Wtorek, 22 września 2020 r.   Imieniny: Tomasza, Maurycego, Joachima
Polskie Radio PiK » Bohaterowie
Ogłoszenie własne nadawcy

Wywalczyli nam wolność - Bohaterowie!


Gdyby nie oni… Gdyby ich nie było… Jak dziś byśmy żyli i gdzie byłby nasz dom? W jakim języku byśmy się porozumiewali? A może w ogóle by nas nie było?... Nieczęsto zadajemy sobie takie pytania, jednak zawsze wtedy, kiedy poznajemy życie i dzieło tych, którzy walczyli o wolną i niepodległą Polskę. Chcemy Państwu pokazać tych ludzi, chcemy móc o nich opowiedzieć i pokazać nie tylko ich czyn i chwałę, ale także zwykłe strony ich życia. Czy się bali? Czy mieli chwile zwątpienia? Czy kogoś kochali?

O tym opowiemy w cyklu „Bohaterowie”.

W każdą sobotę poznają Państwo wyjątkową postać.
Jej sylwetkę prezentujemy w audycjach:
  • „Zawsze dzień dobry z Polskim Radiem PiK”, ok. godz. 7.45
  • „Wsłuchaj się w region”, ok. godz. 11.50
  • „Czatuj”, ok. godz. 14.50.
Raz w miesiącu, w niedzielnej audycji „Ziarna losu" o godz. 16.00, zachęcamy do wysłuchania reportażu dokumentującego tragiczne losy wojennych bohaterów.

Bohaterowie, cz.38

Helena Krzyżanowska. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Helena Krzyżanowska. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Helena Krzyżanowska z d. Zajączkowska , ps. „Kene”, żołnierz Armii Krajowej, pielęgniarka-sanitariuszka, powstaniec warszawski, po wojnie lekarz medycyny, społecznik. Urodziła się 15 kwietnia 1922 roku w Toruniu. Była córką komandora Witolda Zajączkowskiego - wykładowcy i dyrektora Oficerskiej Szkoły Marynarki Wojennej w Toruniu i matki Anny z d. Kolts.

Helena Krzyżanowska spędziła dzieciństwo w Toruniu przy ul. Konopnickiej 25, w atmosferze patriotycznych nastrojów młodej polskiej inteligencji - oficerów Marynarki Wojennej, wykładowców i elewów Szkoły Oficerskiej.

W 1928 roku wraz z rodzicami i starszą siostrą Janiną przeniosła się do Pińska na Polesiu, gdzie ojciec objął dowództwo Flotylli Pińskiej Marynarki Wojennej. W Pińsku Helena Krzyżanowska uczęszczała do szkoły powszechnej i średniej. W czasie lat szkolnych należała do Hufca Poleskiego ZHP. Brała udział w licznych imprezach patriotycznych na obozach, w tym w zgrupowaniu szkolnym w Leśnej koło Barnowicz. Oprócz zdobytych sprawności harcerskich interesowała się szczególnie służbą sanitarną. W ramach Przysposobienia Wojskowego ukończyła kurs opieki medycznej w Szpitalu Sejmikowym w Pińsku.

W chwili wybuchu II wojny światowej Helena Krzyżanowska pozostała z matką i siostrą w Pińsku, zaś jej ojciec walczył w ramach Armii Polesie pod dowództwem gen. Kleberga pod Kockiem. Po wtargnięciu Armii Czerwonej 17 września 1939 roku do Polski, Helena wraz z siostrą zostały aresztowane przez NKWD. Udało im się jednak zbiec do ukrywającej się matki i razem z nią przez Wilno dotrzeć do Tallina w Estonii. W lipcu 1940 roku opuściły Estonię i ostatnim transportem morskim dotarły do Szczecina, skąd przez Poznań przedostały się do Warszawy.

Helena Krzyżanowska chciała być pielęgniarką, w związku z czym zdecydowała o podjęciu nauki w nadal funkcjonującej Warszawskiej Szkole Pielęgniarskiej. Dzięki tej decyzji uniknęła też wywiezienia na roboty przymusowe do Niemiec.

Do Związku Walki Zbrojnej–AK Helena Krzyżanowska została zaprzysiężona na terenie szkoły i otrzymała pseudonim „Kene”. Prawie wszystkie słuchaczki, a nawet dyrekcja, były zaangażowane w działalność konspiracyjną.

Po wielu latach tak Helena wspominała tamten czas:
[...] W zapełnionej Niemcami stolicy Warszawska Szkoła Pielęgniarstwa stanowiła wyspę patriotyzmu i polskości. Zarówno Szkoła, jak i należący do niej internat oraz szpital były obiektami, które ze względu na swój charakter ułatwiały prowadzenie działalności konspiracyjnej. Odbywały się więc tutaj spotkania żołnierzy ZWZ–AK, tutaj też znajdowała się skrzynka kontaktowa ks. prałata dr Tadeusza Jachimowskiego, głównego kapelana AK. Panujący w szpitalu duży ruch powodowany przez słuchaczki, transport gospodarczy oraz gości odwiedzających chorych sprzyjał kamuflowaniu działalności konspiracyjnej. Jednakże z drugiej strony stwarzał niebezpieczeństwo, ponieważ wśród tak wielu osób mógł się znaleźć ktoś niepowołany czy nieostrożny i spowodować wpadkę. Ryzyko było więc duże [...]. Na oddziałach szkolnych ukrywali się często ludzie zagrożeni nie tyle chorobą, co prześladowaniami, leżeli też ciężko ranni po akcjach ulicznych i jeśli przeżyli, to dzięki sprawnej i mądrej pracy kierownictwa Szkoły oraz przyszkolnego Szpitala. Jednym słowem: w WSP działo się to wszystko za co wówczas groziła śmierć. Nie wiem, jak to się udawało w okresie bezwzględnego terroru, z obowiązującymi godzinami policyjnymi, wszystko szło jednak właściwym trybem i bez większych potknięć [...]

Latem 1943 roku Helena już jako wykwalifikowana pielęgniarka WSP w szpitalu szkoły, brała udział w błyskawicznej akcji wywiezienia ze szpitala rannego żołnierza AK - uczestnika potyczki z Niemcami.

Opisała to wydarzenie następująco:
[...] Przed akcją zostałam wezwana do jednego z dowódców AK, który powiedział: »Narysuj plan waszego szpitala, oznacz piętro i izolatkę, gdzie leży chory po operacji, wskaż gdzie siedzi policjant, jakie jest najszybsze dojście, gdzie schody czy winda«. W ustalonym dniu, około dwunastej pojawili się w szpitalu uzbrojeni członkowie organizacji AK. Na odgłos strzałów cały personel znajdujący się w sali operacyjnej sąsiadującej z izolatką stanął pod ścianą z rękami podniesionymi do góry, żeby nie tamować ruchu i mieć alibi na wypadek późniejszego nieuniknionego śledztwa gestapo. Akcja odbyła się błyskawicznie i była skuteczna. Postrzelony został jedynie policjant. Szybko pojawiło się gestapo, jednak dzięki opanowaniu dyrektorki Jadwigi Romanowskiej nie było większych konsekwencji dla całej szkoły”.

Do codziennych zjawisk należało ukrywanie rannych żołnierzy podziemia, fałszowanie ich dokumentacji i kart chorobowych, nakładanie gipsów na zdrowe kończyny.

Pielęgniarka „Kene” pełniła też dyżury przy chorych w różnych szpitalach warszawskich. Według jej wspomnień w chwili powstania w budynku WSP, znajdowali się chorzy, personel lekarski i pielęgniarki oraz ośmioosobowa grupa powstańców – w sumie ok. 300 os. Niestety, już następnego dnia Szkoła wraz z personelem została przejęta przez Niemców. Wiele absolwentek Szkoły zostało wcześniej przydzielonych do różnych dzielnic miasta, gdzie organizowały punkty sanitarne i prowizoryczne szpitale dla powstańców i ludności cywilnej.

Helena Krzyżanowska była już dyplomowaną siostrą instrumentariuszką i otrzymała przydział do punktu opatrunkowego i pierwszej pomocy w gmachu Państwowej Szkoły (gimnazjum) im. Wojciecha Górskiego w pobliżu placu Napoleona (obecnie Powstańców Warszawy). Do punktu tego trafiało wielu rannych i poparzonych w wyniku użycia miotaczy ognia przez Niemców. Najciężej ranni byli po opatrzeniach odnoszeni do szpitali, a lżej ranni po udzieleniu pomocy wracali do oddziałów.

„Kene” z koleżankami sanitariuszkami pracowała bez przerwy dzień i noc w kałużach krwi, przy jękach rannych i huku wybuchających pocisków. Dzielnica Wola była terenem wyjątkowego okrucieństwa i bestialstwa oddziałów niemieckich i włosowców będących w służbie niemieckiej.

20 sierpnia 1944 roku, podczas bombardowania Woli, Helena Krzyżanowska została ranna odłamkiem bomby. Szczęśliwie niegroźnie.

Po upadku powstania Helena przebywała wraz z matką w obozie w Pruszkowie, skąd przy pomocy koleżanki z kursu, pielęgniarki-Reginy Roszkowskiej, została jako ranna zwolniona z obozu i wywieziona do Krzeszowic.

W maju 1945 roku objęła pracę pielęgniarki-instrumentariuszki na oddziale chirurgicznym Szpitala Powiatowego w Grójcu pod Warszawą. Od listopada 1945 roku pracowała w Miejskim Ambulatorium w Poznaniu i rozpoczęła studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Poznańskiego.

W marcu 1948 roku Helena wyszła za mąż za Macieja Krzyżanowskiego, byłego oficera AK Okręgu Pomorskiego, absolwenta Wydziału Prawno-Ekonomicznego Uniwersytetu Poznańskiego, później prof. zw. dr hab. Uniwersytetu Gdańskiego. Z mężem zamieszkała w Sopocie. Była m.in. ordynatorem Oddziału Chorób Płucnych w Szpitalu Miejskim im. Czerwonego Krzyża w Gdyni-Redłowie. Miała dwoje dzieci: syna Piotra i córkę Hannę.

W roku 1965 Helena Krzyżanowska uzyskała stopień porucznika. Wraz z mężem Maciejem pracowała społecznie w środowisku żołnierzy Armii Krajowej w Gdańsku, była współpracowniczką gen. Elżbiety Zawackiej.

Helena Krzyżanowska zmarła w Gdyni dnia 20 października 2000 roku, została pochowana w kwaterze żołnierzy Armii Krajowej na cmentarzu komunalnym w Sopocie.

Opowieść o życiu i działalności Heleny Krzyżanowskiej powstała na bazie materiałów przygotowanych przez panią Annę Rojewską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Nadzór naukowy nad projektem „Bohaterowie” sprawuje dr Katarzyna Minczykowska-Targowska. Opowieść radiową o bohaterce tego odcinka przygotowała Adriana Andrzejewska-Kuras.
Polskie Radio PiK - 19 września 2020 - Bohaterowie, cz.38

Bohaterowie, cz.37

Zygmunt Bączkowski. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Zygmunt Bączkowski. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Kapral Zygmunt Bączkowski, ps. „Zyga”, „Lotnik”, „Jung”, „Chłop” - współzałożyciel organizacji „Jaszczurka”, powstaniec warszawski.

Urodził się 6 sierpnia 1921 roku w Starogardzie. Jego rodzicami byli Władysław i Rozalia, z domu Lange. Ojciec pracował w Państwowej Kasie Chorych, a matka zajmowała się domem. Zygmunt miał siostrę Irenę i brata Władysława. Uczył się w Państwowym Gimnazjum w Starogardzie. Należał do 20. Pomorskiej Drużyny Harcerzy (1. Starogardzkiej) im. Tadeusza Kościuszki. Uczestniczył w zajęciach Gimnazjalnego Koła Sportowego i był członkiem zarządu Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej, która była masową organizacją społeczną, działającą w okresie międzywojennym. W jej ramach m.in. przygotowywano ludność cywilną do obrony przeciwlotniczo-gazowej.

Wybuch drugiej wojny światowej zmienił życie milionów Polaków, w tym i Zygmunta Bączkowskiego, który cudem uniknął aresztowania. Tyle szczęścia nie mieli jego rodzice i siostra, których gestapo aresztowało w październiku 1939 roku. Brat Władysław, który był żołnierzem września 1939 roku, zdążył wyjechać do Warszawy. Rodzice i siostra zostali wysłani na przymusowe roboty w okolice miasta Anklam w północno-wschodnich Niemczech, gdzie pracowali tam w gospodarstwie rolnym. Zygmuntowi udało się odwiedzić rodzinę w 1942 roku, co było niewątpliwie wielkim wyczynem. Jak relacjonowała jego siostra Irena - „pojawił się nagle na polu, na którym pracowali, był w mundurze SS-mana, a wieczorem przyszedł do chlewa, który był ich mieszkaniem, ubrany już w cywilne ubranie”.

W latach wojny Zygmunt Bączkowski pracował m.in. w niemieckim sklepie spożywczym. Sklep ten był punktem rozdzielczym artykułów spożywczych, przyznawanych kupcom według ówczesnego systemu kartkowego. „Zyga” uprawiał okazyjny sabotaż wraz z dwoma pracującymi tam kolegami, też członkami organizacji konspiracyjnej „Jaszczurka”. Jan Wałaszewski, kolega Zygmunta z harcerstwa i członek „Jaszczurki” wspominał:

Z czasem udało się nam pomóc niewolnikom [jeńcom wojennym – E. G.] zrzeszonym w obozach w Starogardzie i okolicy. Byli tam za kratami Anglicy, Francuzi, Włosi. Podrzucaliśmy im żywność, a kiedy pracowali na drogach i polach publicznych, podsuwaliśmy im w wypróbowany sposób moje szkice i rysunki, dające im jako takie pojęcie o sytuacji politycznej i wojskowej, informacje zasłyszane w głośnikach podziemnego radia”.

Organizacja konspiracyjna „Jaszczurka” powstała w 1941 roku, a jednym z jej założycieli był Zygmunt Bączkowski. Pozostali to wspomniany już Paweł Wyczyński i Izydor Gencza. Jako motto przyjęli słowa z wiersza „Pieśń od ziemi naszej” Cypriana Kamila Norwida:

Tam, gdzie ostatnia świeci szubienica,
Tam jest mój środek dziś – tam ma stolica,
Tam jest mój gród
”.

W ciągu kilku miesięcy grono „Jaszczurkowców” bardzo się powiększyło. Jak pisał Paweł Wyczyński:

Przysięga zobowiązuje do walki o Sprawę: problem przetrwania i odzyskania wolności jest celem nadrzędnym. Każdy zaprzysiężony *Jaszczurkowiec* zobowiązuje się do walki o zachowanie polskości, obrony katolickiej wiary, niesienia pomocy duchowej i materialnej maltretowanym Polakom, szerzenia sabotażu w stosunku do władz hitlerowskich i ich przemysłowych zakładów. Już w lipcu 1941 roku rzucono hasło, by przygotować się stopniowo do walki zbrojnej, bo oto 22 czerwca rozpoczął się atak Niemców na Rosję. Przewidywano i wierzono w kręgach jaszczurczych, że hitlerowcy wrócą do Berlina drogą Napoleona. Gdy chwila ta nadejdzie, trzeba będzie germańskiemu najeźdźcy odwrót utrudniać partyzancką taktyką i stawiać odważnie kroki na polu odbudowy wykrwawionej ojczyzny”.

W 1942 roku zapadła decyzja, że Zygmunt Bączkowski wraz z grupą kolegów przedostanie się do Generalnego Gubernatorstwa. Niemcy zaczęli przymusowo wpisywać Polaków z Pomorza na niemiecką listę narodowościową i wcielać do niemieckiej armii. Zygmunt przedostał się do Lasek pod Warszawą, gdzie w Zakładzie dla Niewidomych pracował jego brat Władysław. Był on żołnierzem Armii Krajowej, Grupy Kampinos. Siostry Franciszkanki Służebnice Krzyża, które prowadziły Zakład, przyjęły Zygmunta do pracy, dzięki czemu uzyskał kenkartę. Zygmunt Bączkowski pełnił w Laskach zadania pielęgniarza, szklił okna, oprawiał książki w introligatorni, pracował w ogrodzie. Miał też kontakt z oddziałem por. Zygmunta Sokołowskiego ps. „Zetes”. Jeździł do Warszawy jako łącznik. W Laskach przeszedł przeszkolenie wojskowe. W 1943 roku zamieszkał w Warszawie. Jego siostra wspominała na podstawie listów, które docierały do niej, kiedy przebywała na przymusowych robotach, że Zygmunt pomagał więźniom i chorym. Brał również udział w akcji wyprowadzenia z getta warszawskiego grupy Żydów. Miał kontakt z kolegami z Gdyni i ze Starogardu, którzy przebywali w Warszawie. Według relacji brata Władysława, ramach oddziału „Zetesa” Zygmunt brał udział w wypadzie na Młociny i Zaborowo, gdzie udało się spalić spisy nałożonych przez Niemców na Polaków kontyngentów. Należał także do plutonu egzekucyjnego, wykonującego wyroki sądu polskiego na zbrodniarzach wojennych.

Dnia 1 sierpnia 1944 roku wybuchło powstanie warszawskie. Zygmunt Bączkowski zgłosił się jako ochotnik w kwaterze werbunkowej wtedy por. Zbigniewa Bryma „Zdunina”, dowódcy 3. kompanii I batalionu Zgrupowania Armii Krajowej „Chrobry II”. Zbigniew Brym pisał w liście do Pawła Wyczyńskiego w 1994 r.:

*Zygę* poznałem chyba pierwszej nocy powstańczej, gdy wraz z sierżantem podchorążym *Kazikiem* (Kazimierz Michniowski) zgłosili się na moją kwaterę, prosząc o przyjęcie do oddziału, na co się zgodziłem. […] Sam się zgłosił do wypadu z Dworca Pocztowego na Dom Turystyczny, dnia 13 sierpnia. Po zdobyciu, w tej brawurowej akcji, pepeszy, o czym marzył każdy żołnierz powstańczy, skromnie tłumaczył, że to nic nadzwyczajnego, że po prostu miał szczęście. […] Przeniesiony wraz z *Kazikiem* na placówki przy ulicy Towarowej […] był zawsze chętny do pełnienia nawet najtrudniejszych zadań bojowych. Brał kilkakrotnie udział w tak zwanych »akcjach cichociemnych«, inicjowanych i prowadzonych przez »Kazika«. Trzeba wyjaśnić, że nasi »cichociemni” to nie skoczkowie spadochronowi, zrzucani z Anglii do walki w kraju. […] Byli to nasi dzielni i odważni żołnierze z placówek Handke i Borman, którzy odpowiednio przygotowani do »cichego poruszania się« (np. szmatami owijali buty) po terenie wroga, uzbrojeni w broń krótką i granaty przekraczali nocą linię frontu. Gdy znaleźli się na terenie obsadzonym przez nieprzyjaciela, napadali i niszczyli jego stanowiska, kwatery, różne obiekty bojowe (np. gniazda broni maszynowej), likwidowali placówki. Następnie, wykorzystując zaskoczenie wroga, »rozpływali się w ciemnościach« i pospiesznie wycofywali się za linię frontu, na nasz teren. […] *Zyg* lubił takie wyprawy, rwał się do podobnych akcji. Dla nas wszystkich, Żołnierzy Powstania, broń była najdroższym skarbem. […] Jego śmierć bohaterska, w dniu 21 sierpnia, gdy walki z atakującymi nas RON’owcami [brygada SS RONA, stworzona przez Niemców z jeńców radzieckich- E.G.] już wygasały, spowodowana była właśnie tym »biegiem po broń«, w którym wszyscy powstańcy uczestniczyli, ale *Zyga* był zawsze jednym z pierwszych. Tym razem pobiegł ze swymi kolegami Karolem Raszke »Karolem« i Karolem Bekierem *Ultorem* na zaplecze placówki Handke i tam padł od kuli wroga”.

Tydzień później Zygmunt Bączkowski został pochowany przy ulicy Srebrnej. Pośmiertnie odznaczono go Krzyżem Walecznych. Po wojnie jego ciało zostało ekshumowane i pochowane na cmentarzu na Woli.

„Jaszczurkowcy” zostali uczczeni pomnikiem w Zelgoszczy, odsłoniętym w 1981 roku.

Radiowy biogram przygotowała Żaneta Walentyn na podstawie materiałów zebranych przez dr Ewę Gawrońską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Autorka radiowej opowieści o Zygmuncie Bączkowskim dziękuje dr Katarzynie Minczykowskiej-Targowskiej sprawującej opiekę merytoryczną nad projektem „Bohaterowie”.
Polskie Radio PiK - 12 września 2020 - Bohaterowie, cz.37

Bohaterowie, cz.36

Janina Rokicka (pierwsza z lewej). Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Janina Rokicka (pierwsza z lewej). Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Janina Rokicka (pierwsza z lewej). Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Janina Rokicka (pierwsza z lewej). Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Janina Rokicka, po mężu: Kurowicka - pseudonim „Jola”, „Jolanta”, nazwisko okupacyjne Jolanta Radziszewska - żołnierz Armii Krajowej, sanitariuszka w powstaniu warszawskim, jeniec wojenny.

Janina Rokicka urodziła się 20 maja 1924 roku w Małej Nieszawce pod Toruniem, w rodzinie rolnika Adama i Marii z d. Kubackiej. Adam Rokicki osiedlił się tam z rodziną po powrocie w 1919 roku ze Stanów Zjednoczonych, dokąd wyjechał w 1915 roku z Łowicza, by uniknąć powołania do carskiej armii.

Po ukończeniu szkoły powszechnej na Podgórzu (dzielnica Torunia), Janina od września 1938 roku była uczennicą Prywatnego Gimnazjum przy ul. Rybaki w Toruniu, którym kierowała Maria Eckman. Janina należała też do harcerstwa.

Ojciec Janiny, Adam, został aresztowany 19 października 1939 roku w Małej Nieszawce przez członków Selbstschutzu, organizacji bojowej policji bezpieczeństwa, do której należeli miejscowi Niemcy. Osadzony w Forcie VII w Toruniu został rozstrzelany w lesie Barbarka koło Torunia jesienią 1939 roku. Prawdopodobnie powodem jego aresztowania i śmierci była jego przedwojenna działalność w Polskim Związku Zachodnim. O okolicznościach śmierci ojca Janina Rokicka dowiedziała się po wojnie. Gospodarstwo rodziców przejęli Niemcy, a Maria Rokicka, matka Janiny, została tam zatrudniona jako robotnica.

W relacji Janina napisała:
Od października wszyscy jesteśmy zagrożeni. Niemcy w różny sposób chcą ustalić, gdzie są moi bracia. Rodzina brata Bolesława w Chełmży jest powiadomiona i ostrzeżona. Mama lękając się o moje bezpieczeństwo, nakazuje mi wyjazd do krewnych w Warszawie”.

Do Warszawy Janina Rokicka wyjechała w 1940 roku i przebywała tam do wiosny roku 1942. Pracowała w fabryce przy ul. Belwederskiej, dokąd została skierowana przez niemiecki urząd pracy. W fabryce produkowano części i bezpieczniki do samolotów. Poinstruowana przez swego kuzyna Mariana Augustyniaka, żołnierza Armii Krajowej, prowadziła na terenie fabryki mały sabotaż oraz rozprowadzała konspiracyjne gazetki. Zagrożona aresztowaniem, wyjechała z Warszawy, do której powróciła jesienią 1942 roku i od tego czasu posługiwała się dokumentami na nazwisko Jolanta Radziszewska, urodzona 20 V 1922 r. we Lwowie.

Podjęła pracę jako pomoc pielęgniarska w Szpitalu Dzieciątka Jezus w Warszawie. Tam w 1943 roku przeszła skrócony kurs sanitarny i praktykę, zakończoną egzaminem. Po zaprzysiężeniu jako „Jola”, „Jolanta” otrzymała przydział do służby sanitarnej Wojskowej Służby Kobiet w Obwodzie V Mokotów, Okręg AK Warszawa.

W powstaniu warszawskim Janina Rokicka walczyła na terenie Śródmieścia w kompanii szturmowej Leonarda Kancelarczyka ps. „Jeremi”, do której została przydzielona 1 sierpnia na punkcie przy ul. Twardej 40. Jej przełożoną była Anna Irek, referentka sanitarna Obwodu I.

Janina Rokicka pełniła funkcję patrolowej 1. patrolu sanitarnego. Brała czynny udział w walkach kompanii i II batalionu Zgrupowania „Chrobry II” toczonych z Niemcami na terenie Rejonu 4 Śródmieście Północ w Obwodzie Śródmieście.

Od pierwszych dni powstania kompania, w szeregach której walczyła Janina Rokicka, odpierała ataki Niemców na barykady na rogu ulic Żelaznej i Grzybowskiej, Grzybowskiej przed Ciepłą i Grzybowskiej za Ciepłą.

Podczas walk prowadzonych przez kompanię „Jeremiego” pod silnym ogniem broni maszynowej i artyleryjskiej Janina została ranna. Kompania zdobyła wówczas Koszary Policji Konnej przy ul. Ciepłej 13.

Przypuszczalnie do kapitulacji powstania była leczona w szpitalu przy ul. Złotej. W ostatnich dniach września 1944 roku za bohaterską postawę w walce została odznaczona Krzyżem Walecznych, Brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami oraz mianowana do stopnia starszego sierżanta.

Po upadku powstania Janina Rokicka została wywieziona z miasta, przebywała w Stalagu XIA Altengrabow - Lazaret Gross Lubars (szpital jeniecki), gdzie otrzymała nr jeniecki 47074. W grudniu 1944 roku lazaret został ewakuowany do Stalagu VI C Oberlangen, koło miasteczka Lathen, do zbiorczego obozu jenieckiego utworzonego przez Niemców dla kobiet żołnierzy AK podoficerów i szeregowych. Janina przebywała tam do czasu wyzwolenia obozu 12 IV 1945 roku przez posuwającą się szlakiem bojowym Breda - Wilhelmshaven I Dywizję Pancerną gen. Stanisława Maczka.

Po odzyskaniu wolności Janina Rokicka ukończyła szkołę zawodowo-handlową w miejscowości Haren nad rzeką Ems w polskim obozie, który nazwano Maczkowem z szacunku dla gen. Maczka i oddano w administrację polską na okres trzech lat, do chwili demobilizacji Dywizji. Tu także wyszła za mąż za Eugeniusza Kurowickiego, żołnierza I Dywizji Pancernej.

Do Polski wróciła w 1948 roku. Na skutek obrażeń odniesionych w powstaniu ciężko chorowała. W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku aktywnie zaangażowała się w niesienie pomocy materialnej dla Polonii na Litwie.

Po wojnie została odznaczona Krzyżem Armii Krajowej, Medalem Wojska, Krzyżem za Warszawę, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Por. Janina Kurowicka zmarła w Warszawie 18 VI 2007 r. i spoczywa w grobie rodzinnym na wojskowych Powązkach.

Radiową opowieść o Janinie Rokickiej przygotował Michał Słobodzian na podstawie materiałów zebranych przez Elżbietę Skerską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Opiekę merytoryczną nad projektem „Bohaterowie” sprawuje dr Katarzyna Minczykowska-Targowska.
Polskie Radio PiK - 5 września 2020 - Bohaterowie, cz.36

Bohaterowie, cz.35

Anna Mahrburg „Hania”. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Anna Mahrburg „Hania”. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Anna Izabela Mahrburg - pseudonim „Hania”, „Anetka”, łączniczka Wydziału II Komendy Okręgu Wilno ZWZ–AK, więźniarka gestapo w wileńskich Łukiszkach i obozu pracy Prawieniszki koło Kowna.

Urodziła się 23 stycznia 1923 roku w Ugoszczy w powiecie rypińskim, gdzie jej ojciec był zarządcą majątku. Wcześniej rodzice mieszkali w Bobrujsku koło Mińska Białoruskiego. Pochodziła z patriotycznej rodziny.

W latach 1929–1931 Anna uczęszczała do Żeńskiej Szkoły Powszechnej nr 20 im. Matki Boskiej Ostrobramskiej w Wilnie, a w latach 1931–1935 kontynuowała naukę w szkole powszechnej w Rakowie. Szkołę powszechną ukończyła w 1936 roku w Wilnie, gdzie zdała egzamin konkursowy do Państwowego Żeńskiego Gimnazjum im. ks. Adama Jerzego Czartoryskiego.

Będąc uczennicą Anna pisała patriotyczne wiersze. Nauczycielka języka polskiego wileńskiego gimnazjum, Janina Budkowska tak pamiętała Hanię Mahrburżankę:

Hania była przez cały czas swego pobytu w szkole (niespełna trzy lata) prymuską klasy i cieszyła się ogromnym autorytetem u koleżanek. Budziła wśród nich zainteresowanie umysłowe, wrażliwość artystyczną, uczucia patriotyczne, poczucie odpowiedzialności społecznej, ujmowała koleżeńskością, równym pogodnym usposobieniem, bezpośredniością i prostotą. Górując nad klasą pod każdym względem, nie miała w sobie ani cienia zarozumiałości. Jej dobroć płynęła z naturalnej wrodzonej życzliwości i serdeczności dla całego otoczenia”.

Wybuch drugiej wojny światowej przerwał naturalny tok nauki. Do Wilna wkroczyli Rosjanie, którzy przekazali miasto Litwinom. Anna Mahrburg pisała w swoim życiorysie:

Gdy w grudniu 1939 roku wszystkie [polskie] gimnazja państwowe w Wilnie przekształcone zostały na litewskie, wystąpiłam z gimnazjum i w kompletach przerabiałam klasę trzecią. W roku szkolnym 1940/41 uczęszczałam do VIII klasy zorganizowanego przez władze sowieckie gimnazjum z wykładowym językiem polskim. Program klasy VIII odpowiadał mniej więcej programowi IV klasy gimnazjum polskiego nowego typu. Ponieważ Niemcy po zajęciu Wilna zamknęli wszystkie polskie szkoły średnie, przez następne dwa lata uczęszczałam na komplety tajnego nauczania […]”.

Podczas okupacji niemieckiej w lipcu 1942 roku wraz z siostrą Ireną, Anna ukrywała się przed wywiezieniem na przymusowe roboty do Niemiec we wsi Chorążyszki.

W działalność konspiracyjną Anna Mahrburg zaangażowała się już w połowie 1940 roku. Była w grupie łączniczek, którą zorganizowała nauczycielka tajnego nauczania Maria Tomkiewiczówna „Grażyna”, żołnierz SZP–ZWZ–AK. W jej domu przy ulicy Zamkowej znajdował się punkt kontaktowy oraz przechowywano materiały konspiracyjne. Należała do organizatorów komórki Legalizacji przy Komendzie Okręgu AK Wilno. Organizowała zebrania, na których uczyła tajników konspiracji, np. jak zachować się w razie wsypy i aresztowania.

Zawsze powtarzała dziewczętom:
„Pamiętajcie, kto raz upadnie, nie ma szans na podniesienie się i może być zdeptany przez tych, którzy stoją”.

Młode dziewczęta oprócz uczestnictwa w tajnym nauczaniu (jako uczennice) były też łączniczkami. Najczęściej pośredniczyły w niesieniu pomocy poszkodowanym rodzinom, których ojcowie zostali osadzeni przez okupantów w więzieniu.

Stanisław Kiałka „Jelonek” (1911–1980) – jeden z najbardziej zasłużonych działaczy wileńskiej konspiracji tak relacjonował:
[…] Jako szef »Legalizacji«, zarazem adiutant Szefa Sztabu Okręgu »Wesołowskiego«, później generała »Wilka« spotykałem służbowo sporo ludzi z podziemia, jak również potrzebowałem nowych przy montażu komórek. Grupa »Grażyny« była mi bardzo potrzebna. Uderzył mnie u tych dziewcząt ogromny patriotyzm i zapał do pracy konspiracyjnej. Wychowane na tradycjach naszych powstań, idealistki, żądały pracy niebezpiecznej. Nie trzeba ich było zachęcać do działania, raczej cały czas musiałem ten zapał hamować, ostrzegać, przypominać, czym to grozi. »Grażyna« bardzo umiejętnie tą grupą kierowała. Dziewczęta zawsze bardzo ofiarnie spełniały role łączniczek. Zajmowały się także ręcznym przerzutem. Ze względu na wyjątkowo niski wiek poniżej 18 lat nazwałem tę całą grupę kryptonimem »Kozy«”.

Anna Mahrburg zaprzysiężona przez podporucznika Stanisława Kiałkę wraz z innymi dziewczętami składała następującą przysięgę:
W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Marii Panny Królowej Korony Polskiej przysięgam, że wiernie nieugięcie będę stała na straży honoru Polski i o wyzwolenie jej z niewoli walczyć będę ze wszystkich sił swoich aż do ofiary z mego życia. Wszelkim rozkazom będę posłuszna i tajemnicy dochowam niezłomnie, cokolwiek by mnie spotkać miało”.

Anna Mahrburg działała w grupie łączniczek – kurierek „Kozy” w Komórce Kwatermistrzostwa Łączności i Ręcznego Przerzutu w Komendzie Okręgu Wileńskiego AK. Posługiwała się pseudonimami „Hania” i „Anetka”.

Stanisław Kiałka tak relacjonował:
Zakres pracy »Kóz« obejmował łączność z »Legalizacją«, z komórkami Sztabu Komendy Okręgu, przerzuty różnych materiałów, np. ubrań, żywności, prasy podziemnej, do broni włącznie. Do nich także należał odrzut prasy podziemnej z lokalu drukarni w sąsiedztwie do punktów kolportażu”.

Działalność „Kóz” opierała się na systemie trójkowym, np. Hanka Mahrburżanka wykonywała zadania razem z Danutą Janiczakówną „Sarenką” i Marysią Sarecką „Lusią”. Do niebezpiecznych zadań, w których uczestniczyła należało przetransportowanie na sankach całej drukarni „Bostonki” z kasetami czcionek z Nowego Świata na ulicę Filarecką.

Po wsypie biura „Legalizacji” przy ul. Warszawskiej, gdy gestapowcy opuścili już lokal, „Kozy” wyniosły w walizkach wyjęte ze skrytek pieczęcie, blankiety i inne materiały niezbędne do robienia fałszywych dokumentów. Niemcy tych skrytek nie zdołali odkryć.

Na fałszywe kartki żywnościowe i „Bezugscheiny” ubraniowe dziewczęta wykupowały materiały dla komórek kwatermistrzowskich. Ponieważ przy zakupie towarów zapisywano w sklepach numery Personalausweisu, „Kozy” („Hania”, „Sarenka”) były zaopatrywane w specjalne dokumenty. Robiły też paczki świąteczne dla „chłopców z lasu” i rodzin członków represjonowanych. Paczki te z dołączonym opłatkiem specjalnie pieczonym w domu „Hani” i ulotkę „Polska swoim dzieciom”. Większość tych paczek roznosiły w plecakach.

Przemiłe wspomnienia pozostawiły po sobie wspólne „opłatki”, urządzane rok rocznie w jednym z mieszkań dziewcząt. Drobne, symboliczne, często dowcipne prezenty były miłą atrakcją uroczystości, np. pod koniec roku 1941 w mieszkaniu „Hani” przy ul. Wiosennej 6 zorganizowano spotkanie opłatkowe i tam Tomkiewiczówna „Grażyna” otrzymała od dziewcząt maleńki serwis do kawy własnoręcznie wykonany ze skorupek jajek.

Danuta Janiczakówna „Sarenka” w swoich wspomnieniach podkreśla, że z Hanią Mahrburżanką łączył ją szczególny rodzaj przyjaźni budowanej na zaufaniu.
„Zawsze mogłam się jej zwierzyć. Była niezwykle wrażliwą osobą, miała duszę poetki”.

Zachował się wiersz Anny Mahrburg, pisany prawdopodobnie dla partyzantów:
[…] Nie życzymy wam Polski Wolności
Wy te czynem spełnicie życzenia
Tylko dzisiaj mówimy najprościej
Niech was Bóg swoim skrzydłem ocienia.
Niech opieką otoczy rodziny
A gdy czas już nadejdzie –
Niech sprawi, byście ofiar zebrały wawrzyny,
Może będą to polne kąkole,
Może tylko słowa uznania,
Wszak nie po to idziemy dziś w pole
Lecz by zdobyć Święto Zmartwychwstania […]”.

Czas opisany w wierszu w końcu nadszedł. Jednak zamiast kwiatów i słów uznania były kule. Pierwsze aresztowania ruszyły jesienią 1941 roku. Niemcy dysponowali spisami polskich konspiratorów pozostawionymi przez NKWD. Latem 1942 roku gestapo wpadło także na trop „Kóz”. W czerwcu 1942 roku została aresztowana Maria Tomkiewiczówna „Grażyna”. Był to najcięższy cios, jaki spotkał „Legalizację”. Przeszła potworne „badania”, tortury; nie wydała nikogo. Została rozstrzelana w Ponarach w grudniu 1942 roku.

Po niej funkcję kierowniczki grupy łączności i kurierek przy komendzie Okręgu przejęła nauczycielka Barbara Dudycz, ps. Wojtuś. Ogółem w grupie tej było 11 dziewcząt. Konspiracyjne materiały łączniczki – łączniczki nosiły w specjalnie uszytych kieszeniach ubrań. Większe przedmioty były ukryte w torbach z podwójnym dnem. W czasie chłodów nosiły specjalne szerokie płaszcze, pod którymi chowały paczki z podziemnymi gazetkami. Każda z nich miała opracowaną trasę między lokalami konspiracyjnymi.

W czerwcu 1943 roku gestapo zupełnie przypadkowo wpadło na trop skrzynki pocztowej przy ul. Hetmańskiej. Po nitce do kłębka Niemcy aresztowali pięć „Kóz”. Annę Mahrburżankę gestapo aresztowało razem z Marysią Sarecką i Irką Fiodorowicz dnia 28 czerwca 1943 roku przy Kościele Bonifratrów na Placu Napoleona. W chwili aresztowania „Hania” miała 20 lat. Znaleziono u niej najbardziej obciążający materiał. Ten dzień był dla niej bardzo ważny – miała zdawać ostatni egzamin maturalny na tajnych kompletach. W czasie przesłuchania wszystkie trzy były straszliwie pobite. W szczególnie bestialski sposób pastwiono się nad „Hanką”. Oprawcy zdzierali jej z pleców skórę kawałkami żelaza przytwierdzonego do pejcza.

Okrutnie skatowana, bojąc się, że nie wytrzyma bólu i jak mówiła później, by nikogo nie zdradzić, skorzystała z chwili nieuwagi oprawców i w pewnym momencie, gdy odwołano śledczego, wyskoczyła przez okno z drugiego piętra gmachu gestapo na bruk ulicy. Mimo to nie zginęła. Ciężko ranna, z połamaną ręką i nogą, trafiła do szpitala św. Jakuba, w którym pracował jej wujek, profesor anatomii patologicznej Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, Stanisław Mahrburg. Po operacji otoczył ją opieką.

W sierpniu 1943 roku Anna Mahrburg przebywała w szpitalu więziennym z połamaną nogą w gipsie; rany po pobiciu nie mogły się zagoić. Przez osiem miesięcy przebywała w więzieniu na Łukiszkach.

Zachowało się kilka listów i grypsów, pisanych przez „Hanię” do domu. W grypsach nigdy nie było skargi na los, obawy przed biciem, były refleksje 20-letniej dziewczyny pełnej nadziei…

Fragment listu:
[…] Jest za dużo smutku i zła, więc trzeba dać z siebie jak najwięcej radości. Ból sam jako uczucie, nic nikomu nie daje, jest bezużyteczny. Co by się stało, gdyby wszyscy bez reszty mu się oddali? Życie stałoby się po prostu niemożliwe, nie do zniesienia i na pewno nie mielibyśmy sił znieść tego, ale wiara w przyszłość, w istnienie dobra i jego zwycięstwo, nie mówię o zwycięstwie idealnym, bo w to nie wierzę, ale w każdym razie o górowaniu dobra nad złem […]”.

Alina Augustowska, kobieta niezwykła, która cały swój majątek przeznaczyła na zapłacenie łapówki w wysokości kilkuset rubli w złocie, dzięki czemu aresztowane dziewczęta uniknęły śmierci w Ponarach. Trafiły do obozu w Prawieniszkach koło Kowna.

28 lutego 1944 roku po rekonwalescencji więziennej Anna Mahrburg została przewieziona do obozu w Prawieniszkach koło Kowna, gdzie wcześniej przetransportowano jej koleżanki. Wszystkie uniknęły śmierci w Ponarach dzięki Alinie Augustowskiej, która poświęciła cały swój majątek na łapówki, by ratować dziewczęta.

W Prawieniszkach „Hania” pracowała w kuchni, w szwalni i przy pracach ogrodowych. Z obozu również były wysyłane grypsy. Dziewczęta podpisywały się jako „Ptaszuki”.
W sierpniu 1944 roku po walkach i wycofaniu się Niemców z Litwy, czyli w czasie zbliżania się frontu, „Hania” nie została zwolniona z obozu, gdyż według relacji jej siostry Janiny, dzięki łapówkom, pozwolono jej uciec i ukryć się w Kownie.

15 sierpnia 1944 roku Anna Mahrburg wróciła do Wilna, na ul. Wiosenną. Niecały miesiąc po jej powrocie, 7 września 1944 roku NKWD aresztowało jej matkę Zofię Mahrburg – łączniczkę AK, zaś 8 września w ich domu przeprowadzono rewizję i urządzono „kocioł”. W nocy z 9 na 10 września 1944 roku wywieziono do aresztu ojca Ottona, siostrę Irenę, „Hanię” i kilka przypadkowych osób. Ojca wypuszczono po dwóch tygodniach, „Hanię” po trzech.

Cała bliższa i dalsza rodzina Mahrburgów była zaangażowana w działalność niepodległościową:
– matka Zofia (1894–1971), ps. „Kos”, łączniczka Komendy Okręgu Wilno, aresztowana przez NKWD w 1944 roku, przez 10 lat więziona w łagrach, w 1955 r. powróciła do Polski, do Torunia i tam zmarła,
– starsza siostra „Hani”, Irena (1918–1993), łączniczka w Komórce Legalizacji Komendy Okręgu, zmarła w Toruniu,
– brat matki, Kazimierz Rusiecki, legionista, oficer WP, walczył w wojnie z bolszewikami,
– dwie młodsze siostry Zofii Mahrburg – Janina i Władysława Rusieckie za przynależność do AK aresztowane i rozstrzelane w Ponarach 18 lutego 1943 roku.

Dnia 9 marca 1945 roku rodzina bez matki i Ireny (która została w Wilnie, by pilnować rozprawy matki – do jej zasądzenia i wywiezienia na Syberię) z rodziną Rusieckich wyjechała pociągiem repatriacyjnym z Wilna do Polski, do Inowrocławia. Jedenastego kwietnia 1945 roku „Hania” z chorym ojcem, siostrą Janką i bratem Tadeuszem wyjechała z rodziną Rusieckich do Gniewkowa, gdzie Anna Mahrburg otrzymała posadę nauczycielki w szkole podstawowej, uczęszczając jednocześnie na kurs pedagogiczny w Inowrocławiu. W grudniu 1945 roku przeniosła się do Torunia i pomimo złego stanu zdrowia podjęła studia polonistyczne na UMK, ale już na II semestr 1945/1946 uzyskała urlop zdrowotny.

W kwietniu 1946 roku Anna Mahrburg przebywała w sanatorium w Smukale. W maju 1946 roku przebywała na badaniach w Bydgoszczy. 18 marca 1947 roku w indeksie miała zaliczenie I semestru II roku studiów.

W miesiącach lipcu i sierpniu 1947 roku choroba nasiliła się. Anna Mahrburg leczyła się w szpitalu Akademii Medycznej w Gdańsku, gdzie rozpoznano gruźlicę jelit. Dnia 9 sierpnia 1947 roku Janka odwiozła „Hanię” do sanatorium w Zakopanem.

Anna Mahrburg „Hania” zmarła 28 listopada 1947 roku. Pochowana została na Cmentarzu Parafialnym przy ul. Nowatorskiej w Zakopanem.

Podporucznik Anna Mahrburg, w czerwcu 1944 roku, została odznaczona Krzyżem Walecznych, a 14 lipca tego roku Srebrnym Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari.

Opowieść o życiu i działalności Anny Mahrburg powstała na bazie materiałów przygotowanych przez panią Annę Rojewską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Nadzór naukowy nad projektem „Bohaterowie” sprawuje dr Katarzyna Minczykowska-Targowska. Opowieść radiową o bohaterce tego odcinka przygotowała Adriana Andrzejewska-Kuras.
Polskie Radio PiK - 29 sierpnia 2020 - Bohaterowie, cz.35

Bohaterowie, cz.34

Tosia Altman Tove. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Tosia Altman Tove. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Tosia Altman Tove vel Tove-Altman – kolporterka podziemnej prasy, współorganizatorka antyfaszystowskiego ruchu oporu, organizatorka grup samoobrony w wileńskim getcie, uczestniczka powstania w getcie warszawskim, łączniczka.

Tosia Altman urodziła się 24 sierpnia 1919 roku we Włocławku jako córka Anki i Gustawa Altmanów. Wychowywała się w zamożnej rodzinie żydowskiej, w której panowała ciepła i tolerancyjna atmosfera. Tosia uczyła się języka polskiego i hebrajskiego. Ukończyła gimnazjum hebrajskie i tam już od 11 roku życia należała do organizacji Ha-Szomer ha-Cair („Młody Strażnik”). Była to żydowska syjonistyczno-socjalistyczna organizacja harcerska. Jednym z jej założycieli był Janusz Korczak.

Tosia Altman z dużym zaangażowaniem włączyła się w działalność ruchu szomrowego. Już w 1934 roku pełniła funkcję wychowawczyni młodszych dziewcząt na obozach letnich. Władze lokalnego oddziału wybrały ją w 1935 roku jako delegatkę na IV Światowy Zjazd ruchu. Po odbyciu przysposobienia (hochszara) została instruktorką i od 1938 roku współpracowała z zarządem głównym Ha-Szomer ha-Cair w Warszawie. Wkrótce została członkiem centralnego kierownictwa organizacji i odpowiedzialną za kształcenie młodzieży.

Po wybuchu drugiej wojny światowej Tosia Altman wyruszyła wraz z kilkoma towarzyszami z Warszawy na wschód. Dotarła do Wilna. Kierownictwo Ha-Szomer ha-Cair było zaniepokojone losami członków organizacji pozostałych na terenach okupowanych przez Niemców i dlatego wysłało Tosię Altman do Generalnego Gubernatorstwa z misją tworzenia tam struktur konspiracyjnych. Pod koniec 1939 roku wróciła do Warszawy wraz z Mordechajem Anielewiczem i paru innymi młodymi liderami ruchu. Tosia odwiedzała wiele miejscowości w Małopolsce i regionie Zagłębia zachęcając młodych ludzi do angażowania się działalność konspiracyjną oraz zaopatrując ich w materiały instrukcyjne. Sporządzała raporty o sytuacji tamtejszych społeczności żydowskich.

Po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej w 1941 roku wyjeżdżała też do gett w Grodnie, Białymstoku i Baranowiczach przekazując prasę podziemną. W getcie wileńskim wraz z Leą Koziebrodzką organizowała grupy samoobrony. Przekonywała do konieczności stawiania oporu. W getcie warszawskim Tosia Altman była członkinią Bloku Antyfaszystowskiego i członkinią Żydowskiej Organizacji Bojowej.

Getto w Warszawie było największym w okupowanej Europie. Jak podaje Bernard Mark w książce: Walka i zagłada warszawskiego getta:
Obszar ten otoczony został murem długości 16 km, wysokości 3 m i grubości jednej cegły („piętnastki”) zabezpieczonym u góry kawałkami szkła i drutem kolczastym, by uniemożliwić przedostanie się z odseparowanej dzielnicy żydowskiej na stronę „aryjską”. Za murami getta okupanci niemieccy zamknęli ok. pół miliona ludzi narodowości lub pochodzenia żydowskiego”.

W lipcu 1942 roku rozpoczęła się tzw. Wielka Akcja Likwidacyjna, w wyniku której Niemcy deportowali do obozu zagłady w Treblince ok. 300 tysięcy więźniów getta. Tysiące ludzi zabili na miejscu. Myśl o zorganizowaniu zbrojnego oporu w getcie zrodziła się w środowisku żydowskiej młodzieży. 28 lipca 1942 roku powstała Żydowska Organizacji Bojowa, której komendantem został Mordechaj Anielewicz a do znanych przywódców należeli także Marek Edelman i Icchak Cukierman. Największym problemem był brak broni.

Tosia Altman weszła w skład grupy do nawiązania kontaktów poza murami getta. Chodziło o współpracę z polskim podziemiem w celu uzyskania broni, szkolenia i wszelkiej pomocy. Żydowska Organizacja Bojowa wystąpiła zbrojnie przeciw okupantowi, kiedy Niemcy rozpoczęli kolejną tzw. akcję wysiedleńczą, w styczniu 1943 roku.

W wydanej odezwie wzywano:
Żydzi! Okupant przystępuje do drugiego aktu waszej zagłady! Nie idźcie bezwolnie na śmierć! Brońcie się!

Żydowska Organizacji Bojowa dzięki otwartemu zbrojnemu oporowi zbudowała swój autorytet wśród mieszkańców getta. Na jej wezwanie ludność przygotowywała się do walki. Gromadzono broń i żywność. Budowano także schrony i kryjówki tzw. bunkry oraz tunele prowadzące poza mur getta. Walki powstańcze trwały od 19 kwietnia 1943 roku, kiedy naprzeciwko oddziałom niemieckim w liczbie 2 tys. żołnierzy stanęło kilkuset bojowników Żydowskiej Organizacji Bojowej. Walkę wspomagały w ograniczonym zakresie organizacje podziemne.

W czasie powstania Tosia Altman była łączniczką i odpowiadała za utrzymanie kontaktów z walczącymi, za przekazywanie raportów telefonicznych. Centralny ośrodek powstania mieścił się w bunkrze na ul. Miłej 18. W ostatniej fazie walk komendant Anielewicz stamtąd dowodził i odbywał odprawy z dowódcami poszczególnych odcinków. Wśród najbliższych towarzyszy ze sztabu znalazła się tam też Tosia Altman. 8 maja 1943 roku hitlerowcy wpadli na trop bunkra z ukrywającym się tam sztabem powstańczym. Powstańcy bronili się dzielnie do chwili, kiedy Niemcy wpuścili gaz i ludzie zaczęli się dusić. Tylko nielicznym udało się w ostatniej chwili odkryć nowe przejście, które nie było obstawione przez Niemców. Po wyjściu z bunkra stracili przytomność. Była wśród nich Tosia Altman i Marek Edelman. Towarzysze znaleźli Tosię z ranami głowy i nóg. Przenieśli ją do bunkra przy ul. Franciszkańskiej 22. 10 maja uratowani powstańcy kanałami wydostali się z getta.

Dramatyczne wydarzenia tak opisuje Bernard Mark:
Około 50 bojowców posuwa się kanałem, z bronią zawieszoną na szyi, wśród brudnej, cuchnącej wody, dźwigając w dodatku na swych zgiętych ciałach po części zagazowanych towarzyszy (Rojzenfelda, Węgrowera, Tosię Altman) uratowanych z Miłej 18. Ten marsz przez piekło trwał 30 godzin […]”.

Powstańcy zostali następnie przewiezieni ciężarówką do lasu w okolice Łomianek skąd zamierzali pójść do partyzantki. Jednak Tosia nie była zdolna do walki i po kilku dniach wróciła do Warszawy. Ukrywała się z innymi powstańcami na strychu fabryki celuloidu na Pradze przy ul. 11 Listopada 10. W dniu 24 maja 1943 roku wybuchł tam pożar. Tosi nie udało się uciec, ciężko poparzona wybiegła na ulicę. Policja oddała ją w ręce Niemców. W szpitalu zakazano udzielania jej pomocy. Tego samego dnia Tosia zmarła w straszliwych cierpieniach.

19 kwietnia 1948 roku Tosia Tove Altman została odznaczona pośmiertnie krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari. W uzasadnieniu czytamy m.in.
Za zasługi w walce konspiracyjnej w czasie okupacji. Członek Żydowskiej Organizacji Bojowej, działaczka konspiracyjna, łącznik polityczny i instruktor między gettami. Udział w powstaniu ghetta […]”.

Nazwisko bohaterskiej Tosi Altman znajduje się wśród 37 nazwisk umieszczonych na tablicy obok pomnika Ewakuacji Bojowników Getta Warszawskiego. Monument przy ul Prostej 51 na warszawskiej Woli upamiętnia uratowanie żydowskich powstańców w maju 1943 roku.

Opowieść o życiu i działalności Tosi Altman powstała na bazie materiałów przygotowanych przez panią Annę Mikulską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Nadzór naukowy nad projektem „Bohaterowie” sprawuje dr Katarzyna Minczykowska-Targowska. Opowieść radiową o bohaterce tego odcinka przygotował Michał Słobodzian.
Polskie Radio PiK - 22 sierpnia 2020 - Bohaterowie, cz.34

Bohaterowie, cz.33

Kazimierz Frankiewicz. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Kazimierz Frankiewicz. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Kazimierz Bronisław Frankiewicz ps. Mucha, Muszka; żołnierz Związku Walki Zbrojnej–Armii Krajowej Okręg Lublin, Obwód Puławy; dowódca plutonu w Oddziale Dyspozycyjnym Kedywu Inspektoratów Rejonowych Lublin i Puławy; dowódca plutonu w Oddziale Partyzanckim Zgrupowania Partyzanckiego Armia Krajowa–Delegatura Sił Zbrojnych–Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”, Inspektorat Lublin.

Urodził się 12 lutego 1922 roku w Bzowie koło Świecia nad Wisłą. Pochodził z wielodzietnej rodziny Aleksandra i Tekli z d. Dolnej. Ojciec Franciszka był funkcjonariuszem Policji Państwowej i od 1925 roku pracował w Komendzie Powiatowej Policji Państwowej w Kościerzynie. Do wybuchu drugiej wojny światowej Kazimierz ukończył trzy klasy Gimnazjum Ogólnokształcącego im. Józefa Wybickiego w Kościerzynie. Ewakuowany z rodzinami pracowników państwowych w sierpniu 1939 roku na Lubelszczyznę, do Kościerzyny powrócił z rodziną w końcu października 1939 roku, a już 22 listopada rodzina Kazimierza została wysiedlona na teren Generalnego Gubernatorstwa i ostatecznie w czerwcu 1940 roku zamieszkała w Opolu Lubelskim.

Tam ojciec Kazimierza otrzymał pracę jako komendant rejonu policji i tłumacz żandarmerii niemieckiej. Miało to ogromne znaczenie dla przyszłej konspiracji. Kazimierz, mimo początkowej nieufności z jaką spotykał się w gronie znajomych jako syn granatowego policjanta, został wprowadzony do konspiracji w marcu 1941 roku.

O wydarzeniu tym napisał w relacji:
Znalazł się odważny kolega »Szponder« Janusz Jarosławski z Opola Lubelskiego i przedstawił mi propozycje wstąpienia do wojska, oczywiście podziemnego. Nawet nie wiedziałem do jakiego, bo zresztą nikt o to nie pytał, bo święta rzecz to było bić wroga. Po przysiędze dopiero byłem zorientowany do jakiego wojska zostałem wcielony”.

1 marca 1941 roku Kazimierz Frankiewicz, przyjmując ps. Mucha, został zaprzysiężony przez Januarego Ruscha ps. Kordian, dowódcę plutonu 15 pp „Wilków” Obwód ZWZ Puławy i do 31 lipca 1943 roku pełnił w plutonie służbę. Początkowo jako strzelec, potem dowódca sekcji i zastępca dowódcy drużyny.

W relacji wspomina:
„Zaczęło się dla mnie życie o charakterze służby garnizonowej. Zbiórki, szkolenie, ćwiczenia polowe, zbieranie informacji wywiadowczych. W ramach szkolenia przerabialiśmy materiał z podręcznika dla dowódców plutonów. Okres ten trwał do końca 1941 roku. Szkolenia odbywały się u mnie w domu”.

Pod dowództwem Januarego Ruscha gromadzono broń ukrytą po kampanii wrześniowej 1939 roku, prowadzono obserwację ruchu niemieckich wojsk, a uprawiając tzw. propagandę szeptaną, kolportowano wśród zaufanych wiadomości z nasłuchu radiowego i z prasy konspiracyjnej; rozpracowywano konfidentów i donosicieli. W połowie 1942 roku Kazimierzowi powierzono także funkcję łącznika do Jana Sońty ps. Ośka, dowódcy oddziału Batalionów Chłopskich na Kielecczyźnie. Chodziło o uzgodnienia dotyczące współpracy w zakresie szkoleń i wypożyczenia broni.

Zagrożony aresztowaniem, latem 1943 roku Kazimierz Frankiewicz przeszedł do Oddziału Lotnego AK pod dowództwem Aleksandra Sochalskiego ps. Duch, utworzonego w Janiszowie, gm. Kamień z drużyn dywersyjnych powiatów Lublin i Puławy. Pełnił tam funkcję amunicyjnego i karabinowego.

W październiku 1943 roku Kazimierz objął funkcję zastępcy Januarego Ruscha „Kordiana”, który poległ w walce z kompanią Wehrmachtu 19 lipca 1944 roku pod Kożuchówką koło Chodla pow. Lublin.

W relacji Kazimierz napisał, że była to:
najpoważniejsza akcja Oddziału Kedywu pod dowództwem »Zapory« […] ze znacznymi siłami nieprzyjaciela – w odwrocie z frontu wschodniego – stacjonującego czasowo w Chodlu. Akcja w pełni udana – niemiecki oddział rozbito, zdobyto znaczne ilości różnego rodzaju broni. Zwycięstwo okupiono śmiercią – 4 zabitych i to ppor. »Kordian« i kilku rannych”.

Po śmierci „Kordiana” Kazimierz Frankiewicz dowodził plutonem w stopniu podporucznika. Jako żołnierz dywersji do sierpnia 1944 roku brał czynny udział w wielu akcjach zbrojnych m.in.: w likwidacji ośrodków administracyjnych i gospodarczych okupanta – punktów skupu mleka, mleczarń na terenie gmin Opole Lubelskie, Szczekarków, Kamień, Józefów; w ataku na obóz Własowców w Chodlu we wrześniu 1943 roku, w ataku na pociąg pod Sadurkami w listopadzie 1943 roku, w wysadzeniu pociągu w grudniu 1943 roku i w lutym 1944 roku.

Po wkroczeniu Armii Czerwonej na Lubelszczyznę i zatrzymaniu się na linii Wisły, na żołnierzy Armii Krajowej spadły liczne represje. W końcu lipca 1944 roku, na rozkaz Komendy Głównej AK, oddział Kazimierza został rozformowany.

Tak relacjonował on tamten czas:
Zabezpieczyliśmy broń przed jej utratą – już widzieliśmy perspektywę jej rychłej potrzeby, zakwaterowaliśmy się w niewielkim rozrzucie gotowi na alarm i podjęcie walki z nowym i kolejnym okupantem, który rozpoczął szybko akcję unicestwiania żołnierzy Armii Krajowej”.

Kazimierz Frankiewicz ukrywał się m.in. u Władysława Wojciechowskiego ps. Koza, dowódcy plutonu łączności Placówki AK Kraczewice i jego żony Janiny, do czasu aresztowania „Kozy” przez NKWD, i u Marii Szadkowskiej ps. Ciotka w Matczynie.

W relacji napisał:
Schyłek roku 1944 (IV kwartał) i początek 1945 r. nie był dla nas żołnierzy AK ani przychylny, ani spokojny. Ciągłe zagrożenie aresztowaniem, tysiące deportowanych do »raju bolszewickiego«, to obraz tamtych dni, lata, jesieni 1944 r. Ludzie zagrożeni, niemający innego wyjścia, zaczęli się koncentrować w małych oddziałach partyzanckich. I tak pod koniec października pod wodzą »Zapory« Hieronima Kazimierza Dedukowskiego ruszył oddział straceńców […]. Stan zagrożenia dla żołnierzy AK na przełomie 1944/1945 […] wzmagał się”.

Do oddziału Kazimierz dołączył w połowie listopada 1944 roku i do sierpnia 1945 pełnił funkcję dowódcy plutonu (1. kompania dowódca Stefan Szarski ps. Jagoda) w Oddziale i Zgrupowaniu Partyzanckim Hieronima Dekutowskiego. Uczestniczył w akcjach czynnej samoobrony przed deportacją kolegów, żołnierzy AK do Związku Sowieckiego, a od lutego 1945 r. w akcjach likwidacji licznych posterunków Urzędu Bezpieczeństwa (UB), Milicji Obywatelskiej oraz walczył w potyczkach z jednostkami NKWD i UB pod dowództwem Hieronima Dekutowskiego na Lubelszczyźnie. Jedną z takich walk Oddział stoczył z Korpusem Bezpieczeństwa Wewnętrznego 7 lutego 1945 r., gdy został zaatakowany na kwaterach we wsi Wały koło Majdanu Skrzynieckiego. W trakcie walk został ranny Hieronim Dekutowski.

O końcowej fazie walki Kazimierz napisał:
Wzmożonym ogniem i natarciem chwilowym odrzuciliśmy nieprzyjaciela na odległość, a sprzymierzeńcem naszym była noc i warunki atmosferyczne [...]. Transportowaliśmy mjra przez wertepy (na »barana«) chyba ze 3 km do młyna […] w Majdanie Bożech. Tu trochę odsapnęliśmy, załadowaliśmy majora »Zaporę« na sanie jednokonne i ruszyliśmy w ciemną noc niepewni swego losu i życia”.

Zgodnie z rozkazem Komendy Inspektoratu Delegatury Sił Zbrojnych Lublin, w sierpniu 1945 r. Hieronim Dekutowski podjął decyzję o ujawnieniu się części żołnierzy, którzy w istniejących warunkach mieli szansę na przetrwanie. Przed Wojewódzkim Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie ujawniło się wówczas około dwudziestu żołnierzy „Zapory” wraz ze Stanisławem Wnukiem ps. Opal, zastępcą „Zapory” (dekret o amnestii z 2 VIII 1945 r.).

W relacji Kazimierza czytamy:
Skorzystałem z tej możliwości. Nie pamiętam dzisiaj dokładnej daty i miejsca ujawnienia się. Ujawniłem się na nazwisko Zygmunt Chojnacki – posiadałem taki dowód osobisty (imię mojego młodszego brata, nazwisko panieńskie bratowej)”.

Po ujawnieniu Kazimierz Frankiewicz zamieszkał w Tarnobrzegu u kolegi, którego rodzice prowadzili restaurację. W drugiej połowie września 1945 roku został aresztowany w Tarnobrzegu przez funkcjonariuszy UB. Powodem aresztowania było jakoby podobieństwo Kazimierza do partyzanta z rozbitego przez UB parę dni wcześniej oddziału. Wolność odzyskał po tygodniu po interwencji Stanisława Wnuka ps. Opal i okazaniu dokumentu o ujawnieniu. Postanowił opuścić Tarnobrzeg, ponieważ czuł się tam zagrożony ponownym aresztowaniem.

Pod koniec września 1945 roku wrócił do Kościerzyny, gdzie zastał rodzinę, która powróciła z wojennej tułaczki. W październiku 1945 roku wyjechał na Dolny Śląsk, na zapowiedzianą wcześniej koncentrację oddziału Hieronima Dekutowskiego, ale wkrótce powrócił do Kościerzyny. Otrzymał bowiem telegram o chorobie matki. Nie wrócił już do oddziału. Wyjechał z Kościerzyny, ponieważ obawiał się dekonspiracji i aresztowania. Zamieszkał w Warlubiu, ukończył technikum leśne i technikum ekonomiczne, założył rodzinę.

Ppor. Kazimierz Frankiewicz został odznaczony Krzyżem Walecznych (czterokrotnie), Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami, Medalem Wojska (po raz 1, 2, 3 i 4), Krzyżem Partyzanckim, Krzyżem Armii Krajowej i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Zmarł w Nakle 28 marca 1997 r., gdzie znany był jako długoletni przewodniczący Koła Filatelistów.

Radiowy biogram przygotowała Żaneta Walentyn na podstawie materiałów zebranych przez Elżbietę Skerską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Autorka radiowej opowieści o Kazimierzu Frankiewiczu dziękuje dr Katarzynie Minczykowskiej-Targowskiej sprawującej opiekę merytoryczną nad projektem „Bohaterowie”.
Polskie Radio PiK - 15 sierpnia 2020 - Bohaterowie, cz.33

Bohaterowie, cz.32

Norbert Gołuński. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Norbert Gołuński. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Norbert Gołuński, ps. „Bombram”, „Witold”. Cichociemny, żołnierz wywiadu Armii Krajowej. Urodził się 22 września 1919 roku patriotycznej rodzinie w Gdańsku-Wrzeszczu. Jego ojciec Sylwester, obywatel Wolnego Miasta Gdańska, pracował jako sekretarz sądu. Przez około dwa tygodnie był strażnikiem więzionego w Gdańsku brygadiera Józefa Piłsudskiego. Matka Łucja z domu Ceynowa zmarła przy narodzinach Norberta.

Norbert Gołuński, podobnie jak jego starsza siostra Helena, ukończył polską szkołę powszechną w Gdańsku-Wrzeszczu. W roku 1930 rozpoczął naukę w Polskim Gimnazjum Macierzy Szkolnej im. Józefa Piłsudskiego, w którym należał do Morskiej Drużyny Harcerskiej. Gimnazjum ukończył w 1937 roku W tym samym roku wstąpił do Państwowej Szkoły Morskiej w Gdyni. Jednak w 1938 roku musiał zamustrować się na statek „Robur VIII” transportujący węgiel do różnych portów Morza Północnego.

Wybuch wojny w 1939 roku zastał go na Morzu Północnym. Tam dowiedział się o zamordowaniu w Stutthofie stryja Michała. Załoga „Robura” otrzymała rozkaz dopłynięcia do Szkocji.

W 1941 roku Norbert Gołuński został wezwany przez polskie władze wojskowe do Londynu w celu ukończenia studiów w Państwowej Szkole Morskiej w Southampton. W czerwcu 1942 roku Norbert otrzymał dyplom, a w lipcu tego roku już był w Glasgow, w szkole wywiadu ofensywnego, o kryptonimie „Wojskowa Szkoła Administracyjna”, gdzie poznawał i ćwiczył techniki wywiadowcze. Na podstawie meldunków przysyłanych z kraju, musiał opracowywać raporty o stoczni w Gdańsku, o ruchu w porcie, o ruchu statków i okrętów wojennych, szczególnie okrętów podwodnych.

Norbert Gołuński odbył też w Szkocji kurs spadochronowy. Był jedynym żołnierzem polskim, który na tym kursie nosił granatowy mundur marynarza. Po szkoleniu, które trwało do marca 1943 roku, wrócił do Sztabu Wojskowego w Londynie. Następnie przez 3 miesiące odbywał kurs przygotowawczy dla cichociemnych w Audley End.

Do Polski odleciał 17 września 1943 roku samolotem „Halifax”. W nocy 18 września 1943 roku skoczył na polanę około 15 km na południowy wschód od Mińska Mazowieckiego. Nad ranem wyjechał ze stacji Mienia przez Mińsk Mazowiecki do Warszawy. Zgłosił się w punkcie kontaktowym przy ul. Brzozowej 3 na Starym Mieście. Zamieszkał przy Alejach Jerozolimskich i przez dziesięć dni kompletował swoje dokumenty na nazwisko Witold Krajewski (prawdziwe nazwisko jego przyjaciela, który zginął wraz z zatopionym na Atlantyku statkiem). Kolejno był zaopatrywany w nowe ausweisy i adresy.

Po okresie adaptacji do życia w okupowanej Warszawie Norbert Gołuński został skierowany do pracy w wywiadzie, gdzie zaczął działać jako inspektor sieci wywiadowczych w II Oddz. Komendy Głównej AK „Lombard”. Przyjął pseudonimy „Bombram” i „Witold”. Sieci wywiadowcze, które opracowywał obejmowały Wybrzeże od Elbląga po Szczecin i na południe do Bydgoszczy i Torunia. Jako specjalista w sprawach morskich, był jednocześnie delegowany do Wydziału Marynarki Wojennej „Alfa” Komendy Głównej AK.

Działający już w kraju koledzy poznani w Glasgow, skontaktowali Norberta Gołuńskiego z człowiekiem, który miał mu werbować agentów. Wśród siedmiu agentów, tylko jednego znał z prawdziwego nazwiska. Pozostałych znał tylko z pseudonimów.

Praca Norberta polegała na określaniu zadań wywiadowcom, zaopatrywaniu ich we właściwe dokumenty potrzebne w podróży i pieniądze, a po powrocie odbierał od nich sprawozdania, które stenografował i sprawdzał. Z Komendą Główną AK kontaktował się przez łączniczkę. Ważne informacje przesyłał do Biura Studiów Oddz. II KG AK drogą radiową, inne wysyłał w postaci raportów za pośrednictwem kurierów.

Tę pracę Norbert Gołuński wykonywał aż do wybuchu powstania warszawskiego. Działał w Korpusie Bezpieczeństwa, do jego zadań należał kontrwywiad i przesłuchiwanie jeńców.
Po kapitulacji powstania Norbert poszedł do niewoli niemieckiej. Jako oficer AK przebywał w Oflagu w Grossborn – oflag II D Borne. Stamtąd w styczniu 1945 roku przeszedł piechotą wraz z innymi jeńcami do Lubeki, gdzie został wyzwolony przez Anglików, którzy wysłali go razem z innymi skoczkami do Wielkiej Brytanii, na ORP „Bałtyk”, na odpoczynek połączony z obozem szkoleniowym w Edynburgu. Przebywał tam do czerwca 1946 roku. Posiadał wówczas stopień podporucznika marynarki.

Otrzymał całoroczny urlop, w czasie którego został skierowany do Cenzury Amerykańskiej – Censorship Division APO 757 na terenie Niemiec w Offenbach k/Frankfurtu nad Menem.

W lipcu 1947 roku wrócił do Polski. We wrześniu rozpoczął pracę w Polskich Liniach Oceanicznych na stanowisku pierwszego oficera na statkach handlowych. Pływał do 1950 roku. Zgłosił swoją kandydaturę na szkolenie kapitańskie, jednak przesłuchujący go przedstawiciel władzy ludowej nie dopuścił go do egzaminu. W 1950 roku został wydalony z PLO i z całego Wybrzeża, gdzie jako oficer Armii Krajowej i absolwent szkół w Anglii nie mógł otrzymać żadnej pracy.

Przez władze komunistyczne był nazywany szpiegiem angielskim, który wkradł się w kadry marynarskie. Ostrzeżony przed mającym nastąpić aresztowaniem, wyjechał z rodziną do Milanówka, gdzie do końca 1955 roku pracował m.in. w żegludze śródlądowej.

W maju 1956 roku „na fali odwilży” wrócił na Wybrzeże Gdańskie. Przeszedł szczegółowe badanie Milicji Obywatelskiej i mógł zamustrować się na m/s „Puck” jako pierwszy oficer. W latach 1963–1980 pływał jako kapitan żeglugi wielkiej. Zyskał sobie przydomek „Ostry” ze względu na wymaganie dyscypliny i służbowego posłuszeństwa na pokładzie. Mieszkał w Sopocie, należał do Sopockiego Koła Światowego Związku Żołnierzy AK.

Norbert Gołuński zmarł 23 kwietnia 2000 roku. Za swoją służbę został odznaczony m.in.: Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari, Krzyżem Walecznych, Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami, Warszawskim Krzyżem Powstańczym, Medalem za udział w Wojnie Obronnej 1939 oraz Krzyżem Czynu Bojowego Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.

Opowieść o życiu i działalności Norberta Gołuńskiego powstała na bazie materiałów przygotowanych przez panią Barbarę Rojek - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Nadzór naukowy nad projektem „Bohaterowie” sprawuje dr Katarzyna Minczykowska-Targowska. Opowieść radiową o bohaterce tego odcinka przygotowała Adriana Andrzejewska-Kuras.
Polskie Radio PiK - 8 sierpnia 2020 - Bohaterowie, cz.32

Bohaterowie, cz.31

Edward Meller. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Edward Meller. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Mjr Edward Meller, ps. „Mewa”, „Boruta II”, oficer wywiadu w Okręgu Kraków Armii Krajowej. Urodził się w Gniewie 3 stycznia 1921 roku. Ukończył Liceum Humanistyczne w Gdyni i tam zdał maturę. Był członkiem Związku Harcerstwa Polskiego; uzyskał stopień Harcerza Rzeczypospolitej.

w roku 1939 w chwili wybuchu wojny miał osiemnaście lat. Zgłosił się jako ochotnik i powierzono mu funkcję gońca w Komendzie Miasta w Gdyni. Pełnił ją od 1 do 14 września 1939 roku. W grudniu tego roku wraz z rodzicami został wysiedlony z Gdyni, podobnie jak wielu mieszkańców Pomorza. Miejscem jego zamieszkania stał się Kraków. Przebywał tam do końca wojny.

Tuż po przybyciu do Krakowa został zaprzysiężony jako żołnierz Związku Walki Zbrojnej, późniejszej Armii Krajowej. Przyjął pseudonim „Mewa”. Przysięgę odebrał od niego Jan Kopeć, ps. Jarema, który był szefem grupy wywiadowczej w Komendzie Obwodu Kraków Miasto. Wywiad, obok sabotażu, był jedną z głównych dziedzin działalności Związku Walki Zbrojnej.

W instrukcji, wydanej przez Komendę Główną ZWZ, pisano:
[…] wywiad musi wiedzieć wszystko, co się dzieje u wroga, ponieważ obecnie na całokształt prac dotyczących prowadzenia wojny mają wpływ nie tylko wiadomości dotyczące spraw samego wojska, ale również zaopatrzenie tego wojska i ludności cywilnej oraz wszelkie sprawy policyjne […] praca w wywiadzie jest trudna i niebezpieczna. Jest to nieustanna walka, nawet gdy pozornie panuje spokój, a front przebiega setki kilometrów od naszych ziem. W tej walce tajemnych mocy zwycięża ten, kto jest lepiej przygotowany i wyszkolony teoretycznie i praktycznie. Każdy bowiem błąd popełniony może mieć wielkie następstwa dla osobistego bezpieczeństwa, jak i dla ludzi z nim związanych lub całej nieraz organizacji […]”.

W wywiadzie ZWZ–AK Kraków Edward Meller zajmował ważne miejsce ze względu na siedzibę rządu Generalnego Gubernatorstwa, władz dystryktu krakowskiego, centralnych instytucji oraz węzeł kolejowy, lotnisko Rakowice, przemysł i więzienia.

Edward Meller, który w Krakowie rozpoczął swoją działalność konspiracyjną, we wspomnieniach pisał:
Był to dopiero okres początków Polskiego Podziemia, które nie zdawało sobie sprawy z tego, że będzie trzeba przetrwać ponad pięć lat w samej tylko niewoli hitlerowskiej. Organizacja, do której przystąpiliśmy, od samego początku swojej działalności przyjęła założenie, iż musi nadejść czas walki powstańczej; w tym zaś celu niezbędnym będzie skrupulatne rozpracowanie sytuacji nieprzyjaciela, rozmieszczenia jego sił, jak i metod przyszłej walki, do czego elementem istotnym było między innymi przygotowanie planów wszystkich obiektów wojskowych wroga”.

W ciągu 1940 roku udało się przygotować wykaz ważniejszych ośrodków wojskowych nieprzyjaciela, usytuowanych na peryferiach miasta w byłych koszarach Wojska Polskiego, jak i tych rozmieszczonych w budynkach cywilnych w śródmieściu Krakowa.

Edward Meller wspominał:
Biorąc wielokrotnie udział w przygotowywaniu fragmentów okresowych raportów dla Sztabu Okręgu Kraków miałem okazję przeprowadzać porównania zebranego materiału wywiadowczego, nieraz różniącego się znacznie stopniem dokładności przy opisie jednego i tego samego obiektu, jak i treścią redagowanych wniosków danego obserwatora, dotyczących liczby kwaterujących żołnierzy czy też ich uzbrojenia. W miarę możliwości korygowałem otrzymywane dane w oparciu o wyniki obserwacji własnych bądź też obserwacji uzupełniających, zlecanych obserwatorom dodatkowym”.

Jeszcze w 1940 roku, znający dobrze język niemiecki Edward Meller został zatrudniony jako pomoc biurowa i kreślarz w niemieckim Biurze Architektów na Wawelu. Biuro to nadzorowało przebudowę części Zamku, który był siedzibą generalnego gubernatora Hansa Franka. Edward Meller obserwował, co działo się na Zamku, co było przydatne w pracy wywiadowczej. Przebywanie tam pozwoliło mu na ustalenie obsady wojskowej, jej liczebności i uzbrojenia, systemu wart, wsparcia z zewnątrz z koszar SS i Policji. Pracował na Wawelu do maja 1944 r.

W grupie „Jaremy” pozostał do wiosny 1941 roku, kiedy aresztowano bardzo wielu żołnierzy ZWZ; była to tak zwana „wielka wsypa krakowska”. Wielka, ponieważ gestapo aresztowało około 700 osób – polskich żołnierzy, działających w konspiracji, członków ich rodzin oraz osoby z ich środowiska, które były podejrzane o współpracę z nimi. Wiele ogniw organizacji konspiracyjnej zostało rozbitych.

Dopiero jesienią 1941 roku Edward Meller nawiązał zerwane kontakty i otrzymał przydział do jednostki kierowanej przez por. Jerzego Aleksandrowicza, ps. „Czyżyk”, który skierował go do Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty. Ukończył półroczny kurs ze stopniem kaprala podchorążego. W trakcie kursu przez cały czas prowadził działalność wywiadowczą. Po ukończeniu kursu szkolił żołnierzy Szkoły Podoficerskiej w zakresie wywiadu wojskowego.

Jesienią 1942 roku powierzono Edwardowi funkcję oficera wywiadu. Miał przede wszystkim nadal zbierać informacje o tym, co działo się na Wawelu, a także na terenie koszar wojskowych, znajdujących się w budynkach dawnego Klasztoru Bernardynów i dawnego Seminarium Duchownego. Edward Meller analizował treść otrzymywanych meldunków i pisał raporty do Komendy Obwodu AK Kraków Miasto. Potem prowadził działalność wywiadowczą, dotyczącą większego obszaru śródmieścia Krakowa. Podczas odpraw, w których brał udział razem z oficerami pracującymi na terenie pozostałych odcinków, omawiano metody uzyskiwania informacji i ujednolicania raportów, aby były jak najbardziej przydatne.

Edward Meller wspominał:
Z odpraw tych, w których wizytujący wiele uwagi poświęcali kwestii bezpieczeństwa kontaktów w pionie służb wywiadu, jak i w ogóle w konspiracji, utkwiły mi w pamięci słowa „Rudawy” [pułkownika Tadeusza Podgórskiego – E.G.], który swoje wypowiedzi zwykł kończyć uwagą, iż »nie ma takiego szyfru, którego nie można by złamać, ale też i nie ma takiej konspiracji, która by w końcu nie została rozszyfrowana przez wroga«, podkreślając, iż to od nas samych zależy, czy zdołamy przeżyć trudny okres okupacji”.

W latach 1944–1945 Edward Meller działał również w kontrwywiadzie Armii Krajowej. Oddział, w którym pełnił służbę wchodził w skład 6. Dywizji Piechoty Armii Krajowej.

W latach 1942­-1944 Edward Meller pełnił funkcję łącznika pomiędzy grupą wywiadu działającą na terenie Gdyni a Komendą Główną AK oraz między Batalionem „Odra” a Komendą Główną AK. W tej działalności występował pod pseudonimem Boruta II. Batalion „Odra” działał również na tych obszarach Pomorza, które przed wojną nie należały do Polski.

18 stycznia 1945 roku wojska niemieckie wycofały się i do Krakowa wkroczyła Armia Czerwona. Edward Meller jako członek Straży Wawelskiej i jeden z pierwszych żołnierzy AK wizytował Zamek na Wawelu po opuszczeniu go przez Niemców.

Po rozwiązaniu AK do lipca 1945 r. Edward Meller pełnił funkcję oficera kontrwywiadu. 19 lipca 1945 roku został aresztowany przez UB. W ubeckim więzieniu w Krakowie Edward przebywał do października 1945 roku. Był wielokrotnie przesłuchiwany. Nie ujawnił żadnych informacji dotyczących swojej wojennej działalności i współpracowników. Funkcjonariusze UB przeprowadzili rewizję w jego mieszkaniu, ale nie znaleźli żadnych obciążających go materiałów. Nie trafili na skrytkę pod podłogą, w której były ukryte konspiracyjne dokumenty. Skrytkę, następnego dnia po rewizji, opróżnili koledzy Edwarda Mellera.

Po opuszczeniu więzienia Edward Meller był zagrożony ponownym aresztowaniem i wtedy używając fałszywych dokumentów przeniósł się do Wrocławia. Mieszkał tam do 1947 roku jako Edward Korzeniowski. W tym roku władze komunistyczne ogłosiły amnestię i Edward Meller mógł powrócić do własnego nazwiska.

Ukończył m.in. studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Od 1949 r. mieszkał w Gdyni, gdzie pracował m.in. w Polskich Liniach Oceanicznych. Zmarł 12 maja 2012 roku.

Za swoją działalność niepodległościową Edward Meller został odznaczony: Krzyżem Walecznych, Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami, Krzyżem Armii Krajowej i 4-krotnie Medalem Wojska oraz Złotym Krzyżem Zasługi.

Opowieść o życiu i działalności Edwarda Mellera powstała na bazie materiałów przygotowanych przez panią dr Ewę Gawrońską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Nadzór naukowy nad projektem „Bohaterowie” sprawuje dr Katarzyna Minczykowska-Targowska. Opowieść radiową o bohaterce tego odcinka przygotowała Adriana Andrzejewska-Kuras.
Polskie Radio PiK - 1 sierpnia 2020 - Bohaterowie, cz.31

Bohaterowie, cz.30

Halina Rutkowska. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Halina Rutkowska. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
By rozkaz działania zastał nas w pełnej gotowości” – słowa pierwszej w historii kobiety generał Marii Wittek mogą być mottem życia naszej dzisiejszej bohaterki. Halina Rutkowska urodziła się w cztery miesiące po rozpoczęciu I Wojny Światowej – w listopadzie 1914 roku, w Serocku w powiecie świeckim. Gdy Pomorze powracało do macierzy w 1920 roku Halina rozpoczęła naukę w szkole w Świeciu. Edukację kontynuowała między innymi w Państwowej Szkole Wydziałowej w Bydgoszczy. To właśnie wtedy wstąpiła do utworzonej przez generał Marię Wittek organizacji Przysposobienie Wojskowe Kobiet. Organizacja miała przygotowywać kobiety do służby na wypadek kolejnej wojny. W 1936 roku Halina Rutkowska wyszła za mąż, razem z mężem zamieszkała w Bydgoszczy. Ich szczęście nie trwało długo. Tuż po wybuchu wojny mąż Haliny został zmobilizowany i trafił na front. Ona sama trafiła do wojskowej służby pomocniczej i wyjechała na wschód zatrzymując się w Kowlu, skąd do Bydgoszczy wróciła w połowie listopada 1939 roku. Niemiecki terror osiągał apogeum. Niemcy masowo mordowali Polaków, którzy mogli im w jakikolwiek sposób zagrozić.

Halina nie pozostawała obojętna. Tak ten czas wspominała po latach: „Zaczęły się masowe aresztowania i wywózki na roboty do Niemiec. Ludzie ukrywali się, by uniknąć jakichkolwiek bezpośrednich zetknięć z Niemcami i ich policją. W tej sytuacji postanowiłam uświadamiać zaufanych Polaków o szkodliwości zajmowania biernej postawy wobec wroga i umacniać w nich ducha patriotyzmu”.

Dzięki współpracy ze szkolną koleżanką, która była znajomą kierownika niemieckiego urzędu pracy Halina zdobywała blankiety zaświadczeń lekarskich, które wystawiała różnym osobom, by uchronić je przed przymusową pracą i wywozem na roboty w głąb Rzeszy. Organizowała także pomoc dla jeńców obozu w którym znalazł się również jej mąż. Po tym jak Dezyderiusz Rutkowski został zwolniony z obozu ze względu na zły stan zdrowia małżonkowie wyjechali do Warszawy.

Halina ze zdziwieniem wspominała to co działo się w Warszawie: „Swobodne posługiwanie się mową polską robi na nas ogromne wrażenie, a świat – po strasznym ucisku i terrorze bydgoskim – od razu wydawał nam się o wiele lepszy” – pisała po latach.

W kwietniu 1941 roku Halina Rutkowska wstąpiła do Wojskowej Służby Kobiet Obwodu ZWZ Żoliborz. Do konspiracji wprowadziła ją szwagierka Krystyna pseudonim Magda Biała, zmarła tragicznie w czasie Powstania Warszawskiego. Halina zaczęła od kolportowania podziemnej prasy, z czasem zajęła się rozprowadzaniem podziemnej korespondencji.

Po latach wspominała: „Nie mogę o sobie powiedzieć, że się nie bałam. Bałam się, bo zewsząd groziło nam niebezpieczeństwo wpadki i utraty życia […]. Pewnego razu […] w pośpiechu zapomniałam wyjąć z torby ręcznej (o podwójnym dnie) dwie małe kopertki z zadaniami na dzień następny. Jadąc tramwajem Alejami Jerozolimskimi […] dostrzegłam jak z ciężarowego samochodu wysiadają żandarmi i zatrzymują tramwaj […]. W ułamku sekundy decyduję się co mam dalej robić. Wyciągam ze skrytki koperty, chowam je pod ławę i szybko, lecz spokojnie wychodzę. Jestem w posiadaniu fałszywej legitymacji, że pracuję w Opiece Społecznej. Pokazuję ją żandarmom i zostaję wylegitymowana. Ale mój tramwaj już ruszył. Dopadłam ławki i z ulgą w sercu wyciągam kopertki. Wyskakuję z tramwaju, nikogo oczywiście nie dziwi to co robię, bo ludzie do takich zachowań są tu przyzwyczajeni”.

W dniu wybuchu Powstania Warszawskiego Halina Rutkowska zgłosiła się w wyznaczonym punkcie przy ul. Koszykowej i Marszałkowskiej. Przez całe powstanie była łączniczką. Uczestniczyła w ewakuacji kanałami Sztabu Armii Krajowej ze Starówki do Śródmieścia.

Po latach wspominała tragiczny incydent: „W czasie jednej z odpraw […] nagle zatrzęsło się podziemie i nastąpił wybuch spowodowany bombą […] Żelbetonowe ściany przywaliły wszystkich, a od wybuchu wyrwany został kawał ściany od pokoju, w którym pracował Bór-Komorowski. W czasie wybuchu w pokoju tym przebywała tylko łączniczka „Basia”, która poniosła śmierć. Bór był chwilowo nieobecny. Wielu z nas, w tym również mnie, przysypało ziemią i gruzami, lecz wyszłam żywa, choć ze wstrząsem i ogólnym potłuczeniem”.

Z czasem sytuacja w Warszawie pogarszała się. Kiedy brakowało żywności Halina, znana pod pseudonimem Urszula, zorganizowała ochotnicze ekipy z ludności cywilnej, które pod silnym ostrzałem niemieckim wynosiły zboże z browaru Haberbuscha na Woli. Decyzja o kapitulacji powstania była dla Haliny przygnębiająca. Nie poszła do niewoli. W przebraniu starej kobiety opiekującej się dzieckiem została wywieziona pociągiem do Proszowic nieopodal Krakowa. Trafiła do majątku gdzie stacjonował jeden z oddziałów partyzanckich.

Do Bydgoszczy Halina Rutkowska wróciła w 1945 roku. Po wojnie prowadziła własną wytwórnię chemiczną, hodowała także pieczarki. Aktywnie działała wśród bydgoskich kombatantów. Była jedną z inicjatorek powstania Klubu Powstańców Warszawskich w Bydgoszczy. Halina Rutkowska została odznaczona między innymi Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari. Zmarła w lipcu 1990 roku.

Radiowa opowieść o Halinie Rutkowskiej powstała dzięki Annie Mikulskiej dokumentalistce i autorce kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Nadzór naukowy nad projektem „Bohaterowie” sprawuje dr Katarzyna Minczykowska-Targowska. Opowieść radiową o bohaterce tego odcinka przygotował Michał Słobodzian.
Polskie Radio PiK - 25 lipca 2020 - Bohaterowie, cz.30

Bohaterowie, cz.29

Wiesław Jaroszewski. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Wiesław Jaroszewski. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Zdzisław Jaroszewski. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Zdzisław Jaroszewski. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Wiesław Ignacy Augustyn Jaroszewski ps. „Ignacy” działający w latach 1907-1043 pod przybranym nazwiskiem „Władysław Janicki” - emisariusz „Ojczyzny”, kryptonim „Omega” (Organizacja Ziem Zachodnich „Ojczyzna”) i sekcji pomorskiej Departamentu Informacji i Prasy Delegatury Rządu RP na Kraj.

Wiesław Jaroszewski urodził się 27 sierpnia 1907 r. w Lubawie. Pochodził z rodziny zasłużonej dla Pomorza i spokrewnionej z wielu działaczami społecznymi, również zaangażowanymi w konspiracji w latach 1939–1945. We wrześniu 1939 roku, mimo że nie został zmobilizowany i nie brał bezpośredniego udziału w walkach, to angażował się jeżdżąc własnym motocyklem za przesuwającym się frontem pomorskim, pełniąc funkcję łącznika i wywiadowcy. Po zakończeniu działań wojennych ukrywał się u krewnych w Drzycimiu koło Świecia, a następnie wyjechał do Biłgoraja, gdzie od grudnia 1939 r. przebywał jego brat Zdzisław. Jeszcze przed wyjazdem Wiesław Jaroszewski nawiązał kontakt z utworzoną przez działaczy narodowych w końcu września 1939 r. w Poznaniu konspiracyjną organizacją niepodległościową o charakterze społeczno-politycznym pod nazwą „Ojczyzna”, kryptonim „Omega”.

Wiesław przybył do Biłgoraja na początku lata 1940 r. i dzięki doskonałej znajomości języka niemieckiego został skierowany do pracy w niemieckim starostwie jako tłumacz.

Bracia organizowali pomoc dla wysiedlonych, wprowadzali do organizacji osoby godne zaufania, których zadaniem było m.in. kolportowanie wiadomości z nasłuchu radiowego, zbieranie informacji wywiadowczych, które przekazywano do punktów kontaktowych w Warszawie na umówione hasła. Wiesław po uzyskaniu dostępu do napływającej do starostwa poczty, przechwytywał donosy o różnej treści, dekonspirując donosicieli i agentów gestapo. Po aresztowaniu Zdzisława w listopadzie 1942 roku (de facto wolność odzyskał dzięki interwencji Niemca – zastępcy starosty, którego żonę wyleczył), Wiesław Jaroszewski także był zagrożony aresztowaniem, zbiegł wówczas do Warszawy. Był początek 1943 roku. W Warszawie zamieszkał przy ul. Leszno z Romanem Litwinem ps. Sowa, kurierem Delegatury Rządu, spadochroniarzem zrzuconym do Kraju wraz z cichociemnymi w nocy z 16 na 17 marca 1943 roku na placówkę odbiorczą koło Łowicza.

W Warszawie Wiesław Jaroszewski włączył się do pracy w Sekcji Zachodniej Departamentu Informacji i Prasy Delegatury Rządu RP na Kraj. Zadaniem Sekcji Zachodniej, kryptonim „Chrobry”, było gromadzenie informacji na temat warunków życia Polaków na ziemiach włączonych do Rzeszy (Śląsk, Wielkopolska, Pomorze, łódzkie) celem zwrócenia większej uwagi władzom Polskiego Państwa Podziemnego na sytuację ludności polskiej zamieszkującej te obszary, ponieważ wiedza na ten temat nie zawsze była wystarczająca, co często powodowało powstawanie i utrwalanie błędnych ocen postaw tamtejszych mieszkańców wobec okupanta. Chodziło także o podjęcie starań zapobiegających szerzącej się na tych ziemiach nastrojom paniki i rozpaczy. Na podstawie materiałów zebranych przez emisariuszy Sekcji Zachodniej opracowywano m.in. meldunki dla Rządu RP na Uchodźstwie; wykorzystywano je także w pracy bieżącej rożnych departamentów Delegatury Rządu na Kraj i Okręgowych Delegatur Rządu oraz w prasie konspiracyjnej.

Wiesław Jaroszewski – emisariusz sekcji pomorskiej w Sekcji Zachodniej wyjechał na Pomorze Gdańskie, legitymując się dokumentami niemieckiego urzędnika Władysława Janickiego. Podczas podróży trwającej od 9 do 17 kwietnia 1943 roku odwiedził Toruń, Bydgoszcz, Brodnicę, Grudziądz, Gdańsk, Gdynię, Wejherowo oraz wieś w powiecie morskim.

13 września 1943 roku Wiesław Jaroszewski został aresztowany przez gestapo. Po powrocie z podróży wpadł w „kocioł” zastawiony przez Niemców. Był więziony w siedzibie gestapo na al. Szucha, torturowany i prawdopodobnie tam też został rozstrzelany, nie zdradzając swoich konspiracyjnych kontaktów.

W krużgankach kościoła pw. św. Antoniego przy ul. Senatorskiej w Warszawie znajduje się tablica poświęcona pamięci Wiesława Jaroszewskiego z pierwotną błędną informacją, że zginął na Pawiaku.

Opowieść o życiu i działalności Wiesława Jaroszewskiego powstała na bazie materiałów przygotowanych przez panią Elżbietę Skerską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Nadzór naukowy nad projektem „Bohaterowie” sprawuje dr Katarzyna Minczykowska-Targowska. Opowieść radiową o bohaterce tego odcinka przygotowała Adriana Andrzejewska-Kuras.
Polskie Radio PiK - 18 lipca 2020 - Bohaterowie, cz.29
1234