Piątek, 05 czerwca 2020 r.   Imieniny: Waltera, Bonifacego, Walerii
Polskie Radio PiK » Zwierzenia przy muzyce
Skorzystaj z oferty. Kliknij! (OGŁOSZENIE WŁASNE NADAWCY)

Gość programu

Iwona Hossa

Iwona Hossa Fot. Magda Jasińska
Iwona Hossa Fot. Magda Jasińska
Polskie Radio PiK - Zwierzenia przy muzyce Iwona Hossa
Śpiewaczka, występuje na wielu scenach i estradach na całym świecie. Przez lata współpracująca z kompozytorami: Krzysztofem Pendereckim, Wojciechem Kilarem czy Henrykiem Mikołajem Góreckim.

„Dla mnie to jest ogromna - poza zaszczytem - ogromna frajda, móc po raz pierwszy śpiewać dzieło, którego nikt wcześniej nie wykonywał. A do tego współpraca z kompozytorem dzieła, które właśnie powstało, czyli jest to kompozytor żyjący, często prowadzący swoje dzieło...”

Piątek, 29 maja godz. 20:05
Bardzo się cieszę, że w tym ciągle jeszcze trudnym czasie możemy się spotkać. Co robisz w Bydgoszczy?

- Jestem tu troszkę towarzysko, a troszkę zawodowo. Przed chwilą miałam przyjemność być na spotkaniu z dyrekcją Filharmonii Pomorskiej i „knuliśmy” (śmiech). A tak naprawdę to omawialiśmy co możemy zrobić z naszymi wspólnymi planami, które mieliśmy i które mamy cały czas. To są najbliższe plany na wrzesień, czyli plany festiwalowe i kawałeczek później, bo zaplanowane na początek sezonu koncerty z moim udziałem. W takim kształcie, oczywiście nie będą mogły się odbyć. Szczególnie „Requiem Polskie” Krzysztofa Pendereckiego, które było zaplanowane na wrześniowy festiwal.
Iwona Hossa. Fot. Magda Jasińska
Iwona Hossa. Fot. Magda Jasińska
A prapremiera „Te Deum” Krzysztofa Herdzina? Dzieło, które kompozytor stworzył na zamówienie województwa, a które miało zostać prawykonane w październiku, w trzech miastach regionu?

- „Te Deum” mam nadzieję, że będzie. Tak naprawdę to nie od nas to zależy i panowie dyrektorzy filharmonii robią wszystko i dokonują naprawdę cudów, żeby plany zmieniać w jak najmniejszym stopniu i żeby się udało wystawić „Te Deum. Po cichu powiem, że cieszę się najbardziej na to prawykonanie. A w dodatku to Krzysztof Herdzin, więc trzymamy mocno kciuki, żeby tutaj władze przychylnie, jak zawsze, na to spojrzały i żeby pozwoliły nam zagrać to wspaniałe dzieło, które już powstało, ale którego jeszcze nie znam i nie mogę się doczekać, kiedy dostanę materiały do przygotowania. Uwielbiam Krzysztofa Herdzina. Natomiast co do „Polskiego Requiem” wiem, że są plany troszkę inne, żeby ten koncert uratować, żeby on był i też żebym mogła go zaśpiewać. Bardzo się cieszę i bardzo jestem wdzięczna panom dyrektorom, że tak sprawnie działają i tak myślą przede wszystkim o publiczności, bo to wszystko jest dla publiczności, ale również nie zapominają o nas, o artystach.

Wiesz, że kiedy rozmawiamy o Krzysztofie Herdzinie, to on akurat obchodzi 50. urodziny?

- Naprawdę? To wszystkiego najlepszego najdroższy Krzysztofie! Pisz nam coraz piękniejszą muzykę - zawsze jest piękna. Pisz, aranżuj, komponuj i wykonuj. Bądź inspirujący jak zawsze. Wszystkiego co najpiękniejsze. Szkoda, że nie możemy się uściskać, ale chociaż tak wirtualnie.

