Wtorek, 16 lipca 2019 r.   Imieniny: Mariki, Benity, Eustachego
Polskie Radio PiK » Rozmowa dnia

Rozmowa dnia

Krzysztof Czabański

Krzysztof Czabański gość Rozmowy Dnia/fot. archiwum
Krzysztof Czabański gość Rozmowy Dnia/fot. archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Krzysztof Czabański
Gościem Rozmowy Dnia był Krzysztof Czabański - poseł PiS i przewodniczący Rady Mediów Narodowych. Polityk odpowiedział na pytania dotyczące pomysłów opozycji na media oraz planów ich rozwoju w przyszłej kadencji Parlamentu.

Marcin Kupczyk: Jeśli Platforma wygra jesienne wybory, do sejmu trafi projekt ustawy likwidujący media publiczne - TVP i Polskie Radio. W ich miejsce ma powstać holding radiowo-telewizyjny. Co Pan na to?
Krzysztof Czabański: Nie dziwią mnie te postulaty, bo ugrupowania polityczne, które reprezentuje Platforma Obywatelska od zawsze prezentowały tego rodzaju pogląd. Jeszcze jako liberałowie gdańscy twierdzili, że media publiczne powinny być zlikwidowane - to mówili m.in. Donald Tusk, Janusz Lewandowski czy Andrzej Zarębski, który z ramienia liberałów był wtedy członkiem i sekretarzem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Mówili, by sprywatyzować to, co się utrzyma na rynku, a resztę zlikwidować, bo media publiczne nie mają racji bytu w liberalnym społeczeństwie. Dziś mówią więc to samo, co mówili kiedyś tylko, że teraz stwarzają pewne pozory - stawiają parawany, za którymi chowają swój cel.
Przez 8 lat rządów rozmontowali system abonamentu RTV, począwszy od wezwania Donalda Tuska, żeby go nie płacić, a teraz mówią że system abonamentu oraz media publiczne trzeba wyrzucić. Najpierw zepsuli zegarek, a teraz chcą się go pozbyć. Nie dziwią mnie te pomysły - zawsze im chodziło albo o marginalizację, albo o likwidację. Ponieważ zawsze był jakiś koalicjant - SLD czy PSL, który wolał, żeby jakaś część mediów publicznych była zachowana, więc rządy Platformy nie doprowadziły do całkowitej likwidacji, ale miały wpływ na ich osłabienia.
Chcą wrócić do tych czasów, ponieważ widzą, jak media publiczne za naszych rządów są wzmacniane. Przypomnę tylko o wielkim napływie pieniędzy do mediów publicznych, także z tytułu rekompensaty za utracony abonament. My odbudowujemy fundamenty mediów, a na inne rzeczy też przyjdzie pora - m.in. polepszenie oferty programowej czy być może rozwiązania organizacyjne. Obecnie, jak wiadomo, funkcjonuje Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, która ma obowiązek dbania o wolność słowa i ofertę programową. Jest Rada Mediów Narodowych, której mam zaszczyt przewodniczyć i która dba o jakość menedżerską tych spółek, o zarządy i władzę spółek medialnych. Jest też Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które sprawuje nadzór właścicielski w imieniu Skarbu Państwa i pilnuje mediów od strony finansowej. Jest to trójpodział władzy, który powoduje, że media są dosyć niezależne, bo każdy ośrodek, który się nimi zajmuje ma inną sferę obserwacji. Żaden z nich też nie może działać całościowo na własną rękę, co jest dla mediów dobre.

Platforma Obywatelska chciałaby znieść abonament, który od dawna jest nieskuteczny, a zamiast niego nowe media publiczne miałyby otrzymywać dotacje z budżetu państwa – od miliarda to dwóch na przykład.
– Zgłosili w tej kadencji sejmu swój projekt finansowania mediów publicznych z budżetu. Pieniądze były w nim określone na o wiele niższym poziomie - poniżej miliarda złotych. To sprowadziłoby katastrofę finansową na media publiczne i przyczyniłoby się do ich osłabienia czy wręcz likwidacji. Nie wierzę w takie zapowiedzi, ale opozycja oczywiście może opowiadać różne rzeczy zwłaszcza, kiedy wie, że i tak władzy w najbliższych wyborach raczej nie zdobędzie.
My twardo mówimy, że będziemy dalej finansować media publiczne, będziemy budować ich fundament finansowy. Zależy nam, żeby odgrywały coraz większą rolę na polskim rynku medialnym, bo to jest w interesie polskiej racji stanu.

Abonament to niewypał. Płaci go niewielu.
– Z mojego punktu widzenia najważniejsze jest to, że media publiczne mają stałe i poważne zasilanie finansowe, tym głównym źródłem oczywiście jest zasilanie z tytułu rekompensaty, czyli to co, pokrywa budżet z tytułu utraconych wpływów.

Ale to właściwie rodzaj protezy...
– Tyle, że tą protezą są konkretne pieniądze dla mediów. Najważniejsze przecież, że media mają za co robić dobry program i odświeżać bazę techniczną swoich spółek. Oczywiście lepiej byłoby, gdyby sprawa załatwiona była systemowo (...).

Prof. Dariusz Markowski

prof. Dariusz Markowski
prof. Dariusz Markowski
PR PiK - Rozmowa Dnia - Prof. Dariusz Markowski
Czy bydgoski Stary Rynek rozczarował mieszkańców miasta? A może trzeba go dopiero urządzić? Czy pomysł Alegorii Bydgoskiej rzucony przez Stefana Pastuszewskiego ma sens? O to miedzy innymi pytaliśmy prof. Dariusza Markowskiego, przewodniczącego Rady ds Estetyki Bydgoszczy.

