczególnie w Senacie po wyborach.

Michał Jędryka: Zaczyna się druga kadencja rządów PiS, która jest, jeśli chodzi o układ sejmowy, w zasadzie powtórzeniem pierwszej. Styl rządzenia, filozofia rządzenia będzie też taka sama?

Łukasz Schreiber: Filozofia będzie bardzo podobna. Jeżeli coś można zrobić lepiej, postaram się to coś poprawić, zawsze jest coś do zrobienia. Jeżeli chodzi o sposób rządzenia to tez myślę, że podobny, chociaż sytuacja w Senacie nieco to koryguje.

Sytuacja w Senacie jest taka, że w tej chwili nikt nie ma większości. Niedawno Jarosław Gowin mówił, że może dojść do takiej sytuacji, że będzie pat, że będzie problem z wyborem marszałka. Co wtedy?

PiS wygrało wybory do Senatu. Mamy 48 senatorów, KO ma 43 senatorów, niepisanym prawem, ale dobrym zwyczajem jest to, że zwycięskie ugrupowanie wskazuje swojego kandydata na marszałka. Wydaje się, że to powinno być zachowane.

Jak pan postrzega to jak opozycja przedstawia ewentualne próby dogadania się PiS z senatorami niezależnymi czy z senatorami PSL, przedstawiane jest to jako próba korupcji politycznej...

Senatorowie niezależni - nie lubię tego sformułowania, raczej niezrzeszeni, jest ich kilku, startowali z własnych komitetów wyborczych, więc wydaje się, że powinni wesprzeć kandydata największego klubu. Na głosie pana Gawłowskiego nam niespecjalnie zależy, zresztą to jest przykład oczywistego oszustwa wyborczego. Platforma tak to przedstawia: były wybory, każdy idzie pod swoim komitetem do Sejmu, a do Senatu jest jakieś porozumienie, teraz w ramach tego porozumienia, ktoś jest zobowiązany wybierać marszałka, co więcej kandydaci niezrzeszeni, którzy, tak jak pan Gawłowski z zarzutami kandydowali, jak rozumiem, ze wstydu nie chciano ich pod szyldem PO, teraz się okazuje, że się ich liczy po stronie PO, to pokazuje z czym mieliśmy do czynienie w tych wyborach. My mogliśmy mieć samodzielną większość w Senacie, gdybyśmy wystawili osoby dość skompromitowane, jak senator Bąkowski, on by wygrał te wybory, a tak nam zabrał mandat, bo wystartował przeciwko w okręgu w którym PiS zwyciężało. Tym się różnimy od naszych konkurentów. Podobna sytuacja z senatorem Kogutem, tam był kontrkandydat z PiS, a cała opozycja w ogóle nikogo nie wystawiła, po to by on miał szansę wygrać, ale przegrał. (...).







Andrzej Kobiak

Andrzej Kobiak. Fot. Ireneusz Sanger
Andrzej Kobiak. Fot. Ireneusz Sanger
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Andrzej Kobiak
O roli Senatu w nowej kadencji. Kto powinien zostać marszałkiem tej izby oraz czy - tak jak chce opozycja - wzrośnie rola Senatu, w sytuacji gdy Prawo i Sprawiedliwość utraciło w nim większość. Gościem Rozmowy Dnia był senator PO Andrzej Kobiak.

Marcin Kupczyk: Prawo i Sprawiedliwość zdobyło 48 miejsc w Senacie, Koalicja Obywatelska - 43 miejsca, PSL - 3, SLD - 2. Jest także czworo niezależnych senatorów. W kuluarach mówi się, że wśród tych czworga niezależnych senatorów, troje raczej chyli się ku opozycji, jedna pani senator raczej sprzyjać będzie Prawu i Sprawiedliwości. Mówię to po to, aby Słuchacze zorientowali się jaki jest rozkład miejsc w nowym Senacie. Prawo i Sprawiedliwość może liczyć maksymalnie na 49 szabel, a opozycja na 51. Co Pańskim zdaniem oznacza taki układ, co z niego może wyniknąć?

Andrzej Kobiak: Jeżeli opozycja ma większość, to będzie mogła przedstawić swoją kandydaturę na marszałka Senatu i go przegłosować. Mając większość można również całe prezydium Senatu ułożyć większościowo po jednej stronie, przewodniczących komisji, ale później w działaniu samego Senatu można wspierać i promować szybciej te ustawy, które w naszym przekonaniu są pilne i ważne, a te, które są nieistotne można nieco spowolnić.

