Czwartek, 22 października 2020 r.   Imieniny: Halki, Filipa, Salomei
Polskie Radio PiK » Zwierzenia przy muzyce
Ogłoszenie własne nadawcy

Gość programu

Łukasz Drapała

Łukasz Drapała Fot. Fot. Julita Górska
Łukasz Drapała Fot. Fot. Julita Górska
Wokalista zespołu Chemia

Piątek, 16 października godz.20:05
Która część zespołu Chemia?

- Jedna piąta. Aktualnie, ale zawsze możemy to zmienić.

Jest Pan frontmanem i wokalistą, ale nie od zawsze.

- Nie od zawsze, ponieważ pierwszy rok istnienia Chemii był zarezerwowany dla Marcina Koczota, a wiele lat później sam zrobiłem sobie urlop od moich kolegów i przez 2 lata pojawił się w zespole Mario Dyba. Po dwóch latach zaproszono mnie na obiad i już.

Obiad wystarczył, aby Pan wrócił?

- Był bardzo smaczny i postanowiłem wrócić. (śmiech)

Czyli obiadem można Pana przekupić?

- Tak, jestem czasami żarłokiem i wyglądam. Może akurat teraz żona zadbała o to, żebym nie wyglądał na żarłoka, ale trzeba to przyznać - jestem.

Po przesłuchaniu Waszego najnowszego singla można powiedzieć, że ma Pan „wygar”.

- A dziękuję, zdarza się.

„Modern Times” tak się nazywa ów singiel. Jak doszło do spotkania z Andym Taylorem?

- To może się wydawać skomplikowane, ale tak naprawdę jest bardzo proste. Kiedyś poznaliśmy agenta, który nazywa się Seven Webster i jest odpowiedzialny między innymi za zespół Skindred, który w Polsce gościł wielokrotnie, chociażby na Ursynaliach czy na Przystanku Woodstock. My się poznaliśmy podczas takich normalnych tras koncertowych. Seven zainteresował się kiedyś nami, w trakcie trasy europejskiej, ale wtedy jeszcze nie był gotowy, aby stać się naszym agentem, choć pomagał nam w różnych takich drobniejszych kwestiach. Po moim powrocie, właśnie po tym krótkim urlopie, który sobie urządziłem od zespołu Chemia, stwierdziliśmy, że może byśmy po prostu szybko zaczęli działać nad kolejną płytą i pojawił się Seven. Szybko zgodziliśmy się na współpracę, bo znaliśmy się już Sevenem i wiedzieliśmy o jego umiejętnościach, poza tym lubimy się i dobrze nam się współpracuje. Więc postanowiliśmy rozpocząć współpracę z producentem, a nigdy wcześniej tego nie robiliśmy, ale chcieliśmy w tym momencie skorzystać z czyjejś olbrzymiej wiedzy. Okazało się, że Seven jest również agentem w tym samym czasie właśnie Andy’ego Taylora i Andy zaprosił nas do siebie, na taką sesję próbną, to było w grudniu 2 lata temu i wtedy powstał utwór „Modern Times”. Po tej sesji próbnej zaprosił nas w marcu, kilka miesięcy później, abyśmy dokończyli już całkowicie materiał na płytę.


To była fantastyczna przygoda?

- Jedna z najlepszych w moim życiu. Po prostu to była solidna lekcja, tak naprawdę wszystkiego, co może dotyczyć tworzenia płyty - zupełnie od podstaw. Przyjechaliśmy z gotowymi kompozycjami, ale układaliśmy te wszystkie klocki razem z Andym już na miejscu, a dla mnie osobiście to była dosyć taka nawet nerwowa i stresująca przygoda. Pierwszy raz też w życiu to nie ja pisałem teksty dla Chemii. To spadło właśnie na Andy’ego a ja czytałem te teksty w momencie, kiedy podchodziłem do mikrofonu. Andy starał się na żywo z nami współpracować w studiu i mam wrażenie, że teksty wychodziły z tych wszystkich naszych wspólnych rozmów w kuchni, gdzieś w restauracji. To było bardzo wymagające, aby zrobić to na tyle dobrze, aby brzmiało tak, jakbym się przygotowywał do tego miesiącami.

A czy rzeczywiście Andy Taylor miał jakiś tam wpływ na wasze brzmienie?

- Miał olbrzymi wpływ, dlatego ta płyta brzmi moim zdaniem najlepiej ze wszystkich naszych dotychczasowych wydawnictw. Trzeba dodać, że te utwory powstawały głównie w piwnicy u Macieja Mąki i stworzyliśmy je w trójkę, a ciekawostką jest fakt, że Maciej Mąka nie jest już członkiem zespołu Chemia od kilku lat, natomiast nadal z nami współpracuje. To było dosyć szczególne, ponieważ naprawdę wyciskanie ze mnie melodii przez tych dwóch panów, czyli Wojtka i Maćka, to będę pamiętał jeszcze długo i być może będę się budził w nocy, to była bardzo ciężka praca. Panowie pracowali nad moją wyobraźnią w sposób bardzo okrutny, ale przynajmniej powstało coś, co nie powstałoby gdybym pracował nad tym po prostu sam, jak zwykle to do tej pory robiłem. Zresztą też to jest taka przełomowa płyta w karierze Chemii, dlatego że pierwszy raz każdy odłożył „ego” bardzo daleko od siebie do szuflady i postanowiliśmy zrobić coś, co będzie wypadkową wszystkich dobrych pomysłów. Tak więc wszyscy dbaliśmy o swoje dobre pomysły, nie było przepychanki, tak jak to często bywa w innych zespołach. Postawiliśmy naprawdę na wspólne mianowniki i wszystko przebiegło cudownie. To była pierwsza taka płyta, która powstała dzięki wspólnej kolektywnej pracy.

Można powiedzieć też, że to jest taki produkt mocno eksportowy.

- Jeśli chodzi o Chemię to od początku podstawą były piosenki w języku angielskim i jeśli chodzi o samo słowo „eksport” to w pewnym momencie pamiętam z Wojtkiem zdaliśmy sobie sprawę z takich rzeczy, że jeżeli chodzi o muzykę rockową, szczególnie w takim wymiarze jakim ją podajemy, to ona nie posiada granic. Eksportem byłby chyba Mars. Generalnie to, co tworzymy i samo wykonawstwo skraca granice.

Ale to, co robicie to jest naprawdę produkt europejski, żeby nie powiedzieć światowy.

- Tak - staramy się jakościowo przygotować ten „produkt”, aby on nie odstawał niczym od tego, co słyszymy na świecie. Między innymi właśnie dlatego tutaj sprawdziła się rola producenta. To jest już zasługa Andy’ego i jego wieloletnich doświadczeń, sprzedanych płyt itd.

To dorzućmy do tego mastering, który się odbył w legendarnym studiu Abbey Road.

- Tak i dokonywał tego człowiek, który był w zespole osób masterujących ponowne wydanie Beatlesów, więc mieliśmy zaszczyt dzięki Andy’emu i Sevenovi, bo to głównie ich zasługa, aby przyprowadzić do nas niesamowite osoby, niesamowite nazwiska i niesamowite umiejętności. Przede wszystkim to powinienem powiedzieć na samym początku, dlatego naprawdę jesteśmy spokojni o to, że wykonaliśmy i ludzie z nami współpracujący wszystko co w naszej mocy, aby ta płyta brzmiała jakościowo jak najlepiej. A czy kompozycje, piosenki trafią do serduszka, to już jest kwestia gustu.

Czy jak posłuchamy Waszego singla to już wiemy, jak brzmi cała płyta?

- To jest częste pytanie. Mam wrażenie, że my od początku z Chemią nigdy nie staraliśmy się robić wspólnego mianownika. Co do piosenek pojawiającej się na danym krążku, piszemy je tak jak to czujemy w danym momencie i osobiście mam wrażenie, że ta płyta jest bardzo kolorowa.