duży kontrast mapa strony
Strona startowa » Zwierzenia przy muzyce

Gość programu

Anna Treter

Anna Treter Fot. Magdalena SwitekWokalistka od 40 lat związana z grupą Pod Budą. 9 października z zespołem w ramach swojej jubileuszowej trasy wystąpi z koncertem w Bydgoszczy.

"W tej chwili młodzi ludzie nie mają obciachu i cokolwiek napiszą od razu starają się to pokazać publiczności, a chyba jednak potrzeba pewnego dystansu do własnej twórczości".

Piątek, 17 sierpnia godz.21:07

40 lat minęło, jak jeden dzień? A może...?

- Chyba tak. To się tak dzieje, że kiedy człowiek spojrzy do tyłu, to zwija się to w taki jeden rozśpiewany dzień, a jednak większość naszego życia już za nami.

Ile wydarzyło się przez te 40 lat? Kiedy pojawiła się pani na szczecińskiej Famie, bo chyba od tego wszystko się zaczęło, myślała pani, że kariera potoczy się tak pięknie?

- To był 1977 rok. Wtedy w ogóle nie znaliśmy takiego słowa „kariera”, może w odniesieniu do Mieczysława Fogga czy Jerzego Połomskiego. Byliśmy wszyscy studentami, każdy innego kierunku. Ja studiowałam ekonomię, Jasiu Hnatowicz był na geodezji, Boguś Smoleń - który mnie i Jaśka zaprosił do kabaretu Pod Budą - studiował na Akademii Rolniczej. Trzeba przyznać, że dość długo studiował, chyba z 10 albo 12 lat. Chariklia - obecnie Sikorowska - wtedy też była na Akademii Rolniczej i żadnemu z nas się nie śniło, że to się tak potoczy. Po prostu spotkaliśmy się, dobrze nam się razem pracowało, choć może słowo "praca" nie jest za dobre w odniesieniu do tego, co się wówczas działo. Był po prostu program kabaretowy, spotykaliśmy się z fantastycznymi ludźmi, publiczność nas oklaskiwała - było super. To się później zaczęło jakby chylić, tu mówię o czasach kabaretu, ku upadkowi po odejściu Bogusia Smolenia do Teya. On jednak był gwiazdą naszego kabaretu i jego mimika, osobowość sceniczna powodowały, że ludzie nas kochali. Później troszkę zabrakło pomysłu w tej słownej części kabaretu, ale w tym czasie narodziło się wiele pięknych piosenek. W jakiś czas po naszym - z Jaśkiem Hnatowiczem - dotarciu do kabaretu pojawił się Andrzej Sikorowski i jego piosenki dostarczyły repertuaru zespołowi Kabaretu Pod Budą, bo tak się wtedy nazywaliśmy. Pani Teresa Poprawa - wówczas szefowa krakowskiego Stowarzyszenia Jazzowego zaproponowała nam, żeby wyjść z tymi piosenkami gdzieś poza Kraków. Wtedy funkcjonowały już takie piosenki jak: „Blues o starych sąsiadach”, „Ballada o ciotce Matyldzie” „Gdy mnie kochać przestaniesz”. Te piosenki zostały na zawsze przebojami naszego zespołu - ludzie je znają i kochają. Po tej Famie jakoś tak było żal, że kabaret chyli się ku upadkowi i postanowiliśmy zakończyć działalność kabaretową i rozpocząć historię grupy muzycznej. Zresztą wyciągnęło do nas ręce wiele instytucji, między innymi Polskie Stowarzyszenie Jazzowe czy Polskie Radio. Tam były nasze pierwsze nagrania. No i zaczęło się dziać coraz lepiej, funkcjonowaliśmy głównie w ruchu studenckim, a potem następnym etapem, który otworzył nam drogę do nieco innej publiczności było Opole '79. Tam piosenka „Kap kap, płyną łzy” - tak ją ludzie znają, choć to „Bardzo smutna piosenka retro” - została wybrana przez publiczność i myślę, że pod tą presją dostaliśmy wówczas wyróżnienie.