Czy będzie teraz więcej czasu do namysłu w stanowieniu dobrego prawa - jak mówią jedni czy blokowanie, obstrukcja i „robienie na złość” rządzącej partii?

Kluczową osobą będzie tu postać marszałka Senatu. Jeżeli byłby to nasz kandydat, to myślę, że będzie więcej demokracji i więcej rozsądku i zadumy. Nie chodzi o to, żeby dobre ustawy blokować i nie pozwalać im zacząć działać. Takiego pomysłu i takiego myślenia w żadnym wypadku u nas nie ma, natomiast żeby rzeczywiście ustawa była dobra, żeby nie było bubli prawnych, to musi być odpowiedni czas na przemyślenie i przygotowanie tej ustawy. Nie może być tak jak dotąd, że senatorowie mają 2 godziny na zapoznanie się z ustawą, która ma 400 stron. Wiadomo, że taka ustawa jest nieprzemyślana i są w niej różne błędy, dlatego myślę, że prawo będzie stanowione z większą starannością, z większą uwagą, a więc będzie mniej błędów. Co mam nadzieję zaskutkuje tym, że nie będzie siódmy raz ustawy o zmianie ustawy, tylko że te ustawy będą rzadziej zmieniane, a więc tak naprawdę będzie więcej czasu na zastanawianie się nad nowymi ustawami.

Słychać już zewsząd głosy, że teraz wzrośnie rola Senatu. Jak się łatwo domyślić są to głosy ze strony opozycji, że teraz Senat stanie się czym jest ważniejszym, jakby wszystkie reflektory na Senat, bo opozycja tam ma przewagę. Co Pan o tym sądzi?

Nie, rola Sejmu i Senatu jest określona w Konstytucji. Tutaj nic się nie zmieni. Można tylko rzeczywiście trochę lepiej w Senacie pracować. Można nie być maszynką do głosowania, tak jak było dotąd, że dyskusja dyskusją, a później przyjeżdżał ktoś z Nowogrodzkiej i wszyscy senatorowie większości parlamentarnej głosowali jak trzeba, niezależnie od tego, co mówili w dyskusji, a teraz pewnie będzie rzeczywiście to jakaś forma przemyśleń senatorów i nikt nie będzie im nakazywał jak mają głosować. Będą głosowali, przynajmniej w większości - tak myślę, zgodnie ze swoim sumieniem i przekonaniem.

Na początku powiedział Pan o tym, że ten układ sił, jaki mamy w nowym Senacie oznacza, że to opozycja będzie wyznaczać kandydata na marszałka Senatu. Tymczasem pozwoli Pan, że zacytuję: „Zgodnie z dobrymi zasadami marszałka Senatu powinno wskazywać zwycięskie ugrupowanie, czyli Prawo i Sprawiedliwość”. Tak powiedział poseł z naszego regionu Łukasz Schreiber.

Oczywiście, że może wskazać, tylko przegłosować musi większość. W związku z tym byłoby nieracjonalne zgłaszanie kogoś, kto nie uzyska większości. Byłaby to strata czasu. Zresztą nie wiadomo czy nie powstanie duży klub, który będzie reprezentował całą opozycję. Wtedy byśmy mieli klub zdecydowanie silniejszy, ale myślę że rozsądne jest jednak zaproponować takiego kandydata na marszałka, którego poprze większość.

Krótko po ogłoszeniu wyników do Senatu ukazał się apel prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Jarosław Kaczyński powiedział tak: „W Senacie, w którym Prawo i Sprawiedliwość nie zdobyło większości jest teraz pole do kompromisu i do jakiejś współpracy, przynajmniej ograniczonej. Zobaczymy czy nam się to uda”.

Szkoda, że tego kompromisu nie było przez 4 lata, bo zawsze prawo musi być stanowione na drodze kompromisu. A teraz myślę, że tak, że nie ma wyjścia. Są ustawy, które są konieczne, muszą być przyjmowane w formie jakieś zgody, uzgodnień i ten kompromis jest i potrzebny i oczekiwany. Myślę, że tak się stanie.

Zdaniem Bogdana Borusewicza Prawo i Sprawiedliwość straciło moralną i polityczną legitymację do rządzenia w związku z tym zwrócił się do polityków ugrupowania, aby zrezygnowali z obecnego posiedzenia Senatu. Bogdan Borusewicz mówił, że „zmieniła się zupełnie sytuacja w Senacie, PiS straciło większość, a także moralną i polityczną legitymację do stanowienia o tym, co się dzieje w Senacie”. Jakie jest Pańskie zdanie na ten temat, bo wiemy, że obrady Senatu rozpoczęły się w czwartek.