Michał Jędryka: Podoba się Panu Stary Rynek w Bydgoszczy po remoncie?
Prof. Dariusz Markowski: I tak, i nie. Pewne elementy jak najbardziej mi się podobają, na pewno rynek zyskał nową jakość.Cały czas jednak uważam, że to projekt dość minimalistyczny, taki był założeniu. W związku z tym zakładam, że czas na dopełnienie tej przestrzeni.

Sarkastyczne komentarze o betonozie nie robią na Panu wrażenia?
– Przypomnijmy sobie, jak wyglądał rynek przed remontem – również był pusty. Poza donicami z roślinnością, wykrzywionymi ławkami, niewiele na nim się działo. Zaznaczam, że płyty nie są betonowe, ale kamienne, więc trudno mówić o „betonozie". Udało nam się zasadzić dwa drzewa na początek. Był trochę krzyk, że nie jest to dobry moment na sadzenie drzew, ale muszę na antenie podziękować konserwatorowi wojewódzkiemu, że przychylił się do naszego pomysłu.
Myślę, że przed nami czas domeblowywania rynku. Zakładam, że pojawią się kolejne nasadzenia czy donice, które go upiększą.

Czyli nowy remont nie jest potrzebny, tylko rozbudowa?
– Bardziej dopełnienie rynku.

Jak można go Pana zdaniem dopełnić?
– Brakuje niewątpliwie dominanty, czyli czegoś, co by na rynku przyciągało.

Brakuje od wielu lat, mówi się cały czas o pierzei zachodniej.
– Po pierwsze – pierzei, a więc brakuje domknięcia rynku od strony zachodniej, a po drugie – pewnej dominanty na samej płycie rynku. Był moment, kiedy zgłosiłem pomysł przenosin króla, czy postawienia tego pomnika właśnie na środku rynku. Chodziło mi głównie o oś widokową ulicy Mostowej.

Pisał Pan list otwarty w tej sprawie.
- Pomnik wymagałby pewnych przekształceń. Trzeba by postument podnieść bardziej do góry, stworzyć bardziej atrakcyjny. Wiem, że pewne projekty były wykonywane, udało mi się też uzyskać zgodę samego artysty. Niestety zrobiono z tego wówczas bitwę polityczną i pomysł poszedł w zapomnienie. (...)

Mikołaj Bogdanowicz

Mikołaj Bogdanowicz
Mikołaj Bogdanowicz
Po co premier Mateusz Morawiecki przyjeżdża w sobotę do Mroczy? O tym między innymi rozmawiamy z wojewodą kujawsko–pomorskim — Mikołajem Bogdanowiczem.

Michał Jędryka: W sobotę (29 czerwca) w Mroczy wizytę składa premier Mateusz Morawiecki, a będzie to piknik inaugurujący kolejną odsłonę programu Rodzina 500 plus.

Mikołaj Bogdanowicz: Dokładnie. To bardzo duże wydarzenie w województwie kujawsko-pomorskim. Wizyta pana premiera Mateusza Morawieckiego i minister Bożeny Borys -Szopy - nowego ministra rodziny, pracy i polityki społecznej. Duży piknik organizowany przez KPRM i Urząd Wojewódzki, ale również przez burmistrza Mroczy, przez samorząd Mroczy, który zainauguruje program Rodzina 500 plus plus, czyli również na pierwsze dziecko w całym kraju. Z tego miejsca chciałbym serdecznie wszystkich na ten piknik do Mroczy na Stadion Miejski na ul. Sportowa 1 zaprosić.

Zapowiada się niezła pogoda, więc pewnie warto pojechać. Co będzie w programie?

Pogoda lepsza, bo o 10 stopni niższa niż przedwczoraj, więc bardzo się z tego cieszę, bo te upały rzeczywiście wszystkim bardzo doskwierały, natomiast między 12:00 a 17:00 w Mroczy będzie można napotkać naprawdę bardzo wiele atrakcji, bo i kilkadziesiąt stoisk, gdzie prawie na każdym stoisku będą konkursy, gdzie będzie można wygrać atrakcyjne nagrody. Oczywiście standardowo dmuchańce, ale również i coś dla młodych zwolenników młodych piłki nożnej i sportów. Swoje ekspozycje będą miały również służby, to jest zawsze bardzo atrakcyjne dla młodych ludzi i dla całych rodzin, czyli Państwowa Straż Pożarna, policja, wojsko. Będzie można przejechać się na przykład hummerem, co jest bardzo bardzo atrakcyjne, ale również występy artystów: będzie zespół Kombi, Jula i występy grupy muzyczno-lalkarskiej Stwory Głodomory, więc tych atrakcji dla młodego pokolenia, a przecież mamy wakacje, mamy bardzo dużą przestrzeń w Mroczy, także serdecznie zapraszamy. Na pewno nikt cię nie będzie nudził. Mamy wiele zabaw i gadżetów do rozdania w konkursach.

A premier będzie na której części tego pikniku?

Pan premier będzie w większości między 12:00 a 17:00, ale uroczyste otwarcie przez pana premiera i panią minister przewidujemy na godzinę 14:00.

Przejdźmy do tego co ma być promowane podczas tego pikniku, czyli kolejnej odsłony programu 500 plus. Wiele osób krytykowało go właśnie za to, że nie było świadczenia na pierwsze dziecko. Teraz ma być. Co trzeba zrobić, żeby je uzyskać?

