Sobota, 07 grudnia 2019 r.   Imieniny: Marcina, Ambrożego, Teodora
Polskie Radio PiK » Rozmowa dnia

Rozmowa dnia

Marcin Wroński

Marcin Wroński. Fot. Archiwum
Marcin Wroński. Fot. Archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Marcin Wroński
Gościem "Rozmowy dnia" był Marcin Wroński, inowrocławski radny, który został powołany na wicedyrektora Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa w Warszawie. Pytaliśmy go o działalność i znaczenie tej instytucji oraz o zadania, jakie przed sobą stawia na nowym stanowisku.

Marcin Kupczyk: Czym jest Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa w Warszawie?
Marcin Wroński: KOWR funkcjonuje ponad 2 lata. Powstał z połączenia dwóch bardzo znaczących i ważnych agencji dla rolnictwa i przemysłu rolno-spożywczego - Agencji Nieruchomości Rolnych i Agencji Rynku Rolnego. Przejęliśmy praktycznie wszystkie kompetencje Agencji Nieruchomości Rolnych i większość Agencji Rynku Rolnego - to gospodarowanie ziemią, obrót ziemią, nadzór nad spółkami strategicznymi, wspieranie konsumpcji, mechanizmy interwencyjne, promocja artykułów rolno-spożywczych, rozwój eksportu.

Jakie Pan będzie miał zadania jako wicedyrektor?
- Jest to pion rynkowo-promocyjny. Będę zajmował się wspieraniem konsumpcji, promocją towarów rolno-spożywczych w kraju, wspieraniem eksportu i promocją poza krajem polskich produktów rolno-spożywczych, także mechanizmów interwencyjnych, które w razie zachwiań na rynku, spadków cen można uruchomić w kraju członkowskim.

Jak funkcjonują kampanie „Produkt Polski” i „Polska smakuje”, bo za nie Pan również pan będzie współodpowiedzialny.
- „Polska smakuje” to kampania, która promuje polską żywność. Uczestniczymy w różnego rodzaju wystawach i targach. Promujemy polską kuchnię.
Jeżeli chodzi o „Produkt Polski”, kampania jest związana z oznaczeniem produktu, który został wyprodukowany w Polsce, żeby konsumenci wybierali świadomie, coraz chętniej sięgali po produkty polskie, oznaczone polską flagą.
Konsumpcja, sprzedaż towarów rolno-spożywczych jest bardzo ważna. My jako polskie rolnictwo, polski przemysł nie możemy funkcjonować bez eksportu. Sytuacja bardzo mocno się zmienia na świecie – kierunki, które kiedyś były atrakcyjne czy towary, które kiedyś można było eksportować bardzo często są w ciągu paru lat nieaktualne. Zmieniają się przyzwyczajenia konsumentów, moda, uwarunkowania geopolityczne. Różne kraje swoją produkcję i swój potencjał rozwijają i nie potrzebują produktów z zewnątrz. Zmieniły się też bardzo mocno i udoskonaliły procesy przechowywania towarów rolno-spożywczych. Transport nie jest już żadną barierą. Żeby wejść na jakiś nowy rynek, to trzeba jakiś produkt z jakiegoś kraju wyeliminować, bo nie ma już takich rynków, które nie mogą gdzieś kupić towarów rolno-spożywczych. (...)

Michał Zaleski [wideo]

Michał Zaleski
Michał Zaleski
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Michał Zaleski
Co z rosnącym zadłużeniem Torunia? Czy miasto będzie musiało ograniczać inwestycje? Jak kondycja finansowa miasta ma się do organizacji festiwalu Camerimage. O tym między innymi będzie w "Rozmowie Dnia" w Polskim Radiu PiK z prezydentem Torunia Michałem Zaleskim.

Katarzyna Prętkowska: Jutro Mikołajki. Z jakiego prezentu dla Torunia cieszyłby się pan najbardziej?

Michał Zaleski: Ze stabilnego, ciągle rosnącego budżetu, zapewniającego środki finansowe na inwestycje, na rozwój. Miasto tego bardzo potrzebuje. Miasto chce się zmieniać, chce by powstawały nowe obiekty,nowe trasy komunikacyjne i to wszystko, jako samorządowcy, chcemy zapewnić. Po to jest potrzebny właśnie taki budżet, a więc budżet rosnący, szczególnie w sferze inwestycyjnej. To takie prezydenckie marzenie, pewnie niejedyne prezydenta Torunia.

Gdyby Mikołaj pojawił się z workiem pieniędzy i miałbym miliard 152 mln zł, byłby pan zadowolony?

Jasne, każdy miliard cieszy, żartobliwie mówiąc, natomiast oczywiście musimy oglądać każdą złotówkę, nie tylko miliard złotych. Ten potencjalny prezent, o którym pani powiedziała pewnie w całości przeznaczylibyśmy na finansowanie inwestycji, finansowanie nowych obiektów - nowych szkół. Toruniowi potrzebne są nowe szkoły, bo Toruń rozwija się w różnych nowych kierunkach - lewobrzeże, chociażby Osiedle Jar. Potrzebne są także zmodernizowane placówki dla kultury. Musimy dbać o Zespół Staromiejski - to perełka naszego miasta i wreszcie zapewniać wygodne podróżowanie komunikacją publiczną, więc autobusy elektryczne, nowe tramwaje. To wszystko nas czeka i ten miliard być może w tym roku się nie spełni, bo 318 milionów na inwestycje w roku 2020, ale w ciągu jak można prosto policzyć około 3-4 lat właśnie taka kwota będzie przeznaczone na inwestycje w naszym mieście. To cieszy, bo to jest potrzebne.


Tę kwotę wymieniłam nieprzypadkowo, bo szacujecie państwo, że tyle wyniesie w 2020 roku zadłużenie miasta. Wielokrotnie pan, jak i skarbniczka Torunia podkreślaliście w rozmowach z dziennikarzami, że nie ma powodów do niepokoju jeśli chodzi o zadłużenie Torunia, a z drugiej strony przy prezentacji przyszłorocznego budżetu usłyszeliśmy, że inwestycje trzeba ograniczać. Zatem jak to jest?

Wymaga to oczywiście ostrożności. Miasto ma zadłużenie dosyć wysokie już od co najmniej kilku lat. Bierze się to stąd, że zdecydowaliśmy się na inwestowanie, na inwestowanie przy udziale środków Unii Europejskiej. Przypomnę, że tym systemie uczestniczymy od 2004 roku i każdą pozyskaną złotówkę ze środków Unii Europejskiej musimy wzbogacić o naszą własną złotówkę, a nie może to pochodzić ze środków własnych miasta, bo przecież miasto wypracowuje swoje środki zaledwie na poziomie 1/4 całorocznego budżetu. 3/4 to są pochodne różnego rodzaju środków pochodzących z budżetu państwa, więc środków celowanych, przeznaczonych na określone cele na przykład na utrzymanie systemu oświaty. Tym samym to zadłużenie jest faktem. To zadłużenie zapewniło, że Toruń jest w cudzysłowie i dosłownie bogatszy o halę sportowo-widowiskową, Centrum Kulturalno-Kongresowe Jordanki czy nowe trasy komunikacyjne, wiadukty, mosty generał Zawackiej. To wszystko powoduje, że te wcześniejsze wydatki i zadłużenie należy ocenić jako potrzebne i słuszne. Natomiast teraz musimy ostrożnie patrzeć na kolejne zadłużenie miasta. Wspomniane 318 mln zł na inwestycje to kwota, która jest dla nas bardzo ważna w roku przyszłym, natomiast ona także powoduje kolejny etap zadłużenia 106 mln zł, szacujemy, że będziemy musieli odnotować taki deficyt, ale pilnujemy tego, aby nie przekroczyć dopuszczalnych norm i limitów w roku, w którym jesteśmy. Ten poziom dopuszczalnego zakresu zobowiązań, które spowodują, że musimy je spłacać jest na wysokości połowy maksimum, a więc jesteśmy w sytuacji średniej jeszcze, czyli nie takiej, która powodowałaby na skrzyżowaniu finansów miejskich się świeci się już żółte światło.

Z jakichś inwestycji trzeba będzie zrezygnować?

W pierwszej kolejności wszystkie inwestycje, które są dofinansowane ze środków unijnych muszą być wpisane do budżetu. Następnie inwestycje kontynuowane, czyli coś, co rozpoczęliśmy w tym roku musimy kontynuować w roku przyszłym i wreszcie trzeci pakiet to są te inwestycje, które stanowią swego rodzaju przyzwyczajenie mieszkańców, czyli są cykliczne, powtarzające się - budowa uliczek osiedlowych, dróg rowerowych, dróg rowerowych, miejsc do rekreacji i wypoczynku. Nie można z tego zrezygnować, w sposób gwałtowny przynajmniej. To będzie realizowane, natomiast ograniczamy istotnie pomysły na nowe inwestycje, ale powtarzam, jeżeli te nowe są dofinansowane ze środków unijnych, wówczas włączamy zielone światło.

Więc to ogranicza część inwestycji, ale pojawiają się też nowe. Mamy na przykład w przyszłorocznym budżecie 4 mln zł na Europejskie Centrum Festiwalowe Camerimage. Czy w tej sytuacji warto iść w tę stronę?

To nie kategoria inwestycji, tylko pewnego spojrzenia na charakter miasta i to, co się w nim dzieje. Toruń jest miastem, które tętni wydarzeniami kulturalnymi, do którego przyjeżdża rocznie prawie 2,5 mln osób i w związku z tym powinniśmy kreować takie wydarzenia, które tych ludzi zatrzymają naszym mieście, które spowodują, że będzie się jeszcze ciągle powiększało zainteresowanie Toruniem, że Toruń będzie takim ośrodkiem oddziałującym nie tylko w skali kraju, ale także Europy. Europejskie Centrum Filmowe Camerimage ma kreować i kreuje tego rodzaju wydarzenia. Tegoroczny festiwal Camerimage dowiódł tego w sposób oczywisty. Prawie 4 tys. osób z całego świata, które odwiedziły w tym czasie Toruń. Kilka gwiazd „najwyższego lotu” świata filmowego. To przykłady na potwierdzenie tezy, iż dzięki temu festiwalowi kreujemy Toruń jako miejsce ciekawe, wyjątkowe, przyciągające, a jednocześnie promieniujące na całą Europę, a i pewnie spory kawałek świata...

Jarosław Wenderlich

Jarosław Wenderlich
Jarosław Wenderlich
Rozmowa Dnia - Jarosław Wenderlich
Jaki jest stan finansów Bydgoszczy i potrzebne miastu inwestycje? Poza tym o ewentualnej odbudowie zachodniej pierzei Starego Rynku. Rozmowa Dnia z szefem klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości Rady Miasta w Bydgoszczy. Godz. 8:30.

Marcin Kupczyk: Panie radny, będziemy rozmawiali o finansach w Bydgoszczy, bo to co ważne, to rzeczywiście pieniądze. Bez nich nie ma żadnego rozwoju miasta. Przypomnijmy, co w Rozmowie dnia w poniedziałek mówił siedzący na pana miejscu skarbnik miasta pan Piotr Tomaszewski: „Zmiany podatkowe uderzyły bardzo mocno w samorząd. Biorąc pod uwagę, że miasta na prawach powiatu, a takim jest Bydgoszcz, mają prawie 50% udziału w podatku dochodowym od osób fizycznych, to obniżenie tego podatku powoduje obniżenie wpływów do miasta”.

Nie ukrywam swego rodzaju zaskoczenia wypowiedzią pana skarbnika, bo jeżeli porównamy projekt budżetu na rok 2019 a ten na rok 2020, to widzimy że wpływy z podatku, który stanowi dochód budżetu państwa, wzrastają o 1,2 miliona złotych. Podobnie subwencja wzrasta o 50 milionów złotych.

„Dotychczasowy wzrost PIT-u, bo był wzrost PIT - u, pozwalał wszelkie problemy rozwiązywać w miarę spokojnie. W tym roku już było bardzo trudno przygotować budżet, bo zamiast zastanawiać się, co zrobimy z większą liczbą pieniędzy, musieliśmy zastanowić się, jak uzupełniać braki” - mówił skarbnik.


Oczywiście, przy czym te wpływy się zwiększają, dochody wzrastają w stosunku do roku ubiegłego o 70 milionów złotych. To jest bardzo znacząca kwota. Wspomnę, iż w budżecie miasta Bydgoszczy brakuje wielu środków, chodzi o brak rzędu 100 milionów złotych, co wynika ze sprawozdania z wykonania budżetu miasta za pierwsze półrocze. Prawie 100 milionów złotych to szereg zaległości w tym 54 miliony złotych z tytułu zaległości czynszu, 19 milionów to jest kwestia tak zwanych gapowiczów, 15 milionów brakuje z tytułu podatku od nieruchomości, 4 miliony zł z tytułu opłat za gospodarowanie odpadami. Gdyby miasto egzekwowało te środki skutecznie, gdyby one wpłynęły do budżetu, byłby to znaczący zastrzyk gotówki, który można byłoby wykorzystać na inwestycje.

A jeżeli chodzi o zabranie środków, bo mówi się, że rząd zabrał, to jest to manipulacja. Nawet pojawił się na stronie miasta apel pana prezydenta, w którym czytamy, że rząd wprowadził jakieś złe rozwiązania. To jest nieprawda. Parlament, w tym bydgoscy parlamentarzyści Platformy Obywatelskiej także głosowali za poprawką tej nowelizacji, która jest notabene dobra dla Bydgoszczy. Te pieniądze zostaną w kieszeniach mieszkańców. Osoby najmniej zarabiające otrzymają 500 zł więcej. My nie jesteśmy jasnowidzami, pan skarbnik nie jest jasnowidzem, więc dziwię się takim wskazaniom, takim wyliczeniom, które są prezentowane, w szczególności, że nie odwołujemy się do danych z planu, który był w roku ubiegłym, tylko odwołujemy się do już zakończonego praktycznie roku. Bądźmy uczciwi, porównajmy projekt budżetu na 2019 i projekt na 2020. Tam te różnice są znaczące, a też pamiętam jak w ubiegłym roku skarbnik miasta pisał, a pan prezydent mu wtórował, że prognozy Ministerstwa Finansów są zbyt hura optymistyczne. Jak się okazało, było bardzo dobrze, więc bądźmy spokojni, czekajmy. Niestety, mam wrażenie, że próbuję się wszelkie złe wydarzenia, wszelkie nawet nieudolności władz miejskich, zrzucić na rząd, czy ostatecznie jak ta narracja runęła na sesji, na parlament.(...)

Łukasz Schreiber

Łukasz Schreiber./fot. PR PiK
Łukasz Schreiber./fot. PR PiK
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Łukasz Schreiber
Gościem Rozmowy dnia był minister Łukasz Schreiber, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów. Pytaliśmy między innymi o plany legislacyjne na najbliższą kadencję oraz o powtarzające się skargi samorządów na zmniejszenie ich dochodów, z powodu obniżki podatku od osób fizycznych.

Michał Jędryka: W rządzie został pan osobą odpowiedzialną za proces legislacyjny. jakie najpilniejsze i najważniejsze projekty ustaw skieruje rząd do Sejmu w najbliższym czasie?

Łukasz Schreiber: Najważniejsze projekty to jest realizacja tych zobowiązań z „piątki na 100 dni” czyli pięciu obietnic, które złożyliśmy w trakcie kampanii wyborczej. Pierwsza z nich już została skierowana do Sejmu, czyli „mały ZUS” dla przedsiębiorców, następne to będą 13 i 14 emerytura, kwestia 100 obwodnic, badań profilaktycznych dla osób po 40 roku życia, ale też pokazanie tego planu dojścia do równych dopłat dla rolników, to co prawda nie projekt legislacyjny, ale zobowiązanie o którym pamiętamy.

W jakim horyzoncie czasowym to ma się zdarzyć?

W ciągu 100 dni mają te ustawy znaleźć się w Parlamencie, taki jest plan.

Jest pan szefem komitetu stałego Rady Ministrów, czym się zajmuje to grono?

To jest etap na którym mamy właśnie do czynienia z procesem legislacyjnym, przed tym jak projekt ustawy trafia na Radę Ministrów, stamtąd jest już kierowany bezpośrednio do Parlamentu. Tu zatem są wszystkie uzgodnienia międzyresortowe, tu ma miejsce dyskusja nad projektem ustawy, bądź innymi aktami, tu mamy też dyskusję strategiczną.

Zbliża się koniec roku, to czas uchwalania budżetu państwa, ale to też czas uchwalania budżetów samorządowych. Gminy mają pretensje do władzy centralnej, do Sejmu, do Rządu, o to, że maja mniej pieniędzy, ponieważ jeszcze w poprzedniej kadencji Sejm obniżył podatek od osób fizycznych. Co by pan odpowiedział prezydentom miast, burmistrzom, wójtom?

To jest znana nam śpiewka. Nie ukrywam, jestem zszokowany takim podejściem do sprawy. Jeżeli byśmy wzięli na przykładzie mojego rodzinnego miasta czyli Bydgoszczy. Mamy sytuację w której najpierw zwiększyliśmy dochody samorządu, dochody Bydgoszczy o ponad 100 mln rok do roku, między 2015 a 2018 rokiem, dopiero później, w 2019 roku przeprowadziliśmy te zmiany, de facto, to nie są pieniądze zabrane samorządom, to są pieniądze zwrócone obywatelom. To jest rzeczywiście obniżony podatek dochodowy dla wszystkich Polaków, to jest zerowy PIT dla osób do 26 roku życia i to najbardziej boli te samorządy. Jednocześnie zapominają, że w Sejmie za tymi projektami głosowali niemal wszyscy posłowie, w tym niemal wszyscy posłowie opozycji! Są to zatem pretensje artykułowane do wszystkich posłów na Sejm i do wszystkich ugrupowań, ale ja zwrócę na jeszcze jedną rzecz uwagę: jeżeli ktoś uważa, że to jest zrobienie wielkiej krzywdy naszemu miastu, tudzież swojej gminie, to zawsze ma taką inicjatywę, by wystąpić do mieszkańców o samoopodatkowanie się, to jest przecież możliwe, być może mieszkańcy Bydgoszczy uznają, że zamiast tych pieniędzy, które mają zostać w ich kieszeniach wolą żeby gmina się nimi zajęła i by pan prezydent zarządził na co mają być wydane. Zachęcam do tego by z takimi inicjatywami wystąpili i zobaczymy jaki jest wówczas odzew mieszkańców (...).

Piotr Tomaszewski [wideo]

Piotr Tomaszewski/fot. PR PiK/archiwum
Piotr Tomaszewski/fot. PR PiK/archiwum
PR Pik - Rozmowa dnia - Piotr Tomaszewski
– Bardzo trudne jest znalezienie oszczędności w budżecie miasta. Wciąż mam nadzieję, że środki utracone z powodu obniżki podatków, rząd jakoś samorządom zrekompensuje – mówi skarbnik Bydgoszczy Piotr Tomaszewski, który był dziś gościem "Rozmowy dnia" w Polskim Radiu PiK.


Michał Jędryka: Ile kosztuje roczne utrzymanie roczne takiego miasta, jak Bydgoszcz?
Piotr Tomaszewski: Musimy się poruszać w kwocie 2 miliardów złotych. Nasze bieżące wydatki, czyli te codzienne – na życie, nie na inwestycje, to jest nieznacznie poniżej 2 mld. Do tego dochodzą jeszcze oczywiście wydatki inwestycyjne, tego mamy w przyszłym roku 637 milionów. Podobna wartość prognozowana jest dla roku bieżącego.

Inwestycje to jest to, co najbardziej widać we wszystkich wydatkach - choć czasem nie widać, bo z inwestycjami jest często tak, że planuje się ich dużo więcej, niż wykonuje.
– Z inwestycjami jest dokładnie tak samo, jak w każdym w domu. Planując czy realizując jakąś mniejszą czy większą inwestycję, nagle okazuje się, że jest problem z fachowcami albo żeby infrastruktura czy sieć była zgodna z tym, co jest na planach. Zdarza się, że rzeczywiście zakończenie inwestycji jest przesuwane na rok następny, ale wszystkie zawsze są realizowane.

To wszystko musi być finansowane, a źródłem finansowania samorządu, miasta są podatki – między innymi udział w podatku dochodowym od osób fizycznych. O to jest chyba największa awantura, bo Parlament obniżył podatki na rok przyszły, w związku z tym dochody nie są tak wysokie, jakby samorząd chciał.
– Prawdą jest to, że zmiany podatkowe uderzyły bardzo mocno we wszystkie samorządy w Polsce. Biorąc pod uwagę, że miasta na prawach powiatu – a takim jest Bydgoszcz, mają blisko 50 proc. udziału w podatku dochodowym od osób fizycznych, to obniżenie tego podatku powoduje obniżenie wpływów do miasta. Oczywiście wszyscy jesteśmy za tym, żeby podatki obniżać, natomiast konieczne byłoby zrekompensowanie tego ubytku samorządom, w tym i Bydgoszczy. Dla Bydgoszczy jest to około 70 mln zł mniejszy wpływ, niż moglibyśmy tego oczekiwać.

Jak patrzymy na liczby bezwzględne, to ten wpływ jest mniej więcej taki, jak w roku ubiegłym, a nawet trochę wyższy.
– Nie zgodzę się, bo jeżeli wiemy, że dzisiaj mam już grudzień, to z dużym spokojem mogę powiedzieć, że wiem, jakie będą wpływy z podatku dochodowego za rok 2019. Będzie to kwota około 540-542 mln. Natomiast planowany przez Ministerstwo Finansów wpływ dla Bydgoszczy to jest 529 milionów, a zatem jest to ewidentnie kwota niższa. Nie mówiąc o tym, że w związku z tym, że jest inflacja i różne zmiany cen, z reguły niekorzystne – to co roku wpływy z PIT-u były wyższe. Na przykład w roku 2019 wpływy były wyższe o 55 milionów niż w roku 2018. To zawsze daje szansę, żeby pokryć zwiększone potrzeby na wydatki, na przykład w oświacie – bo niestety rząd zmusił nas do sfinansowania w dużej części podwyżek dla nauczycieli. Na to wszystko trzeba znaleźć pieniądze. Dotychczasowy wzrost PiT-u pozwalał, żeby te wszystkie problemy rozwiązać w miarę spokojnie. W tym roku było bardzo trudno przygotowywać budżet, bo zamiast zastanawiać się, co zrobimy z większą ilością środków, musieliśmy zastanowić się, jak uzupełnić braki.

Ale nie ma rzeczy niemożliwych – tak Pan zawsze mówi.
– To prawda, ale niektóre są bardzo trudne. Taką trudną rzeczą jest znalezienie oszczędności w budżecie, biorąc pod uwagę że Bydgoszcz już od 2011 roku stara się racjonalnie wydawać pieniądze. Nie mamy takich wydatków, o których możemy sobie powiedzieć: tego możemy nie robić, to jest zbytek. (...)



Mariusz Kałużny

Mariusz Kałużny./fot. archiwum PR PiK
Mariusz Kałużny./fot. archiwum PR PiK
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Mariusz Kałużny
Gościem Rozmowy dnia był poseł Mariusz Kałużny, wybrany do Sejmu z okręgu toruńsko - włocławskiego, były szef Centralnego Ośrodka Sportu. O planach na sejmową kadencję i wakacie na stanowisku ministra sportu.

Michał Jędryka: To pana pierwsza kadencja sejmowa. Z jakimi planami i nastrojami pan w nią wchodzi?

Mariusz Kałużny: Wchodzę z dobrymi nastrojami. Mam duże plany, ambicje i marzenia. Chciałbym je realizować. Prowadziłem bardzo aktywną kampanię wyborczą. Odbyłem ponad 20 spotkań otwartych i zwiedziłem 90 gmin. To dało mi taką dobrą podstawę do tej kadencji. Padło tyle spraw i tyle problemów, z którymi się mieszkańcy naszego województwa mierzą, że naprawdę jest co robić. Właśnie zapoczątkowałem moją pracę w biurze poselskim. Nastąpiło otwarcie biura poselskiego w Toruniu, za chwilę otworzymy biuro w Chełmnie, Grudziądzu, Brodnicy, Golubiu-Dobrzyniu po to, żeby rzeczywiście być bardzo blisko ludzi. Żeby każdy mógł do swojego posła przyjść, przedstawić swój problem i oczywiście szukać rozwiązania. W Sejmie natomiast rozpocząłem pracę w dwóch komisjach. Pierwsza to komisja sportu, kultury fizycznej i turystyki, czyli w tym obszarze, którym się zajmowałem prawie całe życie. Ostatnie lata zajmowałem się tym dość profesjonalnie. Druga komisja jest związana z kulturą i środkami przekazu, czyli z misją publiczną mediów, bo niewątpliwie to mnie też bardzo interesuje. Wiemy doskonale, że media mają wpływ na życie, myślenie obywateli. Takie sygnały przyjmowałem w czasie kampanii wyborczej, żeby tą kwestią się też zajmować, ale chciałbym się również zajmować kwestiami związanymi z rodziną czy z instytucją rodziny. Wraz z innymi posłami powołałem zespół obrony godności człowieka, jestem też członkiem zespołu do spraw ochrony życia i rodziny. Będziemy pracować w parlamencie, natomiast tutaj w Toruniu powołuję przyparlamentarny zespół do spraw obrony godności człowieka, czyli takie ciało doradcze, które będzie pomagać organizować różne spotkania, wydarzenia, ale będzie mi też doradzało w kwestii podejmowania inicjatyw ustawodawczych, więc chciałbym żeby to nie były takie „suche” zespoły w Sejmie, gdzie tylko posłowie siedzą i uważają, że wszystko wiedzą najlepiej, ale też żeby był ten przepływ informacji i potrzeb od obywateli. Będę zapraszał profesorów i znawców w różnych dziedzinach.

Intelektualnie ma pan bardzo szerokie horyzonty. Jest pan teologiem, politologiem i również działaczem sportowym. Był pan szefem Centralnego Ośrodka Sportu. Jak pan godzi to wszystko?

Godzę to wszystko. Wbrew pozorom teologia jest bardzo związana z politologią. Obie nauki bardzo dużo czerpią z filozofii - teorii powstania państwa, społeczeństwa, człowieka, więc teologia jest takim moim zainteresowaniem od zawsze. Tak samo jak politologia. Już 12 lat byłem samorządowcem, więc te kwestie mnie interesowały. Ukończyłem też studia MBA w Warszawie, na wydziale finansów i zarządzania. To jest bardzo potrzebne, kiedy zarządza się dużą instytucją, a taką instytucją zażądałem, czyli Centralny Ośrodek Sportu i z powodzeniem realizowałem największe inwestycje sportowe w Polsce. Była ta instytucja państwowa, więc z ramienia państwa, ministra Bańki to realizowałem.

W tej chwili nie ma ministra sportu. Pan premier Morawiecki mówi, że toczą się rozmowy z dwiema kobietami. Kto zostanie ministrem sportu?

Nie chciałbym strzelać, ale życzyłbym sobie, żeby to była osoba przynajmniej tak dobra jak pan minister Witold Bańka, z którym współpracowałem 4 lata. Pan minister naprawdę powiesił poprzeczkę bardzo wysoko. Znamy historię wielu ministrów i i ministerek, jak to czasem panie mówią o sobie. Wiemy jak to dotychczas było, że trochę brakowało w sporcie takiej stabilizacji, dobrego wizerunku, czasem powagi, dobrych decyzji i programów. Pan minister Bańka to wszystko uporządkował. Brałem w tym udział, widziałem jak to wszystko powstawało - począwszy od sportu wyczynowego, gdzie mamy dziś sportowców naprawdę na bardzo dobrym poziomie, mamy medale na igrzyskach, na mistrzostwa świata, mistrzostwach Europy...

(...)

Pana zdaniem ministrem sportu powinien zostać działacz sportowy, polityk czy jeszcze ktoś inny?

Uważam, że jak ktoś jest działaczem sportowym i czuje sport, pracował w nim, to jest na pewno atutem. Najlepsza byłaby kandydatura kogoś, kto byłby na styku sportu i polityki. Tak jak był właśnie pan minister Witold Bańka. On był kojarzony ze sportem. Jak został ministrem, to każdy się zastanawiał kto to jest. Bardzo szybko prześledzono, że to jest sportowiec. Natomiast on swojego doświadczenia politycznego też już nabierał. Nie był co prawda parlamentarzystą, ale tego doświadczenia nabierał...

Tadeusz Zwiefka

Tadeusz Zwiefka
Tadeusz Zwiefka
Polskie Radio PiK - Rozmowa Dnia - Tadeusz Zwiefka
Gościem Rozmowy dnia był poseł Tadeusz Zwiefka, wybrany z listy Platformy Obywatelskiej w Bydgoszczy. Rozmawialiśmy o modelu opozycji na najbliższą kadencję, zbliżających się wyborach prezydenckich, ale także o zapowiedziach Very Jourovej, nowej komisarz odpowiedzialnej za praworządność w UE.

Michał Jędryka: W pierwszych dniach pierwszego posiedzenia Sejmu pojawiły się pewne oznaki, że styl debaty publicznej może się nieco zmienić, złagodnieć. Czy pan też odniósł takie wrażenie?

Tadeusz Zwiefka: Tak, rzeczywiście w szczególności na pierwszym posiedzeniu, chciałbym by to wrażenie przerodziło się w pewność, w praktykę, aby debata publiczna, która zabrnęła w jakiś ślepy zaułek, powróciła na normalny tor, aby można było się różnić w sposób kulturalny. Do takiej debaty parlamentarnej jestem przyzwyczajony po 15 latach pracy w Europarlamencie i mogę tylko tyle obiecać, że dołożę wszelkich moich sił, aby tak ta debata przebiegała w polskim parlamencie, ale podejrzewam, że zgrzyty pojawią się pewnie na każdym posiedzeniu.

Pewnie będą, bo społeczeństwo również jest podzielone, podobnie jak obóz polityczny. Świadczy o tym m.in. ostatni sondaż Kantar, gdzie zapytano o ocenę pracy całego gabinetu premiera Mateusza Morawieckiego i 43% wskazało, że ocenia rząd dobrze, ale taki sam odsetek badanych ma przeciwne zdanie. Czy to symptomatyczne?

Jeśli pan zwróci uwagę na wyniki ostatnich wyborów parlamentarnych to mniej, więcej ten sondaż dotyczący oceny rządu przekłada się na wyniki z tych wyborów, czyli 43% poparcia dla PiS. Ci wszyscy, którzy nie głosowali na PiS i mają wyrobione zdanie na temat polityki prowadzonej przez tę opcję polityczną, a w szczególności przez rząd pana Morawieckiego są przeciwnego zdania, nie ma w tym nic zaskakującego i zdrożnego.

Zbliżają się wybory prezydenckie, a prace prezydenta Andrzeja Dudy wg tego samego sondażu dobrze oceniło 49% pytanych, przeciwnego zdania było 38%. Tym czasem prezydent Andrzej Duda wg nieoficjalnych informacji zamierza prowadzić kampanię wyborczą wokół tematu tzw. emerytur stażowych. Chodzi o to, żeby możliwa była wypłata świadczeń z ZUS po 35 latach pracy dla kobiet i 40 dla mężczyzn. Co pan sądzi o takiej kampanii?

Poruszył pan dwie kwestie. Kampania prezydenta Dudy już się zaczęła, trwa od pewnego czasu, pan Duda jeździ, spotyka się z mieszkańcami różnych miejscowości, jest bardzo aktywny, pokazał to także w kampanii 5 lat temu, kiedy przechylił szale zwycięstwa na swoja korzyść i będzie starał się powtórzyć ten model kampanijny także teraz. Wszyscy, którzy będą konkurowali będą musieli bardzo mocno podkręcić tempo swoich działań i objeżdżać Polskę, spotykać się z wyborcami. Ocena pracy prezydenta jest tak samo podzielona, jak sondaż o którym rozmawialiśmy. Część uważa, że to jest dobry prezydent, część, że to nie jest dobry prezydent. Trudno powiedzieć, że Andrzej Dyda jest dobrym prezydentem, skoro udało mu się złamać prawo, co jako prawnikowi, doktorowi prawa, nie przystoi, a prezydentowi, strażnikowi Konstytucji tym bardziej. Natomiast tematyka o której pan wspomniał czyli kwestie związane z ewentualnymi rewolucjami emerytalnymi, oczywiście jest to temat istotny, ale dalibóg nie najważniejszy dzisiaj. Dyskusja o tym w jaki sposób powinny być urządzone emerytury dla pokolenia, które zbliża się do wieku emerytalnego, ale przede wszystkim dla tych młodych, którzy dziś wstępują na rynek pracy, bądź są w kwiecie wieku produkcyjnego, powinna toczyć się cały czas. To jest problem, który dotyka nie tylko polskiego systemu emerytalnego, on jest zauważalny także w wielu innych krajach w związku z problemami demograficznymi. taki temat powinien mieć też miejsce w czasie kampanii prezydenckiej, tylko nie przeceniajmy, bowiem prezydent może inicjować pewnego rodzaju zdarzenia legislacyjne, ale legislatorem nie jest. (...).

Mikołaj Bogdanowicz [wideo]

Mikołaj Bogdanowicz. Fot. Archiwum
Mikołaj Bogdanowicz. Fot. Archiwum
Rozmowa Dnia - Mikołaj Bogdanowicz
Gościem Rozmowy Dnia był Mikołaj Bogdanowicz - wojewoda kujawsko-pomorski, który decyzją premiera Mateusza Morawickiego będzie kontynuował misję reprezentowania rządu w terenie przez kolejną kadencję.

Michał Jędryka: Pan premier Mateusz Morawiecki, kiedy powoływał czterech nowych wojewodów w niektórych województwach, powiedział między innymi, że wojewodowie są nie tylko oczami i uszami rządu, ale są również głową i rękami. Czuje się Pan tak?

Tak, te cztery lata, myślę że udowodniły, że rola wojewody jest istotna. Ja tylko zaznaczę, że jeden z wojewodów policzył, że dostaliśmy 176 nowych zadań od rządu, które również przejęliśmy od samorządu. Tych zadań rządowych w terenie jest bardzo dużo. Rzeczywiście, często spotkania w MSWiA to są wielogodzinne narady, na których poruszamy bieżące tematy związane z naszym województwem, z różnych sfer życia, którymi się rząd w danym momencie zajmuje, które trzeba rozwiązać. Rzeczywiście przechodzą przez ręce wojewodów rozmaite sprawy: wiele konsultacji, ustaw, szczególnie rodzina 500 plus, w tej początkowej fazie. Rozmowy z samorządowcami też w dużej mierze odbywają się właśnie poprzez wojewodów. Każda sfera funkcjonowania, łącznie z gospodarką, na którą ma wpływ rząd, to również są zadania wojewodów.

Ja jeszcze raz pozwolę sobie zacytować premiera Morawieckiego, który powiedział na tej uroczystości powołania wojewodów takie słowa: „Serce Polski bije tak samo w mocno w dużych miastach, jak w małych miejscowościach". Była taka dyskusja, że wojewoda kujawsko-pomorski to powinien być człowiek z Bydgoszczy. Pan w Bydgoszczy wprawdzie jest od 4 lat, natomiast pochodzi pan z Kruszwicy, był pan tam wiceburmistrzem. Czy pan również do siebie przyjmuje te słowa, że serce Polski bije tak samo mocno w małych miastach?

Staram się być wojewodą w całym województwie, równo dla każdego, kto tego potrzebuje, kto potrzebuje tej roli wojewody. To jest to, co my też sobą cały czas reprezentujemy, czyli zrównoważony rozwój. Każda mała wieś, miasteczko, miejscowość są istotne i ważne. To, że ja nie jestem z dużego miasta jest też korzystne wobec konfliktu bydgosko - toruńskiego, który cały czas jest, niestety, żywy w naszym województwie. Staram się tyle dobrego zrobić dla Bydgoszczy, dla Torunia, Włocławka, Inowrocławia, Grudziądza, angażuję się tam, gdzie po prostu jest to potrzebne. Dziękuję również wszystkim samorządowcom, którzy mnie wspierają, ale również ze mną współpracują na bardzo wysokim poziomie, bo przez to możemy dużo więcej zrobić. (...).

No właśnie, współpraca z samorządami, o której pan wspomniał, czasami bywa szorstka, włodarze dużych miast podkreślają, że mają problem z dopięciem budżetu, bo rząd obniżył podatek PIT...

Współpraca wojewody z samorządowcami, a teraz te wystąpienia samorządowców, to są dwie różne sprawy. I o tym można by było rzeczywiście dużo rozmawiać. Jeżeli chodzi o moją współpracę z samorządowcami, to rzeczywiście, jeżeli chodzi o burmistrzów i wójtów powiatów i gmin w naszym województwie, ona jest bardzo dobra. Jeżeli chodzi o prezydentów, no mogłaby być ta współpraca pewnie dużo lepsza w Bydgoszczy i w Inowrocławiu, ale staram się bardzo dobrze i na wysokim poziomie pracować z prezydentami Torunia, Włocławka czy Grudziądza. W każdym z tych miast są inne priorytety, inne zadania. Często się spotykamy, rozmawiamy, jak wczoraj z prezydentem Glamowskim z Grudziądza, prezydentem Wojtkowskim we Włocławku, czy z panem prezydentem Zaleskim z Torunia. No tutaj politycznie rzeczywiście pan prezydent Brejza i pan prezydent Bruski... No ale to nie jest moja wina, i to nie jest jakby moja inicjatywa. Jeżeli chodzi o obawy samorządów, rzeczywiście one się pojawiają. To jest kwestia dyskusyjna. Musimy też jednak pamiętać, jaki wpływ na funkcjonowanie społeczeństwa i samorządów ma program rodzina 500 plus. Blisko 5 miliardów złotych trafiło do rodzin właśnie w tych samorządach, i w Bydgoszczy, i w małych miejscowościach. Te pieniądze naprawdę ułatwiły i zmieniły funkcjonowanie i priorytety samorządowców. Pamiętajmy o tym, że wzrost gospodarczy powoduje, że są większe wpływy z PIT-u i z innych podatków. (...)



Zbigniew Girzyński [wideo]

Zbigniew Girzyński./fot. archiwum
Zbigniew Girzyński./fot. archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Zbigniew Girzyński
Gościem "Rozmowy dnia" był poseł prof. Zbigniew Girzyński, z którym rozmawialiśmy miedzy innymi o pomyśle upamiętnienia 100-lecia Bitwy Warszawskiej, jak również o bieżącej sytuacji politycznej po pierwszym posiedzeniu Sejmu.

Michał Jędryka: W ostatnich dniach – po tym, jak inicjatywę poparł premier Mateusz Morawiecki – głośno o łuku triumfalnym, który miałby upamiętnić 100. rocznicę Bitwy Warszawskiej. Pomysł architekta Marka Skrzyńskiego powstał w 2016 roku. Łuk triumfalny miałby stanąć w nurcie Wisły, od dawna są zbierane cegiełki na ten cel. Co Pan sądzi o tym pomyśle?
Prof. Zbigniew Girzyński: Z całą pewnością Bitwa Warszawska wymaga, aby ją godnie upamiętnić. Tego w Warszawie ciągle jeszcze nie ma. 100. rocznica tych ważnych wydarzeń jest doskonałą okolicznością, aby do sprawy wrócić. Pomysł jest niezwykle ciekawy i nowatorski. Miejmy nadzieję, że uda się go zrealizować.
Przypomina mi to inny ciekawy pomysł – taki, że w nurtach Wisły miała powstać piękna syrenka, która jest symbolem Warszawy – to było jeszcze przed II wojną światową. Wówczas – ze względów technicznych – zrezygnowano z tego pomysłu. Ludwika Nitschowa wyrzeźbiła syrenkę, która stoi do dziś na Wybrzeżu Kościuszkowskim w Warszawie – tę, którą doskonale znamy. To jeden z nielicznych w ogóle pomników warszawskich, który nie został zniszczony przez Niemców w czasie II wojny światowej właśnie ze względu na to, że stał obok Wisły, trochę na uboczu, nieco zapomniany. Do tego pomnika pozowała Ludwice Nitschowej krewna – Krystyna Krahelska – sanitariuszka, która w wieku 30 lat zginęła w Powstaniu Warszawskim, a która między innymi napisała piosenkę "Hej chłopcy, bagnet na broń". Pierwotny pomysł był taki, aby syrenka nie stała obok nurtu rzeki, ale aby wyrastała wprost z Wisły. Nie udało się tego wówczas zrealizować.
Być może teraz mamy inne czasy i większe możliwości. Technologicznie piękny łuk triumfalny, wyrastający z nurtu rzeki, jesteśmy w stanie zrobić. Byłoby to coś pięknego i przypomnę, że koncepcja budowy łuków triumfalnych jest w naszym kręgu cywilizacyjnym niezwykle popularna. Poza paryskim, najbardziej nam wszystkim znanym, jest jeszcze wiele innych pięknych budowli, które z jednej strony coś ważnego mówią o danym mieście i wydarzeniach, a z drugiej strony są przepiękną atrakcją turystyczną. Mogłoby tak być również w Warszawie.

Ale wymagałoby to pewnie regulacji Wisły, bo jest bardzo płytka i wysychająca w Warszawie.
– To z jednej strony źródło utrapienia, ale niekiedy także źródło ogromnych skarbów. Niedawno – dzięki temu, że w pewnym momencie nurt znacząco się obniżył, można było odszukać skarby zagubione przez Szwedów, wywożone z Polski w czasie Potopu Szwedzkiego.
Z całą pewnością wymagałoby to daleko idących działań technologicznych, ale myślę, że Bitwa Warszawska była czymś tak ważnym w naszej historii – w historii Polski, ale także w historii Europy, tak istotnym dla ochrony cywilizacji zachodniej, w ogóle naszego świata, że wymaga wyjątkowego upamiętnienia. Myślę, że byłoby to coś, co mogłoby być naprawdę wizytówką Warszawy i to bez względu na to, jakich poglądów jesteśmy. Pamiętajmy, że 100 lat temu w Bitwie Warszawskiej i w ogóle w wojnie polsko-bolszewickiej stali obok siebie najwięksi polityczni adwersarze, ponieważ wszyscy bronili cennego skarbu, jaki udało się niespełna dwa lata wcześniej odzyskać, czyli niepodległości.

W 1920 roku front przebiegał w większości wzdłuż nurtu Wisły, sięgając aż po Włocławek-Toruń. Czy właśnie tutaj – w naszym regionie – też nie powinno się upamiętniać tamtych wydarzeń?
– Biorąc pod uwagę, że bolszewicy doszli aż tutaj – w okolice Lubicza, można powiedzieć, że nieomal do Torunia myślę, że to doskonały pomysł, aby także tutaj poszukać godnych miejsc, upamiętniających tamte wydarzenia. W Lipnie mamy przepiękny pomnik niepodległości, który nawiązuje do tego, co mieszkańcy tamtego powiatu na ziemi dobrzyńskiej zrobili, aby uratować polską niepodległość w 1920 roku. Podobnie jest we Włocławku. To ogromne wyzwanie dla władz lokalnych. Niech ta dyskusja, także w radiowym studiu, będzie zachętą dla wszystkich przedstawicieli władz samorządowych. (...)



Krzysztof Gawkowski

Krzysztof Gawkowski. Fot. Archiwum
Krzysztof Gawkowski. Fot. Archiwum
PR PiK - Rozmowa Dnia - Krzysztof Gawkowski
Lewica zawiadamia prokuraturę ws. podejrzenia popełnienia przestępstwa przez marszałek Sejmu Elżbietę Witek, w związku z głosowaniami w Sejmie nad wyborem członków KRS - poinformował szef klubu Lewicy Krzysztof Gawkowski. Polityk był gościem "Rozmowy dnia" w Polskim Radiu PiK. Posła Gawkowskiego pytaliśmy także m.in. o sprawę podniesienia akcyzy na alkohol i wyroby tytoniowe.


Marcin Kupczyk: W nocy z czwartku na piątek Sejm wybrał cztery osoby do składu Krajowej Rady Sądownictwa. Zdaniem klubu Lewicy doszło do złamania zasad demokracji. Rzeczniczka klubu Anna Maria Żukowska używa słów: "oszustwo" i "przestępstwo". Bardzo ciężkie oskarżenia.
Krzysztof Gawkowski: Dlatego, że na sali sejmowej naprawdę działy się rzeczy niesłychane. Pani marszałek Witek zdecydowała się powtórzyć głosowanie, które – według jej najbliższych współpracowników, wiceszefa kancelarii Sejmu –zostało zakończone. Pan minister poinformował, że wszystkie głosy są oddane i nie można tego zrobić. Pani marszałek zdecydowała się to zrobić, pomimo braku regulaminowej możliwości i po namowach posłów Prawa i Sprawiedliwości, jak się okazało chwilę później. Było to wynikiem przeświadczenia polityków PiS-u, że głosowanie przegrają. Dlatego zdecydowaliśmy się złożyć do prokuratury w Warszawie zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa z artykułu 231, czyli nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego. Chcemy sprawdzić i ujawnić wyniki pierwszego głosowania, które zostało zakończone, a których pani marszałek nie ujawniła.

Pani marszałek nie znała tych wyników - mówią rządzący.
– Ale to nie ma znaczenia.

Nie mogła działać na korzyść swojego ugrupowania politycznego, nie znając wyników.
– Mogła - dlatego, że podchodzili posłowie PiS-u, którzy informowali, że się mylili, że źle podejmowali decyzje i że przegrają to głosowanie, więc wpływ był taki, że informacja z ław sejmowych Prawa i Sprawiedliwości była jasna: "przegramy to głosowanie, musimy je powtórzyć". Zapraszam wszystkich Słuchaczy, żeby obejrzeli filmiki, kiedy to posłanki Prawa i Sprawiedliwości mówią o tym - "trzeba powtórzyć, bo przegramy" i prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który podszedł do mównicy i powiedział do pani marszałek: "anuluj". To są fakty, to zostało nagrane. Powinna to sprawdzić prokuratura, bo są wyniki głosowania wszystkich posłów. Nie ma miejsca na to, żeby powiedzieć: "jest kompromis, pani marszałek mogła". Nie, nie mogła! Artykuł 231 Kodeksu Karnego, paragraf pierwszy, dokładnie o tym mówi – kto działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech.

Sala była pełna, posłowie oddali głosy. Jakiego wyniku mógłby się Pan spodziewać, gdy na sali jest ponad 230 posłów popierających kandydatury PiS-u. Skoro dostawali po 233 i po 234 głosy.
– Ale w drugim głosowaniu, które było nielegalnie powtórzone.

Ale to znaczy, że pojawili się na sali nowi posłowie PiS-u, czy popierający kandydatury PiS-u? 233 i 234 głosy - to są fakty.
– Nie! Mamy na sali głosowanie - tak, jak czasami w szkole, w samorządzie szkolnym, na radzie miasta czy we wspólnocie mieszkaniowej. Każde głosowanie wygląda tak samo – podnosi się rękę do góry i głosuje, w tym przypadku elektronicznie. Przychodzi sekretarz, który jest ministrem i mówi: "wszystkie głosy policzyliśmy". Podchodzą w tym czasie politycy i mówią" "pomyliliśmy się, trzeba to zmienić koniecznie, bo będzie zły wynik". Podchodzi prezes partii i mówi do marszałek Sejmu: "anuluj głosowanie". Pani marszałek nie ujawnia wyników głosowania pomimo, że minister jest nagrany, jest z tego film i dźwięk. Minister mówi: "nie możemy tego zrobić", a pani marszałek - "anuluj głosowanie". W efekcie anulowane jest głosowanie, którego wyników nie znamy. Jeżeli pan redaktor mnie zapyta, czy to głosowanie coś zmieni, to ja zapytam, dlaczego nie możemy ujawnić jego wyników, skoro są zapisane w systemie. Wystarczy, żeby ta sprawa była jasna, żeby pani marszałek ujawniła wyniki głosowania. Jeżeli będą tożsame z tymi drugim, to zamykamy sprawę. Jeżeli jest tak, jak pan reaktor mówi, czyli 233 osoby głosowały za, to ja przychodzę do studia i mówię: "przepraszam, pomyliliśmy się". Ale jeżeli jest coś sfałszowane, to powinna się tym zająć prokuratura. (...)
1234567