Czwartek, 03 grudnia 2020 r.   Imieniny: Franciszka, Ksawerego, Kasjana
Polskie Radio PiK » Rozmowa dnia
Ogłoszenie własne nadawcy

Rozmowa dnia

Wojciech Konieczny

Wojciech Konieczny./fot. Wikipedia
Wojciech Konieczny./fot. Wikipedia
PR PiK - Rozmowa Dnia - Wojciech Konieczny
Gościem Magdaleny Ogórek był senator Wojciech Konieczny - lekarz i polityk, przewodniczący rady naczelnej Polskiej Partii Socjalistycznej. Rozmowa dotyczyła sytuacji epidemicznej w Polsce.

Magdalena Ogórek: Wiemy cokolwiek więcej o specyfice tego wirusa? Pytam, bo w pierwszej fazie, gdy nastąpiło uderzenie z Chin, wszyscy byli przerażeni. Dzisiaj jesteśmy bardziej oswojeni? Wirus wydaje się bardziej zjadliwy, zbiera śmiertelne żniwo.
Wojciech Konieczny: Trochę wiemy – że ma swoje odmiany, że w jednym kraju może być kilka mutacji tego wirusa. Pełna wiedza jednak o jego zachowaniach jeszcze nie jest nam znana. Na początku mieliśmy przekonanie, że w naszej populacji wirus jest mniej zjadliwy, mniej śmiercionośny, niż w populacji krajów zachodnich. Teraz niestety to się zmienia, albo bardziej podatne grupy naszego społeczeństwa zostały zaatakowane. Rzeczywiście wirus odrobinę zmutował i jest bardziej groźny. Ilość ciężkich przebiegów, ilość zgonów zwiększa się. Musimy się z tym jakoś zderzyć.

Pytam Pana nie tylko jako polityka, ale przede wszystkich lekarza: ile medycyna potrzebuje czasu, żeby ten wirus oswoić, żeby był jak grypa i żebyśmy mieli go w pełni pod kontrolą?
- Tak może nigdy nie być, bo wirus będzie pod kontrolą, jeżeli będziemy mieli skuteczne szczepienia, ewentualnie jeśli zmutuje w formę łagodną. Jeśli chcemy go porównywać do grypy, to mniej więcej na tym to polega, że wirusy grypy mutują i stają się zjadliwe. Grypa hiszpanka trwała dwa lata, potem ten wirus mutował, nie wynaleziono żadnego leku, ani szczepionki na niego.
Są naukowcy, którzy twierdzą, że obecnie będzie podobnie – około dwóch sezonów potrwa ciężkie przejście przez tego wirusa, a później powinien się złagodzić. Czy tak będzie? Są wirusy, które nie łagodnieją – np. wirus zapalenia wątroby.

Czyli do wersji optymistycznej daleko? Musimy przetrwać ten sezon, kolejny i może wyjdziemy na prostą?
- Są doniesienia o szczepionkach, one mogą nam sprawę znacznie poprawić.

Wierzy Pan w tę szczepionkę?
- Dlaczego nie? Jeśli są obiektywne badania, które wskazują na jej skuteczność, to pewnie któraś z tych szczepionek okaże się na tyle bezpieczna, na tyle dobra, że trzeba będzie ją wprowadzić. Wierzę w szczepionkę i poniekąd wierzę też, że wirus zmutuje w kierunku łagodniejszym, ponieważ tak się do tej pory działo, aczkolwiek tego nie możemy być pewni. (...)

Mariusz Kałużny

Poseł Mariusz Kałużny Fot. Adrian Grycuk/Wikipedia
Poseł Mariusz Kałużny Fot. Adrian Grycuk/Wikipedia
Polskie Radio PiK-Rozmowa Dnia-Mariusz Kałużny
Polska zawetowała budżet UE i czy takie posunięcie jest korzystne dla polskiej racji stanu? Gościem Rozmowy Dnia był poseł Mariusz Kałużny z Solidarnej Polski.