Zacznijmy od tego, że program Rodzina 500 plus - można powiedzieć - zmienił Polskę, i to bardzo mocno widać w tych mniejszych miejscowościach, a to było głównym zadaniem rządu Prawa i Sprawiedliwości, aby zadbać o ten zrównoważony rozwój, aby te mniejsze miejscowości również miały swoje szanse. Jak rozmawia się dzisiaj z samorządowcami, którzy jeszcze kilka lat temu, a sam do tych samorządowców należałem, mierzyli się z bardzo dużymi problemami rodzin i ich dzieci, lokalnej przedsiębiorczości. Teraz te problemy się zmieniły. Zmieniły się również priorytety, ale ten element związany właśnie z zachowaniem pewnego poziomu życia rodzin na tych terenach pozytywnie bardzo się zmienił, więc bardzo się z tego cieszymy. Program, który w tej chwili rozszerzamy ma ten element jeszcze bardziej pogłębić.

Obawiano się z negatywnego wpływu tego programu na gospodarkę. Stało się coś wręcz przeciwnego.

Oczywiście. Dzisiaj jesteśmy podawani jako przykład na całym świecie jak sobie doskonale poradziliśmy z likwidacją biedy wśród dzieci, wśród z rodzin i jednocześnie poprawiliśmy bardzo mocno wskaźniki ekonomiczne. Zaznaczam, że luka vatowska, o której mówi pan premier, to dzisiaj przeszło 40 miliardów złotych dodatkowych środków, których w wyniku ewentualnego braku zmian byśmy nie mieli. One by gdzieś uciekały do z naszej gospodarki, z naszego budżetu państwa. Te pieniądze są w tej chwili przez ministerstwo finansów i przez sprawną organizację systemu zatrzymywane i można powiedzieć, że 40 miliardów to jest program Rodzina 500 plus w odsłonie również na pierwsze dziecko i na każde następne. Bardzo ważny projekt, zapowiadany przez pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego i jego realizacja i jego inauguracja rozpoczyna się z dniem 1 lipca i od 1 lipca każdy, kto posiada dzieci do 18. roku życia będzie mógł złożyć wniosek również na pierwsze dziecko i otrzymywać to świadczenie. Zachęcam, że im szybciej ten wniosek będzie złożony, tym szybciej będą wypłacone środki.

Panie wojewodo, a jak to zrobić?

Na pewno przez pierwszy miesiąc, czyli od 1 lipca do 31 lipca, tylko i wyłącznie forma elektroniczna i tutaj naprawdę zachęcam wszystkich do tego, aby korzystali z bardzo prostej, łatwej i przejrzystej formie elektronicznej. To jest bankowość elektroniczna, przez którą można złożyć taki wniosek, czyli wszyscy, którzy posiadają konto w banku mogą to zrobić łatwo i szybko. Poza tym przez portal ePUAP, ale to już w zależności od wyboru osoby, która danymi możliwościami dysponuje. Od 1 sierpnia będzie można również składać takie wnioski w formie papierowej, ale jeszcze raz zachęcamy do tego, żeby skorzystać z formy elektronicznej, bo to zmniejsza machinę administracyjną. W ogóle ten system teraz również został bardzo mocno uproszczony tak, aby samorządy mogły sprawnie te wnioski przyjmować i wypłacać środki.

No właśnie. Samorządy są przygotowane? Rozmawiał pan z wójtami gmin, burmistrzami, prezydentami miast?

Samorządy są bardzo dobrze do tego projektu przygotowane. Wydana decyzja nie będzie już dostarczana do danego beneficjenta pocztą, a to były dodatkowe koszty, teraz tego nie będzie, będzie tylko informacja na przykład w formie elektronicznej wysłana do danego beneficjenta i sprawę uważa się za załatwioną. Samorządy po raz pierwszy mówią - i to mówią otwarcie - otrzymały środki na organizację miejsc pracy, organizację pracy przy wypłacaniu świadczenie Rodzina 500 plus taką, która ich satysfakcjonuje i teraz te zmiany, które wprowadzają od 1 lipca, czyli również możliwość otrzymania świadczenia na pierwsze dziecko powoduje, że tych środków dla samorządów będzie więcej i będą mogły spokojnie zarządzać swoimi zasobami ludzkimi, organizacyjnymi, aby te świadczenia były wypłacane. jestem po rozmowach z samorządowcami. Rozmawialiśmy indywidualnie i w większych grupach i tutaj nie ma żadnych problemów. Zapowiedzi są takie, że bez problemów są w stanie przyjąć te wnioski. Zobaczymy jak będzie, ale jestem pewny, że samorządowcy tutaj, tak jak zawsze w województwie kujawsko-pomorskim, stają na wysokości zadania i ta współpraca rządowo - samorządowa wyglądała, wygląda i będzie wyglądać bardzo dobrze.

Anna Gembicka

Anna Gembicka/fot. www.gov.pl
Anna Gembicka/fot. www.gov.pl
Rozmowa Dnia - Anna Gembicka
Gościem Rozmowy Dnia była Anna Gembicka, podsekretarz stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju. Czy jest szansa, że nowy stopień na Wiśle w Siarzewie powstanie zgodnie z planem? Jakie będzie jego znaczenie dla rolnictwa, gospodarki i mieszkańców regionu? Czego potrzeba małym i średnim przedsiębiorstwom i co mogą dla ich rozwoju zrobić rządzący? O to, między innymi, pytaliśmy w czwartkowej Rozmowie Dnia Polskiego Radia PiK.