Zastanawiałam się jak Cię przedstawić, ale jak zobaczyłam wypisane na Facebooku instytucje, z którymi współpracujesz, współpracowałaś i współpracować pewnie jeszcze będziesz, to pomyślałam sobie, że wymienianie tych wszystkich teatrów, scen, to by mi zajęło całą audycję.

- A to tylko część instytucji, bo niestety Facebook stawia ograniczenia i zaczyna mnie blokować, kiedy wpisuję następne teatry. To jest oczywiście nie fair, ale co zrobić. A co do przedstawiania, myślę, że jestem po prostu „śpiewaczką” - moim zadaniem - ale też moją wielką pasją jest przecież śpiewanie. Śpiewam już, pracuję w zawodzie śpiewaczki - solistki 24. rok, w przyszłym roku będzie więc mały jubileusz ćwierćwiecza. Jakkolwiek strasznie to brzmi.

Więc wtedy, kiedy przyjechałaś do nas, na bodajże II Bydgoski Festiwal Operowy z „Traviatą” w wykonaniu Teatru Wielkiego w Poznaniu to rozpoczynałaś swoją karierę?

- Tak, wtedy głównie pracowałam w Teatrze Wielkim w Poznaniu. Debiutowałam w wieku lat 23, będąc gdzieś tam w połowie studiów, więc faktycznie było bardzo wcześnie i od razu z bardzo dużym repertuarem, za co jestem wdzięczna ówczesnej dyrekcji, że nie bała się stawiać na młodych śpiewaków. Chciałoby się, żeby dzisiaj dyrektorzy więcej stawiali na młodych śpiewaków, zaufali im i pozwolili im debiutować, bo to przecież w teatrze zdobywa się największe szlify. Debiutowałam partią Violetty w „Traviacie”, więc to jedna z najobszerniejszych partii w ogóle w literaturze wokalnej. Jak dzisiaj patrzę na to z perspektywy czasu, to było to szaleństwo, ale wtedy nie miałam tej świadomości. Z premiery, która była w Poznaniu w 1996 roku parę razy miałam okazję oglądać taką roboczą wersję wideo i muszę stwierdzić, że z taką łezką w oku się to ogląda. Bardzo przyjemne, miłe wspomnienie i tak jak mówię - to, że miałam możliwość zaśpiewania od razu dużej partii i potem byłam obsadzana w samych dużych, pierwszoplanowych partiach to dało mi największy szlif w zawodzie. Możliwość pracy z reżyserami i wspaniałymi dyrygentami to jest coś. Śpiewak jest najważniejszy, bo gdybym nie miała dobrej techniki i już wtedy jakbym nie została wyposażona w te narzędzia techniki, to nie poradziłabym sobie z takimi partiami, ale potem to najważniejsze jest sprawdzanie się w boju, właśnie z dyrygentem , ze wspaniałymi artystami, którym miałam okazję partnerować. To jest ta największa szkoła i to jest najwspanialsze w tym zawodzie. Oczywiście stawanie przed publicznością, śpiewanie spektakli czy koncertów, ale to coś, co ja najbardziej lubię, to są próby, czyli to dopracowywanie, doszlifowanie, tworzenie całego spektaklu, czy koncertu, czy dzieła nawet już wielokrotnie wcześniej wykonywanego, ale stworzenie go na nowo np. z innym dyrygentem, innym reżyserem, z innymi partnerami. To jest coś, co chyba lubię najbardziej, to jest niesamowicie inspirujące.

Nie powiedziałaś o tej części, kiedy to po raz pierwszy wykonujesz dzieła, czyli o współpracy z kompozytorami, bo można tak powiedzieć, że należałaś do grona ulubionych śpiewaczek Krzysztofa Pendereckiego.

- Tak, to wielki zaszczyt dla mnie móc wykonywać w ogóle dzieła muzyki tej najnowszej. Kiedy dostaje się dzieło zupełnie nowe i trzeba przygotować prawykonanie, to mam świadomość wtedy, że nikt przede mną jeszcze tego dzieła nie wykonywał. Ba, nawet nie miał nut w ręce, więc oczywiście mądrzy wspaniali muzykolodzy zawsze wtedy mówią, że w ten sposób powstaje kanon wykonawczy. To za duże obciążenie, ja nie chcę w ten sposób myśleć. Dla mnie to jest ogromna - poza zaszczytem - ogromna frajda, móc po raz pierwszy śpiewać dzieło, którego nikt wcześniej nie wykonywał. A do tego współpraca z kompozytorem dzieła, które właśnie powstało, czyli jest to kompozytor żyjący, często prowadzący swoje dzieło. Krzysztof Penderecki przez większość swojego życia dyrygował swoimi utworami. To jest naprawdę nie tylko wspaniała przygoda, ale jest w tym coś takiego niezwykłego móc pracować z twórcą. Oczywiście nie tylko Krzysztof Penderecki, chociaż jego dzieła wykonywałam i wykonuję nadal. Wszystkie, które napisał, gdzie pojawia się sopran solo. Wszystkie te dzieła mam w repertuarze, większość nawet mam nagranych, zostały wydane na płytach, ale to również Henryk Mikołaj Górecki, nieodżałowany Wojciech Kilar. Obydwaj wspaniali kompozytorzy, to również wciąż żyjący i tworzący Jerzy Maksymiuk - wspaniały, szalony nie tylko dyrygent, ale przede wszystkim kompozytor i pianista, z którym też współpracuję bardzo blisko. Czuję się wyróżniona o tyle, że zdaję sobie sprawę z tego, że dla każdego kompozytora jego dzieło to dziecko. To jest coś, co jest bardzo ulotne, bardzo niewymierne mimo, że zapisane w nutach. Ale dać komuś w opiekę swoje dziecko, to każdy rodzic wie jakie to jest trudne. Więc obdarzyć wykonawcę takim zaufaniem, jakim ja byłam, jestem obdarzana to naprawdę jest niezwykła więź.

Jakby tak na szali położyć twoją pracę operową i pracę estradową, oratoryjno-kantatową to chyba by się to zrównoważyło?

- Ciekawe pytanie, nigdy o tym nie myślałam w ten sposób. Na pewno przez pierwsze kilka może więcej niż kilka lat, to była wyłącznie praca operowa, w teatrach operowych, z jakimś pojawianiem się od czasu do czasu w dziełach oratoryjnych czy w recitalach. Potem był taki moment, że było tego mniej więcej po równo. W tej chwili nie śpiewam w żadnym teatrze operowym, obecnie głównie koncertuję i nagrywam dzieła oratoryjne czy pieśniarskie.

To była Twoja decyzja, czy niekoniecznie?


- Nie, to tak się wydarzyło. Myślę, że dobrze się wydarzyło. Oczywiście, że bardzo chętnie bym jeszcze wróciła do teatru, bo to nie jest dla mnie rozdział zamknięty. Nigdy też nad tym się nie zastanawiałam, po prostu propozycje, które przychodziły starałam się bardzo dokładnie dobierać do swojego aktualnego emploi wokalnego. Nigdy tego nie rozpatrywałam w kategoriach czy to dobrze czy to źle i dlaczego. Jak teraz o tym sobie myślę, to chyba dobrze się stało, bo na pewno do wykonywania szczególnie muzyki tej najnowszej, potrzebne jest ogromne doświadczenie, więc tutaj są pułapki, są rafy dla początkujących młodych artystów śpiewaków, szczególnie żeby nie za wcześnie wchodzić w dzieła tak duże i tak trudne. To wymaga po prostu nie tylko opanowania instrumentu jako takiego, ale też dużego doświadczenia, jak w ogóle to dzieło ugryźć, jak do niego podejść i jak przekazać piękno tej muzyki, bo ona jest czasem łatwiejsza w odbiorze, a czasem trudniejsza. Czasem szalenie trudna, ale zawsze trzeba przekazać jej piękno, a nie tylko odśpiewać nuty. I do tego na pewno gdybym nie miała tego bagażu wcześniejszego teatralnego i tego szerokiego repertuaru, bo i sięgałam po muzykę baroku i klasycyzmu i po oczywiście XIX wiek - mój ulubiony - i początek XX wieku. Gdybym nie miała całego tego bagażu doświadczeń byłoby mi bardzo trudno wdrożyć się i wykonywać dzieła te najnowsze.