Tomasz Latos

Tomasz Latos./fot. Archiwum PR PiK
Tomasz Latos./fot. Archiwum PR PiK
Rozmowa Dnia Tomasz Latos
Gościem Rozmowy dnia był przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia, poseł Tomasz Latos, a rozmawialiśmy między innymi o planie ministra Niedzielskiego dotyczącym nadgonienia zaległości zdrowotnych, jakie powstają w związku z trwającą epidemią w opiece zdrowotnej i udzielanych świadczeniach.

Michał Jędryka: Epidemia chyba się ustabilizowała na poziomie około 25 tysięcy dziennie. Prof. Włodzimierz Gut, wirusolog, apeluje, by się nie cieszyć, bo jak się będziemy cieszyć, to koszmar może powrócić. Coś w tym pewnie jest, ale ja się cieszę, bo naszej gospodarki nie stać na kolejne zatrzymanie, choć kolejne spowolnienie jest chyba nie do uniknięcia. Czy to zahamowanie zachorowań to już jest ten sukces, o który walczyliśmy?

Tomasz Latos: Bardzo dramatycznie byłoby, gdybyśmy musieli zastosować totalny lockdown. Oczywiście, również zauważam, że na szczęście zachorowania nie rosną według tych wzorów matematycznych, które były przewidywane, gdyby w tym samym tempie zakażenia się rozprzestrzeniały, tym nie mniej, poziom 25 tys. to jest bardzo wysoki pozom, który musi niepokoić, bo jest bardzo blisko wydolności służby zdrowia i oznacza, że codziennie wielu Polaków nie tylko ulega zakażeniu, ale także ginie z powodu koronawirusa. Ciągle jest aktualne, to co mówimy od dawna: od nas zależy czy uda się tę epidemie opanować, co jest związane - niezależnie od działań służby zdrowia i rządu - z naszymi codziennymi działaniami: czy nosimy maseczki, dezynfekujemy ręce, zachowujemy dystans. To trzeba stale powtarzać i nie chodzić tam, gdzie nie musimy iść i ograniczyć kontakty towarzyskie (...)

Sławomir Mentzen

Sławomir Mentzen
Sławomir Mentzen
Rozmowa Dnia - Sławomir Mentzen
Gościem Rozmowy dnia był Sławomir Mentzen z Konfederacji, a rozmawialiśmy o Marszu Niepodległości, a także wcześniejszych manifestacjach lewicowych i wyroku Trybunału Konstytucyjnego sprzed kilku tygodni.

Michał Jędryka: Spójrzmy dwa dni wstecz: w Warszawie odbył się Marsz Niepodległości, czyli wydarzenie, podczas którego politycy Konfederacji, cała prawica, i narodowa i wolnościowa, świętują wspólnie, ale w tym roku stało się coś, co odróżnia ten marsz od pozostałych, mianowicie, doszło do bardzo ostrej i brutalnej interwencji policji, i do podpalenie mieszkania. Jak pan ocenia te sytuację?

Sławomir Mentzen: Zdecydowanie należy potępić podpalenie mieszkania, oczywiście zawsze odcinam się od wszelkich aktów wandalizmu. Inna sprawa, że rzeczywiście marsz przebiegał inaczej, niż z latach poprzednich. Powróciły obrazki z lat 2012-13, gdy policja podobnie jak teraz, zachowywała się agresywnie. Zwracam uwagę, że w poprzednich latach takich sytuacji nie było, był spokój. A od dwóch dni obserwujemy w Internecie mnóstwo nagrań pokazujących agresję policji. Poszkodowani zostali dziennikarze. Pan Tomasz Gutry został postrzelony w twarz, trafił do szpitala, o mało nie stracił oka. Przepisy nie zezwalają na strzelania powyżej pasa z broni gładkolufowej, wiec coś się stało niedobrego, coś nie zagrało. Dziś pojawiła się informacja, że dowódca policji nie dał zgody na użycie tej broni, więc wygląda na to, że mieliśmy do czynienia z samowolką jakiegoś pododdziału policji. Dziś rano pojawiło się nagranie z dworca w Warszawie, gdzie policja urządziła regularną "ścieżkę zdrowia". Obrazki jak z Mińska, więc ewidentnie coś się stało niedobrego...