Marcin Kupczyk: Pani minister: susza, powódź, i tak na zmianę. Nasz region też jest narażony na te niedogodności. Pani minister pochodzi z naszego regionu, spod Włocławka, i jak często powtarza, sprawa wód, suszy rolniczej, sprawa tamy i naszego bezpieczeństwa leży pani na sercu. Zgadza się?

Anna Gembicka : Tak, zdecydowanie. Pochodzę spod Włocławka. Rozumiem obawy mieszkańców naszego regionu, za każdym razem, kiedy pojawiła się fala powodziowa, kiedy podnosi się poziom wód. Pojawiały się także dyskusję na temat stanu stopnia wodnego, tamy we Włocławku. Warto pamiętać, że tama we Włocławku miała być jednym z kilku stopni wodnych na Wiśle. Niestety, pozostała jedynym stopniem, nie była do tego przystosowana, dlatego obawy mieszkańców są uzasadnione. Walczymy o to, żeby drugi stopień wodny w Siarzewie został jak najszybciej wybudowany, żeby prace zostały podjęte jak najszybciej. Ten temat przewija się odkąd pamiętam, i cały czas kończył się na etapie dyskusji. W zeszłym roku w Siarzewie był premier Mateusz Morawiecki. Zadeklarował, że ten stopień wodny będzie budowany. Warto dodać, że na podstawie analiz przeprowadzonych przez Wody Polskie, właśnie stopień wodny w Siarzewie jest najbardziej optymalnym rozwiązaniem, jeśli chodzi o ochronę przeciwpowodziową tego odcinka Wisły.

Zapewne wielokrotnie rozmawiała pani z premierem Morawieckim. Mamy wyraźną deklarację, że zapora w Siarzewie powstanie, że będą źródeł jej finansowania?

Tak. Mamy dwóch inwestorów, pierwszy to są oczywiście Wody Polskie, czyli chodzi o środki z budżetu państwa, a drugi inwestor to Energa, która zbuduje elektrownie wodną, wykorzystując prąd wody budowanej tamy. Wydaje mi się, że to jest bardzo dobre połączenie, przy takiej inwestycji. No i przede wszystkim, stopień wodny to wiele korzyści dla mieszkańców: nowe miejsca pracy, ochrona przed powodzią, łagodzenie skutków suszy, z czym coraz częściej się borykamy. Właśnie na Kujawach poziom opadów powiem tak, że nie jest najwyższy w Polsce...

Jest najniższy! Jeśli chodzi o zasoby wodne, porównywani jesteśmy z Egiptem...Jakie jest nastawienie ludzi z tamtych terenów, do tej inwestycji? Przecież dla mieszkańców to będą wielkie zmiany.

Najważniejsza jest właśnie rozmowa z mieszkańcami. Oczywiście jest wiele pytań, będziemy na nie odpowiadać. Podstawą działań są po prostu konsultacje, stałe rozmowy z mieszkańcami. Skala poparcia tych mieszkańców, także różnych organizacji, które się zawiązały przy tej okazji, jest naprawdę bardzo duża. (...)

Krystian Frelichowski

Krystian Frelichowski Fot. Archiwum
Krystian Frelichowski Fot. Archiwum
Krystian Frelichowski w Rozmowie Dnia
Gościem Rozmowy Dnia był bydgoskim radny PiS, Krystian Frelichowski. Mówił o Starym Rynku, a także o problemach Bydgoszczy tuż przed debatą o stanie miasta.


Michał Jędryka: Podoba się panu Stary Rynek po remoncie?

Krystian Frelichowski : Gdy zobaczyłem, jak to wygląda, byłem naprawdę przerażony. Przypomnę, że z koleżanką radną Grażyną Szabelską, z dr. Stefanem Pastuszewskim, w marcu 2017 roku, apelowaliśmy, żeby wstrzymać przetarg, wszelkie pomysły, projekty na Stary Rynek, upadły, między innymi z powodu decyzji konserwatora zabytków. Wiadomo, że na rynek nie będzie żadnego pomysłu. W tej chwili jest to nudna, betonowa płyta, to, co jest tam najcenniejsze, zostało zalane na wiele lat, przypomnę, że pod ziemią są świetnie zachowane podziemia gotyckiego ratusza i kościoła pojezuickiego. Pierwotnie, w jednej z interpelacji, prezydent obiecywał, że będzie odkrywka, że będzie można podziemia oglądać przez szybę, że będą tablice z wizualizacjami. To wszystko przepadło. Ta płyta nie pasuje do zabudowy Starego Rynku, nie ma żadnych odniesień do historii, poza jedna tablicą.

Jest zarys ratusza średniowiecznego...

No jest, ale sam słyszałem rozmowy bydgoszczan, którzy zastanawiają się, co to jest. Nie ma żadnej informacji na temat tego zarysu. Ani dla przyjezdnych, ani dla miejscowych, co ten zarys, zresztą bardzo nieestetycznie wykonany, oznacza. Spójrzmy także na pomnik. Czytamy na nim: „Ofiarom faszyzmu”. Pytam się, dlaczego taki napis w Bydgoszczy? Czy chodzi o osoby, które zginęły w wojnie domowej w Hiszpanii, bo tam był faszyzm. Czy może o Włochy, bo tam był także faszyzm. Do Bydgoszczy faszyści nie dotarli. Byli za to u naziści niemieccy, więc mamy na pomniku żywy przykład fałszu historycznego.

To jest pewna zaszłość z czasów komunizmu, kiedy to wszystkich przeciwników komunizmu nazywano faszystami, a w szczególności niemiecki nazizm również...

Zgadza się. Przypomnę jednak, że uzyskano wszelkie potrzebne opinie, łącznie ze zgodą spadkobiercy autora pomnika, żeby ten napis zmienić, żeby ten napis przestał być fałszem historycznym. Był dogodny moment, żeby to uczynić. (...)

