I tutaj zaczyna się chyba najciekawsza część całej historii. W pewnym momencie Olivia zapowiedziała: „one of the greatest British songwriters”. Publiczność spodziewała się kolejnego gościa, być może nawet Eda Sheerana, który dwa dnie wcześniej wystąpił z Olivią podczas Jej koncertu w Londynie. Tymczasem na scenę wszedł Robert Smith z The Cure i razem wykonali: „Friday I'm in Love” oraz „Just Like Heaven”. Oba utwory znalazły się później na albumie.
I to był prawdziwy międzypokoleniowy moment Glastonbury: 22-letnia gwiazda pop-punku i 66-letni Robert Smith, jeden z najbardziej charakterystycznych artystów w historii brytyjskiego rocka. „Financial Times” określił ten duet jako wręcz spotkanie muzycznej teraźniejszości z historią Glastonbury. A Robert Smith był naprawdę tajemnicą.
I to był prawdziwy międzypokoleniowy moment Glastonbury: 22-letnia gwiazda pop-punku i 66-letni Robert Smith, jeden z najbardziej charakterystycznych artystów w historii brytyjskiego rocka. „Financial Times” określił ten duet jako wręcz spotkanie muzycznej teraźniejszości z historią Glastonbury. A Robert Smith był naprawdę tajemnicą.
To nie był przypadek typu „wszyscy wiedzieli, że pojawi się gość”. Według relacji dotyczących występu, jego udział udało się rzeczywiście utrzymać w tajemnicy. Co więcej, źródła cytowane przez „The Times” twierdziły, że nawet osoby związane z The Cure niekoniecznie wiedziały wcześniej, że Smith pojawi się na scenie festiwalu Glastonbury. To dlatego reakcja publiczności była tak autentyczna.
„Guardian” zwracał uwagę, że był to jeden z nielicznych naprawdę niespodziewanych „secret guestów” tego festiwalu. I tu jeszcze świetny gest charytatywny - Olivia i Robert Smith postanowili, że 100% dochodu netto artystów z obu piosenek The Cure zostanie przekazane organizacji Doctors Without Borders / Médecins Sans Frontières.
Olivia sama przyznała później, że była przerażona przed koncertem. To kolejna rzecz, której nie było widać na scenie. W rozmowie z BBC w czerwcu 2026 roku Olivia Rodrigo powiedziała, że chwilę przed wyjściem na Pyramid Stage przeżywała niemal atak paniki. Siedziała w łazience i miała myśleć mniej więcej: „Jak ja mam to zrobić? Nie jestem gotowa”. A potem, kiedy wyszła na scenę i zaczęła śpiewać, stres nagle zniknął. Mówiła, że poczuła się całkowicie spokojna i „u siebie”.
„Guardian” zwracał uwagę, że był to jeden z nielicznych naprawdę niespodziewanych „secret guestów” tego festiwalu. I tu jeszcze świetny gest charytatywny - Olivia i Robert Smith postanowili, że 100% dochodu netto artystów z obu piosenek The Cure zostanie przekazane organizacji Doctors Without Borders / Médecins Sans Frontières.
Olivia sama przyznała później, że była przerażona przed koncertem. To kolejna rzecz, której nie było widać na scenie. W rozmowie z BBC w czerwcu 2026 roku Olivia Rodrigo powiedziała, że chwilę przed wyjściem na Pyramid Stage przeżywała niemal atak paniki. Siedziała w łazience i miała myśleć mniej więcej: „Jak ja mam to zrobić? Nie jestem gotowa”. A potem, kiedy wyszła na scenę i zaczęła śpiewać, stres nagle zniknął. Mówiła, że poczuła się całkowicie spokojna i „u siebie”.
To świetnie kontrastuje z tym, jak wygląda cały zapis koncertu - na płycie słychać artystkę, która brzmi jak ktoś absolutnie pewny siebie. Jak koncert został przyjęty? Bardzo dobrze.
„The Guardian” – 5 gwiazdek. Recenzent Alexis Petridis uznał występ za najlepszy duży set całego weekendu i podkreślał, że Rodrigo całkowicie „ukradła” festiwal.
Recenzja w „The Independent” określała koncert jako połączenie: wielkiego show, terapii, teatralnego spektaklu, wspólnego przeżywania emocji przez ogromny tłum.
„New Musical Express” określiło występ jako „performance of a lifetime”, zwracając uwagę na energię, rockowy charakter zespołu i finał z Robertem Smithem.
W wywiadzie z 2026 roku, Olivia Rodrigo mówiła, że ma wobec Glastonbury ogromny respekt ze względu na historię i dziedzictwo festiwalu i że w przygotowanie tego występu włożyła ogromnie dużo pracy i emocji. I chyba właśnie dlatego ten koncert tak dobrze „przeniósł się” na płytę.
To niezwykłe: „Olivia śpiewa swoje hity na festiwalu”. To był dla niej egzamin z bycia „headlinerem” jednego z najważniejszych festiwali muzycznych świata. I zdała go bardzo dobrze!
„The Guardian” – 5 gwiazdek. Recenzent Alexis Petridis uznał występ za najlepszy duży set całego weekendu i podkreślał, że Rodrigo całkowicie „ukradła” festiwal.
Recenzja w „The Independent” określała koncert jako połączenie: wielkiego show, terapii, teatralnego spektaklu, wspólnego przeżywania emocji przez ogromny tłum.
„New Musical Express” określiło występ jako „performance of a lifetime”, zwracając uwagę na energię, rockowy charakter zespołu i finał z Robertem Smithem.
W wywiadzie z 2026 roku, Olivia Rodrigo mówiła, że ma wobec Glastonbury ogromny respekt ze względu na historię i dziedzictwo festiwalu i że w przygotowanie tego występu włożyła ogromnie dużo pracy i emocji. I chyba właśnie dlatego ten koncert tak dobrze „przeniósł się” na płytę.
To niezwykłe: „Olivia śpiewa swoje hity na festiwalu”. To był dla niej egzamin z bycia „headlinerem” jednego z najważniejszych festiwali muzycznych świata. I zdała go bardzo dobrze!