Policja się broni, pokazuje filmiki na stronie komendy stołecznej, na których widać, jak to w stronę policji lecą kamienie, butelki, natomiast politycy różnych opcji, łącznie z Prawem i Sprawiedliwością, komentujący te wydarzenia, zachowują daleko idącą rezerwę, w stosunku do tego, jak działała policja. Prawo i Sprawiedliwość wydało bardzo ostrożne oświadczenie. Jak pan je ocenia?

Jest ostrożne, ale i tak dobrze, że wskazuje, że mogło dojść do nieprawidłowości po stronie policji. Zwracam uwagę, że oprócz tego, że widać było agresję policji, to na miejscu pojawiły się także całe oddziały policji ubranej po cywilnemu z pałkami teleskopowymi. W poprzednich latach tego nie było, ostatnio takie akcji widzieliśmy za poprzednich rządów PiS. Być może nakłada się to na informację o konflikcie między komendantem głównym policji a rządem PiS, ponoć komendant wypowiedział posłuszeństwo rządowi, być może stąd to zachowanie policji. Dawno nie oglądaliśmy takich scen na ulicach Warszawy, i mam nadzieję, że się to już nie powtórzy (...)

Zbigniew Girzyński

Zbigniew Girzyński. Fot. Archiwum
Zbigniew Girzyński. Fot. Archiwum
Rozmowa dnia - Zbigniew Girzyński
Gościem Rozmowy dnia był poseł i historyk, profesor Zbigniew Girzyński. Rozmawialiśmy o obchodach Święta Niepodległości, a także o ustawach covidowych w Sejmie oraz o sytuacji Kościoła w Polsce.

Michał Jędryka: Jakie refleksje towarzyszą panu po obchodach Święta Niepodległości?

Zbigniew Girzyński: Od pewnego czasu staram się bezpośrednio uczestniczyć w obchodach, niekoniecznie w Warszawie, często w mniejszych miejscowościach w naszym regionie, Toruniu, Lipnie. Nie śledzę już doniesień medialnych z tego powodu, że nie chcę psuć sobie wrażenia cyklicznie dochodzącymi w tym dniu zajściami, nie zawsze odpowiednim zachowaniem środowisk narodowych, a różnego rodzaju ich przeciwnikami. Zdaje się, że te dwie grupy są sobie wzajemnie potrzebne, bo inaczej nikt by ich nie zauważał.

Ciekawa teza. Wydarzenia były dość dramatyczne, bo zdarzyło się podpalenie mieszkania, czyli poważny incydent, z drugiej strony postrzelenie przez policję fotoreportera. To wrażenie jest nienajlepsze i niegodne święta, ale chyba coś pokazuje.

Pokazuje dwie rzeczy. W tym roku pokazuje jedną dodatkowo. Wydaje mi się, że na skutek wielu miesięcy życia w zamknięciu, w dużych grupach ludzi, którzy mają większą pobudliwość na różnego rodzaju chęć przeżyć wspólnotowych, po różnych stronach politycznych sporów, czy to w lewicy, czy skrajnych środowiskach narodowych, jest potrzeba manifestowania za wszelką cenę. To ociera się momentami o wybryki chuligańskie, co było widać w przypadku marszów środowisk aborcyjnych, jak i teraz w przypadku środowisk narodowych. Wydaje mi się, że to w dużej mierze podniosło temperaturę, zwykle i tak ekspresyjnych działań. Natomiast jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju akty wandalizmu, np. jeśli chodzi o to podpalenie, to wszyscy ludzie, którzy brali w tym udział powinni być, nie tylko schwytani, ale spektakularnie ukarani. Nie powinno być nigdy naszego przyzwolenia, bez względu na to kto robi i jaka za nim stoi ideologia, jakie mu przyświecają cele, by do takich rzeczy doprowadzić. Ci którzy organizują tego typu imprezy, ponoszą także za to odpowiedzialność, jako ludzie, którzy nie potrafili przygotowywanych przez siebie wydarzeń zabezpieczyć przed tego typu ekscesami. (...).

