Energa bez argumentów. Gorzowianki dominowały od początku do końca
Energa Toruń poniosła dotkliwą porażkę, przegrywając na własnym parkiecie 49:92 z KSSSE Eneą AJP Gorzów Wielkopolski w meczu 18. kolejki Orlen Basket Ligi Kobiet. Starcie z ligowym potentatem obnażyło zarówno braki kadrowe, jak i strukturalne problemy w organizacji gry przeciwko najlepszym.
Początek spotkania pokazał, że Torunianki będą miały ogromne problemy z intensywnością i fizycznością rywalek. Energa przez pierwsze cztery minuty zdobyła tylko jeden punkt, a przewaga AZS-u szybko urosła do dwucyfrowej.
Krótki impuls dały Johnson i Sagerer, które na moment zmniejszyły stratę do czterech oczek, jednak był to jedyny fragment, w którym toruński atak funkcjonował płynnie. Brakowało ruchu piłki, kreowania przewag i jakiejkolwiek alternatywy dla indywidualnych akcji liderek.
W drugiej odsłonie torunianki próbowały ustabilizować grę i ograniczyć straty z pierwszych minut. Energa zaczęła nieco lepiej poruszać piłką, a pojedyncze akcje pozwalały utrzymywać kontakt na poziomie kilkunastu punktów. W efekcie przewaga przyjezdnych rosła powoli, lecz nieubłaganie.
Po przerwie podopieczne Elmedina Omanicia wyszły na parkiet z nadzieją na odwrócenie losów spotkania, ale lider Orlen Basket Ligi Kobiet natychmiast zgasił ten płomień. Presja na piłce była tak intensywna, że Energa miała problem z wyprowadzeniem akcji, a każda strata bolała podwójnie. Seria 22:2 w osiem minut była jak zimny prysznic. Klub z lubuskiego grał tak, jakby każdy kolejny atak był treningowym schematem wykonywanym z automatyzmem i pewnością siebie.
Ostatnia kwarta to już wyłącznie domknięcie tej smutnej historii. Trenerzy rotowali składem, a tempo wyraźnie spadło.
Warto zaznaczyć, że w całej drugiej połowie Katarzynki zdobyły zaledwie 17 punktów. Tylko trzy zawodniczki miejscowych przekroczyły pięć oczek. Przy tak ograniczonej sile rażenia trudno myśleć o rywalizacji z zespołem tak kompletnym, jak Enea AZS Gorzów.
Energa Toruń – KSSSE Enea AJP Gorzów Wielkopolski 49:92 (16:21, 16:23, 6:27, 11:21)