Tak, i było głosowanie w tej sprawie. Ja na to patrzę trochę inaczej. Otóż zgodnie z zasadami stanowienia prawa Senat rozpatrując ustawę może przyjąć trzy warianty. Może przyjąć ustawę, może ją odrzucić, może zgłosić poprawki. W sytuacji, kiedy nie działa już Sejm, bo ostatnie posiedzenie Sejmu się zakończyło, właściwie Senat może zrobić tylko jedną rzecz, to znaczy przyjąć ustawę bez poprawek. Bo gdyby Senat zgłosił poprawki, to już Sejm nie mógłby się odnieść do tych poprawek. W związku z tym takie ograniczenie roli Senatu, że musi przyjąć bez poprawek ustawę zakrawa na kpinę. To znaczy, że koniec z demokracją, że Senat jest niepotrzebny, jeżeli nie może wnieść poprawek. Dlatego to posiedzenie nie ma większego sensu. No ale zgodnie z systemem, zgodnie z regulaminem Senatu może się odbyć i większość na razie w Senacie tak zdecydowała, ale rozumiem wypowiedzi polityków opozycji, którzy zwracają na to uwagę, że to posiedzenie Senatu nie może wnieść żadnych sensownych rozwiązań, żadnych sensownych poprawek.

Panie senatorze jeszcze jeden temat. Chyba wszyscy mamy nadzieję na to, że będzie stanowione dobre prawo, pewnie tego oczekiwalibyśmy od obu izb, tymczasem na przykład Stanisław Gawłowski czy Krzysztof Kwiatkowski zostali właśnie senatorami i będzie ich chronił immunitet, a ciążą na nich zarzuty. Gawłowski jest oskarżony w aferze melioracyjnej i oraz o pranie brudnych pieniędzy. Już był w areszcie, opuścił go za pół miliona złotych kaucji. Jest mowa o nieprawidłowościach przy inwestycjach realizowanych przez Zarząd Melioracji w Szczecinie. Oskarża się go o przyjęcie łapówek w wysokości 700 tys. zł, a Krzysztof Kwiatkowski, były prezes NIK, ma oskarżenia o ustawienie konkursów w Najwyższej Izbie Kontroli. Od sierpnia 2018 roku trwa proces w tej sprawie. Obaj ci politycy właśnie są nowymi senatorami. Czy tu możemy mieć nadzieję na dobre stanowienie prawa, skoro takie osoby dostają się do Senatu?

Chciałbym zwrócić uwagę, że dopóki nie ma wyroku, to nie możemy powiedzieć, że te osoby są tych przestępstw winne. Na razie jest tylko podejrzenie, a i tak weryfikowali to wyborcy i uzyskali mandat w drodze demokratycznych wyborów. W związku z tym w tych okręgach, gdzie większość wyborców uznała, że mogą pracować w Senacie i mogą stanowić prawo, trudno odmówić wyborcom tej możliwości, chociaż rzeczywiście chciałoby się pewnie, żeby do izb parlamentu trafiały osoby o nieposzlakowanej przeszłości.

Czyli jakieś kulawe nieco mamy to prawo zatem...

Myślę, że być może zbyt często stawiamy oskarżenia, a później okazuje się, że tak naprawdę one się nie potwierdzają. Proszę zwrócić uwagę ilu innych polityków opozycji było oskarżanych o różne rzeczy, między innymi i premier Donald Tusk, i później okazało się, że jednak te zarzuty są bezpodstawne.

Teraz polityka ogólnokrajowa. Dwie nowe siły pojawiły się w Sejmie 2, bardzo odmienne od siebie wizje kraju będziemy mieli w tej kadencji izby niższej, czy lewica i prawica. Mam na myśli Konfederację i Sojusz Lewicy Demokratycznej. 49 mandatów dla lewicy 11 dla Konfederacji. Czy taki nowy układ w Sejmie może spowodować jakieś zmiany, lepszą bądź gorszą legislację?

Na pewno ważne jest, żeby w parlamencie były reprezentowane wszystkie siły polityczne. W każdym parlamencie w Europie jest i lewica i prawica i w tym nie widzę nic złego. Jest tylko kwestia jak się lewica i prawica będzie zachowywała - czy racjonalnie, propaństwowo czy też będą głosili jakieś skrajne tezy, które trudno przyjąć w rozsądnym europejskim państwie. Mam nadzieję, że wszyscy będą zachowywali się w ten sposób, aby rzeczywiście prawo stanowione w parlamencie było jak najlepsze dla Polaków i dla Polski. Nie dziwi mnie to, że jest i lewica i prawica w parlamencie.

