duży kontrast mapa strony
Strona startowa » Rozmowa dnia

Rozmowa dnia

Dorota Hass

Dorota Hass Fot. ArchiwumGościem Rozmowy Dnia była dyrektor Wydziału Polityki Społecznej Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy. Rozmowa dotyczyła o programu "Bezpieczny i Aktywny Senior", było także ostrzeżenie przed nielegalnymi placówkami świadczącymi opiekę nad osobami starszymi.


Marcin Kupczyk: Od ponad roku działa program o nazwie "Bezpieczny i aktywny senior" jest to kampania Ministerstwa Rodziny, która trwa od pewnego czasu, jej celem jest ograniczenie przestępstw wobec osób starszych i zapewnienie im bezpieczeństwa. W województwie kujawsko-pomorskim natrafiono na kilka nielegalnych placówek prowadzących opiekę dla osób starszych, ale jest to niebezpieczne zjawisko.


Dorota Hass: Tak, muszę przestrzec rodziny jest na stronie urzędu kujawsko-pomorskiego zakładka w polityce społecznej, gdzie mamy rejestr takich placówek, gdzie wojewoda może dokonywać w tych placówkach, jeżeli one są zarejestrowane, kontroli i wszystkie takie nieprawidłowości można wyłapać, ewentualnie skorygować. Natomiast coraz częściej rodziny, które mają osoby starsze, nie za bardzo mogą tę opiekę zagwarantować, w związku z powyższym szukają innych form, żeby osoby starsze gdzieś umieścić, bardzo często są to placówki niezarejestrowane u wojewody, nielegalne placówki, gdzie ten standard usług jest różny. Jeżeli to ma być placówka całodobowa to tylko z rejestru wojewody. Takie drastyczne przypadki gdzie ktoś na przykład z osób starszych umieszczony w nielegalnej placówce jest chory prosi o wezwanie karetki, natomiast państwo z tej placówki nie wzywają karetki tylko faszerują te osoby starsze lekami na zbicie gorączki i te osoby umierają, więc wszystkim powinno zależeć na tym, żeby nasi krewni godnie mieli możliwość spędzenia tych swoich ostatnich dni.

Jeśli chodzi o całodobową opiekę to mamy powiatowe i gminne domy opieki społecznej, są też placówki, które prowadzone są przez osoby fizyczne, podmioty i fundacje i jest gdzie szukać pomocy.

Prywatnych placówek jest koło 12 zarejestrowanych u wojewody, natomiast domów mamy, jeżeli chodzi o gminne, międzygminny dom jest jeden w Pruszczu, pozostałe są powiatowymi domami.

Kampania kierowana do seniorów, ale także do rodzin, są ulotki i spot filmowy.


Muszę powiedzieć, że jednak te osoby starsze są narażone właśnie na takie niebezpieczeństwo, bo są to wyłudzenia finansowe, policja informuje o tym, żeby tych takich wyłudzaczy jakoś mocno rozpoznawać, domokrążcy chodzą, różne rzeczy oferują, dostają się do domu.

Wracając do tych placówek co do których możemy mieć wątpliwości, osoby fizyczne prowadzące działalność na przykład agroturystyczną dorzucają do niej opiekę dla osób starszych.

Nielegalne placówki różne mają wybiegi, bo to jest wynajem pomieszczeń na przykład, do tych placówek wojewoda nie jest puszczany, bo jeżeli to jest prywatny wynajem pomieszczeń, to nie zawsze ten wojewoda jest do tej placówki wpuszczany, dlatego nie może skontrolować tej placówki. Ponawiam więc taki apel: dla osób które chcą umieścić starsze osoby patrzcie na rejestr wojewody, bo tam dopiero można znaleźć placówkę, która jest poddana kontroli.

Tomasz Latos

Tomasz Latos Fot. ArchiwumGościem Rozmowy Dnia był poseł PiS Tomasz Latos - lekarz, wiceprzewodniczący sejmowej komisji zdrowia. Zapytaliśmy go o rządowe plany zwiększenia nakładów na służbę zdrowia i skrócenia kolejek do lekarzy. Jak osiągnąć te cele? Jak zatrzymać młodych lekarzy w kraju? Jak walczyć z brakiem specjalistów i pielęgniarek?

Marcin Kupczyk: Na początek sensacyjna wiadomość, nie chciał się pan z mediami tym dzielić, otóż szanowni państwo, panie pośle, Tomasz Latos jest kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta Łodzi - tak podaje portal Wikimedia.

Tomasz Latos: Dementuję, nie interesuje mnie kandydowanie na prezydenta Łodzi, interesuje mnie kandydowanie na prezydenta Bydgoszczy. Kocham swoje miasto, nie mam zamiaru się nigdzie wnosić, a do Łodzi w szczególności, cóż sezon ogórkowy, ogólne rozluźnienie nastrojów, być może to jest jeszcze efekt przeżywania tragedii na boisku, którą zafundowali nam w pierwszym meczu nasi piłkarze i zrozpaczony redaktor wrzucił coś takiego gdzieś tam do informacji.

Od czerwca 2018 do czerwca 2019 czyli cały rok ma potrwać cykl debat pod wspólnym hasłem "Wspólnie dla zdrowia" o co tu chodzi?

Tu chodzi o to żebyśmy w końcu dokonali pewnego przełomu i to ponad podziałami politycznymi, aby nie było sytuacji takiej, że pojawią się dodatkowe pieniądze na ochronę zdrowia, o której wszyscy od dawna marzyliśmy, oczekiwaliśmy, mówię o 6 % produktu krajowego brutto, co tak realnie oznacza po kilka, kilkanaście miliardów, co roku więcej, a w perspektywie wielu lat liczy się na ponad 250 miliardów złotych - w perspektywie 8 lat.

W tej chwili mamy 4,7 % PKB...


Więc mamy co nadrabiać i chcemy rzeczywiście dokonać tutaj tego przełomu, ale żeby to zrobić mądrze, i żeby tych pieniędzy nie zmarnować, nie będą to dodatkowe podatki, ale to będą pieniądze przesunięte z budżetu na ochronę zdrowia, bo Polska niestety jest gdzieś na szarym końcu w Unii Europejskiej wydatków na ochronę zdrowia właśnie w przeliczeniu na Produkt Krajowy Brutto, my chcemy to zmienić przyjęliśmy ustawę, ale system również wymaga naprawy, a więc to nie chodzi o to aby była sytuacja taka, że wydamy te pieniądze nienajkorzystniej dla pacjentów i dlatego do tego zespołu, do tych debat, do tych rozmów, do tych konsultacji są powołani przedstawiciele różnych ugrupowań politycznych, związków zawodowych, pracodawców, kadry medycznej różnego szczebla...

Będą przychodzić?

Już przychodzą, były takie spotkania i później odbywają się też takie dyskusje w podzespołach, w mniejszych grupach i to wszystko będzie później przedstawione opinii publicznej, poddane konsultacji, również zapewne omówione w Komisji Zdrowia, mam tylko jedną prośbę, abyśmy rzeczywiście działali ponad podziałami politycznymi, aby nie było sytuacji takiej, że ktoś uzna, że zdrowie jest tak atrakcyjną rzeczą, w sensie politycznym, że może w związku z tym warto atakować, zamiast dyskutować.

Jan Krzysztof Ardanowski

Jan Krzysztof ArdanowskiGościem "Rozmowy dnia" w Polskim Radiu PiK był nowy minister rolnictwa, Jan Krzysztof Ardanowski. Jakie będą pierwsze decyzje? Jak walczyć z suszą i afrykańskim pomorem świń? Jak wynegocjować z Unią Europejską lepsze finansowanie polityki rolnej? O to nowego ministra rolnictwa pytał Marcin Kupczyk.

Marcin Kupczyk: Panie ministrze, proszę powiedzieć jaka jest obecna sytuacja w rolnictwie, z czym będzie zmagał się Pan na początku?

Jan Krzysztof Ardanowski - Nie ma łatwych sytuacji w rolnictwie i każdy kto się tym zawodem para wie, że są różnego rodzaju problemy, również zależne od pogody. Niestety, w tym roku po raz kolejny anomalie pogodowe mocno rolnikom dają się we znaki. Susza, która występuje na terenie praktycznie całej Polski jest coraz bardziej dokuczliwa, przechodzi na kolejne rośliny. Więc jako pierwsze zadanie już będziemy analizowali, jaka jest skala tego zjawiska i jakie formy pomocy zastosować. Tu jest potrzebna ścisła współpraca z samorządami terytorialnymi, ponieważ nie ma innej możliwości jak oszacowanie tych strat przez komisje (...) Proszę wszystkich wójtów, żeby jak najszybciej komunikowali się z Urzędem Wojewódzkim i żeby ta komisje zaczęły działać, bo od tego też zależy, jakie środki przygotować, jaka to jest skala zjawiska, jakie formy dotychczasowe czy też ewentualnie nowe zastosować. Dla mnie sprawą ważniejszą nie jest tylko bieżące reagowanie na sytuacje kryzysowe - zawsze coś się w rolnictwie dzieje. Niestety, wchodzimy w okres anomalii klimatycznych i wygląda na to, że przez kolejne lata zawsze jakieś problemy klimatyczne będą występowały. Dla mnie ważniejsze jest to, żeby ustabilizować produkcję rolniczą, żeby wykorzystać potencjał polskiej wsi, żeby rolnicy mogli zarabiać przyzwoicie z własnej pracy, ze sprzedaży tego co wytwarzają... czyli kwestia regulowania rynków, również zwiększenia udziału rolników w rynku poprzez skracanie łańcuchów dostaw, żeby dochody rolników pochodziły z pracy, z tego co wyprodukują i sprzedadzą, a nie tylko z transferów ze środków publicznych czy krajowych i unijnych

Ale środki unijne tak że mają niebagatelne znaczenie i staranie się o nie z naszej strony...

- Oczywiście. Na styku z Unią Europejską trzeba twardo walczyć o polskie interesy, bo jeżeli są jakieś formy pomocy, wyższe płatności bezpośrednie w Europie Zachodniej, to tutaj pan premier Morawiecki zapowiedział, że absolutnie Polska nie godzi się na te propozycje, które Komisja Europejska przedstawiła i będziemy domagali się weryfikacji generalnie budżetu na wspólną politykę rolną. Bo to nie jest tak, że to Polska dostała w jakiś szczególny sposób ukarana czy dotknięta. Jest to przede wszystkim zmniejszenie budżetu spowodowane różnymi przyczynami, m.in. odejściem Brytyjczyków w ramach brexitu. Jeżeli jest wspólna polityka rolna i ma dalej społeczeństwo europejskiemu pomagać w utrzymaniu dobrego żywotnego rolnictwa, to również ta kwota musi być większa niż to, co zaproponowano. To jest sprawa daleka, ponieważ ustalenia i podjęcie decyzji w zakresie wspólnej polityki rolnej budżetu na lata 2021-27, to jest kwestia około 2 lat, więc tu nie ma się tym co w tej chwili przejmować. Natomiast chodzi o to, żeby pobudzić polski rynek, żeby jak najwięcej rolnicy produkowali, zarówno na cele żywnościowe jak i na cele nieżywnościowe. To jest ogromny obszar niewykorzystany. Uważam również, że to ustabilizowanie jest potrzebne zarówno dużym gospodarstwom towarowym, które produkują dużą ilość stosunkowo taniej żywności, bardzo potrzebnej na rynku, ale również dla gospodarstw mniejszych, które powinny się nastawić przede wszystkim - to powinna być wręcz polska specjalność w Europie - na produkcję żywności w wysokiej jakości. Przede wszystkim znaczną część rolnictwa powinniśmy zorientować w kierunku rolnictwa ekologicznego. To jest duża nisza w Europie Zachodniej, to się bardzo mocno rozwija. Dlaczego mając dobre warunki nie mielibyśmy być liderem w zakresie produkcji żywności ekologicznej? Oczywiście do tych problemów, o których na początku mówiłem czyli do problemów klimatycznych dochodzi problem afrykańskiego pomoru świń...

Panie ministrze, mamy ogromny problem z afrykańskim pomorem świń jak możemy z tym walczyć?

- To jest problem, że nikt w pojedynkę nie jest w stanie tego rozwiązać. To musi być ścisła współpraca państwa reprezentowanego przez inspekcję weterynaryjną, przez różne służby, również przez samorządy. Również bardzo ważna rola myśliwych... z tym jest jakiś problem, ja w dalszym ciągu nie do końca rozumiem opór ze strony myśliwych w sprawie odstrzału dzików. Tak jakby nie chcieli się w to angażować, a przecież trzeba doprowadzić - naukowcy mówią wprost - do ograniczenia populacji dzika, do jakichś granic bardzo bezpiecznych, które spowodowałyby, że choroba nie przenosiłaby się przez przez dziki... I to mogą zrobić tylko myśliwi. Musi być również wielka aktywność ze strony samych rolników w zakresie bioasekuracji. Ludzie to lekceważą. Ludzie nie rozumieją co to jest, to to zabezpieczenie gospodarstwa hodującego trzodę chlewną przed możliwością zawleczenia wirusa z zewnątrz - proste różnego rodzaju czynności, które muszą być wykonane. Dopiero współpraca wszystkich zaangażowanych może doprowadzić do ograniczenia i stopniowo po kilku latach wyeliminowania afrykańskiego pomoru świń...

A jak pan przyjął nominację na stanowisko ministra rolnictwa? Co pan pomyślał w pierwszej chwili?

- Mówiąc wprost, nie za biegałem nigdy jakoś przesadnie o to, żeby być ministrem rolnictwa. Bardzo cenię sobie propozycję premiera. To jest dla mnie ogromny zaszczyt, że mi to zaproponowano i że kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości również mnie tym swoim zaufaniem obdarza. Jestem współautorem programu rolnego PiS, więc to dla mnie szczególna odpowiedzialność. Jeżeli bym jednak z różnych powodów nie był w stanie podołać tym obowiązkom - czy ze względu na jakieś osobiste słabości, brak wiedzy, zdrowie czy też ze względu na jakieś czynniki zewnętrzne, które by uniemożliwiały spokojną pracę na rzecz przebudowy polskiej wsi, tworzenia warunków, które nie tylko będą polegały na tym ciągłym "użeraniu się" z problemami, które cię codziennie pojawiają tylko ustabilizowałyby rolnictwo na na wiele wiele lat - jeżeli nie będę w stanie tego realizować, to ja do tego stołka nie jestem "przyspawany", wtedy sam podałbym się do dymisji, niech przyjdzie ktoś lepszy. Jednak również będę prosił dziennikarzy szczególnie o to, żebyśmy często ze sobą rozmawiali, żebym mógł również przekazywać rolnikom pewne informacje, żebym mógł się komunikować z mieszkańcami wsi mówiącym o ich problemach i o tym co się udało rozwiązać, o tym co trzeba zrobić wspólnie, razem. To jest absolutnie służba dla Polski, to jest pilnowanie polskiej racji stanu. Wieś jest społeczeństwu potrzebna, pełni szereg bardzo ważnych funkcji. To jest samowystarczalność żywnościowa, suwerenność państwa też od tego zależy. Musimy wszyscy razem wiedzieć, że pracując w rolnictwie - rozwijając to rolnictwo, dbając o poprawę jakości życia na obszarach wiejskich - dobrze służymy Polsce. Ja tak chcę służyć.

Mikołaj Bogdanowicz

Mikołaj Bogdanowicz- Nasze województwo nie uchroni się przed katastrofą na dużą skalę - mówił w Rozmowie Dnia Polskiego Radia PiK wojewoda Mikołaj Bogdanowicz. Z włodarzem regionu rozmawialiśmy m.in. o rządowym wsparciu budowy dróg lokalnych i o dramatycznej sytuacji rolników.

Marcin Kupczyk: 30,5 mln zł dotacji na drogi lokalne - tyle udało się Panu przywieźć kilka dni temu z Warszawy. Mamy 20 różnych zadań na terenie województwa. Łączna wartość przebudowy i modernizacji dróg w regionie to 66,5 mln zł, z czego 30,5 mln zł pochodzić będą z dotacji. Mówił Pan, że właśnie najmniejsze wspólnoty najbardziej potrzebują wsparcia.
Mikołaj Bogdanowicz: Samorządy nie są w stanie w 100 proc. realizować inwestycji w infrastrukturę, w tym tę najważniejszą, czyli drogową, a bez niej nie ma rozwoju małych gmin. Drogi są podstawą i bardzo cieszy, że rząd widzi taką potrzebę i wspiera samorządy. 30,5 mln zł obecnej dotacji i dodatkowe 20 mln, które przekazał pan premier dla naszego województwa to nie jest jedyne wsparcie. W tym roku otrzymaliśmy też 48 mln zł z Ministerstwa Infrastruktury, które również przeznaczyliśmy na drogi w samorządach. Z kolei po nawałnicy, która przeszła przez nasz region rok temu, MSWiA przekazało ponad 60 mln. Za te pieniądze będą robione drogi w powiatach, które ucierpiały. Pieniędzy na drogi jest więc niemało, ale potrzeby są zawsze większe (...).
Jako wojewodowie jesteśmy po dwóch naradach z premierem. Jesienią będzie ogłoszony kolejny program na 2019 rok i kolejne lata - wtedy te środki będą dużo, dużo większe.

Pierwsze umowy będą podpisywane już w czerwcu?
- Wszystko na to wskazuje, że podpiszemy je do końca czerwca. Zależy nam na czasie. Procedury konkursowe trwały przez ostatnie dwa miesiące. Teraz jest moment finalny, trzeba ogłosić przetarg, zrealizować zadanie. Czasu do końca roku nie zostało dużo (...).

Kilka dni temu Instytut Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach stwierdził, że wszystkie gminy województwa kujawsko-pomorskiego są zagrożone suszą. Straty są w zbożach, rzepaku, warzywach. Specjalne komisje będą liczyły szkody w naszym rolnictwie. Mają powstać m.in. w Strzelnie, Nowem, Moginie, Janowcu Wielkopolskim, Sadkach. Do Pana wpływają kolejne wnioski...
- Jesteśmy województwem ogromnie doświadczanym przez klęski żywiołowe. Rok 2015 - ogromna susza, 2016 - wymarznięcia, susza, 2017 - nawałnice. W 2018 roku zapowiada się u nas susza, jakiej do tej pory chyba nie było. Sytuacja rolników wygląda naprawdę dramatycznie. Jako region mamy najniższe opady w Polsce. Przeraża skala tej tragedii.
Rolnikom trzeba będzie pomóc, to jest niezbędne. Jeżdżę po województwie i widzę jak wyglądają uprawy. Zboża będą prawdopoodobnie młócone w czerwcu, a powinny być w sierpniu. Żniwa będą przyspieszone conajmniej o miesiąc.
Nasze województwo nie uchroni się przed katastrofą na dużą skalę (...).

Andrzej Guzowski

Andrzej Guzowski. Fot. Michał ZarębaAndrzej Guzowski - ponad dwie dekady temu wiceprezydent Grudziądza, dziś prywatny przedsiębiorca i bezpartyjny kandydat Prawicy na prezydenta tego miasta - był gościem Marcina Kupczyka w Rozmowie Dnia w Polskim Radiu PiK.

Marcin Kupczyk: Niedawno przedstawił pan pewne "ramy swojego programu na miasto". To przede wszystkim cztery hasła "bezpieczeństwo, uczciwość, nadzieja i tolerancja".
Andrzej Guzowski: Te cztery litery składające się na słowo "bunt", to jest mój bunt. Myślę, że innych osób także. Chodzi nam o to, żeby Grudziądz stał się miastem bezpiecznym, przede wszystkim ekonomicznie. Nasze miasto jest w bardzo trudnej sytuacji. Dług na jednego mieszkańca wynosi prawie 10 tys. zł. Jego źródłem jest przede wszystkim wybudowanie i prowadzenie Szpitala Miejskiego, ale także szereg innych zobowiązań zaciągniętych przez miasto. Jest to dług nadmierny, trzeba doprowadzić go do poziomu bezpiecznego. Takiego, który nie będzie zakłócał bieżącego funkcjonowania miasta, a przede wszystkim jego szpitala, który jest dla nas przedmiotem dumy i daje nam gwarancję właśnie bezpieczeństwa socjalnego.

Jak to zrobić, bo jednak kosmicznie zadłużony szpital i dług wiszą nad każdym politykiem czy każdym samorządowcem, jak miecz.
- Zadłużenie szpitala - jak to określiłem - jest nadmierne, zresztą zadłużenie miasta także, bo w jednym i w drugim miejscu ten dług jest ulokowany. Jest na tyle duże, że miasto praktycznie nie ma dzisiaj ani w dłuższym okresie czasu możliwości jego uregulowania. Najprawdopodobniej należy zjednoczyć wszystkie siły gotowe, aby ten problem podjąć i poprowadzić, jak należy. Niestety, musimy zwrócić się o pomoc zewnętrzną, zarówno do władz samorządowych województwa, a przede wszystkim do państwa. Zrobiliśmy rzecz dużą, czyli zbudowaliśmy szpital, który świadczy usługi na bardzo wysokim poziomie i służy nie tylko mieszkańcom Grudziądza, bo jedynie co trzeci pacjent jest z tego miasta. Niestety, wydaliśmy na jego budowę i funkcjonowanie za wiele. Wydaje mi się, że w tym dziele uratowania miasta i uratowania szpitala znajdziemy partnerów, także poza Grudziądzem. Musimy ich znaleźć, bo w innym przypadku miasto się zablokuje.

"Grudziądz nie jest ośrodkiem przemysłowym, czy jakimkolwiek innym. Może jest ośrodkiem zadłużenia. Czas to zmienić i dorównać miastom dookoła. Potrzebny jest progres" - to wpis jednego z grudziądzkich internautów. Co pan na to?

- Grudziądz jest miastem silnym, ma ponad 700-letnią tradycję, ma dużo różnych aktywności, które czynią je miastem poważnym. Obok oczywiście przemysłu, który przeżywał regres, ale dzisiaj - w ostatnich przynajmniej latach - widać jego powolny wzrost i jest duża szansa, żeby ten filar funkcjonowania miasta się umacniał i przynosił dochody i dobrą pracę dla mieszkańców. Jest to także miasto szkolnictwa, szeregu usług kulturalnych, które też są istotne, więc jest to jakiś potencjał. I wreszcie Grudziądz jest miastem wojska i w tej dziedzinie jest wiele do zrobienia.
To nie jest miasto skazane na porażkę. To jest miasto leżące przy bardzo dużym węźle komunikacyjnym. Miasto, które jest gdzieś między Gdańskiem, Toruniem a Bydgoszczą, które potrafi skupić wokół siebie aktywność swoich mieszkańców, ale także być atrakcyjne dla podmiotów zewnętrznych. W tej materii nie stoimy na straconej pozycji Przyjmijmy, że dzisiejsza sytuacja jest bardzo trudna, ale nie beznadziejna.

Pisał pan tak: "Radni w ostatnich latach przekazali wszystkie swoje uprawnienia prezydentowi, a potem o tym zapomnieli. Radni zasnęli błogim snem, a władza wykonawcza zdobyła nad nimi taką przewagę, że w tej chwili sama decyduje, czy odpowie jakiemuś radnemu na pytanie, czy okaże mu dokumenty itp. Jeżeli to jest demokracja, to ja się na taką demokrację nie zgadzam". Gdyby pan wygrał, odda pan część władzy z powrotem Radzie Miasta?
- Absolutnie tak. W tym moim buncie jest też literka, "u" czyli "uczciwość". Uważam, że nieuczciwym jest taki sposób sprawowania rządów w mieście, gdzie administracja praktycznie jest kluczowym, jedynym wyłącznym dzisiaj dysponentem uprawnień. Absolutnie konieczne jest podjęcie nie tylko dialogu na poziomie Rady Miejskiej, ale dialogu na poziomie Grudziądza. Ludzie są absolutnie wyalienowani, wyobcowani ze spraw, które dotyczą ich na co dzień (...) Jeżeli chcemy budować demokrację, jeżeli chcemy budować samorząd i wspólnotę, żeby mieszkańcy czuli się odpowiedzialni za przestrzeń, w której żyją, muszą rozumieć na czym polegają decyzje miejskie i sposób ich podejmowania i muszą w nich uczestniczyć. Rozmowa powoduje to, że ludzie się uczą, rozumieją, tolerują, zaczynają wzajemnie sobie pomagać. W to wierzę!

Aleksandra Kowalska

Aleksandra KowalskaGościem Rozmowy Dnia była wicedyrektor Wydziału Zintegrowanego Rozwoju Urzędu Miasta w Bydgoszczy. Miasto przedłużyło termin zgłaszania się mieszkańców do programu Ekopiec. Chodzi o dofinansowanie wymiany starych pieców na bardziej ekologiczne formy ogrzewania. Ile starych pieców zatruwa wciąż Bydgoszcz? Kto może skorzystać z programu? Jakie warunki trzeba spełnić? Ile to kosztuje?

Marcin Kupczyk: Miasto przedłuża termin zgłaszania się mieszkańców do programu Ekopiec. Chodzi o dofinansowanie wymiany starych pieców na bardziej ekologiczne formy ogrzewania. Mamy z tym duży problem nie tylko w Bydgoszczy, często o tym mówimy. Pani dyrektor, sytuacja nie jest najlepsza. Ciągle, mimo wprowadzenie różnych programów, mamy dużo "kopciuchów" w mieście...

Aleksandra Kowalska: Nadal mamy i to jest taki temat, który będziemy rozwiązywać przez kilkanaście lat. Tutaj nie ma się co łudzić, że efekt będzie szybki, bo i "kopciuchów" jest dużo i przepisów, które regulują tę kwestię jest mało, więc narzędzi administracyjnych jest mało. Stąd należy się przygotować, że to będzie długotrwały proces.

- Jednym z narzędzi jest program pod nazwą Ekopiec 2018. Do 29 czerwca można jeszcze składać deklaracje przystąpienia do tego programu.

- To jest program, który po raz pierwszy w tym roku uruchomił Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Toruniu, wyszedł z taką ofertą do miast w województwie. Na Bydgoszcz zostało przeznaczone 350 tys. zł. Zasady tego programu są takie, że to miasto zbiera potencjalnych chętnych do przystąpienia do tego programu i następnie w imieniu tych mieszkańców składa wniosek o dotację do WFOŚiGW. Tym samym miasto musi zapewnić drugie tyle środków, ile wynosi dotacja WFOŚiGW, czyli drugie 350 tys. będzie pochodziło od miasta. Z zasad, które określił Fundusz wynika, że na jedną inwestycję będzie przeznaczone 4 tys. zł. Podlegają dotacji zakup montaż i uruchomienie ekologicznego źródła ciepła.

- Jakie to są te ekologiczne, te nowe źródła ciepła. Kiedy ktoś zdecyduje się zlikwidować swój stary piec, co może w zamian zainstalować?

- Można zainstalować zarówno kotły gazowe, kotły elektryczne, kotły olejowe i można też sfinansować podłączenie do sieci ciepłowniczej. Jeśli chodzi o kotły na paliwa ciekłe i gazowe to one muszą spełniać określoną efektywność energetyczną - minimum A. To są urządzenia wyższej klasy, które emitują mniej zanieczyszczeń i które zużywają mniej prądu. to jest etykieta Energetyczna

- Kto może zostać beneficjentem tego programu?

- To jest faktycznie istotne i różni się trochę zasad, które do tej pory w mieście obowiązywały. W przypadku tego programu jest ograniczanie jedynie do właścicieli i współwłaścicieli nieruchomości. I co istotne - budynek musi być przeznaczone na własne potrzeby mieszkaniowe, czyli muszę być właścicielem bądź współwłaścicielem i mieszkać w tym lokalu. Wyklucza się w ten sposób wynajmujących i najemców z tej puli. Mogą to być też użytkownicy wieczyści gruntu, na którym posadowiony jest budynek mieszkalny, również wykorzystywany na własne potrzeby mieszkaniowe. To jest istota tego programu. O dofinansowanie mogą również wystąpić osoby, które już dokonały wymiany pieca. Jeśli faktury za zakup urządzeń są wystawione po 1 stycznia 2018 roku to można z tymi fakturami również zgłosić się, przyjść do urzędu i złożyć deklarację przystąpienia do programu. Jest możliwość uzyskania refundacji za wydatki poniesione już w tym roku. istotne jest to, by były to wydatki tegoroczne. Zachęcam tych, którzy do tej pory nie wiedzieli, że jest taka możliwość, żeby się do naszego wydziału zgłosić. Deklaracje można złożyć w Wydziale Zintegrowanego Rozwoju Urzędu Miasta w Bydgoszczy, ulica Grudziądzka 9-15, budynek C, pokój 201 na 2. piętrze.

- Wysokość dofinansowania to 4 tys. zł. Czy wiadomo, ile trzeba mieć własnych pieniędzy, by zmienić ogrzewanie na bardziej ekologiczne?

- Mniej więcej mamy taką orientację, dlatego że od wielu lat udzielamy dotacji i przy tych wnioskach mieszkańcy nam szacunkowy koszt inwestycji podają, więc taka wymiana pieca węglowego na gazowy przeciętnie kosztuje między 10 a 15 tys. zł., więc trzeba mieć ponad połowę więcej środków niż będzie to możliwe z refundacji.

- To dosyć obciążające dla portfeli mieszkańców, stąd jeszcze tych "kopciuchów" mamy tyle. Wylicza się, że w mieście jest jeszcze około 20 tys. pieców starego typu.

- Najwięcej z nich jest zlokalizowanych w Śródmieściu, bo aż 7 tys. pieców opalanych węglem i to jest nasz priorytetowy obszar na najbliższe lata, żeby uporać się ze Śródmieściem... No ale lepiej dostać 4 tys. zł niż nie dostać nic, też tak można na to spojrzeć. Poza tym myślę, że ten program będzie rozwijany. Tak jak powiedziałam to jest pierwsze podejście Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Toruniu, pierwszy tego typu program. Sądzę, że upływem lat te środki będą zwiększane.