Piotr Całbecki

Piotr Całbecki. Fot. Archiwum
Piotr Całbecki. Fot. Archiwum
Rozmowa dnia - Piotr Całbecki
Gościem Rozmowy Dnia był marszałek województwa kujawsko-pomorskiego
Piotr Całbecki, z którym rozmawialiśmy o Święcie Niepodległości i tradycyjnie o gęsinie.

Agnieszka Bryc

Dr Agnieszka Bryc./fot. Internet
Dr Agnieszka Bryc./fot. Internet
PR PiK - Rozmowa Dnia - Agnieszka Bryc
Gościem Rozmowy Dnia była dr Agnieszka Bryc z wydziału nauk o polityce i bezpieczeństwie UMK. Jej temat to znaczenie wyboru Joe Bidena dla naszego kraju i przyszłość takich projektów, jak Inicjatywa Trójmorza i Nord Stream II.

Marcin Kupczyk: W Białym Domu następuje właśnie zmiana warty. Co to oznacza dla Polski?
Agnieszka Bryc: Trudno wyrokować jeszcze przed objęciem urzędu nowego prezydenta 20 stycznia. Dziś możemy przyjąć pewne prawdopodobieństwo – założyć, że niektóre rzeczy pozostaną takie same, a niektóre się zmienią. Zakładamy dziś trzy rzeczy – dwie kontynuacje i jedną zmianę.
Kontynuacje to będzie przekonanie, że w stosunku do współpracy wojskowej i gospodarczej w relacjach polsko-amerykańskich niewiele się zmieni, a może nawet nic się nie zmieni. Będziemy mieli do czynienia z kontynuacją współpracy w tych dwóch wymiarach. (…)
Pod względem współpracy wojskowej Polska wpisuje się w pomysł wzmocnienia NATO. Spodziewamy się przede wszystkim utrzymania tego poziomu współpracy, który funkcjonował za prezydentury Donalda Trumpa. Mogą być jakieś korekty, natomiast nie będzie fundamentalnej zmiany, jakiej mogliby się obawiać Polacy.
Trzecia rzecz – tutaj powinniśmy się spodziewać i zakładać, że będzie ewidentna korekta. Jest to związane z zapowiedzią Joe Bidena, że podczas swojej kadencji będzie koncentrował się na przywróceniu tożsamości demokratycznej, prawno-człowieczej, liberalnej światu zachodniemu. Ma pomysł stworzenia wspólnoty demokratycznej na Zachodzie, zintegrowania państw zachodnich z państwami, które dzisiaj są autokratyczne. To się będzie wiązało z ważną zmianą z sferze symbolicznej i narracyjnej. Będziemy mieli nowy język, podkreślanie kwestii przestrzegania prawa, demokratyzacji, standardów demokratycznych itd. Tu można się spodziewać, że pojawią się nowe turbulencje i nowe kryzysy na płaszczyźnie dyplomatycznej i politycznej.

Według niektórych komentatorów rządzące w Polsce PiS stawiało wszystko na Donalda Trumpa, a teraz dla tego ugrupowania po zwycięstwie Joe Bidena mogą nadejść ciężkie czasy. Czy taki komentarz jest uprawniony?
- Jeżeli rząd, a konkretnie Ministerstwo Spraw Zagranicznych stawiało na tylko i wyłącznie jedną opcję polityczną, to należy to uznać za nieprofesjonalne – za kiepską diagnozę i kiepską prognozę. Żadne z państw, czy przychylnych, nie nie Stanom Zjednoczonym, nawet Izrael, który oczywiście kibicował prezydentowi Trumpowi, to przygotowywał się od dawna w swoich działaniach politycznych także na wariant przejęcia władzy przez ekipę Joe Bidena. Jeżeli więc potwierdziłaby się ta teza, to można by ją uznać za mało profesjonalne zachowanie ze strony dyplomacji polskiej.