Czy czarne chmury zawisły nad przyszłością Grzegorza Schetyny jako szefa ugrupowania?

Myślę, że ciała kolegialne w Platformie Obywatelskiej będą się nad tym zastanawiały, bo rzeczywiście wynik nie jest imponujący. Tylko na ile było spowodowane źle prowadzoną kampanią czy innym powodami, a na ile było to skutkiem obiektywnej sytuacji i nikt inny na miejscu przewodniczącego lepszego wyniku by nie uzyskał. W związku z tym sądzę, że trzeba na spokojnie przeanalizować te wszystkie uwarunkowania. Poza tym zbliżają się wewnętrzne wybory w Platformie, gdzie większość członków Platformy będzie mogła się wypowiedzieć czy widzi dalej Grzegorza Schetynę na stanowisku lidera czy też uzna, że należy zmienić szefa partii.

Marcin Sypniewski [wideo]

Marcin Sypniewski./fot. Archiwum
Marcin Sypniewski./fot. Archiwum
Rozmowa Dnia - Marcin Sypniewski
Gościem Rozmowy dnia był Marcin Sypniewski, lider Konfederacji w okręgu bydgoskim. 11 mandatów Konfederacji to sukces czy porażka? W jakich sprawach Konfederacja może głosować w Sejmie, tak jak PiS, a w jakich tak jak reszta opozycji? To niektóre zagadnienia, o które pytaliśmy naszego rozmówcę.

Michał Jędryka: O włos byłby pan posłem! Wczoraj nasz felietonista, profesor Janusz Sytnik-Czetwertyński, sformułował taką tezę, że wybory, które się odbyły w niedzielę w Polsce, mają taką dziwną cechę, że właściwie wszyscy są z nich niezadowoleni. Ma rację, czy nie?

Przede wszystkim, dziękuję ponad 32 tysiącom osób, które w okręgu bydgoskim zagłosowały na listy Konfederacji, w tym blisko 18 tysiącom osób, które zagłosowały na mnie. Z tego wyniku bardzo się cieszę. Liczba głosów jest bardzo duża, wynik piękny, szkoda, że trochę zabrakło do mandatu. Ogólnie jesteśmy zadowoleni, dlatego że udało się, pierwszy raz w historii istnienia naszego środowiska, wprowadzić grupę posłów do Sejmu jako Konfederacja, udało nam się pokonać barierę 5 procent, pokonać barierę „zmarnowanego głosu”, którym zawsze straszono naszych wyborców. Metoda przeliczania mandatów dała nam ich tylko 11, więc to zadowolenie nie jest pełne. Natomiast, faktycznie, patrząc na te wszystkie pozostałe siły polityczne, to z wyników ani nie może być zadowolone PiS, dlatego że w zasadzie jedynie obroniło liczbę posłów w Sejmie i stracił Senat, druga partia także poniosła porażkę. Lewica miała dosyć dobry wynik...

A o co chodziło z tymi dwoma kołami poselskimi. Był taki pomysł, by powołać dwa koła Konfederacji...

Ostatecznie koło będzie jedno. Na początku rzeczywiście padały takie pomysły z ust Janusza Korwin-Mikkego, natomiast koło będzie jedno, wszyscy posłowie będą występować jako jedność...

Pojawiło się także żądanie unieważnienia wyborów ze strony Konfederacji. To jest taki PR, żeby zwrócić na siebie uwagę, czy rzeczywiście były jakieś daleko idące nieprawidłowości?

Nieprawidłowość była, i to bardzo duża, dlatego że my wygraliśmy z TVP, z Wiadomościami, trzy sprawy sądowe w trakcie kampanii wyborczej. W przypadku dwóch spraw Wiadomości opublikowały sprostowanie, natomiast w piątek przed wyborami albo w sobotę, w czasie ciszy wyborczej, Wiadomości miały na początku również przeprosić nas za podawanie nieprawdziwych informacji oraz pokazać 5 wyników sondaży, w których przekraczamy 5 procent głosów. W ten sposób Wiadomości miały unieważnić to swoje wcześniejsze twierdzenie, że nie mamy żadnych szans na wejściu do Sejmu, co, jak się okazało, było całkowitą nieprawdą. Wiadomości tego nie zrobiły, nie wykonały prawomocnego wyroku sądu, i być może jest to podstawa do unieważnienia wyborów, a na pewno do wyciągnięcia konsekwencji wobec osób, które tego nie zrobiły.