- Program Ekopiec 2018 dobiega końca, dlatego spotykamy się, żeby jeszcze niemal na finiszu zachęcić bydgoszczan do korzystania z niego, bo przypomnijmy zgłaszać się można do 29 czerwca. A jakie pomysły miasto będzie mieć w najbliższej przyszłości?

- Tak ja powiedziałam skoncentrujemy się na Śródmieściu. Będziemy spotykać się z mieszkańcami Śródmieścia. Będziemy przekonywać ich do tego, żeby przyłączyli się do sieci ciepłowniczej. Planujemy uruchomić dodatkowe narzędzia administracyjne wspierające ten proces i finansowe.

- Zacytuję słowa dyrektora Grzegorza Boronia, który mówił w styczniu tego roku: "Próbujemy działać w takim kierunku, żeby zredukować niską misję. Już od 2006 roku miasto przeznacza pieniądze z własnego budżetu na wymianę tych źródeł grzewczych na bardziej nowoczesne." Rozumiem, że tego się państwo będą trzymać.

- Tego będziemy się trzymać. Dodatkowo będziemy bardzo wzmacniać akcje informacyjne i edukacyjne, ponieważ zauważyliśmy, że one przynoszą efekt (...) Co roku wszyscy, którzy spełniają warunki formalne i przyjdą złożyć wniosek otrzymują dotację, więc w zeszłym roku zwiększyliśmy pule środków przeznaczonych na dotacje, bo było większe zainteresowanie. Jeśli w tym roku będzie, a już obserwujemy, że jest większe po naszych akcjach informacyjnych, będziemy te środki odpowiednio w budżecie dokładać.

- Tylko rodzi się jedno ale pani dyrektor. Dofinansowanie do pieca, które można otrzymać to jedno, ale już później koszt opału czasami przerasta możliwości beneficjenta.

- Niestety tutaj kłania się polityka krajowa, na którą my, jako samorząd, nie mamy wpływu - węgiel wciąż jest najtańszym, jeśli chodzi o eksploatację, paliwem w kraju. (...) choć sieć ciepłownicza jest nieznacznie - bo robimy takie analizy, pokazujemy mieszkańcom - jest nieznacznie droższa, a dużo bardziej komfortowa i jest to rozwiązanie najbardziej ekologiczne.

Anna Mackiewicz

Anna Mackiewicz/Fot. ArchiwumGościem Marcina Kupczyka była Anna Mackiewicz, zastępca prezydenta Bydgoszczy, wiceprzewodnicząca SLD. Od kilku miesięcy sondaże dają Sojuszowi poparcie, pozwalające na powrót do parlamentu. Jaki program ma ta partia? Co polityk lewicy sądzi o pomyśle przedłużenia kadencji samorządów do 5 lat, z jednoczesnym zmniejszeniem liczby kadencji prezydenta, burmistrza i wójta? Jaki program ma Sojusz dla naszego regionu?

Marcin Kupczyk: Od jesieni Sojusz Lewicy Demokratycznej regularnie przekracza w różnych sondażach 5-procentowy próg, ostatnio w jednym sondażu osiągnął 7 proc., a w innym notowania doszły do 10 proc. Skąd takie wyniki?

Anna Mackiewicz: SLD jest partią stabilną - nie zmienia opinii na podstawie dziennych sondaży, po drugie - nie trzeba wybierać między PO i PiS, tylko szukać takiej siły, która ma realny program, wie jak to robić, kontaktuje się z ludźmi itd. Myślę, że bardzo duże znaczenie przez te ostatnie 2 lata miała nasza praca samorządowców. W każdym powiecie kraju SLD jest. Mamy 3 liczbę prezydentów, burmistrzów, wójtów i radnych. Ta ich systematyczna praca wykazuje jakie SLD jest.

- Utrata nadziei w Nowoczesną, spadek jej notowań i w to miejsce powrót szans Sojuszu na wejście do wielkiej polityki, do parlamentu?

- Nie oglądamy się na pozycję innych partii. Skupiamy się mocno na pracy samorządowców, na szczeblu kraju wspomagamy się między samorządami. Wymieniamy się pomysłami, przede wszystkim jeżeli chodzi o zmianę prawa lokalnego i współpracę z mieszkańcami. Nie oglądamy się na problemy innych partii i myślę, że to też jest jednym z powodów dzisiejszych wyników sondażowych.

- No tak, ale spójrzmy na chwilkę wstecz. Z jakiegoś powodu wyborcy stracili do Sojuszu zaufanie i wtedy państwo nie dostali się do Sejmu. Co było tego przyczyną wówczas?

- Myślę, że jesteśmy jedyną partią, która przyznała się do błędu, a nawet przeprosiła wyborców - zarówno publicznie, ale również i podczas spotkań na terenie Polski. Nowy przewodniczący Włodek Czarzasty, łącznie z sekretarzem, objechali całą Polskę chyba już dwa razy. Spotykają się nie tylko z naszymi członkami, sympatykami, ale również działaczami innych organizacji pozarządowych, mieszkańcami i tam zawsze szczerze wskazujemy, gdzie popełniliśmy błędy i wskazujemy, jakie wnioski z tego wyciągnęliśmy.

- Szef Sojuszu Włodzimierz Czarzasty" "Nie dostaliśmy się do Sejmu w wyniku naszej arogancji i głupich decyzji, między innymi wystawienia Magdaleny Ogórek na prezydenta oraz nieprzekroczenia progu wyborczego, co było naszą winą".

- My samorządowcy nie czujemy się winni za Magdę Ogórek. Była to sytuacja w poprzedniej kadencji władz SLD. W obecnej bardzo dużo się zmieniło, nawet jeżeli chodzi o podejmowanie decyzji. Dzisiaj nikt by takiej decyzji już nie podjął, ponieważ poziom demokratyzacji jest coraz większy.

- Weszli też państwo w koalicję, gdzie próg wyniósł w tym przypadku 8 proc. Tego nie udało się przekroczyć.

- Tak, do dzisiaj uważamy, że trzeba się jednoczyć i tu nie chodzi o to, żeby wygrać z kimś, tylko żeby stworzyć większą siłę - bardziej skuteczną grupę działania.

- Zewsząd jednak ze strony opozycji słyszymy, być może nie dotyczy to SLD - wygrać z kimś pani powiedziała, musimy się jednoczyć po to, żeby odsunąć PiS od władzy. Jest to jedyny cel, czasami, w ustach przedstawicieli opozycji.

- Zawsze w tle oczywiście takie myślenie jest, ponieważ jesteśmy stroną, która bardzo krytykuje władze krajowe PiS-u i obawiamy się bardzo, że podobne praktyki będą przyniesione do samorządów, ale skupiamy się na swojej pracy i myślę, że tak jak 4 lata temu, tak jak teraz w kampanii nie będziemy atakować kogoś, tylko będziemy skupiać uwagę na swoich propozycjach.

- Właśnie o tej pracy mówił także szef Sojuszu: "Aby wrócić do Sejmu SLD musi osiągnąć dobry wynik w wyborach samorządowych. Musimy przynajmniej w 240 powiatach wystawić kandydatów. SLD w kampanii wyborczej główną uwagę skupi na sprawach socjalnych". Jak państwo zamierzają osiągnąć ten cel?

