Wtorek, 20 listopada 2018 r.   Imieniny: Anatola, Sedzimira, Rafała
Polskie Radio PiK » Rozmowa Dnia

Rozmowa dnia

Kosma Złotowski

Kosma Złotowski. Fot. Archiwum PR PiK
Kosma Złotowski. Fot. Archiwum PR PiK
O przepisach dotyczących odszkodowań dla pasażerów kolei, o działaniach niemieckiego Jugendamtu wobec dzieci z małżeństw mieszanych, a także o perspektywie Brexitu. Rozmowa Dnia z europosłem Kosmą Złotowski (PiS).



Michał Jędryka: Ostatnio wiele mówiło się o głosowaniu w Parlamencie Europejskim w sprawie kolei. Nowe prawo, które przygotowali europosłowie dotyczy między innymi tego, że za opóźnienia kolej będzie musiała płacić odszkodowania. Czy spodziewa się pan, że koleje będą bardziej punktualne?

Kosma Złotowski: Rzeczywiście chodzi tutaj o prawa pasażerów kolejowych. Parlament Europejski przygotował taki pakiet kolejowy, chodziło o to, żeby koleje mogły się lepiej rozwijać, żeby inwestować w koleje, warunki inwestowania w koleje. Rzeczywiście, w Europie i Polsce pasażerowie widzą, że nowe linie kolejowe się budują. Nie tylko jest tak, że koleje powinny być nowoczesne, ale też koleje powinny zachęcać pasażerów. Tutaj chodziło o to, żeby zrównać prawa pasażerów np. lotniczych lub kolejowych. Właśnie to przegłosowaliśmy. Innymi słowy, tak jak zakończyłem swoje wystąpienie, poprzednio jako Parlament Europejski ulegaliśmy lobby kolejowemu, tym razem ulegliśmy lobby pasażerskiemu.

Kolej powinna być bardziej przyjazna osobom niepełnosprawnym, to również jest w tych uchwalonych przepisach.

To właśnie z tej uchwalonej dyrektywy wynika. Kolej powinna zapewnić asystę osobom niepełnosprawnym. Taką chęć podróży należy zgłosić 24 godziny przed odjazdem pociągu, czyli podobnie jak to się dzieje na lotniskach. Kolej powinna być punktualna a jeżeli nie jest, czyli spóźnienie wynosi powyżej 2 godzin, pasażerowie powinni dostać odpowiednie odszkodowanie. To jeszcze nie koniec. Teraz przegłosował to Parlament, teraz zaczną się rozmowy między Parlamentem, Radą Unii Europejskiej i Komisją Europejską.

Kiedy możemy spodziewać się wejścia w życie takiego przepisu dotyczącego poszczególnych kolei narodowych?

Jeżeli wszystko sprawnie pójdzie to do końca tej kadencji powinno to być załatwione, czyli do maja. Ostatnie posiedzenie jest w kwietniu. Jeśli nie to dopiero w następnej kadencji, bo jak przypuszczam, lobby kolejowe ujawni się i będzie zabiegało przynajmniej o ograniczenie niektórych propozycji u swoich rządów.

Wspomniał pan o inwestycjach, budowie nowych linii. Sprawy kolejowe, wbrew pozorom, nawiązują do 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Młoda Polska traktowała inwestycje kolejowe priorytetowo m.in. po 1925 roku, kiedy rozpoczęła się wojna celna z Niemcami zbudowano linię kolejową z Bydgoszczy przez Kościerzynę do Gdyni. Teraz słyszymy, że pojawia się tam inwestycja, będzie budowany drugi tor kolejowy, będzie elektryfikacja tej linii. Cieszy się pan z tego, że ta historyczna linia zostanie zrewitalizowana?



Każdy rozwój infrastruktury w Polsce cieszy.

Zmieńmy temat. Nie tylko samymi kolejami żyje polityka. Chciałbym zapytać o delikatniejszy temat. Wraz z Beatą Gosiewską zabrał pan głos w sprawie Jugendamtu, które nadużywają swojej władzy na terenie Niemiec w sprawie polskich dzieci.

Właśnie nie tylko w sprawie polskich dzieci, tylko w ogóle dzieci z małżeństw mieszanych, w których jedną ze stron są Niemcy. Jeżeli w takiej rodzinie coś się dzieje np. jakaś kłótnie między rodzicami, rozwód, nawet doniesienie na niesprawiedliwe i niedobre traktowanie dzieci, wtedy wkracza urząd ds. dzieci i młodzieży – niemiecki Jugendamt. On zawsze staje po stronie niemieckiego rodzica. Jest kilka spraw, które bulwersują opinię publiczną w Polsce, ale debata wykazała, że jest sporo takich spraw, które bulwersują opinię publiczną we Francji, czy Hiszpanii. Myślę, że zabranianie dzieciom mówienia w języku jednego z rodziców to powrót do XIX wiecznej germanizacji. Mamy to w XXI wieku.

Pani Gosiewska przytacza przypadek Wojciecha Pomorskiego, który widział swoje córeczki przez 16 godzin w ciągu 15 lat a dzieci zostały zgermanizowane.

Okazuje się, że jet to problem ogólnoeuropejski. Tam, gdzie są małżeństwa niemiecko-cudzoziemskie i tam, gdzie w tych rodzinach są konflikty, bo jeżeli nie ma konfliktu to Jugendamt nie wkracza. Wtedy, kiedy tak się dzieje, Jugendamt wkracza w bardzo brutalny sposób. Jest to zjawisko dotyczące nie tylko Polski, tylko wszystkich krajów Unii Europejskiej, stąd ta debata. Chciałbym powiedzieć, że podobna odbyła się w Parlamencie Europejskim już 10 lat temu i sytuacja przez 10 lat niestety się nie zmieniła.

Parlament Europejski przegłosował rezolucję, w której wzywa do corocznej oceny praworządności w Unii Europejskiej. Tę rezolucję można oceniać pod różnymi kątami. Mówił pan, że spodziewa się pan po niej wszystkiego najgorszego. Zapytam przewrotnie. Nie można takiej rezolucji wykorzystać do oceny działania tych Jugendamtów?

Oczywiście. Każdy instrument prawny działa w wiele stron. My się spodziewamy wszystkiego najgorszego, dlatego że już takie próby ingerencji unijnej w nasz wewnętrzny system widzieliśmy. Takie próby są w stosunku do Węgier i Rumunii. Oczywiście, jeżeli ten instrument zostanie nam dany, będziemy go wykorzystywać również i w tym przypadku, ale nie tylko w tym przypadku. Na przykład niemieckie stowarzyszenia sędziowskie uważają, że sposób mianowania sędziów w Niemczech, a odbywa się ono w taki sposób, że kandydatów wyłaniają komisje ds. wyboru sędziów na poziomie landowym i krajowym. Te komisje w większości składają się z polityków. Na końcu aktu nominacji dokonuje minister. Innymi słowy, sposób w jakich u nas mianuje się sędziów jest dużo bardziej oddzielny od całej reszty władz, niż to się dzieje w Niemczech. To właśnie m.in. Niemcy zarzucają nam brak praworządności, jeśli chodzi o mianowanie sędziów.

Widzi pan możliwości kompromisu pomiędzy Europą a Polską w sprawie reformy sądownictwa?

Możliwość oczywiście widzę. Problem w tym, czy jest wola na zawarcie takiego kompromisu i u niektórych aktorów tej sceny takiej woli nie widzę. Nie widzę takiej woli np. po stronie komisarza Timmermansa, który zwyczajnie zamyka oczy na fakty.

Ostatnia rzecz, o którą chciałem zapytać to Brexit. Czy negocjacje w tej sprawie będą miały wpływ na polską politykę i sytuację w Unii Europejskiej?

To jest trudne pytanie, ponieważ sprawa dotyczy z jednej strony samej Wielkiej Brytanii i reszty Unii. Z drugiej strony sposób w jaki zawierana jest ta umowa jest bardzo kontrowersyjnie przyjmowany przez scenę polityczną w Wielkiej Brytanii. Premier May ostatnio zaproponowała ostateczny tekst tej umowy i dzięki temu pozbyła się 5 ministrów. Nie wiadomo, czy ten rząd przetrwa. Z innej strony, istnieje w Unii chęć reprezentowana zwłaszcza przez lewą stronę, od komunistów i innych demokratów poczynając do liberałów i części chadeków kończąc, żeby ukarać Wielką Brytanię za chęć odejścia z Unii Europejskiej. Ani polski rząd, ani nasza frakcja takiego stanowiska nie popiera. Uważamy, że jeżeli Brytyjczycy podjęli taką decyzję to tę decyzję Unia Europejska powinna uszanować. Wielka Brytania przecież nie odchodzi gdzieś w dalekie kraje, tylko dalej będzie tylko 50 kilometrów od unijnego, francuskiego wybrzeża.

Tym bardziej, że Polska ma tam swoje interesy.

Tym bardziej, że mamy tam dość sporą Polonię, czyli interesy związane z Polakami, którzy tam mieszkają.

Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Kosma Złotowski

Joanna Taczkowska

Joanna Taczkowska
Joanna Taczkowska
Miniony tydzień był naznaczony dynamicznym rozwojem sytuacji politycznej w kraju - od Marszu Niepodległości po aferę związaną ujawnieniem nagrania rozmowy właściciela Getin Banku z szefem Komisji Nadzoru Finansowego. Jak te wydarzenia przedstawiały polskie media? Rozmawialiśmy o tym z prawnikiem i medioznawcą, prof. Joanną Taczkowską, kierownikiem Katedry Administracji i Prawa Administracyjnego Akademii Sztuki Wojennej.

Michał Jędryka: Minął bardzo bogaty w wydarzenia tydzień. Zaczął się marszem Niepodległości a zakończył aferą Komisji Nadzoru Finansowego. Bardzo bogaty i bardzo intensywny ciąg wydarzeń politycznych. To wszystko miało swoje przełożenie na relacje medialne. Czy dyktafon stał się narzędziem walki politycznej?

Joanna Taczkowska: Nie po raz pierwszy. Te sytuacje, kiedy używany był dyktafon, czy używano ukrytego nagrywania zdarzały się wcześniej i tak prawdopodobnie będzie. Czas nowych technologii, w którym żyjemy, pozwala na to, żeby każdy nagrywał każdego. Dyktafon i nagranie jest oczywiście wykorzystywane w walce politycznej i wykorzystywane również do tego, żeby służyło dowodzeniu tego, że w postępowaniach, także postępowaniach sądowych lub prowadzonych przez inne organy, określone osoby popełniły określone czyny i te czyny nie mają charakteru zgodnego z prawem. Są bezprawne lub są przestępcze. Tak rzeczywiście było. Pierwsza z sytuacji, która zapadła bardzo mocno w pamięci to sytuacja z użyciem dyktafonu przez Adama Michnika w tzw. aferze Rywina. Wtedy Adam Michnik nagrywał na dwa mikrofony, teraz jak słyszę nagrywa się na trzy mikrofony. Być może ze względów dotyczących rozwoju nowych technologii, bo musimy przyjrzeć się zmianom jakie nastąpiły i zdać sobie sprawę z tego, że każdy z nas, w każdym momencie może być nagrywany. Powiedzmy, że samo nagrywanie nie jest niezgodne z prawem. Możemy robić zdjęcia w miejscach publicznych, możemy nagrywać inne osoby. Oczywiście te osoby nie zawsze mają świadomość tego, że są fotografowane, czy są nagrywane. Zupełnie inną kwestią jest wykorzystanie tego nagrania. Wykorzystanie w określonym celu i wykorzystanie w określonym postępowaniu (…). Gdyby nagranie nie miało wartości dowodowej w postępowaniu to ono ma określoną wartość polityczną. Wywiera wpływ na stanowisko opinii publicznej. Pozwala na to, żeby jednych zakwalifikować do grupy, która np. stosuje dozwolone, bądź niedozwolone metody, czyli posługuje się prowokacją, bardzo często z użyciem ukrytego nagrywania. Mówi się wtedy, że określona osoba, która stosuje ukrytą kamerę lub mikrofon równocześnie próbowała doprowadzić do prowokacji wobec drugiej strony (…).

W tej chwili w relacjach medialnych mamy z jednej strony narrację, że jest cios nożem mikrofonowym, tak określa to portal „W Sieci”. Z drugiej strony Gazeta Wyborcza pisze o aferze porównywalnej do afery Rywina. Właściwie, czy my dziennikarze, Nasi Słuchacze, Czytelnicy jesteśmy zupełnie bezradni wobec prawdy, faktów?

Niestety trzeba powiedzieć, że system dokonywania oceny prawidłowości korzystania z wolności wypowiedzi i ustalania standardu wolności wypowiedzi w Polsce, ale także na gruncie międzynarodowym powoduje, że nasze wypowiedzi są coraz bardziej miękkie. To znaczy nasze wypowiedzi przestają być wypowiedziami o faktach, przestają być twierdzeniami. To są wypowiedzi, które mają wyłącznie charakter wartościujący, opiniujący. Dlaczego? Dlatego, że Europejski Trybunał Praw Człowieka, kiedy od 1950 roku ustalał pewien standard wolności wypowiedzi obowiązujący we wszystkich państwach Rady Europy. Ten standard pozwala dziś, w sposób niemalże dowolny wykorzystywać, czy też wypowiadać opinie. Za opinie właściwie nie ponosimy odpowiedzialności. Bardzo szybko dostrzegli to dziennikarze. To jest ta grupa zawodowa, która najszybciej i najchętniej z tego korzysta. Drugą grupą, która bardzo chętnie z takiej opcji korzysta to politycy. Korzystają oni z opinii, czyli nie wypowiadają się o faktach, nie pokazują związków logicznych pomiędzy tymi faktami. Wypowiedzi o faktach i związkach logicznych powodują obowiązek dowodzenia prawdziwości każdego z twierdzeń (…). Jeśli wypowiadam opinię, wypowiadam się miękko o tym, że ja sądzę, ja myślę, mam wrażenie, wydawało mi się. Takie wypowiedzi są kwalifikowane jako opiniujące i nie podlegają dowodzeniu pod kątem prawdziwości, bądź fałszu. One są w zasadzie wyjęte spod zasady, która często nazywana jest obowiązkiem przeprowadzenia dowodu prawdy.

Mówi pani o odpowiedzialności prawnej, a jest jeszcze odpowiedzialność polityczna i odpowiedzialność etyczna. Odpowiedzialność przed wyborcami i odpowiedzialność przed pewnym środowiskiem, w którym się poruszamy.

Tak. Żeby można było faktycznie doprowadzić do tego, aby ktoś poniósł odpowiedzialność polityczną to trzeba najpierw napiętnować jego działanie. Trzeba pozwolić na to, żeby inne osoby mogły korzystać z wolności wypowiedzi tak, by mogły mówić w sposób swobodny, także wypowiadając pewne twierdzenia o zachowaniach tych osób. Jeżeli system pozwala nam tylko opiniować, a jednocześnie jest pewna różnica w kategoryzowaniu tych wypowiedzi, jest to dążenie do tego, żeby te wypowiedzi były mniej faktyczne, a bardziej opiniujące. To sprawia, że trudno jest doprowadzić do sytuacji, kiedy ktoś rzeczywiście poniesie odpowiedzialność polityczną. Czym jest odpowiedzialność polityczna? Odpowiedzialność polityczna jest sytuacją, w której ktoś ze względu na to, że jego działanie było napiętnowane, traci pewne władztwo. Władztwo, które do tej pory zostało mu przydzielone ze względu na pełnioną przez niego funkcję. Jeżeli można byłoby mówić, że ktoś ponosi odpowiedzialność etyczną to najpierw trzeba wskazać na to, czy jest jakiś krąg osób, który może doprowadzić tę osobę do wyciągnięcia wobec niej konsekwencji ze względu na naruszenie norm etycznych. Najpierw trzeba odpowiedzieć na pytanie, czy te normy są skodyfikowane i czy jest jakiś kodeks etyki.

Chociażby sama sprawa wyciągania dyktafonu i nagrywania z ukrycia. Potocznie ocenialibyśmy to negatywnie, natomiast jakieś wyższe cele do tego upoważniają.

Mówi pan raczej o normach obyczajowych, moralnych, natomiast jeżeli mówilibyśmy o odpowiedzialności etycznej to trzeba wskazać na to, że mamy pewną normę etyczną, zawartą w kodeksie deontologii danego zawodu. Najbardziej wyrazistym przykładem są dziennikarze, którzy nie mają jednego kodeksu etyki. Mówią o etyce zawodowej, są zobowiązani do przestrzegania etyki zawodowej, ale w rzeczywistości nie ma jednego, wspólnego kodeksu etyki. Tych kodeksów etyki jest albo wiele, albo w ogóle są takie redakcje i tacy dziennikarze, którzy mogą powiedzieć „ja jestem zwolniony z obowiązku etycznego, mnie nie obowiązuje żaden kodeks etyczny”. Nie ma jednego środowiska, jednej korporacji i jednego stowarzyszenia zawodowego, które mogłoby powiedzieć „członkowie tego stowarzyszenia są zobowiązani do przestrzegania danego kodeksu”. Nie ma takiej jednej grupy, nie ma takiej jednej organizacji, nie ma jednego kodeksu, nie ma jednej normy etycznej.

Wracając do sprawy taśm związanych z KNF, mamy trochę pomieszanie poziomów odpowiedzialności. Na przykład w polemice Romana Giertycha z Rafałem Ziemkiewiczem, ten drugi mówi, że chce zobaczyć Donalda Tuska w więzieniu, a Roman Giertych, który złożył doniesienie do prokuratury odpowiada mu „jak pan się tam znajdzie to włączy pan telewizor”.

To jest przekroczenie pewnej granicy przyzwoitości. Może byłaby potrzeba dokonania oceny działania osób, które ze względu na pełnione funkcje, czy wykonywane zawody, często nie powinny w określony sposób się wypowiadać (…).

Mam raczej na myśli to, że coraz częściej grozi się więzieniem w kontekście tej odpowiedzialności politycznej. To zaczyna być chyba niebezpieczne.

Jeśli chodzi o odpowiedzialność polityczną to rzeczywiście tak. Generalnie, w sytuacji, kiedy mówimy o odpowiedzialnościach innego typu, niż odpowiedzialność prawna, czyli odpowiedzialność polityczna, czy etyczna, zawodowa, lub odpowiedzialność za swobodę wypowiedzi, powstaje pytanie, czy można ponosić odpowiedzialność karną za to, co się mówi. Jeśli tak, to jak daleko taka odpowiedzialność może sięgać. Czy to może być odpowiedzialność polegająca na skazaniu, czy zastosowaniu kary pozbawienia wolności.

A odpowiedzialność dziennikarzy i mediów, jeśli chodzi o relacje z tej pierwszej części tygodnia, czyli marszu niepodległości? Mieliśmy dwie, zupełnie różne rzeczywistości.

To jest pewna, powiedziałabym, zupełnie różna narracja, wskazująca na to, że nasze media są zupełnie spolaryzowane. Prezentują nie tylko różne światopoglądy, czy inny pogląd na te same wydarzenia, natomiast problemem staje się to, kiedy sposób relacjonowania wydarzeń staje się tak odmienny i różny, że zaczynamy, jako odbiorcy pytać, co jest prawdą? Tu, właśnie z taką sytuacją mamy do czynienia. Można odnosić wrażenie, że media nurtu liberalnego relacjonują marsz niepodległości w sposób całkowicie odmienny od tego, który pojawiał się chociażby w telewizji publicznej. Pytanie o nie tyle sposób relacjonowania, co granicę manipulowania pewnymi obrazami, z czym znów mamy coraz częściej do czynienia (…). Od bardzo wielu lat twierdzę, że nasze regulacje dotyczące obowiązków dziennikarzy, czy prawa prasowego, czy obowiązku relacjonowania prawdziwości pewnych zdarzeń, obowiązków związanych z realizacją interesu publicznego, że te regulacje wynikają z ustawy, która została uchwalona w 1984 roku, czyli jeszcze w poprzednim systemie. One wymagają zmian.

Wspomniała pani o prawie prasowym, które jest od 1984 roku. Czy uważa pani, że są jakieś proste zmiany, które można by w tej ustawie wprowadzić, żeby poprawić sytuacją?

Przede wszystkim ustalić jakie są zasady dostępu do zawodu dziennikarza. W tej chwili nie ma żadnych barier prawnych i formalnych w dostępie do zawodu. Trudno mówić o przyzwoitości samego środowiska i pewnych obowiązkach, które każda osoba wykonująca ten zawód uważa, że realizować powinna. Poza sytuacją, kiedy obawia się ryzyka ponoszenia odpowiedzialności prawnej.
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Joanna Taczkowska

Antoni Wit

Antoni Wit. Fot. Ireneusz Sanger
Antoni Wit. Fot. Ireneusz Sanger
PR PiK - Rozmowa Dnia - Antoni Wit
Z Filharmonią Pomorską związany jest od 50 lat. Rok po swoim debiucie dyrygenckim otrzymał zaproszenie, aby w Bydgoszczy w grudniu 1968 roku poprowadzić koncert symfoniczny. W latach 1974-78 pełnił w bydgoskiej filharmonii funkcję szefa artystycznego. Maestro Antoni Wit wieczorem poprowadzi koncert z historycznym programem. Będzie to powtórzenie koncertu sprzed 60 lat, na inaugurację gmachu Filharmonii Pomorskiej. Jak dyrektor Wit wspomina swój pobyt w Bydgoszczy i współpracę z dyrektorem Andrzejem Szwalbem, czy lubi tu wracać?

Magda Jasińska: Dzisiaj wieczorem poprowadzi Pan koncert z historycznym programem z okazji 60-lecia gmachu Filharmonii Pomorskiej. Ta Bydgoszcz w pana życiu się przewija i mam takie wrażenie, że lubi pan wracać do Bydgoszczy.

Antoni Wit: Z ogromną przyjemnością. Dlatego żałuję, że mój ostatni koncert w Bydgoszczy miał miejsce aż 5 lat temu. No, ale jakieś takie może mniej przychylne wiatry były. Teraz mam już projekty również na przyszłość. Bardzo się też cieszę, że w Bydgoszczy mogłem występować z zespołami, których byłem szefem: z orkiestrą Filharmonii Narodowej, z orkiestrą WOSPR-u. Bardzo dobrze te koncerty pamiętam.

M.J.: Powiedzmy sobie szczerze, że wówczas kiedy pan objął szefostwo artystyczne orkiestry Filharmonii Pomorskiej, to był pan zaledwie 7 lat po swoim debiucie. To wcześnie.

A.W.: Tak, ale dyrektor Szwalbe obserwował mnie od dawna i zaraz po moim debiucie w Warszawie zaprosił mnie na koncert w Bydgoszczy i od razu później byłem dosyć częstym gościem. I nawet mogę przypomnieć, że dyrektor Szwalbe już mi to stanowisko proponował dwa lata wcześniej, w roku 1971, ale ja wyjechałem na stypendium do Stanów Zjednoczonych i powiedziałem, że chętnie bym za 2 lata do tego wrócił. I proszę sobie wyobrazić, dyrektor Szwalbe uwierzył i w 1973 roku myśmy podpisali umowę, że od marca 1974 będę tutaj kierownikiem artystycznym.

M.J.:Bardzo honorowy człowiek powiedziałabym.

A.W.: Prawdę mówiąc wszystkie moje kontakty z dyrektorem Szwalbe przekonały mnie, że to był naprawdę nadzwyczajny człowiek Mało jest takich ludzi, którzy tak mają na względzie dobro instytucji i równocześnie wiedzą, jak do tego prowadzić.

M.J.: Potrafił słuchać, bał się pan go trochę?

A.W. - Ja się go może nie bałem, ale zdałem sobie sprawę, bo ja tu pracowałem 3 i pół roku, pod koniec tego okresu mieliśmy nawet jakieś drobne nieporozumienia, ale jednak ja pamiętałem cały czas, że on jest dyrektorem naczelnym. Nawet jeżeli czasem jakieś decyzje nie odpowiadały mi w pełni, to to trzeba uszanować. Ale myślę, że te nieporozumienia w najmniejszym stopniu nie rzutowany na nic, bo jak później odchodziłem do Krakowa, to dyrektor Szwalbe koniecznie chciał mnie zatrzymać w Bydgoszczy na pół etatu. To była bardzo miła propozycja, ale ja jednak uważałem, że tak nie mogę dzielić, że jednak będę musiał odejść. Ale wspominam to bardzo sympatycznie.

M.J.: Mijają lata. 60 lat od momentu wybudowania gmachu Filharmonii Pomorskiej, a ta sala się właściwie nie zmienia wizualnie. Na czym polega magia sali koncertowej?

A.W.: No proszę pani, co prawda są teraz specjaliści, którzy gwarantują dobrą akustykę, ale myślę, że to jest zawsze jednak sprawa przypadku. Myślę, że to jest piękne brzmienie. I tutaj naprawdę brzmienie zespołów w sali Filharmonii Pomorskiej jest bardzo piękne. To ma również pewne swoje wady, bo orkiestra tutaj pracuje i później jedzie do innej sali i pierwsze wrażenie jest takie, że czemu to nie jest tak ładne.

M.J.: Ale z drugiej strony, jak przyjeżdżają tutaj zespoły, to się rozkoszują.

A.W.: Na pewno, na pewno tak.

M.J.: Czy jak miał pan propozycję poprowadzenia tego historycznego programu sprzed 60 lat, to od razu pan ją przyjął chętnie? To jest program składający się z dzieł Moniuszki, Paderewskiego, Szymanowskiego i Karłowicza.

A.W.: - Powiem szczerze, to nie jest program moich marzeń, ale to jest zupełnie coś innego. Ja byłem w sumie 38 lat dyrektorem różnych instytucji i wiem, że to jest bardzo dobrze zrobić właśnie taki program, który był już kiedyś robiony. Jak miałem na przykład 10 lat Filharmonii Narodowej, to powtórzyłem dokładnie ten program, który był 110 lat wcześniej. Ten Koncert trwał 3 godziny, bo w owym czasie robiono tak długie koncerty. Ten program ma dla mnie taki pozytyw, że tam są cztery utwory, z których trzech ja nigdy w Bydgoszczy nie dyrygowałem. A mnie właściwie zależy, żeby nie powtarzać tych utworów, które kiedyś - nawet bardzo dawno - robiłem. Więc właśnie Harnasie, uwertura do Halki i Fantazja Polska - to w Bydgoszczy będę dyrygował po raz pierwszy.

M.J.: Wtedy, kiedy pan objął szefostwo naszej orkiestry, to wówczas był pan takim trochę nawet powiedziałabym reformatorem, bo wprowadził pan nowe dzieła, które wcześniej nie były grane jak Symfonia Mahlera.

A.W.: Tak i te dzieła wymagały często jakiś dodatkowych środków i dodatkowych funduszy. Bardzo często były obsady większe i nietypowe. Bardzo się cieszę, że pierwszym takim utworem, to była II Symfonia Mahlera i jak ją wykonaliśmy, to był ogólny zachwyt. I to bardzo podziałało również na dyrektora Szwalbe i ja nie miałem żadnych kłopotów, żeby te nietypowe utwory tutaj później programować. Na przykład wykonaliśmy pierwszy raz siódmą Symfonię Brucknera, która wymaga czterech tub wagnerowskich. To były instrumenty, których w Bydgoszczy w ogóle wówczas nie miano i w ogóle nie znano. Pamiętam, jak myśmy to wszystko składali, a jak był koncert, to wiem, że dyrektor Szwalbe był przeziębiony, a mimo to przyszedł na koncert, żeby zobaczyć jaki to dało rezultat. Mam to w dobrej pamięci.

M.J. A orkiestra była na tyle dobrze przygotowana, wcześniej przed objęciem przez pana szefostwa, żeby wykonywać takie dzieła?

A.W.: W orkiestrze było bardzo dużo dobrych muzyków. Ale prawdę mówiąc robiąc takie trudne utwory ja tak organizowałem sobie czas, że miałem więcej czasu na te próby, więc te wszystkie utwory były przygotowane na bardzo solidnych podstawach, a czasem nawet zapraszaliśmy gościnnie muzyków. Pamiętam jak dla nas wszystkich wielkim wydarzeniem było "Życie bohatera" Straussa, gdzie jest takie olbrzymie solo skrzypcowe. I wtenczas zaprosiliśmy koncertmistrza WOSPR-u, pana Andrzeja Grabca, który wykonał to solo i rzeczywiście wzbudziło to powszechne uznanie. Z takich nowości to ja przypomnę, że na przykład dawaliśmy operę "Fidelio", to postanowiliśmy ją wykonać w języku niemieckim, dlatego że jednak kilku solistów było zagranicznych i proszę sobie wyobrazić, że chór Arion, składający się z ludzi starszych, bardzo protestował, że oni nie będą śpiewać po niemiecku. Takie były czasy. To był rok 1978 i to wymagało perswazji. Na szczęście się udało.

M.J.: Takie niedyplomatyczne pytanie zadam. Jak pan ocenia, nawet nie patrząc na naszą orkiestrę, ale orkiestry działające wtedy, czyli w latach 70., nawet jeszcze 60. i orkiestry działające w 21. wieku?

A.W.: - Po pierwsze, jeśli chodzi o muzyków orkiestrowych, tak jak we wszystkich dziedzinach dokonał się ogromny postęp. To znaczy - szkoły są coraz lepsze, młodzi ludzie przychodzą coraz lepiej przygotowani do orkiestr i na przykład jak teraz gram jakieś utwory, które albo ja grałem, albo które w grywano 50 lat temu, to pamiętam jakie czasem one sprawiały trudności, a teraz w ogóle nawet trudno jest poznać, że to może być jakaś trudność. Ale jeszcze była druga sprawa, że w latach 60., 70. młodzi, dobrze wykształceni muzycy bardzo starali się znaleźć jakąś pracę za granicą i to był wielki problem, żeby wysoko kwalifikowanych muzyków u nas zatrzymać.To zupełnie odeszło do przeszłości i jak przyszedł rok 1989 , po pierwsze otworzyły się granice, mnóstwo Rosjan też zaczęło wyjeżdżać. Na świecie oczywiście świetny muzyk zawsze może liczyć na dobrą posadę, ale jest to niezwykle o wiele trudniejsze niż było wtenczas. Teraz jak się organizuje przesłuchania do jakiejś grupy w Polsce, to zgłasza się nawet kilkanaście osób. Dawniej to było właściwie niewyobrażalne. To są te dwie zasadnicze różnice.

M.J.: Czy jak przyjeżdża Pan do Bydgoszczy, to ma pan czas na mały spacer?

A.W.: - Nie tylko jak mam czas, ale to jest konieczność. Bardzo się cieszę, że wiele pięknych kamienicy jest w pięknym stanie. Nie wszystkie, ale jak idę ulicą Gdańską to tam kilka budynków przynajmniej jest naprawdę zachwycających. Ulica Cieszkowskiego. No tam to są takie właściwie perełki.Tych miejsc jest sporo sporo, ale również cieszę się, że w Bydgoszczy powstają nowe jakieś budowle jak na przykład dworzec kolejowy czy chociażby ten hotel, w którym mieszkam.

Maciej Górecki

Maciej Górecki. Fot. nadesłane
Maciej Górecki. Fot. nadesłane
W wielu miejscach Kujaw i Pomorza trwa "Światowy Tydzień Przedsiębiorczości". To szereg wydarzeń promujących zakładanie własnej działalności gospodarczej. Są szkolenia, warsztaty, seminaria, targi pracy a nawet biznesowe gry dla młodzieży. O znaczeniu tej imprezy mówił gość Marcina Kupczyka w porannej "Rozmowie dnia" w Polskim Radiu PiK, regionalny koordynator "Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości", Maciej Górecki.



Marcin Kupczyk: Trwa Światowy Tydzień Przedsiębiorczości. Cykl szkoleń, warsztatów, seminariów, który potrwa do 18 listopada. Bydgoska Agencja Rozwoju Regionalnego, którą pan reprezentuje jest regionalnym koordynatorem wydarzenia. Proszę powiedzieć coś o tym wydarzeniu.

Maciej Górecki: Tydzień Przedsiębiorczości to idea wymyślona przez Fundację Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości. Od 12 do 18 listopada, na całym świecie w 180 państwach odbywają się seminaria, warsztaty, szkolenia. Są one po to, aby w jakiś sposób rozwijać przedsiębiorczość, rozwijać postawy przedsiębiorcze. Bydgoska Agencja Rozwoju Regionalnego jest koordynatorem regionalnym w naszym województwie. Mamy około 60 wydarzeń. Zachęcam do wejścia na platformę www.tydzienprzedsiebiorczosci.pl, w wyszukiwarce wybieramy dzień i miasto. Warto powiedzieć, że wydarzenia w wielu miastach m.in. Bydgoszczy, Toruniu, Włocławku, Świeciu, Inowrocławiu, Brodnicy. Na platformie można sprawdzić co fajnego i atrakcyjnego z zakresu rozwoju przedsiębiorczości dzieje się w państwa mieście i uczestniczyć.

Mogłem na państwa stronach przeczytać, że wyjątkowość Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości opiera się na dobrowolnym zaangażowaniu ogromnej liczby szkół, firm, uniwersytetów, instytucji, a nawet osób prywatnych. Jak do tego doszło i skąd wzięło się to zaangażowanie?

Widzimy, że partnerzy tak naprawdę sami się zgłaszają. Mają bardzo dużo pomysłów proprzedsiębiorczych i wiele z nich zgłaszają, bo ważna jest dla nich ta idea. Od seminarium, warsztatów, cyklu szkoleń, bo widzą potrzebę, czy to w szkołach, czy instytucjach i firmach, dostrzegają ideę wspierania przedsiębiorczości i nie trzeba nikogo do tego namawiać.

Mówi pan, że przychodzą z własnymi pomysłami, ale czy wy jesteście na nie otwarci? Przecież macie już swój program dawno ustalony.

Program jest żywym organizmem. To nie jest tak, że program jest sztywny. Wydarzenia cały czas powstają. Partnerzy dodają wydarzenia, patrzą na to, co jeszcze można zorganizować, także ta platforma „Tydzień Przedsiębiorczości” to żywy organizm i to, co widzieliśmy może być poszerzone o nowe wydarzenia i to się dzieje.

Co chcą państwo osiągnąć organizując tego typu imprezę? Co jest jej najważniejszym celem?

Wspieranie postaw proprzedsiębiorczych, rozumiane jako pewna aktywna postawa, zdolność do kreatywności, zmieniania rzeczywistości wokół siebie. Po to są te wydarzenia, aby zaszczepić w uczestnikach iskierkę, która przyczyni się do tego, że zapali się jakaś lampka w przyszłości. Założenie własnego przedsiębiorstwa, czy start-upu, zrobienie jakiegoś fajnego eventu to będzie dla nas świadectwo tego, że Światowy Tydzień Przedsiębiorczości się rozwija i ta misja jest realizowana.

Właśnie. Wizja rozwija się? Czy ludzie są zainteresowani, przychodzą, chcą wchodzić w biznes?

Dokładnie. Chociażby Targi Pracy, które odbędą się dzisiaj to ponad 5 tysięcy osób. Warto powiedzieć, że znamy te targi pracy, bo one się odbywają, natomiast oprócz tradycyjnych wystawców, jest też cykl seminariów. Należy podkreślić spotkanie z przedsiębiorczością, jak założyć firmę, organizowane przez nas. Na nie zapraszamy wszystkich o 15 do hali „Łuczniczka”, do sali konferencyjnej, bo to będzie twarda wiedza. Jeżeli zadają sobie państwo pytanie jak założyć firmę, ale zastanawiają się skąd pozyskać pieniądze na jej dofinansowanie, chcą porozmawiać z ekspertami, serdecznie zapraszamy. Tam swoje instrumenty wsparcia zaprezentują różne instytucje: Pracodawcy Pomorza i Kujaw, Towarzystwo Ekonomiczne, Powiatowy Urząd Pracy, Wojewódzki Urząd Pracy, Kujawsko-Pomorski Fundusz Pożyczkowy. Będzie można przyjść, zadać pytanie ekspertom, skonsultować własne pomysły, rozwiać wątpliwości. Chodzi o to, żeby się nie bać, próbować, żeby mieć możliwość spotkać się z ekspertem.

To jest dla kogoś, kto np. waha się, ma pomysł, chciałby, ale nie jest jeszcze pewien, czy powinien ruszyć z własną firmą?

Dokładnie. Widzimy wiele grup, które na te spotkania przychodzą. Spotkania są cyklicznie organizowane, ale to jest właśnie dzisiaj w hali „Łuczniczka”. Z jednej strony osoby, które się wahają, chcą skonsultować, z drugiej strony, które bardzo konkretnie poszukują pewnych instrumentów wsparcia. Czasem już wiedzą jaki instrument wsparcia, z jakiej instytucji jest im przydatny, ale potrzebują spotkania twarzą w twarz i my je umożliwiamy.

Chciałbym, żeby powiedział pan jeszcze o targach. Widzę, że ma być to wydarzenie skierowane do mieszkańców Bydgoszczy, do mieszkańców naszego województwa, studentów i wszystkich, którzy szukają nowej pracy lub szukają pracy w ogóle, chcą ją zmienić.

Fajne jest to, że mają one praktyczny charakter. Można zostawić swoje CV różnym wystawcom, można omówić swój pomysł na karierę zawodową, można bezpośrednio spotkać się z przedstawicielami danej firmy, skonsultować, czy to co chcę robić, co potrafię pasuje do specyfiki działalności. Praktyczny wymiar targów pracy jest w mojej ocenie najbardziej atrakcyjny.

Ktoś doradzi. Ktoś powie „nie, twój pomysł jest słaby, nie widzę szans na rozwój”, albo powie „tak, to jest dobre, nabierz odwagi i wystartuj”. Takie słowa będzie można usłyszeć?

Na pewno. Dodatkowo trzeba powiedzieć, że na targach swoje stanowisko ma też Wojewódzki Urząd Pracy. Tam są doradcy zawodowi. Będzie doradca zawodowy, który będzie mówił o bezpłatnym narzędziu testów kwalifikacji predyspozycji zawodowych. To też cieszy się dużym zainteresowaniem, bo warto to sprawdzić. Czasem nam się wydaje, że mamy jakieś predyspozycje, ale czy je mamy? Takie profesjonalne testy pomogą, więc tym bardziej zapraszamy na spotkanie.

W czasie Tygodnia Przedsiębiorczości będą jeszcze takie zajęcia, jak np. „Zagraj w biznes – zajęcia dla każdego”. Co to jest?

To jest taki cykl spotkań organizowanych w szkołach przez trenerów Wojewódzkiego Urzędu Pracy. Gra biznesowa w szybki sposób, 45 minut dostosowane do lekcji, ma pokazać uczniom pewne transakcje wymiany, sprzedaży, obrotu na rynku, wszystkie prawidłowości, które rządzą rynkiem. Te spotkania są bardzo często organizowane na lekcjach przedsiębiorczości. To pokazuje uczniom w praktyczny sposób, czy mają żyłkę przedsiębiorcy, czy umieją szybko liczyć, wymieniać się informacjami, kalkulować. Te spotkania cieszą się dużym zainteresowaniem. Podczas Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości jedno z tych spotkań będzie organizowane. Mamy informacje ze szkół, że uczniowie są bardzo zadowoleni, a klasy aż kipią entuzjazmem (…).

Gra, zabawa i nauka biznesu.

Tak. Chodzi o to, żeby odczarować to, że przedsiębiorczość musi wiązać się z jakimiś poważnymi kalkulacjami. Każdy ma predyspozycje przedsiębiorcze, tylko trzeba je w jakiś sposób odkryć. Nauka połączona z zabawą jest ku temu dobrym rozwiązaniem.

W programie imprezy widzę jeszcze warsztat : Wprowadzanie marki na rynek. Teoria kontra rzeczywistość”.

Tak. To są warsztaty organizowane przez bydgoskie uczelnie, które zaangażowały się w Światowy Tydzień Przedsiębiorczości. Biuro Karier Wyższej Szkoły Bankowej, ale także Kujawsko-Pomorska Szkoła Wyższa, Uniwersytet Kazimierza Wielkiego, Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy, Wyższa Szkoła Gospodarki, wszędzie tam organizowane są warsztaty, spotkania, seminaria, nie tylko dla studentów, ale także dla innych uczestników, związane z rozwojem przedsiębiorczości, jak wejść na rynek pracy, jak rozwijać swoje kompetencje. Tego jest naprawdę dużo. Zachęcam do wejścia na platformę „Tydzień Przedsiębiorczości” i sprawdzenia w czym chcę uczestniczyć.

Na koniec widzę warsztaty na temat tworzenia europejskiego CV, „Informacja o mobilności bezpiecznego poruszania się po zagranicznym rynku pracy”. To już poważna sprawa, bo krok poza granicę.

Wydaje się nam, że umiejętność tworzenia CV to podstawa, ale warto wspominać, warto organizować wydarzenia w europejskim wymiarze tworzenia CV. To jest pewna podstawa, którą należy zaszczepiać wśród młodych ludzi, bo dobrze stworzone CV jest szansą na ten pierwszy krok do otrzymania fajnej pracy.
Polskie Radio PiK - Rozmowa dnia - Maciej Górecki

Janusz Cieszyński

Janusz Cieszyński. Fot. Michał Jędryka
Janusz Cieszyński. Fot. Michał Jędryka
Od 1 grudnia mają być wycofane papierowe zwolnienia lekarskie. L4 będzie można otrzymać wyłącznie w formie elektronicznej. O szczegóły tej rewolucji technologicznej w służbie zdrowia, Michał Jędryka pytał Janusza Cieszyńskiego. Podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia był gościem porannej "Rozmowy dnia" na antenie Polskiego Radia PiK.

Michał Jędryka: Od 1 grudnia mają być wycofane papierowe zwolnienia lekarskie tzw. L4. L4 będzie można otrzymać wyłącznie w formie elektronicznej. Kto na tym ma zyskać?

Janusz Cieszyński:
Myślę, że zyskają na tym wszyscy. Po pierwsze, zyskają lekarze, którzy będą mieli więcej czasu na rozmowę z pacjentem, mniej na biurokrację. Takie zwolnienie elektroniczne wystawia się bardzo szybko, kilkanaście, kilkadziesiąt sekund. Wpisujemy PESEL, identyfikator choroby i zakres dat, na który to zwolnienie obowiązuje. Kilka kliknięć i zwolnienie automatycznie trafia do pracodawcy, Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i pacjenta. Pacjent też korzysta, ponieważ dzisiaj w sytuacji kiedy np. był jakiś błąd, dzisiaj ten zakres danych jest znacznie szerszy. Należy podać m.in. NIP pracodawcy, imię i nazwisko oraz dodatkowe dane identyfikacyjne, jeżeli jest w nich jakikolwiek błąd to trzeba po prostu cofnąć się do lekarza, a to zawsze zajmuje czas. Poza tym to zwolnienie od razu trafi do pracodawcy, co sprawi, że pacjent uniknie konieczności dodatkowego kroku zanim zajmie się tym czym powinien, czyli dochodzeniem do zdrowia. To jest też duża korzyść dla pracodawcy, który może sobie spokojnie otrzymać zwolnienie w wygodnej formie elektronicznej. Nie musi czekać na kontakt od pracownika, tylko w momencie, w którym zwolnienie jest wystawione pracodawca od razu widzi to w swoim systemie.

A co pracodawca ma zrobić, jeżeli otrzymuje zwolnienie z błędem, bo pomylić się jest rzeczą ludzką i jednak lekarze robią błędy np. co do daty początkowej lub końcowej zwolnienia.
- Takie zwolnienie elektroniczne oczywiście można również poprawić. Jest to znacznie szybsze i prostsze niż w przypadku zwolnienia papierowego. Jak wiemy, niektóre osoby pracują w więcej niż jednym miejscu pracy, także te błędy są często "zmultiplikowane". W przypadku, gdy lekarz popełnia błąd, musi wystawić nawet kilka nowych zwolnień, a tutaj w przypadku zwolnienia elektronicznego jest tylko jedno zwolnienie, które trafia do wszystkich pracodawców danego pacjenta.

Czy 1 grudnia to już ostateczna data, bo w lipcu była ona przekładana.
- Tak. Moim zdaniem, jest to już ostateczna data. Przede wszystkim dlatego, że mamy dobre wyniki, jeżeli chodzi o liczbę zwolnień, które są już wystawiane elektronicznie. W województwie kujawsko-pomorskim to jest już ponad 50% w październiku. Widzimy, że te statystyki bardzo szybko rosną. To znajduje potwierdzenie w wynikach badań, które przeprowadził ZUS. Z tych badań wynika jasno, że 75% lekarzy, którzy jeszcze nie wystawiają elektronicznych zwolnień czeka na 1 grudnia, kiedy to stanie się obowiązkiem.

W lipcu, kiedy była mowa o tym, że te zwolnienia mają obowiązywać jako jedyne, była mowa również o tym , że zostanie wprowadzona ustawa o asystentach medycznych, którzy odciążą lekarzy. Czy rzeczywiście to już funkcjonuje ?
- Dokładnie tak. Od końca października funkcjonuje ustawa, dzięki której działa rejestr asystentów medycznych. W ramach tego rejestru każdy lekarz może wskazać więcej niż jednego asystenta, który w jego imieniu wystawi takie zwolnienie w systemie elektronicznym. Odbywa się to w ten sposób, że asystent zagląda do dokumentacji, patrzy na ile dni lekarz przypisał niezdolność do pracy i wpisuje to do systemu elektronicznego. Jest to odzwierciedleniem procesu, który do tej pory funkcjonował w praktyce w przypadku zwolnień papierowych. Bardzo często jakiś inny pracownik wypełniał druk, a lekarz przybijał tylko pieczątkę i stawiał podpis. Ta ustawa daje jeszcze jedną korzyść, mianowicie dodatkowe dofinansowanie na informatyzację dla gabinetów lekarzy rodzinnych, którzy wystawiają około 80% wszystkich zwolnień lekarskich. Do województwa kujawsko-pomorskiego trafi prawie 2,9 miliona złotych dofinansowania na zakup sprzętu, oprogramowania i szkoleń dla asystentów medycznych.

Gdzie lekarze mogą poszukiwać informacji o tych dofinansowaniach i gdzie się zwracać, żeby je uzyskać?
- Dystrybucją tego dofinansowania zajmują się wojewódzkie oddziały NFZ. Jest bardzo prosty formularz. Wystarczy wskazać pozycje z faktur, za które nabyło się w 2018 roku tego rodzaju sprzęt lub usługi. Na tej podstawie wypłacane jest dofinansowanie w wysokości 65% poniesionych kosztów, z zastrzeżeniem, że na każde stanowisko lekarza przypada 3,5 tysiąca złotych wydatków kwalifikowanych, a na podmiot nie może przypaść więcej, niż 16 stanowisk rozłożonych w czterech miejscach świadczenia usług.

Panie ministrze, wyobraźmy sobie taką sytuację. Przychodzę do lekarza i okazuje się, że zepsuł się komputer, albo lekarz nie ma dostępu do internetu i nie może wystawić zwolnienia. Co wtedy? -
To się oczywiście może zdarzyć, dlatego dopuszczamy też możliwość wystawienia na specjalnie wydrukowanym formularzu takiego zwolnienia, które trafia do pacjenta, a następnie, kiedy przywrócony jest dostęp do internetu, lekarz digitalizuje zwolnienie i cała sprawa jest załatwiona. Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że przy takich dużych systemach informatycznych mogą się zdarzyć problemy. Warto powiedzieć, że takich zwolnień rocznie wystawia się w Polsce około 25 milionów, natomiast mamy rozwiązanie i wiemy jak się zachować wtedy, kiedy są tego typu niedogodności.

Te druki ZLA, które do tej pory były wydawane, są drukami ścisłego zarachowania. Co się z nimi stanie? Lekarze powinni je zniszczyć, czy jest jakaś inna procedura?
- Już od dłuższego czasu ZUS ogranicza skalę dystrybucji tych druków tak, aby nie wydawać niepotrzebnie pieniędzy na druki, które już wkrótce nie będą potrzebne. Najbezpieczniej jest zwrócić te druki do lokalnego oddziału ZUS. Warto też pamiętać o tym, że to jest kolejny obowiązek, którego lekarze już nie będą mieli. Do tej pory te druki pozyskiwało się z ZUS-u. Dzisiaj nie będzie takiej konieczności, wszystko jest w internecie, dostępne z komputera, nie trzeba kupować żadnego dodatkowego programu, chociaż system współpracuje z popularnymi programami gabinetowymi do wystawiania elektronicznych zwolnień.

Jeszcze jedno pytanie dotyczące błędów w zwolnieniach. Często zdarzają się błędy w danych adresowych pacjenta. Skąd system pobiera te dane adresowe?
- Każdy z nas, kiedy jest zgłaszany do ubezpieczenia, na podstawie którego wypłacane jest wynagrodzenie za niezdolność do pracy, podaje do ZUS-u swój adres i te dane są automatycznie wyciągane z systemu. Dane podaje za nas pracodawca, także my często nie wiemy o tym, że one są tam przekazane. One są w systemie, one są wykorzystywane przy wszystkich deklaracjach ZUS takich jak te związane z ubezpieczeniem emerytalnym, czy rentowym.
Polskie Radio PiK - Rozmowa dnia - Janusz Cieszyński

Paweł Machalski

fot. Monika Kaczyńska
fot. Monika Kaczyńska
Wspólny Marsz Niepodległości w Warszawie pozwolił przezwyciężyć - przynajmniej na czas święta - podziały w polskiej prawicy. Jednak główny podział polityczny trwa, obchody święta były podzielone na państwowe i "obywatelskie". Tymczasem w Bydgoszczy biskup Jan Tyrawa zwraca uwagę, że nawet setna rocznica odzyskania niepodległości okazała się za słaba, żeby ją wspólnie świętować, skrajności okazały się być nie do pojednania. Już większego rozdziału między nami być nie może - mówił biskup. O świętowaniu, a także o tych pojednaniach i podziałach rozmawialiśmy we wtorek z politologiem, dr. Pawłem Machalskim z Torunia.

Michał Jędryka: Marsz Niepodległości w Warszawie zgromadził w niedzielę 250 tysięcy osób. Ten marsz od samego początku był swojego rodzaju ewenementem. Był ruchem oddolnym, spontaniczną manifestacją, która gromadziła na początku pozaparlamentarne organizacje prawicowe, prawda?

Paweł Machalski: Tak. Zaczęło się od ruchów narodowych, Młodzieży Wszechpolskiej, od prawicy. To zaczęło ewoluować i w niedzielę objęło 250 tysięcy ludzi, nie tylko skrajnie prawicowych, ale różnych poglądów, także proeuropejskich, euroentuzjastów, całe rodziny. Przyznam, że mam pełną swobodę do wypowiadania się w tym zakresie, bo sam w tym biało-czerwonym marszu uczestniczyłem. Nie wyobrażałem sobie jakiegoś niezaakcentowania ważnego dnia, jak stulecie odzyskania niepodległości przez naszą ojczyznę.

Jarosław Kaczyński mówi, że wspólny marsz to ogromny sukces. Mówiąc „wspólny”, ma zapewne na myśli to, że on pomógł przezwyciężyć jakieś podziały na prawicy, właściwie zjednoczenie prawicy. Można powiedzieć, że w jakiś sposób dokonał się kolejny krok do tego zjednoczenia. My zobaczymy, jak będzie to dalej wyglądać, natomiast czy inne podziały zostały również w jakiś sposób złagodzone?

Tutaj może być takie zjawisko, że zażegnywanie jednych podziałów, tych pomiędzy bardziej radykalną, chociaż nie do końca można tutaj użyć tego słowa, prawicą, a centroprawicą, o ile one w pewnym stopniu zostały złagodzone to mamy jeszcze problem między rządem a opozycją parlamentarną, czyli stronnictwami centrowymi, liberalnymi, lewicującymi, często wręcz lewackimi. Tutaj jest ten największy problem, największy cel, do którego zażegnywania przedwczoraj w swoich homiliach zachęcali nasi biskupi, zarówno ordynariusz bydgoski Jan Tyrawa, jak i ordynariusz toruński Wiesław Śmigiel oraz inni biskupi. Wydaje się, że jest szansa, bo zwróćmy uwagę, że w tych wszystkich momentach dziejowych, sprawdzianach trwania naszego narodu jakaś szansa porozumienia jest. Musimy wyrazić życzenie, żeby szansa na zgodę nie następowała tylko w tak trudnych momentach, jak chociażby śmierć Jana Pawła II, czy katastrofa smoleńska, ale żebyśmy na co dzień umieli dostrzegać, jak to powiedział biskup Śmigiel, twarz drugiego człowieka, naszego współobywatela.

Odwołuje się pan do tych słów biskupa Śmigla. Wspomniał pan również słowa biskupa Jana Tyrawy, ordynariusza bydgoskiego, ja je przypomnę. „Już większego rozdziału między nami być nie może”. Jak pan odbiera te słowa? Czy tu chodzi o postulat, że już większego rozdziału być nie może, czy że niemożliwe jest większe rozdarcie, bo już jest największe jakie może być?

Może trochę i jedno i drugie. Dostrzegam tutaj przede wszystkim troskę biskupa Jana Tyrawy, ordynariusza bydgoskiego o załagodzenie tych konfliktów w duchu dekalogu i chrześcijaństwa. Przypomnijmy, że mimo pełzającej laicyzacji to Polska wciąż jest krajem, w zasadzie jednolitym pod względem religijnym. Ponad 90% ludzi przynajmniej deklaruje przywiązanie do chrześcijaństwa. Tutaj nie możemy skończyć tylko na deklaracjach. Musimy skoncentrować się na pójściu za wskazówkami ewangelicznymi, wskazówkami dekalogu, wskazówkami katolickiej nauki Kościoła, pontyfikatu Jana Pawła II, który przecież uczył nas najpierw do 1991 roku jak wolność odzyskiwać, a wreszcie od pierwszej pielgrzymki do wolnej Polski, odważnie wskazywał, w oparciu o dekalog, jak budować i utrwalać wolność, także w duchu solidarności z innymi obywatelami. Przecież wszyscy jesteśmy obywatelami tej samej Polski, która od ponad 1050 lat opiera się na chrześcijaństwie, a od 100 lat, choć z 50-letnią przerwą, opiera swoją dumę narodową na wolności i suwerenności.

Dlaczego w takim razie, skoro jesteśmy w tej samej Polsce te podziały są tak głębokie i zdaje się, że coraz głębsze?

Ma to swoją genezę w parlamencie, w różnego rodzaju konfliktach centralnych. Niestety to nawarstwianie konfliktów, w zasadzie od lat 90, bo przypomnijmy sobie jaki był spór o ratyfikację konkordatu w latach 1993-1997. Wówczas na linii SLD i prezydent Kwaśniewski, którzy tę ratyfikację odwlekali, a AWS i inne stronnictwa prawicowe, które do tej ratyfikacji dążyły. Tu nie można ograniczać się tylko do roku 2005 i nieudanego PO-PiS-u. Przecież miała być taka koalicja przed 13-u laty. Przed PO i PiS-em, to trzeba powiedzieć z pewnym ubolewaniem, też scena polityczna była podzielona na linii postkomunizm i ugrupowania postsolidarnościowe.

Wspomniał pan sprawę konkordatu, a z drugiej strony mówi pan, że chrześcijaństwo powinno być taką zasadą jedności. To bardzo ciekawy i bardzo mądry postulat, tylko jednocześnie chrześcijaństwo i stosunek do kościoła katolickiego staje się kością niezgody w społeczeństwie.

Tak. O tym bardzo wyraźnie mówił biskup Jan Tyrawa. On odwołał się do tej ideologii liberalnej, wręcz powiedział odważnie o nowej lewicy, o 1968 roku na zachodzie Europy. To była mocna homilia. Niestety faktycznie, wiele tych trendów sekularyzacyjnych, antykościelnych, antyklerykalnych, czego uwidocznieniem była premiera filmu Kler, nie do końca obiektywnego, wręcz nieobiektywnego i tendencyjnego, to są wyrazy trendów płynących z zachodu. Oczywiście z Unii Europejskiej, ze stolic zachodniej Europy płynie do nas wiele dobra, wzorców rozwoju, kapitalizm. Z Brukseli też fundusze europejskie. Niestety równolegle z nimi płynie nurt, który w pewnym stopniu podważa naszą polskość, naszą tradycję, wiarę. Korzystając z dobrodziejstw integracji, wspierając Unię Europejską w jej postulatach, brońmy jednocześnie naszych wartości.

Jakie działania zarekomendowałby pan politykom, żeby osiągnąć przynajmniej jakiś stopień jedności, zakładając, że chcą go osiągnąć?

Patrzenie na poprzednie pokolenia. Ten postulat pojawia się w zasadzie w każdym przemówieniu obecnego prezydenta Rzeczypospolitej, poprzednich prezydentów. W 1918 roku, w tych listopadowych dniach, pomiędzy ludźmi, którzy nie do końca się wówczas zgadzali, Józef Piłsudski, Roman Dmowski, ta dychotomia jest w podręcznikach historycznych zaznaczana. Wincenty Witos z ruchu ludowego, Wojciech Korfanty ze Śląska, Ignacy Jan Paderewski naznaczony zwycięstwem Powstania Wielkopolskiego, czy Ignacy Daszyński. Ich poglądy nie były jednorodne, a jednak dla idei polskości, niepodległości, dla Rzeczypospolitej, pod biało-czerwoną flagą potrafili zażegnać własne, prywatne, czy partyjne interesy w imię dobra wspólnego. Dzisiaj też patrzmy szerzej. Nie tylko na jedno, drugie, czy trzecie logo partyjne, chociaż z nim może wiązać się pewna sympatia i program, który chcemy realizować, ale patrzmy przede wszystkim na Orła, na flagę Rzeczypospolitej, na prawie 40 milionów ludzi u nas nad Wisłą i 10 milionów Polonii, która może wnieść tyle dobra, kiedy mówi w miarę jednym głosem, nie tylko u nas, ale w wymiarze europejskim i światowym.

Czyli wciąż historia jest nauczycielką życia.

Jak najbardziej historia jest nauczycielką życia. Dobrze, że mimo tych podziałów potrafimy się do tego świata przebić. Na koniec zwróćmy jeszcze uwagę na to piękne solidaryzowanie się z nami w tak wielu stolicach Europy i świata. W Manili, Tokio, Seulu. Skoro tam Polska jest dostrzegana jako ważne państwo to my w imię naszej wielkości, naszego miejsca na scenie politycznej też potrafmy wyciągać do siebie rękę. Spójrzmy na drugiego człowieka, spójrzmy na wspólny biało-czerwony sztandar.
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Paweł Machalski

Kamila Churska-Wołoszczak

fot. IPN
fot. IPN
PR PiK - Rozmowa Dnia - Kamila Churska-Wołoszczak
Wolna Polska z dostępem do morza - to temat wystawy IPN otwartej w piątek w Bydgoszczy. Wystawa została przygotowana na stulecie odzyskania niepodległości. O jej celach, myśli przewodniej i zadaniach edukacyjnych opowiada współautorka wystawy, doktor Kamila Górska-Wołoszczak z bydgoskiej delegatury Instytutu Pamięci Narodowej.

Michał Jędryka: Wystawa ma taki tytuł: "Należy stworzyć niepodległe państwo polskie z wolnym dostępem do morza". Sam tytuł wystawy to cytat. Z czego?