Myśli pan, że to mogło mieć wpływ na wynik?

Oczywiście. Jest pewna grupa osób, która głosuje w sposób skalkulowany, która nie chce tracić głosu. Dlatego, jeżeli przez pewien czas były podawane informację, że nie mamy żadnych szans na wejście do Sejmu, jeżeli również socjologowie w Wiadomościach wypowiadali się, że głos na Konfederację, jest to głos stracony, no to wówczas faktycznie sprostowanie tej informacji mogło mieć duży wpływ na wynik. Jeszcze w piątek przed wyborami, redaktor Sakiewicz swojej „gadzinówce” wzywał nas do wycofania się i stwierdził, że nie mamy żadnych szans na wejście do Sejmu...(...)


Zbigniew Girzyński [wideo]

Zbigniew Girzyński. Fot. Archiwum
Zbigniew Girzyński. Fot. Archiwum
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Zbigniew Girzyński
Gościem Rozmowy dnia był poseł elekt Zbigniew Girzyński. Rozmawialiśmy o planach i perspektywach na najbliższą kadencję, a także o polityce historycznej Polski.

Michał Jędryka: Gratuluję powrotu do Parlamentu, jakie plany i zamierzenia?

Zbigniew Girzyński: Dziękuję. Przede wszystkim chciałem skupić się na tych obszarach, które są mi bliskie i na których dobrze się znam czyli nauka i szkolnictwo wyższe, z drugiej strony to obszar sportu i turystyki, gdyż zwłaszcza turystyka to jest niedoceniana, ale bardzo obiecująca część naszej gospodarki, budująca coraz więcej dochodu narodowego. Jesteśmy coraz bardziej zasobni, coraz chętniej wyjeżdżamy, Polska i nasz region ma wiele ciekawych ofert. Mam nadzieję, że będzie okazja wprowadzić mechanizmy, które będą z ważnej części naszego dziedzictwa narodowego czyniły atrakcyjną część gospodarki. (...).

Jak pan ocenia wpływ wydarzeń historycznych na społeczeństwo. Z jednej strony zachłystujemy się pragmatyzmem, a z drugiej renesans zainteresowania historią.

Uczestnicząc wczoraj w posiedzeniu Rady Dyscypliny Historii na UMK dowiedziałem się o ostatecznych wynikach rekrutacji na ten rok akademicki, na historię, ona jest od wielu lat rekordowa, to pokazuje, że wracamy do pewnych klasycznych schematów kształcenia, one są potrzebne. Wraca normalny poziom zainteresowania określonymi kierunkami kształcenia. Był okres, że wydawało się młodym ludziom wchodzącym w dorosłe życie, że to są rzeczy nieistotne, nie będące elementem, który może zbudować przyszłość. Dziś gdy rozmawia się z młodymi ludźmi, gdy pytam pro-seminarzystów, co ich skłoniło do tego, żeby wybrać historię, to podkreślają, że się nią pasjonują oraz podkreślają, że historia jest ważnym elementem tworzącym naszą tożsamość, poza tym, chcą sami być nauczycielami historii, bo uważają, że to jest ważna misja społeczna i ciekawe zajęcie. (...).

Trudno nie wspomnieć o tym, że rozmawiamy 41 lat po dniu wyboru Karola Wojtyły na papieża. Czy ta postać w przyszłej polskiej polityce historycznej, w kształtowaniu świadomości będzie miała znaczenie?

Zdecydowanie tak. To jest z całą pewnością najwybitniejszy Polak, który pojawił się na kartach naszej historii. Odegrał także istotną rolę w procesie demontażu porządku światowego, który wytworzył się po II wojnie światowej, w wyniku tzw. zimnej wojny. Rola Jana Pawła II, jego misja społeczna, zdolność porozumiewania się z wybitnymi postaciami ówczesnej polityki, jak Ronald Reagan, jak Margaret Thatcher, którzy nie byli katolikami, ale byli osobami o sercach otwartych na wolność, na propagowanie wartości demokratycznych, to wszystko spowodowało, że ten system komunistyczny, który prędzej czy później, byłby skazany na upadek, jednak pogrążył się w takim kryzysie, z którego, na oczach naszego świętego Jana Pawła II, Polska i inne kraje wyzwoliły się.




1234567