Hakerzy znaleźli nowy, zaskakujący cel – sklepowe lodówki i zamrażarki, które zdalnie podgrzewają, doprowadzając do zepsucia ogromnych partii żywności. Po pierwszym potwierdzonym cyberataku w Polsce, Główny Inspektor Sanitarny zwołał pilną naradę i postawił służby w stan gotowości. Czy zepsute w nocy i niepostrzeżenie zamrożone nad ranem mięso może trafić na nasze talerze i jak kujawsko-pomorski Sanepid zamierza nas przed tym chronić?
Europa walczy z nową falą cyberataków, w których hakerzy przejmują kontrolę nad sklepowymi lodówkami i zdalnie je podgrzewają, celowo niszcząc żywność. Pierwszy przypadek odnotowano także w Polsce. To bardzo duże zagrożenie - podkreśla Wojciech Koper, Wojewódzki Inspektor Sanitarny w Bydgoszczy.
- W ten sposób możemy zepsuć bardzo duże ilości żywności i ta żywność w pierwszej fazie może być też dużym zagrożeniem dla ludzi, bo po prostu mnoży się nam sporo bakterii, a po coś przechowujemy tą żywność w lodówkach, więc musimy być po prostu czujni. Nie tylko przedsiębiorcy, którzy muszą szczególnie zadbać o bezpieczeństwo systemów teleinformatycznych. To nie może być byle jakie podłączenie do sieci, tylko muszą być pełne zabezpieczenia - dodaje.
Jeżeli zauważymy, że z lodówkami sklepowymi coś się dzieje, to należy poinformować o tym obsługę. Można też zgłosić interwencję do Państwowej Inspekcji Sanitarnej.
- W tej żywności następuje logarytmiczny wzrost bakterii. Ja myślę, że nawet po przygotowaniu tej żywności nie bylibyśmy w stanie jej spożyć. Chociażby zwykła ryba, która będzie rozmrożona i zamrożona, w trakcie przygotowywania, czyli smażenia będzie wydzielała taki zapach, że będziemy w stanie wyłapać, że to się nie nadaje do spożycia. Inaczej jest w przypadku mięsa. Wtedy możemy sobie przygotować potrawę. Jeżeli nie będzie tej obróbki właściwej, pełnej, to bakterie mogą w produkcie pozostać - wskazuje Wojciech Koper.
0:00
0:00
Wybierz utwór z treści strony