- Przede wszystkim już ponad rok temu przyjęliśmy założenia do programu krajowego tak, żeby wiedzieć i być stabilną partią. Wiemy jak odnieść się do propozycji socjalnych PiS-u. Mamy przyjęte już w połowie maja założenia do programu samorządowego, na podstawie naszych doświadczeń samorządowców z całego kraju. Jest to jakby fundament do tworzenia programów lokalnych. Otwarcie mówimy i to już od dawna, że na przyhład 500 plus zachowamy, że mamy swoje hasła 3 razy 2100, czyli wyrównanie najniższej emerytury i renty do najniższego wynagrodzenia. Mówimy otwarcie o obronie praw nabytych, o wydłużeniu urlopu, skróceniu tygodniowego pracy itd. Mamy zdiagnozowane potrzeby i mamy swoje propozycje rozwiązań. Nie potrzebujemy tłumaczyć się z decyzji innych partii.

- "SLD zawsze będzie zabiegać o elektorat PiS-u. Socjalne projekty PiS-u będziemy utrzymywać. Niektóre będą modyfikowane, ale będziemy je utrzymywać, bo to są projekty dobre dla ludzi" - mówił Włodzimierz Czarzasty. Tylko właśnie te transfery socjalne dla ludzi robi Prawo i Sprawiedliwość, jakby wypychając konkurentów w tej socjalnej sferze. Co zatem możecie innego zaproponować? Jeszcze coś więcej? Teraz do 500 plus doszło jeszcze 300 zł wyprawki szkolnej...

- Tak, jak mówiłam mamy zaplanowany szereg działań - 3 razy 2100, ale mamy też bardzo duży program w zakresie wsparcia seniorów oraz osób niepełnosprawnych i innych wykluczonych społecznie, na przykład wdowich rent itd. Nie czuję potrzeby rywalizowania o 500 plus, ponieważ mamy swój pakiet i myślę, że rozsądniej będziemy go wyprowadzać niż obecnie. Na pewno jesteśmy partią proeuropejską, stabilną, racjonalną, odpowiedzialną.

- Sprawy samorządu: dwukadencyjność, czyli ograniczenie liczby kadencji i po drugie wydłużenie jednej kadencji do 5 lat. Czy to są dobre pomysły?

- Mogę powiedzieć żartobliwie, że jeżeli wygram będę miała 5 lat albo 10 lat na wprowadzanie zmian w Bydgoszczy... Dwie kadencje tak, ale uważamy, że powinno to być wprowadzone również w parlamencie. Przy okazji przypomnę, że jesteśmy za likwidacją Senatu, więc zmiany nie tylko na poziomie samorządu. To, co nas bardziej niepokoi, to powrót do wyborów większościowych. W 2014 r. nastąpiła bardzo dobra zmiana - grupy społeczne, różne ruchy lokalne miały większe szanse w wyborach. Dzisiaj wracając do wyborów większościowych znowu wzmacniamy partie. Z jednej strony jako partia się z tego cieszymy, ale myśl, że znowu wybrane władze samorządowe oddalą się od społeczeństwa.

- Teraz Bydgoszcz i kandydaci... Ukazał się, na razie chyba tylko jeden, o ile dobrze pamiętam, ranking przedwyborczy, który dał pani czwarte miejsce - po obecnym prezydencie, po pośle PiS i po prywatnym przedsiębiorcy. Ma pani nieco ponad 7 proc. poparcia wśród bydgoszczan. To chyba nie może cieszyć po tylu latach pracy w samorządzie.

- Ale mimo wszystko dziękuję za te prawie 8 proc. (...) Wiem, że mieszkańcy podejmą decyzję bardzo racjonalnie.

- Jaka powinna być Bydgoszcz za 10 lat?

- Na pewno w ciągu tych najbliższych lat bardzo silne musimy być skupieni na dokończeniu wszystkim inwestycji, ponieważ ta okazja wykorzystania środków unijnych była po raz kolejny wyjątkowa. To jeszcze przez co najmniej 2, 4 lata będzie się działo i niestety budżet będzie bardzo mocno skupiony na tym, ale bardzo osobiście mi zależy, żeby rozwój Bydgoszczy przebiegał bardziej równomiernie. Bardzo często słyszę również z ust obecnych kandydatów na kandydatów, że chcą, żeby Bydgoszcz była wielka, żeby mieszkańcy byli z niej dumni. Owszem, ale myślę, że najważniejsze jest, żeby mieszkańcy chcieli mieszkać w Bydgoszczy, żeby warunki życia tutaj do tego zachęcały, również jeżeli chodzi o nowych mieszkańców, a dopiero później myślą o tym, czy są dumni z Bydgoszczy. Dumą nie przewiozą dziecka do przedszkola, nie wybudują domu, nie wykupią mieszkania, nie poprawią sobie warunków pracy. W naszej kampanii będziemy przenosili główny akcent nie tyle na wielkość Bydgoszczy, która jest ważna i mamy na to pomysły, ile na warunki życia, jakość życia mieszkańców i ich zadowolenie z tego, że w Bydgoszczy mieszkają.

Jacek Żurawski

Jacek Żurawski Fot. ArchiwumGościem Rozmowy Dnia jest przewodniczący Zarządu Regionu Toruńsko-Włocławskiego NSZZ "Solidarność". Jakie są problemy związku i jego członków? Jakie zadania stawia przed sobą wybrany na kolejną kadencję szef? Czym dzisiaj jest Solidarność? Jaki jest stosunek związku do polityki i polityków, dlaczego niektórzy członkowie kandydują w wyborach na różnym szczeblu?

Marcin Kupczyk: Niedawno został pan wybrany na kolejną, proszę przypomnieć słuchaczom, którą kadencję?

- Na czwartą kadencję. To są drugie wybory, kiedy nie było kontrkandydata. Natomiast w poprzednich zawsze zawsze miałem kontrkandydatów. A i powiem szczerze, że lepiej się wtedy czułem. Jednak jak był kontrkandydat, było też starcie różnych wizji związku, jego funkcjonowania, jego zadań.

Zapowiedział pan, że planuje kontynuować dotychczasowy plan rozwoju związku w najbliższych latach, na przykład przez zwiększenie liczby członków. Ilu macie związkowców ? Czy to wystarczająca - pana zdaniem - liczba?

- Na pewno niewystarczająca. To jest około 10 - 12 tysięcy. Różnie to bywa. W czasie kadencji powstają nowe organizacje. Ludzie odchodzą na emerytury. Nie wypisują się ze związku z powodów ideowych. Natomiast zawsze jest za mało członków w Solidarności, w ogóle w związkach zawodowych. Potrzebny jest silny związek po to, żeby mógł być partnerem dla pracodawcy.

Jakie najważniejsze zadania stawia pan sobie na tę kadencję?

- Będzie to kontynuacja tego co było. Takiego spokojnego prowadzenia regionu toruńsko-włocławskiego. Oczywiście nie prowadzę związku sam, bo mam najbliższych współpracowników, prezydium. Ale takim zadaniem jest rozwój, nieustający rozwój związku poprzez zwiększenie liczby członków i również szkolenia szkolenia związkowców, działaczy są niezbędne dzisiaj, żeby można było być naprawdę partnerem. Tak jak mówiłem musimy mieć ogromną wiedzę.

Mówił pan o konieczności przygotowania związku na te wyzwania, które są związane ze zmianą umów o pracę i zmianami, jakie zachodzą po stronie pracodawcy. Proszę rozwinąć ten wątek.