Najsmutniejsze jest chyba to, co pan powiedział, że nie ma pomysłu na Stary Rynek...

Rzeczywiście, nie ma pomysłu. Podczas konsultacji bardzo wiele osób powiedziało się za stworzeniem trasy podziemnej, za udostępnieniem podziemi zwiedzającym (...). Przypominam, że to był mój pomysł. Widziałem podobne rozwiązania w Krakowie, w Rzeszowie. Te miasta mają swoje trasy podziemne. Oni po prostu połączyli piwnice kamienic, dodali ciekawe wizualizacje, eksponaty... Te trasy ciszą się ogromną popularnością (...). Natomiast my nie mamy tutaj nic. Zrobiliśmy wszystko, żeby ten rynek był nudny...

„Zabetonowanie” to jest chyba sprawa pewnej mody, i nie wiem czy pan to potwierdzi jako działacz turystyczny i przewodnik wycieczek, w wielu miejscach się tak robi. Chodzi o możliwość szybkiego i łatwego organizowania imprez masowych, itp. Łatwiej je zorganizować na pustym placu, niż w parku...

Taka moda była w czasie PRL -u. Tam, gdzie jeżdżę, z radością patrzę, że beton zastąpiła kostka brukowa, która zawsze pasuje do Starego Miasta, nie chodzi mi o stary bruk, po którym trudno się chodzi. Na kostce brukowej także można zawrzeć wzory, na przykład herb miasta. Kostka daje też różne możliwości kolorystyczne. My mamy szaro...

Przenieśmy się na drugą stronę Brdy, kilkaset metrów dalej, na plac Wolności. Kioski z kwiatami wkrótce mają być zlikwidowane. Jakie jest pana zdanie na ten temat?

Plac Wolności to jest miejsce, które każdy z bydgoszczanin kojarzy z kwiatami. Budki są niekiedy czynne nawet późno w nocy. Jest to miejsce wesołe i kolorowe, dzięki tym kwiatom. Czytałem, że przenosiny są tylko czasowe, ale jakoś w to nie wierzę, mając w pamięci podobne sytuację z innych części miasta. (...)

Więcej, m.in. o absolutorium dla prezydenta Rafała Bruskiego, o mieszkaniowych pustostanach i miasteczku namiotowym w Myślęcinku, do wysłuchania w Rozmowie Dnia.



Dr Sławomir Sadowski

dr Sławomir Sadowski/fot. archiwum
dr Sławomir Sadowski/fot. archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - dr Sławomir Sadowski
Gościem Rozmowy Dnia był dr Sławomir Sadowski z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Jej temat to scenariusze budowy przez ugrupowania opozycyjne politycznych bloków na zbliżające się wybory parlamentarne.

Marcin Kupczyk: W jakiej formule opozycja wystartuje do wyborów? To pytanie wisi nad wieloma opozycyjnymi ugrupowaniami. W ciągu ostatnich tygodni furorę robi słowo „bloki". Będziemy budować różne bloki, o różnych nazwach. Jedni drugich do tworzonych przez siebie bloków zapraszają. Co Pan na to?
Sławomir Sadowski: Wydaje się, że formuła jednego, wielkiego bloku – swoistego anty PiS-u się nie powiodła. Platforma plus jej sojusznicy uzyskała znacznie gorszy wynik, niż na przykład w wyborach samorządowych pół roku wcześniej. Sądzę więc, że idea bloków daleko idącej spójności ideowej jest czymś bardzo sensownym. Na pewno najsilniejszym z tych bloków jest – jak na razie – blok narodowo-katolicki, który reprezentuje PiS i jego sojusznicy.
Opozycja musiałaby stworzyć dwa-trzy, maksymalnie cztery bloki. Jeden – chadecki, typu zachodniego, z podobną narracją ideową, jak niemieckie CDU czy brytyjscy konserwatyści. To niewątpliwie część Platformy Obywatelskiej oraz Stronnictwo Ludowe. W tym przypadku mamy starcie liderów – Pan Kosiniak-Kamysz chciałby być liderem tego bloku. Nie sądzę jednak, żeby Grzegorz Schetyna chciał ustąpić.

Kolejne bloki opozycji?
- Drugi to blok liberalno-demokratyczny, charakterystyczny dla np. francuskiego prezydenta Macrona. U nas ten liberalny demokratyzm ma raczej złą prasę, choć pewnie jest sporo zainteresowanych takim rozwiązaniem.
Kolejne dwa bloki widzę na lewicy, czyli socjalliberalny, związany z Sojuszem Lewicy Demokratycznej oraz twardy socjaldemokratyczny, którego wyrazem jest Partia Razem i oczywiście dużo mniejsze m.in. ugrupowanie Ikonowicza itd. Wydaje się, że stworzenie dwóch-trzech bloków suwerennych, autonomicznych o daleko idącej spójności ideowej, wewnętrznej jest czymś, co sprzyjałoby opozycji.
To jednak nie wszystko - bloki muszą być wiarygodne, a większość polityków, którzy stoją za nowymi projektami - może poza Kosiniak-Kamyszem - to politycy mocno zgrani. Ich wiarygodność jest średnia, więc istotnym elementem powinna być głęboka zmiana kadrowa.

