Sobota, 24 października 2020 r.   Imieniny: Rafała, Marcina, Antoniego
Polskie Radio PiK » Bohaterowie
Ogłoszenie własne nadawcy

Wywalczyli nam wolność - Bohaterowie!


Gdyby nie oni… Gdyby ich nie było… Jak dziś byśmy żyli i gdzie byłby nasz dom? W jakim języku byśmy się porozumiewali? A może w ogóle by nas nie było?... Nieczęsto zadajemy sobie takie pytania, jednak zawsze wtedy, kiedy poznajemy życie i dzieło tych, którzy walczyli o wolną i niepodległą Polskę. Chcemy Państwu pokazać tych ludzi, chcemy móc o nich opowiedzieć i pokazać nie tylko ich czyn i chwałę, ale także zwykłe strony ich życia. Czy się bali? Czy mieli chwile zwątpienia? Czy kogoś kochali?

O tym opowiemy w cyklu „Bohaterowie”.

W każdą sobotę poznają Państwo wyjątkową postać.
Jej sylwetkę prezentujemy w audycjach:
  • „Zawsze dzień dobry z Polskim Radiem PiK”, ok. godz. 7.45
  • „Wsłuchaj się w region”, ok. godz. 11.50
  • „Czatuj”, ok. godz. 14.50.
Raz w miesiącu, w niedzielnej audycji „Ziarna losu" o godz. 16.00, zachęcamy do wysłuchania reportażu dokumentującego tragiczne losy wojennych bohaterów.

Bohaterowie, cz.43

Eligiusz Zbigniew Gałęzowski, ps. „Grom”, „Młot”, podporucznik, żołnierz Armii Krajowej, II Korpusu Polskiego, kapitan Korpusu Wojsk Inżynieryjnych USA, inżynier, działacz Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej.

Eligiusz Gałęzowski urodził się 11 maja 1923 roku w Chełmnie. Był synem Józefa (zamordowanego w 1942 r. przez gestapo) i Heleny z Orłowskich. Miał dwóch braci Jerzego (późniejszy żołnierz AK) i Włodzimierza.

Eligiusz Gałęzowski był żołnierzem września 1939, służył w Batalionie Zapasowym 59. Pułku Piechoty Wielkopolskiej. Pod koniec października 1939 roku wrócił do Inowrocławia, gdzie mieszkał przed wojną, uczył się i działał w harcerstwie. Na polecenie ojca, żołnierza, działającego też w konspiracji, przenosił meldunki i prasę wydawaną w podziemiu. W sierpniu 1940 roku aresztowano ojca, a dwa miesiące później gestapo aresztowało całą rodzinę. Wszyscy zostali osadzeni w obozie koncentracyjnym Błonie w Inowrocławiu, a następnie wysiedleni do Generalnego Gubernatorstwa. Osiedlili się w Mińsku Mazowieckim i tam w lutym 1941 roku Eligiusz został zaprzysiężony do Szarych Szeregów.

Od listopada 1942 do maja 1943 roku Eligiusz Gałęzowski był słuchaczem Szkoły Podchorążych Piechoty. Ukończył ją w stopniu kaprala podchorążego. Otrzymał przydział do dywersji Obwodu Armii Krajowej Mińsk Mazowiecki. Brał udział w wielu akcjach przeciwko okupantom: napadach na urzędy administracji niemieckiej w celu zniszczenia nakazów kontyngentowych i ewidencji osobistej, niszczeniu linii telefonicznych i mniejszych zakładów przemysłowych (mleczarnie, gorzelnie, tartaki, garbarnie, cukrownie) oraz niszczeniu magazynów Wehrmachtu. Był uczestnikiem akcji wysadzania pociągów, odbijania więźniów, brał udział w napadach na dworce kolejowe w celu rekwizycji towarów, a także w zniszczeniu aparatury kina przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie. Kilkakrotnie uczestniczył w przyjmowaniu zrzutów i zabezpieczaniu zrzutowisk w rejonie Mińska. Chodziło o zrzuty dokonywane przez samoloty alianckie na terenie okupowanej Polski. Dzięki nim oddziały Armii Krajowej mogły uzupełnić uzbrojenie i sprzęt.

Henryk Napieralski ps. Bohun, towarzysz walk Gałęzowskiego, tak wspominał Eligiusza:
„Kapral podchorąży „Grom” Zbigniew Gałęzowski, blisko dwumetrowy olbrzym, wysportowany, o gęstej blond czuprynie, znany w kręgach mińskiego AK, dzielny i ofiarny żołnierz dywersji, charakteryzował się poważnymi ambicjami wojskowymi. Syn chorążego z 59 pp. w Inowrocławiu, najlepszy koszykarz w ogólniaku im. Kasprowicza, marzył o karierze wojskowej. Przygotowywał się do niej poważnie, studiując różne fachowe dzieła, z Clausewitzem włącznie. Należał w tym czasie do tych, którzy nie zadowalali się akcjami wyznaczonymi dla danej grupy czy zespołu, lecz sami nieustannie szukali okazji do „wkręcania się” wszędzie, gdzie zwalczano wroga i jego machinę okupacyjną”.

Od lutego do końca kwietnia 1944 roku Eligiusz Gałęzowski był zastępcą dowódcy oddziału leśnego kaprala podchorążego Kazimierza Aniszewskiego „Dęboroga”. Został ranny w walce i przeniósł się do Warszawy, gdzie również brał udział w akcjach zbrojnych. Wkrótce powrócił do Mińska Mazowieckiego i został dowódcą plutonu w odtworzonej 8. Dywizji Piechoty Armii Krajowej. Razem ze swoim plutonem wziął udział w koncentracji oddziałów AK. W ramach Akcji „Burza” oddziały AK wyzwoliły m.in. Mińsk Mazowiecki. Żołnierze Armii Krajowej wkroczyli do miasta. Władzę cywilną w mieście objął w imieniu Delegatury Rządu Rzeczypospolitej Polskiej na Kraj burmistrz Hipolit Konopka. 31 sierpnia 1944 roku do miasta wkroczyły oddziały Armii Czerwonej. Polska władza trwała jednak tylko do 6 sierpnia. W nocy z 6 na 7 sierpnia przedstawiciele prawowitych władz polskich zostali aresztowani przez Rosjan. Burmistrza Hipolita Konopkę skrytobójczo zamordowano. Losy żołnierzy Armii Krajowej były takie same, jak na zajętych wcześniej przez Rosjan polskich ziemiach: rozbrajanie, aresztowanie, wywożenie w głąb Rosji.

Eligiusz Gałęzowski przyłączył się do kompanii, która nie dała się rozbroić przez sowietów. Żołnierze zamierzali przedrzeć się do Warszawy – trwało tam powstanie. Podjęto taką próbę, ale bez powodzenia i zapadła decyzja o powrocie do Mińska. Awansowany do stopnia podporucznika, Eligiusz Gałęzowski został szefem dywersji Obwodu AK Mińsk Mazowiecki. Działalność dywersantów polegała przede wszystkim na obronie żołnierzy AK przed represjami ze strony Rosjan. Podczas akcji zbrojnej ranny dostał się w ręce sowietów. Udało mu się uciec, jednak po pewnym czasie ponownie go aresztowano i wcielono do oddziałów Wojska Polskiego, które przybyło na ziemie polskie razem z Armią Czerwoną i było zupełnie od niej zależne. Ten sam los spotkał wielu żołnierzy Armii Krajowej. Eligiusz Gałęzowski stworzył w wojsku wraz z tymi żołnierzami tajną organizację. Nawiązał kontakt z komendantem Okręgu AK Lublin płk Franciszkiem Żakiem „Wirem” i podporządkował mu swoją organizację. W grudniu 1944 roku otrzymał awans na porucznika.

W marcu 1945 roku Gałęzowski został aresztowany przez tzw. Informację Wojskową, czyli wojskową policją polityczną i po trzymiesięcznym śledztwie skazany przez Wojskowy Sąd Doraźny na karę więzienia oraz utratę majątku i praw obywatelskich. Był przetrzymywany w warszawskich więzieniach, a w lipcu 1945 roku, wraz z innymi więźniami, przewożony pociągiem do kolejnego zakładu karnego. Szczęśliwie pod Dęblinem wszyscy więźniowie zostali uwolnieni przez oddział partyzancki mjr Mariana Bernaciaka „Orlika”. Wolność odzyskało wówczas 120 więźniów – żołnierzy Armii Krajowej.

Po tych przejściach Eligiusz Gałęzowski zdecydował się opuścić Polskę. Udało mu się przekroczyć granicę i dotrzeć do Włoch do II Korpusu Polskiego pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Został żołnierzem 2. Baonu Komandosów i ukończył pięciomiesięczny Kurs Młodszych Oficerów Piechoty.

Eligiusz Gałęzowski został zdemobilizowany z Armii Andersa w 1947 roku i w stopniu porucznika wstąpił do armii angielskiej. W 1948 roku definitywnie odszedł z wojska i rozpoczął studia inżynieryjne na Uniwersytecie w Londynie. W 1951 roku przeniósł się do Stanów Zjednoczonych i kontynuował studia na Uniwersytecie Stanu Michigan. Ukończył je i przez 35 lat pracował jako inżynier. Przyjął w 1956 roku obywatelstwo amerykańskie i w latach 1957–1961 służył w armii amerykańskiej, w Korpusie Wojsk Inżynieryjnych; zakończył tę służbę w stopniu kapitana. W 1950 roku poślubił Szwajcarkę Claudine Schorer i był ojcem dwóch córek.

Eligiusz Gałęzowski był członkiem Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w Londynie. Należał do Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej; od 1987 roku był prezesem Koła w Los Angeles.

Po latach tak wspominał czas wojny:
„Nasza walka z najeźdźcą niemieckim to nie był tylko romantyczny zryw, ale wyraz świadomego oporu całego społeczeństwa polskiego, które sprzeciwiło się przemocy i barbarzyństwu. Wystąpiliśmy nie tylko przeciw politycznemu gwałtowi, ale także przeciw morderstwu, ludobójstwu i pogwałceniu wszystkich zasad cywilizowanego świata, przeciw cofaniu cywilizacji i unicestwieniu zdobyczy kulturalnych nie tylko Polski, ale całej ludzkości. Zostawmy przyszłym historykom do oceny fakt, czy Powstanie Warszawskie miało sens, czy nie, czy miało konkretne szanse na powodzenie, czy też – jak twierdzą niektórzy, podobnie do powstania styczniowego – tych szans nie miało. Zdajemy sobie sprawę, że broniliśmy nie tylko Warszawy, nie tylko Polski, ale także i przede wszystkim podstawowych wartości ludzkich, które barbarzyńca niemiecki w nowoczesnej zbroi XX wieku, z czołgami, samolotami bombowymi i ciężką artylerią, deptał i niweczył, i chciał tworzyć nową, przerażającą cywilizację. […] Tę walkę o wartości ludzkie wygraliśmy na pewno. Tutaj jest zawarta najprawdopodobniej kwintesencja naszej działalności, z której możemy być słusznie dumni, a która nie została jeszcze należycie oceniona i zidentyfikowana. Miejmy nadzieję, że przyszli historycy wypełnią tę lukę i że obok celów polityczno-wojskowych, walka o człowieka, o wartości cywilizacyjne XX wieku, zostanie należycie doceniona.”

Eligiusz Zbigniew Gałęzowski został odznaczony m.in.: Srebrnym Krzyżem Virtuti Militari, Krzyżem Walecznych, Odznaką Pamiątkową 2. Korpusu, Medalem Wojska, Gwiazdą za Wojnę 1939–1945 (brytyjskie odznaczenie dla uczestników działań wojennych), Gwiazdą Italii (odznaczenie ustanowione przez króla angielskiego Jerzego VI dla uczestników działań wojennych na terenie Włoch.

Zmarł 20 września 1996 roku w Stanach Zjednoczonych.

Radiowy biogram przygotowała Adriana Andrzejewska-Kuras na podstawie materiałów zebranych przez dr Ewę Gawrońską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Autorka radiowej opowieści o Eligiuszu Gałęzowskim dziękuje dr Katarzynie Minczykowskiej-Targowskiej sprawującej opiekę merytoryczną nad projektem „Bohaterowie”.
Polskie Radio PiK - 24 października 2020 - Bohaterowie, cz. 43

Bohaterowie, cz.42

Fabiola Ciborowska. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Fabiola Ciborowska. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Kpt. Fabiola Ciborowska, zam. Paulińska, ps. „Mimoza” - żołnierz Związku Walki Zbrojnej–Armii Krajowej Warszawa w pionie wywiadowczym i kontrwywiadzie, uczestniczka powstania warszawskiego, oficer w II Korpusie Pomocniczej Służby Kobiet 2. Korpusu Polskiego we Włoszech.