Polscy politycy opozycji nie kryją radości ze zwycięstwa Joe Bidena, a nawet pokładają w tym nadzieję na osłabienie PiS. Mają w tym rację?
- Wiem, że mamy w Polsce tendencje wyraźnego utożsamiania się z wyborami amerykańskimi, ale trzeba pamiętać, że wybrany został prezydent USA, a nie prezydent Polski. Poza tym Joe Biden, bez względu na to, czy jest to kandydat demokratyczny, czy nie, jest wieloletnim i bardzo doświadczonym politykiem, więc raczej należy spodziewać się, że w pierwszej kolejności raczej będzie kierował się interesem USA. Wspieranie opozycji w Polsce będzie mogło mieć charakter np. kampanii wywierania presji na rząd PiS, różnie to może być. Natomiast nie powinno tak być, żebyśmy za bardzo utożsamiali się z wyborami w innym państwie (…).

Leszek Walczak

Leszek Walczak/fot. Archiwum
Leszek Walczak/fot. Archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Leszek Walczak
Gościem Rozmowy Dnia był przewodniczący Zarządu Regionu Bydgoskiego NSZZ Solidarność Leszek Walczak, a rozmawialiśmy o wpływie ograniczeń epidemicznych na sytuację przedsiębiorstw oraz na rynek pracy.

Michał Jędryka: Szczególne warunki życia w czasach zarazy dotykają wszystkich, ale zwłaszcza dotyczą miejsc pracy. Czy w tej sprawie pracownicy i pracodawcy są po tej samej stronie?
Leszek Walczak: Nie mamy wyjścia, jesteśmy skazani na siebie mając ten sam problem, czyli bezpieczeństwo zdrowia i życia, ale również bezpieczeństwo gospodarcze. Jest to niezwykle trudne do pogodzenia, jednak w tym czasie trzeba sobie z tym doskonale radzić i mam nadzieję, że wspólnie z rządem i pracodawcami uda się wypracować takie rozwiązanie, które będzie satysfakcjonowało wszystkich. Na dziś jest to wsparcie oferowane przez rząd, które - jak uznajemy - jest trochę zbyt późno i zbyt małe.

Co to znaczy „zbyt późno”? Piotr Duda – szef waszego związku mówi, że jest przeciwny lockdownowi. Pana zdaniem uda się jeszcze tego lockdownu uniknąć?
- To jest niezwykle trudne do przewidzenia. Jeżeli fala zachorowań będzie wzrastała, zwłaszcza jeśli chodzi o pobyt wszystkich zarażonych w szpitalach, to możemy mieć niewydolność służby zdrowia. To z kolei spowoduje, że będziemy mieć problem z dostępnością, która już jest radykalnie ograniczona dla pacjentów nie chorujących na Covid-19, ale na inne choroby. To może spowodować również wzrost śmiertelności ze względu na brak możliwości leczenia i kontaktu pacjenta ze szpitalem.
Wszystkie formy, które były proponowane, dotyczące branż, muszą być bardziej przestrzegane. Restrykcyjnie powinni podchodzić do tego zarówno pracodawcy, jak i pracownicy. To jest podstawa – musimy przestrzegać wszystkich restrykcji, dotyczących noszenia maseczek, zachowania odległości, dezynfekcji rąk. W wielu firmach tak się dzieje i dobrze sobie z tym radzą, nie musząc zamykać produkcji.

O to właśnie chciałem zapytać. Czy z Waszych doświadczeń jako związkowców wynika, że w tych warunkach polskie firmy dają sobie radę? Czy też pojawiają się zamknięcia, bankructwa, bezrobocie?
- Do tej pory było ich mniej, ale teraz kiedy są kolejne obostrzenia i kolejne branże się zamyka, w moim przekonaniu koniec jesieni – początek zimy może spowodować radykany wzrost bezrobocia, także zawieszanie firm, jak i falę bankructw. W moim przekonaniu jako związku, zamknięcie restauracji i hoteli nie było dobrym posunięciem. Oni już wypracowali sobie sposób na funkcjonowanie. Można było tylko ich bardziej zdyscyplinować lub – jak teraz jest to proponowane w stosunku do branży meblowej – wypracować bardziej restrykcyjne metody funkcjonowania, ale funkcjonować powinni, bo oni niestety nie przetrwają. A jeśli nie przetrwają przedsiębiorcy – restauratorzy, hotelarze – to również i pracownicy, co spowoduje, że będziemy zagrożeni dużą falą bezrobocia i brakiem wyjścia z tej sytuacji. (...)

Paweł Wojtylak

Grafika: www.rckik-bydgoszcz.com.pl
Grafika: www.rckik-bydgoszcz.com.pl
PR PiK - Rozmowa Dnia - Paweł Wojtylak
O roli osocza w leczeniu chorych na COVID-19. Kto i w jaki sposób może oddać osocze? Gościem Rozmowy Dnia był dyrektor Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Bydgoszczy.


Michał Jędryka: Wszyscy wiemy o nasilającej się epidemii. Na Covid-19 nie ma dotąd ani skutecznej szczepionki, ani lekarstwa, ale jest coś, co może pomóc – osocze. Co to takiego?

Paweł Wojtylak: Osocze od ozdrowieńców, czyli pobierane od tych, którzy już przebyli chorobę Covid-19 i są już zdrowi. Oni wytworzyli przeciwciała przeciw koronawirusowi. W takim momencie możemy pobrać od tych osób osocze, zawierające przeciwciała i podać je aktualnie chorym.

Osocze jest elementem krwi, więc ktoś, kto się zgłasza do Was, żeby je oddać, będzie miał pobraną krew?

- Ozdrowieniec, który zechce oddać osocze musi przejść przez gęste sito kwalifikacji. Musimy być pewni, że spełnia wszystkiekryteria. Podstawowe to kryterium czasu – musi upłynąć 28 dni od ustąpienia objawów choroby Covid-19 albo ozdrowieniec może się do nas zgłosić po 18 dniach od izolacji w przypadku, gdy nie miał objawów, a miał stwierdzone zakażenie. Taka osoba, która ma oddać osocze, musi spełniać wszystkie kryteria dla honorowych dawców krwi, czyli wiekowe, a przede wszystkim zdrowotne. Musi to być osoba w pełni zdrowa, nie może posiadać chorób współistniejących. Osocze pobieramy metodą plazmoferezy - to specjalna technologia.

Kryterium wiekowe to jakie?

- Krwiodawcą można być w Polsce między 18 a 65 rokiem życia. Z tym, że jeśli ktoś jest ozdrowieńcem i zgłasza się do oddania osocza po raz pierwszy, to kryterium jest obniżane do 60 lat. W wyjątkowych sytuacjach jednak lekarz może zakwalifikować również osobę w wieku od 60 do 65 lat.

Ten sam człowiek może oddać osocze kilka razy?

- Tak, ale pod warunkiem, że ma wystarczającą ilość przeciwciał, bo nie wszyscy ozdrowieńcy wytwarzają przeciwciała w takim stężeniu, które jest skuteczne terapeutycznie. Za każdym razem badamy stężenie przeciwciał i zapraszamy krwiodawców czy ozdrowieńców do późniejszego zgłaszania się. W przypadku dobrego zdrowia i samopoczucia ozdrowieńca można zrealizować pierwsze trzy pobrania w odstępach tygodniowych, a następnie można oddawać osocze co dwa tygodnie.

Czy przeciwciała zanikają po jakimś czasie?

- Generalnie wygląda na to, to stężenie obniża się. Nie mamy jeszcze wielu doświadczeń, ponieważ osocze pobieramy od maja. Obserwujemy obniżanie poziomu przeciwciał, choć nie u wszystkich ozdrowieńców. Czasami stężenie przeciwciał jest stabilne i utrzymuje się na przestrzeni kilku miesięcy na podobnym poziomie, ale u jakiejś ilości ozdrowieńców się obniża.

Można podać ile osocza jest, a ile brakuje?