Na to chyba nie ma już czasu.
- Nie mam wątpliwości, że wielu liderów, których twarze oglądamy od kilkunastu albo nawet kilkudziesięciu lat, powinno odejść, bo wielokrotnie zmieniali swoje poglądy.
Kolejna rzecz, która się wydaje bardzo istotna - trzeba dokładnie zbadać, czego oczekuje elektorat tych potencjalnych ugrupowań i kogo partie chciałyby pozyskać jako swój przyszły elektorat. Nie bardzo dziś to wiemy. Kierowanie się w stronę „swoich" oznacza powtórkę wyników ostatnich wyborów, czyli porażek.
Poza tym trzeba mieć namacalne propozycje programowe.

Co Pan ma na myśli?
- Takie swoiste 500 plus - coś, co ludzie dostają do ręki. Opozycja mówi o bardzo ważnych rzeczach - o demokracji, liberalizacji życia itd., ale to nie przekłada się na codzienne życie elektoratu. Myślę, że takim celem mógłby być na przykład zrozumiały, tani i łatwo dostępny program mieszkaniowy. (...)

Kosma Złotowski

Kosma Złotowski
Kosma Złotowski
PR PiK - Rozmowa Dnia - Kosma Złotowski
Dziś pogrzeb śp. generała Zbigniewa Nowka, zmarłego nagle tydzień temu w wieku niespełna 60 lat. O jego służbie Polsce, jego roli w w początkach „Solidarności”, rozmawialiśmy z europosłem Kosmą Złotowskim.

Michał Jędryka: Jak Panowie się poznali?
Kosma Złotowski: Na początku lat 90., kiedy ja byłem dziennikarzem telewizyjnym, a Zbigniew Nowek – świeżo upieczonym szefem Urzędu Ochrony Państwa.

Urząd Ochrony Państwa wtedy powstawał. Człowiek, który walczył ze służbą bezpieczeństwa został szefem następcy tej służby, już w wolnej Polsce.
- Tak. Miał ogromne doświadczenie w walce ze służbą bezpieczeństwa. Do opozycji demokratycznej należał jeszcze przed sierpniem 1980 roku. To właśnie on wydrukował ulotkę, wzywającą do strajku w obronie Anny Walentynowicz. Wydrukował i kolportował, bo dopiero potem obie te funkcje, z powodu doświadczeń ze służbą bezpieczeństwa, zostały rozdzielone.

Właściwie od tego zaczął się rok 1980 i strajki w Stoczni Gdańskiej.
– Wszystko rzeczywiście zaczęło się od tej ulotki - zwycięskie strajki, które doprowadziły do powstania „Solidarności”, więc historyczna rola Zbigniewa Nówka jest nie do przecenienia.

Miał wtedy dwadzieściakilka i kiedy powstało Niezależne Zrzeszenie Studentów na uniwersytecie w Toruniu, został jego szefem.
– Był nim do 13 grudnia, a potem – po 13 grudnia aż do 1989 roku zajmował się drukowaniem rozmaitych ulotek, podziemnych wydawnictw, podziemnych czasopism . Robił to perfekcyjnie, w ukryciu i konspiracji. Zawsze był górą i nie dał się złapać. (...)

Przyszedł rok 1989 i tzw. transformacja ustrojowa. I wtedy Zbigniew Nowek podjął wyzwanie i został szefem Urzędu Ochrony Państwa.
– Został szefem bydgoskiej delegatury Urzędu Ochrony Państwa i był nim z bardzo dobrymi wynikami aż do roku 1997, kiedy został wiceszefem całego urzędu, a potem niecały rok później w 1998 roku – szefem Urzędu Ochrony Państwa. (...)

Łukasz Zbonikowski

Łukasz Zbonikowski. Fot. Archiwum
Łukasz Zbonikowski. Fot. Archiwum
Gościem Rozmowy dnia był poseł Łukasz Zbonikowski (Prawo i Sprawiedliwość), którego pytaliśmy między innymi o to, jaką rolę mogą odegrać takie miasta jak Włocławek, jeśli będzie realizowany plan deglomeracji.

Michał Jędryka: Deglomeracja - to takie ostatnio modne słowo. Kilka dni temu wicepremier Jarosław Gowin ponownie ją zapowiedział. To ma być przenoszenie centralnych urzędów do mniejszych miast w Polsce. Czy takie miasto jak Włocławek może zyskać w tego typu programie?

Łukasz Zbonikowski: To wpisuje się w naszą tezę programową czyli zrównoważonego rozwoju całego kraju. Niezależnie gdzie mieszkamy powinniśmy mieć dostęp do osiągnięć cywilizacyjnych. Liczę, że nie tylko Włocławek, ale też inne miasta naszego województwa, Toruń, Bydgoszcz, Inowrocław, Brodnica, Grudziądz na tym zyskają. Trudno powiedzieć, które instytucje i gdzie będą przenoszone. Uważam, że byłe miasta wojewódzkie, takie jak Włocławek, które mocno straciły na zmianach ustrojowych, powinny być brane pod uwagę w pierwszej kolejności.

Na czym polegały te straty Włocławka w wyniku zmian ustrojowych?

To były kolejne etapy degradacji. Możemy negatywnie mówić o okresie minionym, o socjalizmie, ale tam był koncepcja, szczególnie po 1975 roku, stworzenia małych województw, gdzie w jakiś tam sposób inwestowano. Wydolność PRL-u była bardzo niska i to padło, ale po 1989 zachłysnęliśmy się pewnymi rozwiązaniami zachodnimi, nie bardzo widząc jak do nich dochodzono i właściwie zostawiono te małe i średnie miasta i powstało wielkie zróżnicowanie. My teraz się o to upomnieliśmy i stąd działania rządu by wyrównywać szanse. (...).