Kamila Churska-Wołoszczak: - Tak. To jest cytat z orędzia prezydenta Stanów Zjednoczonych Thomasa Woodrowa Wilsona, a dokładnie takiego programu pokojowego dla Europy. Ten program liczył 14 punktów. 13 punkt mówił o tym, że po zakończeniu I wojny światowej powinno powstać niepodległe państwo polskie z wolnym dostępem do morza. Była to deklaracja bardzo istotna. Najprawdopodobniej zawdzięczamy ją wysiłkom Ignacego Jana Paderewskiego, wybitnego pianisty, który w 1915 roku koncertował w Stanach Zjednoczonych. Później był przedstawicielem Komitetu Narodowego Polskiego w USA i w różny sposób zabiegał o to, aby sprawa polska w czasie I wojny światowej zaistniała na arenie międzynarodowej. I to orędzie prezydenta Wilsona i ten program pokojowy były bardzo istotne, i ten punkt mówiący o Polsce, z tego względu, że już wcześniej państwa zaborcze również deklarował możliwość utworzenia państwa polskiego. Ale były to z jednej strony takie deklaracje bardzo mgliste, a z drugiej miały jasny cel - miały po prostu pozyskać polskiego żołnierza do walki w armiach zaborczych. Deklaracja prezydenta Wilsona miała zupełnie inny charakter i z tego względu była tak istotna. I rzeczywiście, kiedy 11 listopada mówimy o odrodzeniu niepodległego państwa polskiego, niedługo później na mocy Traktatu Wersalskiego Polska otrzymała Pomorze, dokładnie 47-kilometrowy pas wybrzeża. Z tego względu zastanawiając się nad tytułem wystawy o odzyskaniu niepodległości na Pomorzu, takie oczywiste wydawało nam się nawiązanie do tej bardzo ważnej deklaracji - stąd ten tytuł.

M.J.: Również w okresie międzywojennym była bardzo żywa tradycja nawiązywania do dostępu do morza - przecież zaślubiny Polski z Morzem przez Generała Hallera, czy późniejszych bardzo emocjonalny stosunek społeczeństwa do kwestii dostępu do morza o tym również świadczy.

K.Ch.-W. - Tak, to była bardzo istotna kwestia, aby Polska ten dostęp do morza miała, a nie była wciśnięta tylko pomiędzy dwa mocarstwa, czyli Rosję i i Niemcy. Z dostępem do morza ta sytuacja międzynarodowa, w której znalazła się Polska po zakończeniu I wojny światowej, była zupełnie inna.

M.J. Ta kwestia geograficzna dotyczy również w jakimś sensie również naszego regionu, bo historycznie jest on związany z Pomorzem. Mimo, że województwo obejmuje jedynie Kujawy i Ziemię Chełmińską - wbrew nazwie.

K.G.-W.: - Tak, zdecydowanie, ponieważ po pierwszej wojnie światowej ten podział administracyjny odtwarzał granice państw zaborczych tak naprawdę i Kujawy Wschodnie, Ziemia Dobrzyńska weszły w skład województwa warszawskiego. Część Kujaw Zachodnich z Bydgoszczą i Inowrocław zostały włączone do województwa poznańskiego. Natomiast województwo pomorskie utworzono właśnie z pogranicza Kujaw i Pomorza i z Pomorza Gdańskiego - Kaszuby, Kociewie. I Toruń - co bardzo istotne - stał się stolicą województwa pomorskiego. Wystawa składa się z takich trzech zasadniczych części: pierwsza część - jednocześnie plansza wprowadzająca, która nazywa się odrodzenie Rzeczypospolitej, mówi o sytuacji w trakcie I wojny światowej o czynie zbrojnym Polaków i działaniach dyplomatycznych na rzecz odzyskania niepodległości. Tak jak powiedziałam, jest to takie wprowadzenie. Druga część - jest to taka zasadnicza część wystawy i największa - i tutaj już mamy do czynienia z tymi tematami związanymi ściśle z odzyskaniem niepodległości na Kujawach i Pomorzu. Zaczynamy właśnie od planszy, która wyjaśnia jak te ziemie Kujaw i Pomorza zostały właśnie podzielone administracyjnie, ale i również, w jakim czasie odzyskiwały niepodległość. Jest to więc też taka plansza wprowadzająca już w samą tematykę regionu. Później przechodzimy do spraw odzyskania niepodległości w listopadzie 1918 roku, bo wtedy Włocławek, Kujawy Wschodnie, Ziemia Dobrzyńska odzyskały niepodległość. Dalsze zagadnienia poruszane na wystawie, to na przykład Powstanie Wielkopolskie w regionie, działalność niemieckiej paramilitarnej organizacji Grenzschutz Ost. Kolejne tematy to powrót Pomorza i Kujaw Zachodnich do Polski, czyli przyłączenie tych terenów, które na mocy Traktatu Wersalskiego orzeczono, że mają wejść w skład państwa polskiego i na tych planszach znajdują się fotografie z wkraczania wojsk do poszczególnych miast regionu: Bydgoszczy, Torunia, Chełmna, Łasina, Jabłonowa, Grudziądza i również miast Pomorza Gdańskiego, Kaszub i Kociewia. Kolejne zagadnienia i jednocześnie plansze wystawy to jest na przykład plebiscyt na Powiślu. Należy pamiętać, że tutaj również, w regionie Pomorza, plebiscyt był przeprowadzony, podobnie jak plebiscyt na Warmii Mazurach. Jedna z plansz dotyczy różnych problemów przy wytyczaniu granicy zachodniej. Ostatnią taką planszą, kończącą tę część wystawy, jest plansza o wojnie polsko-bolszewickiej w regionie, ponieważ należy pamiętać, że wojska bolszewickie w sierpniu 1920 roku na krótki czas wkroczyły na Kujawy Wschodnie i Ziemię Dobrzyńską i zajęły ten teren. Temu problemowi poświęcona jest ostatnia plansza z tej części wystawy. Trzecia część wystawy to część poświęcona lokalnym ojcom Niepodległości, czyli osobom zaangażowanym w odzyskanie niepodległości tutaj, w regionie. Jest to kilka tylko wybranych sylwetek z racji ograniczonych możliwości wystawienniczych. A tych osób jest tak wiele, że myślę, iż kilka wystaw nie wyczerpałoby tematu. Musieliśmy się skupić na kilku konkretnych osobach. Będzie tam można zapoznać się z krótkim biogramem pierwszego wojewody pomorskiego Stefana Łaszewskiego, prezydentów powojennych Bydgoszczy i Torunia - Ottona Schteinborna i Jana Maciaszka, czy Jana Biziela z bydgoskiej Rady Miejskiej, ale także żołnierzy, na przykład kapitana Pawła Cymsa, niezwykle zasłużonego w powstaniu Wielkopolskim - jego oddział zajmował na przykład Inowrocław.

M.J.: Skąd pochodzą eksponaty na tę wystawę?

K.Ch.-W.: - Eksponaty pochodzą z wielu instytucji i z regionu i z Warszawy. Największą liczbę fotografii uzyskaliśmy z Wojskowego Biura Historycznego imienia Generała Kazimierza Sosnkowskiego w Warszawie, ale również Narodowego Archiwum Cyfrowego Biblioteki Narodowej Muzeum Niepodległości. Należy podkreślić, że walorem tej wystawy jest przede wszystkim to, że udało się pozyskać dużą liczbę zdjęć z muzeów i instytucji kulturalnych całego regionu, czyli na przykład z Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy, Toruniu, muzeów w Chełmnie, Szubinie i Grudziądzu, ale również tych miast północnych jak Wejherowo, Kartuzy, Tczew, Chojnice. Wymieniam tylko niektóre. Na pewno atutem tej wystawy jest również liczba fotografii, ponieważ znajduje się na niej ponad 80 fotografii archiwalnych i kilkanaście różnego rodzaju materiałów ikonograficznych, map, plakatów, ulotek. Myślę, że jest to atrakcyjna pod tym względem ekspozycja na placu przed Kujawsko-Pomorskim Urzędem Wojewódzkim w Bydgoszczy przy ul Jagiellońskiej, więc samym centrum miasta.

M.J.: Później będzie również dostępna w innych miejscach regionu...

K.Ch-W.: - Tak, mamy takie plany. Obecnie jest prezentowana we Włocławku, w Gdyni i Bydgoszczy. Później te egzemplarze wystawy i mam nadzieję, że dodatkowe, będą prezentowane w wielu miastach i miejscowościach regionu, ale również w szkołach, ponieważ wystawa ma charakter edukacyjny i bardzo zależy nam na tym, żeby trafiła do jak największej liczby szkół i placówek oświatowych.

Mikołaj Bogdanowicz

Mikołaj Bogdanowicz Fot. Archiwum
Mikołaj Bogdanowicz Fot. Archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Mikołaj Bogdanowicz
Koncerty, wystawy okolicznościowe, konkursy, pikniki i wspólne śpiewanie hymnu to tylko niektóre propozycje wojewódzkich obchodów 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. W jakich uroczystościach będą mogli uczestniczyć mieszkańcy regionu, czy mają one szansę wszystkich połączyć? Do kogo są adresowane? O tym w Rozmowie dnia z wojewodą kujawsko-pomorskim Mikołajem Bogdanowiczem.

Magda Jasińska: Rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę świętujemy nie od dziś, świętujemy od początku roku. Kulminacja uroczystości przypadnie na najbliższe dni.

Mikołaj Bogdanowicz: - Dokładnie tak. Zachęcam do wzięcia udziału w uroczystościach patriotycznych w najbliższych dniach. Zapraszam serdecznie wszystkich mieszkańców Bydgoszczy, Torunia – największych miast całego regionu kujawsko-pomorskiego, żeby zamanifestować nasz patriotyzm ponad podziałami politycznymi. Nie zwracajmy na to w tych dniach uwagi. Skorzystajmy z oferty, którą przygotowaliśmy, ale przygotowali również samorządowcy i instytucje w całym województwie kujawsko-pomorskim. Myślę, że to jest ten ważny czas, abyśmy w ten sposób, chociażby przez tych kilka dni wspięli się na nasze wyżyny i żebyśmy zamanifestowali patriotyzm.

M.J.: Żebyśmy się nie dzielili, a byli wspólnie, tak?

M.B. - Dokładnie tak.

M.J.: Rozpoczynamy od wystawy.

M.B. - Tak. Może jeszcze wspomnę, że zespół „Niepodległa”, który został powołany z początkiem 2018 roku przy wojewodzie kujawsko-pomorskim, przygotował program, który realizujemy. Wiele wydarzeń już się odbyło. Mówimy tu o koncertach, konkursach, dęby niepodległości zasadzone razem z Lasami Państwowymi i samorządami. Koncentrowaliśmy się, aby to zwieńczenie było 11 listopada. Te wszystkie uroczystości przy 11 listopada rozpoczynają się już w piątek, w ten weekend. Rozpoczynamy dziś wystawą patriotyczną IPN-u przed urzędem wojewódzkim. Serdecznie zapraszamy. Chcę nadmienić, że mamy wspaniałą iluminację na urzędzie wojewódzkim. Myślę, że warto ją zobaczyć. Robi naprawdę ogromne wrażenie. Również dziś podsumowanie konkursu „Przystanek Niepodległa” organizowanego wspólnie z Instytutem Pamięci Narodowej oraz kuratorem oświaty. Zainteresowaliśmy szkoły, uczniów szkół podstawowych, gimnazjów, szkół ponadgimnazjalnych do tego, aby w sposób nowoczesny, bo chodzi o filmy, o materiały multimedialne, wspomniały i przypomniały postacie oraz wydarzenia historyczne z danego regionu.

M.J.: Kurator chwalił się nawet, że nie ma ani jednej szkoły, która nie organizowałaby obchodów.

M.B.: - To, że szkoły we własnym zakresie organizują obchody w poszczególnych gminach bardzo cieszy. Ten ruch patriotyczny czuć i widać. Bardzo się z tego cieszymy. Cieszymy się również z tego, że konkursy organizowane przez nas wzbudziły bardzo duże zainteresowanie.

