Asia Czajkowska

2026-09-03
Asia Czajkowska Fot. facebook.com/Asia Czajkowska

Asia Czajkowska Fot. facebook.com/Asia Czajkowska

Polskie Radio PiK – Zwierzenia przy muzyce – Asia Czajkowska

Asia Czajkowska jest wokalistką, autorką tekstów i muzyki, pasjonatką jazzu i improwizacji. Poza tym to stypendystka MKiDN oraz swojego rodzinnego Torunia. Laureatka m.in. 40. Międzynarodowych Spotkań Wokalistów Jazzowych w Zamościu, Ogólnopolskiego Festiwalu Piosenki Żydowskiej i Izraelskiej w Kaliszu (2013), Ogólnopolskiego Konkursu Piosenek Jeremiego Przybory czy Ogólnopolskiego Festiwalu Piosenek Zbigniewa Wodeckiego w Warszawie. Jest również filolożką, językoznawczynią i jedną z ulubionych piosenkarek młodego pokolenia Ireny Santor.

„...zaczynaliśmy jeździć z piosenkami Zbigniewa Wodeckiego. Ten program był konstruowany tak, żebyśmy śpiewali jako chór z towarzyszeniem zespołu instrumentalnego oraz żeby jako goście specjalni towarzyszyli nam Alicja Majewska i Włodzimierz Korcz. I to było takie muzykowanie przeplatane z opowiadaniem, wspomnieniami o panu Zbigniewie. Autorem projektu jest Paweł Głowiński, a zespół nazywał się Polyphonics. Jako drugi projekt tego zespołu powstała ta trasa jubileuszowa z panią Ireną Santor. Najpierw zagraliśmy w Romie, taki piękny koncert, uroczysty też z gwiazdami, z udziałem wielu gwiazd, a do tego wystąpili nasz chór i nasi wokaliści jako soliści...”

Sobota, 5 września 2026 o godz. 17:05
Witam Cię Asiu.
- Niezmiernie mi miło.

Od tego momentu, kiedy sobie tak gaworzyłyśmy w czasie pandemicznym minęło kilka lat. To w ogóle była przepiękna historia, bo Asia była „na ostatnich nogach", że tak się wyrażę, w ciąży, za moment rodziła. Kiedy urodziłaś – nazajutrz?
- 18 stycznia, to chyba było dzień wcześniej.

A to była pandemia, więc wszyscy pozamykani w domach i jedyna możliwość, żeby się wedrzeć do domu, to zostawić tam sprzęt. Tylko taka była wtedy możliwość połączenia i od tego czasu zresztą sporo minęło i w Twoim życiu artystycznym też sporo się zadziało.
- Oj tak, rzeczywiście, jak pomyślę jak nabrałam rozpędu. Niektórzy mówią, że jak się rodzi małe dziecko, to kobieta tak siada, a ja zdecydowanie nabrałam wiatru w skrzydła. Jeszcze bardziej zaczęłam działać.

Jak szybko po urodzeniu wróciłaś na estrady?
- Pierwszy koncert zaśpiewałam 11 dni po porodzie. To była taka sytuacja wyjątkowa, bo mieliśmy zagrać z big bandem , Eljazz big bandem Józefa Eliasza i byłam z nim umówiona, że jeżeli będę czuła się dobrze to dołączę, a jeżeli nie to zagrają sami. tak że nic na siłę. Koncert był w Filharmonii w Gdańsku, a mój poród opóźnił się względem tego, co było planowane, o 5 dni i zamiast tych 2 tygodni, które miałam mieć w zapasie, okazało się, że to tylko 11 dni. Ale czułam się dobrze, więc pojechałam z dziecięciem oczywiście. W przerwach karmienie, tulenie, super było.

Twoja córeczka w ogóle chyba tak przesiąknęła muzyką.
- Zgadza się, może nie podróżuje ze mną cały czas. Nie zawsze mogę ją zabrać. Też nie zawsze byłoby to dla niej korzystne i komfortowe, ale jak tylko mogę, to jeździmy razem.

Ważny jest ten szybki powrót, prawda do pewnej sprawności artystycznej? Nigdy nie przyszło Ci do głowy, żeby na jakiś czas po urodzeniu córki zawiesić śpiewanie na kołku?
- Nigdy nie przyszło mi to do głowy. Nie, ja za bardzo to kocham, żeby odwiesić to na kołek.

... i stałaś się ulubioną wokalistką Ireny Santor.
- Rzeczywiście, nie wiem czy można tak powiedzieć, ale ostatnio Pani Irena napisała mi dedykację „zakochana w jej głosie”.

43E6C822-3E42-4BA4-8E3B-47823DF8A028 Asia Czajkowska z Ireną Santor na „Vistula Sounds” w Operze Nova (na tej płycie potem pojawiła się dedykacja „Kochanej Asi - Zakochana w jej głosie Irena Santor"). Fot. nadesłane

Jak rozmawiałam z Panią Ireną, tuż po jej dziewięćdziesiątych urodzinach, wówczas jeździliście z takim programem, prawda? I ona wtedy zupełnie nie wiedząc do końca czy rozmawia z dziennikarzem właśnie z tych rejonów. nagle powiedziała, że uwielbia jeździć z młodymi artystami i tutaj padło twoje nazwisko. Jak w ogóle doszło do tego programu, bo to był taki projekt stworzony specjalnie pod repertuar Ireny Santor.
- O ile dobrze sięgam pamięcią, zaczynaliśmy jeździć z piosenkami Zbigniewa Wodeckiego. Ten program był konstruowany tak, żebyśmy śpiewali jako chór z towarzyszeniem zespołu instrumentalnego, oraz żeby jako goście specjalni towarzyszyli nam Alicja Majewska i Włodzimierz Korcz. I to było takie muzykowanie przeplatane z opowiadaniem, wspomnieniami o panu Zbigniewie. Autorem projektu jest Paweł Głowiński, a zespół nazywał się Polyphonics. Jako drugi projekt tego zespołu powstała ta trasa jubileuszowa z panią Ireną Santor. Najpierw zagraliśmy w Romie, taki piękny koncert, uroczysty też z gwiazdami, z udziałem wielu gwiazd, a do tego wystąpili nasz chór i nasi wokaliści jako soliści. To było w Romie i to było transmitowane w Telewizji Polskiej. Do dziś można ten koncert pod tytułem „Maleńki znak” obejrzeć na VOD. Polecam, bo ładny był to koncert.

Polyphonics został stworzony z wielu głosów, jaki był dobór chórzystów. Czy to był jakiś casting, czy wy wcześniej już tworzyliście zespół?
- Chyba Paweł ogłosił casting w różnych mediach społecznościowych i tam puszczał wici, ale kilka osób w tym zespole znalazło się bezpośrednio przez niego zaproszonych. Jedną z tych osób byłam ja. Dzisiaj zespół ten funkcjonuje w mniejszym składzie, ale wiem, że działają dalej, już beze mnie.

Natomiast w twoim życiu artystycznym przecież nie tylko ten projekt się zadział, wydałaś płyty?

- Nie jedną nawet. Nie liczyłam wszystkich moich współprac, bo było ich sporo. Dużo takich udziałów gościnnych, gdzie zostałam zaproszona, dużo udziałów, gdzie tworzyłam chórki. Ostatnio ukazała się płyta mojego przyjaciela, gdzie wspólnie z Anią Florkiewicz śpiewałyśmy chórki, wspaniali muzycy tam zagrali. Oprócz tego zaśpiewałam na płycie Sylwestra Ostrowskiego trochę chórków, trochę duetów, wcześniej oczywiście Atrakcyjny Kazimierz, czyli Jacek Bryndal, z nim to chyba 3 albumy nagrałam. Więc dużo tych gościnnych udziałów, oprócz tego jako chórzystka Astrolabium, to nagraliśmy chyba 5 płyt razem, w tym 2 nominowane do Fryderyka i na tej ostatniej właśnie z drugą nominacją, miałam największy udział jako ja, bo nie tylko śpiewałam głosem, kiedyś to altem, potem sopranem, ale również nagrałam takie improwizowane partie solowe, co mnie bardzo cieszyło, bo mogłam pokazać więcej.

Nadal śpiewasz w Astrolabium?
- Oczywiście, jutro nawet mamy próbę po wakacjach. To taka odskocznia trochę, bo tam śpiewam inną emisją, bardzo lubię śpiewanie w harmonii, śpiewanie w chórze. Zawsze dawało mi to wiele radości. Jak tych obowiązków pojawiło się więcej, to musiałam się zdystansować, w sensie odpuścić pewne projekty. Nie we wszystkim mogłam brać udział, po prostu bym nie dźwignęła tego czasowo, a pewne rzeczy też się nakładały. W jednym terminie miałam swój koncert solowy i z Astrolabium. No to wybierałam te solowe projekty. Kinga Litowska, nasza cudowna dyrygentka jest jeszcze wyrozumiała dla mnie i mam nadzieję, że będzie i pozwoli mi nadal w tym chórze brać udział, bo bardzo sobie cenię śpiewanie w tym zespole.

Mówiąc o płycie, to miałam na myśli płytę twoją z Los Angeles trio. To jest taka przedziwna płyta, drodzy państwo, której wiecznie szukam, co zaprezentuję jakiś utwór w wykonaniu właśnie solowym Asi Czajkowskiej, to ona potem gdzieś się chowa i ja jej znowu szukam. Fantastyczna płyta.
- Bardzo dziękuję. To jest moja trzecia solowa płyta, bo pierwszą nagrałam koncertową dzięki uprzejmości Darka Kowalskiego, który wpadł na ten pomysł i sfinansował to z moimi wspaniałymi kolegami, również gościnnie z kilkoma muzykami, to dawne dzieje. Potem druga „Pianissima” takie moje dziecko, wyczekane po 10 latach odkąd zaczęłam się tym zajmować. Płyta wyszła i bardzo jestem z niej dumna, bo są to piękne piosenki nagrane z pianistami. Ale mamy i trzecią, o której jesteś łaskawa wspomnieć. Też ją bardzo lubię. Jestem zadowolona z tego jak zaśpiewałam, nagraliśmy to w wymarzonym studiu w Lubrzy. Wiesz, pojechałam dzięki Sylwkowi Ostrowskiemu, który zresztą dziś obchodzi pięćdziesiąte urodziny, więc jeśli mogę to: „100 lat 100 lat” (śpiewa), Sylwek, może będzie słuchał akurat. To studio, ta atmosfera i ci muzycy wspaniali, bo jednak mam świadomość, że obcuję z legendami i z muzykami, którzy są dużo bardziej doświadczeni ode mnie i to, że mogę z nimi wspólnie coś tworzyć, jest dla mnie wielkim zaszczytem.

To przedstaw Los Angeles trio, bo to świetny skład.
- Los Angeles trio nagrało tę płytę w nowym składzie. Już od początku oczywiście Józef Eliasz – perkusja, Bogdan Hołownia pianista i lider i na kontrabasie zagrał Paweł Pańta.

To naprawdę crème de la crème. Z takimi muzykami się świetnie pewnie śpiewa.
- Oj tak.

To teraz stałaś się z kolei etatową wokalistką Józefa Eliasza i Eljazz big-bandu, orchestry i tak dalej. Jak spotykam się z Józefem, to on zawsze mówi, że jesteś członkiem big bandu.
- A to tak, rzeczywiście. Jestem postrzegana i to również jest dla mnie bardzo miłe, bo nie zawsze się traktuje wokalistki , jako pełnoprawnych muzyków. Nierzadko jest to takie myślenie: o refrenistka, albo ozdoba. Przepraszam bardzo, tutaj rzeczywiście Józef traktuje mnie z szacunkiem. Pozwala mi śpiewać solówki, improwizować na równi z muzykami, a przecież grają tam same wybitności, więc to jest wspaniałe, że i w big-bandzie śpiewam, i w tej mniejszej formie, czyli w orkiestrze też, a i czasami jak gramy jako kwintet, to również mam zaszczyt tam występować.

Czujesz się już wokalistką bydgoską?

- Już się trochę taką bydgoską wokalistką czuję, choć nie śmiałabym. Ja uwielbiam śpiewać w Bydgoszczy, bo ta wasza publiczność jest znakomita. Ostatnio 3 dni z rzędu śpiewałam w Bydgoszczy i to były 3 różne projekty. Śpiewałam z zespołem Józefa Eliasza tutaj, gdzie wzięłam udział w koncercie „The Best of Bydgoszcz”. To był jeden z tradycyjnych plenerowych koncertów, na który schodzą się naprawdę ogromne tłumy i to jest zawsze dla nas wielkim przeżyciem, jak państwo nas przyjmują, jak nie chcą nas wypuścić, jak bisujemy wielokrotnie i jest taka euforia publiczności. No więc tak, nie czuję się na tyle, że nie mieszkam tu, ale bardzo lubię przyjeżdżać. Lubię śpiewać w Eljazzie i w innych miejscach: w Operze Nova, gdzie już miałam zaszczyt dwa razy wystąpić. To też przepiękne miejsce. Śpiewałam na Festiwalu Vistula Sounds, gdzie była pani Irena, a wcześniej w Operze Nova na Zaucha Festiwal, gdzie udało mi się też zdobyć nagrodę.

Tak, no to był mocny festiwal. W ubiegłym roku, bo to był wrzesień 2025. Mocna obsada konkursowa. Tobie się jeszcze chce występować w konkursach?
- Rzadko się na to decyduję, ale ten Zaucha Festiwal był takim ważnym punktem i gdzieś tam z tyłu głowy zawsze miałam zapisane, że to jest świetny festiwal, a że ja kocham Zauchę i nawet kiedyś startowałam, chyba 13 lat wcześniej, może nawet na pierwszym festiwalu. Wtedy tak się zestresowałam na przesłuchaniu, po prostu nie poszło mi zbyt dobrze, więc w ogóle się nie dziwię, że nie przeszłam dalej. A teraz przyszłam z dużo większym doświadczeniem, z pewnością siebie, z wiarą w swoje możliwości. Przez dłuższy czas towarzyszyła mi taka myśl, że nie jestem dość dobra, bo nie skończyłam studiów muzycznych. Wkręcałam sobie jakiś taki syndrom oszusta. Zdarza mi się to do dziś, ale walczę z tym dzielnie.

Czegoś żałujesz, jeśli chodzi właśnie o to wykształcenie muzyczne?Tak z perspektywy czasu?
- Z perspektywy czasu troszkę żałuję tego, że nie poszłam na takie studia, dlatego, że miałabym rozleglejsze pewnie kontakty i większą pewność siebie. A może szacunek pewnych środowisk, bo na przykład muzycy, z którymi współpracuję, im w ogóle to nie przeszkadza dlatego, że całą tę wiedzę, którą zdobywa się na studiach, ja nauczyłam się jej w praktyce, albo sama poszukując, uczyłam się pisania nut, aranżacji, harmonii, tego jak improwizować. Uczyłam się po prostu na scenie i w domu. I nikt mi raczej nie daje odczuć, że nie jestem profesjonalna.

Zobacz także

Anna Jurksztowicz

Anna Jurksztowicz

Marika

Marika

Adam Kośmieja

Adam Kośmieja

Józef Eliasz

Józef Eliasz

Krystyna Stańko

Krystyna Stańko

Radek Łukasiewicz

Radek Łukasiewicz

Maciej Figas

Maciej Figas

Jos Maria Florncio

José Maria Florêncio

Co tydzień jest okazja do spotkań z niecodzienną muzyką, z niecodziennymi gośćmi, niecodziennymi tematami...
Magda Jasińska. Fot Piotr Ulanowski

Magda Jasińska. Fot Piotr Ulanowski

„Zwierzenia przy muzyce”
zaprasza Magda Jasińska
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej Polityce prywatności

Zamieszczone na stronach internetowych www.radiopik.pl materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazą danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Polskie Radio Regionalną Rozgłośnię w Bydgoszczy „Polskie Radio Pomorza i Kujaw” S.A. na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek wykorzystywanie przedmiotowych materiałów przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.

Rozumiem i wchodzę na stronę