Wizytówką Włocławka jest na pewno zapora na Wiśle. Pan został przewodniczącym zespołu, który zajmuje się w Sejmie zagospodarowaniem Dolnej Wisły. Powstanie kolejny stopień wodny?

Powstanie. I nabiera to rumieńców. Cieszę się, bo rządy Prawa i Sprawiedliwości zawsze popychały ten temat. Jest już po decyzji środowiskowej. Są podmioty, które się tym poważnie zajęły, inwestorem są Wody Polskie, z drugiej strony ogromy ciężar ma na swoich barkach koncern energetyczny Energa. Koncern jest zainteresowany, żeby ten podmiot powstał, bo poza retencją wody, bezpieczeństwem zapory we Włocławku, to będzie punkt odnawialnej, ekologicznej energii, która jest bardzo potrzebna. Naszemu zespołowi oczywiście bardzo zależy na zaporze w Siarzewie, ale myślimy o całej Dolnej Wiśle, z poszanowaniem środowiska. Poza tym przywrócenie żeglowności - to jest bardzo ważny element. Bogate państwa nie marnują szlaków wodnych, nawet mając lepsze drogi stawiają na żeglugę śródlądową. Niestety, polscy marynarze, kształceni np. w Nakle, pływają po wodach Europy Zachodniej. (...).

O jakiej perspektywie czasowej możemy myśleć? Kiedy powstanie stopień wodny w Siarzewie?

Myślę, że przyszła kadencja będzie przełomowa, że będzie wbicie pierwszej łopaty. Jeżeli jesteśmy na etapie załatwiania pozwolenia na budowę, to myślę, że nic nie będzie stało na przeszkodzie, żeby tę inwestycję, która będzie się zwracała, zrealizować. To może już się zwrócić w ciągu 6 czy 7 lat. (...).
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Łukasz Zbonikowski

ks. Mateusz Ziemlewski

Ks. Mateusz Ziemlewski./fot. edupolis.pl
Ks. Mateusz Ziemlewski./fot. edupolis.pl
Gościem Rozmowy Dnia 20 czerwca był ks. Mateusz Ziemlewski, z którym rozmawialiśmy na temat święta i procesji Bożego Ciała, o ich znaczeniu w religii i w kulturze.

Michał Jędryka: Boże Ciało to dla katolików szczególne święto, bo związane z zewnętrzną manifestacją wiary.

ks. Mateusz Ziemlewski: Tak, to jest święto, które zaczęto obchodzić w XIII wieku. To był moment w którym teologia i pobożność katolicka bardzo mocno akcentowała rzeczywistą obecność Chrystusa w postaciach eucharystycznych. W średniowieczu był taki kult związany z tajemnicami życia Chrystusa, zwłaszcza jego męki. Adorowano bok Chrystusa, adorowano właśnie jego ciało, jego krew i pod koniec XIV wieku, prawdopodobnie w Kolonii odbyły się pierwsze procesje eucharystyczne. To była kwestia radości wspólnoty wierzącej z tego, że jest z nią Bóg. (...). W ostatniej wieczerzy Pan Jezus powiedział, że mamy to czynić na jego pamiątkę i że te wypowiadane słowa będą na jego życzenie realizowały jego rzeczywistą obecność. Odtąd ten chleb i wino już nie jest chlebem i winem. Sam Chrystus powiedział: „to jest ciało moje, to jest krew moja”. To jest największy skarb Kościoła i przez wieki musiał być rozwijany.

Czyli procesja jest wyrazem wiary w to, że w monstrancji, w chlebie, jest rzeczywiście Chrystus.

Dzisiaj, nam współczesnym ludziom, często się mówi: czy my musimy iść do kościoła? Epoka skrajnego materializmu, bo tak dzisiejszą antyklulturę należny nazwać, ubóstwia materię, a jednocześnie wszechmogącemu Bogu, który jest fundamentem wiary, odmawia możliwości przyjęcia materii, a właśnie Bóg jest w materii i materia może być Bogiem i to jest właśnie przeistoczenie.

Wspomniał ksiądz o kontrowersjach. Na przykład luteranie nie wierzą w obecność o której ksiądz mówił.

U nich jest taka koncepcja filozoficzna, potem wynikająca z niej teologiczna, mówiąca o transsubstancjacji, to koncepcja katolicka powstała na tomizmie, a wcześniej na arystotelizmie, że zmienia się w czasie Eucharystii, w czasie przeistoczenia, tak wierzymy, filozoficznie nieporadnym językiem, ale do teraz nie mamy lepszego, szukamy wciąż. To pokazuje, że chociaż przypadłości się nie zmieniają, zostają takie same, kształt, kolor smak, to jednak zmienia się substancja, to co jest niewidzialne. To nie jest przedmiot wiary, to jest konstrukt filozoficzny, który ma odpowiadać rzeczywistości. Od II wieku mamy zanotowane pierwsze oznaki czci dla wszelakich części Pana Jezusa, to znaczy chleba eucharystycznego. W katolicyzmie mam ten moment, że kiedy już mamy przeistoczone ciało i krew pańską ona jest cały czas ciałem Boga, stąd mamy kult adoracji najświętszego sakramentu, bo Chrystus jest ciągle ze swoimi ludźmi. (...).
Polskie Radio PiK - Rozmowa dnia - ks. Mateusz Ziemlewski

Antoni Mężydło

Antoni Mężydło. Fot. Archiwum PR PiK
Antoni Mężydło. Fot. Archiwum PR PiK
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Antoni Mężydło
Czy żałuje odejścia z Prawa i Sprawiedliwości? Jak ocenia skuteczność opozycji? Jaki będzie jej program na jesienne wybory parlamentarne? Skąd się biorą czarne scenariusze dla Polski? Gościem Roberta Erdmanna w "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK był Antoni Mężydło, toruński poseł Platformy Obywatelskiej.

Robert Erdman: Panie pośle, nie żałuje pan rozstania z Prawem i Sprawiedliwością?

Antoni Mężydło: Nie, życie jest tak ciekawe, że każda decyzja jest dobra, powinna być dobra. Z reguły jestem optymistą, i mam nadzieję, że ten wybór był dobry.

Optymistyczne myślenie towarzyszy też perspektywie nadchodzących, październikowych wyborów?
- Na pewno sytuacja nie jest łatwa, ale ze względu na to, że te wybory dopiero się zbliżają, sprawa nie jest przesądzona. Ja wiem, że Prawo i Sprawiedliwość znajduje się w znacznie lepszej sytuacji, jest po wygranych wyborach ze sporym wynikiem, natomiast opozycja jest trochę w rozsypce po przegranej, bo tego się nie spodziewała. Bieg zdarzeń jest taki, że wymusza szybkie działanie ze względu na to, że ten okres między europarlamentarnymi a wyborami do parlamentu krajowego jest bardzo krótki. Właściwie planując eurowybory trzeba było, podobnie jak koalicja prawicowa, tę koalicję zawiązać od razu na następne wybory. Myślę, że byłoby łatwiej, bo wszystkie sondaże wskazują jednak na to, że im szersza koalicja, tym wynik będzie lepszy dla opozycji.

A jak pan przyjmuje wybór do europarlamentu byłych premierów z SLD? Pytam pana jako działacza opozycji z lat 70. Przecież był pan współpracownikiem i KOR-u i Wolnych Związków Zawodowych...
- Tak. Nie jest to sytuacja komfortowa, ale politycy nie znajdują się zawsze w sytuacji komfortowej i mają prawo wyboru. Pamiętam, że przed wyborami w 2005 roku Jarosław Kaczyński z działaczami "Solidarności" przygotowywał na taką ewentualność, mówił - „Jeżeli będzie do wyboru Samoobrona i SLD, to nie zdziwcie się, że będę wolał wybrać SLD ze względu na to, że jest to partia przewidywalna". Przecież tu nie chodzi o to, żeby prezentować pewną szlachetną postawę w polityce, ale żeby skutecznie rządzić i te nieprzewidywalne podmioty są po prostu trudne do współpracy. I wtedy ta decyzja Jarosława Kaczyńskiego, w pewien sposób mnie do tego pomysłu przygotowywała, i do tego, co się stało teraz w Platformie Obywatelskiej. To to nie jest dla mnie to sytuacja komfortowa, ale jest akceptowalna - właśnie z racjonalnego punktu widzenia.

Wspomniał pan o skuteczności. A co ze skutecznością Platformy Obywatelskiej w opozycji?
- Pod względem organizacyjnym, Grzegorz Schetyna jest „człowiekiem sukcesu". Jednak udało się mu zmontować tak szeroką koalicję na wybory do europarlamentu. Ten wynik nie jest zły. Co prawda, przegrana jest duża, ale to nie jest błąd Grzegorza Schetyny - tak mi się wydaje - tylko zasługa Prawa i Sprawiedliwości, pewnego zbiegu okoliczności. Chociaż myślę, że Jarosław Kaczyński ze względu na swoje metody działania i długoletnią obecność w polityce, ma pewną przewagę nad Grzegorzem Schetyną. Natomiast wielkich błędów Grzegorz Schetyna pewnie w tej kampanii nie popełnił. Teraz sytuacja stała się trudniejszą ze względu na to, że w kampanii do europarlamentu, bardzo mocno PiS wzmocnił się w elektoracie wiejskim. I to jest nie na rękę PSL.

Przed wyborami październikowymi opozycja opracuje jakąś ofertę programową?
- Jest pewien problem z programem. Władze centralne twierdzą, że w sierpniu już zaczną pokazywać ten program, nad którym pracuje „gabinet cieni". Chociaż ja nie chciałbym się ścigać z PiS-em na obietnice i wchodzić w buty PiS-u. Już kiedyś zauważyłem, że trzeba przygotowywać się na następne wybory. Wolałbym program trochę ideowy, czy ideologiczny, ale również program nie taki, jak mówi PiS: „idziemy między ludzi, co ludzie nam powiedzą, to będziemy realizowali". Nie po to są politycy i przywódcy, żeby iść za ludem, ale po to, żeby prowadzić ten lud. I tutaj ważne są również osiągnięcia nauki w danej dziedzinie, szczególnie w dziedzinie ekonomii, gospodarki, ale również doświadczenia innych państw, a nie tylko to, co co ludziom się wydaje, co ludzi boli. To trzeba po prostu załatwiać, ale w formie interwencji, a nie w formie programowej. Wolałbym, żeby nasz program był w perspektywie przynajmniej dwóch wyborów i oczywiście też był ten fragment w tym programie na najbliższe wybory. Musimy naszą myśl sformułować, pokazać ludziom do czego dążymy, bo wizja najbliższych wyborów nie wskazuje w ogóle tej perspektywy i właściwie zadań, które partia chcę realizować. Myślę, że z tym problem ma również Prawo i Sprawiedliwość, bo przecież zbyt długo na interwencjach związanej z rozdawnictwem i pobudzeniem gospodarki impulsami propopytowymi, nie będziemy mogli jechać w gospodarce, bo one w dłuższej perspektywie odbijają się negatywnie na efektach gospodarczych, na rozwoju gospodarczym.
1234567