Tak, mamy co chwilę inną sytuację po drugiej stronie. To znaczy po stronie partnerskiej. Pracodawcy tworzą koncerny, rozdzielają się. Jedne firmy dzielą się na na kilka firm. My jesteśmy często zaskakiwani tą sytuacją. Próbujemy jako Solidarność nadążyć za tymi wszystkimi zmianami organizacyjnymi, zmianami również w prawie, które dotyczą chociażby zawierania umów o pracę. Wszystkie nowe rzeczy, takie jak telepraca, praca poza miejscem, poza firmą. Tych wyzwań jest naprawdę dużo i musimy sobie z tym radzić, ponieważ pracownicy oczekują, że ktoś będzie się nimi opiekował, że będzie instytucja, będzie taka grupa ludzi jak Solidarność, która się o nich zawsze upomni i będzie strzegł ich interesów i my musimy te oczekiwania spełniać. A żeby je spełniać musimy być na to naprawdę dobrze przygotowani.

Czy w okręgu toruńsko-włocławskim dochodzi do łamania praw pracowniczych? Ma pan takie sygnały, czy ta sytuacja jest stabilna?

Dochodzi do łamania praw pracowniczych, na pewno. Natomiast ta sytuacja od jakiegoś czasu jest stabilna z taką tendencją do zmniejszania się. Jednak świadomość po stronie pracodawców, działalność związków zawodowych doprowadzają do tego, że nie warto łamać prawa pracy Ostatnio chociażby minimalna stawka wynagrodzenia. Trochę obawiałem się, że tych spraw z niewypłacaniem tej odpowiedniej stawki wynagrodzeń będzie bardzo dużo i będzie długo trwało zanim pracodawcy uświadomią sobie, że jednak wynagrodzenie jest najważniejszą częścią umowy z pracodawcą. Muszę powiedzieć ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, że tak naprawdę tych przypadków, o których my wiedzieliśmy, które zgłaszaliśmy do Państwowej Inspekcji Pracy, które nasze biuro prawne zgłaszało również do organów ścigania, było tak naprawdę niezbyt dużo. I rzeczywiście, po pół roku, już takich sygnałów nie mamy. Chociaż w ostatnich dniach pojawił się taki odosobniony sygnał, że taka sytuacja jest w jakiejś firmie, gdzie nie wypłaca się wynagrodzenie zgodnie z ustawą. Ale nie jest to nagminne zjawisko.

Czym jest dzisiaj Solidarność ta przez wielkiej i przez małe "S"? Czym ona jest dla pana?

Idee się nie zmieniły. Przynajmniej dla mnie i dla zdecydowanej części związkowców. One są zawarte w naszym statucie. W jednym z punktów, na który dosyć często się powołuję, a mianowicie, że Solidarność powstała, istnieje, działa po to, żeby bronić godności pracowników. A w tym zawiera się i przyzwoite wynagrodzenie i szacunek i bezpieczne dobre miejsce pracy. To jedno zdanie, ten jeden punkt, ten jeden artykuł naszego statutu, w ogromnym skrócie zamyka całą sferę naszej działalności.(...)

Jaki jest pana i związku zawodowego stosunek do polityki i do polityków? Wiemy, że niektórzy związkowcy szykują się na przykład do wyborów samorządowych.

- Tak, tak, związkowcy śmiało konkurują z różnego rodzaju politykami lokalnymi i nawet na szczeblu krajowym. Nie muszę tu wspominać nazwisk szefów regionów z całej Polski i przewodniczących Komisji Krajowej. Chociażby Janusz Śniadek, który jest posłem, ale przecież i Marian Krzaklewski, który funkcjonował bardzo dobrze w Brukseli. Związkowcy śmiało mogą konkurować w wyborach samorządowych. Są do tego świetnie przygotowani. Mają bardzo duży zasób wiedzy, znają procedury, wiedzą jak funkcjonować, znają chociażby zasady demokratyczne. (...) Są działacze związkowi, którzy tylko i wyłącznie poświęcają się działalności związkowej. Robią to naprawdę bardzo dobrze. Są tacy, którzy szukają jeszcze dla siebie możliwości Chcą realizować swoje aspiracje, chcą działać, robić wiele dobrego również w tej polityce lokalnej. Tutaj nie mam najmniejszych zastrzeżeń.

Jesienią krajowe walne zebranie delegatów NSZZ Solidarność w Częstochowie, czyli jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu związkowym. Czy możemy oczekiwać jakichś zmian w działalności związku?

- Od pół roku co najmniej trwa dyskusja nad przynajmniej trzema zmianami, które trochę zmieniłyby związek. Jedna z tych zmian właściwie się dzieje. To wprowadzenie legitymacji elektronicznej. Właściwie już rozpoczęliśmy tę akcję. Część związkowców w Polsce już taką legitymację posiada. Chodzi tutaj o usprawnienie pewnych naszych wewnętrznych procedur, ale również czytelności, ułatwienia funkcjonowania członków związku. Druga propozycja dotyczy wydłużenia kadencji i ograniczenia również kadencji. Chodzi o to, żeby funkcje przewodniczących od szefa regionu, szefa sekretariatu, poprzez szefa Komisji Krajowej można było pełnić tylko 2 razy z rzędu. Toczy się dyskusja i jest taki pomysł. Czy zjazd krajowy go przyjmie, to się okaże. (...)


Paweł Skutecki

Paweł Skutecki"Polacy (…) zbyt często są lepiej wyedukowani niż lekarze, którzy szczepią ich dzieci"? Między innymi za te słowa bydgoski poseł Kukiz'15 Paweł Skutecki stanie przed sejmową Komisją Etyki Poselskiej. Czy parlamentarzysta podważa zaufanie do lekarzy? Czy argumenty antyszczepionkowców to mity? O tym w dzisiejszej Rozmowie Dnia Polskiego Radia PiK. Jej gościem - był poseł Paweł Skutecki.

Maciej Wilkowski: 2 czerwca był "marsz antyszczepionkowców" i pan tam się pojawił.


Paweł Skutecki: Właśnie panie redaktorze ja się naprawdę będę do ostatniego tchu awanturował i protestował, to nie był marsz antyszczepionkowców. Ja szczerze powiem, że nie znam nikogo kto jest antyszczepionkowcem, w tym sensie, że uważa że szczepionki należy zdelegalizować, nie ma takich ludzi, są natomiast ludzie którzy mówią, że to na tyle dużo narosło jakichś wątpliwości wokół szczepień, tak bardzo różni się polski system od systemu w innych krajach europejskich, że trzeba usiąść i poważnie na ten temat porozmawiać.Tacy ludzie byli na marszu.

Pan tam coś powiedział na tym marszu, no i to się kończy tym, że teraz zajmie się panem my sejmowa Komisja Etyki Poselskiej, co pan tam powiedział?

Ja tam powiedziałem dosłownie, że Polacy przez dziesiątki lat byli uczelni tego, żeby się przygotowywać, edukować, dokształcać, żeby być dla lekarza partnerem. No i Polacy rzeczywiście to zrobili. Polacy dzisiaj czytają książki, czytają ulotki do leków wszystkich, czytają nie tylko po polsku, bo znają języki i niestety, powiedziałem to dosłownie, niestety zbyt często się zdarza tak, że jeżeli chodzi o szczepienia mają większą wiedzę niż lekarze, którzy te szczepienia wykonują. Jeżeli któryś z lekarzy się poczuł urażony tym to bardzo przepraszam, naprawdę gorąco serdecznego przepraszam, natomiast są niestety takie sytuacje i one są złe, one są nie do przyjęcia.