M.J.: Nie tylko dzisiaj będziemy świętować 100-lecie niepodległości. Apogeum obchodów będzie w sobotę i niedzielę.

M.B. - Wspomnijmy o sobocie. Zaczynamy o godzinie 11. Tutaj inicjatywa Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych, odsłonięcie popiersia marszałka Piłsudskiego, tego, który był na tym terenie, został zniszczony w czasie II wojny światowej. To odbywać się będzie na terenie Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych przy ulicy Dwernickiego. Później przyjeżdżamy do Torunia. Tam ważne wydarzenie – IV piknik militarny na terenie województwa kujawsko-pomorskiego, gdzie jest bardzo duże zaangażowanie służb, przede wszystkim wojska, ale także policji, straży pożarnej i innych instytucji, którym serdecznie dziękujemy za wzięcie udziału w kolejnym naszym wydarzeniu. To wydarzenie odbywa się z inicjatywy Ministerstwa Obrony Narodowej. Będzie wspólne śpiewanie piosenek patriotycznych. W piątek o godzinie 11:11 Ministerstwo Edukacji Narodowej zorganizowało wspólne śpiewanie hymnu, 4 zwrotek we wszystkich szkołach. My w urzędzie wojewódzkim, również o 11:11, razem z dziećmi w ramach konkursu będziemy hymn śpiewać. Jeżeli jeszcze chodzi o sobotę to zapraszam serdecznie mieszkańców Torunia i regionu do wzięcia udziału w pikniku patriotycznym. On rozpoczyna się o godzinie 13 przy ulicy Andersa. Wiele atrakcji militarnych, bardzo dużo sprzętu. Wydaje mi się, że warto odwiedzić takie wydarzenia. One zawsze cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Zapraszamy całe rodziny, podstawiony będzie darmowy transport przygotowany przez administrację samorządu Torunia, więc zapraszamy. Jeżeli chodzi o niedzielę, zaczynamy oczywiście tradycyjną mszą świętą w bydgoskiej katedrze, następnie przemarsz ulicą Gdańską na Plac Wolności. Tam wszystkie elementy wydarzenia, które są bardzo ważne, czyli składanie kwiatów, apel. Oczywiście również odśpiewanie hymnu narodowego, który będzie śpiewany w tym samym czasie we wszystkich miastach, gdzie to wydarzenie będzie się odbywało. Wręczenie odznaczeń państwowych pana prezydenta Andrzeja Dudy. Później rozdawanie tradycyjnych rogali związanych ze świętem 11 listopada oraz oczywiście nie może zabraknąć gęsiny. Będą między innymi pyszne pierogi z gęsiną, więc zapraszamy mieszkańców Bydgoszczy, regionu w niedzielę do tego, aby w ten sposób zamanifestować swój patriotyzm, być na tych uroczystościach, bo myślę, że warto. Wspomnę tylko, że o godzinie 18 będzie koncert patriotyczny w Inspektoracie Wsparcia Sił Zbrojnych. Koncert, przed którym będą wręczone odznaczenia państwowe pana premiera. W ten sposób będziemy powoli kończyli 11 listopada.

M.J.: Dodajmy, że na tym nie kończą się obchody setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości.

M.B. - Rzeczywiście, stulecie to wyjątkowy czas (…). Jeżeli chodzi o województwo kujawsko-pomorskie, ważnym wydarzeniem w obchodach stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości jest Powstanie Wielkopolskie, które wyzwoliło oddolnym ruchem wiele miejscowości, szczególnie po zachodniej i południowej stronie naszego województwa. Rok 2019 będzie rokiem Powstania Wielkopolskiego. Wiele wydarzeń, od Bydgoszczy po Mogilno, Żnin, Szubin, które będziemy chcieli razem z województwem wielkopolskim przygotować, bo to akurat nas łączy. Tego typu wydarzenia są specjalnie preferowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W tym roku udało nam się pozyskać 300 tysięcy złotych w konkursach organizowanych przez pana premiera Glińskiego. W przyszłym roku również będziemy w tych konkursach aplikować i przede wszystkim będziemy chcieli upamiętnić Powstańców Wielkopolskich. Wybiegając w przyszłość, rok 2020, to jest Pomorze, północna część naszego województwa, Toruń, który odzyskał formalnie niepodległość. To wszystko będzie się rozkładało na lata. Reasumując, zależałoby mi i nam wszystkim powinno zależeć na tym, abyśmy wszyscy włączyli się w uroczystości, na które serdecznie zapraszam, aby wziąć w nich udział, przybyć i pamiętać o tych, którzy walczyli i dbali o to, aby dzisiaj ojczyzna była wolna.

M.J.: Instytucje kultury też prześcigają się w obchodach rocznicy, między innymi Opera Nova. Są różne obchody. Opera Nova przygotowała jakiś czas temu „Awanturę w Recco”. Jak się panu wojewodzie podobała?

M.B.: - Byłem, widziałem, rzeczywiście jestem zachwycony. Polecam każdemu, kto jeszcze nie widział. Bardzo się cieszę, że mogliśmy być drobną, ale jednak cząstką tego projektu. Wyjątkowe przedstawienie, które moim zdaniem przejdzie do historii. Bardzo patriotyczne, sztuka napisana, o ile się nie mylę, 40 lat temu powoduje, że każdy, kto był na tej sali może przypasować do czasów obecnych (…). Trochę humorystycznie i trochę prawdziwie. Trochę prawdy o nas, Polakach, ale też tej dobrej, że potrafimy w bardzo trudnych momentach mobilizować się i walczyć o niepodległość i wolność. Myślę, że warto to zobaczyć, więcej zdradzać nie będziemy.

M.J. Na koniec jeszcze pytanie, czy po wczorajszym osiągnięciu porozumienia policją, wiemy już, że policjanci wracają w naszym regionie do pracy?

M.B.: - Porozumienie zostało zawarte w późnych godzinach wieczornych. Komunikat został wysłany mediom na konferencji przez pana ministra Brudzińskiego przed godziną 22. czekaliśmy na to ważne porozumienie. Cieszę się, że problem jest zakończony. Przejdźmy dalej do rozwiązywania kolejnych problemów. Myślę, że policja jest ważną służbą. Policjanci zaczęli odzyskiwać zaufanie społeczne, bo z tym było różnie. Porównując ze strażakami to specjalnie dobrze to nie wyglądało, ale rzeczywiście od kilku lat zaczęło się to poprawiać. Rozumiemy obecną sytuację, szanujemy tę służbę i chcemy, żeby przede wszystkim stanowiła o bezpieczeństwie Polaków. Wiem, że ostatnio z tym było bardzo dobrze, więc chcemy, żeby dalej było to kontynuowane.

Piotr Całbecki

Piotr Całbecki
Piotr Całbecki
Już od dziewięciu lat marszałek Piotr Całbecki proponuje na obiad w dniu 11 listopada kujawsko-pomorską gęsinę. O historii tego pomysłu, o świętowaniu 100-lecia odzyskania niepodległości, a także o planach na kolejną kadencję sejmiku rozmawialiśmy w Rozmowie Dnia.

Michał Jędryka: Zbliża się setna rocznica odzyskania niepodległości przez Polskę. Przygotowujemy się do wielkiego świętowania. To świętowanie w regionie kujawsko-pomorskim, już od 9 lat wiąże się z pewnym posiłkiem. Tak jak Amerykanie mają indyka na swoje święto narodowe, tak my mamy gęsinę, tak panie marszałku?

Piotr Całbecki: Dokładnie. Myślę, że w naszym województwie jest w sposób szczególny, ale też pomału w całej Polsce, nasze święto niepodległości fantastycznie smakuje, jest dobre.

Skąd ten pomysł, żeby święto kojarzyło się z pewnym posiłkiem?

Historia jest dość prozaiczna. Kiedyś, jadąc z przyjacielem samochodem do Warszawy, rozmawialiśmy o tym, że mamy fantastyczną, białą kołudzką gęś (…). 95% wszystkich gęsi zjadanych w Europie znajduje protoplastę w Kołudzie. Wystarczyło skojarzyć 11 listopada z dawnym, pięknym powiedzeniem „najlepsza gęsina na św. Marcina”, wrócić trochę do czasów sarmackich, odnieść to do naszej niepodległości i mamy obiad, którego na pewno mogą nam pozazdrościć Amerykanie. Jak się ma indyk do gęsi? W ogóle nie można ich porównać. Gęś jest wyborna, wytworna, stąd ten pomysł, który spodobał się Polakom, bo nie tylko w naszym regionie, ale w całej Polsce przygotowuje się w rodzinach gęś. Promujemy nowy obyczaj, dziś może zapomniany. Przypominamy ten obyczaj, aby wspominać Niepodległą przy rodzinnym stole. Myślę, że warto to robić, dlatego że tak jak spotykamy się przy wigilijnym stole, gdzie wyciszają się wszystkie spory, dyskusje, niesnaski, Niepodległa jest również sacrum i trzeba dzieciom tłumaczyć w domach jaką wartość ma niepodległość, nasza ojczyzna. Najlepiej, jeśli robią to rodzice i mówią to przy wspólnym stole. Sądzę, że jeden taki dzień jest potrzebny, żeby może wyjechać na jakiś piknik, ale lepiej zostać w domu i spędzić go z rodziną przy wspólnym stole.

Skoro pan marszałek dotknął tych sporów i ich wyciszania przy stole, myśli pan, że jest na to szansa w Polsce i naszym regionie w szczególności przy okazji 100 rocznicy odzyskania niepodległości?

Strasznie mnie bolą te informacje, które docierają z Warszawy. Bez względu na to, kto generuje konflikt, powinien wykonać krok do tyłu i nie wykorzystywać tego cudownego święta do budowania swoich racji. Polska jest naszym wspólnym domem, dobrem i dla wszystkich musi się znaleźć miejsce. Każdy powinien wykonać krok do tyłu. W naszym regionie nigdy nie było niesnasek i kłótni. Razem organizujemy wszystkie uroczystości. Odkąd pamiętam, jest to wspaniały dzień, wszyscy uczestniczą w uroczystościach oficjalnych, później w tych w domach, czasami z gęsiną w roli głównej. Tak spędzamy ten dzień i tak będzie również w tym roku w województwie kujawsko-pomorskim.

Co pan marszałek proponuje,mieszkańcom województwa oprócz gęsiny?

My świętujemy już od kilku miesięcy. Przypomnę, że zainaugurowaliśmy obchody, zgodnie z apelem prezydenta Polski, jeszcze w grudniu zeszłego roku. W tym czasie odbyło się bardzo wiele uroczystości. Od kilku miesięcy wręczamy stulatkom specjalnie wybity medal. Nie tylko zasłużonym w walce o wolność i demokrację, ale również zwykłym ludziom. W symboliczny sposób chcieliśmy odnaleźć i uhonorować osoby, które przeżyły całą naszą drogę od 100 lat, kiedy odzyskaliśmy niepodległość. Odbywały się uroczystości przed urzędem marszałkowskim, oficjalne, bardzo wzruszające spotkanie wszystkich samorządowców oraz uroczysta sesja na zewnątrz urzędu marszałkowskiego, w której uczestniczyli wszyscy mieszkańcy. Teraz, kiedy zbliżamy się do 11 listopada, praktycznie nie ma instytucji kultury, gdzie nie odbywałyby się uroczystości, szczególne wydarzenia dedykowane Niepodległej. 11 listopada w bydgoskiej Filharmonii będziemy proponować dla szczęśliwców, którym udało się nabyć bilety, fantastyczny koncert dedykowany Niepodległej. W Teatrze Horzycy będą odbywały się dysputy historyczne, też serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w tej formie uczczenia 100. rocznicy odzyskania niepodległości. Jako sejmik przygotowaliśmy i daliśmy do podpisu wszystkim mieszkańcom regionu szczególną deklarację dedykowaną naszej ojczyźnie i chcemy odsłonić tablicę pamiątkową, która udokumentuje jubileusz 100. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę. Mamy msze święte, zarówno w Toruniu, jak i Bydgoszczy. W Toruniu, w sobotę o godzinie 17.00 odbędą się główne uroczystości oficjalne przed pomnikiem Józefa Piłsudskiego, z kolei, następnego dnia w Bydgoszczy.

Zakończy się święto, zakończy się uroczystość, a pamięć o tych korzeniach powinna trwać, tym bardziej, że powrót do niepodległości w naszym regionie był nieco późniejszy, niż w centralnych województwach Polski. Czy te wydarzenia jak np. powrót miast do macierzy będą w jakiś sposób upamiętniane?

Tak, oczywiście. Jako Polacy, czujemy się zobowiązani do uczczenia 100. rocznicy odzyskania niepodległości, ale powiedzmy szczerze, nasze ziemie zostały włączone do macierzy 1,5 roku później w 1920 roku (…). 100. rocznica jest dla nas początkiem, właściwie przygotowaniem do wydarzeń, które będziemy świętować za 1,5 roku. Chcemy aby w Bydgoszczy, Toruniu, we wszystkich miastach naszego regionu godnie uczcić ten czas. To będą duże wydarzenia. Już w tej chwili przygotowujemy grupy inscenizacyjne na dużą skalę, aby w styczniu 2020 roku w bogaty i uroczysty sposób, wspólnie ze wszystkimi mieszkańcami uczcić te wydarzenia. Dla nas świętowanie się zaczyna.

Panie marszałku, zaczęliśmy gęsiną to i zakończmy gęsiną. Co w tym roku czeka tych, którzy pojawią się w Przysieku?

W tym roku gwiazdą będzie Robert Makłowicz. Już jutro rozpoczyna warsztaty z mieszkańcami, którzy wygrali specjalny konkurs na potrawę z gęsiny. Sądzę, że będzie bardzo ciekawie, ponieważ ten znany kucharz-celebryta będzie oceniał zdolności kulinarne naszych mieszkańców. W dwa dni: sobotę i niedzielę, zaproponowaliśmy, aby mieszkańcy regionu mogli odwiedzić to miejsce. Wiem, że bardzo trudno jest tam zaparkować, są utrudnienia komunikacyjne w związku z festynem. Proszę o cierpliwość i wyrozumiałość. Próbujemy wspólnie z policją tak pokierować ruchem, żeby na trasie nr 80, łączącej Bydgoszcz z Toruniem tych niedogodności było jak najmniej. Najbardziej zachęcam do skorzystania ze środków transportu publicznego. Będzie moc atrakcji. Doskonałe produkty, cała spiżarnia, kuchnia kujawsko-pomorska i nie tylko w jednym miejscu. Najlepsze produkty, producenci przygotowują się na to wydarzenie praktycznie cały rok. Będą fotobudki, siłomierze, biesiady, wielki tort urodzinowy na 100. rocznicę odzyskania niepodległości. Będzie bardzo bogato.
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Piotr Całbecki

Piotr Kujawa

Piotr Kujawa. Fot. Archiwum
Piotr Kujawa. Fot. Archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Piotr Kujawa
Coraz więcej policjantów przedstawia zaświadczenia lekarskie i nie przychodzi do pracy. Taka sytuacja ma miejsce w całym kraju i nabiera tempa. Policyjni związkowcy domagają się m.in. podwyżek płac. O policyjnym proteście z Piotrem Kujawą, przewodniczącym Zarządu Wojewódzkiego NSZZ Policjantów rozmawia Marcin Kupczyk.

Marcin Kupczyk: Panie podinspektorze, jaka jest w tej chwili sytuacja jeśli chodzi o masowe odejścia na zwolnienia lekarskie w naszym województwie?

Piotr Kujawa: - Z informacji, które posiadamy, w garnizonie kujawsko-pomorskim, 1500-1700 policjantów przebywa na zwolnieniach lekarskich.

Jaki to jest odsetek?

Trudno powiedzieć. Etatów jest około 4 tysiące, więc wychodzi ponad 20% nieobecności.

Czy to się powiększa?

Nie mamy takich danych, czy się zmniejsza, czy powiększa. Z tego, co widać to liczba zachorowań rośnie.

Proszę powiedzieć na co tak masowo chorują policjanci? Mamy takich chorowitych stróżów prawa? Co się dzieje?

Nie. Myślę, że złożyło się na to wiele czynników. Trudno mówić o kimś, że może zaplanować chorobę, bo to jest mało prawdopodobne. Wydaje mi się, że stres, przemęczenie, różne sytuacje, rok nie był łatwy dla policji. Dużo imprez, dużo stresujących sytuacji. To wszystko się skumulowało pod koniec roku i przypuszczam, że to jest taki efekt.

Proszę powiedzieć jakie postulaty wysuwa wasz związek?

650 złotych podwyżki dla każdego policjanta, 30 dni płatnego zwolnienia lekarskiego, 100% płatnego. Art. 15a, czyli to, co kiedyś już wspominałem w audycji, wyrównanie statusu policjantów przyjętych po 1999 roku z policjantami przyjętymi przed tym rokiem. Następnie płatne nadgodziny, rozliczane w systemie 3-miesięcznym, waloryzacja płac oraz wiek emerytalny. Jeśli chodzi o wiek emerytalny, jesteśmy zbieżni z propozycją pana ministra (Joachima Brudzińskiego – przyp.red.). Bylibyśmy zadowoleni, gdyby ta druga granica, czyli 55 lat została zniesiona (…).

Wyjaśnijmy słuchaczom. Zacznę od propozycji MSWiA. Podwyżka w kwocie 562 zł dla funkcjonariuszy w 2019 roku. Dwie transze ponad 300 zł i 250 zł. Pierwsza transza od stycznia, druga od lipca przyszłego roku. Płatne w 100% L4 za pierwsze 30 dni zwolnienia lekarskiego. Na to idzie minister spraw wewnętrznych. Trzecia rzecz, zniesienie progu 55 lat życia do nabycia praw emerytalnych. Pozostaje wyłącznie warunek 25 lat służby. Na to państwo idą? Tu byłaby zgoda?

Tak, oczywiście. Jeżeli byłoby zniesione 55, zostałoby 25, jest to krok w przód.

I rzecz, jak mówi sam minister, bez precedensu, czyli płatne nadgodziny.

Tutaj diabeł tkwi w szczegółach. Propozycja ministerstwa to rozliczanie tego w systemie półrocznym, zaś propozycja związku to rozliczanie w systemie 3-miesięcznym, tak jak w przepisach, obecnie rozliczanie nadgodzin jest w cyklu 3-miesięcznym.

Dlaczego to takie ważne?

Środowisko policyjne zgłaszało nam, że przy dłuższym rozliczaniu, może być trochę fikcji, że tych nadgodzin nie będzie, bo to będzie zbyt długi czasu. Policjanci odczuwają, że jeżeli przepisy mówią, że jesteśmy w 3-miesięcznym rozliczaniu to należy przy tym zostać.

Panie podinspektorze, jeżeli społeczeństwo słyszy, że jakaś grupa zawodowa ma od stycznia dostać, od razu ponad 300 złotych, a w lipcu kolejne 250 to mogą sobie pomyśleć „nie mają źle te kobiety i faceci”. 25 lat pracy i już jestem emerytem to w wieku 45 lat można być emerytem?

Weźmy pod uwagę zmęczenie materiału, czyli intensywność wykonywania zadań przez 25 lat. Tak jak kiedyś wspominałem na spotkaniu, czy to będzie policjant pionu kryminalnego, prewencji, logistycznego, zakres zadań, różnych sytuacji, zgromadzeń, zabezpieczeń, przyjazdów głów obcych państw powiększa się z roku na rok. To zużycie, poświęcenie, stres wpływa na kondycję psychofizyczną. Uważam, że to nie jest jakieś wygórowane żądanie. Jeżeli mówimy tutaj o tych pieniądzach to policjanci usłyszeli w mediach przekaz, że żołnierze dostali 650 złotych. Nie odbywały się żadne negocjacje. Nie było rozmów z żołnierzami. Otrzymali tę kwotę, odczucie policjantów było takie, że żołnierze mogą dostać taką kwotę, więc policjanci oczekiwali, że ta kwota też dojdzie do 650 zł. Oczywiście my wspominaliśmy o tym, że rozumiemy, iż może to nie być od razu. Uważam, że to jest właśnie kwestia negocjacji, dogadania się w tym zakresie.

Czy wchodząc do tego zawodu, adept nie wie, że czeka go ciężka praca. Przecież wie, że to jest ciężka praca, odpowiedzialna, że zarobki nie są jakoś wyjątkowo wysokie. Przecież wiedzą o tym idąc do zawodu.

Na pewno mają taką wiedzę. Być może wynika to z tego, że ta potoczna wiedza o pracy policji jest czerpana z serialów paradokumentalnych. Może to w jakiś sposób powoduje, że rzeczywistość nie wygląda tak różowo jak w takim przekonaniu, że jednak ta praca jest wymagająca. Tak jak wspominałem, jeżeli zostałyby zarządzone jakieś poszukiwania osoby, czy doszłoby do katastrofy żywiołowej, zakres obowiązków policjanta natychmiast się zwiększa. Muszą wspomagać straż pożarną, wykonywać czynności bez względu na warunki atmosferyczne i porę dnia. Ta świadomość być może dopiero wzrasta z upływem miesięcy, biegu lat policjanta. W tym momencie nagle sobie uświadamiamy, że ktoś kto w innej pracy może zarobić większą kwotę za mniejszą odpowiedzialność to myślimy „podjąłem tę decyzję, ale czy jest jakaś szansa na poprawę tych warunków”.

Brakuje w policji rąk do pracy?

Ostatnie lata pokazały, że liczba kandydatów zmniejsza się (…). Nasza idea była taka, żeby przez uprawnienia, które są inne w stosunku do innych zawodów, uatrakcyjnić służbę. Praca jest wymagająca, dużo poświęceń, ale są uprawnienia, które będą zachęcać młodych ludzi do wstępowania do policji.

Ile jest na „dzień dobry” w policji?

Myślę, że około 2200-2300 złotych to taka średnia, którą może otrzymać policjant na początek. Mówimy o okresie służby przygotowawczej, przez pierwsze 3 lata.

To chyba nie tak źle?

Gdy rozmawia się z ludźmi, mówią, że to nie jest tak źle, ale oczekiwania środowiska są większe (…).

Panie przewodniczący, według szefa zarządu głównego związku zawodowego Rafała Jankowskiego, przebywanie funkcjonariuszy na zwolnieniach nie jest elementem ogólnej akcji protestacyjnej i związek nie wzywał do takiej formy protestu.

Nie, nie apelowaliśmy do tego typu akcji. Mieliśmy zaplanowane oddawanie krwi na 9-10 listopada. Na te dni przysługiwałoby wolne. Jesteśmy w trakcie wycofywania sprzętu prywatnego z użytkowania służbowego, bo zdarzają się sytuacje, że policjanci użytkują taki sprzęt, najczęściej komórkę. W tej sytuacji jednak, każdy policjant indywidualnie poczuł się chory, poszedł do lekarza. To nie jest element naszego protestu. Jest to indywidualna decyzja każdego policjanta.

Mam przed sobą list Komendanta Głównego Policji do policjantek i policjantów. Powiem szczerze, że jestem dosyć zaniepokojony. „Nie dopuśćmy do tego, żeby na ulicach zaczęli rządzić bandyci” pisze Komendant Główny. To znaczy, że takie myśli przechodzą mu już przez głowę a przed nami 11 listopada, gdzie może dojść, delikatnie mówiąc, do sytuacji takich, w których będziecie na pewno potrzebni społeczeństwu.

Myślę, że na pewno będzie to duży wysiłek dla policjantów będących w służbie. Sytuacje mogą być dynamiczne, dużo będzie się od nas wymagać. Powiem, że liczę, że do 11 listopada zostanie podpisane porozumienie, które będzie satysfakcjonowało wszystkie strony (…).

Kiedy rozmowy?

Jedna i druga strona deklaruje, że mogą się odbyć natychmiast, o każdej porze. Deklaracje padają z dwóch stron, więc liczymy, że dojdzie do nich jak najszybciej i uda się wypracować kompromis, który będzie do zaakceptowania przez wszystkie strony.
1234567