Nie ciągnie Pani do jazzu, bo nie wszystkim śpiewakom operowym udaje się rozgraniczyć te światy.
- Mało komu się to udaje. Mam okazję śpiewać w świetnych operowych koncertach sylwestrowych. Od czasu do czasu mam koncerty rozrywkowe, ale pochłonięta jestem pracą w operze. Jestem szczęśliwa, że śpiewam i że jestem pracownikiem najlepszej opery z najlepszymi warunkami w kraju.
Wystąpiła Pani w głównej partii, w najnowszej premierze "Rycerskość wieśniacza" - Jak długo się pracuje nad rolą? Tutaj trzeba wyjaśnić słuchaczom, że w tym spektaklu kreuje Pani dwie partie kobiece, jednego wieczoru śpiewa Pani Santuzze, a drugiego Lolę.
- Nawet realizatorzy na początku prób mieli wątpliwości, czy dam radę, czy się nie pomylę. Jak się przekonali to już było ok. Mieliśmy wstępne próby w czerwcu, potem wznowiliśmy je pod koniec wakacji. To była komfortowa sytuacja, bo podczas wakacji ta muzyka już brzmiała w głowie i można było to przemyśleć. Bardzo mile wspominam współpracę z choreografem Jarosławem Stańkiem, nawet zostawałam na próbach chóru, ażeby zobaczyć jak ustawia zespół.
Czy Polska jest dla Pani przystankiem na chwilę?
- Nie wiem, jeszcze La Scala do mnie nie dzwoniła (śmiech). Na razie chciałabym robić tu jak najwięcej ról. Mamy dużą scenę, fajny teatr. Wszyscy się w Polsce dziwią jak to jest, że na wszystkich spektaklach śpiewamy przed pełną publicznością. Nigdy nie wiadomo co Bóg da. Jednak nie myślę o tym, dużo pracuję i tym żyję.
Bariera językowa już dla Pani nie istnieje. Myśli Pani w języku polskim.
- Ona od dawna już nie istnieje. Nie wiem jak myślę, niekiedy po angielsku.
W Polsce jest Pani od jakiegoś czasu, a śpiewaka rozwija możliwość pracy w różnych teatrach.
- Stawałam do przesłuchań w wielu teatrach, to są fajne doświadczenia. Nie wiem jednak czy to mi jest już potrzebne, mam wystarczająco dużo stresu podczas spektakli, które wykonuję w teatrze. Wiele propozycji odmawiałam, bo już czasowo nie wyrabiam, wybieram na razie pracę tu na miejscu.
- Mało komu się to udaje. Mam okazję śpiewać w świetnych operowych koncertach sylwestrowych. Od czasu do czasu mam koncerty rozrywkowe, ale pochłonięta jestem pracą w operze. Jestem szczęśliwa, że śpiewam i że jestem pracownikiem najlepszej opery z najlepszymi warunkami w kraju.
Wystąpiła Pani w głównej partii, w najnowszej premierze "Rycerskość wieśniacza" - Jak długo się pracuje nad rolą? Tutaj trzeba wyjaśnić słuchaczom, że w tym spektaklu kreuje Pani dwie partie kobiece, jednego wieczoru śpiewa Pani Santuzze, a drugiego Lolę.
- Nawet realizatorzy na początku prób mieli wątpliwości, czy dam radę, czy się nie pomylę. Jak się przekonali to już było ok. Mieliśmy wstępne próby w czerwcu, potem wznowiliśmy je pod koniec wakacji. To była komfortowa sytuacja, bo podczas wakacji ta muzyka już brzmiała w głowie i można było to przemyśleć. Bardzo mile wspominam współpracę z choreografem Jarosławem Stańkiem, nawet zostawałam na próbach chóru, ażeby zobaczyć jak ustawia zespół.
Czy Polska jest dla Pani przystankiem na chwilę?
- Nie wiem, jeszcze La Scala do mnie nie dzwoniła (śmiech). Na razie chciałabym robić tu jak najwięcej ról. Mamy dużą scenę, fajny teatr. Wszyscy się w Polsce dziwią jak to jest, że na wszystkich spektaklach śpiewamy przed pełną publicznością. Nigdy nie wiadomo co Bóg da. Jednak nie myślę o tym, dużo pracuję i tym żyję.
Bariera językowa już dla Pani nie istnieje. Myśli Pani w języku polskim.
- Ona od dawna już nie istnieje. Nie wiem jak myślę, niekiedy po angielsku.
W Polsce jest Pani od jakiegoś czasu, a śpiewaka rozwija możliwość pracy w różnych teatrach.
- Stawałam do przesłuchań w wielu teatrach, to są fajne doświadczenia. Nie wiem jednak czy to mi jest już potrzebne, mam wystarczająco dużo stresu podczas spektakli, które wykonuję w teatrze. Wiele propozycji odmawiałam, bo już czasowo nie wyrabiam, wybieram na razie pracę tu na miejscu.