Piątek, 10 kwietnia 2026 o godz. 20:05
Witamy w Bydgoszczy.
- Bardzo mi tu zawsze miło.
… ale milej Ci jak występujesz z Perfectem, czy milej jak występujesz pod swoim nazwiskiem?
- To dosyć trudne pytanie, dlatego, że to są troszeczkę inne emocje. Ja już się zakochałem w występowaniu z Perfectem i tak naprawdę mocno bałem się rok temu, bo wiadomo, nie wiedziałem, jaki będzie odbiór, jak to będzie wyglądać, czy ludzie w ogóle zaakceptują mnie na tej scenie?
Czy to nie był żart prima aprilisowy?
- Wiesz co? Dlatego, że to jest ten moment, kiedy można wymienić się naprawdę emocjami, gdzie czuć przepływ tej energii. Ja tego się nauczyłem najpierw, a potem się w tym zakochałem, ponieważ widzę, jak ludzie tego potrzebują, jak potrzebują tego, abyśmy byli prawdziwi i żebyśmy byli szczerzy. Zawsze taki byłem na scenie, cokolwiek robiłem, w którą stronę eksperymentowałem i zauważyłem, jak mocno ludzie to zaczynają doceniać. Ta droga jest trudna takiego artysty, który nie idzie na skróty, że wiesz, że nie idziesz z trendami, bo ja nawet jak szedłem z trendami, to dopiero po 20 latach gdzieś tam na przykład kombinowałem, żeby coś się wydarzyło, ale to też na zasadzie takiego czegoś, żeby się nauczyć. A dziś widzę , jak to ludzie doceniają i to jest miłe.
Wolno Ci w Perfekcie śpiewać w kapeluszu?
- Ja w kapeluszu, to nawet wchodzę śmieci wyrzucić.
W domu też chodzisz w kapeluszu?
- Nie, bo za ciepło mam w domu.
Rodzina też Cię zna z tego prywatnego anturażu?
- Tak, ale wiesz co, mam takie lekkie kapelusze, nawet Marek Dudkiewicz podarował mi jeden taki słomkowy kapelusz, który nadaje się do chodzenia w domu, więc jak najbardziej, ale ja kapelusze po prostu pewnego dnia pokochałem. Był jakiś koncert, chyba graliśmy, pamiętam z zespołem Chemia, w jakimś mieście i przypadkowo się znalazł kapelusz w moich rękach. Założyłem go, stanąłem na scenie i przypomniało mi się, jak kiedyś, kiedy zaczynałem grać z zespołami, jak miałem gitarę i zawsze miałem wrażenie, że jak mam jakiś atrybut, to się trochę za nim chowam. Jest mi tak jakoś wygodniej zza tego atrybutu do ludzi śpiewać. Schować w kapeluszu, bo w brodzie się trochę schowałem, w kapeluszu się trochę schowałem. Najgorsze, że w zeszłym roku straciłem dobry wzrok i teraz za okularami muszę się chować i te okulary, kapelusz, broda i już teraz nikt nie wie, kto tam stoi. (śmiech). Dlatego muszę uważać z tymi atrybutami, ale nie, kapelusze kocham i myślę, że one zostaną już ze mną.
Opowiadaj, jest duma, jak występujesz pod szyldem Perfectu?
- Duma to przychodzi w momencie, kiedy schodzę ze sceny i wszyscy krzyczą po raz trzeci „bis”, to wtedy jestem dumny z tego, co udało nam się zrobić, ale tak naprawdę to był strach. To była oczywiście wielka radość, żeby dostać taką propozycję.
... i odpowiedzialność niesamowita.
- Dokładnie, bo wiedziałem, co mnie czeka. Ja wiedziałem, że za chwilę wyleje się kilka wiader, że znowu trafię na jakąś tam falę z hejtem.
Porównania będą zawsze.
- Tak. Grzesiek jest spoko, bo to było moje pierwsze pytanie: „co Grzesiek na to, że ja będę śpiewał?” To było dla mnie ważne, bo jeżeli bym otrzymał odpowiedź, która byłaby niewygodna, to bym nie dołączył do zespołu, mimo tych wszystkich marzeń. Ale otrzymałem wiadomość, że Grzesiek mówi, że fajnie, żebym był sobą, że trzyma kciuki. Nawet mu się zdarza zadzwonić do chłopaków, bo zobaczył mnie na przykład w telewizji. Mówił: „o jaki fajny chłopak, pozdrówcie go” i tak dalej. My z Grześkiem się widzieliśmy raz w życiu i to było z 15 lat temu, przy okazji jakiegoś koncertu. Przybiliśmy sobie „pionę” i nic więcej do tej pory, nawet nie rozmawialiśmy, chociaż ja wiem, że taki moment nadejdzie, ponieważ nie dość, że my obaj mieszkamy w Warszawie, niedaleko siebie, to jeszcze odwiedzamy urlopowo te same miejsca. Ale myślę, że i on i ja wiemy, że nic na siłę nie musi się wydarzyć. Myślę, że to się wszystko wydarzy naturalnie. Zresztą z Patrycją się też bardzo lubimy i mijamy często na scenach, więc na pewno dojdzie do jakiegoś fajnego przesympatycznego spotkania. A jeżeli chodzi o poprzednich liderów, no to tu nam zostaje Zbyszek Hołdys, ale on w latach dziewięćdziesiątych zniknął z zespołu, był proszony, aby kontynuował tę historię z zespołem, odmówił, więc nie traktowałem tutaj jego jako autorytetu, który mógłby wypowiedzieć się i ocenić sytuację. Powiedziałem, że Zbyszek ocenia to po swojemu i no już zostawiam to jemu i jego fanom. Niech tak będzie, jak jest. Mam na ten temat swoją opinię.
Darek Kozakiewicz pisze nowe utwory?
- Na pewno napisał ten najnowszy, czyli „Liczbę Pi”. Ja wiem, że ma w zanadrzu jeszcze kilka innych ciekawych, sporo ma, ale strasznie się wstydzi dzielić. Ja nie piszę na zamówienie, nie piszę piosenek i tak było z nim za pierwszym razem. Jak mówię: „słuchaj mam też kilka propozycji, ale żeby wejść w ten kręgosłup Perfectowy, to fajnie by było jakbyśmy zaczęli i żeby to była Twoja kompozycja, więc może masz coś?” W końcu przyjechał do mnie, siedliśmy sobie przy stole i zaproponował. Mówi: „słuchaj, mam kilka. Zobacz, na przykład taka” i zagrał pierwszą. To była ta. Patrzę na niego i mówię: „Przecież to jest właśnie świetny utwór. Dlaczego mówisz, że nie umiesz, że zapomniałeś? Tego się nie zapomina.” I od razu wzięliśmy ten utwór na warsztat. Rozmawialiśmy, kto by napisał tekst, ja też rozważałem, czy może zabrać się do tego, ale wpadliśmy na lepszy pomysł i pojawił się Jacek Cygan. Jacek Cygan do mnie zadzwonił, zapytał mnie, co myślę o tym utworze, co sobie wyobrażam, jak słyszę melodię i tak dalej. To mu powiedziałem o tym, jak bardzo nie lubię polityki, bo nas dzieli, bo dzisiejsza polityka służy tylko temu. On powiedział: „wiesz co ja myślę na ten temat, że mnie interesuje takie porozumienie, zgoda, żebyśmy przestali się w końcu różnić z tytułu tego, że mamy inny światopogląd. Naprawdę można znaleźć te pomosty.” Wydaje mi się, że on mówi, ja wszystko rozumiem, ja wszystko wiem, ja się z tym zgadzam i po trzech nocach dostałem tekst, który trafił dokładnie w sedno. W każdym wersie jest to, co ja chciałem mu z serca przekazać. Ja się piekielnie wzruszyłem. Wtedy ja mówię: „to mamy fajną piosenkę, pierwszą naszą wspólną w Perfekcie, z której będę naprawdę dumny” i faktycznie jestem. Potem do produkcji siadł Arek Kopera, świetny, nowoczesny, ale taki emocjonalny producent. Bardzo dobra kompilacja cech. I jak usłyszałem efekt finalny, już jak pogrzebaliśmy przy tym wszyscy, tak stwierdziłem, że jest to, Perfect z nutą nowoczesności. Wiadomo, że wszystkim Perfect będzie siedział w sercach z Grześkiem przy mikrofonie, no ale jest to Perfect i Łukasz Drapała. Ta nazwa też jest inna, bo Perfect jest, bo chłopaki są bez Grześka, ale jest i Łukasz Drapała dlatego, że nie chciałbym zastępować Grześka, bo się nie da. To jest legenda, nie da się ścigać z tym człowiekiem. Ja mogę być następcą. Zresztą na każdym koncercie ludzie, bardzo im dziękuję za tę piękną historię Perfectu, którą mamy na płytach, mamy w internecie, zawsze możemy do tego wrócić.
Ogłosiliście 1 kwietnia, że jesteś wokalistą zespołu Perfect, nomen omen. Jak się okazało, jednak to nie był dowcip. A potem sondowaliście trochę rynek, pojawiając się w różnych programach, w różnych przestrzeniach.
- Może pojawią się jacyś goście? Jeszcze zobaczymy. Rozmawiamy teraz na ten temat wewnętrznie i wiesz, zaczęło się dziać tak dużo, że chyba wszyscy uwierzyliśmy w to, że ta reaktywacja miała więcej sensu, niż nam się wydawało.