- W tej chwili - w związku z rosnącą lawinowo liczbą chorych, którzy trafiają do szpitali i mają problemy oddechowe i inne - rośnie zapotrzebowanie na osocze. W październiku bardzomocno wzrosło, na co trochę nałożył się brak Remdesiviru, który był rutynowo podawany do tej pory chorym w szpitalach.

Podawanie osocza to jeden z elementów leczenia, obok tego są podawane inne preparaty. Nie mamy informacji, jaka jest skuteczność samego osocza. Z różnych informacji fragmentarycznych, nie popartych bardzo ważnymi badaniami, wygląda na to, że osocze podane pacjentowi w odpowiednim czasie – we wczesnej fazie choroby – może być bardzo skuteczne.

Osocze zależy od grupy krwi?

- Generalnie grupy krwi odnoszą się też do osocza. Dzieli się na grupy: 0, A, B i AB. Z zasady podaje się osocze jednoimienne, ale osocze grupy AB możemy podać każdemu.

Jakiejś grupy szczególnie brakuje?

- Osocze każdej grupy jest w tej chwili bardzo potrzebne, ale poza tym chciałbym zaapelować osoby zdrowe, które chcą pomóc innym o oddawanie krwi, bo Covid-19 nie jest jedyną chorobą, z którą obecnie walczymy. Mamy chorych onkologicznie, ciągle odbywają się zabiegi kardiochirurgiczne, chirurgiczne…

Apelujemy, by wszyscy zdrowi ludzie, którzy mogą oddawać krew i chcą zostać krwiodawcami zgłaszali się do nas, bo musimy również zabezpieczać pacjentów z innymi jednostkami chorobowymi. Musimy codziennie przyjmować w naszych placówkach co najmniej od 250 do 300 osób, żeby zabezpieczyć potrzeby szpitali. (…)

Zasady pobierania osocza od ozdrowieńców

Mikołaj Bogdanowicz

Mikołaj Bogdanowicz/fot. Archiwum
Mikołaj Bogdanowicz/fot. Archiwum
Rozmowa Dnia - Mikołaj Bogdanowicz
Gościem Rozmowy Dnia był wojewoda kujawsko-pomorski Mikołaj Bogdanowicz. Rozmawialiśmy o nowych ograniczeniach epidemicznych i sytuacji epidemicznej w regionie.

Michał Jędryka: Wczoraj premier ogłosił nowy etap walki z epidemią. Dotychczasowe środki okazały się mało skuteczne. Od soboty obowiązują nowe obostrzenia. Co jest w nich najważniejsze?

Ważne, by nie lekceważyć koronawirusa, bo to jest groźna choroba, to nie jest grypa. Wiele osób to nadal lekceważy, ale choroba zbiera swoje żniwo. Widzimy, ile osób przebywa w szpitalach w całej Polsce i na świecie, bo cały świat się mierzy z pandemią. Pierwsze obostrzenia nie dały oczekiwanego efektu, więc mamy kolejny etap, etap trudny dla społeczeństwa. Kolejne obostrzenia obowiązują od najbliższej soboty, do 29 listopada.

Powiedział pan wojewoda: nie przyniosły oczekiwanego skutku - jaki skutek powinniśmy otrzymać: zatrzymanie wzrostu zachorowań, czy oczekujemy po tych restrykcjach, że dobowe wzrosty będą coraz niższe.

U nas jest bardzo dużo zakażeń. W ciągu siedmiu - ośmiu dni mamy między 1200 a 1955 zakażeń w regionie, czyli średnio koło 1,5 tys. dziennie. Jest to bardzo odczuwalne na SOR-ach, na oddziałach opiekujących się zakażonymi, w izbach przyjęć. Widać to także po liczbie respiratorów, w tej chwili potrzebujemy 90 respiratorów, by utrzymać ludzi przy życiu. I taki stan rzeczy spowodowany jest wysokim wskaźnikiem wyników dodatnich w województwie, a te liczby stale rosną. Gdyby to było 300 - 500 zakażeń na dobę, sytuacja byłaby do opanowania, ale przy obecnych liczbach jest to bardzo trudne...(...).
1234567