Z tego co pan mówi to wydaje mi się że sytuacja jest analogiczna do tego, że jesteśmy tak dedukowanie jeśli chodzi o skoki narciarskie, że wszyscy jesteśmy ekspertami w skokach narciarskich, już pomijam to, że teraz na topie jest na przykład bark Kamila Glika i wszyscy wiedzą najlepiej, czy powinien grać, czy nie. Pańskie słowa nie spodobały i właśnie: "z dużą przykrością, bo znam prywatnie lubię posła Skuteckiego, zdecydowałem się złożyć wniosek o udzielenie mu nagany w związku z jego działalnością wspierającą antyszczepionkowców. Jestem lekarzem, składałem przysięgę Hipokratesa, moim podstawowym, moralnym i zawodowym obowiązkiem jest ochrona zdrowia i życia" - tak powiedział Paweł Kukiz, ale nie Paweł Kukiz - szef pana ugrupowania - tylko Paweł Kukiz-Szczuciński.

Ja się cieszę, że Paweł Kukiz-Szczuciński, doradca szefa naszego grupowania, złożył taki wniosek, bo będzie okazja do kolejnej rozmowy na temat szczepień. No jeżeli pan doktor Szczuciński składał przysięgę Hipokratesa, to przysięgał przede wszystkim, nie szkodzić, a faktem jest bezspornym, że szczepienia, tak jak każda inna procedura medyczna, niosą za sobą jakieś ryzyko.

Pan był szczepiony?


Oczywiście. Tak byłem, ale polski system naprawdę jest zupełnie różny od europejskiego. Rodzice mają prawo pytać, no dlaczego w pierwszej dobie szczepi się tylko w Polsce i Bułgarii, tylko w tych dwóch krajach w Europie. Dlaczego w większości krajów europejskich, w 20 krajach, nie ma obowiązku szczepień? Dlaczego w większości krajów europejskich istnieją fundusze odszkodowań dla ofiar powikłań poszczepiennych, rodzice mają prawo o to pytać.

I lekarze im odpowiadają.

No właśnie lekarze tutaj nie są stroną.

A kto jest stroną?

Ministerstwo Zdrowia i Główny Inspektor Sanitarny, to są te organizacje, te instytucje, które odpowiadają za system szczepień w Polsce i w związku z tym też środowiska rodziców przygotowały własny projekt obywatelski ustawy zmieniającej ustawę o szczepieniach, tak powiedzmy w skrócie i zbierane są w tej chwili w całej Polsce podpisy pod tym projektem. (...).

Eugeniusz Nowak

Eugeniusz NowakJuż w czwartek rozpoczyna się największe piłkarskie święto... W Mistrzostwach Świata grać będzie reprezentacja Polski. O organizacji akcji "Mundial w Rosji", nadziejach i szansach biało-czerwonych mówił gość dzisiejszej "Rozmowy dnia" w Polskim Radiu PiK, wiceprezes Polskiego Związku Piłki Nożnej i szef regionalnych struktur tej organizacji, Eugeniusz Nowak.

Odliczaliśmy miesiące, odliczyliśmy tygodnie, teraz już właściwie odliczamy godziny do największego piłkarskiego święta. Panu prezesowi też te emocje się udzielają?

- Oczywiście. Myślę, że jak wszystkim kibicom - nam w szczególności - jako Polski Związek Piłki Nożnej jesteśmy zaangażowani w przygotowania naszego zespołu, naszych piłkarzy. Tym bardziej to przeżywamy. Ale myślę, że na podobnym poziomie przeżywają to również kibice.

Piłkarze przygotowują się do tych mistrzostw - trenowali w Arłamowie, mają test-mecze, wyjeżdżają do Rosji... Natomiast cała akcja "mundial" pewnie miała znacznie szerszy rozmiar i rozmach...

- To jest cała złożona Logistyka tych przygotowań, które zaczęły się 7-8 miesięcy temu. Po losowaniu, kiedy było wiadomo już w jakiej grupie Polska będzie uczestniczyła, zaczęliśmy już wybierać i przymierzać się do tego stałego miejsca pobytu.

To będzie Soczi.

- Tak. Ekipa która przebywała wówczas w Rosji, po obejrzeniu kilku propozycji, kilku różnych lokalizacji, wybrała Soczi.

Czy pan prezes planuje dłuższy pobyt w Rosji?

- Jestem związany z ekipą i w tym sensie planuję taki długi pobyt, jak długo będzie przebywała polska ekipa. Żartobliwie mówiąc, zabukowaliśmy bilety na 16 lipca... Bardzo chcielibyśmy, żeby tak było ale czas pokaże zdajemy sobie sprawę że mamy trudnych rywali w grupie

Który jest najtrudniejszy? Senegal, Kolumbia, Japonia...

- Wydaje mi się, że mimo wszystko Kolumbia jest silniejszym zespołem niż Senegal, chociaż wszystko pokaże być może dyspozycja dnia, ale będą to trudne mecze. Nie ukrywam, że według mojej oceny naszym wręcz obowiązkiem jest wyjście z grupy, to jest ten ten podstawowy cel, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że później - trafiając na kolejnych przeciwników - że jest to już jeden mecz w sferze pucharowej, może być zawsze różnie... Bo to znowu dyspozycja dnia, chwila, trochę szczęścia... No różnie może się zdarzyć, ale bądźmy optymistami...

Czy któryś z powołanych przez selekcjonera piłkarzy nie był na Pańskiej liście? Bo myślę, że każdy kibic taką listę miał.

- Nie ma zbyt wielkich niespodzianek... Kurzawa jest takim nowym zawodnikiem i Bartosz Białkowski... Dostał tę szansę, żeby zaprezentować się jako reprezentant Polski. Czy zagra? Nie wiem. Pozostałe powołania? W zasadzie tutaj jakichś takich szczególnych niespodzianek się doszukiwać. Można dyskutować, czy ten czy inny piłkarz w chwili obecnej prezentuje formę, która go predysponuje, ale jest jeszcze kilka dni do do pierwszego meczu - to po pierwsze, po drugie - trener Nawałka jednak pokłada dużą wiarę w tych sprawdzonych zawodnikach, nawet jeżeli w danym momencie są powiedzmy w nieco niższej formie...

Około 1500 polskich kibiców ma się w Rosji pojawić. Czy do PZPN docierały jakieś sygnały, że ci kibice mają jakieś problemy? Oprócz tego, że strasznie ceny wzrosły...

- Strasznie ceny wzrosły, wiem o tym. Są nawet takie sytuacje, że np. w Wołgogradzie absolutnie nie można zarezerwować hotelu. Zapewne jest ich tam mniej niż w innych miastach, ale to jest rzecz, która zakrawa już na jakieś prawie abstrakcje...

Pan ma doświadczenia... Euro odbywało się u nas, był pan na innych wielkich piłkarskich imprezach. Jak wygląda to od strony organizacyjnej u Rosjan?

- Jestem przekonany, a przynajmniej bardzo w to wierzę, że będzie to wszystko dopięte "na ostatni guzik". Wydaje mi się, że Rosjanie - biorąc pod uwagę jeszcze pewien kontekst, jeżeli można tak powiedzieć polityczny - myślę, że Staną już mówiąc kolokwialnie na głowie, żeby pokazać, że wszystko będzie się odbywało zgodnie z harmonogramem, z przewidywaniami, zapięte na "ostatni guzik" od tej strony czy innej, terminowej, zabezpieczenia transportu i.t.d. Jestem przekonany, że tak będzie.

Myślę, że nie tylko my trzymać mocno będziemy kciuki. I oby pan w tej Rosji jak najdłużej sobie posiedział Panie prezesie.

- Takie jest nasze marzenie, chociaż pewnie na końcu będzie się dłużyło, bo to jednak trochę rozłąki. Przecież mamy różne inne obowiązki, ale dla takiego celu warto zostać do końca. Oby ten koniec był łączny z finałem Mistrzostw Świata.

1234567
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę