Za pierwszym razem udało się zdać do Szkoły Teatralnej?
- Udało się. Pochwaliłem się tym śpiewem i to oczarowało komisję. To troszkę niepoważne studia, człowiek próbuje scenki, wygłupia się. Są oczywiście i poważne przedmioty. Dla nas to taki artystyczny klasztor, w którym się siedzi całe dni. Całkiem fajne życie i to się za mną wlecze do dzisiaj. Ale wszystko zaczęło się od Piwnicy do Baranami.
Jak Pan się tam dostał?
- Po prostu poszedłem. Byłem jeszcze w szkole teatralnej, przygotowałem jakieś numery musicalowe i poszliśmy do Piotra Skrzyneckiego wraz z kolegami, z propozycją czy możemy tam zaśpiewać jako support. Udało się – wzbudziłem kontrowersje swoim występem, bo część mówiła, że jestem nie z tego kabaretu. Bywałem tam początkowo, śpiewałem chórki Ani Szałapak, aż wreszcie zacząłem pokazywać własny repertuar.
Był Pan na tyle odważny, że sięgnął Pan po repertuar Ewy Demarczyk.
- To było trochę później. Niektóre jej piosenki mi się bardzo podobały, a nikt nie chciał dla mnie napisać tak pięknych utworów. Kompozytorzy częściej pisali dla kobiet, bo te ich oblegały.
Podobno nagrywa Pan nową płytę?
- Tak, wszystkie teksty do piosenek napisał Michał Zabłocki – płyta będzie dostępna pewnie na wiosnę. Dla mnie to bardzo ciekawy repertuar w kierunku nowoczesnego porządnego popu, z niewydumanymi tekstami. Umówimy się jak już materiał będzie gotowy.
Bardzo długo czekamy na tę płytę.
- Bardzo długo, ale chcę żeby była bardzo ładna. Nauczyłem się niczego nie robić na hurra. Cieszę się, że pracuję z młodymi muzykami, oni mnie przekonali do nowocześniejszego brzmienia.
A co z tą ABBĄ?
- (śmiech) ABBA to moja wielka miłość. Jako nastolatek słuchałem ich przebojów. Zadręczałem i do dzisiaj zadręczam wszystkich ABBĄ. W samochodzie w zmieniarce mam sześć płyt ABBY.
A dlaczego chciał Pan zostać "artystką"
- Jako mały chłopiec odpowiadałem na pytanie "Kim chciałbyś zostać Jacusiu" - "Artystką". Może dlatego, że śpiewałem taką piosenkę "Panna Andzia sobie gra na mandolinie..."
- Udało się. Pochwaliłem się tym śpiewem i to oczarowało komisję. To troszkę niepoważne studia, człowiek próbuje scenki, wygłupia się. Są oczywiście i poważne przedmioty. Dla nas to taki artystyczny klasztor, w którym się siedzi całe dni. Całkiem fajne życie i to się za mną wlecze do dzisiaj. Ale wszystko zaczęło się od Piwnicy do Baranami.
Jak Pan się tam dostał?
- Po prostu poszedłem. Byłem jeszcze w szkole teatralnej, przygotowałem jakieś numery musicalowe i poszliśmy do Piotra Skrzyneckiego wraz z kolegami, z propozycją czy możemy tam zaśpiewać jako support. Udało się – wzbudziłem kontrowersje swoim występem, bo część mówiła, że jestem nie z tego kabaretu. Bywałem tam początkowo, śpiewałem chórki Ani Szałapak, aż wreszcie zacząłem pokazywać własny repertuar.
Był Pan na tyle odważny, że sięgnął Pan po repertuar Ewy Demarczyk.
- To było trochę później. Niektóre jej piosenki mi się bardzo podobały, a nikt nie chciał dla mnie napisać tak pięknych utworów. Kompozytorzy częściej pisali dla kobiet, bo te ich oblegały.
Podobno nagrywa Pan nową płytę?
- Tak, wszystkie teksty do piosenek napisał Michał Zabłocki – płyta będzie dostępna pewnie na wiosnę. Dla mnie to bardzo ciekawy repertuar w kierunku nowoczesnego porządnego popu, z niewydumanymi tekstami. Umówimy się jak już materiał będzie gotowy.
Bardzo długo czekamy na tę płytę.
- Bardzo długo, ale chcę żeby była bardzo ładna. Nauczyłem się niczego nie robić na hurra. Cieszę się, że pracuję z młodymi muzykami, oni mnie przekonali do nowocześniejszego brzmienia.
A co z tą ABBĄ?
- (śmiech) ABBA to moja wielka miłość. Jako nastolatek słuchałem ich przebojów. Zadręczałem i do dzisiaj zadręczam wszystkich ABBĄ. W samochodzie w zmieniarce mam sześć płyt ABBY.
A dlaczego chciał Pan zostać "artystką"
- Jako mały chłopiec odpowiadałem na pytanie "Kim chciałbyś zostać Jacusiu" - "Artystką". Może dlatego, że śpiewałem taką piosenkę "Panna Andzia sobie gra na mandolinie..."