Martwe skrzynki szpiegów mogą być wszędzie. To wciąż aktualna forma łączności
Piotr Niemczyk podkreślił, że trudno powiedzieć, jakie zachowania mogą świadczyć o tym, że ktoś jest szpiegiem, bo jest ich bardzo dużo. Zaznaczył, że paranoja przynosi czasem więcej szkód niż pożytku, bo jeśli będziemy zbyt przeczuleni, zaczniemy zgłaszać służbom zupełnie niewinne zachowania obserwowane u innych. Szpiedzy najczęściej próbują dotrzeć do niejawnych informacji lub do konkretnych osób, robią zdjęcia kluczowych instytucji czy infrastruktury.
- Służby profesjonalne są w stanie robić zdjęcia tak, że tego nie zauważymy, ale to nie znaczy, by nie reagować, kiedy widzimy, że ktoś fotografuje np. tory kolejowe - mówi Piotr Niemczyk.
Szpiedzy wykorzystują w swojej działalności m.in. martwe skrzynki.
- Werbowane są osoby przydatne do codziennej działalności, na przykład do łączności wywiadowczej. Może to być ktoś, kto np. mieszka koło ciągu komunikacyjnego. Liczy wagony kolejowe, które przyjeżdżają obok i wcale nie jest w żaden szczególny sposób ulokowany w systemie związanym z dostępem do informacji niejawnych. To mogą być osoby, które pełnią funkcje pomocnicze, na przykład obsługują jakąś martwą skrzynkę. To takie miejsce, do którego z jednej strony agent (ktoś ulokowany w miejscu z dostępem do informacji) albo któryś z pośredników chowa materiały, np. mikrofilmy, nośniki pamięci, kopie dokumentów, a z drugiej strony służba, która ma z nim łączność, zostawia dla niego instrukcje, pieniądze, odbiera te materiały. To jest bardzo tradycyjna, wydawałoby się nawet, że anachroniczna forma łączności, ale nadal aktualna - mówi Piotr Niemczyk.