„Jeśli uda się zatrzymać choć jednego człowieka szerzącego medyczną dezinformację, to już będzie dużo”
- Na pewno nie uda nam się zwalczyć tego zjawiska w 100 procentach, ale nawet pojedyncza pseudoterapia, nawet jeden człowiek, który próbuje ją proponować i zostanie zastopowany przez nowe przepisy, to będzie dowód na to, że ta gra jest warta świeczki - mówi dr Szymon Suwała.
Lekarz śledzi informacje na temat zdrowia, jakie pojawiają się w sieci, dezinformacje już go nie dziwią. Wciąż jednak przeraża go skala zjawiska.
- Z rzeczy najpoważniejszych, które mnie jako endokrynologa i diabetologa najbardziej uderzają, to kwestia fałszywych informacji na temat problemu niedoboru jodu w Polsce. O ile oczywiście istniał (i poniekąd istnieje nadal), o tyle walczymy z nim od późnych lat 90., jodując sól kuchenną i odżywki dla niemowląt. To na tyle skuteczne, że nie możemy mówić o powszechnym problemie z niedoborem jodu. Tymczasem są osoby dezinformujące na ten temat, próbują przekonać ludzi do tego, że jod należy suplementować i to w ogromnych dawkach. A takie potencjalnie mogą powodować problemy hormonalne, niedoczynność tarczycy, stany zapalne tarczycy (ich pojawienie się bądź eskalację już wcześniej istniejących) - mówi lekarz.
Filmiki czy inne treści wprowadzające w błąd w kwestiach medycznych, są często przygotowywane profesjonalnie, przez co łatwiej nam w nie uwierzyć.
- Co minutę do wyszukiwarki Google trafia 70 tys. zapytań dotyczących zdrowia.
- Ponad 80 proc. pacjentów jest skłonnych stosować się do porad zdrowotnych od influencerów.
- Blisko 40 proc. młodych dorosłych ufa mediom społecznościowym bardziej niż lekarzowi.