Fabiola Ciborowska urodziła się 20 I 1911 roku w Guźlinie w powiecie włocławskim. Szkołę powszechną ukończyła w Brześciu Kujawskim, gdzie jej ojciec był burmistrzem. Przez rok uczęszczała do Gimnazjum we Włocławku, dalszą naukę kontynuowała w Państwowym Gimnazjum Żeńskim w Grudziądzu, prowadziła drużynę harcerską, angażowała się w sprawy Przysposobienia Wojskowego. W 1931 roku zdała maturę i została studentką w Szkole Nauk Politycznych, Wydziału Dyplomatyczno-Konsularnego w Warszawie, równocześnie zapisała się na Prawno na Uniwersytecie Warszawskim.

Po dwóch latach studiów w 1933 roku Fabiola rozpoczęła pracę w Banku Rolnym. Szkołę Nauk Politycznych ukończyła w 1937 roku, a ostatni rok prawa na Uniwersytecie Warszawskim w czasie okupacji.

Wrzesień 1939 roku zastał Fabiolę Ciborowską w Banku Rolnym na ul. Brackiej. W Klubie Banku Rolnego zorganizowała gospodę, w której zatrzymywały się potrzebujące pomocy kobiety z dziećmi. W roku 1940 udała się nielegalnie do Łodzi, gdzie ułatwiła ucieczkę polskim oficerom ze szpitala jenieckiego. Ukrywała ich przez kilka tygodni u siebie na ul. Szczęśliwieckiej 25 w Warszawie. Wyrobiła im także dokumenty i rozlokowała po Warszawie. Za te działania została w 1943 roku odznaczona Srebrnym Krzyżem Zasług z Mieczami.

W marcu 1941 roku Fabiola Ciborowska została zaprzysiężona przez kpt. Józefa Boruckiego do Związku Walki Zbrojnej. Przyjęła pseudonimem „Mimoza”, działając w brygadzie do specjalnych zleceń referatu Wywiadu Wojskowego Oddziału II Sztabu Okręgu Warszawskiego (rozpoznanie obiektów wojskowych, także kontrwywiad). W 1941 roku pełniła funkcje kierowniczki poczty, a od 1942 roku została kierownikiem Poczty Oddział II Sztabu Okręgu Warszawskiego i sekretarką szefa tegoż Oddziału. Na tym stanowisku pozostała do stycznia 1944 roku, następnie została skierowana do Oddziału II Komendy Głównej Armii Krajowej. W roku 1943 była aplikantką Sądu Grodzkiego III Wydziału Karnego Oddziału dla Nieletnich. Legitymacja ta chroniła ją przed łapankami.

Powstanie warszawskie zastało ją w Śródmieściu przy ul. Pięknej 25. Do jej zadań należało rozpracowywanie przestępców oraz przenoszenie broni i dokumentów. Po Powstaniu wyszła z ludnością cywilną, ponieważ chciała zostać w kraju. Niestety, tak jak wielu żołnierzy Armii Krajowej, Fabiola Ciborowska została przez Niemców zapakowana do bydlęcego wagonu i wywieziona do obozu Neumark k. Monachium. Miesiąc po kwietniowym wyzwoleniu obozu przez Amerykanów udała się do Oflagu Oficerów Kobiet w Burgu. Tam została umundurowana i zajęła się pocztą. W lipcu 1945 roku Fabiola Ciborowska wyjechała do Włoch, gdzie została wcielona do Pomocniczej Służby Kobiet 2. Korpusu. W Ankonie ukończyła kurs informacyjny. Została przydzielona do garnizonu Trani jako oficer Ekspozytury Informacyjnej „W”. Była referentką do spraw kobiecych (matki i dziecka). Wówczas też ukończyła Szkołę Podchorążych w Almaturze.

Przez dowództwo 2. Korpusu została zweryfikowana w stopniu porucznika. W listopadzie 1946 roku została referentką Pomocniczej Służby Kobiet 7. grupy Brygadowej w Foxley w Anglii. Fabiola Ciborowska pełniła funkcję zastępczyni Inspektorki Głównej Pomocniczej Służby Kobiet, Bronisławy Wysłouchowej. Następnie była komendantką kompanii szkoleniowej. Po zdemobilizowaniu osiadła w Anglii, gdzie wyszła za mąż i pracowała.

Zarządzeniem Prezydentem RP z dnia 10 XI 1990 roku, porucznik Fabiola Ciborowska-Paulińska została awansowana do stopnia kapitana. Posiadała odznaczenia: Srebrny Krzyż Zasługi z Mieczami, Medal Wojska Polskiego, Złoty Krzyż Zasług, Krzyż Armii Krajowej, Odznaka Pamiątkowa 2. Korpusu. Angażowała się społecznie w działania londyńskiego środowiska żołnierzy Armii Krajowej.

Fabiola Ciborowska-Paulińska zmarła w Londynie 3 XII 2006 r. w wieku 95 lat.

Radiowy opowieść o Fabioli Ciborowskiej-Paulińskiej przygotowała Żaneta Walentyn na podstawie materiałów zebranych przez Annę Rojewską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Autorka radiowej opowieści o Fabioli Ciborowskiej-Paulińskiej dziękuje dr Katarzynie Minczykowskiej-Targowskiej sprawującej opiekę merytoryczną nad projektem „Bohaterowie”.
Polskie Radio PiK - 17 października 2020 - Bohaterowie, cz.42

Bohaterowie, cz.41

Franciszek Baumgart. Fot. Dziennik Baltycki 1971
Franciszek Baumgart. Fot. Dziennik Baltycki 1971
Franciszek Baumgart - ps. „Pomorzak”, „Edward”, przybrane nazwiska „Fraciszek Zalewski”, „Franz Muscholl”, kurier Komendy Głównej Armii Krajowej. O życiu naszego bohatera powinien powstać film sensacyjny – tyle w nim nagłych przypadków, niespodziewanych zdarzeń, ryzykownych zachowań i nieoczekiwanych zwrotów akcji.

Franciszek Baumgart urodził się 8 października 1914 roku w Kokocku k. Chełmna jako syn rolnika Leona i Rozalii z domu Żukowskiej. Uczył się w Gimnazjum Staroklasycznym im. Króla Kazimierza Jagiellończyka w Chełmnie i tam w 1935 roku zdał maturę. Był uczestnikiem kursu w IV Dywizyjnym Kursie Podchorążych Rezerwy w 65. pp. w Grudziądzu 16. DP i żołnierzem 2 pp. Legionów w Sandomierzu.

We wrześniu 1939 roku walczył w stopniu podporucznika WP i 21 września dostał się do niewoli. Został przewieziony do obozu jenieckiego u podnóża Alp, Murnau VII–A. Od pierwszych chwil w niewoli jego celem była ucieczka z obozu, aby walczyć z okupantem. Przygotowania zaczął od nauki języka niemieckiego zdając sobie sprawę, że od tego zależy powodzenie ucieczki. Nauczycielami byli dwaj jego obozowi koledzy. Pod dowództwem Franciszka Baumgarta grupa jeńców wykopała tunel podziemny prowadzący do studzienki kanalizacyjnej. Okazało się, że była też druga grupa kopiąca inny tunel. Pod koniec maja 1942 roku grupa Franciszka Baumgarta jako pierwsza dotarła do celu. Jednak na przeszkodzie stanęły potężne kraty. Zdeterminowany oficer przez zwały nieczystości przedarł się i trzy kraty przepiłował, a czwartą zdołał wielkim wysiłkiem odgiąć. W ten sposób sprawił, że przejście do podziemnych kanałów było dostępne. 7 czerwca 1942 roku przez wykopany tunel i kanałami uciekło 14 jeńców. Franciszek Baumgart uciekał bez dokumentów. Udając miejscowego Niemca szedł niosąc grabie na ramieniu. Niestety, jak podaje Andrzej Stanisławski „[…] podczas przypadkowej pogawędki z miejscowym sołtysem, młody oficer nazwał swoje grabie »Heuharke« podczas gdy w gwarze miejscowej nazywały się one »Rechen«. Hitlerowski sołtys doprowadził uciekiniera do policji, ta odstawiła go do Murnau […]

Jednak nie na długo. Franciszek Baumgart był wierny swojemu postanowieniu i ponawił próbę ucieczki z obozu. 8 października tego samego roku uciekł ukryty w wyjeżdżającym poza bramy obozu samochodzie ciężarowym. Tym razem dotarł aż do granicy szwajcarskiej. Pomocy udzieliła mu, o dziwo, Niemka – Barbara Schober z Uffingen, wdowa po lotniku i antyfaszystka. Pokonały go jednak trudne warunki zimowe w Alpach. Wycieńczony głodem, zimnem i z poranionymi nogami zmuszony był się poddać. Schwytany przez niemieckich strażników trafił znów do Murnau. Przebywając w obozowym areszcie spotkał się z dużą pomocą kolegów – jeńców. 11 listopada 1942 roku Franciszek Baumgart został przetransportowany w eskorcie dwóch SS-manów do karnego Oflagu IV-C w saksońskim zamku Colditz. Obóz miał charakter międzynarodowy i przebywali w nim uciekinierzy pochodzący z różnych krajów. Tam polski jeniec od razu zaczął przygotowywać kolejną ucieczkę. Razem z kolegami wykuwali tunel w grubych murach z pierwszego piętra do podziemi, aby dotrzeć do rzeki Muldy. Przed ukończeniem tunelu Franciszek Baumgart został przeniesiony do obozu jenieckiego w Doessel w okolicach Kassel. Przebywał tam od 14 sierpnia do 19 września 1943 roku. Nocą z 19/20 września uciekł kolejnym podkopem wraz z grupą 47 oficerów. 37 uciekinierów schwytano i zamordowano w Buchenwaldzie i Dortmundzie. Franciszek Baumgart pod przybranym nazwiskiem jako kpr. Jan Zwijacz dotarł do Berlina. Wykupił bilet do Kutna, jednak po drodze w Zbąszynku został zatrzymany i osadzony w areszcie, ponieważ złamał zakaz podróżowania przez Polaków pociągiem pośpiesznym. Tam, po przepiłowaniu krat w oknie, uciekł i dobrnął do Kutna do osoby o nazwisku Pil, którego adres dostał od ppłk. Bronisława Kowalczewskiego w obozie w Doessel. W mieszkaniu tym był punkt przerzutowy do Generalnego Gubernatorstwa. Dzięki uzyskanej pomocy udało mu się przez zieloną granicę przedostać do Warszawy. 29 września 1943 roku z miejsca kontaktowego na Placu Słonecznym został przeprowadzony przez łączniczkę Irenę Kończyc ps. „Nata” do punktu konspiracyjnego przy ul. Grzybowskiej. Po zaprzysiężeniu do AK Franciszek Baumgart przybrał nazwisko „Franciszek Zalewski” i otrzymał przydział do Wydziału Łączności z Obozami Jenieckimi „IKO”. Wydział ten wchodził w skład I Oddziału Organizacyjnego Komendy Głównej AK, którym kierował Antoni Sanojca ps. Kortum. Baumgart jako Zalewski po przeszkoleniu pełnił funkcję kuriera utrzymującego łączność KG AK z obozami jenieckimi na terenie Rzeszy.

Początkowo Franciszek Zalewski jeździł do Katowic i Sosnowca, potem dalej do Berlina, Hamburga i Monachium. W 1944 roku dotarł także do Murnau, gdzie kontaktował się z oficerami oflagu, którego był nie tak dawno jeńcem. Nawiązał też łączność z podoficerami ze stalagu w Mosberg oraz z polskimi robotnikami pracującymi przymusowo w Niemczech. Mieszkał wtedy przez dwa tygodnie u Barbary Schober jako „Franz Muscholl”.

Pod koniec wojny w powstaniu warszawskim Franciszek Zalewski mógł nareszcie uczestniczyć w bezpośredniej walce z okupantem. Miał wprawdzie zakaz udziału w powstaniu jako osoba przewidziana do odbierania zrzutów pod Woldenbergiem (obecnie Dobiegniew, woj. lubuskie), ale 3 sierpnia zgłosił się do oddziału i walczył w Śródmieściu. Był dowódcą plutonu w kompanii „Habdank” VII zgrupowania „Ruczaj” walczącego w rejonie pl. Trzech Krzyży i Al. Ujazdowskich. Po zakończeniu walk, z kolumny konwojowanych cywilów opuszczających Warszawę, uciekł na wolność wraz z Marią Cyngott i jej synem

Po wojnie zamieszkali razem w Sztumie, gdzie Franciszek Baumgart zameldował się pod nazwiskiem Franciszek Zalewski. Tam przez jakiś czas prowadził sklep spożywczy przy ul. Mickiewicza. Do swojego prawdziwego nazwiska wrócił dopiero w 1947 r. i zawarł związek małżeński z wdową Marią Cyngott. Był jednym z założycieli Spółdzielni Spożywców „Społem” w Sztumie. Przez 30 lat pracował w Zakładach Mięsnych w Elblągu jako kierownik oddziału na Sztum i Kwidzyn.

