Niedziela, 26 września 2021 r.   Imieniny: Wawrzyńca, Kosmy, Damiana
Polskie Radio PiK » Bohaterowie
Ogłoszenie własne nadawcy

Wywalczyli nam wolność - Bohaterowie!


Gdyby nie oni… Gdyby ich nie było… Jak dziś byśmy żyli i gdzie byłby nasz dom? W jakim języku byśmy się porozumiewali? A może w ogóle by nas nie było?... Nieczęsto zadajemy sobie takie pytania, jednak zawsze wtedy, kiedy poznajemy życie i dzieło tych, którzy walczyli o wolną i niepodległą Polskę. Chcemy Państwu pokazać tych ludzi, chcemy móc o nich opowiedzieć i pokazać nie tylko ich czyn i chwałę, ale także zwykłe strony ich życia. Czy się bali? Czy mieli chwile zwątpienia? Czy kogoś kochali?

O tym opowiemy w cyklu „Bohaterowie”.

W każdą sobotę poznają Państwo wyjątkową postać.
Jej sylwetkę prezentujemy w audycjach:
  • „Zawsze dzień dobry z Polskim Radiem PiK”, ok. godz. 7.45
  • „Wsłuchaj się w region”, ok. godz. 11.50
  • „Czatuj”, ok. godz. 14.50.
Raz w miesiącu, w niedzielnej audycji „Ziarna losu" o godz. 16.00, zachęcamy do wysłuchania reportażu dokumentującego tragiczne losy wojennych bohaterów.

Bohaterowie, cz.52

Maria Kowalewska. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Maria Kowalewska. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Major Maria Kowalewska z domu Biedermann, ps. „Myszka”, sanitariuszka Narodowych Sił Zbrojnych, żołnierz powstania warszawskiego.

Maria Kowalewska urodziła się 12 sierpnia 1927 roku w Nakle, jako córka Teofila Biedermanna i Zofii z Wrzyszczyńskich. W lutym 1933 roku rodzina przeprowadziła się do budującej się Gdyni. Tam Maria spędziła dzieciństwo. Przed wybuchem II wojny światowej Maria zdążyła ukończyć 5 klas szkoły powszechnej. W dniu rozpoczęcia wojny miała 12 lat.

Tak po latach wspomina wybuch wojny:
[…] Doskonale pamiętam ten dzień. Pierwszy dzień września 1939 roku przypadał w piątek. Wczesnym rankiem obudziły mnie jakieś huki. Detonacje narastały. Podniosłam głowę, zaczęłam nasłuchiwać. Po chwili w te głuche dźwięki zaczął wplątać się ostry jazgot działek przeciwlotniczych. Wstałam przestraszona z łóżka i podeszłam do okna. Na horyzoncie zobaczyłam nadlatujące samoloty. A więc jednak. Zaczęła się wojna, o której mówiono od kilku dni. […] Z tego i następnych dni pamiętam dalekie odgłosy kanonady dochodzące do naszego mieszkania przy skwerze Kościuszki [w Gdyni – przyp. A. R.]. Związane to było najprawdopodobniej z ostrzeliwaniem Oksywia i Helu oraz możliwe, że z ostrzałem Westerplatte. O świcie 14 września oddziały niemieckie praktycznie bez walk ulicznych wkroczyły do centrum Gdyni. Pamiętam, jak wjechali na motocyklach na skwer Kościuszki. W następnych dniach wydarzenia nabierały tempa. Zmieniono nazwę miasta na Gdingen, około 20 września na Gotenhafen, znaczy bowiem port Gotów”.

W czasie okupacji Bidermanowie musieli, jak wielu, opuścić Pomorze. Najpierw wyjechali do krewnych do Bydgoszczy, a następnie do Warszawy. W Warszawie Maria kontynuowała naukę w koedukacyjnej szkole Świerzyńskiej-Słojewskiej. Do wybuchu powstania warszawskiego ukończyła III klasy tej szkoły.

Do konspiracji Maria została wprowadzona przez swoją siostrę Urszulę już pod koniec 1942 r., a zaprzysiężona w marcu 1943 roku przez ppor. Mieczysława Szemelowskiego ps. „Miłosz”. Obie siostry działały w Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ). Maria przyjęła pseudonim „Myszka” i otrzymała przydział do batalionu im. brygadiera Czesława Mączyńskiego, wchodzącego w skład Narodowych Sił Zbrojnych.

„Myszka” przeszła szkolenie na sanitariuszkę i łączniczkę. Szkolenia konspiracyjne odbywały się przeważnie w mieszkaniu jej rodziców. W szkoleniach uczestniczyły małe grupy dziewcząt 4–5 osób. Dziewczęta uczyły się udzielania pierwszej pomocy rannym, podstawowych zasad sterylizacji igieł i strzykawek oraz zabiegów higienicznych. Przyszłe łączniczki uczono zasady: „wykonaj swoje zadanie, złóż meldunek a potem zapomnij o ludziach, a nawet o okolicznościach, żadnych notatek, żadnych zapisów”.

Udział „Myszki” w powstaniu warszawskim był spontaniczny. Była bardzo szczęśliwa, że mogła założyć opaskę biało-czerwoną, że widziała polską flagę.

Tak wspomina ten czas:
[…] nie zastanawiałyśmy z siostrą […] udałyśmy się do szpitala polowego, utworzonego bardzo szybko na Lesznie w budynku Sądów. Zgłosiłyśmy się do dowódcy, powiadomiłyśmy go o tym, że wyrażamy chęć pomocy, że przeszłyśmy kurs sanitariuszek. […] Praca była bardzo ciężka i niebezpieczna, często szczególnie po nalotach i po intensywnej strzelaninie, wychodziłyśmy na zewnątrz z noszami i przynosiłyśmy rannych do szpitala. Wiedziałyśmy, gdzie były walki. Tam na Woli to był jeden wielki chaos. Brakowało praktycznie wszystkiego. Zarówno środków opatrunkowych, podstawowych lekarstw, żywności. […] W niedzielę w dniu 6 sierpnia dowiedziałyśmy się, że nadszedł rozkaz ewakuacji rannych do szpitala Maltańskiego. Nie zapomnę chorych, którzy przy naszej pomocy o kulach, część z rękami i ramionami na temblakach, szła ulicą Elektoralną, chowając się po bramach, po każdym wybuchu i serii wystrzałów. Pracowaliśmy po kilkanaście godzin dziennie w olbrzymim stresie. Pamiętam młodą kobietę w ciąży, którą wyciągnięto spod gruzów i którą przeniosłyśmy do szpitala, pomimo szybkiego przetransportowania do szpitala, z powodu doznanych urazów zmarła”.

„Myszka” służyła w powstaniu jako sanitariuszka do momentu, gdy padła Wola i gdy do szpitala wtargnęli żołnierze niemieccy, także ukraińscy w mundurach niemieckich, którzy na jej oczach, rozstrzeliwali ciężko rannych powstańców, rozstrzeliwali też cywilów.

„Myszce” i jej siostrze udało się uciec z tego szpitala. Po wyjściu z powstania, „Myszka” była w obozie przejściowym w Pruszkowie. Z Pruszkowa udało się jej zbiec i ukryć u rodziny w Milanówku, skąd wyjechała do Radomia. Tam zdała małą maturę i doczekała się zakończenia II wojny światowej.

W czasie wojny Maria straciła ojca, który został w 1943 roku zamordowany w Auschwitz. Gehennę obozów koncentracyjnych poznały też jej siostry, Urszula została osadzona na Majdanku, Barbara w Auschwitz. Szczęśliwie obie wojnę przeżyły.
Maria Kowalewska za swoją działalność niepodległościową została odznaczona m.in. Krzyżem Zasługi Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych i Krzyżem Orderu Krzyża Niepodległości. W czerwcu 2019 roku została mianowana na stopień majora w stanie spoczynku.

Major Maria Kowalewska mieszka w Toruniu.

Radiowy biogram przygotował Michał Słobodzian na podstawie materiałów zebranych przez panią Annę Rojewską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Autor radiowej opowieści o Marii Kowalewskiej dziękuje dr Katarzynie Minczykowskiej-Targowskiej sprawującej opiekę merytoryczną nad projektem „Bohaterowie”.

Na podstawie opowieści o Marii Kowalewskiej, w audycji „Ziarna losu” z 20 grudnia br. zabrzmiał reportaż Adriany Andrzejewskiej-Kuras, pt. „Proszę do mnie mówić - Myszka”.
Polskie Radio PiK - 26 grudnia 2020 - Bohaterowie, cz. 52

Bohaterowie, cz.51

Maria Rosochowicz. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Maria Rosochowicz. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Maria Rosochowicz, zam. Orylska, ps. „Siostra Basia” oraz „193” - żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych i Armii Krajowej, strzelec, sanitariuszka, uczestniczka powstania warszawskiego.

Maria Rosochowicz urodziła się 14 marca 1924 roku w Toruniu. Jej rodzicami byli Lucyna i Zbigniew Rosochowiczowie; matka z domu nazywała się Romanowska. W Toruniu Maria uczęszczała do szkoły powszechnej, po jej ukończeniu rozpoczęła naukę w Państwowym Gimnazjum i Liceum im. Królowej Jadwigi w Toruniu. Do wybuchu wojny II wojny światowej ukończyła trzy klasy tej szkoły.

Dnia 7 września 1939 roku wojska niemieckie zajęły Toruń. Ojciec Marii Rosochowicz został aresztowany i uwięziony w Forcie VII. Fort VII, kiedy powstał jeszcze w XIX wieku, był częścią fortyfikacji otaczających Toruń. Okupanci niemieccy w 1939 roku urządzili w nim więzienie, w którym osadzano aresztowanych w Toruniu Polaków, również ojca Marii, który zwolniony został w marcu 1940 roku.

Nie był to koniec prześladowania. Cała rodzina, podobnie jak tysiące rodzin z Pomorza, została wysiedlona z miejsca zamieszkania do Generalnego Gubernatorstwa. Osiedlili się w Warszawie. Maria Rosochowicz kontynuowała tam naukę. Uczęszczała na tajne komplety i skończyła IV klasę gimnazjum, zdobywając małą maturę.

W 1941 roku Maria została uczennicą Żeńskiej Szkoły Architektury im. Stanisława Noakowskiego. W 1943 roku rozpoczęła działalność konspiracyjną. Do służby zwerbowała ją koleżanka. Maria Rosochowicz została zaprzysiężona i wzięła udział w szkoleniu sanitarnym, który ukończyła na poziomie I i II stopnia. W służbie sanitarnej awansowała najpierw na „piątkową” (piątki, czyli pięć osób, stanowiły najniższy szczebel organizacyjny), a potem na drużynową (drużyny liczyły od 15 do 30 osób). Prowadziła również szkolenia sanitarne. Była też łączniczką oraz kolportowała prasę podziemną.

W 1944 roku tuż przed wybuchem powstania warszawskiego Maria Rosochowicz dostała przydział do kompanii „Anna”. Kompania ta znajdowała się w składzie batalionu „Antoni”, a w trakcie powstania przydzielono ją do batalionu „Gustaw”, którego dowódcą był mjr Ludwik Gawrych ps. „Gustaw”. Batalion wchodził w skład Zgrupowania „Róg”, które z kolei było częścią Grupy Armii Krajowej „Północ”.

Podczas powstania warszawskiego oddział Marii Rosochowicz walczył najpierw na Woli, następnie przeszedł na Stare Miasto. Maria zajmowała się rannymi: opatrywała ich na barykadach, a ciężej rannych ściągała do szpitala. 13 sierpnia doszło do tragicznego wydarzenia. Nastąpił wybuch niemieckiego czołgu-pułapki, który dotarł do pozycji powstańców. Eksplozja była ogromna i spowodowała śmierć wielu ludzi – żołnierzy i cywilów.

Ppor. Tadeusz Podgórski, lekarz, ps. „Morwa” wspominał, że: eksplozję pamięta jako „ogromny wstrząs akustyczny”, jako długo trwający grzmot. Znajdował się w zamkniętym pomieszczeniu od strony podwórza, dlatego też nie widział błysku ognia.
- „Po wstrząsie wszędzie pojawiły się tumany kurzu, zaczęło brakować powietrza. Zgasło światło, rozległy się jęki rannych, potem cisza, następnie znowu jęki i uczucie nieprawdopodobnej grozy

Maria Rosochowicz była świadkiem tych wydarzeń i brała udział w ratowaniu rannych. Pracowała w szpitalu „Pod Krzywą Latarnią” przy ulicy Podwale. Asystowała przy operacjach.

Pod koniec sierpnia oddział, w którym służyła Maria Rosochowicz, wycofał się ze Starówki do Śródmieścia. Powstańcom nie udało się przebić, dlatego wycofywali się kanałami. Dowództwo podjęło decyzję, że lżej ranni ze szpitala, w którym pracowała Maria Rosochowicz, zostaną również ewakuowani do Śródmieścia. Maria brała udział w tej ewakuacji i pomagała rannym. W następnych dniach powstania służyła w Śródmieściu w szpitalach polowych przy ul. Śniadeckich i Poznańskiej.

Maria Rosochowicz nie zostawiła dokładnej relacji ze swojej pracy w szpitalu, ale zrobiły to jej koleżanki sanitariuszki z batalionu „Harnaś”. Z ich relacji możemy poznać trud tej służby i poświęcenie pełniących ją kobiet. Teresa Heindrich, Teresa Luboradzka i Jadwiga Skrzydłowska tak wspominały:
- „Już w połowie sierpnia lekarze prawie nie opuszczali sali operacyjnej. Zabiegi operacyjne dotyczyły ciężkich przypadków (rany postrzałowe brzucha, płuc, trepanacje czaszki, amputacje) i wykonywane były w coraz cięższych warunkach, przy prawie całkowitym braku środków medycznych, a przecież lekarze ci dokonywali wówczas cudów. Mimo takich warunków śmiertelność była stosunkowo niska. Jedną z największych gróźb stanowiło wówczas zapalenie otrzewnej. Bez względu na liczbę przypadków zapewniałyśmy rannym po operacjach nieprzerwaną opiekę. Toteż nasze dyżury w zasadzie nie kończyły się, a przymusowy odpoczynek następował wtedy, kiedy już zasypiałyśmy stojąc. Byłyśmy nieraz złe na siebie, że nasz organizm domaga się snu. Pewnego dnia kilka z nas zgłosiło się na ochotnika do pomocy przy częściowej ewakuacji szpitala polowego, znajdującego się przy ulicy Mazowieckiej, w dawnej kawiarni „U Aktorek”. W tym dniu plac Napoleona, przez który musiałyśmy przejść z rannymi znajdował się pod ostrzałem, m.in. z miotaczy ognia. Jadzia Skrzydłowska przeprowadzała dzieci – dwoje trzymała na ręku, czworo trzymało się jej fartucha. Wydawało się, że cały plac Napoleona płonie. Płonęły nawet płyty chodnikowe. Biegłyśmy przez czarny dym, rozświetlony tylko błyskiem miotaczy ognia. Rannych i dzieci przeprowadziłyśmy szczęśliwie”.

Warto dodać, że wspominające sanitariuszki służyły w tym samym oddziale, co Maria Rosochowicz. Na początku września batalion „Gustaw” połączył się z batalionem „Harnaś”, którego dowódca kpt. Marian Eustachy Krawczyk ps. „Harnaś” poległ. Bataliony prowadziły dalszą walkę w Śródmieściu; część żołnierzy przedostała się do dzielnicy Czerniaków i tam kontynuowała walkę.

Kapitulacja powstania warszawskiego nastąpiła 2 października 1944 roku Historyk Robert Bielecki w swojej książce poświęconej batalionom „Gustaw” i „Harnaś” pisał:
- „4 października w domu przy ulicy Jasnej odbył się ostatni pożegnalny apel batalionu »Gustaw«. Odczytano na nim nazwiska wszystkich obecnych, tych, co zdołali przeżyć ponad dwumiesięczne krwawe walki na Woli, Starówce i w obu częściach Śródmieścia. Przypomniano nazwiska tych, którzy polegli na długim szlaku od wolskich cmentarzy, poprzez Podwale, Piwną, Kilińskiego, kanały, Kościół św. Krzyża, Komendę Policji, Mazowiecką i wiele innych obiektów i warszawskich ulic, których bronili żołnierze »Gustawa« i »Harnasia«. O losie wielu kolegów nic nie wiedziano”.

Maria Rosochowicz opuściła Warszawę wraz z ludnością cywilną 9 października 1944 roku. Wraz z koleżankami udała się do Piaseczna, gdzie wszystkie pracowały jako łączniczki przy ponownym nawiązywaniu konspiracyjnych kontaktów.

W marcu 1945 roku Maria wróciła do Torunia. Już w kwietniu podjęła pracę zawodową. Pracowała w przedsiębiorstwach budowlanych na stanowiskach kierownika budowy i inspektora nadzoru. W 1950 roku wyszła za mąż za Włodzimierza Orylskiego, a w 1952 roku urodziła córkę. Pracowała do 1984 roku po czym przeszła na emeryturę.

Maria Rosochowicz została odznaczona: Krzyżem Walecznych, Warszawskim Krzyżem Powstańczym, Medalem Zwycięstwa i Wolności oraz Złoty Krzyżem Zasługi. Posiadała Odznakę Zasłużonego Działacza Ruchu Spółdzielczego. Była członkiem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej.

Zmarła 17 października 2003 roku.

Radiowy biogram przygotowała Adriana Andrzejewska-Kuras na podstawie materiałów zebranych przez dr Ewę Gawrońską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Autorka radiowej opowieści o Marii Rosochowicz dziękuje dr Katarzynie Minczykowskiej-Targowskiej sprawującej opiekę merytoryczną nad projektem „Bohaterowie”.
Polskie Radio PiK - 19 grudnia 2020 - Bohaterowie, cz. 51

Bohaterowie, cz.50

Leon Poeplau. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Leon Poeplau. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Leon Poeplau, ps. „Wolan”, „Wolanin” - ksiądz, założyciel konspiracyjnej organizacji „Miecz i Pług”.

Leon Poeplau przyszedł na świat 14 czerwca 1910 roku w miejscowości Rolbik w powiecie chojnickim. Rodzina Poeplau była pochodzenia francuskiego. Ich przodek, żołnierz napoleoński, pozostał na ziemiach polskich i osiadł w okolicach Chojnic. Leon był synem Wojciecha, nauczyciela miejscowej szkoły i Klary z Makowskich. Ukończył naukę w szkole powszechnej w Kończewicach koło Chełmży, gdzie jego ojciec został przeniesiony do pracy. Naukę kontynuował w gimnazjum w Chełmży, gdzie był prymusem. Wykazywał się szczególnymi zdolnościami matematycznymi. Po zdaniu matury w 1928 roku początkowo zamierzał studiować na Politechnice Gdańskiej, jednak po zmianie planów wstąpił do Seminarium Duchownego w Pelplinie. W 1932 roku otrzymał święcenia kapłańskie.

We wrześniu 1939 roku ks. Poeplau pełnił ochotniczo służbę kapelana wojskowego w oddziałach samodzielnej grupy Operacyjnej „Polesie” gen. Franciszka Kleeberga. W bitwie pod Kockiem dostał się do niewoli. Z obozu jenieckiego w Radomiu został zwolniony, w październiku wrócił do Warszawy, gdzie był kapelanem parafii Św. Zbawiciela. Zaangażował się w działalność konspiracyjną. Stworzył i wydawał gazetę konspiracyjną, pt. „Miecz i Pług”.

Dariusz Meller w Słowniku biograficznym Chełmży i okolic przytacza wspomnienia pisarki Zofii Kossak-Szczuckiej związanej z tym pismem:
[…] młody, nieprzeciętnie zdolny ksiądz Poeplau z Pomorza założył pismo »Miecz i Pług«. Ideą pisma było stworzenie polskiego radykalnego ruchu katolickiego […]. Pismo miało dobre oblicze. Dawałam do niego artykuły od czasu do czasu”.

Kolejnym krokiem księdza było powołanie do życia tajnej organizacji, która nawiązywała do idei pracy u podstaw oraz idei walki o nazwie takiej samej jak wydawane przez niego pismo. Początkowo „Miecz i Pług” miał lokalny zasięg i był skoncentrowany na województwie warszawskim. W październiku i grudniu 1939 roku Ksiądz Poeplau przyjechał na Pomorze przywożąc listy i paczki rodzinom żołnierzy przebywających w niewoli niemieckiej. Był w Toruniu, Grudziądzu, Tczewie i Wąbrzeźnie. W Chełmży wygłosił patriotyczne kazanie w czasie odprawionej tam mszy św. Jednocześnie dokonywał rozeznania czy możliwe jest tworzenie struktur organizacji niepodległościowej na tych terenach.

Na początku 1940 roku powstały pierwsze komórki „Miecza i Pługa” w Toruniu, Bydgoszczy, Tucholi i Malborku. Do Warszawy ksiądz powrócił ze swoim bratem Bronisławem, który został łącznikiem na Pomorze. Stopniowo działalność „Miecza i Pługa” rozszerzała się i obejmowała poza Warszawą, Lubelskie i Pomorze Gdańskie. Jej duchowym i politycznym przywódcą był ksiądz Leon Poeplau ps. Wolan.

Program organizacji zakładał walkę o niepodległość i nowy ustrój Polski, opierający się na etyce chrześcijańskiej. Wstępujący do niej składali przysięgę, która brzmiała:
Ja, członek organizacji »Miecz i Pług«, przysięgam wobec Boga Wszechmogącego wierność dla sprawy Ojczyzny. Dla dobra Polski, Jej wyzwolenia i potęgi, pracę i siły swe oddaję. Sprawiedliwy ustrój społeczny, zdrowie moralne jednostki, rodzin i Narodu szerzyć, wyzysk i zakłamanie zwalczać obiecuję. Posłuszeństwo organizacyjne dla dobra Sprawy zachowywać będę. Przysięgam tajność organizacji. Śmierć jest zapłatą za zdradę. Tak mi dopomóż Bóg”.

Członkowie byli czynni głównie w wywiadzie, partyzantce i szeroko rozwinęli działalność propagandową wydając gazety, odezwy, ulotki, znaczki poczty podziemnej i książki. Jednym z największych osiągnięć wydawniczych była konspiracyjna publikacja książki Arkadego Fiedlera „Dywizjon 303” i wydanie „Kamieni na szaniec” Aleksandra Kamińskiego.

Organizacja założona przez ks. Poeplau’a była ważną siłą wśród polskich ugrupowań konspiracyjnych. Świadczy o tym fakt, że w 1943 roku liczyła ok. 30 tysięcy osób. Do jej szczególnych osiągnięć wywiadowczych należało zdobycie informacji o niemieckim doświadczalnym ośrodku rakietowym w Peenemunde na wyspie Wolin.

W 1943 roku okazało się, że do organizacji przeniknęli agenci gestapo. Był nim m.in. następca ks. Poeplau’a Anatol Słowikowski, który za zdradę został rozstrzelany. Kryzysu stworzonej przez siebie organizacji ksiądz nie doczekał. W kwietniu 1940 roku został ostrzeżony przez brata Bronisława, który poinformował go o rewizji przeprowadzonej w domu rodzinnym w Kończewicach. Gestapowcy wypytywali o księdza i zabrali jego zdjęcie. Mimo to ksiądz nie zaprzestał swojej konspiracyjnej działalności. Wierzył, że zostanie powiadomiony o ewentualnym zagrożeniu przez zaufaną osobę pracującą w warszawskim gestapo. Ostrzeżenia jednak nie było.

Ks. Poeplau, twórca organizacji „Miecz i Pług” został aresztowany o godz. 5 rano przy ul. Chocimskiej w Warszawie 3 lipca 1940 roku. Więzionego na Pawiaku wielokrotnie namawiano do podpisania volkslisty. Zawsze odmawiał. Próby wydobycia go z więzienia nie powiodły się. 14 sierpnia 1940 roku został wywieziony do obozu koncentracyjnego Auschwitz, gdzie 28 sierpnia 1940 roku go zamordowano.

Nieugiętą postawę ks. Leona Poeplau w obozie i okoliczności jego śmierci przedstawiła Zofia Kossak-Szczucka w podziemnym wydawnictwie „Golgota”:
Niemniej żywą pamięć po sobie zostawił młodziutki ks. Poeplau […], co nie zważając na razy wychodził w czasie apelu z szeregu, by pochylić się nad konającym towarzyszem […] miał śmierć piękną, której nie wolno przemilczeć. Ulubioną rozrywką Esesów jest przymuszanie księży do śpiewania bluźnierczych, pornograficznych niemieckich piosenek… Zdarzyło się jednak, że czy piosenka była wyjątkowo bluźniercza, czy rozkaz stanowił zbyt otwartą prowokację – ks. Poeplau odmówił śpiewu: »Jestem księdzem i podobnych słów nie wypowiem«. Niewykonanie rozkazu w obozie nie może nie mieć innej konsekwencji niż śmierć. W obecności wszystkich zaczęła się egzekucja. Kilku rosłych, silnych drabów biło zagłodzonego chudzinę. Na tle ich tęgich postaci jakże zdawał się słaby i bezbronny. Jednak z nieugiętą mocą powtarzał: »Śpiewać nie będę«. A oni nalegali. Chcieli nie tylko go zabić, ale przed śmiercią załamać. Bili bykowcem, pałkami gumowymi, kopali podkutymi obcasami. Uczynili z jego ciała jedną ranę, połamali żebra, odbili wnętrzności. Po każdej nawałnicy uderzeń stawiali go pod ścianą i podpierając bezwładny strzęp ciała drągiem krzyczeli: »Śpiewaj!« – Nie mógł już mówić i trząsł tylko głową przecząco. Tak zginął…

Urna z prochami księdza Leona Poeplau została złożona w grobowcu rodzinnym w Chełmży. Od 2009 roku ksiądz Poeplau jest patronem szkoły podstawowej w Kończewicach koło Chełmży, w której przed laty sam pobierał naukę.

Radiowy biogram przygotował Michał Słobodzian na podstawie materiałów zebranych przez panią Annę Mikulską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Autor radiowej opowieści o Leonie Poeplau dziękuje dr Katarzynie Minczykowskiej-Targowskiej sprawującej opiekę merytoryczną nad projektem „Bohaterowie”.
Polskie Radio PiK - 12 grudnia 2020 - Bohaterowie, cz. 50

Bohaterowie, cz.49

Edmund Konieczny. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Edmund Konieczny. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Edmund Konieczny, ps. „Edi”, „Erwin”, „Albert”, „Geograf”, „Maksio” - organizator Ekspozytury „Zachód”, wywiad (Oddział II) Organizacji Wojskowej Związek Jaszczurczy na Pomorzu, w Wielkopolsce i w Rzeszy.

Edmund Konieczny urodził się 13 maja 1923 roku w Toruniu w rodzinie Jakuba i Jadwigi z d. Rutkowskiej. Po ukończeniu szkoły powszechnej w Toruniu od 1934 roku kontynuował naukę w Państwowym Gimnazjum im. Mikołaja Kopernika, którego nie ukończył z powodu wybuchu II wojny światowej. Należał do Związku Harcerstwa Polskiego i Przysposobienia Wojskowego. Z tego okresu datuje się jego znajomość z Bogusławem Świętopełkiem Wojciechowskim, którą kontynuował w konspiracji. Po wybuchu II wojny światowej Edmund Konieczny został przypuszczalnie zmobilizowany do jednej z dwóch kompanii junaków Przysposobienia Wojskowego, konwojujących do Warszawy internowanych miejscowych Niemców podejrzanych o możliwość dywersji, sabotażu i szpiegostwa. Później w Toruniu został aresztowany. Być może, że powodem aresztowania był udział Edmunda w konwoju, Niemcy bowiem po zajęciu Torunia 7 września 1939 roku ze szczególną zaciętością poszukiwali konwojujących. Wolność odzyskał dzięki interwencji matki. W obawie przed dalszymi represjami Niemców rodzina opuściła Toruń.

W relacji Irena Siudy, siostra Edmunda, nazywająca go także Edwardem, napisała:
W lutym 1940 roku ich ojciec przedostał się przez granicę do Generalnego Gubernatorstwa, potem przekradł się brat i rodzina. Mieli w Warszawie warsztat kamaszniczy przy ul. Puławskiej. W Warszawie rodzina mieszkała przy ul. Litewskiej nr 7/13. Wkrótce jednak jak wspomina dalej Irena, Edmund: Usamodzielnił się i mieszkał osobno, chyba na fałszywych papierach. Mówił ojcu kocham Was, ale jeszcze bardziej kocham Ojczyznę. Dla niepoznaki nosił okulary”.

Edmund Konieczny przez przebywającego już w Warszawie Bogusława Świętopełka Wojciechowskiego nawiązał kontakt z Mieczysławem Dukalskim ps. „Zapora”, pełniącym obowiązki komendanta Okręgu Pomorskiego Organizacji Wojskowej Związek Jaszczurczy. Mieczysław Dukalski już od początku okupacji tworzył w Warszawie tzw. Grupę Pomorską Związku Jaszczurczego. Do Grupy werbowani byli mieszkańcy rekrutujący się z ziem wcielonych do Rzeszy. Edmund został zwerbowany do Oddziału II (wywiadu) Komendy Głównej Związku Jaszczurczego, do Ekspozytury „Zachód” („Z”). Oddziałem kierował Jeute Stanisław ps. „Stach Zachodni”, który był także szefem Oddziału II Pomorskiego Okręgu Związek Jaszczurczy. Wywiad organizacji ściśle współpracował z ofensywnym wywiadem dalekiego zasięgu Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej-Armii Krajowej kryptonim „Stragan”. Edmund Konieczny został kurierem mieszczącego się w Warszawie kierownictwa Ekspozytury „Z” do poszczególnych sieci wywiadu na terenie tzw. Inspektoratu Ziem Zachodnich, który obejmował Pomorze, Śląsk, Wielkopolskę i Rzeszę. Edmund Konieczny tworzył również sieci wywiadu na tych terenach i był zastępcą Bogusława Świętopełka Wojciechowskiego, kierującego Ekspozyturą „Z” na terenie Okręgu Berlińskiego. Jednym z ważnych punktów kontaktowych Ekspozytury „Z” w Warszawie było mieszkanie należącej do Armii Krajowej Natalii Pilichowskiej-Suskiej z d. Łapczyńskiej ps. „Nata” przy ul. Piusa 29.

W relacji Nata napisała:
W styczniu 1941 roku dostałam rozkaz od „Kapitana” [nazwisko i imię nieznane – przypis E. S.], pracownika szwagra [chodzi o męża siostry Natalii, mjra Antoniego Baranowskiego ps. „Alan” z Oddziału I – Organizacyjnego – Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej-Armii Krajowej – E. S.], by dalej prowadzić konspiracyjną robotę, oddając swoje mieszkanie dla potrzeb akowskiego wywiadu i by zameldować dowódcę grupy Zenona Nowaka. Taki pseudonim miał Bogusław Wojciechowski. Z nim pracowali „Janusz” [Janusz Konieczny – kuzyn Edmund – E. S.], nazwiska i pseudonimu nie pamiętam oraz „Eddi”. Wszyscy trzej doskonale mówili po niemiecku. Zenek stale mi podkreślał, że „Janusz”, „Eddi” i on to jedna osoba. Z tą trójką ściśle współpracowała Lita Kozłowska, która w czasie okupacji oficjalnie pracowała w balecie przy ul. Mokotowskiej. Co dwa tygodnie były u mnie zebrania. Czasem ktoś z przybyłych na odprawę nocował w domu chłopców i wtedy do rana terkotała maszyna do pisania. Często chłopcy przebierali się w różne niemieckie mundury wojskowe, kolejarskie. Bywały tygodnie, że wszyscy trzej lub dwóch z nich znikało na dłużej i wtedy mówiło się, że wyjeżdżają w daleki świat”.

Edmund Konieczny był pracownikiem warszawskiej kolei i miał możliwość odbywania w mundurze kolejarskim wielu podróży w celach wywiadowczych. Często jeździł z ukrytym aparatem fotograficznym; przewoził też prasę konspiracyjną, która trafiała na Pomorze, Kujawy, w Poznańskie, do Łodzi. Na przełomie lat 1940/1941 zorganizował sieć wywiadu „Z” na terenie Poznania. Jednym z punktów kontaktowych Ekspozytury „Z” w Poznaniu był zakład fotograficzny firmy Stewner. Przez Kazimierza Napieralskiego z poznańskiej Ekspozytury „Z” utrzymywał łączność z Tadeuszem Starczewskim ps. „Zośka”, organizatorem grupy Związku Jaszczurczego w Łodzi, dokąd także Edmund przyjeżdżał celem zorganizowania sieci wywiadu. W Łodzi zatrzymywał się w punkcie kontaktowym u Ireny Miłodrowskiej zam. Wierzbicka, łączniczki Ekspozytury „Z” na linii Łódź- Warszawa. W 1941 roku z Januszem, przybrane nazwisko „Hans Werner”, założył ośrodek wywiadu w Bydgoszczy, a utworzony ośrodek w Gnieźnie otrzymał m.in. zadanie obserwacji ruchu pociągów przyjeżdżających do Gniezna. Wspólnie utworzyli też placówki Ekspozytury „Z” w Kcyni, Żninie i we Włocławku.

Oto fragment meldunku wywiadowczego Ekspozytury „Z” we Włocławku z dn. 28 lutego 1942 roku:
Od 1 stycznia 1942 roku postawiono we Włocławku na moście przy Wiśle posterunek wojskowy czuwający dzień i noc. Kwatera warty znajdowała się w domu Spółki Budowy Mostów Lenz i Spółka. Posterunek przy moście składał się z 16 żołnierzy. W sierpniu 1941 roku zbudowano na przeciwległym brzegu Wisły wieżę wartowniczą obsługiwaną przez żołnierzy służby łączności. Wieża została zbudowana dla obrony przeciwlotniczej i stanowi ważny punkt obserwacyjny. Wysokość wieży około 30 m. Inny fragment tego meldunku dotyczy nastrojów ludności niemieckiej: Odwiedzanie chorych i rannych żołnierzy w szpitalach w tym i polowych jest dla rodzin zakazane (…) Ranni żołnierze opowiadali różne wydarzenia, które były dalej przekazywane kolejnym krewnym i znajomym (…) Wiadomości te wpływają ujemnie na postawę ludności. Krytyka prowadzenia wojny szczególnie na froncie wschodnim należy dziś do rzeczy nowych. Żołnierze mówią zupełnie otwarcie do swoich krewnych krytyczne uwagi o froncie wschodnim”.

Edmund Konieczny był jednym z kurierów Andrzeja Orwid Eljasiewicza ps. Ala, pracownika Ekspozytury „Z” Oddziału II Związku Jaszczurczego do gdyńskiej Ekspozytury, którą Andrzej Orwid Eljasiewicz utworzył w końcu 1941 roku. Kierował nią Stefan Hensel. Edmund Konieczny przewoził do Warszawy meldunki zawierające niezwykle ważne dane dotyczące przemysłu wojennego, ruchu w portach wybrzeża, łodzi podwodnych i okrętów m.in. „Admirał Hipper” „Graf Zeppelin”, „Gneisenau”. W Gdyni punktem kontaktowym Edmunda i współpracującego z nim „Janusza” była kawiarnia „Cafe Berlin”. Podczas pobytu na Wybrzeżu na początku grudnia 1941 roku i w połowie stycznia roku 1942 obaj Konieczni zatrzymali się u Czesława Kałka ps. „Mały”, wywiadowcy z gdyńskiej Ekspozytury „Z”, muzyka z orkiestry w „Cafe Berlin”. Ich punkt kontaktowy w Gdyni mieścił się także przy ul. Tatrzańskiej. Mieszkał tam Stanisław Strzelecki fotograf-amator ps. „Mirski”, a lokal konspiracyjny prowadziły Halina Strzelecka z d. Staeven, żona Stanisława, i jej matka Ludwika Staeven. Edmund Konieczny odbierał od Stanisława Strzeleckiego m.in. klisze ze zdjęciami, które były przewożone w latarkach, a meldunki zaszyfrowane Jednym z kluczy do ich odczytania była ballada Adama Mickiewicza „Pani Twardowska”. Jeździł do Hamburga i Bremen (obecnie Brema), gdzie gromadził informacje o zakładach zbrojeniowych i obronie przeciwlotniczej. Jego informatorami w Bremen byli Łucjan Jędrzejak i Edward Czarkowski, muzycy pracujący w kawiarni w Bremen, dokąd przyjechali z Gdyni z kawiarni „Cafe Berlin”.

Edmund Konieczny został aresztowany na berlińskim dworcu 18 lutego 1942 roku razem z Bogusławem Świętopełkiem Wojciechowskim. Próbował ucieczki z więzienia, został jednak postrzelony w ramię i ujęty. Oskarżony o szpiegostwo, wyrokiem Sądu Wojennego Rzeszy z 18 lutego 1943 roku został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano w więzieniu w Brandenburgu 20 lipca 1943 roku.

Symboliczny grób Edmunda Koniecznego znajduje się na Powązkach. Listy Edmunda pisane do rodziny z więzienia spłonęły podczas Powstania Warszawskiego.

Radiowy biogram przygotowała Żaneta Walentyn na podstawie materiałów zebranych przez panią Elżbietę Skerską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Autorka radiowej opowieści o Edmundzie Koniecznym dziękuje dr Katarzynie Minczykowskiej-Targowskiej sprawującej opiekę merytoryczną nad projektem „Bohaterowie”.
Polskie Radio PiK - 5 grudnia 2020 - Bohaterowie, cz. 49

Bohaterowie, cz. 48

Izabela Lisiecka. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Izabela Lisiecka. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Izabela Lisiecka, zam. Rozenkranz, ps. „Cyprys”, bydgoszczanka z urodzenia, żołnierz powstania warszawskiego, sanitariuszka zgrupowania Armii Krajowej „Chrobry II”.

Izabela Lisiecka urodziła się 28 stycznia 1926 roku w Bydgoszczy, była córką kupca, Józefa Lisieckiego i Władysławy z d. Nadolnej. Dzieciństwo i wczesną młodość Izabela spędziła w Tczewie. Tam też ukończyła w 1939 roku szkołę powszechną i tam zastał ją wybuch wojny. Po wejściu Niemców została z całą rodziną internowana na zamek w Gniewie.

Po uwolnieniu z obozu i powrocie do Tczewa, mając 14 lat Izabela Lisiecka została zmuszona do pracy jako pomoc domowa u Niemców. W 1940 roku po wielu aresztowaniach ojciec Izabeli wraz z jej bratem Zygmuntem wyjechali do Generalnego Gubernatorstwa, aby uniknąć dalszych represji.

W 1941 roku Izabela Lisiecka z matką i siostrami Krystyną oraz Urszulą dołączyły do ojca i brata przenosząc się do Warszawy. Ojciec, brat i starsza siostra, Krystyna, początkowo należeli do tajnej organizacji Narodowe Siły Zbrojne. W ich mieszkaniu przy ul. Pańskiej 37 odbywały się odprawy dowódców grup i oddziałów.

Do czasu wybuchu powstania warszawskiego, Izabela pracowała w niemieckiej firmie drzewnej i jednocześnie uczęszczała na tajne komplety gimnazjalne. Gdy wybuchło powstanie wszyscy członkowie rodziny, jako żołnierze Armii Krajowej, włączyli się do walki. Ojciec był kwatermistrzem w Baonie Kiliński, brat walczył w szeregach zgrupowania „Chrobry II”, starsza siostra była łączniczką, a młodsza, Urszula walczyła w „Szarych Szeregach”. 18-letnia wówczas Izabela Lisiecka była sanitariuszką. Tak wspominała ten czas:

2 sierpnia 1944 roku zgłosiłam się do biura Grupy "Chrobry II" i zostałam przyjęta oraz zaprzysiężona jako siostra szpitalna w Szpitalu nr 1. przy ul. Mariańskiej. Otrzymałam legitymację Armii Krajowej nr 17596, ps. "Cyprys" […]. Pracowałam przy organizowaniu tego szpitala, chodząc przekopami, piwnicami i między barykadami w celu zdobycia bielizny pościelowej, środków opatrunkowych i innego sprzętu medycznego i gospodarczego. Opiekowałam się rannymi powstańcami - żołnierzami na salach, na piętrach i w piwnicach. Ludność cywilną też przynoszono poparzoną od pocisków zapalających wyciąganą spod gruzów”,

Ewakuacja tego szpitala nastąpiła z chwilą wypalenia wszystkich okolicznych domów. Dom Izabeli, przy ul. Pańskiej 37, też spłonął. Wraz z matką i młodszą, ranną, siostrą udały się na drugą stronę Al. Jerozolimskich, tułając się do chwili kapitulacji powstania.
Po kapitulacji brat Izabeli dostał się z powstańcami do niewoli niemieckiej, później był żołnierzem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie we Francji i Anglii. Został odznaczony „War Medal”.

Izabela Lisiecka z rodzicami i siostrami udała się do obozu przejściowego w Pruszkowie. Stamtąd 9 października 1944 roku z transportem chorych i starców, przekazano je do obozu w Oświęcimiu, gdzie z powodu braku miejsc Niemcy skierowali cały transport do Mszany Dolnej i tam wszystkich uwolniono.

Ostatni okres okupacji Izabela Lisiecka przetrwała z rodziną w Częstochowie. Po oswobodzeniu zamieszkała w Bydgoszczy i tam uczęszczała do Żeńskiego Gimnazjum Humanistycznego.

W lipcu 1945 roku Izabela Lisiecka z rodzicami przyjechała do Gdańska-Wrzeszcza. W Gdańsku w 1946 roku otrzymała świadectwo maturalne w II Liceum Ogólnokształcącym im. Władysława Pniewskiego. Ukończyła stomatologię na Akademii Medycznej w Gdańsku. Z nakazu pracy pracowała w Ośrodkach Zdrowia w Żukowie i Baninie, później w Gdańsku.

W 1956 roku Izabela Lisiecka wyszła za mąż za Edwina Rozenkranza, żołnierza powstania warszawskiego ps. „Kamień”, strzelca 5. Kompanii „Gozdawa”, późniejszego profesora historii państwa i prawa. Mieli dwóch synów.

Za swoją działalność niepodległościową Izabela Lisiecka-Rozenkranz została odznaczona m.in.: Medalem Wojska, Warszawskim Krzyżem Powstańczym, Krzyżem Armii Krajowej oraz Odznaką Pamiątkową Zgrupowania „Chrobry II”.

Izabela Lisiecka-Rozenkranz zmarła 9 kwietnia 1995 roku w Gdańsku.

Radiowy biogram przygotowała Adriana Andrzejewska-Kuras na podstawie materiałów zebranych przez Annę Rojewską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Autorka radiowej opowieści o Izabeli Lisieckiej-Rozenkranz dziękuje dr Katarzynie Minczykowskiej-Targowskiej sprawującej opiekę merytoryczną nad projektem „Bohaterowie”.
Polskie Radio PiK - 28 listopada 2020 - Bohaterowie, cz. 48

Bohaterowie, cz.47

Zygmunt August Sikorski. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Zygmunt August Sikorski. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Zygmunt August Sikorski - ps. „Sim”, „Blondyn” - żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych i Armii Krajowej.

Zygmunt August Sikorski urodził się 12 stycznia 1924 roku w Wolnym Mieście Gdańsku. Jego rodzicami byli August i Wanda Rozalia z domu Muchowska. Zygmunt uczęszczał do szkoły powszechnej w Gdańsku. Szkoła była prowadzona przez Macierz Szkolną, polską organizację, która działała w Wolnym Mieście Gdańsku, nienależącym przed II wojną światową do państwa polskiego. W 1933 roku Dyrekcja Kolei Państwowych, w której pracował ojciec Zygmunta, została przeniesiona z Gdańska do Torunia i rodzina tam się przeprowadziła. W Toruniu Zygmunt ukończył szkołę powszechną i rozpoczął naukę w I Państwowym Liceum i Gimnazjum Męskim im. Mikołaja Kopernika. Do wybuchu II wojny światowej ukończył trzy klasy Gimnazjum.

Dnia 1 września 1939 roku wybuchła wojna i zrujnowała dotychczasowe życie wielu ludzi, także rodziny Sikorskich. Po zajęciu ziem polskich przez okupantów rodzina ta została osadzona w niemieckim obozie w Łodzi. Po czterech miesiącach wszystkich wysiedlono do Generalnego Gubernatorstwa. W Drzewicy, w powiecie Opoczno, Zygmunt Sikorski rozpoczął pracę w Urzędzie Gminy; prowadził tam ewidencję ludności. W 1942 roku jako 18-latek został zaprzysiężony i stał się żołnierzem oddziału Narodowych Sił Zbrojnych, włączonego później do Armii Krajowej. Pracując w urzędzie zbierał informacje, które przekazywał swoim przełożonym w konspiracji oraz fałszował dokumenty, przede wszystkim kenkarty. W lipcu 1943 roku zagrożony aresztowaniem wyjechał na Podlasie. Udał się do Platerowa w powiecie Siedlce, gdzie mieszkali jego krewni. Zatrudniony został na stacji kolejowej; obsługiwał telefon i telegraf. Nawiązał współpracę z wywiadem Armii Krajowej.

W lipcu 1944 roku Zygmunt Sikorski wyjechał do Warszawy, a potem w okolice Wołomina, gdzie formowano oddziały partyzanckie do akcji „Burza”. Chodziło o nękanie cofających się oddziałów niemieckich. Ze wschodu nadchodziły oddziały radzieckie. Zygmunt Sikorski został wcielony do 1. batalionu 32. Pułku Piechoty Armii Krajowej i przyjął pseudonim „Blondyn”, wcześniej używał pseudonimu „Sim”. Brał udział w walkach, stoczonych przez ten oddział z Niemcami, m.in. pod Tłuszczem. W Warszawie od 1 sierpnia trwało powstanie. Wokół miasta przebywało dużo wojsk niemieckich; drogi do miasta były zablokowane. W tej sytuacji oddział Zygmunta Sikorskiego został rozformowany. Po przejściu frontu i opanowaniu tych terenów przez Armię Czerwoną część żołnierzy z tego oddziału została aresztowana przez Rosjan, wywieziona do Lublina i osadzona na Majdanku. W czasach okupacji niemieckiej na Majdanku znajdował się obóz koncentracyjny. Od sierpnia 1944 roku istniał tam radziecki obóz NKWD, w którym więziono żołnierzy Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich. Więźniowie wiedzieli, że ich koledzy są wywożeni w głąb Związku Radzieckiego. Nie chcieli też być wcieleni do oddziałów polskich, które przybyły do Polski wraz z Armią Czerwoną. Zygmuntowi Sikorskiemu udało się uciec z obozu na Majdanku. Wrócił na Podlasie do swojej rodziny. W październiku 1944 roku rozpoczął pracę na stacji kolejowej w Mordach w powiecie Siedlce. Po zakończeniu wojny udało mu się uzyskać przeniesienie do rodzinnego Gdańska. Brał tam udział w uruchomieniu stacji kolejowej Nowy Port. Jego rodzice przeżyli wojnę. Dowiedział się, że brat Henryk Edwin Sikorski, żołnierz Armii Krajowej, zginął w obozie koncentracyjnym we Flossenburgu w Niemczech.

Po odejściu z kolei Zygmunt Sikorski pracował w Porcie Gdańskim, najpierw w Centrali Węglowej, potem w służbie technicznej Zarządu Morskiego Portu Handlowego Gdańsk. Pracując zdał maturę w 1947 roku i rozpoczął studia, które musiał przerwać. Na emeryturę przeszedł w 1982 roku. Przez jedną kadencję pełnił funkcję przewodniczącego Rady Robotniczej. Był członkiem Związku Zawodowego Marynarzy i Portowców. Od 1977 roku współpracował z niezależnymi ugrupowaniami, opozycyjnymi w stosunku do ówczesnej władzy. Był związany z Komitetem Samoobrony Społecznej KOR oraz z powstałym w Gdańsku Ruchem Młodej Polski. Zajmował się kolportażem niezależnych wydawnictw, które ukazywały się poza obowiązującą wówczas cenzurą, m.in. pisma „Rodło”.

W 1980 roku Zygmunt Sikorski brał udział w strajku w Porcie Gdańskim i był współpracownikiem Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej. Po zawarciu porozumień między strajkującymi a władzami państwowymi powstał Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”. Zygmunt Sikorski został członkiem Związku i współtworzył struktury związkowe w Porcie Gdańskim; był tam doradcą Komisji Zakładowej.

Wraz z innymi zainicjował przywrócenie krzyża przy mogiłach żołnierzy na Westerplatte. Był współzałożycielem Klubu Myśli Politycznej im. 3 Maja w Gdańsku. 13 grudnia 1981 roku władze ogłosiły wprowadzenie stanu wojennego. Od 13 do 21 grudnia trwał strajk w Porcie Gdańskim, w którym Zygmunt Sikorski uczestniczył. Następnie pomagał rodzinom internowanych działaczy „Solidarności”. Był redaktorem pisma „Portowiec”, które po ogłoszeniu stanu wojennego ukazywało się w podziemiu.

W 1990 roku Zygmunt Sikorski został członkiem Światowego Związku Armii Krajowej. Sprawował funkcję sekretarza Środowiska Pomorskiego Okręgu Gdańsk oraz był członkiem Prezydium Koła Gdańsk. Redagował czasopismo „Gdański Przekaz”, wydawane przez Związek. Zorganizował bibliotekę, zawierającą publikacje z zakresu II wojny światowej. Współpracował z Fundacją Archiwum Pomorskie Armii Krajowej (od 2009 roku Fundacja Generał Elżbiety Zawackiej). Był członkiem Stowarzyszenia Autorów Polskich, działał w Regionalnej Pracowni Krajoznawczej PTTK w Gdańsku, w Towarzystwie Przyjaciół Gdańska, Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim oraz w Stowarzyszeniu „Godność”. Założył w 1982 roku Ruch Obrony Noosfery.

Otrzymał wiele odznaczeń, m.in.: Krzyż Armii Krajowej, Krzyż Partyzancki, Odznakę Akcji Burza, Odznakę Weterana Walk o Wolność i Niepodległość Ojczyzny, Brązowy Krzyż Zasługi, Odznaki: Zasłużony Pracownik Morza, Zasłużony Ziemi Gdańskiej, Zasłużony dla Portu Gdańsk, Za Zasługi dla Gdańska. Był członkiem honorowym „Solidarności”.
Jego żoną była Zofia Piontek; wychowali trójkę dzieci.

Zygmunt Sikorski zmarł 14 stycznia 2006 roku w Gdańsku.

Radiowy biogram przygotował Michał Słobodzian na podstawie materiałów zebranych przez panią dr Ewę Gawrońską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Autor radiowej opowieści o Zygmuncie Sikorskim dziękuje dr Katarzynie Minczykowskiej-Targowskiej sprawującej opiekę merytoryczną nad projektem „Bohaterowie”.

Na podstawie opowieści o Elżbiecie Zawackiej, w audycji „Ziarna losu” z 29 listopada br. zabrzmiał reportaż Michała Słobodziana, pt. „Smutny Anioł”.
Polskie Radio PiK - 21 listopada 2020 - Bohaterowie, cz. 47

Bohaterowie, cz.46

Anna Jachnina. Fot. Fundacja Generał Elżbiety Zawackiej
Anna Jachnina. Fot. Fundacja Generał Elżbiety Zawackiej
Anna Jachnina z d. Grzelecka ps. „Hanna” - żołnierz konspiracyjnej komórki „Sztuka” Biura Informacji i Propagandy Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej, więźniarka niemieckich obozów koncentracyjnych Auschwitz i Ravensbrück, autorka okupacyjnej piosenki „Siekiera, motyka…”.

Anna Jachnina urodziła się 26 maja 1914 roku w Ciechocinku. Ojciec Leopold był ogrodnikiem w Państwowym Zakładzie Zdrojowym, a matka Józefa pochodziła ze słynnej rodziny Czaki. Anna ukończyła szkołę średnią ss. Urszulanek we Włocławku. W 1935 roku wyszła za mąż za Juliana Jachnę, oficera 36. Pułku Piechoty Legii Akademickiej i zamieszkała z nim w Warszawie. Wkrótce Państwo Jachna stali się rodzicami córeczki o imieniu Lala. Kiedy wybuchła wojna mąż Anny wyjechał na front, a ona samotnie musiała walczyć o życie małej córeczki, która zachorowała na serce. Niestety nie udało się jej uratować, mimo to w czasie walk o utrzymanie Warszawy Anna nie poddała się rozpaczy, lecz zaangażowała w pomoc medyczną rannym i chorym żołnierzom. Pełniła dyżury w Szpitalu Ujazdowskim i na dworcach kolejowych. Od 1941 roku służyła w Związku Walki Zbrojnej (później Armii Krajowej). Przyjmując pseudonim „Hanna” prowadziła działalność konspiracyjną w Biurze Informacji i Propagandy Armii Krajowej. Była bliską współpracownicą Aleksandra Kamińskiego, ps. „Kaźmierczak”, późniejszego autora „Kamieni na szaniec”.

Anna Jachnina brała udział w inicjatywach wydawniczych komórki o kryptonimach „Sztuka” i „K.O.P.R.”. Stefania Halina Buczyńska – kierowniczka komórki „S”, tak pisała, poświadczając działalność Anny:
Ze względu na łatwość pióra, wielostronność uzdolnień była główną podporą komórki”.

Bezpośredni zwierzchnik Anny Jachniny, Aleksander Kamiński, tak o niej napisał:
Zadania ob. Jachniny („Hanny”) polegały na przygotowaniu tekstów literackich dotyczących wojny polsko-niemieckiej oraz okupacji – pamiętniki, opowiadania, anegdoty, odezwy, plakaty itp.”

Teksty te pełniły ważną rolę, ponieważ podtrzymywały nadzieję, wolę walki i umacniały opór społeczeństwa wobec okupanta. Ona sama była autorką satyrycznych wierszy i piosenek. Niewiele osób wie, że Anna Jachnina napisała słowa najsłynniejszej piosenki okupacyjnej Warszawy „Siekiera, motyka…”

Wiele lat po wojnie Anna Jachnina tak wspominała okoliczności powstania piosenki:
Mieszkałam wówczas na ulicy Francuskiej w Warszawie. Była zima, mróz w mieszkaniu i we mnie – w środku. Straszliwy głód. Otrzymałam właśnie polecenie napisania tekstów […]. Ołówek wypadał ze zgrabiałych rąk, mózg zamarzał. Nie było światła, tylko jakiś knocik, lampeczka. Chyba właśnie wtedy – już dokładnie nie pamiętam – powstała piosenka: „Siekiera, motyka, piłka, szklanka, w nocy nalot, w dzień łapanka…

Okupacyjna Warszawa bardzo szybko zaczęła śpiewać te optymistyczne zwrotki i często dopisywać nowe. Komórka „Sztuka” oprócz organizowania ruchu wydawniczego, teatralnego, satyrycznego ogłaszała też konkursy literackie. W jednym z nich w 1942 roku za pamiętnik z oblężenia Warszawy Anna Jachnina pod pseudonimem „XY” zdobyła pierwszą nagrodę.

Do zadań konspiracyjnych „Hanny” należało też zbieranie i opracowywanie utworów satyrycznych: wojennego humoru, dowcipów i anegdot warszawskich, lwowskich, żydowskich a nawet niemieckich krążących po Warszawie. Po wojnie Anna Jachnina wspominała
Satyra w czasie wojny odegrała ogromną rolę. To była broń, skuteczna broń polityczna. Niemcy stale byli w napięciu, dowcip podważał ich pewność siebie, poczucie wyższości. To była po prostu dywersja, działalność patriotyczna, budująca poczucie narodowej wspólnoty […]. Im większy ucisk i terror, tym dosadniejsza i nie przebierająca w środkach satyra. To był bezpiecznik, mechanizm samoobrony”.

3 listopada 1942 roku „Hanna” została aresztowana przez gestapo w lokalu kontaktowym Armii Krajowej przy ul. Wilczej 54. Niosła tam tekst swojej książki „Anegdota i dowcip wojenny” z ostatnimi poprawkami redaktorskimi i ilustracjami. „Hannę” osadzono na Pawiaku, gdzie przeszła kilkutygodniowe, brutalne śledztwo i została zesłana do obozu w Auschwitz. Na ramieniu „Hanny” wytatuowano nr obozowy 25990, którym została na trzy lata.

W artykule Katarzyny Maniewskiej badającej biografię Anny Jachniny, czytamy:
W czasie pobytu w obozie Anna Jachnina trafiła do pracy na tzw. rewirze, czyli w obozowym *szpitalu*. Opiekując się chorymi, najczęściej umierającymi więźniarkami, starała się je ocalić przed tzw. selekcją do komory gazowej. Ukrywanie stanu zdrowia jednej z więźniarek przed dokonującym obchodu nazistowskim lekarzem, przypłaciła niemal utratą własnego życia. Została wówczas dotkliwie skatowana, w konsekwencji czego już do końca życia cierpiała na nawracające bóle głowy, nie pozwalające na pełną aktywność życiową”.

Od października 1944 roku Anna Jachnina przebywała przez pół roku w obozie w Ravensbrück. „Skąd w kwietniu z transportem chorych zabrali mnie Szwedzi. Ich wspaniałej opiece lekarskiej, życzliwości i kulturze zawdzięczam życie” – napisała Jachnina w swojej relacji przechowywanej w zbiorach Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu.

W 1947 roku Anna Jachnina powróciła do Polski i po krótkim pobycie w Gdańsku zamieszkała w Bydgoszczy.

Po wojnie Anna Jachnina zgłosiła się do pracy w bydgoskiej Rozgłośni Polskiego Radia, z którą związała się na długie lata. Kierowała redakcją kultury ludowej. Była laureatką wielu nagród, m.in. w 1970 roku nagrodzono ją „Złotym Mikrofonem” za radiowy dorobek twórczy. Została odznaczona Krzyżem Armii Krajowej, Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Anna Jachnina zmarła w 1996 roku i jest pochowana w Bydgoszczy. W 2018 roku została osłonięta tablica Jej pamięci na warszawskiej Saskiej Kępie, na ul. Francuskiej – miejscu powstania najsłynniejszej okupacyjnej piosenki „Siekiera, motyka…”.

Mąż Anny podczas wojny był ranny pod Brwinowem, osadzono go w oflagu II D Gross-Born skąd powrócił z gruźlicą leczoną przez lata po wojnie. Rodzina Anny Jachniny uczestniczyła w działaniach przeciwko okupantowi. Brat Antoni Grzelecki ps. Czaki był oficerem Armii Krajowej w batalionie „Wigry”. Siostra Stanisława Golińska pracowała w sztabie przy płk. Janie Rzepeckim. Kuzynka Anny, Hanka Czaki, harcerka i sekretarka Wydziału Informacji w BIP KG AK została aresztowana i stracona wraz z rodzicami Tytusem i Jadwigą za udział w konspiracji w 1944 roku.

Radiowy biogram przygotowała Żaneta Walentyn na podstawie materiałów zebranych przez panią Annę Mikulską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Autorka radiowej opowieści o Annie Jachninie dziękuje dr Katarzynie Minczykowskiej-Targowskiej sprawującej opiekę merytoryczną nad projektem „Bohaterowie”.
Polskie Radio PiK - 14 listopada 2020 - Bohaterowie, cz. 46

Bohaterowie, cz.45

Adam Steinborn. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Adam Steinborn. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Adam Steinborn - ps. „Odrowąż”, „Tucholczyk”, „Toruńczyk”, nazwisko konspiracyjne Salak - żołnierz wuywiadu Oddz. II Komendy Głównej Armii Krajowej, oficer do zleceń Komendy Obszaru Zachodniego.

Adam Steinborn urodził się 30 maja 1903 roku w Toruniu. Jego rodzice – Otto Steinborn, lekarz i Helena z Kawczyńskich, byli działaczami niepodległościowymi. Synom, którzy od dzieciństwa mieli do czynienia z zaborcą pruskim, wpajali odwagę cywilną, konieczną w obronie przed germanizacją. Lata 1908–1921 upłynęły Adamowi na nauce w szkole powszechnej i gimnazjum w Toruniu, z równoczesnym tajnym uczeniem się pisania i czytania po polsku. Wraz ze starszym bratem Witoldem, od 1917 roku działał w drużynie harcerskiej im. T. Kościuszki i zainicjował konspiracyjne grupy mające na celu poznawanie historii i literatury polskiej. W 1920 roku brał udział w wojnie polsko-sowieckiej. Lata 1921–1925 obejmują studia Adama w Wyższej Szkole Handlowej w Warszawie. Jednocześnie był kadetem Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii w Grudziądzu, którą ukończył w 1926 roku, w którym też zaczął pracować w Krajowej Hurtowni Herbaty, założonej w roku 1840 firmie M. Szumilin. Działał też społecznie w organizacjach handlowych. W latach 1927–1930 pracował jako asystent w macierzystej uczelni. W 1938 roku został dyrektorem „Szumilina”.

Dnia 25 sierpnia 1939 roku Adam Steinborn został zmobilizowany do służby transportowej i objął stanowisko komendanta stacji kolejowej w Chełmnie Lubelskim. Ze zrujnowanego dworca w Chełmnie przedostał się do Warszawy, gdzie powrócił do firmy „Szumilin”. Tam spotkał się z niemieckim oficerem dr Ernstem Kahem, chcącym się zorientować w sytuacji gospodarczej miasta. Adam Steinborn został uznany za przydatnego do kierowania „Szumilinem”, który już zajęty przez Niemców został przekwalifikowany na Rejonową Hurtownię Aprowizacyjną nr XXIII.

W listopadzie 1939 roku Adam Steinborn został członkiem Służby Zwycięstwu Polski, a maju 1940 roku został zaprzysiężony do Związku Walki Zbrojnej. Powierzono mu najbardziej tajne zadania specjalne, służył w Wydziale Kontrwywiadu i Bezpieczeństwa Oddz. II Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej. Obowiązywał go zakaz walki z bronią w ręku i zakaz udziału w akcjach zbrojnych przeciw Niemcom. W chwili ostatecznego niebezpieczeństwa, by chronić powierzone mu przez Związek Walki Zbrojnej tajemnice, miał zażyć truciznę, którą wręczono mu w postaci cyjanku potasu.

Adam Steinborn przyjął pseudonim „Odrowąż”. Spotykanie się z dr Ernstem Kahem było odtąd zadaniem Steinborna. Wtajemniczeni koledzy nazwali go „opiekunem Doktora”. Rozmowy z dr Kahem o kulturze i sztuce, wywoływały rozluźnienie, odruchy życzliwości i ułatwiały zdobywanie od niego informacji. Dawały też możliwość informowania go o nieludzkiej brutalności gestapowców w stosunku do Polaków i o uwięzieniu wielu z nich często bez dowodów winy. Dzięki Adamowi Steinbornowi dowództwo Armii Krajowej zdobyło informacje o układzie organizacyjnym działającej w Warszawie policji niemieckiej. Steinborn starał się ratować ludzi z niemieckich więzień. M.in. za jego sprawą zwolnionych było około 75 osób, wśród nich byli żołnierze Armii Krajowej i przedstawiciele kultury.

Jesienią 1942 roku do zadań „Odrowąża” doszły spotkania z innym oficerem niemieckim, dr Spilkerem, skądinąd osobistym wrogiem dr Ernsta Kaha. Adam Steinborn rozeznał kompetencje swoich rozmówców. Dr Spilker został odkomenderowany do Warszawy, aby skuteczniej rozpracować polskie podziemie i skontrolować dr Kaha podejrzanego o łagodność w stosunku do ludności polskiej. Z czasem Adam Steinborn poznał podział kompetencji całego aparatu niemieckiej policji, orientował się w funkcjach gestapowców. Poznał też ich nawyki, stosunek np. do „łapówek”, kontakty z Polakami, lokale, w których bywali. Rozeznanie Steinborna w usytuowaniu urzędów w budynku gestapo i odtworzenie ich planu dla potrzeb Armii Krajowej, pozwalało niekiedy zorientować się zaaresztowanym żołnierzom podziemia, jaki dział i który funkcjonariusz prowadzi przesłuchanie. Dawało to szanse ocalenia. To Adam Steinborn prowadził obserwację „kata Warszawy” - Franza Kutschery. Poznał dokładny plan zajęć dowódcy SS i jego szofera. Ta wiedza niewątpliwie przyczyniła się do powodzenia zamachu, jakiego 1 lutego 1944 roku Armia Krajowa dokonała na Franza Kutscherę.

Swoje spotkania kontrwywiadowcze Adam Steinborn nazywał „zadaniami w wilczej jamie”. Nie mógł być nigdy pewny, jak spotkanie się skończy. Gdy wiosną 1944 roku dr Erst Kah dowiedział się, że jego mieszkanie ma być poddane rewizji z polecenia Spilkera, zaprosił do swego biura w trybie natychmiastowym Adama Steinborna, wręczył mu klucze od swego mieszkania przy ul. Oleandrów oraz klucze od biurka, z prośbą o zabranie i przechowanie u siebie brązowej koperty. Adam Steinborn ze strachem podjął się tej misji. Po oddaniu kluczy doktorowi, wszystkie dokumenty, m.in. meldunki Wandy Kronenberg dla dr Koha i kopie dla wywiadu Armii Krajowej świadczące o podwójnej grze tej kobiety, zostały sfotografowane w punkcie kontaktowym Armii Krajowej.

Bardzo trudne rozmowy z przedstawicielami władz okupacyjnych Warszawy, w wielu wypadkach skuteczne, były możliwe dzięki temu, że Adam Steinborn poznał dobrze język, kulturę i psychikę Niemców. Potrafił zbijać z tropu swoich przekonanych rozmówców. Podając przykłady niemieckiej brutalności i niesprawiedliwości, upomniał się z dobrym skutkiem o dzieci warszawskie, pozbawione prawa wchodzenia na teren parków, zagwarantowanego dla dzieci niemieckich.

Z polecenia przełożonych Armii Krajowej Adam Steinborn poruszył sprawę dzieci Zamojszczyzny. Jego firma finansowała dwa zakonspirowane sierocińce, w których w 1943 roku schroniono część dzieci uratowanych z wywózki na zniemczenie. Jako dyrektor Hurtowni pozwalał, aby stanowiła ona bazę techniczną i materiałową dla działalności Związku Walki Zbrojnej–Armii Krajowej. Gdy pewnego razu gestapo z żandarmerią wpadło do Hurtowni poszukując w magazynie skradzionych jajek i dokładnie sprawdziło stempelki na skorupkach, odeszło zadowolone nie wiedząc, że za paczkami z jajkami, w głębi magazynu była składnica Armii Krajowej.

W czasie powstania warszawskiego Adam Steinborn m.in. pełnił funkcję oficera łącznikowego i zwiadowczego Dowództwa Armii Ktajowej „Starówka”. Od połowy września działał w kontrwywiadzie. W listopadzie 1944 roku był delegowany razem z mec. Edmundem Borzyszkowskim do Torunia, Bydgoszczy i Grudziądza, jako oficer łącznikowy do rozpoznania sytuacji działających na Pomorzu formacji konspiracyjnych. Adam Steinborn dostarczył ks. Józefowi Wryczy polową radiostację do Wiela w Borach Tucholskich.

W styczniu 1945 roku Adam Steinborn został zwolniony z funkcji w kontrwywiadzie. Otrzymał awans na kapitana i był odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami. Przez kila miesięcy mieszkał i pracował w Bydgoszczy, skąd wyjechał do Warszawy, gdzie podjął pracę w firmie handlowej „Transactor”. W latach 1949–1953 był więziony przez władze komunistyczne. Po wyjściu na wolność i długiej rehabilitacji powrócił do pracy zawodowej w handlu zagranicznym.

Adam Steinborn zmarł 12 marca 1982 roku. Został pochowany na Starych Powązkach w Warszawie.

Opowieść o życiu i działalności Adama Steinborna powstała na bazie materiałów przygotowanych przez panią Barbarę Rojek - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Nadzór naukowy nad projektem „Bohaterowie” sprawuje dr Katarzyna Minczykowska-Targowska. Opowieść radiową o bohaterce tego odcinka przygotował Michał Słobodzian.
Polskie Radio PiK - 7 listopada 2020 - Bohaterowie, cz. 45

Bohaterowie, cz.44

Bogdan Siudowski - ps. „Marcin”, żołnierz Armii Krajowej i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.

Ten odważny żołnierz, kontynuator patriotycznych tradycji rodzinnych, dziennikarz i działacz społeczny urodził się 14 lutego 1921 roku w Przydatkach koło Brodnicy. Pochodził z rodziny ziemiańskiej. Jego rodzicami byli Konrad Siudowski i Helena z domu Peto. Ojciec był m.in. senatorem Rzeczypospolitej w latach 1935–1938, podpułkownikiem w rezerwie po udziale w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 roku. Matka Helena – brodniczanka, pochodziła z patriotycznej rodziny kupieckiej. Prowadziła szeroką działalność społeczną i niepodległościową, współdziałała w tworzeniu początków szkolnictwa polskiego w Brodnicy.

Bogdan Siudowski był najstarszym z czworga dzieci w rodzinie. Do 1939 roku uczył się w gimnazjum Brodnicy. On sam tak wspominał wybuch wojny:
Wówczas byłem uczniem maturalnej klasy brodnickiego gimnazjum i junakiem Przysposobienia Wojskowego, wstępując ochotniczo do batalionu Obrony Narodowej Przysposobienia Wojskowego 67. pp. Wtedy trzeba było strzec obiektów wojskowych i gospodarczych przed skrytobójczymi napadami V kolumny”.

Bogdan Siudowski brał udział w walkach w obronie Warszawy, a po kapitulacji stolicy powrócił do Brodnicy, gdzie został aresztowany przez gestapo. Tak później, już jako redaktor w jednym z artykułów, wspominał ten fakt:
Na początku października »za ochotniczy udział w wojnie przeciwko III Rzeszy« osadzono mnie w więzieniu w Brodnicy nad Drwęcą […]. Szczęśliwym trafem udało mi się wyrwać z rąk gestapo i zbiec na tereny tzw. Generalnej Guberni, by walczyć z bronią w ręku, aż do zakończenia wojny”.

W Warszawie, dokąd uciekł, Bogdan Siudowski pracował jako robotnik w spółdzielczości mleczarskiej. Jednocześnie uczęszczał na tajne komplety gimnazjalne, które zakończył zdaniem matury. Konspiracyjnie uczył się dalej, studiując rolnictwo i ekonomię na SGGW. W lutym 1940 roku wstąpił do Związki Walki Zbrojnej i brał udział w małym sabotażu oraz kolportażu prasy podziemnej. Następnie działał w Armii Krajowej pod pseudonimem „Marcin”. Ukończył szkołę podchorążych ze stopniem plutonowego. Brał udział w wielu akcjach dywersyjnych oraz przewoził broń.

Jako ochotniczy kurier dowództwa Armii Krajowej, Bogdan Siudowski wielokrotnie odbywał podróże na teren województwa lubelskiego, gdzie walczył w oddziałach partyzanckich przeciwko pacyfikacjom niemieckim tamtejszych wsi. W czasie jednej z bitew pod Trzeszczanami w pow. hrubieszowskim został ranny. Po uwięzieniu w Zamościu udało mu się zbiec i wrócić do Warszawy.

W czasie powstania warszawskiego Bogdan Siudowski walczył w zgrupowaniu „Bełt” w 3. batalionie 21. pp im. Dzieci Warszawy. Będąc dowódcą drużyny uczestniczył w akcjach skierowanych przeciwko niemieckim strzelcom wyborowym, a 19 sierpnia zniszczył niemiecki czołg. Za udział w zdobyciu szkoły przy ul. Książęcej został odznaczony Krzyżem Walecznych i mianowany sierżantem podchorążym. Teren działania zgrupowania „Bełt”, którego żołnierzem był Bogdan Siudowski obejmował południową stronę Al. Jerozolimskich od ul Marszałkowskiej, poprzez ul. Bracką, Nowy Świat do pl. Trzech Krzyży. Powstańcy postanowili wykonać przez Al. Jerozolimskie przekop, który umożliwiłby współdziałanie oddziałów walczących po obu stronach tej ulicy. Chodziło o wymianę żołnierzy, łączników, broni i leków. Budowę przekopu i barykady powierzone zostały saperom z batalionu „Bełt” i rozpoczęto ją w pierwszym tygodniu walk. Po wykonaniu przejścia ruch oddziałów niemieckich główną arterią stolicy został zamknięty. Przez cały czas trwania powstania Niemcy w dzień burzyli barykadę, a w nocy Polacy ją odbudowywali.

W pierwszej dekadzie września obroną barykady dowodził Bogdan Siudowski. Było to miejsce bardzo ważne strategicznie, bo umożliwiało przerzuty oddziałów powstańczych przez jedyne przejście z Warszawy północ na południe w Al. Jerozolimskich. To właśnie tamtędy przerzucono zespół radiostacji „Błyskawica”, dzięki której świat dowiadywał się, co dzieje się w bohaterskiej Warszawie w sierpniu 1944 roku. Bogdan Siudowski został tam dwukrotnie ranny, ale pomimo sprzeciwu lekarzy opuścił szpital polowy i wrócił na barykadę dowodząc jej obroną do dnia kapitulacji. Utrzymanie barykady – przejścia uratowało życie tysiącom ludzi, którzy przedostawali się kanałami po upadku Starego Miasta.

Za wykazanie się niezwykłym bohaterstwem, Bogdan Siudowski otrzymał nominację na stopień podporucznika i przedstawiony został do odznaczenia Srebrnym Krzyżem Virtuti Militari. W powojennym wniosku o nadanie tego orderu czytamy:
Wyróżnia się odwagą i brawurą jako podchorąży, zostaje dwukrotnie ranny i jest inwalidą wojennym. Żołnierskim przykładem i męstwem w dużym stopniu przyczynił się do zwycięskiej bitwy o Aleje Jerozolimskie”.

Po upadku powstania Bogdan Siudowski osadzony został w obozie jenieckim Lamsdorf (Łambinowice) na Opolszczyźnie. Następnie został skierowany do szpitali obozowych w Wistritz, Muhlenberg i Zeitheim.

Kiedy skończyła się wojna, w 1945 roku zgłosił się jako ochotnik do ośrodka wojskowego w Northeim, który podlegał I Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka. Bogdan Siudowski pełnił tam obowiązki dowódcy kompanii. Później został oficerem łącznikowym do spraw repatriacji w Polskiej Misji Wojskowej we Frankfurcie nad Menem.

Od maja 1946 do lutego 1948 roku Bogdan Siudowski kierował repatriacją Polaków w Stuttgarcie. Po wykonaniu tej pracy został odwołany do kraju i zdemobilizowany. Pracował zawodowo m.in. jako dziennikarz.

Bogdan Siudowski zmarł 30 maja 1992 roku w Warszawie, a pochowany został w grobowcu rodzinnym na cmentarzu w Brodnicy.

Radiowy biogram przygotowała Żaneta Walentyn na podstawie materiałów zebranych przez panią Annę Mikulską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Autorka radiowej opowieści o Bogdanie Siudowskim dziękuje dr Katarzynie Minczykowskiej-Targowskiej sprawującej opiekę merytoryczną nad projektem „Bohaterowie”.
Polskie Radio PiK - 31 października 2020 - Bohaterowie, cz. 44

Bohaterowie, cz.43

Eligiusz Gałęzewski. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Eligiusz Gałęzewski. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Eligiusz Gałęzewski. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Eligiusz Gałęzewski. Fot. ze zbiorów Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej
Eligiusz Zbigniew Gałęzewski, ps. „Grom”, „Młot”, podporucznik, żołnierz Armii Krajowej, II Korpusu Polskiego, kapitan Korpusu Wojsk Inżynieryjnych USA, inżynier, działacz Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej.

Eligiusz Gałęzewski urodził się 11 maja 1923 roku w Chełmnie. Był synem Józefa (zamordowanego w 1942 r. przez gestapo) i Heleny z Orłowskich. Miał dwóch braci Jerzego (późniejszy żołnierz AK) i Włodzimierza.

Eligiusz Gałęzewski był żołnierzem września 1939, służył w Batalionie Zapasowym 59. Pułku Piechoty Wielkopolskiej. Pod koniec października 1939 roku wrócił do Inowrocławia, gdzie mieszkał przed wojną, uczył się i działał w harcerstwie. Na polecenie ojca, żołnierza, działającego też w konspiracji, przenosił meldunki i prasę wydawaną w podziemiu. W sierpniu 1940 roku aresztowano ojca, a dwa miesiące później gestapo aresztowało całą rodzinę. Wszyscy zostali osadzeni w obozie koncentracyjnym Błonie w Inowrocławiu, a następnie wysiedleni do Generalnego Gubernatorstwa. Osiedlili się w Mińsku Mazowieckim i tam w lutym 1941 roku Eligiusz został zaprzysiężony do Szarych Szeregów.

Od listopada 1942 do maja 1943 roku Eligiusz Gałęzewski był słuchaczem Szkoły Podchorążych Piechoty. Ukończył ją w stopniu kaprala podchorążego. Otrzymał przydział do dywersji Obwodu Armii Krajowej Mińsk Mazowiecki. Brał udział w wielu akcjach przeciwko okupantom: napadach na urzędy administracji niemieckiej w celu zniszczenia nakazów kontyngentowych i ewidencji osobistej, niszczeniu linii telefonicznych i mniejszych zakładów przemysłowych (mleczarnie, gorzelnie, tartaki, garbarnie, cukrownie) oraz niszczeniu magazynów Wehrmachtu. Był uczestnikiem akcji wysadzania pociągów, odbijania więźniów, brał udział w napadach na dworce kolejowe w celu rekwizycji towarów, a także w zniszczeniu aparatury kina przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie. Kilkakrotnie uczestniczył w przyjmowaniu zrzutów i zabezpieczaniu zrzutowisk w rejonie Mińska. Chodziło o zrzuty dokonywane przez samoloty alianckie na terenie okupowanej Polski. Dzięki nim oddziały Armii Krajowej mogły uzupełnić uzbrojenie i sprzęt.

Henryk Napieralski ps. Bohun, towarzysz walk Gałęzewskiego, tak wspominał Eligiusza:
Kapral podchorąży „Grom” Zbigniew Gałęzewski, blisko dwumetrowy olbrzym, wysportowany, o gęstej blond czuprynie, znany w kręgach mińskiego AK, dzielny i ofiarny żołnierz dywersji, charakteryzował się poważnymi ambicjami wojskowymi. Syn chorążego z 59 pp. w Inowrocławiu, najlepszy koszykarz w ogólniaku im. Kasprowicza, marzył o karierze wojskowej. Przygotowywał się do niej poważnie, studiując różne fachowe dzieła, z Clausewitzem włącznie. Należał w tym czasie do tych, którzy nie zadowalali się akcjami wyznaczonymi dla danej grupy czy zespołu, lecz sami nieustannie szukali okazji do „wkręcania się” wszędzie, gdzie zwalczano wroga i jego machinę okupacyjną”.

Od lutego do końca kwietnia 1944 roku Eligiusz Gałęzewski był zastępcą dowódcy oddziału leśnego kaprala podchorążego Kazimierza Aniszewskiego „Dęboroga”. Został ranny w walce i przeniósł się do Warszawy, gdzie również brał udział w akcjach zbrojnych. Wkrótce powrócił do Mińska Mazowieckiego i został dowódcą plutonu w odtworzonej 8. Dywizji Piechoty Armii Krajowej. Razem ze swoim plutonem wziął udział w koncentracji oddziałów AK. W ramach Akcji „Burza” oddziały AK wyzwoliły m.in. Mińsk Mazowiecki. Żołnierze Armii Krajowej wkroczyli do miasta. Władzę cywilną w mieście objął w imieniu Delegatury Rządu Rzeczypospolitej Polskiej na Kraj burmistrz Hipolit Konopka. 31 sierpnia 1944 roku do miasta wkroczyły oddziały Armii Czerwonej. Polska władza trwała jednak tylko do 6 sierpnia. W nocy z 6 na 7 sierpnia przedstawiciele prawowitych władz polskich zostali aresztowani przez Rosjan. Burmistrza Hipolita Konopkę skrytobójczo zamordowano. Losy żołnierzy Armii Krajowej były takie same, jak na zajętych wcześniej przez Rosjan polskich ziemiach: rozbrajanie, aresztowanie, wywożenie w głąb Rosji.

Eligiusz Gałęzewski przyłączył się do kompanii, która nie dała się rozbroić przez sowietów. Żołnierze zamierzali przedrzeć się do Warszawy – trwało tam powstanie. Podjęto taką próbę, ale bez powodzenia i zapadła decyzja o powrocie do Mińska. Awansowany do stopnia podporucznika, Eligiusz Gałęzewski został szefem dywersji Obwodu AK Mińsk Mazowiecki. Działalność dywersantów polegała przede wszystkim na obronie żołnierzy AK przed represjami ze strony Rosjan. Podczas akcji zbrojnej ranny dostał się w ręce sowietów. Udało mu się uciec, jednak po pewnym czasie ponownie go aresztowano i wcielono do oddziałów Wojska Polskiego, które przybyło na ziemie polskie razem z Armią Czerwoną i było zupełnie od niej zależne. Ten sam los spotkał wielu żołnierzy Armii Krajowej. Eligiusz Gałęzewski stworzył w wojsku wraz z tymi żołnierzami tajną organizację. Nawiązał kontakt z komendantem Okręgu AK Lublin płk Franciszkiem Żakiem „Wirem” i podporządkował mu swoją organizację. W grudniu 1944 roku otrzymał awans na porucznika.

W marcu 1945 roku Gałęzewski został aresztowany przez tzw. Informację Wojskową, czyli wojskową policją polityczną i po trzymiesięcznym śledztwie skazany przez Wojskowy Sąd Doraźny na karę więzienia oraz utratę majątku i praw obywatelskich. Był przetrzymywany w warszawskich więzieniach, a w lipcu 1945 roku, wraz z innymi więźniami, przewożony pociągiem do kolejnego zakładu karnego. Szczęśliwie pod Dęblinem wszyscy więźniowie zostali uwolnieni przez oddział partyzancki mjr Mariana Bernaciaka „Orlika”. Wolność odzyskało wówczas 120 więźniów – żołnierzy Armii Krajowej.

Po tych przejściach Eligiusz Gałęzewski zdecydował się opuścić Polskę. Udało mu się przekroczyć granicę i dotrzeć do Włoch do II Korpusu Polskiego pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Został żołnierzem 2. Baonu Komandosów i ukończył pięciomiesięczny Kurs Młodszych Oficerów Piechoty.

Eligiusz Gałęzewski został zdemobilizowany z Armii Andersa w 1947 roku i w stopniu porucznika wstąpił do armii angielskiej. W 1948 roku definitywnie odszedł z wojska i rozpoczął studia inżynieryjne na Uniwersytecie w Londynie. W 1951 roku przeniósł się do Stanów Zjednoczonych i kontynuował studia na Uniwersytecie Stanu Michigan. Ukończył je i przez 35 lat pracował jako inżynier. Przyjął w 1956 roku obywatelstwo amerykańskie i w latach 1957–1961 służył w armii amerykańskiej, w Korpusie Wojsk Inżynieryjnych; zakończył tę służbę w stopniu kapitana. W 1950 roku poślubił Szwajcarkę Claudine Schorer i był ojcem dwóch córek.

Eligiusz Gałęzewski był członkiem Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w Londynie. Należał do Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej; od 1987 roku był prezesem Koła w Los Angeles.

Po latach tak wspominał czas wojny:
Nasza walka z najeźdźcą niemieckim to nie był tylko romantyczny zryw, ale wyraz świadomego oporu całego społeczeństwa polskiego, które sprzeciwiło się przemocy i barbarzyństwu. Wystąpiliśmy nie tylko przeciw politycznemu gwałtowi, ale także przeciw morderstwu, ludobójstwu i pogwałceniu wszystkich zasad cywilizowanego świata, przeciw cofaniu cywilizacji i unicestwieniu zdobyczy kulturalnych nie tylko Polski, ale całej ludzkości. Zostawmy przyszłym historykom do oceny fakt, czy Powstanie Warszawskie miało sens, czy nie, czy miało konkretne szanse na powodzenie, czy też – jak twierdzą niektórzy, podobnie do powstania styczniowego – tych szans nie miało. Zdajemy sobie sprawę, że broniliśmy nie tylko Warszawy, nie tylko Polski, ale także i przede wszystkim podstawowych wartości ludzkich, które barbarzyńca niemiecki w nowoczesnej zbroi XX wieku, z czołgami, samolotami bombowymi i ciężką artylerią, deptał i niweczył, i chciał tworzyć nową, przerażającą cywilizację. […] Tę walkę o wartości ludzkie wygraliśmy na pewno. Tutaj jest zawarta najprawdopodobniej kwintesencja naszej działalności, z której możemy być słusznie dumni, a która nie została jeszcze należycie oceniona i zidentyfikowana. Miejmy nadzieję, że przyszli historycy wypełnią tę lukę i że obok celów polityczno-wojskowych, walka o człowieka, o wartości cywilizacyjne XX wieku, zostanie należycie doceniona.

Eligiusz Zbigniew Gałęzewski został odznaczony m.in.: Srebrnym Krzyżem Virtuti Militari, Krzyżem Walecznych, Odznaką Pamiątkową 2. Korpusu, Medalem Wojska, Gwiazdą za Wojnę 1939–1945 (brytyjskie odznaczenie dla uczestników działań wojennych), Gwiazdą Italii (odznaczenie ustanowione przez króla angielskiego Jerzego VI dla uczestników działań wojennych na terenie Włoch.

Zmarł 20 września 1996 roku w Stanach Zjednoczonych.

Radiowy biogram przygotowała Adriana Andrzejewska-Kuras na podstawie materiałów zebranych przez dr Ewę Gawrońską - dokumentalistkę i autorkę kwerend archiwalnych z Fundacji Generał Elżbiety Zawackiej w Toruniu. Autorka radiowej opowieści o Eligiuszu Gałęzewskim dziękuje dr Katarzynie Minczykowskiej-Targowskiej sprawującej opiekę merytoryczną nad projektem „Bohaterowie”.
Polskie Radio PiK - 24 października 2020 - Bohaterowie, cz. 43
123456