Anna Treter Fot. Magdalena Switek

Anna Treter Fot. Magdalena Switek
Czyli właściwie gdyby tak położyć na szali to tekst był najważniejszy w kabarecie, a potem w zespole muzycznym Pod Budą to się zrównoważyło.

- Myślę, że się zrównoważyło znakomicie. W ogóle uważam, że duet Andrzej Sikorowski - słowa, Jan Hnatowicz – muzyka, to jest naprawdę wspaniały duet twórców. Porównując piosenki z tamtych i nieco późniejszych lat i piosenki dzisiejsze, to te obecne są po prostu tak banalne, do bólu złe, z niepoprawną polszczyzną. Rozumiem, że można coś takiego stosować i że to jest niby "nowoczesne", ale to się stało niestety teraz tendencją. My w zespole zawsze szanowaliśmy słowo i myślę, że to jest odpowiedź na częste pytanie dziennikarzy - „Dlaczego te nasze piosenki się nie zestarzały, dlaczego teraz ludzie po tych 40 latach na nas przychodzą?”. Te teksty są po prostu dobre, uniwersalne, podają takie prawdy, które nie przemijają, ludzie się z nimi identyfikują i myślę, że właśnie ta równowaga między tekstem a śpiewną melodią spowodowała taki stan rzeczy. Już drugi rok obchodzimy 40-lecie zespołu, jeżdżąc z dużym powodzeniem po całym kraju z koncertami.

Trzeba powiedzieć, że te wszystkie piosenki to są odrębne historię.

- No więc właśnie, niebanalne teksty. W tej chwili młodzi ludzie nie mają obciachu i cokolwiek napiszą od razu starają się to pokazać publiczności, a chyba jednak potrzeba pewnego dystansu do własnej twórczości. Andrzej potrafi właśnie tak to zrobić, że weźmie jakiś rekwizyt, jak filiżanka na swój warsztat, i napisze wokół niego piosenkę.

Czy najpierw w pani życiu był obecny fortepian czy śpiew?

- Pianino było obecne w moim życiu od piątego roku, no i tak się zaczęło. Pochodzę z Kielc, chodziłam tam najpierw do ogniska muzycznego, potem do szkoły muzycznej. Zawsze byłam bardzo aktywna - komponowałam, pisałam teksty, te moje talenty ujawniły się już w liceum. Uczyłam się śpiewu operowego, wtedy nie było innych możliwości. Potem jednak nie zdawałam na żadne muzyczne studia tylko na ekonomię, bo rodzice uznali, że człowiek musi mieć poważny zawód, a nie tam jakieś figle - migle związane z muzyką. Tutaj jednak też zapisałam się na śpiew, ale cały czas czułam, że to nie jest to, że to nie cieszy mnie tak do końca i kiedy naprawdę siłą zostałam wciągnięta do Kabaretu Pod Budą, najpierw jako akompaniator, dopiero potem zaczęłam śpiewać. To też odbyło się całkiem przez przypadek. Boguś [Bogdan Smoleń - dop. red.] mnie usłyszał i mówił „No czemu ty dziewczyno nie śpiewasz?”. I potem to się tak szybko potoczyło, że po prostu poszło. A dzisiaj, może trudno uwierzyć, ale oprócz działalności piosenkarskiej prowadzę Fundację „Piosenkarnia” i raz do roku organizuję Festiwal Twórczości Korowód, podczas którego staram się tę piosenkę literacką hołubić. Co roku od 2008 r. wybieramy jakiegoś innego bohatera: byli nimi pan Przybora, pani Osiecka, Wojciech Młynarski, Jonasz Kofta, Andrzej Poniedzielski, Wojtek Bellon i inni. Spełniam się jeszcze w tej roli.

Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę