Jak dochodzi do współpracy z Randy Breckerem – dzwonisz i się umawiasz?
- Pewnie, że tak (śmiech). Wynika to ze wspólnoty muzycznych upodobań. W latach 90. nasze drogi jazzowe się zeszły, jeszcze kiedy mieszkałem w Niemczech mieliśmy ze sobą kontakt. Potem było kilka możliwości wspólnego grania – w 1996 roku nagraliśmy w polsko–amerykańskim składzie płytę "Turtles", która jest wizytówka naszych czasów. Potem było różnie, do koncertowania powróciliśmy przy okazji płyty "Tykocin Jazz Suite". Randy Brecker jest bratem Michaela, tworzyli legendarną grupę "The Brecker Brothers". Michael zachorował na białaczkę i poszukiwano dla niego dawcy szpiku kostnego i okazało się, że ich korzenie sięgają Podlasia w Polsce. Odnaleźliśmy nawet pierwotne nazwisko Breckerów, szukając potencjalnych dawców – Tykocki. Jak się później okazało, jednym z pierwszych rabinów Szkoły Rabinackiej w Tykocinie był Tykocki. To było niesamowite odkrycie. Ta historia była dla mnie inspiracją do napisania, już po śmierci Michaela, suity Tykocin. Zainteresował się nią amerykański wydawca Summit Records, który wydał ją w Stanach i zebrała ona znakomite recenzje.
Czyli ta współpraca z Randy Breckerem jest szczęśliwą, a sama nominacja już jest sukcesem, bo do tej pory żadnemu polskiemu muzykowi to się nie udało.
- Uściślijmy, żadnemu polskiemu muzykowi jazzowemu i rozrywkowemu. Cuda się zdarzają, ja też traktuję tę nominację jako cud. Nagrania naszych kompozytorów poważnych wielokrotnie były nominowane. Penderecki, Górecki, Lutosławski. Nawet w tym roku I Symfonia Lutosławskiego w wykonaniu Los Angeles Philharmonic pod dyrekcją Esy-Pekki Salonena też otrzymała nominację. Mam zamiar pojechać 26 stycznia do Los Angeles na uroczystość wręczenia nagród i się bliżej przyjrzeć tej uroczystości – dostałem już zaproszenie.
- Pewnie, że tak (śmiech). Wynika to ze wspólnoty muzycznych upodobań. W latach 90. nasze drogi jazzowe się zeszły, jeszcze kiedy mieszkałem w Niemczech mieliśmy ze sobą kontakt. Potem było kilka możliwości wspólnego grania – w 1996 roku nagraliśmy w polsko–amerykańskim składzie płytę "Turtles", która jest wizytówka naszych czasów. Potem było różnie, do koncertowania powróciliśmy przy okazji płyty "Tykocin Jazz Suite". Randy Brecker jest bratem Michaela, tworzyli legendarną grupę "The Brecker Brothers". Michael zachorował na białaczkę i poszukiwano dla niego dawcy szpiku kostnego i okazało się, że ich korzenie sięgają Podlasia w Polsce. Odnaleźliśmy nawet pierwotne nazwisko Breckerów, szukając potencjalnych dawców – Tykocki. Jak się później okazało, jednym z pierwszych rabinów Szkoły Rabinackiej w Tykocinie był Tykocki. To było niesamowite odkrycie. Ta historia była dla mnie inspiracją do napisania, już po śmierci Michaela, suity Tykocin. Zainteresował się nią amerykański wydawca Summit Records, który wydał ją w Stanach i zebrała ona znakomite recenzje.
Czyli ta współpraca z Randy Breckerem jest szczęśliwą, a sama nominacja już jest sukcesem, bo do tej pory żadnemu polskiemu muzykowi to się nie udało.
- Uściślijmy, żadnemu polskiemu muzykowi jazzowemu i rozrywkowemu. Cuda się zdarzają, ja też traktuję tę nominację jako cud. Nagrania naszych kompozytorów poważnych wielokrotnie były nominowane. Penderecki, Górecki, Lutosławski. Nawet w tym roku I Symfonia Lutosławskiego w wykonaniu Los Angeles Philharmonic pod dyrekcją Esy-Pekki Salonena też otrzymała nominację. Mam zamiar pojechać 26 stycznia do Los Angeles na uroczystość wręczenia nagród i się bliżej przyjrzeć tej uroczystości – dostałem już zaproszenie.