Sobota, 23 lutego 2019 r.   Imieniny: Romany, Damiana, Polikarpa
Polskie Radio PiK » Zwierzenia przy muzyce

Gość programu

Krzysztof Herdzin

Krzysztof Herdzin Fot. Magda Jasińska
Krzysztof Herdzin Fot. Magda Jasińska
Bydgoszczanin, kompozytor, aranżer, pianista, multiinstrumentalista, producent muzyczny, pedagog.

„Bardzo często dostaję mówiąc kolokwialnie +w tyłek+ i trzeba się wtedy otrzepać, wstać, ucząc się na błędach iść do przodu i nie popełniać ponownie tych samych błędów...”


Piątek, 22 lutego 2019 o godz. 21.07
Jak się czuje człowiek, któremu sukcesy przychodzą tak łatwo?

- Nie wiem. Zapytaj takiego, któremu sukcesy przychodzą łatwo. Jest mi miło, że tak o mnie myślisz, ale jestem świadom tego, jakie są te moje sukcesy, które są ważne dla mojego rozwoju i ile kosztują mnie wysiłku. No i nie wszystko się udaje. Nie chcę tutaj absolutnie kokietować, ale bardzo często dostaję mówiąc kolokwialnie „w tyłek” i trzeba się wtedy otrzepać, wstać, ucząc się na błędach iść do przodu i nie popełniać ponownie tych samych błędów.
Krzysztof Herdzin Fot. Magda Jasińska
Krzysztof Herdzin Fot. Magda Jasińska
Przeglądając nominacje do tegorocznych Fryderyków zaczynam się zastanawiać, czy jesteś tak do końca muzykiem jazzowym - bo dwie nominacje otrzymałeś w kategorii Muzyka poważna, ale też „maczałeś swoje palce” w innych nominacjach.

- Tak, dwie płyty nominowane w kategorii płyta roku w muzyce jazzowej również są z moim wydatnym udziałem: płyta Anny Marii Jopek z Marsalisem „Ulotne”, gdzie jestem twórcą aranżacji i pianistą, ale gram też na klarnecie. Jest i płyta Dawida Lubowicza „Inside”, na której jestem pianistą i akordeonistą. Już same nominacje są dla mnie niezwykle ważne, bo też są dowodem na to, jak warto robić to, co się robi. Niezależnie od tego, że od bardzo wielu lat stanowi to kłopot dla dziennikarzy. Oni nie umieją włożyć mnie do pewnej szufladki, a ja świadomie się nie daję. Im jestem starszy, tym robię to z coraz większą premedytacją i cieszę się, że przynosi to rezultaty.

Jak wszyscy wiemy, ci którzy piszą o sztuce, piszą recenzje, książki, wypowiadają się - w naszym przypadku to są dziennikarze muzyczni - muszą mieć pewne szuflady do podpórki. Tam wkładają artystów, żeby się łatwiej nad takim delikwentem pracowało i to jest normalne. Są pewne stereotypy, są pewne schematy i wtedy rzeczywiście łatwiej się „obrabia” takiego artystę, pisząc o jego twórczości, o jego dorobku. A ja, jak dobrze wiesz, zawsze miałem wielką frajdę i potrzebę rozwijania się. To był mój cel, już od czasów studiów. Przez wiele lat wszystko było związane z muzyką jazzową czy okołojazzową, natomiast od paru lat ten ciężar gdzieś tam coraz mocniej spoczywa na muzyce klasycznej i to jest chyba dla mnie bardzo naturalny moment rozwoju.

