Matuszewicz w znakomitej formie przed HMŚ! W sobotę pobiła rekord, w niedzielę wygrała zawody
W sobotę w Gorzowie Anna Matuszewicz uzyskując wynik 6,77 metrów pobiła rekord Polski w skoku w dal. Dzień później w Arenie Toruń, sportsmenka wygrała Memoriał Grzegorza Duneckiego. Do zwycięstwa wystarczyło 6,63 metra.
22-letnia Anna Matuszewicz podczas zawodów w Gorzowie Wielkopolskim ustanowiła halowy rekord Polski w skoku w dal, osiągając 6,77 m. Tym samym wymazała z tabel 46‑letni wynik Anny Włodarczyk. Torunianka wygrała mocno obsadzony mityng i jednocześnie wypełniła minimum na halowe mistrzostwa świata, które w dniach 20–22 marca odbędą się w jej rodzinnym mieście.
Zawodniczka MKL Toruń rekordowy rezultat uzyskała w szóstej kolejce. Poprzedni halowy rekord kraju – 6,74 m – należał do Anny Włodarczyk, która skoczyła tyle 2 marca 1980 roku w Sindelfingen, zdobywając wówczas złoty medal halowych mistrzostw Europy.
– Wrażenie jest nie do opisania. Myślę, że to jeszcze do mnie nie dotarło. Bardzo się cieszę, że zrobiłam życiówkę. O rekordzie w ogóle nie myślałam — po prostu przygotowywałam się do sezonu. Byłam gotowa na minimum. Mam świetnych trenerów, którzy idealnie wiedzą, co i jak zaplanować, żeby było daleko, więc jestem spokojna o ten sezon i o kolejne – powiedziała.
Sukces swojej zawodniczki podsumował trener Jacek Butkiewicz.
– Myślę, że to naturalna kolej rzeczy, do której dążyliśmy. Cała praca układa się sukcesywnie i jak dotąd bardzo dobrze to wychodzi. Były momenty, jak to w sporcie, kiedy rozwój był wolniejszy, ale cały czas postępował. Dzięki podejściu Ani do treningu mamy dziś taki efekt, czyli rekord Polski. Liczymy, że będzie jeszcze lepiej – podkreślił.
Podczas wczorajszych zawodów w Gorzowie, w memoriale Duneckiego, zaprezentował się także Adrian Brzeziński. Zawodnik MKL Toruń wygrał rywalizację w skoku w dal (7.53) oraz w biegu na 60 metrów (6.70). Swój start w Arenie Toruń ocenił z dużą rezerwą.
– Było mniej skoków spalonych, ale wynik nie był dobry. Sama technika też dziś nie wyglądała dobrze, była zdecydowanie gorsza niż wczoraj. Nie jestem zadowolony ze skoku w dal, choć nie miałem dużych oczekiwań, bo jestem po długiej podróży, a wczorajszy start był późno. Za to 60 metrów wyszło dziś lepiej – zabrakło 13 setnych do życiówki. Z jednej strony to dużo, z drugiej nie do końca, bo mój rekord życiowy jest naprawdę dobry i nie da się go biegać codziennie. Cieszy mnie jednak, że co roku stabilnie się do niego zbliżam – mówił Brzeziński.