Franciszek Baumgart zmarł w Sztumie 23 lutego 1979 roku. Przyjaciele i towarzysze broni pożegnali go w piękny sposób pisząc: „Odszedł od nas wspaniały Człowiek, nieustraszony żołnierz, nasz drogi Przyjaciel i Dowódca”.

Franciszek Baumgart został odznaczony Orderem Wojennym Virtuti Militari V kl. I Srebrnym Krzyżem Zasługi.

Radiowy biogram przygotowała Adriana Andrzejewska-Kuras na podstawie materiałów zebranych przez Annę Mikulską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Autorka radiowej opowieści o Franciszku Baumgarcie dziękuje dr Katarzynie Minczykowskiej-Targowskiej sprawującej opiekę merytoryczną nad projektem „Bohaterowie”.
Polskie Radio PiK - 10 października 2020 - Bohaterowie, cz.41

Bohaterowie, cz.40

Halina Szczepańska. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Halina Szczepańska. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Halina Szczepańska zam. Butkiewicz, ps. „Halka”, sanitariuszka, łączniczka, porucznik rezerwy. Urodziła się 4 marca 1923 roku w Inowrocławiu. Jej rodzicami byli Franciszek i Florianna z Lewandowskich Szczepańscy. Ojciec Haliny Szczepańskiej był zegarmistrzem i właścicielem zakładu zegarmistrzowskiego. W Inowrocławiu uczęszczała do szkoły podstawowej, a po jej ukończeniu do Gimnazjum im. Marii Konopnickiej. W 1938 roku rodzina przeprowadziła się do Białej Podlaskiej, gdzie Halina kontynuowała naukę w II Państwowym Liceum i Gimnazjum Żeńskim im. Emilii Plater.

W chwili wybuchu II wojny światowej w 1939 roku Halina Szczepańska miała 16 lat. W ramach zajęć szkolnych z przysposobienia wojskowego została skierowana do pełnienia dyżurów przy telefonach w Zarządzie Miejskim. Po dwóch tygodniach przeniesiono ją do centrali telefonicznej na poczcie; pełniła tam służbę do wkroczenia Niemców. Wojska niemieckie wkroczyły do Białej Podlaskiej 18 września 1939 roku, potem weszli tam Rosjanie. Na mocy porozumienia między okupantami miasto zajęli Niemcy. 10 października 1939 r. rozpoczęła się okupacja niemiecka.

W 1940 roku Halina Szczepańska rozpoczęła naukę w Szkole Handlowej, ale po pół roku władze niemieckie zamknęły szkołę. Kontynuowała więc naukę na tajnych kompletach i zdała małą maturę. Od marca 1942 roku Halina Szczepańska rozpoczęła pracę w Zarządzie Miejskim w charakterze kancelistki. Jej zadaniem było wypisywanie na maszynie dowodów tożsamości (niem. Kennkarte), które musieli posiadać Polacy. Wykorzystała tę pracę i wypisane druki kenkart przekazywała polskiemu podziemiu, aby służyły ukrywającym się żołnierzom Armii Krajowej. Zaangażowała się również w kolportaż prasy konspiracyjnej i przygotowywanie paczek żywnościowych dla partyzantów.

20 czerwca 1943 roku Halina Szczepańska została zaprzysiężona i wcielona do Wojskowej Służby Kobiet w Obwodzie Biała Podlaska (Inspektorat Radzyń Podlaski, Okręg Lublin). Została łączniczką między Białą Podlaską a Oddziałem Partyzanckim 34. Pułku Piechoty Armii Krajowej pod dowództwem mjra Stefana Wyrzykowskiego, ps. „Zenon”. Pułk wchodził w skład 9. Podlaskiej Dywizji Piechoty AK. W 1944 r. pułk liczył ponad 200 żołnierzy. Halina Szczepańska dostarczała meldunki, pocztę oraz paczki od rodzin partyzantów, także broń i amunicję. Przewoziła prasę konspiracyjną. W lutym 1944 roku uczestniczyła w szkoleniu sanitarnym i dywersyjnym. Brała bezpośredni udział w dwóch akcjach wysadzania torów kolejowych pod Sokulami.

W kwietniu 1944 roku Halina Szczepańska musiała opuścić Białą Podlaską. Groziło jej aresztowanie. Jeden z partyzantów kpr. Jan Marusak, ps. „Mucha”, który zginął podczas akcji partyzanckiej, miał przy sobie jej zdjęcie. Zdjęcie zostało zrobione, kiedy Halina przebywała w oddziale i wpadło w ręce gestapo. Była więc poszukiwana.

W czerwcu 1944 roku Halina Szczepańska wróciła do Białej Podlaskiej i oddziału „Zenona”, w którym służyła jako sanitariuszka. Brała udział w walce z obławą niemiecką, stoczoną przez oddział „Zenona” w okolicy miejscowości Jeziory. Uczestniczyła również w koncentracji oddziałów 9. Podlaskiej Dywizji Piechoty w Leszczance. W lipcu 1944 roku oddział „Zenona” wziął udział w zwycięskich walkach o Białą Podlaską i Międzyrzecze Podlaskie. Były to ostatnie walki stoczone przez tę formację podczas II wojny światowej.

Oddziały Armii Czerwonej wkroczyły do Białej Podlaskiej 26 lipca 1944 roku. Okupacja niemiecka się zakończyła. 11 sierpnia 1944 roku oddział „Zenona” został rozwiązany.

Po zakończeniu okupacji niemieckiej Halina Szczepańska pracowała w Zarządzie Miejskim w Białej Podlaskiej. Jednocześnie wróciła do szkoły i od września 1944 r. uczyła się w Prywatnym Liceum dla Dorosłych. W czerwcu 1945 roku zdała maturę i wyjechała do Poznania. Rozpoczęła studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Poznańskiego, który wkrótce został przekształcony w Akademię Medyczną. Studia ukończyła w 1950 roku i przeniosła się do Torunia. Została zatrudniona w Szpitalu Miejskim jako asystent najpierw oddziału wewnętrznego, a potem laryngologicznego.

W 1951 roku Halina Szczepańska wyszła za mąż za Leona Butkiewicza, również lekarza, ordynatora oddziału laryngologicznego. Mieli syna Zenona. W 1954 roku została powołana na ćwiczenia wojskowe, które odbywały się w Śremie. Były to obowiązkowe szkolenia dla lekarzy. Po ich ukończeniu otrzymała stopień porucznika rezerwy. Uzyskała I, a potem II stopień specjalizacji oraz pełniła funkcję zastępcy ordynatora. W 1968 roku rozpoczęła pracę w Szpitalu Dziecięcym, gdzie pełniła funkcję ordynatora oddziału laryngologii dziecięcej i pracowała do przejścia na emeryturę. Oddział, którym kierowała był jednym z pierwszych w Polsce pełno profilowym oddziałem laryngologii dziecięcej.

W latach 1970–1972 Halina Butkiewicz była dyrektorem szpitala Dziecięcego. Pracowała także w Spółdzielni Lekarskiej „Stomed” i Specjalistycznej Okręgowej Przychodni Zdrowia PKP. Była wieloletnim konsultantem w Szpitalu Zakaźnym. W latach 1951­–1952 sprawowała funkcję sekretarza Polskiego Towarzystwa Lekarskiego w Toruniu. Była członkiem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej.

Halina Butkiewicz została odznaczona Srebrnym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Armii Krajowej, Dyplomem „Pro Gloria Medici”, Medalem 30-lecia Szpitala Dziecięcego oraz odznaką „Za wzorową pracę w służbie zdrowia”. Otrzymała także Odznakę Pamiątkową Oddziału Partyzanckiego 34. Pułku Piechoty Armii Krajowej.

Halina Butkiewicz zmarła 21 sierpnia 1999 r. w Toruniu.

Opowieść o życiu i działalności Haliny Szczepańskiej powstała na bazie materiałów przygotowanych przez panią dr Ewę Gawrońską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Nadzór naukowy nad projektem „Bohaterowie” sprawuje dr Katarzyna Minczykowska-Targowska. Opowieść radiową o bohaterce tego odcinka przygotował Michał Słobodzian.
Polskie Radio PiK - 3 października 2020 - Bohaterowie, cz.40

Bohaterowie, cz.39

Elżbieta Zawacka. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Elżbieta Zawacka. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Gen. Elżbieta Magdalena Zawacka, ps. „Zelma”, „Sulica”, „Zo” - torunianka, komendantka rejonu śląskiego Przysposobienia Wojskowego Kobiet, oficer Armii Krajowej, współtwórczyni struktur Związku Walki Zbrojnej-Armii Krajowej na Śląsku, kurierka i emisariuszka, jedyna kobieta wśród cichociemnych, dama Orderu Wojennego Virtuti Militari oraz Orderu Orła Białego, profesor nauk humanistycznych.

Dzień 27 września ogłoszony został w 1998 roku przez Sejm RP „Dniem Polskiego Państwa Podziemnego”, to kolejna, już 81. rocznica, powołania tajnej, polskiej armii jaką była Służba Zwycięstwu Polski, która dała początek Związkowi Walki Zbrojnej i Armii Krajowej - strukturom wojskowym Polskiego Państwa Podziemnego.

Urodzona w 1909 roku w Toruniu Elżbieta Zawacka była jedną z tych, które współtworzyły te siły militarne, dzięki którym Polacy zgnębieni okupacjami: niemiecką i sowiecką w latach 1939–1945 mieli siłę, chcieli żyć i działać po to, by odzyskać w końcu niepodległość.

Do działań niepodległościowych Elżbieta Zawacka była szkolona na długo przed wybuchem drugiej wojny światowej. Jako młoda studentka III roku matematyki Uniwersytetu Poznańskiego, jeszcze w 1930 roku zaangażowała się w działalność kobiecego ruchu paramilitarnego, jakim była Organizacja Przysposobienia Wojskowego Kobiet. Elżbieta przeszła wszystkie stopnie wyszkolenia po to, by w 1938 roku zostać komendantką całego, kilkunastopowiatowego, rejonu śląskiego. Gdy wybuchła druga wojna światowa Elżbieta Zawacka wraz ze swoimi podkomendnymi brała udział w wojnie polskiej, najpierw w Katowicach, a następnie w obronie Lwowa - tam dołączając do Kobiecego Batalionu Pomocniczej Wojskowej Służby Kobiet.

W działalność konspiracyjną Zawacka zaangażowała się 2 listopada 1939 roku w Warszawie, składając przysięgę żołnierską i przyjmując pseudonim „Zelma”. Jej pierwszym zadaniem było zbudowanie struktur Związku Walki Zbrojnej na Śląsku, co też sprawnie uczyniła dzięki już kilkuletniej działalności w strukturach paramilitarnych i kontaktach w kręgach wojskowych na tym terenie.

W 1939 roku komendantem struktur wojskowych, zarówno ze względów społecznych ale i prawnych, nie mogła zostać kobieta (nie było bowiem uregulowań prawnych dotyczących służby wojskowej kobiet jako takiej, a co dopiero w sztabach wojskowych). Po przybyciu na teren Śląska, mianowanego na stanowisko komendanta Podokręgu, płka Henryka Kowalówki, „Zelma” przekazała mu wszystkie swoje kontakty oraz wiedzę na temat zbudowanych przez siebie sieci, została członkiem Sztabu Kowalówki i szefem łączności. Od razu też wykonywała zadania kurierskie, dostarczając pocztę z Komendy Podokręgu, później Okręgu do Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej-Armii Krajowej w Warszawie. Trzeba pamiętać, że wówczas chcąc przedostać się z Katowic, gdzie znajdowała się KO Śląsk, do Warszawy należało przekroczyć granicę. Katowice bowiem (tak jak i Toruń czy Bydgoszcz) położone były na terenach wcielonych do Rzeszy. Warszawa zaś (podobnie jak Kraków czy Lublin) była częścią Generalnego Gubernatorstwa.

Tereny te dzieliła granica państwowa z licznymi kontrolami, także gestapo. „Zelma”, blondynka o niebieskich oczach z perfekcyjną znajomością niemieckiego oraz orientacją w niemieckich zwyczajach i kulturze (urodziła się przecież jeszcze w czasie, gdy Toruń był pod zaborem pruskim), świetnie sprawdzała się w roli kurierki, co zostało szybko dostrzeżone przez Komendę Główną Związku Walki Zbrojnej, która zaproponowała jej służbę w Wydziale Łączności Zagranicznej kryptonim „Łza”, „Załoga”, „Zagroda”. Na potrzeby zadań w tym Wydziale Elżbieta Zawacka przyjęła pseudonim „Zo”, a do jej pierwszych zadań należało zbudowanie nowej sieci kontaktów w Berlinie, a następnie przygotowanie tras kurierskich z Warszawy do Paryża, gdzie wówczas stacjonował cały Sztab Naczelnego Wodza, gen. Władysława Sikorskiego.

I tym razem „Zo” świetnie sprawdziła się w wykonaniu powierzonych jej zadań. Dzięki jej służbie Związek Walki Zbrojnej–Armia Krajowa miała stały dopływ gotówki przekazywanej przez polskie władze na uchodźstwie za pomocą banków szwajcarskich, do banków berlińskich, skąd odbierała ją „Zo”, przewożąc walizki z pieniędzmi do Warszawy. A trzeba wiedzieć, że były to miliony dolarów. Dzięki „Zo” Komenda Główna Związku Walki Zbrojnej–Armii Krajowej miała przygotowane trasy kurierskie i gdy zawiodły szlaki wykorzystywane w latach 1939–1940, polska​ podziemna armia mogła dalej funkcjonować, ponieważ „Zo” i jej ludzie zapewniali łączność kurierską za pomocą przygotowanych przez „Zo” tras.

Jako słuchaczka i jako nauczycielka Elżbieta Zawacka brała też udział w tajnym nauczaniu. Pod pseudonimem „Sulica” budowała także struktury Wojskowej Służby Kobiet na Śląsku. Jednak do najsłynniejszych i najważniejszych, tak dla polskiej armii, jak i dla kobiet w wojsku polskim, była misja Elżbiety Zawackiej do Sztabu Naczelnego Wodza w 1943 roku, kiedy ten stacjonował już w Londynie.

Komendant Główny Armii Krajowrj doskonale zdawał sobie sprawę z roli kobiet w strukturach swojej podziemnej armii. Kobiety służyły na wszystkich szczeblach, we wszystkich wydziałach. Były sanitariuszkami, łączniczkami, szyfrantkami, działały w legalizacji, w oddziałach minerskich, były zwykłymi żołnierzami, ale też dowodziły.

Szefem całej łączności w ZWZ–AK była kobieta, kobiecie podlegali wszyscy kurierzy, bez kobiet nie byłoby konspiracji. Niestety z punktu widzenia prawnego, kobiety żołnierze miały obowiązki, ale nie miały żadnych praw. Nie mogły awansować, ani pełnić funkcji dowódczych – choć w rzeczywistości to robiły. Prawo zatem zupełnie nie przystawało do realiów żołnierskiej codzienności i tę sprawę „Zo”, na rozkaz Komendanta Głównego Armii Krajowej, miała załatwić z gen. Sikorskim, jego sztabem i rządem polskim przebywającym na emigracji. Miała też przekonać tych wszystkich oficjeli, że niezbędnym jest poprawienie przez Sztab Naczelnego Wodza organizacji łączności z Krajem.

Misja „Zo”, od momentu wyruszenia w trasę, do powrotu do Kraju, trwała 7 miesięcy. Była niezwykle ryzykowna, niejednokrotnie okupiona ogromnym, ponadludzkim wysiłkiem, a nierzadko też poczuciem bezsilności w zderzeniu żołnierza z aparatem polityczno-wojskowym. Niemniej jednak zakończona sukcesem. Dzięki determinacji „Zo” prezydent RP wydał rozporządzenie, na mocy którego prawa kobiet w wojsku polskim zostały uregulowane i mało kto dzisiaj zdaje sobie sprawę, że to dzięki Elżbiecie Zawackiej Polki miały prawo do stopni wojskowych, a po przejściu na emeryturę, także do wojskowych emerytur. Udało się też „Zo” nieco usprawnić pracę Sztabu Naczelnego Wodza w zakresie łączności z krajem, co oczywiście łatwe nie było, ponieważ sztabowcy zupełnie nie rozumieli polskich realiów okupacyjnych, a dla wielu zasiedziałych w Paryżu czy Londynie jedynym symptomem wojny był „brak niektórych gatunków wina”.

W Anglii „Zo” przeszła też szkolenie spadochronowe oraz szkolenie techniczne w zakresie łączności. Szczególnie była zainteresowana najnowszymi technikami ukrywania poczty. Sama też szkoliła przyszłych cichociemnych w ramach kursu zasadniczego, którego jednym z elementów było przygotowanie kursanta do funkcjonowania w okupacyjnej, jakże różnej od angielskiej, rzeczywistości.

Z misji „Zo” powróciła skokiem spadochronowym, w nocy z 9 na 10 września 1943 roku. Niedawno minęła 77. rocznica tego wydarzenia.

Inaczej też niż pozostali cichociemni, którzy z nią skakali, „Zo” od razu powróciła do pracy konspiracyjnej. Nie potrzebowała bowiem aklimatyzacji i poznawania warunków okupacyjnej Polski. Znała je przecież od wielu lat i doskonale w nich funkcjonowała.

Jako zastępca szefowej Wydziału Łączności Zagranicznej „Zo” wróciła do swoich zadań kurierskich i przerzutów innych kurierów na Zachód. Niestety w marcu 1944 roku doszło w „Zagrodzie” do ogromnej wsypy. Za sprawą konfidenta gestapo o pseudonimie „Jarach”, aresztowano 78 żołnierzy, 17 rozstrzelano. „Zo” zdołała zbiec.

Poszukiwania jednak trwały. Gestapo organizowało łapanki na ulicach Warszawy wyłapując wszystkie kobiety ok. 35 roku życia (czyli w wieku „Zo”) w celu konfrontacji ich z „Jarachem”. Za głowę Elżbiety Zawackiej wyznaczono nagrodę w złocie. Na szczęście „Zo” już wówczas była bezpieczna. Komenda Główna oddaliła ją na kwarantannę, czyli odosobnienie do Klasztoru ss. Niepokalanek w Szymanowie, gdzie „Zo” przebywała do końca lipca 1944 roku. Z klasztoru wydostała się wbrew rozkazom do Warszawy, by brać udział w zbliżającym się powstaniu, którego była uczestniczką. Walczyła na Powiślu i w Śródmieściu. Tuż przed kapitulacją powstania dostała rozkaz wydostania się z miasta i odbudowania zerwanej łączności z Londynem, co też uczyniła.

Po wojnie Elżbieta Zawacka zaangażowana była w działalność Delegatury Sił Zbrojnej na Kraj oraz Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Ze służby tej zrezygnowała pod koniec 1946 r. Jednak jako były​ żołnierz Armii Krajowej była inwigilowana i 5 września 1951 roku została aresztowana przez Urząd Bezpieczeństwa.

Po zaledwie 4-miesięcznym śledztwie i jednej rozprawie, która odbyła się w areszcie śledczym Warszawa-Mokotów, Elżbieta Zawacka została skazana na 5, a później na 7 i w końcu 10 lat więzienia „za wrogą działalność na rzecz państwa polskiego” oraz za posiadanie 10-dolarowego banknotu. Wyrok odbywała w więzieniach: w Fordonie, Grudziądzu i Bojanowie. Na wolność wyszła, na mocy amnestii, 24 lutego 1955 roku.

Po wielu miesiącach poszukiwań i znowu dzięki swojej ogromnej determinacji, udało jej się znaleźć zatrudnienie w szkolnictwie. Z czasem powróciła też do badań naukowych w zakresie andragogiki, czyli nauczania dorosłych. Elżbieta Zawacka mówiła o zdalnym nauczaniu w czasach, gdy takie pojęcie jeszcze nie istniało. Wciąż jednak inwigilowana i represjonowana, mimo dokonań naukowych musiała odejść z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, gdzie pracowała w latach siedemdziesiątych XX wieku.

Podupadła wówczas poważnie na zdrowiu. Nie poddała się jednak. Całą swoją energię i siłę włożyła w działalność na rzecz upamiętnienia swoich byłych podkomendnych, koleżanek i kolegów z Armii Krajowej.

Współtworzyła największą światową organizację kombatancką, Światowy Związek Żołnierzy AK – to w mieszkaniu Elżbiety Zawackiej powstawał statut tej organizacji.

„Zo” działała w Solidarności (szkoliła opozycjonistów z tajników konspiracji), a w wolnej już Polsce, w 1990 roku zainicjowała powstanie w Toruniu Fundacji „Archiwum Pomorskie AK”, która po jej śmierci w 2009 roku przyjęła nazwę Fundacja Generał Elżbiety Zawackiej.

Za swoją działalność niepodległościową i patriotyczną C została odznaczona ponad sześćdziesięcioma odznaczeniami. Te najważniejsze otrzymała jeszcze w czasie wojny: dwukrotnie Order Virtuti Militari oraz czterokrotnie Krzyż Walecznych. Była też odznaczona Krzyżem Armii Krajowej oraz najwyższym brytyjskim odznaczeniem przyznawanym kombatantom przez rząd Wielkiej Brytanii - Medale Weterana. Elżbieta Zawacka była Damą Orderu Orła Białego, Honorową Obywatelką Torunia i Piastow oraz Kustoszem Pamięci Narodowej. Została też odznaczona Medalem za Zasługi dla Województwa Kujawsko-Pomorskiego.

Elżbieta Zawacka zmarła 10 stycznia 2009 roku. Została pochowana z honorami należnymi generałowi brygady na cmentarzu św. Jerzego w Toruniu. W ostatniej drodze towarzyszyło jej około 3 tysięcy osób, które przyjechały pożegnać „Zo” tak z kraju, jak i z zagranicy.

Radiową opowieść o Elżbiecie Zawackiej przygotował Michał Słobodzian na podstawie materiałów zebranych przez dr Katarzynę Minczykowską-Targowską - biografkę gen. Zawackiej, sprawującą również opiekę merytoryczną nad projektem „Bohaterowie”.

Na podstawie opowieści o Elżbiecie Zawackiej, w audycji „Ziarna losu” z 27 września br. zabrzmiał reportaż Żanety Walentyn, pt. „Jeszcze dwa lata”.
Polskie Radio PiK - 26 września 2020 - Bohaterowie, cz.39

Bohaterowie, cz.38

Helena Krzyżanowska. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Helena Krzyżanowska. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Helena Krzyżanowska z d. Zajączkowska , ps. „Kene”, żołnierz Armii Krajowej, pielęgniarka-sanitariuszka, powstaniec warszawski, po wojnie lekarz medycyny, społecznik. Urodziła się 15 kwietnia 1922 roku w Toruniu. Była córką komandora Witolda Zajączkowskiego - wykładowcy i dyrektora Oficerskiej Szkoły Marynarki Wojennej w Toruniu i matki Anny z d. Kolts.

Helena Krzyżanowska spędziła dzieciństwo w Toruniu przy ul. Konopnickiej 25, w atmosferze patriotycznych nastrojów młodej polskiej inteligencji - oficerów Marynarki Wojennej, wykładowców i elewów Szkoły Oficerskiej.

W 1928 roku wraz z rodzicami i starszą siostrą Janiną przeniosła się do Pińska na Polesiu, gdzie ojciec objął dowództwo Flotylli Pińskiej Marynarki Wojennej. W Pińsku Helena Krzyżanowska uczęszczała do szkoły powszechnej i średniej. W czasie lat szkolnych należała do Hufca Poleskiego ZHP. Brała udział w licznych imprezach patriotycznych na obozach, w tym w zgrupowaniu szkolnym w Leśnej koło Barnowicz. Oprócz zdobytych sprawności harcerskich interesowała się szczególnie służbą sanitarną. W ramach Przysposobienia Wojskowego ukończyła kurs opieki medycznej w Szpitalu Sejmikowym w Pińsku.

W chwili wybuchu II wojny światowej Helena Krzyżanowska pozostała z matką i siostrą w Pińsku, zaś jej ojciec walczył w ramach Armii Polesie pod dowództwem gen. Kleberga pod Kockiem. Po wtargnięciu Armii Czerwonej 17 września 1939 roku do Polski, Helena wraz z siostrą zostały aresztowane przez NKWD. Udało im się jednak zbiec do ukrywającej się matki i razem z nią przez Wilno dotrzeć do Tallina w Estonii. W lipcu 1940 roku opuściły Estonię i ostatnim transportem morskim dotarły do Szczecina, skąd przez Poznań przedostały się do Warszawy.

Helena Krzyżanowska chciała być pielęgniarką, w związku z czym zdecydowała o podjęciu nauki w nadal funkcjonującej Warszawskiej Szkole Pielęgniarskiej. Dzięki tej decyzji uniknęła też wywiezienia na roboty przymusowe do Niemiec.

Do Związku Walki Zbrojnej–AK Helena Krzyżanowska została zaprzysiężona na terenie szkoły i otrzymała pseudonim „Kene”. Prawie wszystkie słuchaczki, a nawet dyrekcja, były zaangażowane w działalność konspiracyjną.

Po wielu latach tak Helena wspominała tamten czas:
[...] W zapełnionej Niemcami stolicy Warszawska Szkoła Pielęgniarstwa stanowiła wyspę patriotyzmu i polskości. Zarówno Szkoła, jak i należący do niej internat oraz szpital były obiektami, które ze względu na swój charakter ułatwiały prowadzenie działalności konspiracyjnej. Odbywały się więc tutaj spotkania żołnierzy ZWZ–AK, tutaj też znajdowała się skrzynka kontaktowa ks. prałata dr Tadeusza Jachimowskiego, głównego kapelana AK. Panujący w szpitalu duży ruch powodowany przez słuchaczki, transport gospodarczy oraz gości odwiedzających chorych sprzyjał kamuflowaniu działalności konspiracyjnej. Jednakże z drugiej strony stwarzał niebezpieczeństwo, ponieważ wśród tak wielu osób mógł się znaleźć ktoś niepowołany czy nieostrożny i spowodować wpadkę. Ryzyko było więc duże [...]. Na oddziałach szkolnych ukrywali się często ludzie zagrożeni nie tyle chorobą, co prześladowaniami, leżeli też ciężko ranni po akcjach ulicznych i jeśli przeżyli, to dzięki sprawnej i mądrej pracy kierownictwa Szkoły oraz przyszkolnego Szpitala. Jednym słowem: w WSP działo się to wszystko za co wówczas groziła śmierć. Nie wiem, jak to się udawało w okresie bezwzględnego terroru, z obowiązującymi godzinami policyjnymi, wszystko szło jednak właściwym trybem i bez większych potknięć [...]

Latem 1943 roku Helena już jako wykwalifikowana pielęgniarka WSP w szpitalu szkoły, brała udział w błyskawicznej akcji wywiezienia ze szpitala rannego żołnierza AK - uczestnika potyczki z Niemcami.

Opisała to wydarzenie następująco:
[...] Przed akcją zostałam wezwana do jednego z dowódców AK, który powiedział: »Narysuj plan waszego szpitala, oznacz piętro i izolatkę, gdzie leży chory po operacji, wskaż gdzie siedzi policjant, jakie jest najszybsze dojście, gdzie schody czy winda«. W ustalonym dniu, około dwunastej pojawili się w szpitalu uzbrojeni członkowie organizacji AK. Na odgłos strzałów cały personel znajdujący się w sali operacyjnej sąsiadującej z izolatką stanął pod ścianą z rękami podniesionymi do góry, żeby nie tamować ruchu i mieć alibi na wypadek późniejszego nieuniknionego śledztwa gestapo. Akcja odbyła się błyskawicznie i była skuteczna. Postrzelony został jedynie policjant. Szybko pojawiło się gestapo, jednak dzięki opanowaniu dyrektorki Jadwigi Romanowskiej nie było większych konsekwencji dla całej szkoły”.

Do codziennych zjawisk należało ukrywanie rannych żołnierzy podziemia, fałszowanie ich dokumentacji i kart chorobowych, nakładanie gipsów na zdrowe kończyny.

Pielęgniarka „Kene” pełniła też dyżury przy chorych w różnych szpitalach warszawskich. Według jej wspomnień w chwili powstania w budynku WSP, znajdowali się chorzy, personel lekarski i pielęgniarki oraz ośmioosobowa grupa powstańców – w sumie ok. 300 os. Niestety, już następnego dnia Szkoła wraz z personelem została przejęta przez Niemców. Wiele absolwentek Szkoły zostało wcześniej przydzielonych do różnych dzielnic miasta, gdzie organizowały punkty sanitarne i prowizoryczne szpitale dla powstańców i ludności cywilnej.

Helena Krzyżanowska była już dyplomowaną siostrą instrumentariuszką i otrzymała przydział do punktu opatrunkowego i pierwszej pomocy w gmachu Państwowej Szkoły (gimnazjum) im. Wojciecha Górskiego w pobliżu placu Napoleona (obecnie Powstańców Warszawy). Do punktu tego trafiało wielu rannych i poparzonych w wyniku użycia miotaczy ognia przez Niemców. Najciężej ranni byli po opatrzeniach odnoszeni do szpitali, a lżej ranni po udzieleniu pomocy wracali do oddziałów.

„Kene” z koleżankami sanitariuszkami pracowała bez przerwy dzień i noc w kałużach krwi, przy jękach rannych i huku wybuchających pocisków. Dzielnica Wola była terenem wyjątkowego okrucieństwa i bestialstwa oddziałów niemieckich i włosowców będących w służbie niemieckiej.

20 sierpnia 1944 roku, podczas bombardowania Woli, Helena Krzyżanowska została ranna odłamkiem bomby. Szczęśliwie niegroźnie.

Po upadku powstania Helena przebywała wraz z matką w obozie w Pruszkowie, skąd przy pomocy koleżanki z kursu, pielęgniarki-Reginy Roszkowskiej, została jako ranna zwolniona z obozu i wywieziona do Krzeszowic.

W maju 1945 roku objęła pracę pielęgniarki-instrumentariuszki na oddziale chirurgicznym Szpitala Powiatowego w Grójcu pod Warszawą. Od listopada 1945 roku pracowała w Miejskim Ambulatorium w Poznaniu i rozpoczęła studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Poznańskiego.

W marcu 1948 roku Helena wyszła za mąż za Macieja Krzyżanowskiego, byłego oficera AK Okręgu Pomorskiego, absolwenta Wydziału Prawno-Ekonomicznego Uniwersytetu Poznańskiego, później prof. zw. dr hab. Uniwersytetu Gdańskiego. Z mężem zamieszkała w Sopocie. Była m.in. ordynatorem Oddziału Chorób Płucnych w Szpitalu Miejskim im. Czerwonego Krzyża w Gdyni-Redłowie. Miała dwoje dzieci: syna Piotra i córkę Hannę.

W roku 1965 Helena Krzyżanowska uzyskała stopień porucznika. Wraz z mężem Maciejem pracowała społecznie w środowisku żołnierzy Armii Krajowej w Gdańsku, była współpracowniczką gen. Elżbiety Zawackiej.

Helena Krzyżanowska zmarła w Gdyni dnia 20 października 2000 roku, została pochowana w kwaterze żołnierzy Armii Krajowej na cmentarzu komunalnym w Sopocie.

Opowieść o życiu i działalności Heleny Krzyżanowskiej powstała na bazie materiałów przygotowanych przez panią Annę Rojewską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Nadzór naukowy nad projektem „Bohaterowie” sprawuje dr Katarzyna Minczykowska-Targowska. Opowieść radiową o bohaterce tego odcinka przygotowała Adriana Andrzejewska-Kuras.
Polskie Radio PiK - 19 września 2020 - Bohaterowie, cz.38

Bohaterowie, cz.37

Zygmunt Bączkowski. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Zygmunt Bączkowski. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Kapral Zygmunt Bączkowski, ps. „Zyga”, „Lotnik”, „Jung”, „Chłop” - współzałożyciel organizacji „Jaszczurka”, powstaniec warszawski.

Urodził się 6 sierpnia 1921 roku w Starogardzie. Jego rodzicami byli Władysław i Rozalia, z domu Lange. Ojciec pracował w Państwowej Kasie Chorych, a matka zajmowała się domem. Zygmunt miał siostrę Irenę i brata Władysława. Uczył się w Państwowym Gimnazjum w Starogardzie. Należał do 20. Pomorskiej Drużyny Harcerzy (1. Starogardzkiej) im. Tadeusza Kościuszki. Uczestniczył w zajęciach Gimnazjalnego Koła Sportowego i był członkiem zarządu Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej, która była masową organizacją społeczną, działającą w okresie międzywojennym. W jej ramach m.in. przygotowywano ludność cywilną do obrony przeciwlotniczo-gazowej.

Wybuch drugiej wojny światowej zmienił życie milionów Polaków, w tym i Zygmunta Bączkowskiego, który cudem uniknął aresztowania. Tyle szczęścia nie mieli jego rodzice i siostra, których gestapo aresztowało w październiku 1939 roku. Brat Władysław, który był żołnierzem września 1939 roku, zdążył wyjechać do Warszawy. Rodzice i siostra zostali wysłani na przymusowe roboty w okolice miasta Anklam w północno-wschodnich Niemczech, gdzie pracowali tam w gospodarstwie rolnym. Zygmuntowi udało się odwiedzić rodzinę w 1942 roku, co było niewątpliwie wielkim wyczynem. Jak relacjonowała jego siostra Irena - „pojawił się nagle na polu, na którym pracowali, był w mundurze SS-mana, a wieczorem przyszedł do chlewa, który był ich mieszkaniem, ubrany już w cywilne ubranie”.

W latach wojny Zygmunt Bączkowski pracował m.in. w niemieckim sklepie spożywczym. Sklep ten był punktem rozdzielczym artykułów spożywczych, przyznawanych kupcom według ówczesnego systemu kartkowego. „Zyga” uprawiał okazyjny sabotaż wraz z dwoma pracującymi tam kolegami, też członkami organizacji konspiracyjnej „Jaszczurka”. Jan Wałaszewski, kolega Zygmunta z harcerstwa i członek „Jaszczurki” wspominał:

Z czasem udało się nam pomóc niewolnikom [jeńcom wojennym – E. G.] zrzeszonym w obozach w Starogardzie i okolicy. Byli tam za kratami Anglicy, Francuzi, Włosi. Podrzucaliśmy im żywność, a kiedy pracowali na drogach i polach publicznych, podsuwaliśmy im w wypróbowany sposób moje szkice i rysunki, dające im jako takie pojęcie o sytuacji politycznej i wojskowej, informacje zasłyszane w głośnikach podziemnego radia”.

Organizacja konspiracyjna „Jaszczurka” powstała w 1941 roku, a jednym z jej założycieli był Zygmunt Bączkowski. Pozostali to wspomniany już Paweł Wyczyński i Izydor Gencza. Jako motto przyjęli słowa z wiersza „Pieśń od ziemi naszej” Cypriana Kamila Norwida:

Tam, gdzie ostatnia świeci szubienica,
Tam jest mój środek dziś – tam ma stolica,
Tam jest mój gród
”.

W ciągu kilku miesięcy grono „Jaszczurkowców” bardzo się powiększyło. Jak pisał Paweł Wyczyński:

Przysięga zobowiązuje do walki o Sprawę: problem przetrwania i odzyskania wolności jest celem nadrzędnym. Każdy zaprzysiężony *Jaszczurkowiec* zobowiązuje się do walki o zachowanie polskości, obrony katolickiej wiary, niesienia pomocy duchowej i materialnej maltretowanym Polakom, szerzenia sabotażu w stosunku do władz hitlerowskich i ich przemysłowych zakładów. Już w lipcu 1941 roku rzucono hasło, by przygotować się stopniowo do walki zbrojnej, bo oto 22 czerwca rozpoczął się atak Niemców na Rosję. Przewidywano i wierzono w kręgach jaszczurczych, że hitlerowcy wrócą do Berlina drogą Napoleona. Gdy chwila ta nadejdzie, trzeba będzie germańskiemu najeźdźcy odwrót utrudniać partyzancką taktyką i stawiać odważnie kroki na polu odbudowy wykrwawionej ojczyzny”.

W 1942 roku zapadła decyzja, że Zygmunt Bączkowski wraz z grupą kolegów przedostanie się do Generalnego Gubernatorstwa. Niemcy zaczęli przymusowo wpisywać Polaków z Pomorza na niemiecką listę narodowościową i wcielać do niemieckiej armii. Zygmunt przedostał się do Lasek pod Warszawą, gdzie w Zakładzie dla Niewidomych pracował jego brat Władysław. Był on żołnierzem Armii Krajowej, Grupy Kampinos. Siostry Franciszkanki Służebnice Krzyża, które prowadziły Zakład, przyjęły Zygmunta do pracy, dzięki czemu uzyskał kenkartę. Zygmunt Bączkowski pełnił w Laskach zadania pielęgniarza, szklił okna, oprawiał książki w introligatorni, pracował w ogrodzie. Miał też kontakt z oddziałem por. Zygmunta Sokołowskiego ps. „Zetes”. Jeździł do Warszawy jako łącznik. W Laskach przeszedł przeszkolenie wojskowe. W 1943 roku zamieszkał w Warszawie. Jego siostra wspominała na podstawie listów, które docierały do niej, kiedy przebywała na przymusowych robotach, że Zygmunt pomagał więźniom i chorym. Brał również udział w akcji wyprowadzenia z getta warszawskiego grupy Żydów. Miał kontakt z kolegami z Gdyni i ze Starogardu, którzy przebywali w Warszawie. Według relacji brata Władysława, ramach oddziału „Zetesa” Zygmunt brał udział w wypadzie na Młociny i Zaborowo, gdzie udało się spalić spisy nałożonych przez Niemców na Polaków kontyngentów. Należał także do plutonu egzekucyjnego, wykonującego wyroki sądu polskiego na zbrodniarzach wojennych.

Dnia 1 sierpnia 1944 roku wybuchło powstanie warszawskie. Zygmunt Bączkowski zgłosił się jako ochotnik w kwaterze werbunkowej wtedy por. Zbigniewa Bryma „Zdunina”, dowódcy 3. kompanii I batalionu Zgrupowania Armii Krajowej „Chrobry II”. Zbigniew Brym pisał w liście do Pawła Wyczyńskiego w 1994 r.:

*Zygę* poznałem chyba pierwszej nocy powstańczej, gdy wraz z sierżantem podchorążym *Kazikiem* (Kazimierz Michniowski) zgłosili się na moją kwaterę, prosząc o przyjęcie do oddziału, na co się zgodziłem. […] Sam się zgłosił do wypadu z Dworca Pocztowego na Dom Turystyczny, dnia 13 sierpnia. Po zdobyciu, w tej brawurowej akcji, pepeszy, o czym marzył każdy żołnierz powstańczy, skromnie tłumaczył, że to nic nadzwyczajnego, że po prostu miał szczęście. […] Przeniesiony wraz z *Kazikiem* na placówki przy ulicy Towarowej […] był zawsze chętny do pełnienia nawet najtrudniejszych zadań bojowych. Brał kilkakrotnie udział w tak zwanych »akcjach cichociemnych«, inicjowanych i prowadzonych przez »Kazika«. Trzeba wyjaśnić, że nasi »cichociemni” to nie skoczkowie spadochronowi, zrzucani z Anglii do walki w kraju. […] Byli to nasi dzielni i odważni żołnierze z placówek Handke i Borman, którzy odpowiednio przygotowani do »cichego poruszania się« (np. szmatami owijali buty) po terenie wroga, uzbrojeni w broń krótką i granaty przekraczali nocą linię frontu. Gdy znaleźli się na terenie obsadzonym przez nieprzyjaciela, napadali i niszczyli jego stanowiska, kwatery, różne obiekty bojowe (np. gniazda broni maszynowej), likwidowali placówki. Następnie, wykorzystując zaskoczenie wroga, »rozpływali się w ciemnościach« i pospiesznie wycofywali się za linię frontu, na nasz teren. […] *Zyg* lubił takie wyprawy, rwał się do podobnych akcji. Dla nas wszystkich, Żołnierzy Powstania, broń była najdroższym skarbem. […] Jego śmierć bohaterska, w dniu 21 sierpnia, gdy walki z atakującymi nas RON’owcami [brygada SS RONA, stworzona przez Niemców z jeńców radzieckich- E.G.] już wygasały, spowodowana była właśnie tym »biegiem po broń«, w którym wszyscy powstańcy uczestniczyli, ale *Zyga* był zawsze jednym z pierwszych. Tym razem pobiegł ze swymi kolegami Karolem Raszke »Karolem« i Karolem Bekierem *Ultorem* na zaplecze placówki Handke i tam padł od kuli wroga”.

Tydzień później Zygmunt Bączkowski został pochowany przy ulicy Srebrnej. Pośmiertnie odznaczono go Krzyżem Walecznych. Po wojnie jego ciało zostało ekshumowane i pochowane na cmentarzu na Woli.

„Jaszczurkowcy” zostali uczczeni pomnikiem w Zelgoszczy, odsłoniętym w 1981 roku.

Radiowy biogram przygotowała Żaneta Walentyn na podstawie materiałów zebranych przez dr Ewę Gawrońską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Autorka radiowej opowieści o Zygmuncie Bączkowskim dziękuje dr Katarzynie Minczykowskiej-Targowskiej sprawującej opiekę merytoryczną nad projektem „Bohaterowie”.
Polskie Radio PiK - 12 września 2020 - Bohaterowie, cz.37

Bohaterowie, cz.36

Janina Rokicka (pierwsza z lewej). Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Janina Rokicka (pierwsza z lewej). Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Janina Rokicka (pierwsza z lewej). Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Janina Rokicka (pierwsza z lewej). Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Janina Rokicka, po mężu: Kurowicka - pseudonim „Jola”, „Jolanta”, nazwisko okupacyjne Jolanta Radziszewska - żołnierz Armii Krajowej, sanitariuszka w powstaniu warszawskim, jeniec wojenny.

Janina Rokicka urodziła się 20 maja 1924 roku w Małej Nieszawce pod Toruniem, w rodzinie rolnika Adama i Marii z d. Kubackiej. Adam Rokicki osiedlił się tam z rodziną po powrocie w 1919 roku ze Stanów Zjednoczonych, dokąd wyjechał w 1915 roku z Łowicza, by uniknąć powołania do carskiej armii.

Po ukończeniu szkoły powszechnej na Podgórzu (dzielnica Torunia), Janina od września 1938 roku była uczennicą Prywatnego Gimnazjum przy ul. Rybaki w Toruniu, którym kierowała Maria Eckman. Janina należała też do harcerstwa.

Ojciec Janiny, Adam, został aresztowany 19 października 1939 roku w Małej Nieszawce przez członków Selbstschutzu, organizacji bojowej policji bezpieczeństwa, do której należeli miejscowi Niemcy. Osadzony w Forcie VII w Toruniu został rozstrzelany w lesie Barbarka koło Torunia jesienią 1939 roku. Prawdopodobnie powodem jego aresztowania i śmierci była jego przedwojenna działalność w Polskim Związku Zachodnim. O okolicznościach śmierci ojca Janina Rokicka dowiedziała się po wojnie. Gospodarstwo rodziców przejęli Niemcy, a Maria Rokicka, matka Janiny, została tam zatrudniona jako robotnica.

W relacji Janina napisała:
Od października wszyscy jesteśmy zagrożeni. Niemcy w różny sposób chcą ustalić, gdzie są moi bracia. Rodzina brata Bolesława w Chełmży jest powiadomiona i ostrzeżona. Mama lękając się o moje bezpieczeństwo, nakazuje mi wyjazd do krewnych w Warszawie”.

Do Warszawy Janina Rokicka wyjechała w 1940 roku i przebywała tam do wiosny roku 1942. Pracowała w fabryce przy ul. Belwederskiej, dokąd została skierowana przez niemiecki urząd pracy. W fabryce produkowano części i bezpieczniki do samolotów. Poinstruowana przez swego kuzyna Mariana Augustyniaka, żołnierza Armii Krajowej, prowadziła na terenie fabryki mały sabotaż oraz rozprowadzała konspiracyjne gazetki. Zagrożona aresztowaniem, wyjechała z Warszawy, do której powróciła jesienią 1942 roku i od tego czasu posługiwała się dokumentami na nazwisko Jolanta Radziszewska, urodzona 20 V 1922 r. we Lwowie.

Podjęła pracę jako pomoc pielęgniarska w Szpitalu Dzieciątka Jezus w Warszawie. Tam w 1943 roku przeszła skrócony kurs sanitarny i praktykę, zakończoną egzaminem. Po zaprzysiężeniu jako „Jola”, „Jolanta” otrzymała przydział do służby sanitarnej Wojskowej Służby Kobiet w Obwodzie V Mokotów, Okręg AK Warszawa.

W powstaniu warszawskim Janina Rokicka walczyła na terenie Śródmieścia w kompanii szturmowej Leonarda Kancelarczyka ps. „Jeremi”, do której została przydzielona 1 sierpnia na punkcie przy ul. Twardej 40. Jej przełożoną była Anna Irek, referentka sanitarna Obwodu I.

Janina Rokicka pełniła funkcję patrolowej 1. patrolu sanitarnego. Brała czynny udział w walkach kompanii i II batalionu Zgrupowania „Chrobry II” toczonych z Niemcami na terenie Rejonu 4 Śródmieście Północ w Obwodzie Śródmieście.

Od pierwszych dni powstania kompania, w szeregach której walczyła Janina Rokicka, odpierała ataki Niemców na barykady na rogu ulic Żelaznej i Grzybowskiej, Grzybowskiej przed Ciepłą i Grzybowskiej za Ciepłą.

Podczas walk prowadzonych przez kompanię „Jeremiego” pod silnym ogniem broni maszynowej i artyleryjskiej Janina została ranna. Kompania zdobyła wówczas Koszary Policji Konnej przy ul. Ciepłej 13.

Przypuszczalnie do kapitulacji powstania była leczona w szpitalu przy ul. Złotej. W ostatnich dniach września 1944 roku za bohaterską postawę w walce została odznaczona Krzyżem Walecznych, Brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami oraz mianowana do stopnia starszego sierżanta.

Po upadku powstania Janina Rokicka została wywieziona z miasta, przebywała w Stalagu XIA Altengrabow - Lazaret Gross Lubars (szpital jeniecki), gdzie otrzymała nr jeniecki 47074. W grudniu 1944 roku lazaret został ewakuowany do Stalagu VI C Oberlangen, koło miasteczka Lathen, do zbiorczego obozu jenieckiego utworzonego przez Niemców dla kobiet żołnierzy AK podoficerów i szeregowych. Janina przebywała tam do czasu wyzwolenia obozu 12 IV 1945 roku przez posuwającą się szlakiem bojowym Breda - Wilhelmshaven I Dywizję Pancerną gen. Stanisława Maczka.

Po odzyskaniu wolności Janina Rokicka ukończyła szkołę zawodowo-handlową w miejscowości Haren nad rzeką Ems w polskim obozie, który nazwano Maczkowem z szacunku dla gen. Maczka i oddano w administrację polską na okres trzech lat, do chwili demobilizacji Dywizji. Tu także wyszła za mąż za Eugeniusza Kurowickiego, żołnierza I Dywizji Pancernej.

Do Polski wróciła w 1948 roku. Na skutek obrażeń odniesionych w powstaniu ciężko chorowała. W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku aktywnie zaangażowała się w niesienie pomocy materialnej dla Polonii na Litwie.

Po wojnie została odznaczona Krzyżem Armii Krajowej, Medalem Wojska, Krzyżem za Warszawę, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Por. Janina Kurowicka zmarła w Warszawie 18 VI 2007 r. i spoczywa w grobie rodzinnym na wojskowych Powązkach.

Radiową opowieść o Janinie Rokickiej przygotował Michał Słobodzian na podstawie materiałów zebranych przez Elżbietę Skerską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Opiekę merytoryczną nad projektem „Bohaterowie” sprawuje dr Katarzyna Minczykowska-Targowska.
Polskie Radio PiK - 5 września 2020 - Bohaterowie, cz.36

Bohaterowie, cz.35

Anna Mahrburg „Hania”. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Anna Mahrburg „Hania”. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Anna Izabela Mahrburg - pseudonim „Hania”, „Anetka”, łączniczka Wydziału II Komendy Okręgu Wilno ZWZ–AK, więźniarka gestapo w wileńskich Łukiszkach i obozu pracy Prawieniszki koło Kowna.

Urodziła się 23 stycznia 1923 roku w Ugoszczy w powiecie rypińskim, gdzie jej ojciec był zarządcą majątku. Wcześniej rodzice mieszkali w Bobrujsku koło Mińska Białoruskiego. Pochodziła z patriotycznej rodziny.

W latach 1929–1931 Anna uczęszczała do Żeńskiej Szkoły Powszechnej nr 20 im. Matki Boskiej Ostrobramskiej w Wilnie, a w latach 1931–1935 kontynuowała naukę w szkole powszechnej w Rakowie. Szkołę powszechną ukończyła w 1936 roku w Wilnie, gdzie zdała egzamin konkursowy do Państwowego Żeńskiego Gimnazjum im. ks. Adama Jerzego Czartoryskiego.

Będąc uczennicą Anna pisała patriotyczne wiersze. Nauczycielka języka polskiego wileńskiego gimnazjum, Janina Budkowska tak pamiętała Hanię Mahrburżankę:

Hania była przez cały czas swego pobytu w szkole (niespełna trzy lata) prymuską klasy i cieszyła się ogromnym autorytetem u koleżanek. Budziła wśród nich zainteresowanie umysłowe, wrażliwość artystyczną, uczucia patriotyczne, poczucie odpowiedzialności społecznej, ujmowała koleżeńskością, równym pogodnym usposobieniem, bezpośredniością i prostotą. Górując nad klasą pod każdym względem, nie miała w sobie ani cienia zarozumiałości. Jej dobroć płynęła z naturalnej wrodzonej życzliwości i serdeczności dla całego otoczenia”.

Wybuch drugiej wojny światowej przerwał naturalny tok nauki. Do Wilna wkroczyli Rosjanie, którzy przekazali miasto Litwinom. Anna Mahrburg pisała w swoim życiorysie:

Gdy w grudniu 1939 roku wszystkie [polskie] gimnazja państwowe w Wilnie przekształcone zostały na litewskie, wystąpiłam z gimnazjum i w kompletach przerabiałam klasę trzecią. W roku szkolnym 1940/41 uczęszczałam do VIII klasy zorganizowanego przez władze sowieckie gimnazjum z wykładowym językiem polskim. Program klasy VIII odpowiadał mniej więcej programowi IV klasy gimnazjum polskiego nowego typu. Ponieważ Niemcy po zajęciu Wilna zamknęli wszystkie polskie szkoły średnie, przez następne dwa lata uczęszczałam na komplety tajnego nauczania […]”.

Podczas okupacji niemieckiej w lipcu 1942 roku wraz z siostrą Ireną, Anna ukrywała się przed wywiezieniem na przymusowe roboty do Niemiec we wsi Chorążyszki.

W działalność konspiracyjną Anna Mahrburg zaangażowała się już w połowie 1940 roku. Była w grupie łączniczek, którą zorganizowała nauczycielka tajnego nauczania Maria Tomkiewiczówna „Grażyna”, żołnierz SZP–ZWZ–AK. W jej domu przy ulicy Zamkowej znajdował się punkt kontaktowy oraz przechowywano materiały konspiracyjne. Należała do organizatorów komórki Legalizacji przy Komendzie Okręgu AK Wilno. Organizowała zebrania, na których uczyła tajników konspiracji, np. jak zachować się w razie wsypy i aresztowania.

Zawsze powtarzała dziewczętom:
„Pamiętajcie, kto raz upadnie, nie ma szans na podniesienie się i może być zdeptany przez tych, którzy stoją”.

Młode dziewczęta oprócz uczestnictwa w tajnym nauczaniu (jako uczennice) były też łączniczkami. Najczęściej pośredniczyły w niesieniu pomocy poszkodowanym rodzinom, których ojcowie zostali osadzeni przez okupantów w więzieniu.

Stanisław Kiałka „Jelonek” (1911–1980) – jeden z najbardziej zasłużonych działaczy wileńskiej konspiracji tak relacjonował:
[…] Jako szef »Legalizacji«, zarazem adiutant Szefa Sztabu Okręgu »Wesołowskiego«, później generała »Wilka« spotykałem służbowo sporo ludzi z podziemia, jak również potrzebowałem nowych przy montażu komórek. Grupa »Grażyny« była mi bardzo potrzebna. Uderzył mnie u tych dziewcząt ogromny patriotyzm i zapał do pracy konspiracyjnej. Wychowane na tradycjach naszych powstań, idealistki, żądały pracy niebezpiecznej. Nie trzeba ich było zachęcać do działania, raczej cały czas musiałem ten zapał hamować, ostrzegać, przypominać, czym to grozi. »Grażyna« bardzo umiejętnie tą grupą kierowała. Dziewczęta zawsze bardzo ofiarnie spełniały role łączniczek. Zajmowały się także ręcznym przerzutem. Ze względu na wyjątkowo niski wiek poniżej 18 lat nazwałem tę całą grupę kryptonimem »Kozy«”.

Anna Mahrburg zaprzysiężona przez podporucznika Stanisława Kiałkę wraz z innymi dziewczętami składała następującą przysięgę:
W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Marii Panny Królowej Korony Polskiej przysięgam, że wiernie nieugięcie będę stała na straży honoru Polski i o wyzwolenie jej z niewoli walczyć będę ze wszystkich sił swoich aż do ofiary z mego życia. Wszelkim rozkazom będę posłuszna i tajemnicy dochowam niezłomnie, cokolwiek by mnie spotkać miało”.

Anna Mahrburg działała w grupie łączniczek – kurierek „Kozy” w Komórce Kwatermistrzostwa Łączności i Ręcznego Przerzutu w Komendzie Okręgu Wileńskiego AK. Posługiwała się pseudonimami „Hania” i „Anetka”.

Stanisław Kiałka tak relacjonował:
Zakres pracy »Kóz« obejmował łączność z »Legalizacją«, z komórkami Sztabu Komendy Okręgu, przerzuty różnych materiałów, np. ubrań, żywności, prasy podziemnej, do broni włącznie. Do nich także należał odrzut prasy podziemnej z lokalu drukarni w sąsiedztwie do punktów kolportażu”.

Działalność „Kóz” opierała się na systemie trójkowym, np. Hanka Mahrburżanka wykonywała zadania razem z Danutą Janiczakówną „Sarenką” i Marysią Sarecką „Lusią”. Do niebezpiecznych zadań, w których uczestniczyła należało przetransportowanie na sankach całej drukarni „Bostonki” z kasetami czcionek z Nowego Świata na ulicę Filarecką.

Po wsypie biura „Legalizacji” przy ul. Warszawskiej, gdy gestapowcy opuścili już lokal, „Kozy” wyniosły w walizkach wyjęte ze skrytek pieczęcie, blankiety i inne materiały niezbędne do robienia fałszywych dokumentów. Niemcy tych skrytek nie zdołali odkryć.

Na fałszywe kartki żywnościowe i „Bezugscheiny” ubraniowe dziewczęta wykupowały materiały dla komórek kwatermistrzowskich. Ponieważ przy zakupie towarów zapisywano w sklepach numery Personalausweisu, „Kozy” („Hania”, „Sarenka”) były zaopatrywane w specjalne dokumenty. Robiły też paczki świąteczne dla „chłopców z lasu” i rodzin członków represjonowanych. Paczki te z dołączonym opłatkiem specjalnie pieczonym w domu „Hani” i ulotkę „Polska swoim dzieciom”. Większość tych paczek roznosiły w plecakach.

Przemiłe wspomnienia pozostawiły po sobie wspólne „opłatki”, urządzane rok rocznie w jednym z mieszkań dziewcząt. Drobne, symboliczne, często dowcipne prezenty były miłą atrakcją uroczystości, np. pod koniec roku 1941 w mieszkaniu „Hani” przy ul. Wiosennej 6 zorganizowano spotkanie opłatkowe i tam Tomkiewiczówna „Grażyna” otrzymała od dziewcząt maleńki serwis do kawy własnoręcznie wykonany ze skorupek jajek.

Danuta Janiczakówna „Sarenka” w swoich wspomnieniach podkreśla, że z Hanią Mahrburżanką łączył ją szczególny rodzaj przyjaźni budowanej na zaufaniu:
Zawsze mogłam się jej zwierzyć. Była niezwykle wrażliwą osobą, miała duszę poetki”.

Zachował się wiersz Anny Mahrburg, pisany prawdopodobnie dla partyzantów:
[…] Nie życzymy wam Polski Wolności
Wy te czynem spełnicie życzenia
Tylko dzisiaj mówimy najprościej
Niech was Bóg swoim skrzydłem ocienia.
Niech opieką otoczy rodziny
A gdy czas już nadejdzie –
Niech sprawi, byście ofiar zebrały wawrzyny,
Może będą to polne kąkole,
Może tylko słowa uznania,
Wszak nie po to idziemy dziś w pole
Lecz by zdobyć Święto Zmartwychwstania […]”.

Czas opisany w wierszu w końcu nadszedł. Jednak zamiast kwiatów i słów uznania były kule. Pierwsze aresztowania ruszyły jesienią 1941 roku. Niemcy dysponowali spisami polskich konspiratorów pozostawionymi przez NKWD. Latem 1942 roku gestapo wpadło także na trop „Kóz”. W czerwcu 1942 roku została aresztowana Maria Tomkiewiczówna „Grażyna”. Był to najcięższy cios, jaki spotkał „Legalizację”. Przeszła potworne „badania”, tortury; nie wydała nikogo. Została rozstrzelana w Ponarach w grudniu 1942 roku.

Po niej funkcję kierowniczki grupy łączności i kurierek przy komendzie Okręgu przejęła nauczycielka Barbara Dudycz, ps. Wojtuś. Ogółem w grupie tej było 11 dziewcząt. Konspiracyjne materiały łączniczki – łączniczki nosiły w specjalnie uszytych kieszeniach ubrań. Większe przedmioty były ukryte w torbach z podwójnym dnem. W czasie chłodów nosiły specjalne szerokie płaszcze, pod którymi chowały paczki z podziemnymi gazetkami. Każda z nich miała opracowaną trasę między lokalami konspiracyjnymi.

W czerwcu 1943 roku gestapo zupełnie przypadkowo wpadło na trop skrzynki pocztowej przy ul. Hetmańskiej. Po nitce do kłębka Niemcy aresztowali pięć „Kóz”. Annę Mahrburżankę gestapo aresztowało razem z Marysią Sarecką i Irką Fiodorowicz dnia 28 czerwca 1943 roku przy Kościele Bonifratrów na Placu Napoleona. W chwili aresztowania „Hania” miała 20 lat. Znaleziono u niej najbardziej obciążający materiał. Ten dzień był dla niej bardzo ważny – miała zdawać ostatni egzamin maturalny na tajnych kompletach. W czasie przesłuchania wszystkie trzy były straszliwie pobite. W szczególnie bestialski sposób pastwiono się nad „Hanką”. Oprawcy zdzierali jej z pleców skórę kawałkami żelaza przytwierdzonego do pejcza.

Okrutnie skatowana, bojąc się, że nie wytrzyma bólu i jak mówiła później, by nikogo nie zdradzić, skorzystała z chwili nieuwagi oprawców i w pewnym momencie, gdy odwołano śledczego, wyskoczyła przez okno z drugiego piętra gmachu gestapo na bruk ulicy. Mimo to nie zginęła. Ciężko ranna, z połamaną ręką i nogą, trafiła do szpitala św. Jakuba, w którym pracował jej wujek, profesor anatomii patologicznej Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, Stanisław Mahrburg. Po operacji otoczył ją opieką.

W sierpniu 1943 roku Anna Mahrburg przebywała w szpitalu więziennym z połamaną nogą w gipsie; rany po pobiciu nie mogły się zagoić. Przez osiem miesięcy przebywała w więzieniu na Łukiszkach.

Zachowało się kilka listów i grypsów, pisanych przez „Hanię” do domu. W grypsach nigdy nie było skargi na los, obawy przed biciem, były refleksje 20-letniej dziewczyny pełnej nadziei…

Fragment listu:
[…] Jest za dużo smutku i zła, więc trzeba dać z siebie jak najwięcej radości. Ból sam jako uczucie, nic nikomu nie daje, jest bezużyteczny. Co by się stało, gdyby wszyscy bez reszty mu się oddali? Życie stałoby się po prostu niemożliwe, nie do zniesienia i na pewno nie mielibyśmy sił znieść tego, ale wiara w przyszłość, w istnienie dobra i jego zwycięstwo, nie mówię o zwycięstwie idealnym, bo w to nie wierzę, ale w każdym razie o górowaniu dobra nad złem […]”.

Alina Augustowska, kobieta niezwykła, która cały swój majątek przeznaczyła na zapłacenie łapówki w wysokości kilkuset rubli w złocie, dzięki czemu aresztowane dziewczęta uniknęły śmierci w Ponarach. Trafiły do obozu w Prawieniszkach koło Kowna.

28 lutego 1944 roku po rekonwalescencji więziennej Anna Mahrburg została przewieziona do obozu w Prawieniszkach koło Kowna, gdzie wcześniej przetransportowano jej koleżanki. Wszystkie uniknęły śmierci w Ponarach dzięki Alinie Augustowskiej, która poświęciła cały swój majątek na łapówki, by ratować dziewczęta.

W Prawieniszkach „Hania” pracowała w kuchni, w szwalni i przy pracach ogrodowych. Z obozu również były wysyłane grypsy. Dziewczęta podpisywały się jako „Ptaszuki”.

W sierpniu 1944 roku po walkach i wycofaniu się Niemców z Litwy, czyli w czasie zbliżania się frontu, „Hania” nie została zwolniona z obozu, gdyż według relacji jej siostry Janiny, dzięki łapówkom, pozwolono jej uciec i ukryć się w Kownie.

15 sierpnia 1944 roku Anna Mahrburg wróciła do Wilna, na ul. Wiosenną. Niecały miesiąc po jej powrocie, 7 września 1944 roku NKWD aresztowało jej matkę Zofię Mahrburg – łączniczkę AK, zaś 8 września w ich domu przeprowadzono rewizję i urządzono „kocioł”. W nocy z 9 na 10 września 1944 roku wywieziono do aresztu ojca Ottona, siostrę Irenę, „Hanię” i kilka przypadkowych osób. Ojca wypuszczono po dwóch tygodniach, „Hanię” po trzech.

Cała bliższa i dalsza rodzina Mahrburgów była zaangażowana w działalność niepodległościową:
– matka Zofia (1894–1971), ps. „Kos”, łączniczka Komendy Okręgu Wilno, aresztowana przez NKWD w 1944 roku, przez 10 lat więziona w łagrach, w 1955 r. powróciła do Polski, do Torunia i tam zmarła,
– starsza siostra „Hani”, Irena (1918–1993), łączniczka w Komórce Legalizacji Komendy Okręgu, zmarła w Toruniu,
– brat matki, Kazimierz Rusiecki, legionista, oficer WP, walczył w wojnie z bolszewikami,
– dwie młodsze siostry Zofii Mahrburg – Janina i Władysława Rusieckie za przynależność do AK aresztowane i rozstrzelane w Ponarach 18 lutego 1943 roku.

Dnia 9 marca 1945 roku rodzina bez matki i Ireny (która została w Wilnie, by pilnować rozprawy matki – do jej zasądzenia i wywiezienia na Syberię) z rodziną Rusieckich wyjechała pociągiem repatriacyjnym z Wilna do Polski, do Inowrocławia. Jedenastego kwietnia 1945 roku „Hania” z chorym ojcem, siostrą Janką i bratem Tadeuszem wyjechała z rodziną Rusieckich do Gniewkowa, gdzie Anna Mahrburg otrzymała posadę nauczycielki w szkole podstawowej, uczęszczając jednocześnie na kurs pedagogiczny w Inowrocławiu. W grudniu 1945 roku przeniosła się do Torunia i pomimo złego stanu zdrowia podjęła studia polonistyczne na UMK, ale już na II semestr 1945/1946 uzyskała urlop zdrowotny.

W kwietniu 1946 roku Anna Mahrburg przebywała w sanatorium w Smukale. W maju 1946 roku przebywała na badaniach w Bydgoszczy. 18 marca 1947 roku w indeksie miała zaliczenie I semestru II roku studiów.

W miesiącach lipcu i sierpniu 1947 roku choroba nasiliła się. Anna Mahrburg leczyła się w szpitalu Akademii Medycznej w Gdańsku, gdzie rozpoznano gruźlicę jelit. Dnia 9 sierpnia 1947 roku Janka odwiozła „Hanię” do sanatorium w Zakopanem.

Anna Mahrburg „Hania” zmarła 28 listopada 1947 roku. Pochowana została na Cmentarzu Parafialnym przy ul. Nowatorskiej w Zakopanem.

Podporucznik Anna Mahrburg, w czerwcu 1944 roku, została odznaczona Krzyżem Walecznych, a 14 lipca tego roku Srebrnym Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari.

Opowieść o życiu i działalności Anny Mahrburg powstała na bazie materiałów przygotowanych przez panią Annę Rojewską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Nadzór naukowy nad projektem „Bohaterowie” sprawuje dr Katarzyna Minczykowska-Targowska. Opowieść radiową o bohaterce tego odcinka przygotowała Adriana Andrzejewska-Kuras.

Na podstawie opowieści o Annie Izabeli Mahrburg, w audycji „Ziarna losu” z 11 października br. zabrzmiał reportaż Adriany Andrzejewskiej-Kuras, pt. „Hania Marburżanka”.
Polskie Radio PiK - 29 sierpnia 2020 - Bohaterowie, cz.35

Bohaterowie, cz.34

Tosia Altman Tove. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Tosia Altman Tove. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Tosia Altman Tove vel Tove-Altman – kolporterka podziemnej prasy, współorganizatorka antyfaszystowskiego ruchu oporu, organizatorka grup samoobrony w wileńskim getcie, uczestniczka powstania w getcie warszawskim, łączniczka.

Tosia Altman urodziła się 24 sierpnia 1919 roku we Włocławku jako córka Anki i Gustawa Altmanów. Wychowywała się w zamożnej rodzinie żydowskiej, w której panowała ciepła i tolerancyjna atmosfera. Tosia uczyła się języka polskiego i hebrajskiego. Ukończyła gimnazjum hebrajskie i tam już od 11 roku życia należała do organizacji Ha-Szomer ha-Cair („Młody Strażnik”). Była to żydowska syjonistyczno-socjalistyczna organizacja harcerska. Jednym z jej założycieli był Janusz Korczak.

Tosia Altman z dużym zaangażowaniem włączyła się w działalność ruchu szomrowego. Już w 1934 roku pełniła funkcję wychowawczyni młodszych dziewcząt na obozach letnich. Władze lokalnego oddziału wybrały ją w 1935 roku jako delegatkę na IV Światowy Zjazd ruchu. Po odbyciu przysposobienia (hochszara) została instruktorką i od 1938 roku współpracowała z zarządem głównym Ha-Szomer ha-Cair w Warszawie. Wkrótce została członkiem centralnego kierownictwa organizacji i odpowiedzialną za kształcenie młodzieży.

Po wybuchu drugiej wojny światowej Tosia Altman wyruszyła wraz z kilkoma towarzyszami z Warszawy na wschód. Dotarła do Wilna. Kierownictwo Ha-Szomer ha-Cair było zaniepokojone losami członków organizacji pozostałych na terenach okupowanych przez Niemców i dlatego wysłało Tosię Altman do Generalnego Gubernatorstwa z misją tworzenia tam struktur konspiracyjnych. Pod koniec 1939 roku wróciła do Warszawy wraz z Mordechajem Anielewiczem i paru innymi młodymi liderami ruchu. Tosia odwiedzała wiele miejscowości w Małopolsce i regionie Zagłębia zachęcając młodych ludzi do angażowania się działalność konspiracyjną oraz zaopatrując ich w materiały instrukcyjne. Sporządzała raporty o sytuacji tamtejszych społeczności żydowskich.

Po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej w 1941 roku wyjeżdżała też do gett w Grodnie, Białymstoku i Baranowiczach przekazując prasę podziemną. W getcie wileńskim wraz z Leą Koziebrodzką organizowała grupy samoobrony. Przekonywała do konieczności stawiania oporu. W getcie warszawskim Tosia Altman była członkinią Bloku Antyfaszystowskiego i członkinią Żydowskiej Organizacji Bojowej.

Getto w Warszawie było największym w okupowanej Europie. Jak podaje Bernard Mark w książce: Walka i zagłada warszawskiego getta:
Obszar ten otoczony został murem długości 16 km, wysokości 3 m i grubości jednej cegły („piętnastki”) zabezpieczonym u góry kawałkami szkła i drutem kolczastym, by uniemożliwić przedostanie się z odseparowanej dzielnicy żydowskiej na stronę „aryjską”. Za murami getta okupanci niemieccy zamknęli ok. pół miliona ludzi narodowości lub pochodzenia żydowskiego”.

W lipcu 1942 roku rozpoczęła się tzw. Wielka Akcja Likwidacyjna, w wyniku której Niemcy deportowali do obozu zagłady w Treblince ok. 300 tysięcy więźniów getta. Tysiące ludzi zabili na miejscu. Myśl o zorganizowaniu zbrojnego oporu w getcie zrodziła się w środowisku żydowskiej młodzieży. 28 lipca 1942 roku powstała Żydowska Organizacji Bojowa, której komendantem został Mordechaj Anielewicz a do znanych przywódców należeli także Marek Edelman i Icchak Cukierman. Największym problemem był brak broni.

Tosia Altman weszła w skład grupy do nawiązania kontaktów poza murami getta. Chodziło o współpracę z polskim podziemiem w celu uzyskania broni, szkolenia i wszelkiej pomocy. Żydowska Organizacja Bojowa wystąpiła zbrojnie przeciw okupantowi, kiedy Niemcy rozpoczęli kolejną tzw. akcję wysiedleńczą, w styczniu 1943 roku.

W wydanej odezwie wzywano:
Żydzi! Okupant przystępuje do drugiego aktu waszej zagłady! Nie idźcie bezwolnie na śmierć! Brońcie się!

Żydowska Organizacji Bojowa dzięki otwartemu zbrojnemu oporowi zbudowała swój autorytet wśród mieszkańców getta. Na jej wezwanie ludność przygotowywała się do walki. Gromadzono broń i żywność. Budowano także schrony i kryjówki tzw. bunkry oraz tunele prowadzące poza mur getta. Walki powstańcze trwały od 19 kwietnia 1943 roku, kiedy naprzeciwko oddziałom niemieckim w liczbie 2 tys. żołnierzy stanęło kilkuset bojowników Żydowskiej Organizacji Bojowej. Walkę wspomagały w ograniczonym zakresie organizacje podziemne.

W czasie powstania Tosia Altman była łączniczką i odpowiadała za utrzymanie kontaktów z walczącymi, za przekazywanie raportów telefonicznych. Centralny ośrodek powstania mieścił się w bunkrze na ul. Miłej 18. W ostatniej fazie walk komendant Anielewicz stamtąd dowodził i odbywał odprawy z dowódcami poszczególnych odcinków. Wśród najbliższych towarzyszy ze sztabu znalazła się tam też Tosia Altman. 8 maja 1943 roku hitlerowcy wpadli na trop bunkra z ukrywającym się tam sztabem powstańczym. Powstańcy bronili się dzielnie do chwili, kiedy Niemcy wpuścili gaz i ludzie zaczęli się dusić. Tylko nielicznym udało się w ostatniej chwili odkryć nowe przejście, które nie było obstawione przez Niemców. Po wyjściu z bunkra stracili przytomność. Była wśród nich Tosia Altman i Marek Edelman. Towarzysze znaleźli Tosię z ranami głowy i nóg. Przenieśli ją do bunkra przy ul. Franciszkańskiej 22. 10 maja uratowani powstańcy kanałami wydostali się z getta.

Dramatyczne wydarzenia tak opisuje Bernard Mark:
Około 50 bojowców posuwa się kanałem, z bronią zawieszoną na szyi, wśród brudnej, cuchnącej wody, dźwigając w dodatku na swych zgiętych ciałach po części zagazowanych towarzyszy (Rojzenfelda, Węgrowera, Tosię Altman) uratowanych z Miłej 18. Ten marsz przez piekło trwał 30 godzin […]”.

Powstańcy zostali następnie przewiezieni ciężarówką do lasu w okolice Łomianek skąd zamierzali pójść do partyzantki. Jednak Tosia nie była zdolna do walki i po kilku dniach wróciła do Warszawy. Ukrywała się z innymi powstańcami na strychu fabryki celuloidu na Pradze przy ul. 11 Listopada 10. W dniu 24 maja 1943 roku wybuchł tam pożar. Tosi nie udało się uciec, ciężko poparzona wybiegła na ulicę. Policja oddała ją w ręce Niemców. W szpitalu zakazano udzielania jej pomocy. Tego samego dnia Tosia zmarła w straszliwych cierpieniach.

19 kwietnia 1948 roku Tosia Tove Altman została odznaczona pośmiertnie krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari. W uzasadnieniu czytamy m.in.
Za zasługi w walce konspiracyjnej w czasie okupacji. Członek Żydowskiej Organizacji Bojowej, działaczka konspiracyjna, łącznik polityczny i instruktor między gettami. Udział w powstaniu ghetta […]”.

Nazwisko bohaterskiej Tosi Altman znajduje się wśród 37 nazwisk umieszczonych na tablicy obok pomnika Ewakuacji Bojowników Getta Warszawskiego. Monument przy ul Prostej 51 na warszawskiej Woli upamiętnia uratowanie żydowskich powstańców w maju 1943 roku.

Opowieść o życiu i działalności Tosi Altman powstała na bazie materiałów przygotowanych przez panią Annę Mikulską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Nadzór naukowy nad projektem „Bohaterowie” sprawuje dr Katarzyna Minczykowska-Targowska. Opowieść radiową o bohaterce tego odcinka przygotował Michał Słobodzian.
Polskie Radio PiK - 22 sierpnia 2020 - Bohaterowie, cz.34
12345