Teraz mam wreszcie czas się uspokoić, zająć się sobą, pisaniem, komponowaniem, szukaniem własnego języka. No i wracam do moich korzeni, bo jestem muzykiem klasycznym i muzyka klasyczna mnie ukształtowała. W moim rozwoju przez te wszystkie lata usiłowałem te dwa światy ze sobą dzielić i łączyć, i jakoś mi się to udawało. Parę lat temu dokonałem dosyć mocnych zmian i troszkę się wycofałem z rynku jazzowego, oczywiście zostawiłem sobie strategiczne rzeczy autorskie i gram z Anną Marią Jopek. To jest jedyny zespół, w którym aktywnie się udzielam, no i te nominacje w muzyce klasycznej rzeczywiście były dla mnie samego zaskoczeniem.​
Krzysztof Herdzin Fot. Magda Jasińska
Krzysztof Herdzin Fot. Magda Jasińska
Pośród nominacji jest jeszcze jedna płyta, na której jest twoja kompozycja...

- Tak, płyta z Pawłem Gusnarem, gdzie Paweł razem z zespołem saksofonowym nagrał moją „Suitę na tematy polskie” - utwór, który już raz de facto pojawił się na płycie, która też była nominowana do Fryderyka, w kategorii Muzyka współczesna. Płyta nagrana w Abbey Road w Londynie z zespołem Academy St Martin in the Fields, tylko tam utwór został napisany na orkiestrę smyczkową, a teraz zrobiłem transkrypcję na kwintet saksofonowy. Zupełnie inaczej to brzmi i musiałem dokonać pewnych zmian, które wynikają z tego, że te zespoły różnią się zupełnie, że chodzi o inną fakturę brzmienia, o pewne kwestie artykulacyjne i techniczne. No ale efekt jest bardzo ciekawy, frapujący i rzeczywiście, ci którzy znają moją płytę z Akademią z wielką radością sięgnęli po i ten saksofonowy album. Niezależnie od tego, co merytorycznie na temat mojej muzyki powiedzą fachowcy, to istotne dla mnie jest to, że to jest kapituła. Grupa ludzi, którzy głosują w przypadku nagrody Fryderyka, a to jest ten sam mechanizm, który ma miejsce w Stanach Zjednoczonych przy Oscarach czy przy nagrodzie Grammy. To jest grupa, w której skład wchodzą nagrodzeni i nominowani do tej pory i ta grupa z roku na rok się powiększa i to już jest bardzo szerokie grono ludzi aktywnie zajmujących się muzyką. W przypadku kapituły Muzyki Współczesnej i Muzyki Poważnej to są dyrygenci, kompozytorzy, instrumentaliści, ale również teoretycy muzyki. Cieszy mnie niezwykle to, że po raz kolejny moje dzieło zostało przez nich tak ciepło odebrane i mogę liczyć na ich zaufanie.

A Ty w ogóle ekscytujesz się takimi plebiscytami?

- Generalnie do Fryderyków mam bardzo duży dystans. Zresztą wiele lat temu przestałem głosować i się wycofałem.

I nie powróciłeś do kapituły?

- Nie. Uważam, że to są nagrody, które cały czas nie do końca są transparentne. Być może moje podejście jest zbyt idealistyczne, niemniej przyjemne jest to, że zostałem nominowany i nie będę się bawił w jakieś kokietowanie. Artysta potrzebuje tego, żeby jego ego było co jakiś czas gdzieś, nawet nie połechtane, ale sama świadomość, że ze swoją twórczością nie pozostajemy sami w czterech ścianach, tylko że wychodzi się do ludzi, do odbiorców. Możemy również liczyć na to, że nasi koledzy, zawodowcy nie są zazdrośni, nie krytykują, nie czują się w jakiś sposób zagrożeni, tylko potrafią docenić to, na ile dana płyta, muzyka jest ciekawa, wartościowa. Więc zwłaszcza kategoria „Najwybitniejsze nagranie muzyki polskiej” dla mnie czymś, co rzeczywiście mnie niezwykle pozytywnie dotknęło. Tym bardziej, że w tych kategoriach w finale walczy ze sobą zawsze 5 płyt. Powiedzmy sobie szczerze - w tym roku staję w szranki z Krzysztofem Pendereckim, więc to już dla mnie jest coś, o czym nigdy bym nie pomarzył.