Niedziela, 19 stycznia 2020 r.   Imieniny: Henryka, Mariusza, Marty
Polskie Radio PiK » Zwierzenia przy muzyce

Gość programu

Bartek Królik

Bartek Królik. Fot. Nadesłane
Bartek Królik. Fot. Nadesłane
Polskie Radio PiK - Zwierzenia przy muzyce Bartek Królik
Muzyk, wokalista, który wiosną wyda swoją autorską płytę - „Pan od muzyki”.

„Oczywiście mogłem już dużo wcześniej nagrać coś swojego, ale do tej pory jakby coś mi mówiło wewnętrznie, że jeszcze nie jestem gotowy, że nie mam o czym śpiewać. A miałem aspiracje o wiele wyższe i po prostu chciałem dojrzeć do tego momentu i myślę, że teraz on nadszedł...”

Piątek, 17 stycznia godz. 20:05
Jaki będzie „Pan od muzyki”?

- Będzie szczery, niekoniecznie miły, choć czasami będzie też miły, bo będzie zabawowy, taneczny. Będzie też czasami smutny. Będzie po prostu ludzki.

Powiedzmy, że Bartek Królik to osoba, która bardzo wiele już zrobiła w tzw. show-biznesie, ale mam takie wrażenie, że Pan się niekiedy rozdrabnia, choć być może to jest dopełnienie?

- To moje rozdrabnianie niekiedy jest kwestią po prostu ekonomiczną. Żyję z tego, że si rozdrabniam, że współpracuję z wielką liczbą ludzi i tworzę z nimi historie muzyczne. Natomiast rzeczywiście - przyszedł czas na mnie i bardzo się cieszę z tego, że na wiosnę ukaże się płyta. Będzie taka jak już wspominałem, a nawet lepsza, choć oczywiście to wszystko jest kwestią gustu. Wiadomo natomiast, że będzie szczera, będzie związana ze mną, z moimi obserwacjami, z moim życiem. Będzie też kilka historii takich nie do końca związanych z moim życiem, ale prawdziwych, zasłyszanych. Oprócz tego będziemy się naprawdę wszyscy bawić na domówkach przy tej muzyce.
Bartek Królik. Fot. Nadesłane
Bartek Królik. Fot. Nadesłane
Tego życzę oczywiście, natomiast od debiutu już minęło 20 lat i trzeba było tyle czekać na tę pierwszą autorską płytę.

- Same „pierwsze”... Siwy włos rzeczywiście jest. Oczywiście mogłem już dużo wcześniej nagrać coś swojego, ale do tej pory jakby coś mi mówiło wewnętrznie, że jeszcze nie jestem gotowy, że nie mam o czym śpiewać. A miałem aspiracje o wiele wyższe i po prostu chciałem dojrzeć do tego momentu i myślę, że teraz on nadszedł. Pomogły mi w tym takie dość trudne dla mnie wydarzenia z życia, bo można powiedzieć, że przez 4-5 lat co roku trafiałem z jakąś poważną historią do szpitala i raz właściwie się już żegnałem z życiem. Więc te wydarzenia przyśpieszyły we mnie decyzję i położyły kres strachowi. Zauważyłem kreatywność, która we mnie zawsze była. To był moment, aby przelać ją na piosenki.

To barwne - w pełnym tego słowa znaczeniu - życie oraz doświadczenia, które już za Panem, to też jest takie paliwo do uzewnętrzniania swojej twórczości.

- Jak najbardziej. Nic co ludzkie nie jest mi obce, szczególnie teraz, po czterdziestce, bo naprawdę przeżyłem, oczywiście wiele osób może powiedzieć, że mało przeżyłem, ja też nie uważam, że przeżyłem niesamowicie wiele, ale jednak. Założyłem rodzinę, prowadzę dom, prowadzę własną działalność i po prostu staram się być dorosłym. Przyspieszyła się moja dorosłość, otarłem się o śmierć i dojrzałem do tego, żeby przemówić swoim głosem.

A potem, niedawno na świat przyszła pana druga córeczka Jagoda i to też nowe doświadczenie.

- Tak, zupełnie zaskakujące, ale jak się okazuje bardzo pozytywne. Zupełnie się nie spodziewałem, że zespół Downa jest jest czymś innym niż myślisz. Ja nie miałem nigdy wcześniej styczności z ludźmi niepełnosprawnymi albo z ludźmi z zespołem Downa. Generalnie my wszyscy na co dzień często unikamy tego typu tematów i żyjemy w możliwym najlepszym dla siebie świecie, który sami sobie trochę kreujemy.

Mogę to powiedzieć z własnego doświadczenia, że życie z ludźmi z zespołem Downa jest wyjątkowe.

- Tak, ci ludzie są pozbawieni, choć może powinienem powiedzieć inaczej - oni są nacechowani optymizmem, ale dobrze - powiem, że pozbawieni są wszystkich negatywnych cech ludzkich: kombinatorki, cwaniactwa i tak dalej… Są strażnikami miłości, tak ich nazywam - „strażnicy miłości” - miłości i wdzięczności bym powiedział. Dostałem niezłą lekcję, cały czas ją dostaję i bardzo się z tego cieszę.

Czy ten „Pan od muzyki” też będzie nacechowany tymi doświadczeniami, różnymi doświadczeniami w Pana życiu?

- Tak, będę śpiewał o tym, co mnie boli w człowieku, co lubię w człowieku.

A co Pan lubi?

- Co lubię w sobie? Moje życie nie było usłane różami, ja po prostu bardzo chciałbym się móc bawić, bo teraz jestem zajęty domem i wychowaniem dzieci, więc moje życie uległo mega zmianie. Nie mam już tyle czasu co kiedyś i dlatego może tak bardzo tęsknię za imprezą i za tym, co lubiłem w młodym człowieku, w sobie sprzed lat, kiedy bawiłem się w sposób nieskrępowany. Więc na tej płycie będę przemycał właśnie domówkowe rytmy, imprezowe kawałki, natomiast zdecydowanie więcej rzeczy boli mnie w człowieku i jak tak jeżdżę po świecie od wielu lat z różnymi zespołami to spotykam się z różnymi ludźmi, rozmawiam z nimi i wiem, że oni wszyscy chcą tego samego. Chcą, żeby było dobrze, żeby było fajnie, ale często mają poczucie, że rzeczywistość jest inna albo, że z jakiś względów, nie są w stanie przeskoczyć wielu trudnych sytuacji w swoim życiu. A ja wiem, że dobro istnieje, bo doświadczyłem go zarówno będąc w szpitalu, jak rozmawiałem z ludźmi i widzę, że są dobrzy ludzie i że to dobro jest, tylko potrzebuje wzmocnień i takiego rezonansu. Dlatego staram się właśnie pisać piosenki, które pomimo tego, że opisują trudy naszego życia, to dają jednak nadzieję i pokazują gdzie to dobro jest. Staram się również i mam nadzieję, że mi to będzie wychodziło, prezentować taką postawę moim życiem. Właśnie - optymistyczna i radosna będzie ta płyta. Lepiej pisze się o tym, co jest złego w nas, jakie mamy problemy, że zbyt wolno uczymy się na swoich błędach, na swoich bliznach. A wszyscy mamy te blizny, ale chwilę później znowu robimy to samo, znowu szybko zapominamy, aczkolwiek te blizny rzeczywiście zostają i nas jakoś tam utwardzają, ale myślę sobie, że potrzebujemy przede wszystkim się wybić z takiego letargu, w którym jesteśmy. To wynika z tego w jakim środowisku żyjemy. Często żyjemy w wielkich miastach, za rzadko spotykamy się i spoglądamy powyżej wieżowców. Za mało chodzimy do lasu, na spacery i dajemy się ponieść pędowi życia. Ekonomia i polityka nie pomagają rzeczywiście w relacjach międzyludzkich. Nie uczymy się o tych relacjach ani w szkole ani nawet często w domu. Ja po prostu od zawsze myślałem, że rolą artysty jest przypominanie właśnie o takich różnych zagrożeniach duchowych, intelektualnych i wszelakich, które czyhają na człowieka. Staram się robić tak, żeby ten przekaz w piosenkach był głośny. Te piosenki mają realny wpływ na ludzkie życie, one często pomagają im w życiu, jakby znosić tę codzienność. To spora odpowiedzialność i wszystko co wrzucamy do eteru rezonuje, więc jeżeli będziemy śpiewać o tym, że jest nam źle, to może rzeczywiście tak będzie, a jeżeli po prostu będziemy afirmować dobro albo starać się żeby było lepiej, to może to będzie taki coaching. Jestem realistą, z drugiej strony staram się, uczę się być optymistą i idealistą.

Niesamowity jest Pana pierwszy singiel „Raj”, bo to rzeczywiście piosenka o dość trudnych tematach, a jednak utrzymana w takim pozytywnym bicie.


- To taki przewrotny zabieg. Rzeczywiście chciałem na początku, żeby słuchacze mogli usłyszeć piosenkę, która wydaje się skoczna i wesoła, po czym, by zagłębiając się w treść, zastanawiali się i odkrywali głębię tego tekstu. Ona rzeczywiście mówi o pogłębiającej się samotności człowieka - wewnętrznej izolacji, ale też o tym, że w każdym rodzaju izolacji mamy te blizny, które są widoczne. Za wolno się uczymy na własnych doświadczeniach, że środowisko, w którym żyjemy nie jest przyjazne do końca człowiekowi wielkomiejskiemu, że nasze matki i ojcowie mówią, że rzeczywiście dzisiaj żyje się o wiele trudniej niż kiedyś.

Czyli słynne powiedzenie: Za moich czasów!

- Tak, rzeczywiście coś w tym jest. Ja na własnej skórze doświadczam chorób cywilizacyjnych, które mnie dopadają. Jakoś nie jestem odporny na duże miasto, na jego prędkość. Kocham Warszawę, w której żyję. Poznałem jej piękno, ale jednocześnie nie mogę się dostosować. Pomimo tego, że jestem tu co najmniej 15 lat, to nie mogę się przyzwyczaić do tego dużego miasta, ale i nie mogę się z niego wyprowadzić, tutaj mam rodzinę i tutaj mam całe życie. Trochę jestem zdezorientowany, do dziś naprawdę spędzam w samochodzie 3 godziny dziennie i uważam, że to jest marnowanie ludzkiego życia i czasu.

A tak w ogóle jest Pan taką trochę Zosią Samosią w tworzeniu. Lubi pan sobie napisać tekst, muzykę, chociaż wspomaga się pan również swoimi przyjaciółmi.

- Tak jest, od lat współpracuję stale z moim przyjacielem. Ponad 20 lat właściwie robimy wszystko razem. To Marek Piotrowski, który stworzył ze mną Sistars i właściwie pracował ze mną przy każdym projekcie muzycznym. Natomiast przy tej płycie rzeczywiście postanowiłem się troszkę otworzyć na wysyp młodych megazdolnych muzyków, których teraz, dzięki internetowi, łatwo można w ogóle zauważyć. W każdym utworze staram się, żeby wystąpił ktoś inny i dołożył swoje 5 groszy, bo ja po prostu lubię tę różnorodność. A Zosią Samosią to przynajmniej staram się być jeśli chodzi o decyzyjność, czyli jestem osobą decyzyjną w sprawie kształtu płyty.